Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Antylogik

Ateizm to samo zdrowie

Recommended Posts

Jest ogromna liczba dowodów na to, że ateiści są zdrowsi intelektualnie (znaczy są bardziej inteligentni) od ludzi religijnych (celowo nie używam słowa "wierzących", bo jest niejednoznaczne). Ale okazuje się także, że ateiści rzadziej chorują na raka. McFarland et al. ("Does a cancer diagnosis influence religiosity? Integrating a life course perspective, 2013) zbadali czy większa religijność wpływa na diagnozę raka. I tak

Cytat

Results showed that a cancer diagnosis was associated with increased religiosity.

Oto statystyki modelu

448163427_2020-10-1013_36_35-Doesacancerdiagnosisinfluencereligiosity_Integratingalifecourseperspec.thumb.png.53388f10e644142c59944a7c3ffee823.png

Były sprawdzane dwa rodzaje wpływu religijności: komfort religijności oraz religijne decyzje. Pierwsze z nich mierzono pytaniem: „Kiedy masz problemy lub trudności w rodzinie, pracy lub życiu osobistym, jak często szukasz pocieszenia za pomocą środków religijnych lub duchowych, takich jak modlitwa, medytacja, uczestnictwo w nabożeństwach religijnych lub duchowych, czy rozmawiasz z duchowym doradcą? ” Drugie mierzono pytaniem „Kiedy podejmujesz decyzje w życiu codziennym, jak często zadajesz sobie pytanie, co sugerują Twoje przekonania religijne lub duchowe?” Odpowiedzi wahały się od (1) „nigdy” do (4) „często”.

Komfort religijny jest bardziej emocjonalny, decyzje religijne bardziej intelektualne. Ponieważ intelekt jest sprzeczny z religijnością, nic dziwnego, że drugi wymiar nie korelował na poziomie istotnym. Natomiast pierwszy wymiar okazał się bardzo istotnie korelować z diagnozą raka.

Wnioski oczywiste: warto być ateistą.

Edited by Antylogik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lepszy wniosek to moim zdaniem nie mieć raka na pierwszym miejscu. Nie dziwi mnie, że osoby z groźną dla życia diagnozą mają skłonności do odwoływanie się do sił nadprzyrodzonych. Na podobnej zasadzie podejrzewam, że osoby znajdujące się w niebezpieczeństwie będą również podatni. Myślenie typu "panie boże, jak mnie z tego wyciągniesz, to obiecuję że już nie będę albo że będę... (niepotrzebne skreślić)" ;)

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Antylogik napisał:

Jest ogromna liczba dowodów na to, że ateiści są zdrowsi intelektualnie [...] Wnioski oczywiste: warto być ateistą.

Jest ogromna liczba dowodów na to, że sałata cierpi mniej niż ludzie. Wnioski oczywiste: warto być sałatą... (?)

Godzinę temu, cyjanobakteria napisał:

Nie dziwi mnie, że osoby z groźną dla życia diagnozą mają skłonności do odwoływanie się do sił nadprzyrodzonych.

Znam niejednego tytularnego ateistę (większość już nie żyje), który w takim wypadku szukał zbawienia u zielarza, znachora, akupunkturzysty, jak i w innych podobnych debilnych instytucjach. Instynkt samozachowawczy jest ponad wiarą i tytulariami.

1 godzinę temu, cyjanobakteria napisał:

Myślenie typu "panie boże, jak mnie z tego wyciągniesz, to obiecuję że już nie będę albo że będę...

Obiecują sobie i ateiści. Kto wie, czy nie więcej, jako że są bardziej kumaci. :P

P.S. Widzę ostatnio na KW jakąś jazdę w kierunku wyższości teizmu/ateizmu. LUDZIE! Wykażcie swoją wyższość (a najmniej współczucie) i dajcie innym żyć w spokoju i radości, czego z głębi serca życzę WSZYSTKIM.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Badanie, które pokazałem bezpośrednio nie dowodziło, że ateiści są zdrowsi fizycznie. Jednak praca, którą teraz przedstawię tym się właśnie zajęła. Co więcej, zajęła się także sprawdzeniem czy ateiści są zdrowsi psychicznie. Baker et al. ("Secularity, Religiosity, and Health: Physical and Mental Health Differences between Atheists, Agnostics, and Nonaffiliated Theists Compared to Religiously Affiliated Individuals", 2018) przeanalizowali związek między religijnością dorosłych Amerykanów (podobnie jak poprzednie badanie) z ich zdrowiem fizycznym i psychicznym.

Wyniki dla zdrowia fizycznego pokazuje wykres:

517121284_2020-10-1018_05_48-MicrosoftWord-SecularityReligiosityandHealth-SocialScienceResearch-Baker.thumb.png.0e44b4be4c0ab08a085f1256ef987476.png

 

Białe pola oznaczają procent dni bycia zdrowym. Ateiści mieli najwyższy udział tych dni, zatem cieszyli się najlepszym zdrowiem. Ciekawostką jest, że biali protestanci okazali się zdrowsi od katolików i Żydów. Zastanawiającą kwestią jest zdrowie agnostyków, które zamiast być między ateistami a protestantami, było jakąś średnią ze wszystkich grup. 

Wyniki dla zdrowia psychicznego pokazuje wykres:

1526326098_2020-10-1018_13_49-MicrosoftWord-SecularityReligiosityandHealth-SocialScienceResearch-Baker.thumb.png.cc191a6c1dd5a6688b6411d0d51ab715.png

Gdyby pominąć czarnych protestantów, ateiści byliby na wyższym poziomie zdrowia psychicznego co średnia z protestantów, znacznie wyższym niż katolicy i Żydzi. Znów agnostycy nie pasują do logiki, czyli odstają od ateistów. Na obronę agnostyków może przemawiać fakt, że ze względu na swój obiektywizm, nie mają urojeń, wobec czego nie kłamią. Katolicy i pozostali teiści mogą mieć większe urojenia, które ukrywają ich faktyczny stan. Tak samo można wytłumaczyć odstawanie czarnej społeczności - ponieważ ich IQ jest zazwyczaj niższe od białej, są bardziej świadomi swojego stanu.

To że mam rację wskazuje poniższa tabela:

232114128_2020-10-1018_30_40-MicrosoftWord-SecularityReligiosityandHealth-SocialScienceResearch-Baker.thumb.png.c00c30a3b67c486ad7c35cfcdcfc4879.png

Spójrzmy na paranoję: u ateistów współczynnik jest najniższy ze wszystkich pozostałych grup. Na to również zwracają autorzy:

Cytat

Atheists had significantly lower levels of paranoia compared to all of the other religious and secular identities, except for Jewish respondents.

Dowodzi to silnie dodatniego związku pomiędzy religijnością a paranoją.

Podsumowując - ateiści cieszą się najlepszym zdrowiem zarówno fizycznym jak i psychicznym. Mają wysoki poziom energii (zapewne to koktail wysokiego IQ i dobrego zdrowia), niższy poziom lęku, paranoiczności i obsesyjności od reszty.

Edited by Antylogik

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Astro said:

Znam niejednego tytularnego ateistę (większość już nie żyje), który w takim wypadku szukał zbawienia u zielarza, znachora, akupunkturzysty, jak i w innych podobnych debilnych instytucjach. Instynkt samozachowawczy jest ponad wiarą i tytulariami.

Jeżeli próbują alternatywnej medycyny po wyczerpaniu klasycznych możliwości albo w tym samym czasie to rozumiem to. Gorzej jak opóźniają leczenie, bo najpierw konsultują się z szarlatanem. Zaraz pojawią się wpisy z przykładami, kiedy lekarze dali ciała, ale zakładam, że medycyna działa, a medycyna naturalna, która też działa, to po prostu medycyna ;) Jeżeli opóźniają leczenie, bo sami eksperymentują w oparciu o merytoryczne materiały, to powiedzmy, że też rozumiem. Ciężko walczyć z duchem naukowca.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Jeżeli opóźniają leczenie, bo sami eksperymentują w oparciu o merytoryczne materiały, to powiedzmy, że też rozumiem. Ciężko walczyć z duchem naukowca.

Te sformułowania praktycznie jednoznacznie implikują chorobę nowotworową.
W takim wypadku raczej sam kierowałbym leczeniem, przy założeniu posiadania odpowiednich środków.

18 godzin temu, Antylogik napisał:

Dowodzi to silnie dodatniego związku pomiędzy religijnością a paranoją.

Paranoja jest jak najbardziej pożytecznym i poprawnym mechanizmem wrodzonym, który przygotowuje człowieka na okoliczność że "ludzie to świnie". Jeśli pewne nieprawdopodobne zdarzenia dają się wyjaśnić działaniem osób trzecich, to trzeba zacząć bardzo intensywnie rozważać taką opcję, to elementarz przetrwania.
Chorobliwa paranoja to jedynie nadaktywność tego procesu, ale to co tak naprawdę walczy z uczuciami paranoicznymi to inteligencja: paranoja może podsuwać pewne hipotezy które można łatwo zweryfikować.
Dodatnia korelacja pomiędzy "kliniczna" paranoją a zwiększoną religijnością wygląda na prostą konsekwencję osłabionej weryfikacji przekonań.

18 godzin temu, Antylogik napisał:

Ciekawostką jest, że biali protestanci okazali się zdrowsi od katolików i Żydów.

To można wyjaśnić etyką pracy. A tak w ogóle nie wiem co mają Żydzi do tego zestawienia, chrześcijan można porównywać do co najwyżej żydów.

22 godziny temu, Antylogik napisał:

Wnioski oczywiste: warto być ateistą.

Jest takie powiedzenie "jak trwoga to do boga": być może relacja przyczynowa jest odwrotna, to osoby zdrowe i ze zdrowszych rodzin mniej musiały szukać religijnego pocieszenia.
Z religią jest jak z alkoholem: największe problemy mają osoby silnie nadużywające. Jest sporo osób które modlą się zamiast rozwiązywać swoje problemy. Osobom skrajnie religijnym bardzo brakuje refleksyjnego spojrzenia na swoje życie.
Natomiast ateizm sam w sobie raczej nie niesie przewagi nad "umiarkowaną" religijnością. Jedni chodzą do kościoła, inni na kręgle czy do kina (bo do galerii handlowych chodzą wszyscy :P ).

 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 10/11/2020 at 11:55 AM, peceed said:

Te sformułowania praktycznie jednoznacznie implikują chorobę nowotworową.
W takim wypadku raczej sam kierowałbym leczeniem, przy założeniu posiadania odpowiednich środków.

W tym fragmencie, chociaż to nie wynika z mojego wpisu, chodziło mi akurat o lżejsze przypadki. Powiedzmy, że ktoś ma objawy, które mogą świadczyć o kilku różnych chorobach i ma możliwości to sprawdzić. W Google prawie zawsze wyjdzie, że to może być rak, ale w większości przypadków to jest mało prawdopodobne. Są choroby, które można samemu zdiagnozować i leczyć przynajmniej do pewnego stopnia. Cukrzycę można sprawdzić miernikiem cukru, podobnie jak nadciśnienie ciśnieniomierzem, niedobory mikro elementów można ustalić na podstawie diety, niektóre zwyrodnieniowe zmiany na podstawie analizy dziennej aktywności, etc.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 10.10.2020 o 15:50, cyjanobakteria napisał:

Nie dziwi mnie, że osoby z groźną dla życia diagnozą mają skłonności do odwoływanie się do sił nadprzyrodzonych. Na podobnej zasadzie podejrzewam, że osoby znajdujące się w niebezpieczeństwie będą również podatni.

Powinieneś też wziąć pod uwagę możliwość, że ludzie, którzy są ze swojej natury czy wychowania religijni, mogą bardziej wierzyć, że jakiś bóg ich uchroni przed chorobami. Mogą myśleć, że chorują jacyś grzesznicy etc. Przez takie myślenie nie robią sobie badań i nie podejmują działań prewencyjnych (zarówno operacje jak i dieta itp.) i częściej potem mają diagnozę raka.

 

 

Edited by Antylogik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdrowie fizyczne jest dość subiektywną sprawą, choć można je zobiektywizować, jeśli się podzieli je na kilka czynników, takich jak BMI, schorzenia przewlekłe i symptomy chorobowe. Jak się nimi różnią ateiści, agnostycy i teiści? Sprawdzili to R. D. Hayward et al. ("Health and Well-Being Among the Non-religious: Atheists, Agnostics, and No Preference Compared with Religious Group Members", 2016) na próbie 3010 dorosłych Amerykanów. Oto tabela:

1389845330_2020-10-1523_20_13-MicrosoftWord-2016HaywardetalJORHnonespostprint.doc-2016HaywardetalJO.thumb.png.ca902565fde7a07cc95dbbdeeb7e1c87.png

W każdym z 3 wymiarów ateiści osiągnęli najlepsze wyniki: najniższe BMI, chroniczne schorzenia i najmniejsze / najmniej ostre symptomy chorób. 

Badanie objęło także różne wymiary zdrowia psychicznego, np. lęk przed śmiercią:

756047390_2020-10-1523_41_33-MicrosoftWord-2016HaywardetalJORHnonespostprint.doc-2016HaywardetalJO.png.f17df0e2ef4b273a6257650897b9bb97.png

 

Jak się okazuje ateiści odczuwają paradoksalnie najmniejszy ten lęk. Agnostycy boją się najbardziej, co może wynikać z tego, że mają najwięcej wątpliwości, a wątpliwości zawsze stresują.

W innych aspektach jak np. optymizm czy poczucie szczęścia/zadowolenie, teiści uzyskiwali wyższe wyniki. Nic dziwnego, bo przecież są głupsi od pozostałych, a w takim wiele do szczęścia nie trzeba. To że są głupsi to obiektywny fakt, gdyż głupota składa się z dwóch elementów: inteligencji oraz wiedzy. Jak wiadomo, ateiści mają wyższe IQ, a także są lepiej wykształceni, zatem tu nie ma żadnej dyskusji.

Ciekawe, że autorzy tego badania nie są zbyt obiektywni, gdyż stwierdzają, że ateiści ogólnie osiągają gorsze wyniki od reszty. Oczywiście, tylko w tych najważniejszych uzyskują najlepsze. Gorsze mają tam, gdzie można można łatwo zakłamać statystyki albo po prostu mieć urojenia. A o tym, że religijni mają większe urojenia, było już wcześniej.

Edited by Antylogik

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Antylogik napisał:

W każdym z 3 wymiarów ateiści osiągnęli najlepsze wyniki: najniższe BMI, chroniczne schorzenia i najmniejsze / najmniej ostre symptomy chorób. 

Manipulujesz. Grupa no preference ma najniższy wskaźnik disease symptoms. Zatem: CHCIAŁBYŚ. 

Według mnie gdyby poszczególne grupy znormalizować względem BMI różnic by nie było.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jajcenty napisał:

Manipulujesz. Grupa no preference ma najniższy wskaźnik disease symptoms.

Nie manipuluję, no preference zaliczam do tej samej grupy co agnostycy. Oni wierzą w jakiegoś boga, może duchy, ale nie są religijni. Już na samym początku tego wątku powiedziałem, że interesuje mnie zależność religijni vs niereligijni, bo sama wiara to mgliste i mało klarowne pojęcie. Dodatkowo bez preferencji głównie stanowili Czarni i Hiszpanie, a rasa ma jednak pewne znaczenie. Zaś ateiści to byli głównie biali.

2 godziny temu, Jajcenty napisał:

Według mnie gdyby poszczególne grupy znormalizować względem BMI różnic by nie było.

Pff, chciałbyś.

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, Antylogik napisał:

Pff, chciałbyś.

E tam, od dawna wiadomo że BMI jest lepszym predyktorem zdrowia niż fusy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

BMI nie jest idealny, ale dobrze sprawdza się w przypadku populacji jeżeli chodzi o nadwagę. Ja trochę ćwiczę i nie jestem flakiem, ale mimo wszystko mam trochę za dużo zapasów energii na brzuchu, co jest odzwierciedlone w BMI, który jest trochę ponad 25. Ze współczynnika wynika, że wszystkie grupy mają lekką nadwagę i mogą nie przecisnąć się przez ucho igielne, a ateiści są na granicy, więc lepiej, ale bez szału moim zdaniem. Normalne BMI dla zdrowej osoby, z wyjątkiem atletów i przypadków skrajnych, jest w przedziale 18-25.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak dla mnie trochę naciągane, że ateizm daje zdrowie fizyczne. Jeśli tak, to pewnie dlatego, że ateiści są świadomi tego, że żadne duchy się nimi nie zaopiekują, więc bardziej dbają o siebie, ale ten sam efekt można uzyskać będąc dbającym o siebie religijnym. Stawiał bym raczej, że to kwestia genów i przeżyć, tzn jak ktoś Ci bliski umarł na raka, to po takim przeżyciu większa szansa, że zwrócisz się w kierunku irracjonalnych wizji świata, a jednocześnie większa szansa, że sam będziesz miał raka, bo często to był ktoś z rodziny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze jedna możliwość, nad którą IMHO można by się zastanowić, to że te wyniki biorą się z wyższego - statystycznie - poziomu IQ ateistów (o czym była już mowa). To dość prawdopodobne, że bardziej inteligentni potrafią lepiej o siebie zadbać. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że w miarę wzrostu procentu ateistów w społeczeństwie średni poziom zdrowia ateistów będzie spadał coraz bardziej do "średniej krajowej". Czechy są dość mocno ateistycznym krajem, a jakoś nie słychać, żeby Czesi szczególnie wyróżniali się zdrowiem. W przypadku najbardziej 'zdrowych" krajów, przynajmniej takich wyszukanych na szybko przez Google, to chyba inne czynniki odgrywają rolę:

https://www.cntraveler.com/gallery/healthiest-countries-in-the-world

https://www.cignaglobal.com/blog/healthcare/top-10-healthiest-countries-world

Share this post


Link to post
Share on other sites
39 minut temu, darekp napisał:

Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że w miarę wzrostu procentu ateistów w społeczeństwie średni poziom zdrowia ateistów będzie spadał coraz bardziej do "średniej krajowej".

To dość oczywista prawda, którą @Antylogik od początku świadomie ignoruje, bo mu to potrzebne do trolowania. Wybiorę sobie niewierzących, inteligentnych, poruczników armii ZSRR podczas II wojny światowej i dowiodę że ateizm jest szalenie niezdrowy - średni czas życia takiego porucznika to kilkanaście tygodni. Czekam tylko jeszcze na wniosek: chcesz być wyższy, uprawiaj koszykówkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, Jajcenty napisał:

potrzebne do trolowania

Na trollach się nie znam, ale w internetach ludzie czasem radzą, żeby nie karmić;) Więc w ramach serwowania "dietki" p. Antylogikowi wstrzymuję się od dalszych komentarzy. Może to i korzystne, może mu się zmniejszy BMI i wyjdzie mu to na zdrowie, kto wie? :D

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Ze współczynnika wynika, że wszystkie grupy mają lekką nadwagę

Czyli większość Amerykanów ma nadwagę:

Cytat

In the United States, the average adult man has a BMI of 26.6 and the average adult woman has a BMI of 26.5.

https://www.cdc.gov/nchs/data/nhanes/databriefs/adultweight.pdf

Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że większość badanych miało powyżej 47 lat i wszyscy byli między 42 a 49 lat. Obliczona średnia dla danej grupy to średnia krańcowa uwzględniająca te nadwyżki wieku, ale skoro była to grupa 40-latków, to wyniki mogą być trochę wyższe. W badaniu tym nie chodziło o precyzyjną średnią BMI, tylko o różnice międzygrupowe. Żeby przetestować różnice w wymiarze zdrowia, trzeba wziąć osoby powyżej 40 lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Antylogik napisał:

In the United States, the average adult man has a BMI of 26.6 and the average adult woman has a BMI of 26.5.

A jak liczą średnie BMI?
Średnią  wagę  przez kwadrat średniego wzrostu w metrach czy bezpośrednio? I jakich średnich używają?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na WHO są tabele ze średnimi BMI wg lat:

https://www.who.int/data/gho/data/indicators/indicator-details/GHO/mean-bmi-(kg-m-)-(crude-estimate)

w USA jest 29,1. W Polsce 27. Ten wskaźnik od lat rośnie, a 26,5 osiągał w latach 90.

Szczegółowy opis metody estymacji przez WHO jest tutaj: https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(17)32129-3/fulltext

Może być tak, że obydwie instytucje (NCHS vs WHO) inaczej liczą te średnie i stąd różnice, ale może być też tak, że Google jako dość słaba wyszukiwarka naukowa wypluła stare publikacje.

Wniosek: Podane średnie w pracy Haywarda są prawidłowe - religijnych jest najwięcej i oni mieli średnią BMI populacji, zaś ateiści mają poniżej średniej. Oczywiście dowodzi to nie tylko tego, że ateiści są inteligentniejsi, ale też hipokryzji np. katolików, co to mają niby 10 przykazań i 7 grzechów głównych, jak obżarstwo, a nie potrafią się najprostszych zasad trzymać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...