Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Polska to kraj z bardzo pofragmentowanymi rzekami. Zapora co 1 kilometr rzeki czy strumyka

Recommended Posts

Europa ma prawdopodobnie jedne z najbardziej rozdrobnionych rzek na świecie. W samej Polsce jest 77 tys. sztucznych barier – średnio jedna na km rzeki czy strumyka – wynika z badań opublikowanych w Nature. Naukowcy komentują, że konstrukcje te szkodzą bioróżnorodności, a istnienie wielu z nich nie ma ekonomicznego sensu.

W ramach projektu AMBER koordynowanego przez walijski Uniwersytet Swansea oszacowano, że w 36 europejskich krajach jest co najmniej 1,2 mln barier w nurcie wodnym rzeki. A to oznacza, że na 4 kilometry rzeki przypadają średnio 3 bariery zbudowane przez człowieka (0,74 bariery na 1 km). Polska jest powyżej europejskiej średniej: na 1 km strumyka przypada u nas 1 bariera. Rekordzistką jest jednak Holandia, gdzie na kilometr rzeki przypada prawie 20 barier.

To zaskakująco wysokie liczby w stosunku do tego, co wiadomo było wcześniej. Ponad 60 proc. konstrukcji jest bowiem na tyle niewielkich (mają np. poniżej 2 m wysokości), że były dotąd pomijane w statystykach. W zakrojonych na dużą skalę badaniach opracowano Atlas Zapór AMBER – pierwszą kompleksową ogólnoeuropejską inwentaryzację zapór. Zarejestrowano tam tysiące dużych zapór, ale i znacznie większą liczbę niższych struktur, takich jak jazy, przepusty, brody, śluzy i rampy, które były dotąd niewidoczne w statystykach, a są głównymi sprawcami fragmentacji rzek. Wyniki badań – koordynowanych przez Barbarę Belletti – opublikowano w Nature. W ramach projektu powstała też aplikacja AMBER, w której każdy może pomóc dokumentować brakujące dotąd w statystykach bariery.

Ponieważ policzenie wszystkich barier nie było fizycznie możliwe, naukowcy w badaniach terenowych przewędrowali wzdłuż 147 rzek (2,7 tys. km) i odnotowywali wszelkie sztuczne bariery w ich nurtach. Na tej podstawie oszacowano, ile barier może być w Europie.

Jeden ze współautorów badania prof. Piotr Parasiewicz, kierownik Zakładu Rybactwa Rzecznego w Instytucie Rybactwa Śródlądowego im. S. Sakowicza zaznacza, że bariery te są ogromnym utrudnieniem w migracji ryb rzecznych nie tylko takich jak łososie, pstrągi, jesiotry, węgorze, ale także płotki czy leszcze. Za sprawą konstrukcji rzecznych gatunki te mają coraz trudniejsze warunki do przeżycia.

To jednak nie jedyny minus. Jeśli na rzekach mamy tysiące barier, to zamieniamy nasze rzeki w stawy - mówi naukowiec. Powyżej bariery tworzy się bowiem często zalew, w którym woda płynie bardzo powoli, a lepiej radzą sobie tam organizmy charakterystycznie nie dla rzek, ale właśnie stawów. Z ryb są to choćby karpie czy leszcze. A to zwykle gatunki mniej wyspecjalizowane i bardziej pospolite.

Bariery zmieniają też temperaturę wody (powyżej bariery jest często ona cieplejsza niż poniżej). A w dodatku blokują przepływ osadów i materii. A w poprzegradzanej rzece wolniej zachodzą procesy samooczyszczania.

Ponadto z danych dostarczonych przez wolontariuszy w ramach aplikacji AMBER wynikło, że ponad 10 proc. europejskich barier jest nieużytecznych. Gdyby więc je usunąć, nie miałoby to żadnego ekonomicznego znaczenia. A to by oznaczało, że w Europie można by było rozebrać ok. 150 tys. barier bez żadnych strat ekonomicznych. Za to z zyskiem dla środowiska i dla ludzi – ocenia prof. Parasiewicz.

Jednym z praktycznych wyników naszego projektu jest to, że Unia Europejska zadeklarowała w swoim Programie Bioróżnorodności do 2030 r., że udrożni 25 tys. km rzek – komentuje prof. Parasiewicz.

AMBER otrzymał finansowanie z unijnego programu badań naukowych i innowacji "Horyzont 2020". Celem tego projektu jest zastosowanie zarządzania adaptacyjnego do eksploatacji zapór i innych barier w celu osiągnięcia bardziej zrównoważonego wykorzystania zasobów wodnych i skuteczniejszego przywrócenia ciągłości ekosystemów rzecznych. W ramach projektu opracowano narzędzia i symulacje, które mają pomóc przedsiębiorstwom wodociągowym i zarządcom rzek zmaksymalizować korzyści płynące z barier i zminimalizować ich wpływ na środowisko.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakoś niezbyt jestem w stanie wyobrazić sobie holenderski wynik. To przecież średnio bariera co 50 m. Ktoś wie coś więcej jak to możliwe?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A do mnie jakoś nie przemawia ten "wymyślony problem". W naturze, tj. bez ingerencji człowieka, takich barier powstaje znacznie więcej. Meandry, przewrócone drzewa, łachy piachu, tamy budowane przez bobry itp. Dawniej, gdy rzeki nie były uregulowane, powstawało mnóstwo przeszkód, przez co rzeki też często zmieniały swoje koryto, rozlewały się na dużych terenach tworząc lokalne jeziora, bagna itd. I jakoś ryby sobie z tym radziły.

22 minuty temu, Flaku napisał:

To przecież średnio bariera co 50 m.

To pewnie łącznie z przepustami w rowach melioracyjnych. Tylko co to ma wspólnego z rzekami to nie wiem, poza tym, że w rowach też czasami jest woda.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Flaku napisał:

Jakoś niezbyt jestem w stanie wyobrazić sobie holenderski wynik. To przecież średnio bariera co 50 m. Ktoś wie coś więcej jak to możliwe?

Bylem w tym kraju ponad pół roku i widzialem tyle rowów oraz kanałów gdzie nie ma nigdzie na świecie (Wenecja się chowa). Jeżeli kanał przechodzi przez drogę to nie ma mostu tylko jest rura w ziemi (traktowana jako zapora). Woda w tym stoi a nie płynie więc dziwie się, że traktują to jako rzekę. 

Z tymi naturalnymi  zaporami na rzekach masz racje, ale one po czasie niszczeją i woda płynie sobie dalej po roku dwóch czy 10 latach. Druga sprawa to ilość. Na pewno nie można było liczyć tych przeszkód w setkach tysięcy zanim czlowiek narozrabiał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przydałoby się na tych rzekach zamontować coś co odławia plastik i inne śmieci zanim trafią do mórz. Tak przy okazji...

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Rowerowiec napisał:

Przydałoby się na tych rzekach zamontować coś co odławia plastik i inne śmieci zanim trafią do mórz. Tak przy okazji..

Przydałoby się przestać rzucać śmieci byle gdzie.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może tak trochę więcej fotopułapek? Zaopatrzonych może w broń palną... Osobiście jestem za.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drony... z napalmem ;)

Albo w wersji minimum z kamerą :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z całym współczuciem dla "ludzkości" wolę już napalm. :)

Tylko lasów szkoda...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież to nad wodą ;)

Zresztą jestem przeciwnikiem zabijania. KTO to po nich posprząta? Wolałbym raczej obrożę elektryczną na genitaliach i odpowiednie porażenia jak nie zbierze dziennie X kg śmieci z brzegów i/lub z wody ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, radar napisał:

Wolałbym raczej obrożę elektryczną na genitaliach i odpowiednie porażenia jak nie zbierze dziennie X kg śmieci z brzegów i/lub z wody ;)

Tu mnie zaimponowałeś, jestem za. Teraz wszystko w Waszych rękach Radar. ;)

Nie wiem jak z kobietami, ale zapewne jako doskonały cybernetyk poradzisz z tym sobie. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 6.01.2021 o 21:00, Rowerowiec napisał:

Przydałoby się na tych rzekach zamontować coś co odławia plastik i inne śmieci zanim trafią do mórz. Tak przy okazji...

W moich okolicach parę lat temu dosyć spora rzeczka zalała pola - z przewróconego drzewa i paru ton śmieci zrobiła się całkiem niezła tama...

W dniu 5.01.2021 o 10:45, Sławko napisał:

A do mnie jakoś nie przemawia ten "wymyślony problem". W naturze, tj. bez ingerencji człowieka, takich barier powstaje znacznie więcej. Meandry, przewrócone drzewa, łachy piachu, tamy budowane przez bobry itp. Dawniej, gdy rzeki nie były uregulowane, powstawało mnóstwo przeszkód, przez co rzeki też często zmieniały swoje koryto, rozlewały się na dużych terenach tworząc lokalne jeziora, bagna itd. I jakoś ryby sobie z tym radziły.

Betonowe konstrukcje to całkiem co innego niż przeszkody naturalne czy nawet dawne młynówki. Sam zresztą napisałeś w czym jest różnica i dlaczego ryby sobie radziły (bold), chociaż to nie wszystko.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
15 godzin temu, Astro napisał:

Tu mnie zaimponowałeś

Nie znasz się na żartach chyba :)

Ja ogólnie jestem za centralnym recyclingiem, zakłady segregacji i przetwórstwa, a nie ogórny nakaz na poszczególnych ludzi. Plus nacisk bardziej na producentów, żeby mikro-pierdoła nie była pakowana w "półmetrowy" blister.

Śmiecenie wynika (głównie) z cen, Janusze chcą przyoszczędzić. Jak cena będzie niska to będzie inaczej.

Co innego śmiecenie "turystów, grillowców, plażowiczów" itp. Tu bym po prostu nagrywał, karał mandatem (mandaty w zależnośći od dochodów/przychodów +
intercept :)) a potem puszczał na specjalnym kanale na youtube (z imieniem, nazwiskiem i adresem może?), taka ściana wstydu.

 

 

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
31 minutes ago, radar said:

Śmiecenie wynika (głównie) z cen, Janusze chcą przyoszczędzić. Jak cena będzie niska to będzie inaczej.

Nigdy nie będzie tak tanio, żeby ktoś nie chciał przyoszczędzić i wyrzucić w lesie. Segregacja musi być u odbiorcy i tak, bo inaczej jedno złe opakowanie może zanieczyścić całą partię. Z drugiej strony po stronie klienta łatwiej segregować, ale i tak nie można ufać ludziom, no i dochodzą ograniczenia związane z transportem, bo śmieciarki często nie mają przegród.

 

31 minutes ago, radar said:

Plus nacisk bardziej na producentów, żeby mikro-pierdoła nie była pakowana w "półmetrowy" blister.

To też wynika trochę ze specyfiki sklepów, bo małe rzeczy się gubią, nie dadzą się stabilnie układać na półkach oraz są łatwo kradzione szczególnie elektronika.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
30 minut temu, cyjanobakteria napisał:

To też wynika trochę ze specyfiki sklepów,

Niech się zmieni specycika sklepów. Jak jest coś cennego to jest też w gablocie. Etc. To i tak będzie końcowy koszt odbiorcy, nie ma co się oszukiwać.

31 minut temu, cyjanobakteria napisał:

i tak nie można ufać ludziom

Zawsze znajdą się idioci, którzy muszą się wyłamać, nawet jak będzie za darmo. Dodatkowo w Polsce nie może być przymusu, powininen być raczej zakaz segregowania ;)

Transport też jak powiedziałeś. Do tego radykalne zmniejszenie odpadów "opakowaniowych'. Robiłem u siebie taki eksperyment i ewidencjonowałem śmieci. 80% to opakowania, albo i więcej.

Łatwiej "przekonać" kilkadziesią tysięcy producentów niż 38 mln ludzi. Choćby i dlatego, że w bloku ciężko to wykonać. Masz papier, plastik, szkło i zmieszane, a teraz jeszcze bio. GDZIE ja mam to trzymać?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niekiedy ośmiornice polują z rybami. Polowanie zbiorowe pozwala objąć działaniami większy obszar i zwiększa szanse na schwytanie ofiary. Okazuje się jednak, że gdy ośmiornice Octopus cyanea są niezadowolone z partnerów albo anulują współpracę, stosują uderzenia ramieniem. Naukowcy porównują to do ciosu pięścią i nazywają aktywnym przemieszczeniem (ang. active displacement) ryby.
      Czasowe sojusze między ośmiornicami i rybami rafowymi są dokumentowane od dziesięcioleci. Mogą one obejmować licznych uczestników z rożnych gatunków - podkreślają autorzy publikacji z pisma Ecology. Ośmiornice i ryby są znane ze zbiorowych polowań, podczas których czerpią korzyści z morfologii [budowy] i strategii polowań drugiej strony - podkreśla Eduardo Sampaio, doktorant z Uniwersytetu w Lizbonie oraz Instytutu Zachowania Zwierząt Maxa Plancka. Ponieważ dochodzi do połączenia sił licznych partnerów, tworzy się złożona sieć, w której zaangażowanie i odnoszone korzyści mogą nie być zrównoważone. Daje to początek różnym mechanizmom kontroli partnera.
      Czasem ryby i ośmiornice współpracują przez ponad godzinę, przy czym poszczególne gatunki zajmują różne pozycje. Ośmiornice ścigają ofiary przemykające wokół skał i chowające się w ciasnych przestrzeniach, ryby takie jak Parupeneus cyclostomus przeszukują dno, a inne patrolują kolumnę wody.
      Okazuje się jednak, że współpraca nie zawsze przebiega korzystnie dla ryb. Między 2018 a 2019 r. podczas nurkowania w okolicach Ejlatu w Izraelu i Al-Kusajr w Egipcie naukowcy zaobserwowali 8 incydentów, podczas których ośmiornice nagle uderzały partnera.
      Widząc to po raz pierwszy, zacząłem się śmiać i prawie zadławiłem się automatem oddechowym - opowiada Sampaio.
      Ryba może zostać zepchnięta na obrzeża grupy albo w ogóle dostaje się poza nią. Czasem po chwili wraca [...]. Sampaio dodaje, że choć wcześniej wiedziano, że ośmiornicom zdarza się uderzyć przy odpieraniu ataków pewnych ryb lub podczas walki o pokarm, po raz pierwszy opisano takie zachowanie w odniesieniu do polowania zbiorowego.
      W ramach studium zespół Sampaio obserwował interakcje między O. cyanea i różnymi rybami z Morza Czerwonego, np. Epinephelus fasciatus czy wariolami (Variola louti).
      Liczne obserwacje [...] sugerują, że uderzanie spełnia w relacjach międzygatunkowych konkretną funkcję. Z ekologicznego punktu widzenia dla ośmiornicy uderzanie ryby-partnera stanowi niewielki koszt energetyczny. W przypadku ryby tak już jednak nie jest.
      Naukowcy dywagują, że uderzanie ma trzymać ryby w ryzach, odpędzając je od ofiary, zmieniając ich pozycję w grupie, a nawet eliminując je z polowania.
      Czasem, w przypadkach gdy ryby nie wnoszą niczego do polowania i próbują, dosłownie, żerować na pracy innych, ośmiornica może uderzać z powodu zwykłego współzawodnictwa.
      Sampaio dodaje, że choć sojusze międzygatunkowe mogą być korzystne dla obu stron, nie oznacza to wcale, że nie zostaną zerwane, gdy nadarzy się okazja. Mimo współpracy, każdy z partnerów zawsze będzie próbował maksymalizować swoje korzyści. W sytuacji kiedy ofiara jest łatwo dostępna, ośmiornica wydaje się stosować uderzenia jako metodę kontrolowania zachowania partnera [...].
      W 2 przypadkach stwierdzono, że uderzanie miało miejsce nawet wtedy, gdy nie wydawało się mieć związku z próbą zapewnienia sobie ofiary. Możliwe są tu dwa scenariusze. W pierwszym ośmiornica całkowicie ignoruje korzyści i uderzanie jest złośliwym zachowaniem, które ma wytworzyć koszty dla ryb. W drugim scenariuszu uderzenie jest [natomiast] formą agresji z odroczonymi korzyściami, np. [...] karą; chcąc promować współpracę podczas przyszłych zdarzeń, ośmiornica uderza, ponosząc niewielkie koszty (koszt dla partnera jest już jednak znaczący).
      Jak jest naprawdę, wyjaśnić mogą dopiero kolejne badania. Szczegółowe analizy ilościowe polowań zbiorowych mogą pomóc w rozważeniu różnych pytań ekologicznych, np. kwestii istnienia uprzywilejowanych relacji między ośmiornicami i konkretnymi rybimi partnerami (w ocenie, czy niektóre gatunki bądź osobniki są uderzane częściej niż pozostałe).
      Chcemy zrozumieć, jak w kontekście całej grupy wcześniejsze interakcje między zwierzętami mogą prowadzić do uderzenia [danej] ryby i co się później zmienia.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Modele komputerowe sugerują, że głęboko pod powierzchnią Grenlandii na długości całej podlodowej doliny może płynąć rzeka, która do oceanu uchodzi we Fjordzie Petermanna na północnym wybrzeżu wyspy. Rzeka zasilana jest przez lód topniejący we wnętrzu Grenlandii.
      Na głębokości 2-3 kilometrów pod lodem Grenlandii znajduje się skaliste podłoże. W przeszłości użyto radarów do wykonania jego mapy, a tam, gdzie brakowało danych naukowcy wykorzystali modele matematyczne do ich uzupełnienia. Badania ujawniły istnienie długiej doliny, jednocześnie jednak wskazywały, że jest ona pofragmentowana przez wyniesione skały, co zapobiega ewentualnemu swobodnemu przepływowi wody. Zauważono jednak, że te skalne szczyty występują tylko w tych miejscach, dla których brakowało danych i zostały one uzupełnione modelowaniem matematycznym. Szczyty mogą więc w rzeczywistości nie istnieć.
      Christopher Chambers i Ralf Greve z Hokkaido University postanowili zbadać, co może się dziać, jeśli wspomniana dolina jest otwarta, a topnienie lodu zintensyfikuje się w głęboko położonym obszarze Grenlandii, o którym wiemy, że dochodzi tam do topnienia. We współpracy z naukowcami z Uniwersytetu w Oslo przeprowadzili liczne symulacje komputerowe, dzięki którym mogli porównać dynamikę wody na północy Grenlandii przy dolinie otwartej i pofragmentowanej.
      Wyniki badań zostały opublikowane w piśmie The Cryosphere. Wykazały one dramatyczne zmiany w przepływie wody jeśli dolina jest otwarta. Jeśli tak się dzieje i woda może swobodnie płynąć wspomnianą doliną, to pod lodami Grenlandii istnieje rzeka o długości 1000 kilometrów, które uchodzi w Fjordzie Petermanna. Wyniki naszych badań są zgodne z istnieniem długiej podlodowej doliny. Mamy tutaj jednak sporo niewiadomych. Nie wiemy na przykład, jak wiele wody może płynąć tą doliną i czy rzeczywiście uchodzi ona do Fjordu Petermanna czy ponownie zamarza albo wypływa z doliny po drodze, mówi Chambers.
      Jeśli jednak woda tam jest, to może ona płynąć całą długością doliny, która jest dość płaska, przypomina dno rzeki. To zaś sugeruje, że woda nie zamarza, bo nic jej nie blokuje. Symulacje wskazują też, że więcej wody płynie, jeśli dno doliny znajduje się 500 metrów pod powierzchnią oceanu niż gdy jest 100 metrów pod nią. Ponadto, jeśli w symulacjach zwiększono topnienie lodu tylko u podnóża regionu, w którym on topnieje, to przepływ wody przez całą dolinę się zwiększa tylko wówczas, gdy nie ma na niej żadnej blokady. Całościowe wyniki badań wskazują, że rzeka może istnieć jeśli spełnionych jest wiele warunków.
      Do potwierdzenia wyników naszych badań konieczne są kolejne badania radarowe. To jednak bardzo ważne, gdyż istnienie takiej rzeki oznaczałoby, że Grenlandia ma zupełnie inny układ hydrologiczny niż sądzimy. Dobre jego zrozumienie i możliwość dokładnego symulowania tego systemu jest ważne, jeśli chcemy rozumieć i symulować zmiany zachodzące na Grenlandii pod wpływem zmian klimatycznych, mówi Greve.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie zamieszkujący południe Polski w neolicie byli blisko spokrewnieni z populacją z okresu epoki brązu. Doktor Anna Juras wraz z zespołem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza przeprowadziła analizy genetyczne 150 kości 80 osób żyjących w epoce brązu.
      Badani zmarli byli przedstawicielami kultur mierzanowickiej, strzyżowskiej oraz trzcinieckiej. Naukowcy skupili się na genomie mitochondrialnym, dziedziczonym po matce.
      Jak czytamy na łamach American Journal of Physical Anthropology, wyniki analizy genetycznej wykazały bliskie pokrewieństwo po linii matki społeczności kultury mierzanowickiej i trzcinieckiej ze społecznościami kultury ceramiki sznurowej. Bardziej odległa od nich społeczność kultury strzyżowskiej wykazywała bliższe podobieństwo genetyczne do populacji stepu powiązanej z wcześniejszymi kulturami grobów jamowych i kultury grobów katakumbowych oraz z późniejszymi Scytami.
      Autorzy pracy zauważają, że istnieje ciągłość genetyczna pomiędzy kulturą sznurową późnego neolitu a kulturami mierzanowicką i trzciniecką reprezentującymi kultury brązu. Ponadto pod koniec III tysiąclecia przed Chrystusem ludy stepu mogły wnieść swój wkład w rozwój kultury strzyżowskiej.
      Jak już wiemy z poprzednich badań, tereny dzisiejszej zachodniej Polski we wczesnej epoce brązu zostały zasiedlone przez przedstawicieli kultury unietyckiej, a południowo-wschodnie tereny kraju zamieszkali najpierw przedstawiciele kultury mierzanowickiej, a po nich pojawili się ludzie reprezentujący kulturę strzyżowską, którzy zamieszkali niewielki region w południowo-wschodniej Polsce i zachodniej Ukrainie. Kultury strzyżowska i mierzanowicka rozwijały się niemal równocześnie do mniej więcej 1600 roku przed naszą erą. Później ustąpiły one kulturze trzcinieckiej, która przetrwała do około 1100 roku przed Chrystusem.
      EDIT: w poprzedniej wersji umieściliśmy nieuprawniony wniosek o ciągłości genetycznej od neolitu po czasy współczesne. Chodziło o ciągłość genetyczną neolit-epoka brązu

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zwierzę sprzed 380 milionów lat, które pływało w oceanach i chodziło po lądzie jest zaginionym ogniwem ewolucji ludzkiej dłoni. Elpistostege watsoni miał 1,5 metra długości, ostre kły, płaską głowę, długi pysk i niewielkie okrągłe oczy, wyglądem przypominał połączenie rekina z jaszczurką. Jednak tym, co najbardziej zainteresowało kanadyjsko-australijski zespół paleontologów były jego płetwy.
      Wszystkie cztery płetwy tego stworzenia to pierwsza znana nam skamieniałość, na której widać przydatki, które z czasem stały się kośćmi palców i umożliwiły powstanie ludzkiej dłoni.
      Stworzenie miało cztery kończyny i w każdej z nich widoczne są niezwykłe kości, przypominające kości palców. Paleontolog profesor John Long z australijskiego Flinders University mówi, że to niezwykle ważne znalezisko. Ujawnia ono bardzo ważne informacje na temat ewolucji dłoni u kręgowców. To raz pierwszy mamy bezpośredni dowód na rozwój palców w płetwie. Te kości przypominają kości występujące w kończynach większości czworonogów, dodaje.
      Skamieniałość wykopano w Miguasha National Park na wybrzeżu Quebecu. To miejsce znane z występowania licznych skamieniałości z dewonu. Sam zaś dewon zwany jest epoką ryb. Odkrycie to przesuwa też moment powstania palców do ryb. Dotychczas sądzono, że pojawiły się one znacznie później u zwierząt lądowych. Palce zaczęły rozwijać się zatem bezpośrednio przed tym, gdy ryby zaczęły wychodzić na ląd.
      Wyewoluowanie ryb z czworonogi było jednym z najbardziej istotnych wydarzeń ewolucji. Czworonogi mogły opuścić wodę i opanować lądy. Jednak do tego konieczna była zamiana płetw w dłonie i stopy. Naukowcy badający ewolucję rybich płetw w kończyny czworonogów (w tym i człowieka) badają szczątki ryb i tetrapodów z okresu środkowego i górnego dewonu. Te formy przejściowe należą do rodziny Elpistostegidae. To zwierzęta przypominające czworonogi, ale zachowały wiele cech rybich. Jednym z nich jest słynny Tiktaalik z kanadyjskiej Arktyki. To słodkowodne stworzenie osiągało około 1 metra długości, ale dotychczas znamy tylko jego częściowy szkielet.
      Współautor badań Richard Cloutier z Quebec University mówi, że pojawienie się palców zbiega się z możliwością wsparcia przez ryby ciężaru ciała w płytkich wodach lub na lądzie. Podczas naszych badań zauważyliśmy również strukturę przypominającą kość ramienną. Również ona ma pewne cechy wspólne z kością ramienną wczesnych płazów, mówi uczony.
      Elpistostege to niekoniecznie nasz przodek, ale to najbliższa znana nam skamieniałość, która jest ogniwem pomiędzy rybami a czworonogami, dodaje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chroniczna ekspozycja na włókna mikroplastiku może powodować poważne zmiany w skrzelach ryb i zwiększenie produkcji komórek jajowych u samic – ustalili naukowcy z amerykańskiego Duke Universty i chińskiego Zhejiang University of Technology.
      Maleńkie włókna z poliestru, polipropylenu i innych rodzajów plastiku oddzielają się od syntetycznych tekstyliów i innych produktów dostępnych na rynku. Często trafiają do ścieków i akumulują się w oceanach, rzekach i jeziorach na całym świecie, przyczyniając się na niektórych obszarach do 90 proc. zanieczyszczeń mikroplastikiem.
      Poprzednie badania pokazały, że wiele ryb je duże ilości włókien każdego dnia, ale dysponuje mechanizmami ochronnymi w jelitach, które niwelują uszkodzenia – powiedział David E. Hinton, wykładowca ekologii na Duke University. Jeśli jednak rozszerzy się badania do poziomu tkankowego i komórkowego, tak jak zrobiliśmy to my, można zaobserwować szkodliwe zmiany.
      Jak zaznaczyła Melissa Chernick z Nicholas School of the Environment na Duke University, poza włóknami, które ryby wchłaniają, setki czy tysiące mikrowłókien przepływa przez ich skrzela i właśnie tam ich wpływ jest najbardziej niszczący.
      W badaniu opisanym w PLOS ONE ryby ryżanki japońskie (Oryzias latipes) były narażone na wysoki poziom mikrowłókien w zbiornikach przez 21 dni. Obserwowano w ich oskrzelach posklejane błony, zwiększone wydzielanie śluzu, tętniaki oraz zmiany w komórkach nabłonkowych.
      Zmiany były znaczące i było ich dużo. Każda miała wpływ na oddychanie – podkreśliła Chernick.
      Choć narządy wewnętrzne mogą chronić się przed podobnymi uszkodzeniami, to kiedy włókna mikroplastiku znajdują się w jelitach, mogą wydzielać związki chemiczne, które trafiają do układu krwionośnego ryb. Naukowcy wciąż starają się wykryć te chemikalia i ich działanie. Jedna z kłopotliwych konsekwencji jest już znana – samice produkują więcej komórek jajowych, co sugeruje, że mikrowłókna działają jako związki endokrynnie czynne.
      Na całym świecie w 2016 r. wyprodukowano prawie sześć ton syntetycznych włókien. Mikrowłókna odrywają się od tekstyliów w czasie prania i regularnego używania. Od jednej sztuki odzieży w czasie prania potrafi oddzielić się prawie 2 tys. mikroskopijnych włókien. Oczyszczalnie ścieków nie są przystosowane do ich wyłapywania, więc zanieczyszczenia akumulują się w środowisku.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...