Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Znamy już wyniki Zimowego Ptakoliczenia z Dystansu. Na pierwszym miejscu bogatka

Recommended Posts

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP) podsumowało wyniki tegorocznego Zimowego Ptakoliczenia, tym razem z dystansu. Fakt, że krzyżówki, które od 10 lat zdobywały tytuł królowych zimowego ptakoliczenia, zostały zdetronizowane, ma związek z odmienną formułą tegorocznego wydarzenia. Ze względu na sytuację pandemiczną zrezygnowano bowiem z organizacji wycieczek i zamiast tego postawiono na indywidualne liczenie ptaków przy i w okolicach karmników. I tak w tym roku numerem jeden finałowej dwudziestki została bogatka (7005 osobników).

W akcji wzięło udział prawie 900 osób. W sumie policzono 48.303 ptaki. Obserwatorzy zauważyli, że karmniki są również odwiedzane przez wiewiórki i myszarki polne.

W pierwszej dziesiątce, poza wspomnianą już bogatką, znalazły się: wróbel (5932), mazurek (5151), dzwoniec (3185), kawka (2547), gawron (2285), gołąb miejski (2095), modraszka (1907), czyż (1762) i kos (1652). Z dalszą częścią zestawienia OTOP-u można się zapoznać tutaj.

Uczestnicy nadesłali 861 kart obserwacji. Najwięcej osób pochodziło z województwa wielkopolskiego (143 karty). Na dalszych miejscach uplasowały się województwa mazowieckie (127) oraz śląskie (120). Najmniej ochotników liczyło ptaki w województwie świętokrzyskim (8 kart).

Najczęściej ptaki obserwowano w przydomowych ogrodach na wsi (293). Sporo osób liczyło też z okna (200) i w przydomowych ogrodach w mieście (178).

Na co ptaki mogą liczyć, przylatując do karmników? Głównie na słonecznik, kule tłuszczowe oraz na mieszanki ziaren. W karmnikach pojawia się także słonina, owoce (w tym także mrożone), orzechy, płatki owsiane i ryżowe, kasze, nasiona dzikich roślin, larwy mącznika, a czasem absolutnie wykwintne ptasie dania ("kule smalcowe zmieszane z mielonymi orzechami włoskimi, mieloną kukurydzą, mielonym słonecznikiem i siemieniem  lnianym", "tłuszcz z nasionami w dużych łupinach orzechów"). Okazało się, że niektórzy wygospodarowali osobne karmniki dla ziarnojadów i mięsożerców. Co ważne, sporo osób wystawia ptakom wodę.

Wg obserwatorów, ptaki chętnie korzystają z naturalnego pokarmu - szukają owoców i nasion na drzewach/krzewach, wyskubują nasiona z pozostawionych traw czy chwastów. Opisywano też jednak eskapady do śmietników.

Wśród ptaków z problemami zdrowotnymi opisano, m.in.: bogatkę z naroślą na skrzydle, ptaki z przerośniętym dziobem (sikora uboga), mazurka, kosa i bogatki bez sterówek i sierpówki z ubytkami w ogonie,  zięby ze spuchniętymi lub niesprawnymi nogami, gołębia ze zdeformowaną stopą, osowiałego mazurka, dzwońca i czyża, nastroszoną czeczotkę, która chwilę później umarła, szpaka z niesprawną nogą, kawkę bez stopy i kawkę kulejącą, kawkę z asymetrią skrzydeł, bogatkę z niedowładem nogi, mazurki ze śladami po infekcjach, srokę ze zmętniałą soczewką, bogatkę i gołębia z ptasią ospą, sójkę bez jednego palca, bogatkę z garbem, wronę z uszkodzoną nogą, srokę bez nogi i jej koleżankę bez ogona, wróbla bez nogi i kolejnego ze skrzywieniem dzioba.

W grupie ptaków z uszkodzeniami stóp lub nóg najwięcej jest zięb, dlatego w relacji prasowej OTOP-u pada pytanie o to, czy może to być skutek zaniechania migracji (pozostania na zimę).

Poza tym w zgłoszeniach odnotowano parę ptaków z aberracjami barwnymi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP) zaproponowało, by ze względu na pandemię zmienić w 2021 r. formułę Zimowego Ptakoliczenia. Niech to będzie rok pilotażowy – ogłaszamy akcję Zimowe Ptakoliczenie z Dystansu. Ma ono polegać na obserwacji ptaków przy karmniku i w jego najbliższej okolicy. Ptakiem Zimowego Ptakoliczenia jest kuropatwa.
      Zasady akcji są bardzo proste. Na obserwację poświęćmy co najmniej godzinę w dniach 29, 30 lub 31 stycznia 2021. Możemy obserwować w każdym z tych dni lub tylko jednego dnia. Każdy dzień jest traktowany jako osobna obserwacja. Ważne, aby obserwacje prowadzić w ciągu dnia.
      Należy rozpoznawać zarówno gatunki ptaków, jak i ich liczebność. Co istotne, podaje się największą zaobserwowaną naraz liczbę przedstawicieli danego gatunku w trakcie całego liczenia. Przykład: w chwili rozpoczęcia obserwacji w karmniku posila się 17 bogatek. Przylatują jeszcze 4, po czym 10 odlatuje, po chwili 3 wracają. Naszą wartością maksymalną jest 21 ptaków widzianych jednocześnie. Jeśli w czasie obserwacji będzie moment, gdy naraz w karmniku będzie więcej niż [...] 21 bogatek – to wpisujemy tę wartość.
      Oprócz tego powinno się określić warunki pogodowe panujące danego dnia (czy padał śnieg, deszcz, wiał mocny wiatr itp.), a także wskazać, jaki rodzaj pokarmu znalazł się w karmniku (mieszanka dla ptaków, słonecznik, owoce, słonina czy kule tłuszczowe). Należy też zwrócić uwagę na na niepokojące zachowania ptaków (ptak osowiały, nie płoszy się, nie je), oznaki chorób (ubytki upierzenia, objawy ospy ptasiej, inne symptomy skórne) i niepełnosprawności (w tym miejscu organizatorzy liczenia wspominają o braku palców lub stopy, asymetrii skrzydeł czy przeroście dzioba).
      Opisuje się też lokalizację/otoczenie karmnika (parapet w bloku, balkon w domu jednorodzinnym, ogród bez drzew itd.).
      Po obserwacji przychodzi czas na wypełnienie e-Karty Obserwacji z Dystansu. W formularzu znajduje się ograniczona liczba 55 gatunków ptaków, najczęściej spotykanych przy karmnikach w Polsce, ułożona w oparciu o dane z Akcji Karmnik. Na wypełnione karty czekamy do 7 lutego 2021.
      Organizatorzy podkreślają, że zebrane dane pomogą w ustaleniu, które z ptaków zimujących w Polsce są najczęstszymi gośćmi karmników. Mamy nadzieję, że taka formuła przypadnie Wam do gustu. W przyszłym roku zamierzamy ją rozwinąć, a akcję zimowego liczenia ptaków przy karmnikach – wydłużyć.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pod koniec 2020 r. Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP) opublikowało nową edycję Czerwonej listy ptaków Polski. Można ją pobrać bezpłatnie w formacie PDF ze strony OTOP. W Polsce ostatnie takie opracowanie wydano w 2002 roku, więc od długiego czasu brak było aktualnej syntezy statusu zagrożenia ptaków Polski.
      Specjaliści podkreślają, że Czerwona lista wypełnia ważną lukę w [...] wiedzy o aktualnym statusie zagrożenia krajowej awifauny i spełniać będzie w najbliższych latach istotną rolę w planowaniu działań związanych z ochroną przyrody.
      Naukowcy z OTOP, Muzeum i Instytutu Zoologii PAN oraz Pracowni Ekologii Populacyjnej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza przeprowadzili analizy w oparciu o metodykę Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody. Wykorzystano ok. 1,4 mln obserwacji z lat 2010-19. Pochodziły one przede wszystkim z z programu Monitoringu Ptaków Polski oraz portalu Ornitho.pl.
      Jak czytamy w Streszczeniu publikacji, analizami objęto 230 regularnie lęgowych (po roku 1800) gatunków ptaków Polski; tym samym wykluczono zarówno gatunki gniazdujące efemerycznie, jak i nieregularnie. Analizowano trzy parametry kluczowe w ocenie ryzyka ekstynkcji [wyginięcia] – liczebność, zasięg i trend populacji, uwzględniając również informacje m.in. o strukturze populacji, fragmentacji zasięgu oraz o stanie populacji w krajach ościennych.
      Niestety, wyniki aktualnej edycji Czerwonej listy ptaków Polski nie są optymistyczne. Okazało się, że w ciągu 200 lat w naszym kraju wymarło 16 gatunków ptaków; od czasu wydania poprzedniej listy liczba ta uległa niemal podwojeniu. Czterdzieści siedem gatunków (20% awifauny lęgowej) jest zagrożonych wymarciem; to o 30% więcej niż 20 lat temu. Kategoria "krytycznie zagrożone" (CR) objęła aż 12 gatunków. Czternaście gatunków jest bliskich zagrożenia (NT), a dla 8 nie ustalono statusu (DD). W przypadku pozostałych 145 gatunków (63%) obecnie nie ma mowy o zagrożeniu (kategoria LC, od ang. least concern).
      Wśród gatunków, które po raz pierwszy wskazywane są jako zagrożone w naszym kraju, są m.in. płaskonos, mewa siwa, zausznik czy błotniak łąkowy, ale także tak dobrze znane ptaki jak głowienka i gawron [...].
      Najbardziej zagrożone grupy ptaków to siewkowe i blaszkodziobe, gdzie, odpowiednio, aż 70% i 61% gatunków wymaga szczególnej ochrony. Dominujące typy siedlisk, w których występują ptaki zagrożone, to mokradła i łąki w dolinach rzek, zbiorniki wodne i rzeki, a także wybrzeże morskie. Zagrożone ptaki wyraźnie częściej i liczniej występują we wschodniej Polsce.
      Naukowcy dodają, że w porównaniu do Europy i skali globalnej, udział gatunków zagrożonych w Polsce jest wyższy.
      Na szczęście zidentyfikowano również przypadki odbudowy populacji i obniżenia statusu zagrożenia. Co prawda nie są one liczne (8), ale dają nadzieję na lepszą przyszłość. Przykładem może być sokół wędrowny, w przypadku którego intensywny program reintrodukcji pozwolił na obniżenie kategorii zagrożenia, a także bielik.
      OTOP podkreśla, że ze względu na niewielki nakład papierowego wydania na razie nie przewiduje się dystrybucji do osób indywidualnych. W styczniu książka ma być bezpłatnie rozsyłana do organizacji oraz instytucji przyrodniczych.
      Autorami publikacji są: 1) dr Tomasz Wilk z OTOP, 2) mgr inż. Tomasz Chodkiewicz z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN (MiIZ) oraz OTOP, 3) mgr Arkadiusz Sikora (Stacja Ornitologiczna, Muzeum i Instytut Zoologii PAN), 4) dr hab. Przemysław Chylarecki, profesor MiIZ, a także 5) prof. Lechosław Kuczyński z UAM.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ogłoszono, kto wygrał polską edycję konkursu na najlepsze zdjęcia naukowe Wiki Science Competition 2019. Sześcioosobowe jury zapoznało się z 1360 utworami, nadesłanymi przez 188 użytkowników. Na pierwszym miejscu znalazła się fotografia "Rodząca dafnia" Marka Misia (user: MarekMiś).
      Sędziowie uzasadnili swój wybór, podkreślając, że praca ogniskuje w sobie wszystkie aspekty dobrej fotografii naukowej: jest poprawna technicznie i jednoznacznie przedstawia rejestrowany przedmiot. Jest przy tym utrzymana w przepięknej palecie barw i, co zdecydowało o wygranej, prezentuje dodatkowo wyjątkową chwilę: narodziny młodych osobników – co świetnie wpisuje się w koncepcję "decydującego momentu" fotografii.
      Drugie miejsce zajęła praca Adrianny Rafalskiej (user: Slovianka94) "Tryk klonowiec (Chlorophorus varius)". Tryk klonowiec to chrząszcz z rodziny kózkowatych, który na zdjęciu wyjątkowo pięknie prezentuje swoje wdzięki. Fotografia charakteryzuje się wyśmienitym położeniem płaszczyzny ostrości, co skupia wzrok na główce owada, a dzięki rozdzielczości zdjęcia pozwala analizować jej poszczególne elementy. Pozostaje przy tym poetyckie, zaś antropomorfizujący "gest zasłaniania się płatkami" i pastelowa gama kolorów zachęca odbiorcę do zgłębiania mikrokosmosu przyrody.
      Na trzecim miejscu uplasowało się zdjęcie "Hydroksyapatyt zarastający biomateriał" Jana Ozimka (user: Najeżony). W uzasadnieniu jury napisało, że praca pokazuje nie tylko efekt prac nad najnowszymi technologiami w skali nano, ale również uzmysławia kwestię widzialności: obraz utworzony jest w wyniku rejestracji elektronów, a nie fotonów (światła widzialnego) – a jednak dzięki przetworzeniom algorytmicznym został zaprezentowany nam jako widzialny, barwny obraz świata spoza zasięgu naszych zmysłów.
      Oprócz tego sędziowie przyznali nagrodę specjalną. Trafiła ona do Wojciecha Kocota (user: PanWoyteczek) za szczególnie dużą liczbę (334) dobrych pod względem treści i jakości zdjęć, zgłoszonych do konkursu przez nowego użytkownika.
      Nie mogło również zabraknąć wyróżnień (6), tutaj ponownie można zobaczyć nazwiska Marka Misia i Wojciecha Kocota, oraz rekomendacji do międzynarodowego etapu konkursu Wiki Science Competition.
      Przewodniczącą jury była dr hab. Aleksandra Sulikowska-Bełczowska, historyczka sztuki i bizantynolożka, która znajduje się również w składzie międzynarodowego jury konkursu. Trudne decyzje podejmowali z nią dr Aleksandra Janusz-Kamińska, biolożka molekularna i pisarka, lek. Paulina Łopatniuk, patomorfolożka, autorka bloga Patolodzy na klatce, Sebastian Soberski, astronom i radioobserwator, dr Wojciech Sternak, fotograf i kulturoznawca, a także bioartystka Karolina Sulich.
      Wszystkie nagrodzone zdjęcia można zobaczyć na stronie Wikimedia Commons.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA zaprezentowała właśnie pierwsze wyniki badań przeprowadzonych przez Parker Solar Probe, najszybszy pojazd skonstruowany przez człowieka, który leci „dotknąć” Słońca. Zebrane przez sondę informacje na temat działania Słońca pozwolą naukowcom udoskonalić modele dotyczące pogody kosmicznej oraz powstawania i ewolucji gwiazd. Będą one kluczowym elementem dla stworzenia systemów ochrony astronautów przed szkodliwym wpływem Słońca podczas długotrwałych misji, takich jak wyprawa załogowa na Marsa.
      Dzięi danym z PSP naukowcy mogli na łamach Nature opublikować cztery artykuły dotyczące naszej gwiazdy. Zdobyliśmy nowe informacje na temat procesu napędzającego wiatr słoneczny oraz interakcji wiatru z obrotem Słońca. Mamy pierwsze analizy pyłu z korony słonecznej, a sonda zarejestrowała tak niewielkie epizody przyspieszania cząstek, że są one niewykrywalne z Ziemi.
      Przypomnijmy, że już 78 dni po starcie, który nastąpił 12 sierpnia 2018 roku, PSP stała się najbliższym Słońcu obiektem wysłanym przez człowieka. Niedługo potem zyskała też miano najszybszego obiektu. Parker Solar Probe ciągle przyspiesza i wciąż zbliża się do Słońca. W końcu osiągnie prędkość niemal 700 000 km/h, a jej najmniejsza odległość od gwiazdy wyniesie około 6,5 miliona kilometrów.
      Dotychczas sonda dwukrotnie obiegła Słońce. Ostatni raz w peryhelium, czyli najbliższym Słońcu punkcie swojej orbity, była 1 września, gdy zbliżyła się do gwiazdy na odległość około 24 milionów kilometrów, pędząc z prędkością około 350 000 km/h. Za trzy tygodnie, 26 grudnia, PSP dokona drugiego przelotu w pobliżu Wenus, a 4. peryhelium osiągnie 29 stycznia przyszłego roku. Później w lutym nastąpi 5. peryhelium, po czym po raz trzeci PSP będzie korzystała z asysty grawitacyjnej Wenus. We wrześniu znowu znajdzie się w peryhelium.
      Wśród nowych informacji, jakie już dostarczyła sonda, są dane dotyczące zachowania wiatru słonecznego. W pobliżu Ziemi mamy do czynienia z jego niemal równomiernym przepływem. Jak się jednak okazuje, w pobliżu Słońca jest to przepływ bardzo dynamiczny o wysoce określonej strukturze. Przypomina to nieco przepływ rzeki w miejscu, w którym wpada do morza. Naukowcy co po raz pierwszy mają okazję badać wiatr słoneczny z perspektywy korony gwiazdy.
      Uwagę naukowców szczególnie przykuły zmiany kierunku pola magnetycznego. Są one powszechne wewnątrz orbity Merkurego i trwają od kilku sekund do kilkunastu minut. Zmiany takie nie występują jednak w większej odległości od gwiazdy, zatem zauważyła je dopiero PSP. Mogą być one wskazówką, co podgrzewa i napędza wiatr słoneczny.
      W osobny artykule opisano pomiary wykonane przez instrument Solar Wind Electrons Alphas and Protons (SWEAP). Naukowcy byli zaskoczeni tym, w jaki sposób ruch obrotowy gwiazdy wpływa na wiatr słoneczny. W pobliżu Ziemi przepływa on po liniach prostych, wydobywając się ze Słońca we wszystkich kierunkach. Jednak, jako że Słońce obraca się, naukowcy spodziewali się, że wiatr jest dodatkowo napędzany w kierunku ruchu obrotowego gwiazdy.
      Po raz pierwszy zjawisko to zanotowano, gdy Parker Solar Probe znalazła się w odległości około 32 milionów kilometrów od Słońca. Jednak zakres tego bocznego ruchu wiatru był znacznie większy, niż się spodziewano. Co interesujące, również szybciej niż się spodziewano trajektoria wiatru prostowała się, przez co na większych odległościach opisywany efekt staje się niewidoczny. Zrozumienie tego zjawiska będzie kluczowym dla zrozumienia spowalniającego ruchu obrotowego Słońca, a ma to znaczenie dla cyklu życiowego naszej i innych gwiazd oraz tworzenia się dysków protoplanetarnych.
      PSP zaobserwowała też pierwsze oznaki wskazujące na to, że w odległości około 11 milionów kilometrów od gwiazdy otaczający ją pył staje się coraz rzadszy. Przewidywano to od niemal wieku, jednak dopiero teraz jesteśmy w stanie zweryfikować tę teorię. Teraz dzięki instrumentowi Wide-field Imager for Solar Probe (WISPR) wiemy, że zjawisko takie ma miejsce na dystansie około 6,5 miliona kilometrów. Pył jest podgrzewany przez gwiazdę i zamieniany w gaz. Naukowcy spodziewają się zatem, że w odległości obszar w odległości do 3,2 miliona, a może nawet do 4,8 miliona kilometrów od gwiazdy jest wolny od pyłu. Jeśli to prawda, to PSP powinna go zaobserwować podczas 6. peryhelium we wrześniu 2020 roku. Pył, który został odparowany w tej strefi stanowi część wiatru słonecznego.
      Kolejny z instrumentów badawczych, Integrated Science Investigation of the Sun (ISOIS) zmierzył zjawiska tak niewielkie, że zanikają one, gdy cząstki docierają do naszej planety. Zaobserwowano też rzadki rodzaj rozpadu cząstek, gdzie mamy szczególnie duży odsetek ciężkich pierwiastków. To ważne spostrzeżenie, gdyż wskazuje, że zjawiska takie są częstsze niż sądzono, ponadto mogą one pojawiać się nagle, wpływać na pogodę kosmiczną i stanowić zagrożenie dla astronautów.
      Słońce to jedyna gwiazda, którą może badać z tak niewielkiej odległości. Już te dane, którymi obecnie dysponujemy, rewolucjonizują rozumienie naszej gwiazdy i gwiazd we wszechświecie, mówi Nicola Fox, dyrektor Wydziału Fizyki Słońca w NASA.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polska onkologia i medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych; nie wiemy tak naprawdę, jakie są dokładnie wyniki leczenia nowotworów – powiedział PAP prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący powołanego niedawno zespołu ds. tzw. cancer planu.
      Do 30 listopada 2019 r. zespół ds. tzw. cancer planu ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, której głównym celem jest poprawa wykrywalności oraz skuteczności leczenia nowotworów.
      Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, chirurga Centrum Onkologii w Warszawie, zespół specjalistów ds. Narodowej Strategii Onkologicznej (wśród których są onkolodzy z centrów onkologii, jak i przedstawiciele ministerstwa zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz uczelni medycznych), potrzebuje przede wszystkim wiarygodnych danych.
      Polska onkologia i polska medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych i tak naprawdę nie wiemy, jakie są dokładnie wyniki leczenia, za co płaci płatnik, ale przede wszystkim jakie korzyści odnosi z tego chory. To jest niezbędne – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP.
      Skutkiem braku danych o wynikach leczenia jest to – podkreślił specjalista - że pacjent nie wie, jaka jest jakość danego zabiegu, ale też płatnik tego w ogóle nie kontrolował. Wykazał to niedawno opublikowany raport Narodowego Funduszu Zdrowia "Nowotwory złośliwe. Koncentracja leczenia zabiegowego" (opracowany na podstawie danych dotyczących realizacji świadczeń medycznych w 2017 r.).
      NFZ postanowił, że powyżej pewnej liczby wykonywanych procedur za zabieg będzie płacić więcej. Okazuje się jednak, że mało ośrodków spełnia przyjęte warunki, przykładowo w jednym z nowotworów [jelita grubego – PAP] 30 ośrodków spełnia określone kryteria, a 300 innych - nie spełnia. Opublikowane w raporcie dane ujawniły zatem olbrzymie rozproszenie ośrodków zajmujących się leczeniem nowotworów – podkreślił szef zespołu ds. cancer planu.
      Chirurgią w wielu nowotworach jest podstawą leczenia. W skomplikowanych zabiegach, do jakich często zaliczane są operacje nowotworów, bardzo ważne jest zatem, żeby w danej placówce wykonywano ich jak najwięcej. Chirurdzy, którzy często je przeprowadzają, uzyskują lepsze efekty, z korzyścią dla chorego. W chirurgii onkologicznej często jest tak, że ilość faktycznie przechodzi w jakość, ale musi być również odpowiednia jakość sprawozdawania tych wyników, zarówno o liczbie wykonywanych procedur, jak też osiąganych wynikach leczenia – wyjaśnił prof. Rutkowski.
      Podkreślił, że w krajach zachodnich istnieje dobrze pojęta konkurencja między placówkami specjalizującymi się w danym typie nowotworów. Zdarza się, że znikają kliniki, które w kolejnych audytach odstawały jakościowo od innych pod względem uzyskiwanych wyników i dlatego je zamknięto. Byłem w szoku, kiedy po raz pierwszy się zetknąłem się z tym, że pewnego ośrodka po jakimś czasie już nie było. Czy można sobie wyobrazić, żeby w Polsce zamknięto jakakolwiek klinikę, bo nie spełniała kryteriów – zapytał.
      Zdaniem przewodniczącego zespołu, który ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, wyspecjalizowane ośrodki powinny przez dłuższy czas opiekować się pacjentem. Przykładem tego, o co nam chodzi, są tzw. Breast Cancer Units [ośrodki specjalizujące się leczeniu raka piersi – PAP]. Opieka w takich placówkach powinna być skoordynowana i kompleksowa, czyli od diagnozy poprzez leczenie skojarzone, ale również po jego zakończeniu chory musi mieć zapewnioną dalszą rehabilitację. Teraz często jest tak, że pacjent, który zachorował na nowotwór, kończy leczenie i nie ma dalszej opieki, pozostawiony jest samu sobie. Tak jest niestety w wielu ośrodkach – przyznał prof. Rutkowski.
      Dodał, że w Polsce chorych nie poddaje się rehabilitacji z tego tylko powodu, że mają oni nowotwory i koło się zamyka. Jest u nas wiele przesądów po wyleczeniu i w trakcie leczeniu nowotworów. Chodzi w tym przypadku o całościową rehabilitację, nie tylko o fizykoterapię, ale także o wsparcie psychoonkologiczne i możliwość powrotu do pracy - ale w taki sposób, żeby pacjent mógł korzystać z dalszego leczenia – wyjaśnił specjalista.
      Specjalista zwrócił uwagę, że chirurgia onkologiczna jest dynamicznie rozwijającą się specjalnością, która dotyczy również leczenia okołooperacyjnego, za pomocą napromieniania, chemioterapii i nowych terapii. Nie zawsze trzeba od razu zoperować pacjenta. Na zjazdach naukowych coraz więcej jest o leczeniu okołooperacyjnym – dodał.
      Chodzi nie tylko o leczenie, ale i nowoczesne diagnozowanie, które jest bardzo trudne. To jest kosztowne, ale przynosi też oszczędności zarówno dla pacjenta, jak i płatnika, bo gdy rozpoznanie zostanie właściwie postawione to oszczędzamy pieniądze i leczymy właściwie, bardziej skutecznie - powiedział prof. Rutkowski.
      Jako przykład podał Francję, gdzie 95 proc. mięsaków jest diagnozowanych histopatologicznie jedynie w trzech ośrodkach. Po takich specjalistycznych badaniach zmieniono rozpoznania w 40 proc. przypadków, a w 10 proc. okazało się, że wcale nie było nowotworu, czyli w co drugim przypadku chorzy powinni być leczeniu całkowicie inaczej lub w ogóle niepotrzebnie poddano ich terapii. Chodzi o przeprowadzenie pełnej diagnostyki jeszcze przed operacją, żeby wypracować właściwą strategię leczenia, chemioterapię czy radioterapię. Przecież to są wszystko koszty – podkreślił specjalista.
      W ocenie szefa zespołu ds. cancer planu, chirurgią onkologiczną nie muszą się zajmować tylko wielospecjalistyczne ośrodki: To może być mały ośrodek specjalistyczny, a także placówki uniwersyteckie, np. w Krakowie czy Warszawie. Wykonują one dobrą robotę także w zakresie chirurgii onkologicznej.
      Prof. Rutkowski uważa, że system [opieki onkologicznej – PAP] trzeba w Polsce dopiero zbudować, bo był on postawiony na głowie.
      Skoncentrowana była chemioterapia, a zdekoncentrowana chirurgia. Tymczasem powinno być odwrotnie, bo wtedy uzyskuje się największy odsetek wyleczeń. Z kolei leczenie uzupełniające i paliatywne powinno być bliżej miejsca zamieszkania pacjenta. Bez sensu jest to, żeby na standardową chemioterapię pacjent jeździł 200 km. To jest to co mam nadzieję, że się zmieni - mówił.
      Według niego świadczenia medyczne powinny być jednak rozsądnie wycenione. Duża część procedur w chirurgii generalnie wykonywana jest poniżej kosztów. To jest totalna fikcja. Dlatego szpitale nie są zainteresowane wysokojakościową chirurgią, bo ona tylko przynosi straty - podkreślił.
      Zrobiliśmy ostatnio wyliczenie – dodał - bo po raz pierwszy wzięła się za to Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wreszcie ocenia realne koszty w chirurgii. Okazało się, że u nas - w Centrum Onkologii - koszty realne są trzy razy wyższe od tego, co płaci NFZ. Bo tak niskie są te wyceny.
      Oczekuję, że wzrosną nakłady na służbę zdrowia, ale wiele zależy od organizacji opieki. Dotąd jak nie było pieniędzy, to wszyscy markowali, jak ten system ma działać. Jeżeli pieniędzy będzie więcej, to będzie on działał sprawnie – powiedział prof. Rutkowski.
      Specjalista poinformował PAP, że pierwsze posiedzenie zespołu ds. cancer planu planowane jest na 18 czerwca 2019 r. Przewiduje się, że omawiane będą wstępne priorytety Narodowej Strategii Onkologicznej.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...