Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Polska już nie jest bocianim krajem numer jeden. Jako społeczeństwo tracimy też wiedzę przyrodniczą

Recommended Posts

Bociany rozpoczęły powroty, a pierwsze ptaki są obserwowane już od początku marca głównie w zachodniej Polsce. Tradycyjnie jednak ich wiosennego pojawu oczekiwano 19 marca. Mamy tego ślad w przysłowiu na Józefa świętego przylatują ptaki jego.

Radzimy jednak uważać z wszelkimi newsami, o tym, że nasze bociany już zajmują gniazda – zauważa prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Przede wszystkim trochę bocianów próbuje zimować w Polsce, gdzie pomagają im  ludzie i coraz łagodniejsza pogoda zimą. Ponadto część ptaków zatrzymuje się na Bliskim Wchodzie.

Współpracownicy Grupy Badawczej Bociana Białego (GBBB), zrzeszającej miłośników tego gatunku – zarówno naukowców, jak i amatorów oraz praktyków ochroniarzy – wiedzą, że bocian bywa nagminnie mylony z żurawiem. Świadczy o tym fakt, iż osoby relacjonujące przyloty bocianów do południowej Polski, powołują się na… klangor, a więc typowy, donośny głos żurawia. Jest to niestety kolejny dowód, że, jako społeczeństwo, tracimy wiedzę przyrodniczą, nawet na temat sporych i charyzmatycznych gatunków – konstatuje prof. Tryjanowski.

Dzisiaj jednak nie musimy się tylko wpatrywać w niebo na szybujące ptaki czy też monitorować bocianich gniazd, bowiem z pomocą przychodzi zaawansowana technika. Możemy spojrzeć na obraz z kamer internetowych, w tym tej najbardziej znanej z wielkopolskich Przygodzic. Możemy też przypatrywać się wędrówce znanych osobników. Na Opolszczyźnie zespół Silesiana pod kierunkiem Joachima Siekiery zaopatrzył dziesiątki bocianów w specjalne nadajniki satelitarne. Współczesne nadajniki są nie tylko lekkie i ergonomiczne, ale zbierają nawet w odstępach 20-sekundowych takie dane jak tętno, temperatura ciała ptaka, wysokość lotu, jak i – oczywiście – bardzo dokładna pozycja geograficzna. W nieprawdopodobny sposób zmieniło to nasze możliwości analiz, zwłaszcza jeśli można współpracować w szerszym zespole – wyjaśnia Joachim Siekiera. Na przykład wiemy, że w tym roku w połowie marca nasze ptaki są w Egipcie.

Wpatrywanie się w niebo, czy też spoglądanie na łąkę bądź gniazdo to ciągle ważny wątek kulturowy. Jeśli pierwszy raz widziano lecącego bociana to przynosił szczęście, jeśli chodził po łące, oznaczało to ciężką pracę, zaś jeśli odpoczywał na gnieździe, to raczej był zły omen.

Tak w 1958 r., w ankiecie przygotowanej z okazji Międzynarodowego Spisu Bociana Białego, a opracowanej przez prof. Andrzeja Wuczyńskiego z Instytutu Ochrony Przyrody PAN, pisał o tych wierzeniach nauczyciel z Boguszyna w pow. jarocińskim: Zobaczenie pierwszego bociana na wiosnę w locie przynosi człowiekowi szczęśliwy rok lub wędrówkę (zmianę mieszkania), bocian na ziemi chodzi - nie ma wędrówki, życie bez zmian, bocian na ziemi na jednej nodze – zapowiada śmierć kogoś w rodzinie.

Interpretację zjawiska pozostawmy etnografom, a lepiej podkreślmy, że zobaczenie bociana to fantastyczny sygnał – wyjaśnia prof. Tryjanowski. Po prostu cieszmy się, że te ptaki są wciąż z nami, bo wyniki badań nad liczebnością tego gatunku, zwłaszcza w zachodniej i południowej Polsce, doprawdy nie dostarczają powodów do optymizmu. Populacja zmniejsza się, a Polska najprawdopodobniej przestała być bocianim krajem numer jeden. Stąd też dziwi, a nawet zaskakuje badaczy fakt, że bocian biały nie znalazł się w nowej Czerwonej liście ptaków Polski. Wiele danych wskazuje, iż pod względem liczebności wyprzedza już nas Hiszpania, a jako pocieszenie, zawsze możemy sobie zanucić pod nosem, że mamy jeszcze drugie miejsce na podium, konstatuje poznański badacz.

Zbyt wczesny przylot bywa kosztowny, zwłaszcza gdy powraca zimowa aura z mrozami i śniegiem, co przecież w marcu i kwietniu, a nawet w maju wcale nie jest rzadkością. Jednak ryzyko generalnie się opłaca – podkreśla prof. Tryjanowski – i wcześniej przylatujące ptaki to pewnie osobniki bardziej doświadczone i w lepszej kondycji.

Proces zajmowania gniazd ma określony charakter. Gniazda, szczególnie te największe, w najlepszych terytoriach, to obiekt pożądania wszystkich bocianów. Nic dziwnego, że toczą się o nie zacięte walki – zauważa Adam Zbyryt z Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (PTOP) i Uniwersytetu w Białymstoku. Jednak, zupełnie jak w sprzedażach miejskich nieruchomości, dom to jedno, ale liczy się także okolica – dopowiada prof. Tryjanowski, a potwierdzają to badania zespołu prof. Leszka Jerzaka z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zaskoczyło nas, że jednak nie tylko poziom wody w Odrze ma wpływ na sekwencję zajmowania, gniazd, ale ważne jest występowanie… wypasanego bydła. To zapewne ma związek z dostępnością do pokarmu, co wpływa na kondycję samicy stojącej przed koniecznością rozpoczęcia energochłonnego procesu reprodukcji, składania jaj – wyjaśnia prof. Jerzak.

Rzeczywiście, kondycja samic wydaje się mieć kluczowe znaczenie. Czy jednak łatwo odróżnić samca od samicy w czasie przylotu? Zdecydowanie nie, zgodnie twierdzą badacze, zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy zrzeszeni w GBBB. Wszystko staje się łatwiejsze, gdy bociany są wyposażone w specjalne obrączki ornitologiczne, z dobrze widocznymi numerami możliwymi do odczytania przez lunetę. To wielka pomoc dla badaczy – wyjaśnia prof. Tryjanowski.

Kluczowe jednak jest pytanie, dlaczego samce i samice bociana mają nieco odmienne strategie migracji. Nowe światło rzucają na to wspólne zespołów z  Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i Uniwersytetu Szczecińskiego, a rąbka tajemnicy uchyla ich koordynator dr Zbigniew Kwieciński. Popatrzmy na bociany jak na samoloty, choć gwoli precyzji raczej to motoszybowce, bo wznosząc się muszą zainwestować sporo energii, a dalej już lecą z ciepłymi prądami powietrza. Choć niezwykle trudno dostrzec u bocianów różnice płciowe, to jednak, gdy popatrzymy na budowę jelit, samice istotnie różnią się od samców. Bocianie panie mają jelita dłuższe niż panowie, co wiąże się z ich trybem życia. Kolejny dowód na to, ważny do zapamiętania nie tylko na wiosnę, że liczy się wnętrze – razem zgodnie żartują prof. Tryjanowski i dr Kwieciński.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpoczęły się sejmiki bocianie, a ornitolodzy postanowili sprawdzić, jak wygląda jesienna struktura stad, gdzie żerują i kiedy podejmują decyzje o odlocie. Badań podjęli się ornitolodzy-amatorzy z Grupy Badawczej Silesiana we współpracy z zawodowcami z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, Uniwersytetu Szczecińskiego i Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
      Joachim Siekiera z Grupy Silesiana, pierwszy autor pracy opublikowanej na łamach Bird Study, mówi, że do badań wykorzystano samolot Cirrus. Badacze szukali bocianów i informowali o nich współpracowników na ziemi. Ci podjeżdżali do stad i obserwowali je przez lunety. Liczyli żerujące ptaki i starali się zidentyfikować zaobrączkowane osobniki. Właśnie na odczytach zaobrączkowanych ptaków nam zależało. To bowiem pewna informacja o wieku i pochodzeniu ptaka, informuje profesor Łukasz Jankowiak z Uniwersytetu Szczecińskiego.
      Z kolei profesor Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu dodaje, że jesienna wędrówka  to  nie  lada  wyzwanie,  zwłaszcza  dla  młodych,  tegorocznych młodych, „przedyskutowanie” problemu ze starszymi osobnikami, naśladownictwo ich zachowań to spore zwiększenie szans na przeżycie trudów długiej wyprawy do Afryki.
      W sumie naukowcom udało się zaobserwować prawie 5700 bocianów, tworzących stada liczące od 2 do 200 osobników. Ptaki przebywały głównie na polach ornych, nieco rzadziej na łąkach. Rzadko spotykano je we wsiach i na drzewach.
      Aż 56% ptaków stanowiły dorosłe osobniki. Udało się odczytać 533 obrączki, dzięki czemu uczeni dowiedzieli się, że średnia odległość, jaką przebyły ptaki na sejmiki na Opolszczyźnie wynosi 277 kilometrów. Przylatywały tam głównie ptaki ze Śląska i Niemiec, chociaż zdarzały się też ptaki ze Szwecji. W kraju tym bociany wymarły w 1955 roku. W ostatnim ćwierćwieczu rozpoczęto program reintrodukcji gatunku, w którym wykorzystano m.in. bociany z Polski.
      Z badań jasno wynika, że istnieje potrzeba zapewnienia odpowiednich siedlisk dla wędrujących ptaków. To dzięki odpowiednim żerowiskom utrzymują się nie tylko lokalne populacje, ale również ptaki tylko przelatujące przez Polskę. Ptaki muszą mieć miejsce, by się zebrać, żerować i odpoczywać. Później już wspólnie migrują szlakiem wschodnim, omijając Tatry i wyższe partie Karpat, lecą przez Bałkany i Izrael do środkowej Afryki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiosną i latem, podczas koszenia łąk, możemy obserwować bociany wedrujące wśród pracujących maszyn w poszukiwaniu ślimaków czy żab. Naukowcy z Instytutu Zachowań Zwierząt im. Maxa Plancka w Radolfzell oraz Instytutu Chemii im Maxa Plancka w Moguncji, przyjrzeli się zachowaniu ptaków i stwierdzili, że na pola przyciąga je... zapach świeżo skoszonej trawy.
      Okazało się bowiem, że na koszone łąki przylatują jedynie te bociany, które znajdują się w dole strumienia wiejącego wiatru. Naukowcy, by potwierdzić, że chodzi o zapach, a nie o widok pracujących maszyn, spryskali łąkę substancjami zapachowymi pozyskanymi w czasie koszenia. Bociany również się zjawiły.
      Badania te pokazują, że bociany wykorzystują zapach podczas zdobywania pożywienia i sugerują, że węch może odgrywać u ptaków ważniejszą rolę, niż dotychczas sądzono.
      Badania prowadzono w okolicach Jeziora Bodeńskiego. Na tamtejsze podmokłe tereny przybywa wiele bocianów. Gdy łąki są koszone, żaby, ślimaki i gryzonie są łatwiejszą zdobyczą. Jednak, jak można z łatwością zauważyć, bociany nie zawsze przylatują, gdy łąki są koszone. Nie było wiadomo, dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób ptaki wybierają miejsce żerowania.
      Dotychczas sądzono, że polegają one głównie na wzroku i słuchu. Po prostu założono, że ptaki nie czują zapachów, gdyż nie mają prawdziwych nosów. Ale przecież mają w mózgach bardzo duże opuszki węchowe, mówi Martin Wikelski, dyrektor w Instytucie Zachowań Zwierząt im. Maxa Plancka.
      Wikelski przez wiele lat badał bociany i ich migracje. Pewnego dnia podzielił się spostrzeżeniami dotyczącymi koszenia łąk i bocianów ze swoim kolegą Jonathanem Williamsem z Instytutu Chemii im. Maxa Plancka. Williams, który zajmuje się badaniem lotnych związków organicznych i ich wpływem na ludzi oraz środowisko, stwierdził, że być może bociany reagują na zapach świeżo skoszonej trawy. Aromat taki składa się zaledwie z trzech molekuł, które wykorzystuje się m.in. w przemyśle perfumeryjnym.
      Naukowcy zaczęli więc śledzić bociany. Najpierw musieliśmy wykluczyć możliwość, że bociany mogą usłyszeć lub zobaczyć proces koszenia łąki, mówi Wikelski. Dlatego też w swoich danych uwzględnili tylko ptaki, które znajdowały się w odległości co najmniej 600 metrów od koszonej łąki i nie miały jej w zasięgu wzroku. Upewnili się też, że bocianów o koszeniu łąki nie informują bociany znajdujące się bliżej lub inne gatunki ptaków.
      Obserwacje wykazały, że gdy łąka jest koszona, przylatują tylko bociany znajdujące się z wiatrem względem łąki. Te, które były pod wiatr w stosunku do łąki, nie reagowały na koszenie. Naukowcy przyjrzeli się też łące, która była koszona dwa tygodnie wcześniej. Trawa wciąż była tam krótka, jednak bociany się nią nie interesowały. Gdy jednak uczeni rozsypali na niej świeżo skoszoną trawę z innej, oddalonej łąki, ptaki się zjawiły. W końcu, by przeprowadzić ostateczny dowód, łąkę spryskano zapachem świeżo skoszonej trawy. Również i to przyciągnęło bociany.
      Eksperyment obalił więc dotychczasowe założenie, że poszukujące pożywienia bociany polegają na wzroku. Do koszonych łąk przylatywały bociany z drugiego brzegu jeziora, oddalonego o 25 kilometrów, mówi Wikelski.
      Prawdopodobnie nie tylko bociany wykorzystują węch. Obserwowano bowiem wiele ptaków drapieżnych, jak myszołowy i kanie rude, latających nad świeżo skoszonymi łąkami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W poniedziałek (26 kwietnia) rozpoczął się sezon migracji nurogęsi z Łazienek Królewskich do Wisły. Dzięki szybkiemu wstrzymaniu ruchu drogowego ptasiej mamie i młodym (12) udało się bezpiecznie przeprawić przez ul. Czerniakowską.
      Jak podkreślono na facebookowym profilu Zieleni Warszawskiej, akcja zakończyła się szczęśliwie dzięki szybkiej interwencji Zarządu Zieleni m. st. Warszawy, mieszkańców i służb miejskich. Wstrzymano ruch na Czerniakowskiej i ok. 12.30 ptaki były już po drugiej stronie.
      Ponieważ w następnych tygodniach należy się spodziewać kolejnych wędrówek, wystosowano apel, by w okresie od kwietnia do czerwca zachować szczególną ostrożność na terenie Parku Agrykola oraz na ul. Czerniakowskiej i Myśliwieckiej. Kierowców prosimy o wolniejszą jazdę i ostrożność, a mieszkańców o trzymanie psów na smyczy i zachowanie dystansu od płochliwych ptaków.
      Po opuszczeniu gniazda matki z młodymi pokonują trudną trasę z Łazienek Królewskich, przez Kanał Piaseczyński i 2 ulice (Myśliwiecką oraz Czerniakowską), aż do Portu Czerniakowskiego i Wisły. W ochronę samic nurogęsi i młodych co roku angażują się mieszkańcy i służby oraz pracownicy Zarządu Zieleni m. st. Warszawy.
      W trakcie sezonu migracji nurogęsi monitorujemy Park Agrykola, sprawdzając, czy ptaki potrzebują pomocy w przejściu przez jezdnię (wtedy zatrzymywane są auta). Specjalnie obniżamy poziom wody w Kanale Piaseczyńskim, aby nurogęsi mogły przepłynąć przepustem z zachodniej do wschodniej części kanału. We współpracy z Zarządem Dróg Miejskich wycięliśmy również przejścia w murkach przy ul. Myśliwieckiej, żeby udrożnić dla wędrujących ptaków ten korytarz ekologiczny, z którego również korzystają.
      W Warszawie nurogęsi gniazdują prawie wyłącznie na terenie parku Łazienki Królewskie (i ewentualnie w okolicach). Na Facebooku Zieleń Warszawska zaznacza, że to sytuacja dość wyjątkowa, ponieważ nie jest to gatunek parkowy i w dodatku ptaki gnieżdżą się stosunkowo daleko od obecnego koryta Wisły.
      Nurogęsi gniazdują głównie w dziuplach drzew. Niedługo po wylęgu matki prowadzą nielotne pisklęta w stronę Wisły, m.in. z powodu małych możliwości zdobycia pokarmu w parkowych zbiornikach i kanałach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W kilku miejscach w parkach narodowych Biebrzańskim i Białowieskim rozpoczęły się akcje ratowania płazów, by nie ginęły pod kołami samochodów w trakcie wiosennych wędrówek do miejsc rozrodu. Ustawiono płotki, które zabezpieczają płazy przed wejściem na drogi. Tak zatrzymane są bezpiecznie przenoszone.
      Swoją akcję na fragmencie tzw. carskiej drogi, czyli drogi ze Strękowej Góry w stronę Osowca przez Biebrzański PN prowadzą studenci z Koła Naukowego Biologów Uniwersytetu w Białymstoku.
      Płotki herpetologiczne ustawiono tam na kilkuset metrach wzdłuż drogi, w miejscu, które już przed laty uznano za newralgiczne w migracjach płazów - poinformował PAP Dawid Mioduszewski z Koła Naukowego Biologów. Dodał, że akcja ratowania płazów jest prowadzona właśnie w tym miejscu, bo ginęło tam najwięcej tych zwierząt.
      Płotki na carskiej drodze ustawiono 18 marca, ale płazy pojawiły się tam masowo w ostatni weekend 27-28 marca, bo sprzyjała temu pogoda, było ciepło i popadał deszcz. Codziennie albo studenci albo pracownicy Biebrzańskiego PN są na miejscu, przenoszą płazy, które nie mogąc pokonać płotków wpadają do wkopanych w ziemię wiaderek i są bezpiecznie przenoszone na drogą stronę drogi.
      Monitoring płazów na carskiej drodze studenci prowadzą od 2015 r. po tym, gdy droga ta przeszła remont i zwiększył się na niej ruch. Badają, jakie gatunki migrują w tym miejscu, ile ich jest, ale też, jakie gatunki giną na drodze.
      Studenci oceniają na podstawie dotychczasowych obserwacji, że być może bieżący rok będzie obfitował w płazy, bo już teraz zaobserwowano ich sporo. Dawid Mioduszewski poinformował, że podczas weekendu 27-29 marca przeniesiono ok. 250 płazów, z czego prawie wszystkie jednego dnia, w niedzielę. Przypomniał, że były lata, gdy podczas całej akcji przeniesiono kilkaset płazów. Rekordowym rokiem był 2018, gdy pomoc w bezpiecznych wędrówkach dostało 2,7 tys. płazów. Sporo - 1,4 tys. było też w 2015 r.
      Sporo też jednak płazów wciąż ginie pod kołami samochodów. Tylko w weekend 27-28 marca na odcinku Laskowiec - Osowiec Twierdza studenci naliczyli 580 martwych płazów, które zostały rozjechane przez samochody. Sylwia Mikłosz z Koła Biologów poinformowała PAP, że było wśród nich wiele rzadkich gatunków, np. rzekotka drzewna czy traszka grzebieniasta.
      Mikłosz przyznaje, że nie jest wykluczone, że tak dużo płazów zginęło, bo z powodu pandemii i związanych z nią ograniczeń, coraz więcej osób chętniej wyjeżdża samochodami w plener, na spacery i wędrówki po Biebrzańskim PN, szukając odpoczynku, relaksu. Studenci mówią, że sami obserwują duży ruch, a w plenerze spotykają też coraz więcej ludzi.
      Biebrzański PN poinformował także w mediach społecznościowych, że płotki, by chronić płazy, tak jak w latach ubiegłych są również ustawione przy drodze z Goniądza do Wólki Piasecznej.
      Akcja czynnej ochrony płazów jest też prowadzona np. w Białowieskim PN. Park organizuje ją od lat. Płotki są w tym sezonie ustawione na łącznej długości ok. jednego kilometra w rejonie Białowieży i Narewki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 2015 roku u mieszkańców Amazonii znaleziono ślad genetyczny świadczący o ich kontaktach z ludnością zamieszkującą Australazję. Od tamtego czasu pojawiło się wiele hipotez próbujących wyjaśnić istnienie tego śladu. Tym bardziej, że nie zauważono go u wczesnych mieszkańców Ameryki Północnej. Teraz okazuje się, że wspomniany ślad genetyczny jest bardziej rozpowszechniony, niż się wydawało.
      Obecnie uznaje się, że Ameryki zostały zasiedlone przez ludzi, którzy przybyli z Azji przez Alaskę i powędrowali na południe, rozprzestrzeniając się po obu kontynentach. Tymczasem naukowcy z brazylijskich Universidade de São Paulo i Universidade Federal do Rio Grande do Sul oraz hiszpańskiego Universitat Pompeu Fabra informują na łamach PNAS, że australazjatycki ślad genetyczny odkryli też u ludów mieszkających poza Amazonią.
      Po przeanalizowaniu próbek krwi od 383 osób i sprawdzeniu 438 443 znaczników okazało się, że wspomniany ślad – marker Y (Ypikuera) – występuje u ludzi zamieszkujących wyżynę w centrum Brazylii, zachodnią część tego kraju oraz u ludu Chotuna z Peru.
      Zdaniem naukowców świadczy to nie tylko o napływie ludności z Australazji, ale o istnieniu dwóch fal takiej migracji. To zaś każe się zastanowić, nad tym, w jaki sposób ludzie ci trafili do Ameryki Południowej oraz dlaczego sygnału świadczącego o ich obecności nie stwierdzono w Ameryce Północnej. Niektórzy sugerują, że populacja z markerem Y mogła wyginąć po przybyciu Europejczyków na kontynent północnoamerykański. Inni zaś uważają, że dokładniejsze badania genomu rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej wykaże obecność markera Y również i tam.
      Jeśli jednak uznamy, że ślad ten nie występuje i nigdy nie występował w Ameryce Północnej, będziemy musieli rozważyć możliwość, iż ludzie z Australazji dotarli do Ameryki Południowej drogą morską, pokonując tysiące kilometrów otwartego oceanu.
      Hipoteza taka wydaje się szczególnie uprawniona w świetle najnowszych badań. Brazylijsko-hiszpański zespół informuje bowiem, że marker Y pojawił się w Ameryce Południowej najpierw na wybrzeżu Pacyfiku, dlatego też brakuje go w Ameryce Środkowej i Północnej.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...