Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

List od seryjnego mordercy. Po 50 lata odszyfrowano list wciąż nieuchwytnego Zodiaka

Rekomendowane odpowiedzi

FBI potwierdziło rozszyfrowanie jednej z wiadomości od Zodiaka, nieuchwytnego seryjnego mordercy, który terroryzował San Francisco i okolice pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Zodiakowi przypisuje się popełnienie 5 morderstw, jednak on sam twierdził, że zabił 37 osób. Zodiak wysyłał do mediów liczne listy, z których cztery były zaszyfrowane.

Teraz, po 51 latach, Federalne Biuro Śledcze informuje, że list, który Zodiak wysłał do San Francisco Cronicle w listopadzie 1696 roku, został prawidłowo odczytany. To jeden z czterech zaszyfrowanych listów Zodiaka i pierwszy, który trafił do laboratorium FBI. Biuro posiada go od 13 listopada 1969 roku. To „szyfr 340” nazwany tak, gdyż składa się z 340 znaków.

Przez ostatnich 51 lat Cryptoanalysis and Racketeering Records Unit przyjrzało się wielu proponowanym rozwiązaniom. Żadne z nich nie miało podstaw. Szyfr 340 został niedawno złamany przez trzy osoby prywatne, oświadczyło FBI.

Prawidłowe odczytanie listu zaproponował David Oranchak, programista z Virginii, który rozszyfrował go przy pomocy matematyka z Melbourne Sama Blake'a i programisty Jarla Van Eycke z Belgii. Oranchak prowadzi witrynę oraz kanał na YouTube poświęcone szyfrom Zodiaka i pracował nad szyfrem 340 przez 14 lat.

Mam nadzieję, że dobrze się bawicie, próbując mnie złapać. Ten kto mówił o mnie w programie telewizyjnym to nie byłem ja. [Zodiak odniósł się tutaj do programu, do którego zadzwonił mężczyzna i się za niego podawał – red.]. Nie boję się komory gazowej, bo szybciej wyśle mnie do raju, gdzie mam wystarczająco dużo niewolników, by dla mnie pracowali. Wszyscy inni nie mają niczego gdy dotrą do raju, dlatego boją się śmierci. Ja się nie boję bo wiem, że moje nowe życie będzie łatwe w rajskiej śmierci. Wyraz „raj – paradise” Zodiak pisze z błędem „paradice”, a ten sam błąd pojawia się w innych listach Zodiaka. Błąd ten ułatwił i rozszyfrowanie wiadomości i potwierdzenie jej autorstwa. Z szyfru 340 niewiele wynika. To ten sam poszukujący uwagi Zodiak, mówi Oranchak.

Tożsamość seryjnego mordercy wciąż jest nieznana. Sprawa wciąż jest otwarta i wciąż prowadzone jest śledztwo.

Dotychczas rozszyfrowano więc dwie z czterech zakodowanych wiadomości Zodiaka. Najpierw poznano treść „szyfru 408” (Z 408), który został wysłany 31 lipca 1969 roku. To najdłuższy szyfr Zodiaka. Morderca wysłał go podzielonego na trzy równe części do dwóch gazet w San Francisco i jednej z Vallejo. Zażądał publikacji listu grożąc, że jeśli gazety tego nie zrobią, to będzie w każdy weekend zabijał 12 przypadkowych osób. Spełniono jego żądanie. Tydzień po publikacji list został odszyfrowany przez nauczyciela Donalda Hardena i jego żonę Bettye. W liście tym Zodiak obiecał, że ujawni swoje nazwisko. Teraz odczytano Z 340 wysłany 8 listopada 1969 roku.

Nieodszyfrowane są jeszcze Z 13 z 20 kwietnia 1970 roku oraz Z 32 wysłany 26 czerwca 1970 roku. List Z 13 zaczyna się niezaszyfrowanymi słowami „moje nazwisko to”.

 


« powrót do artykułu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Podczas prac remontowo-konserwatorskich przy kościele ewangelicko-augsburskim św. Trójcy w Lublinie w jednym z dwóch wazonów zdobiących front odkryto kapsułę czasu. Wiadomość dla przyszłych pokoleń umieszczono w szklanej butelce z napisem ALE LONDON. Butelkę zamknięto czopem, najprawdopodobniej z zaprawy wapienno-cementowej owiniętej tkaniną.
      W komisyjnym otwarciu kapsuły wzięli udział dr Dariusz Kopciowski, Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Agnieszka Stachyra i Grzegorz Mączka (oboje z WUOZ w Lublinie), ksiądz Grzegorz Brudny, proboszcz zboru, Piotr Mazurek, przedstawiciel wykonawcy robót budowlanych PKZ i Monika Konkolewska, konserwatorka dzieł sztuki.
      Podczas próby otwarcia butelka została uszkodzona. W środku znaleziono kartkę papieru zwiniętą w rulon. W czasie pierwszych oględzin stwierdzono, że dokument spisano w 1878 r. Był on sygnowany pieczęcią parafii ewangelicko–augsburskiej z datą 1785 r.
      Ponieważ dokument był zawilgocony, większy fragment można było odczytać dopiero po powiększeniu fotografii. Na początku znajduje się inwokacja: W imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Dalej umieszczono podziękowania dla darczyńców za ich wkład w budowę świątyni oraz podpisy, m.in.: ks. proboszcza Karola Jonschera, superintendenta generalnego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ks. Karola Gustawa Manitiusa czy nazwisko lubelskiego przemysłowca Alberta Plagego. Kościół ten staraniem kosztem i wyłącznym funduszem [...] Adama Preszela Dziedzica dóbr Olchowiec z przyległościami [...] blachą żelazną [...] przykryty i ozdobiony został zrobiony [...]. Kolegium Kościelne wraz z całym [...] pragnie czyn ten prawdziwie z wdzięcznością [...] potomkom swym przekazać. [...] Do niniejszej urny, która również kosztem tegoż naszego dobroczyńcy postawiona została.
      Specjaliści liczą na to, że po zabiegach konserwatorskich uda się odczytać całość tekstu. Podobną nadzieję żywi ks. Brudny, który chce przeprowadzić rekonstrukcję listu, by móc go później wystawiać.
      Jak podkreślono we wpisie Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na Facebooku, darczyńca Adam Preszel pochodził z rodziny ewangelickiej, której korzenie wywodzą się z Brandenburgii. Jego dziadkiem był zamożny handlowiec Jan Fryderyk Preszel, natomiast ojcem Ludwik Preszel, właściciel folwarku i dworku w Olchowcu, któremu za zasługi we wprowadzaniu nowoczesnych metod uprawy ziemi i krzewienie oświaty na wsiach car Mikołaj I w 1827 r. nadał tytuł szlachecki i herb Trzciniec.
      Przywilej na budowę kościoła ewangelicko-augsburskiego w Lublinie wydał 25 sierpnia 1784 r. król Stanisław August Poniatowski. Świątynię usytuowano, honorując zasadę zachowania odległości nie mniejszej niż 200 łokci od najbliższego kościoła rzymskokatolickiego. Jednym z głównych fundatorów świątyni był właściciel Radawca i radny magistratu Jan Piaskowski (jego inicjały można zobaczyć na balustradzie balkonu w fasadzie). Tym niemniej budowę zrealizowano wysiłkiem finansowym wielu osób, w tym także katolików. Dokumenty wymieniają starostę lubelskiego i marszałka koronnego Mniszcha. [Jednowieżowy kościół w stylu klasycystyczny] został zbudowany w latach 1785-1788 według projektu architekta Fryderyka Zilcherta, który był także projektantem kościoła luterańskiego w Piaskach. Prace rzeźbiarskie wewnątrz oraz kapitele pilastrów na elewacjach wykonał rzeźbiarz o nazwisku Flagler.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Podczas demontażu krzyża i gałki na sygnaturce Archikatedry Białostockiej odkryto butelkę z listem budowniczych świątyni z 1903 r. Butelkę umieszczono w konstrukcji mocującej krzyż. Jak podkreśla prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz, Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków, dokument ten [...] ukazuje listę kluczowych postaci spoza regionu, mających wkład w powstanie Świątyni [wszyscy wymienieni pochodzili z Warszawy].
      Niżej podpisani brali udział przy budowie tego kościoła według projektu architekta Dziekońskiego z Warszawy. Podpisy złożyli majster murarski, technik-praktykant, majster ciesielski, podmajster murarski i majstrowie blacharscy. Wszyscy z Warszawy. List sporządzono 17 października 1903 r.
      Kościół parafialny pw. Wniebowzięcia NMP w Białymstoku zbudowano w latach 1900-05 według projektu wspomnianego w liście Józefa Piusa Dziekońskiego (staraniem dziekana białostockiego ks. Wilhelma Szwarca). Świątynia znajduje się obok dawnego, tzw. białego, kościoła pochodzącego z XVII wieku (Starego Kościoła Farnego). Łącznie tworzą one zespół świątynny.
      Z upływem czasu krzyż usytuowany na sygnaturce wymagał naprawy mechanizmu mocowania. Z uwagi na powyższe podjęto decyzję o renowacji krzyża oraz wyremontowaniu jego osadzenia. List budowniczych, odnaleziony podczas demontażu krzyża, stanowi ważny element historii białostockiej katedry - uważa prof. Dajnowicz. Po renowacji krzyż ma wrócić na swoje miejsce.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      W połowie stycznia do jednego z oddziałów księgarni Waterstones (przy Gower Street w Londynie) dotarł nietypowy list. Nadawca przesłał pieniądze za książki, za które zapomniał ponoć zapłacić w 1974 r.
      Droga załogo Waterstones. W 1974 r. zapomniałem zapłacić za parę książek. Minęło sporo czasu. Biorąc poprawkę na inflację, kosztowałyby one ok. 100 funtów. By zrekompensować brak płatności, przesyłam zatem 120 funtów - napisał anonimowy nadawca.
      Księgarnie to niesamowite miejsca z fantastycznymi klientami, zarówno obecnymi, jak i byłymi - napisano na profilu placówki z Gower Street na Twitterze. Księgarnia docenia gest i przekazuje tę drobną kwotę BookTrust, brytyjskiej organizacji charytatywnej promującej czytanie wśród dzieci. Mamy nadzieję, że anonimowy klient to zaaprobuje i że być może znowu się u nas pojawi!

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      W niepublikowanym dotychczas liście z 1949 roku Albert Einstein pisał o pszczołach, ptakach i o tym, jak fizyka może zyskać na badaniu zmysłów zwierząt. Naukowcy z australijskiego RMIT University przeanalizowali właśnie list Einsteina i opublikowali pracę, w której opisują, jak najnowsze badania nad ptakami migrującymi mają się do przewidywań Einsteina sprzed ponad 70 lat.
      List udostępniła Judith Davys. Był on adresowany do jej nieżyjącego męża, Glyna Davysa, która zajmował się badaniami nad radarami. Profesor Adrian Dyer, który jest autorem wielu badań nad pszczołami, informuje na łamach Journal of Comparative Physiology A, co Eintein sądził o możliwym wpływie badań nad zwierzętami na odkrycia z dziedziny fizyki.
      Siedem dekad po tym, jak Einstein stwierdzał, że z badań nad zmysłami zwierząt może narodzić się nowa fizyka, jesteśmy świadkiem odkryć, które pozwalają nam lepiej zrozumieć zarówno kwestie nawigacji zwierząt jak i podstawowe prawa fizyki, stwierdza uczony.
      List jest również dowodem, że Einstein spotkał się z noblistą Karlem von Frischem, badaczem zmysłów pszczół i innych zwierząt. Dowiadujemy się z niego, że Einstein spotkał się prywatnie z von Frischem dzień po jego wykładzie, którego wysłuchał. Spotkanie to nie zostało dokładnie udokumentowane, jednak list do Davysa daje nam pojęcie o tym, jakie tematy poruszyli uczeni.
      Rozsądnym jest założyć, że badania nad ptakami migrującymi i gołębiami pocztowymi mogą pewnego dnia pozwolić nam na zrozumienie procesów fizycznych, o których obecnie nie mamy pojęcia, pisze Einstein.
      Fizyk teoretyczny Andrew Greentree z RMIT zauważa, że Einstein sugeruje w liście, iż jeśli zaobserwujemy u pszczół nowe nieznane zachowania, mogą one nas doprowadzić do nowych odkryć fizycznych. List ten jasno wskazuje, że Einstein przewidywał, iż z badań nad zwierzętami mogą wyłonić się nowe odkrycia w dziedzinie fizyki, dodaje uczony.
      W ostatnich latach naukowcy rzeczywiście dokonują tego typu odkryć. Na przykład w 2008 roku na podstawie badań migrujących drozdowatych wyposażonych w nadajniki GPS stwierdzono, że ptaki te posiadają rodzaj zmysłu magnetycznego, kompasu. Jedna z hipotez mówi, że zmysł ten działa zarówno dzięki kwantowej losowości oraz kwantowemu splątaniu. Obie te koncepcje wynikają zaś z prac Einsteina.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      W pozostałościach drewnianego rzymskiego fortu w Northumberland znaleziono najstarsze pisemne zabytki angielskiego regionu North East. Zabytki te to spisana na kawałkach drewna korespondencja Juliusa Verecundusa. Był on pierwszym komendantem Vindolandy, drewnianego fortu zbudowanego przed wzniesieniem muru Hadriana. Fort powstał w latach 82–92 naszej ery, a Verecundus dowodził stacjonującą tam kohortą (500–800 żołnierzy) złożoną głównie z przedstawicieli plemienia Tungrów, z terenu dzisiejszej Belgii.
      To już kolejne ze słynnych tabliczek z Vindolandy. Tym razem najstarsze, datowane na pierwsze lata istnienia fortu.
      Korespondencja Verecundusa składa się z 25 tabliczek. Znaleziono je w 2017 roku i przez kolejne dwa lata były poddawane zabiegom konserwatorskim, a następnie naukowcy zajęli się ich badaniem i odczytywaniem.
      Ten zbiór listów od i do Verecundusa daje nam wyjątkowy wgląd na codzienne życie dowódcy jednostki stacjonującej na północnych krańcach Imperium Rzymskiego na 40 lat przed pojawieniem się muru Hadriana. [...] Zawartość tych tabliczek jest niezwykle ważna nie dlatego, że znajdują się tam jakieś sensacyjne doniesienia, ale dlatego, że pokazują nam codzienne życie takim, jakie było, powiedział dyrektor Vindolanda Trust Andrew Birley.
      Oficer pisze zarówno o sprzeczkach czy napadach wściekłości wśród żołnierzy, jak i o umowach na dostawę warzyw i innych towarów na potrzeby fortu. Doktor Roger Tomlin, jeden z członków zespołu, który odczytywał tabliczki, mówi, że możliwość zapoznania się z korespondencją sprzed niemal 2000 lat był olbrzymim przywilejem. Mogliśmy zerknąć dowódcy przez ramię, poczytać o warzywach, zbiorach, niewłaściwym kluczu, zgubionym nożu czy też o próbie innego wysokiego rangą oficera, który próbował sprowadzić kłopoty na podoficera podległego Verucundusowi, stwierdza uczony.
      Jeden z listów adresowanych do Verecundusa został napisany przez osobę znaną uczonym z innych tabliczek z Vindolandy. Chodzi o dekuriona Masclusa, dowódcę niewielkiego oddziału kawalerii. Pojawia się on w wielu listach kierowanych do różnych oficerów. W liście do Verecundusa Masclus prosi o urlop dla pięciu żołnierzy, których opisuje jako Retów (mieszkańcy prowincji obejmującej dzisiejszą Szwajcarię, Lichtenstein oraz część Austrii i Niemiec) oraz Wokontów (dzisiejsza południowo-wschodnia Francja). Korespondencja ta pokazuje, że o ile okoliczne garnizony i ich dowódcy często się zmieniali, to sam Masclus służył na północnych rubieżach Imperium przez co najmniej 15 lat.
      W innym liście niejaki Secundus, niewykluczone że dowódca innej kohorty, skarży się Verecundusowi na zachowanie podległego mu centuriona Decuminusa. Domyślamy się, że Decuminus, centurion piechoty, coś zrobił lub pozostawił niezrobione. Secundus wyraźnie chce dokładnie przedstawić sprawę i, prawdopodobnie, spowodować, by Decuminus miał problemy ze swoim przełożonym, stwierdzają eksperci.
      W jeszcze innym liście przyjaciele żołnierza imieniem Crispus proszą Verecundusa, by ten przydzielił go do lżejszych obowiązków.
      Odczytane tabliczki zostaną wiosną przyszłego roku wystawione w muzeum. Tymczasem artykuł na ich temat wraz z treścią tabliczek opublikowano [PDF] w specjalistycznym piśmie Britannia.

      « powrót do artykułu
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...