Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Osada wikingów pod najstarszą katedrą Norwegii

Recommended Posts

Pod podłogą najstarszej norweskiej katedry znaleziono ślady, które mogą świadczyć, że powstała ona na miejscu osady wikingów. Odkrycia dokonano, gdy archeolodzy rozpoczęli prace renowacyjne w katedrze w Stavanger w związku z zaplanowanymi na 2025 roku obchodami rocznicy założenia miasta.

Specjaliści z Norweskiego Instytutu Badań nad Dziedzictwem Kulturowym oraz Muzeum Archeologicznego Uniwersytetu w Stavanger badali przestrzeń pomiędzy podłogą a gruntem, gdy zauważyli coś nietypowego. "Pod północną częścią kościoła dostrzegliśmy cienką warstwę ciemnej ziemi o zupełnie innych cechach niż to, co widzieliśmy w innych częściach", mówi kierująca badaniami Kristine Ødeby. Gdy przystąpili do badań znaleźli tam zwierzęce kości, w tym pozostałości świni. Uczeni sądzą, że szczątki pochodzą sprzed czasu budowy katedry.

Znaleźliśmy kości świni, która została tam złożona w całości, mówi Sean Denham. Jest bardzo mało prawdopodobne, by zwierzę zostało złożone już po wybudowaniu kościoła.

Denham przypomina, że nie istniała tradycja składania tego typu szczątków w średniowiecznych norweskich kościołach. Wszystko wskazuje na to, że szczątki znalazły się w tym miejscu zanim zbudowano kościół, dodaje. To może wskazywać, że katedrę wybudowano w miejscu dawnej osady wikingów.

Halldis Hobaek z Norweskiego Instytutu Badań nad Dziedzictwem Kulturowym mówi, że hipoteza o osadzie wikingów znajduje potwierdzenie we wcześniejszych odkryciach. W 1968 roku podczas prac archeologicznych prowadzonych pod ołtarzem znaleziono warstwę spalonego drewna. Datowano je na czasy wikingów i wysunięto wówczas hipotezę, że były to resztki spalonego budynku.

Oba znaleziska potwierdzają, że katedra została zbudowana w miejscu wcześniejszej aktywności ludzkiej. Archeolodzy znaleźli też więcej pochówków, niż się spodziewali. Wiedzieliśmy, że pod podłogą katedry znajdziemy groby, ale ich liczba jest większa, niż sobie wyobrażaliśmy, cieszy się Ødeby.

Pochówki nie zostały jeszcze datowane, ale archeolodzy przypuszczają, że pochodzą one zarówno ze średniowiecza jak i z XVI-XVIII wieku. Wewnątrz, obok szkieletów, znaleziono resztki trumien, gwoździe oraz różne przedmioty, w tym pozostałości po biżuterii i igłach z brązu. Szczególnie interesującym znaleziskiem jest odkrycie niebieskich, białych i czarnych koralików oraz pereł. Zastanawiamy się, czy pochodzą one z różańca. Jeśli tak, to prawdopodobnie pochówek, w którym je znaleźliśmy, jest z okresu, kiedy katedra była kościołem katolickim, czyli sprzed 1537 roku, dodaje Ødeby.

Dokładne zbadanie przeszłości tego miejsca będzie trudne, gdyż znaleziono również dowody, iż w XIX wieku usunięto znaczne ilości materiału archeologicznego. Ponadto grubość znalezionych dotychczas warstw archeologicznych nie przekracza 15 centymetrów. Archeolodzy sądzą, że w średniowieczu – prawdopodobnie podczas budowy katedry – usunięto sporą warstwę gruntu.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pod koniec IX wieku, wkrótce po tym, jak na Islandii osiedlili się pierwsi wikingowie, doszło tam do erupcji wulkanicznej. Niemal na pewno była to pierwsza duża erupcja, którą ktokolwiek z Europy północnej zaobserwował od czasu epoki lodowej. Gdy się zakończyła, wikingowie weszli do powstałej w jej trakcie jaskini. I nazwali ją Jaskinią Surtra, boga ognia, który zapoczątkował czas i przybędzie, by rozpocząć Ragnarok i zabić ostatniego z bogów.
      W Journal of Archeology Science ukazał się właśnie artykuł Kevina Smitha, wicedyrektora w Haffenreffer Museum. Smith przeprowadził nowe analizy artefaktów zebranych w Surtshellir, Jaskini Surta, i uznał, że była ona wykorzystywana jako miejsce rytuałów związanych z Ragnarokiem.
      Analizy popiołów, artefaktów oraz średniowiecznych informacji na temat Jaskini Surta pozwoliły stwierdzić, że jaskinia powstała w drugiej połowie IX wieku. Narodziła się w czasie erupcji wulkanicznej, która pokryła lawą 240 km2 niegdyś żyznych ziem. W całkowitych ciemnościach Surtshellir, niemal 300 metrów od wejścia do jaskini, w miejscu położonym 10 metrów pod powierzchnią gruntu, Smith udokumentował rozległe stanowisko archeologiczne. Znajduje się tam kamienna struktura w kształcie łodzi, wewnątrz której palono kości zwierząt i składano ofiary. Hałdy kości ciągną się zaś od tej struktury na odległość niemal 120 metrów.
      Nasze analizy wskazują, że składanie ofiar, być może w ramach corocznych rytuałów, odbywało się tutaj jeszcze co najmniej 60–80 lat po tym, jak Islandia przyjęła chrześcijaństwo. Znalezione tu artefakty wskazują, że w rytuałach brali udział członkowie elity. Niektóre z tych artefaktów były barwione aurypigmentem ze wschodniej Turcji i ozdabiane koralikami z Bagdadu, mówi Smith.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Posługując się wykrywaczem metali, emerytowana policjantka Kath Giles znalazła na Isle of Man zapierającą dech w piersiach kolekcję biżuterii z epoki wikingów. Wśród znalezionych przedmiotów jest złota bransoleta oraz duża srebrna brosza datowana na rok 950. Odkrycia dokonano w grudniu, jednak dopiero teraz zdecydowano się o nim poinformować.
      Pani Giles mówi, że od razu zdała sobie sprawę, iż ma do czynienia z czymś wyjątkowym. Wiedziałam, że to znaczące znalezisko. Jestem zachwycona, że udało mi się odkryć coś nie tylko ważnego, ale też tak pięknego, dodaje. Lokalny konserwator zabytków zakwalifikował znalezisko jako skarb.
      Wszystkie znaleziska archeologiczne dokonane na wyspie muszą zostać zgłoszone w ciągu dwóch tygodni do Manx National Heritage. Tamtejsi specjaliści dokonują ich oceny. Jeśli uznają, że mamy do czynienia ze „skarbem” znalezione przedmioty przechodzą na własność państwa, a znalazcy wypłacana jest nagroda.
      Na razie nie określono wartości znalezionych przedmiotów. Wcześniej odkryta podobna biżuteria wikingów została wyceniona na 1500 funtów za sztukę. Wartość dużego zbioru znalezionego w Lancashire w 2011 roku określono na 110 000 funtów.
      Archeolog Allison Fox z Manx National Heritage mówi, że szczególnie cennym elementem kolekcji odkrytej przez Giles jest złota bransoleta. W czasach wikingów tego typu ozdoby wykonywano zwykle ze srebra. Bransoleta, brosza i przecięta opaska naramienna musiały należeć do bogatej osoby o wysokim statusie społecznym. Już znalezienie jednego z tych przedmiotów byłoby znaczącym odkryciem. Fakt, że wszystkie zostały zakopane razem wskazuje, że ich właściciel był niezwykle bogaty i wisiało nad nim poważne niebezpieczeństwo, dodaje.
      Znaleziona przez Giles srebrna brosza jest naprawdę duża. Ma 20 centymetrów średnicy, a używana wraz z nią szpila aż 50 cm długości. Brosza jest pogięta i połamana, ale brakuje jedynie małych fragmentów. Była ona noszona na ramieniu, gdzie spinała ciężkie ubranie, jak np. płaszcz. Jest ona jedną z największych odkrytych kiedykolwiek brosz typu „ball”. Jest ona na tyle duża, że prawdopodobnie miała być od razu widoczną oznaką zamożności właściciela i nie była noszona na co dzień. Taki typ broszy narodził się na wybrzeżu Morza Irlandzkiego. Nie można wykluczyć, że jest to produkt miejscowy.
      Wikingowie przybyli na Isle of Man w IX wieku. Początkowo tylko tam handlowali, z czasem się osiedlili. Na podstawie stylistyki i badań porównawczych datujemy znalezisko Kath na około 950 rok. To okres gdy Isle of Man znajdowała się w samym środku ważnej strefy handlowej. Jednocześnie jednak, tak na wschodzie jak i na zachodzie, rządy wikingów dobiegały końca i to mogło zachęcać ich do osiedlania się na wyspie. Wpływy wikingów i Normanów utrzymywały się na Isle of Man przez kolejnych 300 lat, znacznie dłużej niż na pozostałych Wyspach Brytyjskich, mówi Fox.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niemal 100-letnia konstrukcja dzwonowa z katedry pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gliwicach przeszła gruntowny remont. Szybka interwencja uchroniła instrumenty przed niechybnym zniszczeniem - podkreślają specjaliści.
      W pewnym momencie inspektor nadzoru, który kontrolował remont zewnętrznej elewacji katedry, zauważył niewielkie uszkodzenia jednej ze ścian na wysokości komory dzwonnej wieży. Powiadomił proboszcza i skontaktował się z firmą Rduch Bells & Clocks w Czernicy koło Rybnika ws. ekspertyzy (miała ona wskazać stan konstrukcji dzwonowej i określić dynamiczne oddziaływania dzwonów na wieżę).
      Niegdyś w świątyni znajdowały się dzwony z brązu, wykonane w ludwisarni braci Ullrich w Apoldzie. Pierwszy zestaw dzwonowy był ponoć arcydziełem odlewnictwa. Największy z dzwonów ważył 3405 kg. Widniały na nim wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, herb Gliwic i napis "Wzniesiona została Matka Boża ponad wszystkie chóry anielskie". Średni (2010-kg) dzwon był dedykowany św. Józefowi z Dzieciątkiem; umieszczono na nim napis "Chwalony wierny mąż, sławny opiekun swego Pana". Na najmniejszym dzwonie o wadze 943 kg bracia Ullrich umieścili z kolei prośbę: "Święty Jerzy, broń nas w walce, abyśmy nie zginęli w czasie sądu ostatecznego". Jak napisano w serwisie internetowym Gliwic, dodatkowo [...] odlana została i zawieszona w wieżyczce 132-kilogramowa sygnaturka. Wszystkie dzwony poświęcono w czerwcu 1899 r., na pięć miesięcy przed konsekracją samego kościoła i odprawieniem w nim inauguracyjnego nabożeństwa. Niestety, dzwony przetrwały zaledwie 18 lat, gdyż podczas I wojny światowej, w 1917 r., zarekwirowano je na cele zbrojeniowe.
      Pięć lat później zastąpiono je dzwonami ze stali, odlanymi w ludwisarni w Bochum. Dzwony stalowe [Święta Maria, Święty Józef i Święty Jerzy] pojawiły się w okresie międzywojennym, kiedy to w wyniszczonej gospodarczo Europie brakowało metali kolorowych. Dlatego Niemcy wymyślili rozwiązanie tymczasowe, zastępując nimi dzwony z brązu i przewidując ich żywotność... na ok. 60 lat – podkreślił właściciel firmy Rduch Bells & Clocks Grzegorz Klyszcz.
      Stalowe dzwony mają prostą formę. Jedyną formą zdobienia są łacińskie inskrypcje.
      Jak wyjaśnia Miejski Serwis Internetowy – Gliwice, podczas ekspertyzy specjaliści firmy Rduch Bells & Clocks stwierdzili, że stalowe [...] dzwony umieszczono na zawieszeniach posiadających nowatorski [jak na owe czasy] sposób ułożyskowania zębatkowego. W ten sposób niemieccy konstruktorzy zminimalizowali dynamiczne oddziaływania wywoływane przez bijące dzwony na [...] konstrukcje wsporcze i dzwonnicę. Jednak w ciągu blisko stu lat użytkowania ułożyskowanie gliwickich dzwonów wypracowało się, a powstające podczas dzwonienia drgania wpłynęły również na konstrukcję wieży, uszkadzając ją.
      Badania przeprowadzone we współpracy z dr. hab. inż. Dariuszem Bartochą i dr. inż. Czesławem Baronem z Katedry Odlewnictwa Politechniki Śląskiej (PŚ) wykazały, że po wykonaniu prac remontowo-modernizacyjnych rozwiązanie sprzed niemal 100 lat wciąż będzie świetnie minimalizować drgania generowane podczas bicia dzwonów.
      Inżynierowie sporządzili więc model, a następnie odlew mechanizmu kół zębatych. Najpierw zbadali jednak skład materiałowy, dzięki czemu można go było wzbogacić o krzem, mangan, chrom, molibden i nikiel. W ten sposób produkt stał się bardziej wytrzymały i odporny na niskie temperatury. Na tym jednak nie koniec. Oprócz tego zamocowano bowiem nowe deski i specjalne łoża, a także zastosowano nowoczesną automatykę. Poza tym dzwony obrócono o 90 stopni, tak aby serca uderzały w nowe miejsca na kloszu. Koniec końców wymieniono bijaki serc.
      Podczas remontu kilkunastotonową konstrukcję dzwonową uniesiono za pomocą siłowników. Dzięki temu można było zlokalizować wszelkie niewidoczne wcześniej ubytki. Jak tłumaczy Klyszcz, prace były ekstremalnie trudne. [...] Wycinaliśmy i wymieniliśmy na nowe zniszczone elementy. Dokonaliśmy kilkanaście procent wymian, w tym posadowionych na murach dzwonnicy dźwigarów, które pod wpływem wody tak mocno skorodowały, że przypominały bardziej papier niż stal. A ponieważ przed podniesieniem konstrukcji zniszczenia nie były widoczne gołym okiem, stanowiły poważne zagrożenie zarówno dla całej konstrukcji, jak i samych dzwonów.
      Przedstawiając wagę przeprowadzonych działań, należy podkreślić, że to pierwszy tak gruntowny remont od prawie 100 lat. Podczas trwających od jesieni prac zrealizowaliśmy projekt mocowań, a wraz z pracownikami zaprzyjaźnionej gliwickiej uczelni [PŚ] wykonaliśmy system ułożyskowania, jednocześnie zachowując unikalne, wiekowe rozwiązanie konstrukcyjne zawieszenia. Przyglądając się konstrukcji zawieszenia, odnosimy wrażenie, że jest zbyt lekka i delikatna jak na tak duże dzwony. Dzięki jednak właściwemu użebrowaniu oraz systemowi minimalizującemu siły dynamiczne wszystko idealnie współgra, tworząc genialne rozwiązania - podsumowuje specjalista.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dobrze znany jest fakt, że w epoce wikingów oraz późniejszym średniowieczu na terenie dzisiejszej Norwegii posługiwano się runami. Obecnie nikt ich już nie używa. Najnowsze badania pokazują, że przejście z pisma runicznego na alfabet łaciński nie tylko trwało znacznie dłużej niż sądzono, ale że pojawienie się łaciny spowodowało... prawdziwy rozkwit pisma runicznego.
      Profesor Elise Kleivane z Wydziału Lingwistyki i Studiów Skandynawskich Uniwersytetu w Oslo specjalizuje się w języku staronordyjskim. Wraz z doktorantem Johanem Bollaertem badała inskrypcje, w których zostały jednocześnie użyte runy i łacińskie litery.
      Pismo pojawia się na terenie dzisiejszej Norwegii około 100 roku naszej ery. Dominował wówczas przekaz mówiony, ale pisano runami na drewnie, metalu czy kamieniu. Patrząc na to, co się zachowało, wydaje się, że pisma runicznego używano w ograniczonym zakresie. Na biżuterii czy cennych przedmiotach spotykamy krótkie inskrypcje, przeważnie imiona. Prawdopodobnie używano wówczas więcej materiałów, niż znaleźliśmy. Pisali na korze brzozowej, piasku czy drewnie, mówi Kleivane.
      W epoce wikingów tekst pisany był krótki. Najbardziej znanym przykładem są kamienie nagrobne, w których używano standardowych formułek dotyczących zmarłej osoby. Wszystko uległo zmianie około roku 1000, gdy w Norwegii zaczęło upowszechniać się chrześcijaństwo, a wraz z nim łacina. Ludzie zaczęli więcej pisać, również runami, stwierdza uczona.
      Mieszkańcy dzisiejszej Norwegii mieli coraz większe kontakty ze światem zewnętrznym. Poznawali kraje chrześcijańskie, widzieli, jak zorganizowane jest społeczeństwo. Gdy dotarło do nich chrześcijaństwo, jego kultura, w tym kultura pisana, wiele rzeczy uległo zmianie, także znaczenie pisma. Ludzie zobaczyli, co mogą napisać i co się dzieje, gdy piszą. Wydaje się, że to dopiero nadału pismu, w tym pismu runicznemu, prawdziwe znaczenie.
      Można by się spodziewać, że stosunkowo mało używane runy będą szybko zanikały w czasach, gdy rozpowszechniało się chrześcijaństwo z własnym pismem, instytucją Kościoła i gdy dochodziło do centralizacji władzy królewskiej. W średniowieczu, szczególnie w jego szczycie, runy spotykamy wszędzie. Codziennością staje się pisanie wiadomości na kijach. Pisano też na rzeczach, które miały mieć właściwości magiczne lub lecznicze. Znajdujemy modlitwy i zaklęcia. Wiele tekstów pisano runami i alfabetem łacińskim, inskrypcje spisywano zarówno w staronordyjskim jak i po łacinie.
      W tym okresie widoczne jest mieszanie się zarówno alfabetów jak i języków. Używano ich do tych samych rzeczy, jednak widoczne były pewne tendencje. Język staronordyjski był językiem ojczystym, łacina była językiem wyuczonym. W pewnych okolicznościach bardziej właściwym było używanie łaciny, stwierdza profesor Kleivane.
      Łaciny używano oczywiście w Kościele i księża oraz wysocy rangą urzędnicy znali łacinę. Jednak to uproszczony obraz. W pracach naukowych oraz w poszukiwaniu norweskiej tożsamości narodowej istnieje tendencja do postrzegania łaciny jako języka opresji. Jednak gdy przyjrzymy się przypadkom używania łaciny, widzimy, że to fałszywy obraz, dodaje.
      Każdy uczył się apostolskiego wyznania wiary [najwcześniejsze wyznanie wiary Kościoła katolickiego – red.], Ojcze nasz czy Zdrowaś Maryjo. Wszystkie te modlitwy znajdujemy spisane w języku staronordyjskim, co wskazuje, że tłumaczenie modlitw nie było zakazane. Jednak, jak przypuszcza Kleivane, wiele osób chciało znać je po łacinie. Prawdopodobnie uważali, że tak należy i że modlitwa jest bardziej właściwa, bardziej potężna po łacinie.
      Dla uczonej oczywistym jest, że ludzie używali run lub łacińskich liter w zależności od funkcji tekstu. Jednak czasem znajdowane są zaskakujące inskrypcje, w których oba alfabety są przemieszane.
      Jednym z takich przykładów jest kamień nagrobny znaleziony w gminie Trondelag. Inskrypcja na kamieniu zaczyna się alfabetem łacińskim w języku staronordyjskim. W pewnym momencie w słowie faþer (ojciec) mamy literę þ (thorn), która nie występuje w alfabecie łacińskim. I od tego momentu reszta inskrypcji jest spisana runami. Uczona nie potrafi wytłumaczyć takiej zmiany. Jej zdaniem, napis musiał zostać w taki właśnie sposób zaplanowany. Nie możesz wycinać w kamieniu napisu, nie wiedząc z góry, jak będziesz go kończył, mówi.
      Innym badanym przez nią przykładem jest psałterz ze wsi Kvikne Na okładce jest napis, w którym runy i łacińskie litery są wymieszane. Wszystkie „k” z wyjątkiem jednej, są spisane alfabetem łacińskim. Resztę napisu stanowią runy. Sam psałterz jest spisany po łacinie alfabetem łacińskim, a na okładce mamy jeszcze jeden napis w języku staronordyjskim, ale w całości spisany alfabetem łacińskim. Takie mieszane napisy mogą wskazywać, że ludzie bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z efektu, jaki chcieli osiągnąć. Runy były często używane do krótkich bardziej spontanicznych przekazów, litery łacińskie spotykamy głównie w dłuższych tekstach, które miały dłużej przetrwać.
      Zdaniem Kleivane mieszanie systemów pisma wskazuje zarówno na istnienie dwujęzycznej kultury oraz na szerokie rozpowszechnienie znajomości łaciny przynajmniej w minimalnym stopniu. Łacina to nie jest czarna magia. Można się jej nauczyć. I wielu ludzi chociaż trochę ją znało. Myślę, że nie doceniamy tamtych ludzi pod tym względem. A również pod względem umiejętności czytania. Wyobraźmy sobie, że na ołtarzu mamy spisane Zdrowaś Mario. Gdy będziemy słuchać modlitwy, po jakimś czasie zaczniemy rozpoznawać to, co jest napisane. W końcu tak czytania uczą się dzieci, stwierdza Kleivane.
      Mimo to łacina nigdy nie stała się głównym językiem mieszkańców Norwegii. Mogło się tak stać, ale norweski i łacina to języki tak odległe strukturalnie, że trudno sobie wyobrazić, by połączyły się tworząc nowy język. Ponadto, gdy łacina tutaj przybyła, nie była już niczyim językiem ojczystym. Pojawiły się już inne europejskie języki, jak hiszpański, francuski czy włoski. Rozwinęły się one z łaciny. Ale te ludy, które zostały w czasach rzymskich zlatynizowane, mają zupełnie inną historię językową, wyjaśnia uczona.
      Runy stopniowo wychodziły z użycia. Ostatnie przykłady ich wykorzystywania pochodzą z końca XV wieku. To właśnie one były przedmiotem badań w kontekście nordyckim i przyciągały uwagę filologów. Inskrypcje, którymi zajmowała się Kleivane były wcześniej znane i badane, ale nie zajmowano się samym alfabetem, jakim zostały spisane. Łacinę i jej alfabet spotykamy w całej Europie, więc uznano, że nie ma tutaj sensu ich badać, gdyż nic nowego nam nie powiedzą. A jest wręcz przeciwnie! Gdy patrzymy na nie jako na źródło historii języka, możemy dowiedzieć się wielu rzeczy na temat rozwoju współczesnej kultury pisanej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na jednej z plaż zachodniej Norwegii znaleziono umierającą wyczerpaną zyfię gęsiogłową. Zwierzę było tak wycieńczone, że zdecydowano się je uśpić. Gdy wykonano sekcję zwłok, od razu zauważono, co było przyczyną śmierci. Jego żołądek wypełniony był 30 plastikowymi torbami i licznymi mniejszymi kawałkami plastiku.
      Zyfie są rzadkością na tych wodach, dlatego zdecydowano, że ciało zostanie przekazane Muzeum w Bergen. Pięciu naukowców przez sześć godzin pracowało nad wstępnym spreparowaniem walenia. Gdy otworzyli jego żołądek, natychmiast spostrzegli, co było przyczyną jego choroby i śmierci. Naukowcy mówią, że plastik zakorkował układ pokarmowy zwierzęcia, zatrzymując proce trawienny. Zyfia przez długi czas umierała w strasznych męczarniach.
      To smutne przypomnienie tego, co robimy środowisku naturalnemu, szczególnie oceanom, mówi profesor Terje Lislevand, który dodaje, że nie ma wątpliwości, iż zwierzę musiało bardzo cierpieć.
      Szkielet zyfii będzie jednym z eksponatów Muzeum.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...