Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Sprawdzili autentyczność relikwii. Czy w rzymskiej bazylice rzeczywiście są szczątki Jakuba i Filipa?

Recommended Posts

11 minut temu, smoczeq napisał:

Zakładając, że mamy pusty (bez nas) Wszechświat można chyba wyliczyć prawdopodobieństwo znalezienia takiego miejsca we Wszechświecie w którym mogłoby dojść do powstania i rozwoju życia jakie mamy na naszej planecie?

Prawdopodobieństwo jest praktycznie zerowe. Jednak zakładasz od początku, że istnieje tylko jeden wszechświat. Jest możliwość, że kiedyś przestanie się rozszerzać, a zacznie kurczyć, by powrócić do punktu początkowego. Wtedy stanie się czarną dziurą. Wtedy powstaje pytanie jak z czarnej dziury miałby powstać nowy wszechświat? Odpowiedź jest taka, że jeżeli czarna dziura wszystko wciąga do punktu, który przecież ma pewne granice, choćby skalę Plancka, to znaczy, że musi nastąpić gdzieś ujście  i wypuszczenie całej materii i energii. A to jest możliwe dzięki wdarciu się do czwartego wymiaru przestrzennego. Czysta mechanika wymusza na czarnej dziurze stworzenie tunelu czasoprzestrzennego (warmhole). Łatwo go sobie wyobrazić: w dwóch wymiarach mamy płaską kartkę, którą utożsamimy z przestrzenią 3-wymiarową. Jeżeli chcemy przedostać się z jednego krańca do drugiego, musimy zgiąć kartkę albo zrobić rulonik - czyli analogon czarnej dziury. Zakrzywiamy czasoprzestrzeń i przedostajemy się do drugiego krańca bardzo szybko. Potem rozwijamy kartkę i jesteśmy na drugim krańcu wszechświata.

Tak prawdopodobnie działają wszystkie czarne dziury.

Podobnie będzie działać taki zamykający się wszechświat, tylko w większej skali. To jednak wymusi raczej stworzenie nowego wszechświata niż tylko przejście na dowolny kraniec tego samego. Przecież jeżeli mamy tę kartkę, ale zwielokrotnimy jej rozmiary, to po nawet po największym ściśnięciu będzie to rolka złożona z wielu warstw - tak że początkowo obiekt dwuwymiarowy stanie się 3-wymiarowym (rulonik ma dodatkowo wysokość w postaci kolejnych warstw). W kategoriach naszej przestrzeni wejdziemy w nowy, czyli czwarty wymiar. W tym czwartym wymiarze następuje wyciek informacji, materii i energii. To z kolei pozwala na to, aby rulonik się coraz bardziej ściskał, ponieważ teraz jego objętość ponownie rozlewa się na 2 wymiary, ale już na wyższym pułapie. Rulonik się rozciąga gdzieś "wyżej" i powraca jako płaski obiekt, ale ze względu na prawa mechaniki kwantowej, rachunek prawdopodobieństwa, być może też inną wysokość rulonika,  zmienia swoje ustawienia, czyli stałe kosmiczne, parametry itd.

Jeżeli więc ten proces się wiecznie powtarza, to w końcu powstanie taka konfiguracja, która pozwoli zaistnieć inteligentnej istocie.

Jedno jest pewne. Nawet jeżeli bóg istnieje, to gra w kości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, smoczeq napisał:

Czy to znaczy, że wszystko co może się wydarzyć to się wydarzy? O jakich założeniach mówimy?

Liczba prób. Potrzebna jest liczba prób. Osobiście uważam, że jeśli moc zbioru liczby prób jest w okolicach continuum, to zdarzenia o pdp=0 zdarzają się kilka razy. To co? mały konkurs?

Jaka jest szansa wylosowania liczby 1 ze zbioru liczb naturalnych w continuum próbach?

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, Jajcenty napisał:

Liczba prób. Potrzebna jest liczba prób. Osobiście uważam, że jeśli moc zbioru liczby prób jest w okolicach continuum, to zdarzenia o pdp=0 zdarzają się kilka razy. To co? mały konkurs?

Czyli, przy odpowiedniej ilości prób, istnienie Boga jest niemal pewne?

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minutes ago, smoczeq said:

Czyli, przy odpowiedniej ilości prób, istnienie Boga jest niemal pewne?

Wydaje mi się, że tak, ale poruszasz się w tak niewyobrażalnie wielkich liczbach, że nie ma to najmniejszego sensu :)

Jest coś takiego jak Boltzmann brain.
https://en.wikipedia.org/wiki/Boltzmann_brain

W odpowiednio długim czasie z powodu fluktuacji kwantowych mogą powstać spontanicznie różne rzeczy, przykładowo wspomniany mózg. Może nawet cały statek kosmiczny z działającym reaktorem jądrowym i zapasem paliwa oraz z przypiętymi pasami bezpieczeństwa do foteli ufoludkami z rozdziawionymi z wrażenia japami.

 

Quote

By one calculation, a Boltzmann brain would appear as a quantum fluctuation in the vacuum after a time interval of 10^(10^50) years.

 

Zadanie dla bystrzaka :)

10^50 = 100000000000000000000000000000000000000000000000000

10^100000000000000000000000000000000000000000000000000 = ? ;)

 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, smoczeq napisał:

Czyli, przy odpowiedniej ilości prób, istnienie Boga jest niemal pewne?

Nie. Bóg nie jest obiektem fizycznym z założenia, to nie jest część istniejącego Wszechświata.
Jak komuś to odpowiada to jest to złośliwy skrzat manipulujący prawdopodobieństwami mechaniki kwantowej, tylko że te manipulacje muszą być nieodróżnialne od szumu. Tzn. jedyny możliwy "bóg" to taki, który nie daje żadnych przewidywań odnośnie swojego istnienia i jest nieodróżniany od sytuacji jakby go wcale nie było ;)
Bogowie przewidywani przez religię mają inne własności, mają zbliżoną psychikę do ludzkiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, peceed napisał:

Nie. Bóg nie jest obiektem fizycznym z założenia, to nie jest część istniejącego Wszechświata.
Jak komuś to odpowiada to jest to złośliwy skrzat manipulujący prawdopodobieństwami mechaniki kwantowej, tylko że te manipulacje muszą być nieodróżnialne od szumu. Tzn. jedyny możliwy "bóg" to taki, który nie daje żadnych przewidywań odnośnie swojego istnienia i jest nieodróżniany od sytuacji jakby go wcale nie było ;)

Wywaliłbym słowo złośliwy i skrzat. Ale co do reszty - zgoda.

Uściśliłbym jeszcze to:

16 minut temu, peceed napisał:

jedyny możliwy "bóg" to taki, który nie daje żadnych przewidywań odnośnie swojego istnienia i jest nieodróżniany od sytuacji jakby go wcale nie było ;)

Skoro:

 

26 minut temu, peceed napisał:

manipulujący prawdopodobieństwami mechaniki kwantowej

To istnieje różnica w wydarzeniach z Jego udziałem i w wydarzeniach bez Jego udziału. Naukowo niedostrzegalna, ale jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, smoczeq napisał:

To istnieje różnica w wydarzeniach z Jego udziałem i w wydarzeniach bez Jego udziału. Naukowo niedostrzegalna, ale jest.

Operacyjnie niepoznawalna. Bo aby poznać różnicę, to trzeba by mieć dostęp do wyników "bez udziału". A przecież one są przypadkowe.
Taki skrzat realizuje własną "wolę", ale ta jego wola jest opisywana takimi samymi prawdopodobieństwami przez co jego istnienie jest całkowicie sztuczne.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, peceed napisał:

Taki skrzat realizuje własną "wolę", ale ta jego wola jest opisywana takimi samymi prawdopodobieństwami przez co jego istnienie jest całkowicie sztuczne.

Takim samym prawdopodobieństwem jeżeli chodzi o jednostkowe wydarzenia. Co innego całe ciągi zdarzeń (bije tutaj do efektu motyla).

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, smoczeq napisał:

Co innego całe ciągi zdarzeń (bije tutaj do efektu motyla).

Nie. Istota jest taka, że takie bóstwa manipulujące wynikami pomiarów muszą mieć dokładnie taką samą statystykę podejmowania własnych decyzji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, peceed napisał:

Nie. Istota jest taka, że takie bóstwa manipulujące wynikami pomiarów muszą mieć dokładnie taką samą statystykę podejmowania własnych decyzji.

Dlaczego?

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, smoczeq napisał:

Dlaczego?

Bo inaczej ich istnienie zmieniałoby przewidywania mechaniki kwantowej (fizyki), a z założenia chcemy, aby było to niemożliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
21 minut temu, peceed napisał:

Bo inaczej ich istnienie zmieniałoby przewidywania mechaniki kwantowej (fizyki)

Dlaczego? Smoczeq myśli o ile dobrze rozumiem o czymś/kimś w rodzaju takiego podrasowanego demona Maxwella. Jeżeli będzie wybierał mikroskopowe (na poziomie kwantowym) możliwości nie naruszając prawdopodobieństwa, to i tak może osiągnąć jakieś makroskopowo widoczne pożądane skutki.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, darekp napisał:

Dlaczego? Smoczeq myśli o ile dobrze rozumiem o czymś/kimś w rodzaju takiego podrasowanego demona Maxwella. Jeżeli będzie wybierał mikroskopowe (na poziomie kwantowym) możliwości nie naruszając prawdopodobieństwa, to i tak może osiągnąć jakieś makroskopowo widoczne pożądane skutki.

Tak, dokładnie o to mi chodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Może precyzyjniej byłoby na przykładzie: mamy stół, obok stołu kawałki szkła i kałużę wody. Jeżeli odpowiednio zostaną wylosowane pędy i położenia (wraz z odpowiednią nieoznaczonością - p. Heisenberg się kłania) cząstek elementarnych to ta woda i szkło zbiorą się w kupę i utworzą szklankę z wodą, która następnie elegancko podskoczy do góry i wyląduje na stole. Ale prawa mechaniki kwantowej dotyczą cząstek elementarnych i nie wiedzą nic o szklankach, wodzie, stole, nie robi im różnicy, czy w wyniku losowania dojdzie do układu ze szklanką na stole czy do czegoś innego. Więc nie widać powodu dlaczego manipulowanie wynikami (poprzez wybór pasujących mu możliwości) przez demona miałoby prowadzić do wyników sprzecznych z mechaniką kwantową.

Oczywiście, jeśli demon chciałby ukryć swoją obecność, to nie manifestowałby się używając szklanek, ale już trochę pokierować kilkoma cząstkami tak, żeby po paru miesiącach zrobił się sztorm, który zatopi flotę najeźdźcy np. w pobliżu Wysp Japońskich, to czemu nie? ;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, peceed napisał:

Nie. Bóg nie jest obiektem fizycznym z założenia, to nie jest część istniejącego Wszechświata.

Zupełnie nie rozumiem, skąd te założenia? Mówimy o bycie nadprzyrodzonym tj. takim którego nie obowiązuje fizyka. Jakiekolwiek wymagania, poza "może wszystko",  degradują to pojęcie do jakiejś anomalii. Skoro może wszystko, to może być fizyczny. To on ustala reguły i jak mówi: czas!, to czas pyta: jak wysoko? Prywatnie postuluję, że zasada nieoznaczoności jest przejawem takiego działania. Nie chciał się nudzić, więc do jednego ze swoich tworów, dorzucił ograniczenie nie pozwalające mu widzieć przyszłości. Ma moc tworzenia paradoksów. Jest wszechwiedzący więc stworzył wszechświat,  który jest nieprzewidywalny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, darekp napisał:

możliwości nie naruszając prawdopodobieństwa, to i tak może osiągnąć jakieś makroskopowo widoczne pożądane skutki.

Zacząłem się lekko gubić ;)
Spoglądając na to inaczej - analizując zbiór wszystkich możliwych historii wszechświata,  demon wybierze taką jaka mu się podoba. Wtedy znika nam wolna wola w relacji do demona (problem teologiczny, nie praktyczny). Aby fizyka działała musi wybrać dosyć typową historię, bez łamania termodynamiki. Wtedy nie da wykryć się istnienia takiego demona, bo wszystkie słabsze cuda dają się wytłumaczyć zbiegiem okoliczności, przynajmniej do pewnego momentu.
Co do zasady to jednak nie da się wykluczyć fikuśnych ewolucji na zasadzie mózgów Boltzmanna, w których dzieją się cuda itd. Szanse na istnienie takich światów są bardzo małe, i nie są one opisywane przez naszą fizykę ( a bardziej precyzyjnie, prawa fizyki są nie do odkrycia eksperymentalnie dla istot z tych światów ze względu na ciągłe "cuda" w skali makro). Ale nawet tak zakręcone wszechświaty nie dowodzą istnienia demonów, bo są możliwe bez nich. Mimo tego dla istot je zamieszkujących najlepszym wyjaśnieniem działania tych światów byłaby hipoteza bogów.
My nie żyjemy w takim świecie, ale dla wielu ludzi "hipoteza bogów" wciąż jest atrakcyjna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, peceed napisał:

My nie żyjemy w takim świecie, ale dla wielu ludzi "hipoteza bogów" wciąż jest atrakcyjna.

I właśnie dlatego (chociaż nie tylko dlatego) jest atrakcyjna - można w nią wsadzić dowolną fantazję bez ryzyka falsyfikacji. W przypadku ewentualnych "wpadek" zawsze jest wyjaśnienie "widocznie bóg tak chciał", które z samej swojej natury falsyfikacji nie podlega.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Jajcenty napisał:

Mówimy o bycie nadprzyrodzonym tj. takim którego nie obowiązuje fizyka. Jakiekolwiek wymagania, poza "może wszystko",  degradują to pojęcie do jakiejś anomalii.

Jeśli nie obowiązują go prawa fizyki, to nie należy do wszechświata, bo "wszechświat" to pewna ekstrapolacja intelektualna naszych dotychczasowych doświadczeń wykorzystująca prawa fizyki.

"Wszystko" to tylko wyraz. Nieśmiertelny problem "czy może stworzyć kamień którego nie może unieść" dalej obowiązuje. Czy może zmieniać prawa matematyki i logiki, czy im podlega? Itd.

Godzinę temu, Jajcenty napisał:

więc do jednego ze swoich tworów, dorzucił ograniczenie nie pozwalające mu widzieć przyszłości

Skąd pomysł że taki byt nadprzyrodzony współdzieliłby czas z naszym, albo że w ogóle miałby jakiś czas? Może nadegzystencja jest "wszechjednoczesna"?

1 minutę temu, ex nihilo napisał:

I właśnie dlatego (chociaż nie tylko dlatego) jest atrakcyjna - można w nią wsadzić dowolną fantazję bez ryzyka falsyfikacji.

Falsyfikacja absolutna nie, natomiast wciąż ciężko jest wybrać właściwego boga, i ta dowolność powoduje że idea nie ma żadnej mocy predykcyjnej. Własności bogów wynikają z lokalnych uwarunkowań historycznych.
Nie można uogólniać fałszywych idei, to błąd poznawczy, koncepcja "ogólnego prawdziwego boga" mogłaby wynikać wyłącznie z prawdziwości dużej ilości bogów co jest niemożliwe. Koncepcja że jakiś bóg jest prawdziwy nic nie daje, bo nie wiadomo który.

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, peceed napisał:

Koncepcja że jakiś bóg jest prawdziwy nic nie daje, bo nie wiadomo który.

Można przyjąć wariant "wszyscy są prawdziwi, bo to takie boskie multikonto". Kto by mu mógł zabronić? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, peceed napisał:

Może nadegzystencja jest "wszechjednoczesna"?

Kto wie, czy taką nie jest Rzeczywistość bez nadegzystencji, a być może... (ale może już nie nadużywajmy piątku ;))

P.S. Zawsze darzyłem wielką atencją dział "Humanistyka" na KW, ale ostatnio (dzięki temu tematowi przykładowo) musiałem sporo zweryfikować odnośnie swoich osądów. Oczywiście jedno nie ulega wątpliwości - KW jest Wielka. Wielcy są też jej użytkownicy, dzięki którym naprawdę chce się tu wracać. Dzięki Wam wszystkim.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, ex nihilo napisał:

Można przyjąć wariant "wszyscy są prawdziwi, bo to takie boskie multikonto".

W religiach chodzi jednak o implikacje praktyczne dla wyznawców. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, peceed napisał:

W religiach chodzi jednak o implikacje praktyczne dla wyznawców. 

Tu raczej trudno o taką, która wprost dawałaby przykazania typu: zabijaj, kradnij, cudzołóż itd. (a szczególnie: "miej bogów innych przede mną").

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, ex nihilo napisał:

Grubo. Nawet bardzo. Aż trudno uwierzyć.

Na KW jest wątek ożywiania prehistorycznych bakterii i mikrobów, tu mamy do czynienia z takim, biologicznie bardziej złożonym przypadkiem "ożywienia" teologa z czasów "Nowych Aten" (wyd. 1745-46 r.)  pióra pisarza dewocyjnego, ks. Benedykta Chmielowskiego. 

Chciałem  zwórcić uwagę na jedną rzecz. Górecki kręci nosem nawet na zmiany w edukacji jezuickiej. W czasach do których się odwołuje podstawą programową tego szkolnictwa było to:

https://en.wikipedia.org/wiki/Ratio_Studiorum#/media/File:Ratiostudiorum.jpg

"Plan studiów" obowiązywał od 1599 r. ale w roku 1832 r. pod wpływem prądów oświeceniowych został zmodernizowany, położono większy nacisk na naukę jęzków ojczystych, matematyki, geografii, historii, nauk przyrodniczych. Dla Góreckiego widać to za dużo.

"Institutio studiorum" przestawiało następujący schemat edukacji:

Kl 1 - jęz. łaciński na podstawie podręcznika Alvazara, religia

Kl. - 2 - łacina + greka (oczywiście starożytna), religia

Kl. 3 - łacina + greka, religia 

Kl. 4 - historia starożytna, religia

Kl 5 - retoryka, poezja, religia

 

Nauka trwała 7 lat, dwie klasy był dwuletnie. Dodatkowo można było studiować filozofię arystotelesowską, w ramach której była fizyka, matematyka, astronomia, geografia. Na + dla jezuitów było wychowanie fizyczne, tu akurat przykładano sporą wagę. Nauka była pamięciowa, stosowano liczne kary cielesne, co raczej dla nich nie byłoby problematyczne. Dużą rolę przykładno do teatru, w sensie umiejętności wystąpień. 

Także realizując taki program polska edukacja byłaby niezłym kuriozum o wręcz światowym zasięgu. Czymś byśmy się wyróżnili ;)

Można zadać sobie kto dał dyplom Góreckiemu z historii, bo o roli edukacji jezuiciej,  w końcowym wyniku szkodliwej, stoi w każdym solidnym podręczniku dla studentow historii np. "Polska w czasach nowożytnych" Topolskiego. Oczywiście prof. Topolski, jeden z najwybitniejszych nowożytników, był członkiem PZPR, więc pomimo iż w swej pracy badawczej zwracał bardzo dużą wagę na apolityczność, jest zapewne w tych kręgach przekreślony...

Ale wówczas trzebaby było zadać pytania o dyplomy i  stopnie  Przyłębskiej, Pawłowicz, Macieja Giertycha etc....

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Wkrótce przekonamy się o dobroczynnym wspływie kościoła na naukę o którym można poczytać tyrady nawet na tym forum. Moim zdaniem będą powoli dokręcać śrubę. Najpierw propaganda w TVP, przepisywanie historii, ograniczanie praw kobiet, manipulacje na szczeblach edukacji, a już czytałem o plakatach i dyskusjach o rozwodach. Nie zatrzymają się dopóki nie zrobią pełnego katotalibanu albo dopóty nie urwie się gwint jak, dajmy na to, w Irlandii.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tekst, o którym przez wiele lat sądzono, że jest najstarszym dokumentem powiązanym z chrześcijaństwem i Jezusem, najprawdopodobniej nie ma z nimi nic wspólnego. Dokument ten to kawałek marmuru z zapisanym w grece dekretem wydanym przez niewymienionego z imienia cesarza. Władca wprowadza w nim karę śmierci za bezczeszczenie grobów i ciał zmarłych.
      Jako, że na podstawie analizy lingwistycznej stwierdzono, że tekst pochodzi sprzed 1900–2100 lat pojawiły się hipotezy, że nowe przepisy wydano w związku z rozpowszechnianymi przez chrześcijan informacjami o zmartwychwstaniu Chrystusa.
      Jeśli jednak powyższa hipoteza miałaby być prawdziwa, to marmur, na kórym spisano dekret powinien pochodzić z Bliskiego Wschodu, z obszaru, na którym dekret wprowadzono.
      Tymczasem nowe analizy chemiczne wykazały, że marmur pochodzi z kamieniołomu na greckiej wyspie Kos, położonej w południowo-zachodnich wybrzeży dzisiejszej Turcji. To zaś wskazuje, że dekret ma najprawdopodobniej związek ze zbeszczeszczeniem grobu i zwłok tyrana Kos Nikiasa.
      Nikias objął władzę na Kos po 50 roku przed naszą erą. Został obalony w latach 30. I wieku p.n.e. Wiemy, że jego ciało zostało wyciągnięte z grobu i rozczłonkowane. Zbeszczeszczenie zwłok władcy odbiło się szerokim echem. Niedługo później grecki poeta Krinagoras z Mityleny użył przykładu Nikiasa jako symbolu odwrócenia się fortuny. Autorzy najnowszych badań uważają, że dekret cesarski został wydany w reakcji na postępek mieszkańców Kos i miał on uspokoić sytuację w regionie. Jeśli mają rację to dekret został wydany przez Augusta.
      Jest praktycznie niemożliwe, by marmur na którym spisano edykt obowiązujący w Judei pochodził z Kos. Nasza hipoteza odnośnie Nikiasza również nie jest 100-procentowo pewna, ale to najlepsze wyjaśnienie, mówi profesor Kyle Harper z University of Oklahoma, który stał na czele grupy badawczej.
      Christopher Jones z Uniwersytetu Harvarda, autorytet w dziedzinie rzymskich i greckich inskrypcji, który nie brał udziało w badaniach grupy Harpera, przyznaje, że chemiczne związki wspomnianego marmuru z Kos to zupełnie nowe odkrycie. Jednak, jak zauważa Jones, nowa hipoteza wymaga odpowiedzi na kilka pytań.
      Otóż Nikiasz był stronnikiem Marka Antoniusza, który wraz z królową Egiptu Kleopatrą walczył w wojnie domowej przeciwko Oktawianowi – przyszłemu cesarzowi Augustowi. Wojna zakończyła się w 31 roku p.n.e. Jak zauważa Jones, nie jest jasne, dlaczego cesarz August miałby w ogóle reagować na zbeszczeszczenie zwłok kogoś, kto wspierał jego wrogów.
      Zagadkę tę próbuje wyjaśnić John Bodel, historyk z University of Providence. Jego zdaniem dekret Augusta mógł być reakcją na szerszy problem. Z inskrypcji i tekstów prawniczych z epoki wiemy, że dość często dochodziło wówczas do ataków na groby lokalnych skorumpowanych władców. Atak na grób Nikiasza mógł mieć szczególnie spektakularny przebieg, ale nie był niczym niezwykłym. Bodel przypomina, że Kos leży u wybrzeży Azji Mniejszej, a to właśnie stamtąd rozprzestrzeniła się praktyka bezczeszczenia grobów nielubianych władców. To m.in. dlatego wielu historyków od dawna wątpiło, czy tekst inskrypcji ma cokolwiek wspólnego z Jezusem.
      Autorzy najnowszych badań zidentyfikowali miejsce pochodzenia marmuru określając zawartość węgla-13 i tlenu-18. Wśród wszystkich zbadanych kamieniołomów epoki najbardziej przypominał on ten znajdujący się na Kos. Jednak, jak zauważa Robert Tykot z University of South Florida, potrzebne są dalsze badania, w tym zawartości strontu i manganu. Ponadto przestrzega, że ktoś z XIX wieku mógł mieć dostęp do marmuru z Kos oraz wiedzę, w jaki sposób tworzyć inskrypcje. Zdaniem Tykota, dopóki nie datujemy dokładnie zabytku, nie będziemy pewni, czy to nie falsyfikat.
      O zabytku wiemy tylko, że w 1878 roku kolekcjoner Wilhelm Froehner nabył go w Paryżu. Twierdził, że został on przysłany z Nazaretu, jednak twierdzenia tego nie jesteśmy w stanie potwierdzić.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W „Spalonym kościele” w Hippos odkryto świetnie zachowaną mozaikę, na której widzimy inskrypcję z błogosławieństwem, kosz z bochenkami chleba i ryby. Pracujący na miejscu badacze mówią, że natychmiast przywodzi ona na myśl cud rozmnożenia chleba i ryb (cud pięciu chlebów i dwóch ryb). Cud ten – jedyny oprócz zmartwychwstania opisany we wszystkich ewangeliach – miał mieć miejsce nad Jeziorem Galilejskim. „Spalony kościół” znajduje się w pobliżu tego jeziora.
      Z pewnością można w inny sposób wytłumaczyć obecność chleba i ryb na mozaice, jednak nie można zignorować podobieństw do nowotestamentowych opisów. Na przykład w Nowym Testamencie jest mowa o pięciu bochenkach w koszu oraz o dwóch rybach i tyle właśnie przedstawiono na mozaice, mówi doktor Michael Eisenberg z Instytutu Archeologii Uniwersytetu w Hajfie, który kieruje pracami wykopaliskowymi.
      Hippos to stanowisko archeologiczne znajdujące się na szczycie wzgórza w odległości 2 kilometrów na wschód od Jeziora Galilejskiego. Z wysokości 350 metrów rozciąga się stamtąd widok na jezioro. Pomiędzy III wiekiem przed naszą erą, a VIII wiekiem po Chrystusie znajdowało się tam miasto, które było najważniejszym ośrodkiem na wschodnich wybrzeżach Jeziora Galilejskiego i południowym obszarze Wzgórz Golan. Zostało ono opuszczone w 749 roku po trzęsieniu ziemi. Od 20 lat trwają tam prace wykopaliskowe prowadzone prze Uniwersytet w Hajfie.
      Przed kilkoma tygodniami odsłonięto kolejne części „Spalonego kościoła”, który został wybudowany w połowie V lub na przełomie V i VI wieku i został spalony prawdopodobnie podczas podboju tych terenów przez Sasanidów na początku VII wieku. Zabytek odkryto już przed dekadą, teraz doktor Eisenberg i pomagająca mu w kierowaniu wykopaliskami Arleta Kowalewska powrócili na to miejsce. Okazało się, że pożar przyczynił się do zachowania mozaiki podłogowej w świetnym stanie. Podczas pożaru dach spadł na podłogę i przykrył ją ochronną warstwą popiołu.
      Naukowcy odsłonili całą podłogę kościoła o wymiarach 10x15 metrów. Odkryli główne wejście, pozostałości drzwi oraz parę kołatek z brązu przedstawiających ryczące lwy. Ujawniono też dwie greckie inskrypcje. W jednej z nich jest mowa o dwóch twórcach kościoła, Theodorosie i Petrosie, którzy wznieśli go na cześć męczennika, a na drugiej inskrypcji, którą umieszczono wewnątrz medalionu stanowiącego centralną część mozaiki, wymieniono imię męczennika – Theodoros.
      Zgodnie z wczesną tradycją chrześcijańską cud rozmnożenia miał miejsce w pobliżu dzisiejszego kibucu Ginosar/Tabgha na północno-zachodnim wybrzeżu Jeziora Galilejskiego i tam już na początku V wieku zbudowano Kościół Rozmnożenia. Doktor Eisenberg uważa jednak, że to nie przesądza sprawy. Obecnie uważa się, że Kościół Rozmnożenia w Tabgha to miejsce, gdzie doszło do cudu. Jednak jeśli uważnie przeczytamy Nowy Testament, to oczywistym będzie, że cud mógł się wydarzyć na północ od Hippos, w pobliżu tego miasta. Według Pisma po dokonaniu cudu rozmnożenia Jezus przeszedł po wodzie na północno-zachodnie wybrzeże jeziora, zatem cud miał miejsce tam, gdzie zaczynał swoją podróż, a nie gdzie ją skończył. Ponadto mozaika w Kościele Rozmnożenia przedstawia dwie ryby i kosz z czterema bochenkami chleba, tymczasem Nowy Testament mówi o pięciu bochenkach chleba, a te widzimy na mozaice w Hippos. Jakby jeszcze tego było mało, mozaika w „Spalonym kościele” przedstawia również 12 koszy, a w Nowym Testamencie czytamy, że po dokonaniu cudu, uczniowie Jezusa zanieśli ludziom 12 koszy chleba i ryb.
      Uczony zauważa jednak, że istnieją pewne różnice pomiędzy Nowym Testamentem z mozaiką ze „Spalonego kościoła”. Niektóre z koszy są pełne nie tylko chleba, ale również owoców, w niektórych miejscach widzimy trzy ryby, a nie dwie. Kościół znajduje się na zachodniej krawędzi góry Sussita, w najbardziej na zachód wysuniętej części miasta i roztacza się z niego widok na Jezioro Galilejskie, gdzie miało miejsce większość cudów Jezusa. Nie ma wątpliwości, że lokalna społeczność była dobrze zaznajomiona z cudem rozmnożenia i prawdopodobnie lepiej niż my wiedziała, gdzie do niego doszło. Logicznym jest więc założenie, że rzemieślnik układający mozaikę lub osoba, która ją zamówiła, chciała zawrzeć w niej odniesienia do cudu. Musimy dokończyć wykopaliska i odsłonić pozostałe 20% mozaiki oraz dokładnie ją przeanalizować. Ryba ma wiele dodatkowych znaczeń w chrześcijaństwie i trzeba je ostrożnie interpretować, dodaje uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 725 roku pewien pobożny pielgrzym wędrując wokół Jeziora Galilejskiego zobaczył i opisał Kościół Apostołów. Teraz archeolodzy twierdzą, że odnaleźli legendarną budowlę.
      Według tradycji, Kościół Apostołów został wybudowany nad domem apostołów Piotra i Andrzeja. Miejsce opisane w VIII wieku przez podróżnika imieniem Willibald znajduje się obecnie w Rezerwacie Bteikha (Bteikha Nature Reserve) i to właśnie w tym miejscu odnaleziono ruiny.
      Archeolodzy poinformowali jednocześnie, że biblijne miasto Betsaida, na którym zbudowano rzymskie miasto Julias, było znacznie większe niż dotychczas przypuszczano.
      To, co można powiedzieć na pewno, że w dzisiejszej miejscowości Beit Habek (el-Araj) znaleziono ślady po wielkim kościele z epoki bizantyjskiej. Najbardziej charakterystyczną cechą budowli są pozostałości mozaiki. To resztki mozaiki ściennej, a takie występowały tylko w kościołach, mówi profesor R. Steven Notley.
      Dotychczas odkopano południowe pomieszczenia. Zdjęcia wykonane z lotu ptaka również potwierdzają tezę, że mamy do czynienia z kościołem, gdyż budowla jest usytuowana na osi wschód-zachód, widoczna jest centralna nawa i dwie nawy boczne, wyjaśnia profesor Mordechai Aviam z Kinnert Academic College.
      Odnaleziono też fragmenty marmuru pochodzącego z lektorium, przegrody oddzielającej część z ołtarzem przeznaczoną dla duchownych od części kościoła przeznaczonej dla świeckich. Marmur ozdobiono kwiatowymi dekoracjami. Archeolodzy wydobyli również fragmenty mozaiki podłogowej, dachówki charakterystyczne dla dużych budowli oraz fragment kredy z wyrzeźbionym krzyżem.
      Oczywiście znalezienie bizantyjskiego kościoła to jedno, jednak powstaje pytanie, skąd wiadomo, że to kościół postawiony nad domem apostołów Piotra i Andrzeja. Takie informacje przekazuje nam historyczna tradycja, a my nie mamy żadnych podstaw, by je kwestionować, mówi profesor Notley. W 725 roku Willibald z Wessex, późniejszy biskup Eichstatt, odwiedzał Ziemię Świętą. Opisał nam swoją podróż z Capernaum do Kursi i zanotował, że odwiedził kościół Piotra i Andrzeja. Pomiędzy tymi dwiema miejscowościami nie odnaleziono żadnego innego kościoła, wyjaśnia profesor Aviam.
      Na razie nie wykonano jeszcze precyzyjnego datowania ruin. Jednak na podstawie znalezionych tam ponad 100 monet archeolodzy uważają, że kościół powstał w V wieku i został opuszczony pod koniec VII lub w VIII wieku.
      Profesor Notely mówi, że identyfikacja kościoła będzie zapewne budziła kontrowersje, chyba, że zostanie odnaleziony jakiś dowód, na przykład inskrypcja. W kościołach bizantyjskich inskrypcje, opisujące na przykład w czyjej intencji kościół został wzniesiony, są czymś normalnym, dodaje uczony.
      Prace wykopaliskowe prowadzone są nie tylko na terenie kościoła. W odległości 100 metrów na północ od niego badane są ruiny domu z okresu rzymskiego. Odkryto tam typowe żydowskie kamienne naczynia i lampy, ciężarki do połowu ryb i ponad 20 monet.
      Warto tutaj zauważyć, że to już czwarty sezon wykopalisk w tym miejscu i pokazuje on, jak bardzo bogatą historię ono miało. W bieżącym sezonie znaleziono bowiem lampę należącą do krzyżowców, a w 2017 roku odkryto bazaltową rzeźbę przedstawiającą lwicę, która we wczesnym okresie bizantyjskim zdobiła znajdującą się tutaj synagogę.
      Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra (J 1,44), Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej (J 12,21). Betsaida jest też miejscem, w drodze do którego Chrystus chodził po jeziorze i gdzie uzdrowił niewidomego.
      Za czasów gubernatora Filipa Heroda (syna Heroda Wielkiego) miasto przemianowano na Julias. Notley i Aviam od dawna uważają, że el-Araj to zaginiona biblijna Betsaida. Istnieje też spór dotyczący położenia Kościoła Apostołów. Jako, że na obszarze odpowiadającym zapiskom historycznym nie odnaleziono – aż do teraz – żadnego innego kościoła, niektórzy badacze identyfikowali kościół w Capernaum jako Kościół Apostołów. Argumentowali, że 8-boczna struktura kościoła z Capernaum musi być kościołem, który zbudowano nad domem Piotra i Andrzeja. Teraz znaleźliśmy kościół tam, gdzie pielgrzymi pisali, iż się znajduje. Pierwsze zapiski dotyczące kościoła nad domem Piotra wspominają o bazylice. Czy w czasach bizantyjskich ośmioboczną strukturę opisywano by jako bazylikę? To pytanie, na które trzeba szczegółowo odpowiedzieć, mówi Notley.
      Z kolei profesor Ram Arav z Hebrew Union College twierdzi, że Betsaida to współczesne pobliskie stanowisko e-Tell. Jednak Notley odrzuca tę hipotezę. Zwraca uwagę, że e-Tell powstało z VIII wieku i jest niemożliwym, by budowniczowie tego miejsca wiedzieli, że kilka metrów pod ich stopami znajduje się dom Piotra sprzed kilkuset lat.
      Tymczasem osadnictwo w el-Araj datuje się co najmniej na okres Drugiej Świątyni, kiedy znajdowała się tutaj wioska rybacka. Jednak część archeologów, wskazując na odkryte w 2017 roku rzymskie łaźnie twierdzi, że el-Araj było jedynie rzymskim obozem wojskowym. Ten argument Notley również odpiera. W czasach Drugiej Świątyni (516 p.n.e – 70 n.e.), żydowskie wioski, które z czasem stały się rzymskimi miastami, były bardzo rozległe. Większość ich budynków wciąż pozostaje ukryta pod ziemią. Uczony uważa, że wioska przetrwała do rzymskich czasów, rozrastała się, zyskiwała na znaczeniu i awansowała do rangi miasta, gdyż stanowiła ważną element ekspansji dynastii Machabeuszy w kierunku Galilei. W 37 roku przed Chrystusem państwo Machabeuszy zostało podbite przez klienta Rzymu, króla Judei Heroda Wielkiego. Z czasem jego następca, Filip Herod, zamienił Betsaidę w typowo rzymskie miasto Julias.
      O Julias wspomina Józef Flawiusz opisując miasto jako miejsce postoju rzymskich oddziałów najemnych tłumiących powstanie żydowskie. Profesor Notley przypomina, że wiemy jeszcze tylko o dwóch żydowskich wsiach, które stały się rzymskimi miastami: Sepphoris i Antipatris. O Julias wspomina też w I wieku Pliniusz.
      Później dzieje się coś dziwnego. Pod koniec III wieku Betsaida/Julias znika z zapisków historycznych. Biskup Euzebiusz z Cezarei, który w IV wieku napisał m.in. Onomasticon („O nazwach miejsc z Pisma Świętego”), nie wspomina ani o Betsaidzie, ani o kościele, co wskazuje, że nic o nich osobiście nie wiedział. Również żydowscy rabini po III wieku naszej ery nie wspominają o Betsaidzie. Nadchodzi wiek V w miejscu Betsaidy powstaje bizantyjska osada z kościołem oraz klasztorem i miejscowość nagle znowu pojawia się w zapiskach.
      Profesor Aviam ma hipotezę, która być może stanowi wyjaśnienie tej zagadki. Uczony zwraca uwagę, że poziom Jeziora Galilejskiego ulega znacznym wahaniom. Być może na 150–200 lat jego wody na tyle się podniosły, że podtopiły Betsaidę/Julias i ludzie opuścili miejscowość. W VIII wieku miasto ponownie zostało opuszczone, później przez pewien czas zamieszkiwali je krzyżowcy, a następnie całkowicie o nim zapomniano.
      Co interesujące, archeolodzy pracujący na terenie Kościoła Apostołów, nie zauważyli dotychczas śladów zniszczeń, jakie mogłyby zostać dokonane przed duże trzęsienie ziemi, które w 749 roku zniszczyło Dolinę Jordanu. Nie wiemy nawet, czy kościół opuszczono przed czy po trzęsieniu. Profesor Aviam nie wyklucza, że okoliczne tereny mogły być stopniowo opuszczane, gdyż osady niesione przez Jordan zrujnowały lokalne rybołówstwo. Do porzucenia samego kościoła mogło dojść wskutek podbojów Umajjadów i pojawienia się na tym terenie islamu na przełomie VII i VIII wieku. To mniej więcej w tym czasie Willibald odbywał swoją pielgrzymkę i opisał Kościół Apostołów. Niestety, późniejszy biskup nie nie wspomniał, czy w tym czasie kościół był używany czy nie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy od niemal 300 lat można oglądać oryginalne Święte Schody (Scala Sancta) w Rzymie. Schody, po których miał rzekomo iść Jezus w drodze na proces przed Poncjuszem Piłatem zostały w 1723 roku obłożone drewnem na polecenie papieża Innocentego XIII. Miało ono chronić je przed zniszczeniem. Drewno jednak zdjęto na czas renowacji marmurowych schodów i podjęto decyzję, że pozostaną one odsłonięte do 9 czerwca.
      Schody zostały dosłownie wyżłobione stopami pielgrzymów, mówi ojciec Francesco Guerra, rektor Sanktuarium Świętych Schodów, które jest corocznie odwiedzane przez setki tysięcy turystów.
      Zapadła decyzja, że schody pozostaną odsłonięte do 9 czerwca, a wierni będą mogli się na nie wspiąć. Pielgrzymi tradycyjnie przebywają Scala Sancta na kolanach.
      Po tym, jak odsłoniliśmy pierwszy stopień i znaleźliśmy mały krzyż, było jasne, że będzie to nie jedyne znalezisko, mówi Paolo Violini, konserwator zabytków z muzeów Watykanu. Pod drewnem znaleziono monety, zdjęcia, różańce i karteczki ze spisanymi modlitwami.
      Święte Schody składają się z 28 marmurowych stopni. Według legendy były one częścią pałacu Poncjusza Piłata, a do Rzymu trafiły w 326 roku przywiezione przez świętą Helenę, matkę cesarza Konstantyna po tym, jak przeszła ona na chrześcijaństwo.
      Wielu naukowców wątpi jednak w autentyczność schodów. Z naukowego punktu widzenia uważam, że szansa, iż te schody pochodzą z pałacu Piłata w Jerozolimie są bliskie zeru, mówi archeolog, profesor religioznawstwa Jodi Magness z University of North Carolina. Przed drugim wiekiem na tych terenach używano niewiele marmuru, więc jest małe prawdopodobieństwo, że schody są autentyczne, wyjaśnia Orit Peleg-Barkat, wykładowca w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Pałac używany przez Piłata został wybudowany przez Heroda, a ani Herod ani nikt inny w jego czasach nie używał marmuru. Warto też przypomnieć, że pałac został doszczętnie zniszczony przez wojska Tytusa Flawiusza, które zdobyły Jerozolimę w 70 roku w czasie wojny żydowskiej z lat 66-73.
      Ponadto analiza innych struktur zbudowanych za Heroda wykazała, że były one pokrywane tynkiem lub imitującym marmur stiukiem. Nawet niedawno odkryte mauzoleum w Herodionie zbudowano z lokalnego białego kamienia, nie z marmuru, mówi Magness. Tymczasem Święte Schody wykonano bezsprzecznie z marmuru pochodzącego z regionu Morza Egejskiego. Niewykluczone, że szczegółowe analizy pozwoliłyby określić miejsce wydobycia surowca.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Trędowaci nie byli w czasach Jezusa tak bardzo wykluczeni społecznie, jak się obecnie uważa. Dlatego też, jak twierdzi Myrick Shinall, należy w tym świetle zmienić interpretację postępowania Jezusa, który zlekceważył zapisane w Księdze Kapłańskiej prawa określające stosunek do trędowatych.
      Shinall, który jest profesorem chirurgii i doktorem religioznawstwa przeanalizował Nowi i Stary Testament oraz współczesne im teksty religijne pod kątem historii dotyczących trądu i trędowatych.
      Jego analizy pozwoliły mu na wysunięcie stwierdzenia, że co prawda istniało wiele praw i obyczajów, mających na celu odseparowanie trędowatych od reszty społeczeństwa, ale nie były one uniwersalnie przestrzegane we wszystkich społecznościach i w każdej epoce. Jak zauważył Shinall, w ewangeliach znajdziemy liczne ustępy świadczące o tym, że trędowaci byli dość mocno zintegrowani ze społeczeństwem.
      Zdaniem uczonego przekonanie o silnej izolacji trędowatych może mieć swoje źródła w działaniu pierwszych uczonych chrześcijańskich, którzy starali się podkreślić świętość Jezusa poprzez nadmierne izolacji, jakiej trędowaci mieli podlegać w ówczesnym społeczeństwie. Dla chrześcijańskich interpretatorów Biblii musiało być bardzo kuszące, by jaki dobry był Jezus poprzez skontrastowanie go ze złym żydowskim społeczeństwem. Jednak musimy oprzeć się takiej interpretacji, gdyż nie tylko przedstawia ona historię w złym świetle, ale utrwala negatywny obraz judaizmu, który do dzisiaj napędza antysemityzm, czasami ze śmiertelnymi konsekwencjami.
      Ponadto, jak stwierdza Shinall, brak dowodów na znaczą izolację trędowatych powinien skłonić interpretatorów Biblii do większego skupienia się na samym cudzie uzdrowienia trędowatego, a nie na wprowadzaniu do interpretacji biblijnych współczesnych elementów wykluczenia społecznego.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...