Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Muzeum na Akropolu zakończyło digitalizację swoich zbiorów

Recommended Posts

Muzeum na Akropolu zakończyło digitalizację swoich zbiorów. Teraz dzięki internetowi możemy oglądać wszystkie zgromadzone tam zabytki. W Digital Acropolis Museum możemy oglądać obrazy w wysokiej rozdzielczości, korzystać z aplikacji multimedialnych, w tym gier, materiałów wideo i obrazów 3D. Muzeum na Akropolu jest pierwszym w pełni zdigitalizowanym greckim muzeum.

Przenoszenie zbiorów do świata cyfrowego jest od 10 lat coraz bardziej popularnym trendem w muzeach i galeriach na całym świecie. Dzięki współpracy kuratorów, specjalistów ds. nowoczesnych mediów i programistów możemy oglądać zbiory, których w inny sposób byśmy nigdy nie zobaczyli. Zwykle też przy okazji takich projektów powstają narzędzia, dzięki którym z muzealnych zbiorów mogą korzystać też naukowcy zainteresowani badaniem artefaktów.

Digitalizacja zbiorów Akropolu pochłonęła 1,3 miliona euro. Powstały witryny w języku greckim i angielskim z dodatkowymi tekstami w językach francuskim, włoskim, niemieckim i hiszpańskim. W przeniesionych do formy cyfrowej zbiorach znajdziemy 2156 zabytków znajdujących się na wystawie stałej. Zabytki te znaleziono podczas wykopalisk na Akropolu i jego stokach. Zdjęcia uzupełniono o szczegółowe opisy, nad którymi wciąż trwają prace, fotografie w wysokiej rozdzielczości, rysunki i materiały wideo.

W przyszłości cyfrowe zbiory zostaną poszerzone o zabytki znajdujące się obecnie w muzealnych magazynach.

Twórcy cyfrowej kolekcji pomyśleli też o najmłodszych. Acropolis Museum Kids to propozycja dla dzieci w wieku 6–12 lat. Mogą one poznać historię Aten za pośrednictwem gier i materiałów wideo. Znajdą tam zarówno lekcję gotowania, wycieczkę po Akropolu czy grę SAMM (Save the Ancient Monument's Memory).

W ramach projektu na drugim piętrze muzeum wydzielono też dwie specjalne przestrzenie dla odwiedzających. Jedna z nich to centrum multimedialne, gdzie można zapoznać się ze szczegółami poszczególnych wystaw, a druga to zakątek dla dzieci. Tam najmłodsi zwiedzający poznają mity greckie i historię Akropolu.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed dwoma dniami pracownicy muzeum w Manching w Bawarii odkryli rozbitą gablotę wystawienniczą, z której ukradziono 450 złotych celtyckich monet. Ich wartość szacuje się na kilkanaście milionów euro. Złodzieje uszkodzili też linię telefoniczną i łącze internetowe.
      Odcięli całe Manching, powiedział burmistrz Herbert Nerb w rozmowie z Süddeutsche Zeitung. Zdaniem urzędnika, kradzież dokonali profesjonaliści, którym nie przeszkadzały muzealne zabezpieczenia. Dodaje, że kradzież to dla miasta katastrofa. Podobne zdanie wyraził Markus Blume, bawarski minister nauki i sztuki. To świadectwo naszej historii, mówił.
      W przeszłości na terenie dzisiejszego miasta istniało celtyckie osiedle obronne Oppidum Manching. Było ono centrum plemienia Wendelików i jednym z największych oppidów. W okresie największego rozkwitu, w II wieku p.n.e. było zamieszkane być może nawet przez 10 000 osób. Oppidum miało 380 hektarów powierzchni. W 1999 roku w pobliżu celtyckiej świątyni odkryto skarb złotych (483 sztuki) i srebrnych monet z obszaru dzisiejszych Czech, broń i złoto. I to właśnie część z tych monet padła teraz łupem złodziei.
      Warto przypomnieć, że to nie pierwsza wielka kradzież na terenie Niemiec. Niemal równo przed trzema laty, w 25 listopada 2019 roku, złodzieje włamali się do drezdeńskiego skarbca elektorów saskich założonego przez Augusta II Mocnego. Ukradli wówczas m.in. gwiazdę orderową Orderu Orła Białego, szpilkę do kapelusza z 16-karatowym diamentem i wysadzaną diamentami rękojeść miecza. Szczęśliwie nie ukradli największego zielonego diamentu na świecie, gdyż został on wypożyczony do nowojorskiego Metropolitan Museum of Art.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Archeolodzy z Muzeum Archeologicznego w Stavanger w Norwegii nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy otrzymali przesyłkę z kobiecą biżuterią z epoki wikingów. Często dostajemy przedmioty znalezione przez osoby prywatne, ale nigdy nie jest ich tyle. Nawet podczas wykopalisk rzadko natrafiamy na takie znaleziska, mówi Kristine Orestad Sørgaard. Naukowcom udało się wyśledzić prawdopodobne pochodzenie biżuterii. Wiele wskazuje na to, że pochodzi ona z obrabowanego grobu.
      Pani Sørgaard nie musiała nawet analizować przesyłki. Już na pierwszy rzut oka stwierdziła, że to biżuteria typowa dla wikingów. Zarówno owalne brosze zdobione srebrem, brosza o  równych ramionach i dwie bransolety są typowe dla tego okresu, mówi. Dodatkowo kobieta miała naszyjnik z ponad 50 koralików.
      Owalne brosze spinały fartuch i są typowym wyposażeniem kobiecych grobów z czasów wikingów. Były one używane razem z trzecią brosza, którą przypinano szal lub płaszcz. A pomiędzy owalnymi broszami znajdował się naszyjnik.
      Zabytki pochodzą pochodzą z wczesnej epoki wikingów. Wniosek taki wyciągnięto na podstawie jednego z paciorków, którego mozaikowy wzór jest typowy dla ok. 850 roku. W naszyjniku znalazły się też, również popularne w czasach wikingów, paciorki owinięte srebrną i złotą folią, które miały imitować paciorki wykonane w całości ze złota i srebra.
      Po otrzymaniu zabytków archeolodzy przeszukali muzealne archiwa i odkryli, że w 1955 roku pracownicy muzeum badali obrabowany grób znajdujący się w miejscowości Frafjord. Tamte okolice znane są z interesujących znalezisk pochodzących sprzed epoki wikingów. Jednak dotychczas odkryto tam niewiele zabytków z czasów wikingów. Pracami przy obrabowanym grobie prowadził znany archeolog Odmund Møllerop (zm. w 2006 r.). Badał on pochówek na 7-metrowej łodzi. Złożono na niej kobietę wyposażoną w siekierę, czochrę (narzędzie do oddzielania główek nasiennych od łodyg lnu i konopi), umbo (środkowa wzmacniająca część tarczy), nożyczki i żelazny miecz. Jednak przy zmarłej nie znaleziono biżuterii. Dlatego też archeolodzy sądzą, że dostarczona przez nich przesyłka to biżuteria z tego właśnie pochówku.
      Obecnie biżuterią zajmują się konserwatorzy. Osoby, które przekazały zabytki nie wiedzą, niestety, kiedy i gdzie zostały one znalezione. Wielka szkoda, że utraciliśmy tę wiedzę i że profesjonaliści nie mieli okazji, by zbadać miejsce odkrycia. Straciliśmy w ten sposób dużo informacji. Szczególnie interesujące byłyby informacje na temat trzech koralików z niebieskiego szkła, mówi Kristine Orestad Sørgaard. Koraliki takie pochodzą z wczesnej epoki żelaza, są więc o setki lat starsze niż pozostałe zabytki. Może był to jej spadek. A może mamy tutaj przemieszane przedmioty z jeszcze starszego grobu. Nigdy się tego nie dowiemy, dodaje uczona.
      Kobieta z Frafjord należała do wyższej klasy społecznej. Nie każdy mógł sobie pozwolić na taką biżuterię. Pokazuje nam ona nie tylko jej status za życia, ale również pozycję, jaką powinna zająć po śmierci, to ważny składnik znacznie w społeczności, nie tylko tutaj ale i w życiu pozagrobowym, stwierdza Sørgaard. Biżuteria może też świadczyć o bogatych więzach handlowych. O ile owalne brosze masowo produkowano w Kaupang czy Ribe, to co najmniej kilkanaście koralików może pochodzić z basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      National Trust poinformował o ukończeniu digitalizacji pełnej kolekcji zdjęć przyjaciółek, Mercie Lack i Barbary Wagstaff, dokumentujących wykopaliska w Sutton Hoo. W przededniu II wojny światowej odkryto tam anglosaski grób królewski.
      Dwanaście lat temu ktoś zostawił na recepcji National Trust w Sutton Hoo reklamówkę ze zdjęciami. Pokazano je konserwatorce Anicie Bools, która doskonale pamięta ten moment. To jedna z tych chwil, kiedy przechodzą cię ciarki. Pomyślałam: o mój Boże, to autentyk [...].
      Kolekcja fotografii Mercie Lack i Barbary Wagstaff
      Kolekcja składała się z 11 albumów z czarno-białymi zdjęciami, luźnych czarno-białych fotografii, odbitek stykowych i negatywów. Rarytasem był album z kolorowymi zdjęciami z dołączonym negatywem Agfa Isopan F.
      Oficjalne zdjęcia z wykopalisk w Sutton Hoo zostały przekazane Muzeum Brytyjskiemu. Zbiór zdigitalizowany przez National Trust jest jednak wyjątkowy; dzięki adnotacjom w albumach Mercie Lack można poznać ludzi i procesy zachodzące podczas odsłaniania łodzi (Mercie zaznaczała, kogo i co widać na zdjęciu, często podawała także szczegóły techniczne dot. fotografii, np. odnośnie do rodzaju filmu czy przesłony). Na fotografiach uchwycono osobistości odwiedzające stanowisko, w tym Marię Luizę Schleswig-Holstein, wnuczkę królowej Wiktorii.
      Jak wyjaśniła Laura Howarth, menedżerka ds. archeologii i zaangażowania z Sutton Hoo, Lack była na wakacjach z ciotką, gdy usłyszała o dokonanym w pobliżu odkryciu archeologicznym. Mercie odwiedziła to miejsce i uzyskała pozwolenie od archeologa Charlesa Phillipsa na ponowny przyjazd z przyjaciółką, Barbarą Wagstaff, by udokumentować wykopaliska.
      Wspólne pasje
      Lack i Wagstaff interesowały się historią i archeologią. Podczas poprzednich wakacji podróżowały po kraju, uwieczniając dla Muzeum Brytyjskiego detale anglosaskich kamiennych rzeźb.
      Mercie Lack i Barbara Wagstaff były w Sutton Hoo między 8 a 25 sierpnia 1939 r.  W tym czasie wykonały około 60% wszystkich istniejących zdjęć stanowiska [aż 400]. Mimo że do tego momentu skarb został już stamtąd zabrany, ich materiał jest niezwykle znaczący, gdyż udokumentowały samą łódź. Nie dotrwała ona do naszych czasów, ale możemy ją oglądać właśnie dzięki fotografiom Lack i Wagstaff.
      Howarth dodała, że przekazana National Trust kolekcja obejmowała także zarys początku nieopublikowanej książki Lack. Dzięki jej zdjęciom i zapiskom możemy zobaczyć jej oczami i wypowiedzieć jej słowami to, co działo się tego ekscytującego lata.
      Mozolna digitalizacja
      Oryginalne fotografie, które jak się okazało, przekazał wnuk brata Mercie Andrew, są delikatne i muszą być przechowywane w ściśle kontrolowanym środowisku. Dzięki digitalizacji stały się jednak dostępne dla szerszej rzeszy ludzi. Turyści trafiający do Sutton Hoo mogą się przed zwiedzaniem zapoznać z cyfrową wersją albumów Lack; znajdują się one w Tranmer House. Od 29 września cała kolekcja jest zaś dostępna online. Warto dodać, że panie robiły nie tylko zdjęcia; zachowała się bowiem również 8-mm taśma filmowa. Lack i Wagstaff zostały członkiniami stowarzyszonymi Royal Photographic Society.
      W ciągu ostatnich 3 lat i podczas lockdownu wszystkie zdjęcia skatalogowano i zdigitalizowano. Dokonano też naprawy uszkodzeń. Fotografowano strony albumów, luźne zdjęcia i adnotacje. W sumie wykonano ponad 4000 zdjęć.
      W digitalizowaniu zbioru pomagali pracownicy i wolontariusze z Sutton Hoo, a także konserwatorzy materiału fotograficznego oraz specjaliści ds. digitalizacji. Cały proces odbywał się, co było bardzo na miejscu i wywoływało poruszenie, w tej samej lokalizacji, gdzie Lack i Wagstaff zrobiły zdjęcia [...] - podkreśla starsza narodowa konserwatorka Anita Bools.
      Konserwacja i digitalizacja zdjęć - zwłaszcza z albumów Mercie Lack - musiała zostać przeprowadzona bardzo ostrożnie. Choć jej notatki wydają się świeże, a obraz nie wyblakł, papierowe strony są bardzo cienkie i łatwo je rozerwać. To zapewne wskazówka, jak ważne były dla niej te zdjęcia; dbała o nie i delikatnie się z nimi obchodziła. Czuję, że te dwie wspaniałe kobiety byłyby uradowane, wiedząc, że dzięki konserwacji i digitalizacji ludzie mogą dziś oglądać sceny uwiecznione ponad 80 lat temu i poczuć dreszczyk przeżywany przez przyjaciółki podczas odsłaniania stanowiska.
      Na jesiennej wystawie w Tramer House można oglądać inne przedmioty z kolekcji Lack i Wagstaff, w tym pudełko na słodycze, w którym niektóre fotografie były oryginalnie przechowywane, korespondencję i kopię książki, w której ukazało się jedno ze zdjęć Mercie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W jednym z Muzeów Titanica w USA doszło do nietypowego wypadku. Jedną z tutejszych atrakcji jest ściana o wymiarach 4,6x8,5 m z prawdziwego lodu. Niedawno jej fragmenty odłamały się i spadły na 3 zwiedzających.
      Titanic Museum Attraction w Pigeon Forge w Tennessee należy do Mary Kellogg Joslyn i Johna Joslyna. W 1987 roku John prowadził jedną z ekspedycji do Titanica. Teraz jest właścicielem dwóch muzeów poświęconych słynnemu liniowcowi. W Pigeon Forge znajduje się ponad 400 zabytków ze statku. Muzeum posiada jedną z największych na świecie replik Titanica. Zwiedzający wchodzą na jej pokład i przez dwie godziny mogą podziwiać zabytki, przejść przez słynne wielkie schody na pokładzie I klasy, usiąść w szalupie ratunkowej czy posłuchać o kolejach życia różnych pasażerów.
      Po wypadku muzeum zamknięto, jednak szybko zostało ponownie otwarte. Miejsce samego wypadku zostało odgrodzone i nie jest dostępne, a miejscowa policja prowadzi w tej sprawie śledztwo. Obecnie nic nie wskazuje na to, by doszło do przestępstwa czy zaniedbania. Muzeum prowadzi zaś własne śledztwo.
      Właściciele Titanic Museum Attraction mówią, że odtworzenie góry lodowej zajmie co najmniej 4 tygodnie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pod koniec grudnia Muzeum Narodowe w Warszawie (MNW) poinformowało o zakończeniu projektu Zachowanie unikatowego atlasu geograficznego "Speculum orbis terrae" (Zwierciadło kręgu ziemskiego). W jego trakcie przeprowadzono konserwację i digitalizację atlasu sprzed ponad 400 lat. Cyfrowa kopia jest dostępna on-line w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej. Wysokiej jakości cyfrowa kopia atlasu z kolekcji MNW będzie bez wątpienia wielkim ułatwieniem w pracy dla badaczy z całego świata.
      Wg kierowniczki projektu Pauliny Miś, starodruk wyróżnia się piękną szatą edytorską i graficzną, która nawiązuje do najlepszych wzorów książki renesansowej.
      Każdą z dwóch części dzieła pierwotnie otwierały efektowne, alegoryczne strony tytułowe – w egzemplarzu MNW zachowała się jedna [brakuje frontispisu do cz. 1.]. Tom ma oryginalną oprawę z epoki, wykonaną z barwionej na czerwono skóry z licznymi tłoczeniami. Brzegi kart są złocone i dodatkowo ozdobione cyzelowanym ornamentem. Wszystkie elementy graficzne oraz ilustracje, mapy i tablice pokolorowano ręcznie, zapewne jeszcze w XVI lub na początku XVII wieku.
      Wiadomo, że ten cenny starodruk trafił do muzeum po II wojnie światowej. Niestety, nie przetrwały żadne świadectwa nt. wcześniejszych właścicieli. Egzemplarz ze zbiorów MNW jest przykładem drugiego (ostatniego) wydania z 1593 roku. W zbiorach polskich znajduje się jeszcze jeden egzemplarz atlasu – przechowywany w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku [on również pochodzi z 1593 r.]. Ten z MNW jest jednak lepiej zachowany: brakuje [w nim] tylko sześciu map, podczas gdy w tym z Włocławka aż 42.
      Muzeum podkreśla, że digitalizacja atlasu była bardzo wymagająca. Nasi konserwatorzy odradzili używanie szyby do prostowania kart, aby nie uszkodzić warstwy malarskiej (mapy ręcznie pokolorowano w epoce) i klejenia grzbietu. Przy tak grubych księgach jest to nie lada wyzwanie, bo z pofalowanych kart uzyskuje się równie pofalowany obraz.
      Atlas skanowano w półotwarciu; oprawa była podparta pod kątem prostym, a każdą stronę kopiowano pojedynczo. A jeśli mapę odbito na sąsiednich stronach, to należało i tak zrobić ujęcie całości.
      Muzealnicy dodają, że jak przystało na "Zwierciadło kręgu ziemskiego", księga jest naprawdę duża. Zamknięta mierzy 45,8x31,2x6 cm. Nic więc dziwnego, że przy skanowaniu trzeba było wykonać sporo ostrożnych manewrów. Na szczęście się udało i do Internetu trafiła 4. cyfrowa kopia dzieła Gerada i Cornelisa de Jodów (pozostałe 3 znajdują się w zbiorach Staats-und Stadtbibliothek w Augsburgu, Stanford Libraries i w Bibliotheque Nationale de France). Jak wcześniej wspominaliśmy, skany atlasu można oglądać w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej. Za jej pośrednictwem są one również dostępne w wyszukiwarce Federacji Bibliotek Cyfrowych, Europeanie czy Karlsruher VirtuellerKatalog.
      Egzemplarz z Włocławka zdigitalizowano co prawda w 2009 r., ale cyfrowa kopia jest udostępniana wyłącznie na miejscu, w bibliotece muzeum. Specjaliści tłumaczą, że dość często publikowane są pojedyncze mapy z atlasu.
      Co nastręczyło najwięcej problemów podczas konserwacji? Anna Szlasa-Byczek wymienia zniszczoną konstrukcję falców, czyli pasków, do których przyklejono mapy. Wyzwaniem było także oddzielenie fragmentów warstwy malarskiej od sąsiedniej strony. Trzeba je było odkleić i umieścić we właściwym miejscu. Poza tym konserwatorzy zajęli się oprawą starodruku. Powstało też pudło ochronne, w którym atlas będzie przechowywany.
      Po stanie atlasu znać było jego sędziwy wiek: brudny, przebarwiony, kruchy i łamliwy papier w wielu miejscach uległ przedarciu. Cześć kart wypadała, miała pozadzierane, pozagniatane i przedarte krawędzie oraz ubytki. W partiach kolorowanych widoczne były przebarwienia wywołane zmianami w pigmentach, do których wykonania użyto związków miedziowych. Celem konserwacji było przygotowanie atlasu do digitalizacji oraz umożliwienie jego przyszłych ekspozycji w przestrzeniach muzealnych. Zdecydowano, że atlas nie będzie rozszywany, aby zachować wyciśnięty wzór na brzegu kart.
      Historia atlasu jest bardzo ciekawa. Na jej podstawie można by nakręcić trzymający w napięciu film. W 1570 r. w Antwerpii ukazał się "Theatrum orbis terrarum" Abrahama Orteliusa; był to pierwszy nowożytny atlas świata. W owym czasie nad swoim dziełem "Speculum orbis terrae (terrarum)" pracował również Gerard de Jode. Ponieważ Ortelius uznawał de Jodego za groźnego konkurenta, próbował opóźnić publikację jego atlasu (utrudniał np. uzyskanie pozwoleń kościelnych). Koniec końców dzieło de Jodego ukazało się w 1578 r. Jak można się domyślić, w międzyczasie atlas Orteliusa zdążył już zdominować rynek.
      Zapewne próbą przełamania tego monopolu było przygotowanie drugiej, poszerzonej edycji "Speculum...", opublikowanej w 1593 r. przez syna Gerarda, Cornelisa. W atlasie znalazło się więcej map. Poszczególne części otwierały zaprojektowane na nowo frontispisy (strony tytułowe). Na uwagę zasługują także tablice zamieszczone w części drugiej, na których ukazano księstwa, marchie, miasta, królestwa i elektoraty Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego pod postaciami bogato odzianych mężczyzn.
      Po śmierci Cornelisa płyty z mapami zostały wykupione przez wydawcę kolejnych edycji atlasu Orteliusa, zapewne po to, aby uniemożliwić wznowienie dzieła jego konkurentów. Te wszystkie okoliczności sprawiły, że egzemplarze atlasu de Jodów są dziś wyjątkową rzadkością.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...