Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Paleolityczni łowcy nie opuścili terenów obecnej Polski pod koniec epoki lodowcowej

Recommended Posts

Teren obecnej Polski nie opustoszał pod koniec ostatniej epoki lodowcowej ok. 9500 lat p.n.e. Był dalej zamieszkiwany przez łowców reniferów, którzy stopniowo przystosowali się do życia w coraz cieplejszym klimacie – wynika z analiz polskich naukowców opublikowanych w Journal of World Prehistory.

W ciągu ostatniego miliona lat lodowiec kilkukrotnie zajmował dużą część obszaru Polski. Ostatni zniknął zupełnie z naszych obszarów ok. 13 tys. lat p.n.e. Z reguły swoim zasięgiem obejmował północną część kraju. Jego bliskość powodowała, że ludzie mogli przez większość pradziejów zamieszkiwać głównie południową część dzisiejszej Polski.

Wraz z cofnięciem się lodowca na północ, na teren Skandynawii, obszary obecnej Polski stały się możliwe do zamieszkania dla większej liczby ludzi. Wcześniej zapuszczali się tam jedynie sezonowo łowcy reniferów – wędrowali za zwierzętami, które stanowiły podstawę ich egzystencji. Jednak wraz z wytopieniem się lodowca klimat zmienił się – temperatura znacznie wzrosła, a po kilku tysiącach lat od jego zniknięcia teren obecnej Polski porósł gęstymi lasami. Pojawiły się też liczne polodowcowe jeziora.

Do tej pory naukowcy uważali, że zmiana ta spowodowała emigrację paleolitycznych łowców na północny–wschód – poza obszary Polski. Przez 150–300 lat od ok. 9500 lat p.n.e. nasze tereny miały być opuszczone przez ludzi. Dopiero potem na te obszary miała nadejść ludność z południa lub południowego zachodu Europy – opowiada PAP dr hab. Tomasz Płonka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z jego analiz, przeprowadzonych wspólnie z Michałem Szutą z tej samej uczelni i Dariuszem Bobakiem z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego opublikowanych w prestiżowym periodyku Journal of World Prehistory, wynika jednak coś zupełnie innego.

Okazuje się, że obszar dzisiejszej Polski nie został opuszczony – z naszych badań wynika, że był ciągle zasiedlony – podkreśla dr hab. Płonka.

Taki wniosek udało się wyciągnąć na podstawie modelowania wykonanego w oparciu o statystykę bayesowską (nazwa pochodzi od XVIII–wiecznego matematyka Thomasa Bayesa). Metoda ta jest używana w zachodniej Europie, jednak polscy badacze przeszłości nadal rzadko po nią sięgają. Do tego modelu zespół dr. hab. Płonki wprowadził daty pozyskane w czasie analiz radioaktywnego izotopu węgla (C14) z kilkudziesięciu stanowisk archeologicznych z przełomu schyłkowego paleolitu i mezolitu. Samo wykonanie datowania metodą C14 nie jest jednak wystarczające – ma nadal sporo mankamentów i nie jest w pełni doskonałe. Naukowcy wskazują, że statystyka bayesowska umożliwia sprecyzowanie poprzednio ustalonej chronologii i urealniają wcześniej uzyskane dane. Można też badać zjawiska w skali mikro nawet sprzed wielu tysięcy lat, bo modelowanie to jest bardziej dokładne.

Podobne modelowanie ten sam zespół archeologów wykonał dla Niziny Północnoniemieckiej w tym samym okresie. Uzyskał bardzo podobny obraz. Nie ma mowy o opuszczeniu tego terenu. W przeciwieństwie do obszaru Polski, gdzie stanowiska z okresu schyłkowego paleolitu i mezolitu następowały po sobie, na terenie Niemiec występowały one w tym samym okresie – opowiada naukowiec. Oznacza to jednak to samo, co dla terenu Polski: poszczególne grupy ludzi stopniowo przystosowały się do zmian środowiska naturalnego. Nic nie wskazuje na migracje – uważają autorzy artykułu.

Archeolodzy znajdują ślady po życiu i działalności łowców schyłkowego paleolitu głównie w postaci krzemiennych narzędzi, które stosowali m.in. do polowania czy oprawiania zwierzyny. Część z nich odróżniała się zdecydowanie od tych, z których korzystali ludzie w okresie mezolitu. Widzimy jednak pewnie nawiązania i ciągłość w tradycji takich wyrobów, jak na przykład tzw. zbrojników, czyli niewielkich elementów krzemiennych, które montowano na strzałach – podkreśla dr hab. Płonka.

To – w jego ocenie – uprawomocnia wnioski grupy badaczy płynące z analiz statystycznych: Łowcy nie opuścili naszych terenów, tylko po prostu przystosowali się do zmieniających się warunków klimatycznych. Potrzebowali odpowiednich narzędzi do polowania; teraz polowali nie na renifery tylko głównie na zwierzęta mieszkające w lasach – wskazuje. Dodaje, że ciągłość widać również w elementach sztuki – zdobieniach części odkrywanych przedmiotów, zwłaszcza na przełomie tych dwóch okresów.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niemcy podpisały z Nigerią historyczną umowę, na podstawie której słynne brązy z Beninu wrócą do kraju swojego pochodzenia. Dwa zabytki – głowa króla i XVI-wieczna plakietka – zostały przekazane przedstawicielom Beninu podczas uroczystego podpisania porozumienia. Brązy z Beninu wracają do domu... Ich zabranie było złe, ich przetrzymywanie przez 120 lat było złe, stwierdziła Annalena Baerbock, minister spraw zagranicznych Niemiec.
      Ambasador Nigerii w Niemczech, Yusuf Tuggar, stwierdził na Twitterze, że bezwarunkowy zwrot 1130 zabytków to nowa era dyplomacji kulturowej. "Niemcy wysoko postawiły poprzeczkę dla chcących naprawiać kolonialne krzywdy". Nigeria od lat 60. ubiegłego wieku domagała się zwrotu zabytków. W ubiegłym roku podpisano protokół uzgodnień ustalający ramy czasowe zwrotu zabytków zagrabionych z pałacu królewskiego w Beninie.
      Obecnie w 20 niemieckich muzeach znajduje się się ponad 1000 brązów z Beninu, a berlińskie Muzeum Etnologiczne jest właścicielem drugiej największej w Europie kolekcji tych zabytków. Więcej tych dzieł sztuki posiada jedynie British Museum.
      Nie wszystkie brązy wrócą z Niemiec do Nigerii. Afrykański kraj zgodził się wypożyczyć niektóre z nich, by muzea nadal mogły je wystawiać.
      Podpisane porozumienie obejmuje nie tylko zwrot zabytków. Niemcy zgodziły się partycypować w budowie nowego muzeum, w którym brązy będą wystawiane. Edo Museum of West African Art stanie w pobliżu pałacu królewskiego w Edo City.
      Niemcy nie są jedynymi, którzy zwracają Nigerii tamtejsze zabytki. Wcześniej amerykański Smithsonian Institution zgodził się zwrócić większość posiadanych przez siebie brązów z Beninu. To zaś zwiększy nacisk na British Museum, które posiada około 900 brązów. Zgodnie z ustawą z 1963 roku British Museum nie może na stałe pozbywać się przedmiotów ze swoich zbiorów. Obecnie, w ramach europejskiej koalicji o nazwie Benin Dialogue Group, prowadzi ono negocjacje w sprawie wypożyczenia brązów z Beninu do Edo Museum of West African Art.
      Czym są Brązy z Beninu?
      Mimo, że zabytki są znane pod ogólną nazwą brązów z Beninu, to w rzeczywistości są wykonane głownie z mosiądzu. Niektóre z nich wykonano z połączenia brązu z mosiądzem, pojawia się też drewno, kość słoniowa, ceramika i inne materiały. Metalowe części wykonano techniką traconego wosku i są najwspanialszymi przykładami wykorzystania tej metody.
      Wiele brązów przedstawia królów i wojowników. Gdy umierał król, jego następca zamawiał portret zmarłego wykonany w brązie. Znamy około 170 takich przedstawień, najstarsze z nich pochodzi z XII wieku. Jako, że królowie zmonopolizowali najcenniejsze materiały, to na dworach królewskich powstawały wspaniałe brązy z Beninu i to dwory stały się ośrodkami rozwoju subsaharyjskiej sztuki.
      Brązy z Beninu to jedne z najwspanialszych przykładów sztuki afrykańskiej. To tysiące metalowych plakietek i rzeźb, które w przeszłości zdobiły pałac królewski w Królestwie Beninu (obecnie to stan Edo w Nigerii). Najcenniejsze z nich, cechujące się największym artyzmem powstały w czasie rządów króla Esigie (ok. 1550 r.) oraz Ersoyena (I poł. XVIII w.).
      Większość Brązów z Beninu została zagrabiona w 1897 roku podczas karnej ekspedycji armii brytyjskiej, w czasie której Brytyjczycy zdobyli Benin City, zakończyli istnienie niepodległego Beninu i włączyli ten kraj do kolonialnej Nigerii. Ekspedycję podjęto w odwecie za zmasakrowanie wyprawy brytyjskiego komisarza i konsula Protektoratu Wybrzeża Nigru, który – wbrew życzeniu króla Beninu – postanowił odwiedzić go w jego stolicy.
      Zrabowane brązy trafiły do British Museum oraz do wielu innych muzeów w całej Europie oraz Ameryce. Jeden z zabytków, Głowa Królowej Matki, znajduje się w Szczecinie. Nie wiadomo, jak się tam znalazła.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Do Polski dotarło tajemnicze zapalenie wątroby u dzieci. Przed kilkoma tygodniami Szkocja zaalarmowała świat informując o zaobserwowaniu u dzieci gwałtownego wzrostu liczby przypadków ciężkiego zapalenia wątroby o nieznanej etiologii. Jak informowaliśmy, podobny wzrost zaobserwowano też w Anglii i USA, a od tamtego czasu pojawiły się podobne doniesienia z Japonii i kilku krajów Europy.
      Profesor Krzysztof Pyrć z Uniwersytetu Jagiellońskiego poinformował, że choroba dotarła też do Polski. Podobnie jak w innych krajach, większość dzieci wyzdrowiała, chociaż u niektórych potrzebny był przeszczep wątroby.
      Eksperci z całego świata wciąż próbują znaleźć przyczynę choroby. Dotychczas wykluczono, by była ona powodowana przez wirusy zapalenia wątroby od A do E. Nie znaleziono też niczego, co łączyłoby przypadki. Żadnego pokarmu czy produktu kosmetycznego, z którymi kontakt miałaby większość dzieci. Brak też dowodów na infekcje bakteryjne.
      Obecnie najbardziej podejrzanym jest adenowirus. Patogen ten został odkryty u 75,5% chorych w Anglii i 50% w Szkocji.
      Adenowirusy to bardzo rozpowszechniona rodzina wirusów. Powodują one różne choroby, w tym i zapalenia wątroby u dzieci. Jednak u dzieci z prawidłowo działającym układem odpornościowym przypadki takie zdarzają się niezwykle rzadko. Nie wiadomo więc, skąd tak gwałtowny wzrost przypadków. Nieznana jest też potencjalna droga zarażenia.
      Jeśli rzeczywiście przyczyną zachorowań jest adenowirus, to – według ekspertów ze Szkocji – możliwe są dwa scenariusze.
      Albo pojawił się nowy szczep adenowirusa, który ma większą zdolność do uszkadzania wątroby, albo też wcześniej istniejący szczep spowodował poważną chorobę u dzieci, gdyż ich układ odpornościowy nie zetknął się wcześniej z adenowirusami. Jeśli zaś prawdziwy jest drugi z tych scenariuszy, to przyczyną może być... izolacja z czasów epidemii COVID-19. Mniejsza liczba kontaktów pomiędzy ludźmi sprawiła, że dzieci miały do czynienia z mniejszą liczbą patogenów, więc ich organizmy nie były gotowe na zetknięcie z adenowirusem.
      Nie można jednak wykluczyć też innych scenariuszy. Być może dzieci padły ofiarami wirusa SARS-CoV-2 omikron BA.2, który rozpowszechniony jest w USA i Wielkiej Brytanii. Może też pojawiła się jakaś inna odmiana, której dotychczas nie zidentyfikowano. Albo też mamy do czynienia z zupełnie nowym, nieznanym dotychczas wirusem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W nocy z 18 na 19 listopada niektórzy mieszkańcy Ziemi będą świadkami najdłuższego od 580 lat zaćmienia Księżyca. Całe zjawisko potrwa ponad 6 godzin, a w najgłębszym cieniu Ziemi Srebrny Glob będzie przebywał przez 3 godziny i 28 minut. Nie będzie to jednak całkowite zaćmienie. W momencie jego maksimum zasłonięte zostanie 97,4% tarczy naturalnego satelity naszej planety.
      W czasie zaćmienia Księżyc będzie znajdował się w apogeum, czyli najdalszym od Ziemi punkcie swojej orbity. Dlatego też będzie wydawało się, że porusza się wyjątkowo powoli. Od momentu pierwszego kontaktu z cieniem Ziemi po wejście w punkt największego zaćmienia minie ponad 100 minut. Tyle samo czasu upłynie od momentu wyjścia Księżyca z największego cienia Ziemi po zakończenie zaćmienia.
      Rekordowo długie zaćmienie będzie składało się z pięciu faz. W pierwszej z nich Księżyc wejdzie w ziemski półcień, penumbrę. Zjawisko to przez dłuższy czas trudno będzie zaobserwować, gdyż półcień jest bardzo słaby. Następnie Srebrny Glob zacznie wchodzić w umbrę, cień Ziemi. To już wyraźnie zobaczymy. Umbra całkowicie blokuje dostęp promieni słonecznych do Księżyca. I w miarę, jak będzie on tracił na jasności, będziemy mogli zobaczyć coraz więcej gwiazd, które zwykle przyćmiewa blask Księżyca. W momencie największego zaćmienia jasność Księżyca będzie niemal 10 000 razy mniejsza niż przed zaćmieniem. W fazie trzeciej, maksimum zaćmienia, zobaczymy wyraźnie cienką dolną krawędź Srebrnego Globu, która nie będzie przesłonięta cieniem Ziemi oraz czerwonawą resztę Księżyca. Do naszego satelity dotrą bowiem resztki światła słonecznego przefiltrowanego przez atmosferę Ziemi. Później Księżyc zacznie wychodzić z umbry, a następnie z penumbry.
      Niestety, w Polsce zaćmienie będzie słabo widoczne, zobaczymy jedynie Księżyc w penumbrze. Zjawisko rozpocznie się 19 listopada o godzinie 7:02. Będą mogli zobaczyć je mieszkańcy zachodnich regionów Polski. Im bardziej na północ i zachód, tym większa część kraju go zobaczy i tym dłużej będzie ono trwało. Tak więc będą mogli je obserwować mieszkańcy Opola, ale już nie Katowic, przez 1 minutę będzie widoczne w Łodzi, ale nie w Skierniewicach. Mieszkańcy Płocka będą mogli obserwować je przez 3 minuty, a Elbląga przez 12. Mimo że będzie widoczne w Olsztynie i Mrągowie, to nie zobaczą go mieszkańcy stolicy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy przebadali ponad tysiąc płazów z różnych stanowisk w Polsce. Sprawdzali, jakie patogeny zagrażają tym zwierzętom. To unikalne w skali Polski badania. Jak dotąd na terenie naszego kraju nie wykryto obecności Bsal - groźnego grzyba wywołującego spustoszenie wśród zachodnioeuropejskich populacji salamander plamistych.
      Wyniki badań koordynowanych przez dr. hab. Macieja Pabijana z Uniwersytetu Jagiellońskiego ukazały się w czasopiśmie Diseases of Aquatic Organisms.
      Płazy to jedna z najbardziej zagrożonych grup kręgowców na świecie - piszą autorzy badania w przesłanym PAP komunikacie. Przypominają, że zwierzętom tym zagraża nie tylko człowiek, który niszczy ich siedliska. Problemem są również płazie choroby.
      Naukowcy wymieniają, że populacje płazów na całym świecie dziesiątkowane są choćby przez mikroskopijne grzyby z rodzaju Batrachochytrium, takie jak B. dendrobatidis (Bd) i B. salamandrivorans (Bsal), a także wirusy z rodzaju Ranavirus (Rv).
      Istnieje pilna potrzeba poznania rozmieszczenia i rozpowszechnienia tych patogenów, aby zrozumieć i ograniczyć straty, jakie niosą dla bioróżnorodności płazów - zaznaczają naukowcy.
      Przebadali oni pod kątem obecności patogenów ponad 1000 płazów z populacji naturalnych oraz osobników trzymanych w ogrodach zoologicznych i prywatnych hodowlach. Autorzy zaznaczają, że to pierwsze w Polsce badania przesiewowe płazich patogenów.
      Naukowcy wykryli grzyba Bd na 40 proc. stanowisk i u ponad 14 proc. płazów z populacji naturalnych, a także w dwóch hodowlach.
      Te alarmujące statystyki znajdują się w górnej granicy częstości notowanych w innych krajach Europy Środkowej, przykładowo przekraczają dwukrotnie prewalencję Bd na terenie Niemiec czy Węgier - komentują autorzy badania.
      Spośród wszystkich płazów największą liczbę infekcji Bd wykryto u żab wodnych (Pelophylax esculentus) i kumaków górskich (Bombina variegata) - odpowiadały one za 75 proc. wszystkich infekcji Bd, co sugeruje dużą rolę tych dwóch gatunków jako rezerwuarów patogenów w środkowoeuropejskich siedliskach słodkowodnych.
      Wirusy Rv stwierdzono na mniejszej liczbie stanowisk (12 proc.), przy czym infekcje dotyczyły płazów z odległych od siebie miejsc (np. wybrzeże Bałtyku i okolice Zakopanego).
      Jak dotąd nie wykryto obecności na terenie Polski Bsal - groźnego grzyba wywołującego spustoszenie wśród zachodnioeuropejskich populacji salamander plamistych.
      Naukowcy zaznaczają, że uzyskane wyniki mogą być niedoszacowane, ponieważ w niektórych lokalizacjach pobrano tylko jedną lub kilka prób.
      Wszechobecność Bd i - w mniejszym stopniu - Rv sugeruje, że zmniejszanie się liczebności populacji płazów w regionie może wynikać nie tylko z niekorzystnych dla przyrody zmian w siedliskach, ale może być również związane z wygasłymi lub wciąż trwającymi, ale niewykrytymi, epidemiami - skomentował Maciej Pabijan, naukowiec koordynujący badania.
      Naukowcy powiązali również rozmieszczenie Bd z niższą średnią roczną temperaturą i krajobrazem bogatym w zbiorniki wodne oraz dużym udziałem terenu zurbanizowanego.
      Można się spodziewać, że żab, ropuch, traszek, salamander czy tropikalnych płazów beznogich będzie na całym świecie ubywać. Od lat 80. XX wieku populacje płazów na całym świecie tak szybko się zmniejszają, że zjawisko to nazwano współczesnym wymieraniem płazów.
      Według danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) na świecie wyginięciem zagrożonych jest 41 proc. gatunków płazów. W Polsce żyje 18 gatunków płazów, wszystkie są pod ochroną.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy podróżujemy z miasta Brandenburg an der Havel (Branibór, Brenna) przez Berlin i Frankfurt nad Odrą do granicy polsko-niemieckiej i dalej przez Stargard i Skarszewy w kierunku Malborka, podążamy via Marchionis, która od wieków jest najważniejszą drogą biegnącą przez równiny północnej Polski z zachodu na wschód.
      Polsko-niemiecki zespół naukowy, na którego czele stał Michał Słowiński z Polskiej Akademii Nauk, przeprowadził szczegółową rekonstrukcję wpływu via Marchionis na historię i ewolucję krajobrazu nizin położonych na południe od Bałtyku. Badania osadów z Jeziora Czechowskiego (Trzechowskiego) wraz z zapiskami historycznymi pozwoliły naukowcom na bardzo precyzyjne – w 5-letnich odstępach – określenie zmian zachodzących w tym regionie.
      Osady z okresu ponad 800 lat pozwoliły na wyróżnienie trzech faz zmian antropogenicznych. Faza wczesna, trwająca do połowy XIV wieku charakteryzowała się powoli rosnącym wpływem człowieka, w fazie drugiej nastąpiła intensyfikacja zmian środowiskowych i trwała ona do połowy XIX wieku, kiedy do via Marchionis stała się nowoczesnym szlakiem transportowym z olbrzymim wpływem na środowisko.
      Nie od dzisiaj wiemy, że drogi mają znaczy wpływ zarówno na krajobraz naturalny, jak i kulturowy. Wśród licznych przykładów takich znaczących dróg możemy wymienić Jedwabny Szlak, Szlak Bursztynowy i drogi rzymskie.
      Słowiński oraz jego zespół złożony z naukowców z PAN, Uniwersytetów w Poczdamie, Białymstoku, Greifswald i Toruniu, wykorzystali pyłki i węgiel drzewny z osadów w Jeziorze Czechowskim do zrekonstruowania wpływu via Marchionis na środowisko.
      Pierwsze wzmianki drodze pochodzą z 1286 roku, kiedy to jest wspomniana jako jedna z odnóg szlaku prowadzącego z Frankfurtu nad Odrą do Malborka. Przez kolejne wieki była niezwykle ważnym szlakiem, o czym świadczą jej nazwy – via Regia Prussica czy via Regia Nove Marchiae. Nazwy te sugerują również, że wszyscy lokalni władcy, przez których ziemie droga przebiegała, byli zobowiązani do zapewnienia bezpieczeństwa podróżującym.
      Droga odegrała ważną rolę w rozwoju Państwa Krzyżackiego. Była często używana przez wspierające Krzyżaków oddziały idące na wojny z Prusami, a później maszerujących przeciwko Litwie i Polsce. O jej randze świadczy fakt, że w 1524 Zygmunt Stary ustanowił na niej punkty celne, a dokument z 1549 opisuje ją jako „wielką i znaczącą”. Analizy dokumentów podatkowych ze Skarszewa i Starogardu wskazują, że te leżące przy via Marchionis miasta rozwijały się gospodarczo. Na początku XIX wieku droga umożliwiła rozwój całego regionu. W latach 1816–1823 została poszerzona do 5 metrów i utwardzona. Wcześniej możliwość korzystania z niej była ograniczona warunkami pogodowymi. Z kolei pod koniec XIX wieku z polecenia króla Prus Wilhelma IV wzdłuż via Marchionis wybudowano linię kolejową łączącą Berlin z Królewcem.
      Naukowcy z Polski i Niemiec wybrali położone w Borach Tucholskich Jezioro Czechowskie jako miejsce prowadzenia badań, gdyż via Marchionis przebiegała przez jego zlewnię, a w samym jeziorze co roku gromadzą się osady pozwalające na precyzyjne datowanie i kontrolę z rozdzielczością wynoszącą 5 lat.
      Lata 1000 – 1350 to okres niewielkiego wpływu człowieka. Wówczas okolica zdominowana jest przez lasy mieszane złożone głównie z graba pospolitego i sosny zwyczajnej. Pola uprawne stanowią nie więcej niż 2% obszaru i rośnie na nich głównie żyto. Uprawy pojawiają się i znikają, a ich stała obecność notowana jest dopiero po roku 1150. W latach 1238–1253, podczas wojny Zakonu Krzyżackiego z księciem pomorskim Świętopełkiem II uprawy żyta ponownie całkowicie znikają. Prawdopodobnie to skutek działalności wojsk krzyżackich, które zdewastowały okolice, wykorzystując istniejącą drogę. Co prawda nie posiadamy żadnych dokumentów z tych lat mówiących o via Marchionis, ale dokumenty z Borzechowa (rok 1241) oraz Zblewa (r. 1305) wskazują, ze pomiędzy tymi miejscowościami istniała droga.
      Zniknięcie upraw żyta podczas wojny Zakonu ze Świętopełkiem wiązało się z rozrostem powierzchni sosny i zmniejszoną erozją, co wskazuje na szybkie odzyskanie terenu przez lat. Jest to widoczne w osadach na przestrzeni około 100 lat. Prawdopodobnie przez cały wiek po wojnie ludzie nie osiedlali się na tych terenach. Można to wyjaśnić nie tylko zniszczeniami wojennymi, ale również ubóstwem ziem, które nie nadawały się do intensywnej uprawy, szczególnie średniowieczną metodą dwupolówki. Hipotezę taką wzmacnia fakt, że około 100 kilometrów dalej na północny-wschód, w okolicach Malborka i Radzynia Chełmińskiego nie zanotowano tak długiej przerwy w działalności rolniczej.
      Pierwsze dowody na ponowne pojawienie się rolnictwa pochodzą z około 1350 roku. Najpierw widzimy pierwsze oznaki uprawy żyta, a około 20 lat później mamy już silne dowody na działalność rolniczą, która trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Rozpoczyna się epoka stałego rolnictwa, która prowadzi do znacznych przeobrażeń środowiskowych, społecznych i ekonomicznych. Podwaliny pod nią położono kilka lat wcześniej, gdy na tamtejszych terenach wprowadzono osadnictwo na prawie niemieckim. Ustanowienie nowego porządku prawnego i związanego z nim nową organizacją przestrzenną wsi, doprowadziło do znaczącego rozwoju gospodarczego. Wiązało się to ze szybkim wylesianiem i postępującą erozją, co doprowadziło do znaczących zmian w krajobrazie. Autorzy badań zauważają, że w dłuższym terminie nadmierna eksploatacja ziem uprawnych mogła przyczynić się do kryzysu ekonomicznego, jaki miał miejsce pod koniec średniowieczna.
      Nowe przepisy pojawiły się po długim okresie pokoju w regionie, w czasie zmieniał się klimat i podnosiły temperatury wiosną oraz latem. Istniała też via Marchionis. Elementy te ułatwiały kolonizację, powstawanie centrów miejskich, infrastruktury obronnej oraz rozwój terenów wiejskich. Jedną z takich nowych wsi było Iwiczno, założone w 1402 roku zaledwie 500 metrów od Jeziora Czechowskiego. Rozwój rolnictwa wiąże się ze spadkiem ilości pyłków sosnowych i innych pyłków drzew w osadach, co świadczy o zmniejszaniu powierzchni leśnych.
      Czas rozwoju został gwałtownie przerwany podczas dwóch wojen pomiędzy Polską a Państwem Zakonnym: 1409–1411 i 1414–1435. I znowu w osadach widoczne jest zwiększanie powierzchni lasów i zmniejszająca się erozja. Naukowcy zauważyli nawet takie wydarzenia, jak zniszczenia dokonane w 1433 roku przez opłacone przez Polskę najemne wojska czeskich husytów, którzy zniszczyli prowincję Neumark. Osadnictwo i rolnictwo wróciły na te tereny po 2 dekadach, po to tylko, by ponownie zostać na krótko powstrzymane podczas wojny trzynastoletniej (1454–1455).
      Podpisany w 1466 roku II pokój toruński przyniósł regionowi ponad 50 lat pokoju, co zapewniło szybki rozwój gospodarczy. Szczególnie widoczne jest to w aż 4-krotnym wzroście powierzchni upraw żyta. W mniej niż 40% zajęły one ponad 11% terenów. Przez 350 kolejnych lat działalność rolnicza nie miała się tutaj tak dobrze.
      Dochodzi do szybkiego spadku powierzchni lasów. Po raz pierwszy widoczne są też konsekwencje industrializacji. Gwałtownie spada powierzchnia zajmowana przez grab pospolity. Drewno tego gatunku jest wykorzystywane jako materiał budowlany oraz do produkcji węgla drzewnego i potażu.
      W procesie tym znaczącą rolę odgrywała via Marchionis, główna droga przecinająca Pomorze i wiodąca do Gdańska i Elbląga. Rozwój tych miast przełożył się zaś na rozwój całego regionu. Do ponownego spadku produkcji rolnej i ekspansji lasów dochodzi w wyniku kolejnej wojny między Polską a Zakonem (1519–1525). Uprawy żyta zmniejszają się o 50%, pokrywa leśna zwiększa zaś z 45 do 70 procent. Natychmiast też zmniejsza się erozja gleby. Wszystko to wskutek działań 10-tysięcznego oddziału wojska wysłanego w Marchii Brandenburskiej na pomoc Krzyżakom. Oddziału, który szedł via Marchionis niszcząc po drodze wsie i pola uprawne. Skutki zniszczeń są widoczne w osadach przez około 80 lat, prawdopodobnie dlatego, że w ponownym zajęciu tych terenów przez osadników przeszkodziły trzy fale zarazy z lat 1538, 1549 i 1564.
      W warstwach datowanych na około 1610 rok widać z kolei szybkie zwiększanie się areałów żyta, gwałtowny spadek powierzchni lasów i zwiększającą się erozję. Rozwój rolnictwa na krótko przerywają wojny ze Szwedami (1626–1629, 1655–1660), które prawdopodobnie nie miały zbyt dużego wpływu na okolice Jeziora Czechowskiego. Nie można jednak tego powiedzieć o trzeciej wojnie północnej (1700–1725). W okresie tym widać znaczy spadek areału upraw żyta z 6,2% do 3,2% terenów. Doszło do niego w ciągu zaledwie 5 lat. Najprawdopodobniej nałożyło się na to Minimum Maundera. Ochłodzenie się klimatu i epidemie księgosuszu (pomoru bydła) z lat 1709 i 1734 znacząco pogorszyły sytuację rolnictwa.
      Nie podniosło się ono przez kolejnych sześć dekad, w czasie których region doświadczył trzech kolejnych wojen. Jednak po zakończeniu ostatniej z nich, wojny siedmioletniej (1754–1763), powierzchnia upraw szybko zwiększa się aż do 14% dostępnego terenu. Via Marchionis ponownie pozwala na rozwój tych terenów. Niedługo później dochodzi do pierwszego rozbioru Polski. Pomorze zostaje zaanektowane przez Prusy. To prowadzi do kolejnych zmian krajobrazowych. Wprowadzone zostają monokultury sosny, osuszane są mokradła. Skutkiem tych działań – szczególnie zaś monokultur – są zaś częstsze pożary lasów.
      Ostatnia faza zmian trwa od 1860 roku. W tym właśnie roku dochodzi do znaczącego zwiększenia areału upraw żyta, które zajmują już niemal 30% terenów. Ta eksplozja rolnictwa ma związek z industrializacją i rozwojem miast portowych Zatoki Gdańskiej. W latach 70. XIX wieku krajobraz leśny zostaje mocno pofragmentowany. Budowa linii kolejowej wzdłuż via Marchionis otwiera nowe możliwości rozwoju, ułatwia transport drewna. Powstają nowe tartaki, a lasy są masowo wycinane. Powierzchnia zajmowana przez sosny spada z ok. 30% do 15% w zaledwie 23 lata (1873–1896). Dochodzi do rekordowo dużej erozji, a konsekwencją istnienia linii kolejowej i pociągów z silnikami parowymi jest gwałtowny wzrost liczby pożarów lasów. Sytuacja poprawia się dopiero po II wojnie światowej, gdy sadzone są nowe lasy i widać zmniejszającą się erozję.
      Zespół Michała Słowińskiego pokazał, jaką rolę odgrywała via Marchionis w przeciągu ostatnich 800 lat. Z jednej strony ułatwiała rozprzestrzeniania się nowych idei, technologii i ludzi, pozwalając na rozwój ekonomiczny regionu, z drugiej zaś rozprzestrzeniały się nią zarazy i była wykorzystywana przez wojska przynoszące zniszczenia i spadek liczby ludności.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...