Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Ziemia zawsze była mokra? Nowe badania sugerują, że woda mogła tu istnieć od samego początku

Recommended Posts

Od dawna słyszymy teorię, że w przeszłości Ziemia była sucha, a wodę przyniosły z czasem bombardujące ją komety i asteroidy. Tymczasem badania opublikowane właśnie na łamach Science sugerują, że woda mogła istnieć na naszej planecie od zarania jej dziejów.

Naukowcy z Centre de Recherches Pétrographiques et Géochimiques we Francji odkryli, że grupa kamiennych meteorytów o nazwie chondryty enstatytowe, zawiera na tyle dużo wodoru, by dostarczyć na Ziemię co najmniej trzykrotnie więcej wody niż jej zawartość w ziemskich oceanach. Chondryty enstatytowe mają skład taki, jak obiekty z wewnętrznych części Układu Słonecznego, zatem taki, z jakiego powstała Ziemia.

Nasze odkrycie pokazuje, że materiał, z jakiego powstała Ziemia mógł w znacznym stopniu dostarczyć jej wodę. Materiały zawierające wodór były obecne w wewnętrznych częściach Układu Słonecznego w czasie, gdy formowały się planety skaliste. Nawet jeśli temperatura była wówczas zbyt wysoka, by woda występowała w stanie ciekłym, mówi główny autor badań, Laurette Piani.

Najnowsze odkrycie to spore zaskoczenie, gdyż zawsze sądzono, że materiał, z którego powstała Ziemia, był suchy. Pochodził bowiem z wewnętrznych obszarów formującego się Układu Słonecznego, gdzie temperatury nie pozwalały na kondensację wody.
Chondryty enstatytowe pokazują, że woda nie musiała dotrzeć na naszą planetę z krańców Układu. Są rzadkie, stanowią jedynie 2% meteorytów znajdowanych na Ziemi. Jednak ich podobny do Ziemi skład izotopowy wskazuje, że jest z takiego właśnie materiału powstała planeta. Mają bowiem podobne izotopy tlenu, tytanu, wapnia, wodoru i azotu co Ziemia. Jeśli chondryty enstatynowe tworzyły Ziemię – z ich skład izotopowy na to wskazuje – to oznacza, że miały one w sobie tyle wody, by wyjaśnić jej pochodzenie na naszej planecie. To niesamowite, ekscytuje się współautor badań, Lionel Vacher.

Badania wykazały też, że znaczna część azotu obecnego w ziemskiej atmosferze może pochodzi z chondrytów enstatynowych. Mamy do dyspozycji niewiele chondrytów estatynowych, które nie zostały zmienione przez asteroidę, której były częścią, ani przez Ziemię. Bardzo ostrożnie dobraliśmy chondryty do naszych badań i zastosowaliśmy specjalne techniki analityczne, by upewnić się, że to, co znajdziemy, nie pochodzi z Ziemi, mówi uczony. Badania wody w meteorytach zostały przeprowadzone za pomocą spektrometrii mas i spektrometrii mas jonów wtórnych.

Założono, że chondryty enstatynowe uformowały się blisko Słońca. Były więc powszechnie uznawane za suche i prawdopodobnie z tego powodu nie przeprowadzono ich dokładnych badań pod kątem obecności wodoru, mówi Piani.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czy może gazowa wodorowo tlenowa atmosfera która dostała samozapłonu pod wielkim ciśnieniem nie byłaby też wyjaśnieniem i to bardziej prawdopodobnym?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Woda to jest druga molekuła w kosmosie po H2 pod względem częstości występowania.

Tak, jednak Słońce składa się z H2 a nie z wody więc wiadomo jakich pierwiastków było dużo podczas tworzenia układu słonecznego. Wody nie było.

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wody jest bardzo dużo w Układzie Słonecznym. Słońce oprócz wodoru i helu zawiera niewielkie dodatki tak zwanych metali. To są procentowo niewielkie ilości, ale można z nich odtworzyć wielokrotnie (10x) wszystkie planety w Układzie Słonecznym ;)

Skład za Wiki:

Hydrogen 73.46%
Helium 24.85%
Oxygen 0.77%
Carbon 0.29%
Iron 0.16%
Neon 0.12%
Nitrogen 0.09%
Silicon 0.07%
Magnesium 0.05%
Sulphur 0.04%

Skład odzwierciedla z grubsza dystrybucję materii po Wielkim Wybuchu. Słońce jest kulą plazmy i w takich warunkach woda nie może powstać, ale jakby ostygło, to wodór by się utlenił.

Tu masz z grubsza opisane, jak powstaje woda w przestrzeni kosmicznej i dlaczego jest tyle lodu na asteroidach.
https://www.sciencemag.org/news/2015/05/why-there-so-little-breathable-oxygen-space

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Wody jest bardzo dużo w Układzie Słonecznym. Słońce oprócz wodoru i helu zawiera niewielkie dodatki tak zwanych metali. To są procentowo niewielkie ilości, ale można z nich odtworzyć wielokrotnie (10x) wszystkie planety w Układzie Słonecznym ;)

Skład za Wiki:

Hydrogen 73.46%
Helium 24.85%
Oxygen 0.77%
Carbon 0.29%
Iron 0.16%
Neon 0.12%
Nitrogen 0.09%
Silicon 0.07%
Magnesium 0.05%
Sulphur 0.04%

Skład odzwierciedla z grubsza dystrybucję materii po Wielkim Wybuchu. Słońce jest kulą plazmy i w takich warunkach woda nie może powstać, ale jakby ostygło, to wodór by się utlenił.

Tu masz z grubsza opisane, jak powstaje woda w przestrzeni kosmicznej i dlaczego jest tyle lodu na asteroidach.
https://www.sciencemag.org/news/2015/05/why-there-so-little-breathable-oxygen-space

Dodatkowej wiedzy nigdy za wiele, dzięki. Mi natomiast chodzi o to, że nie wierzę w teorie mówiące iż Ziemia była kiedyś sucha i wodę przyniosły asteroidy. Faktycznie bardziej prawdopodobne jest, że woda była tu od początku, ale biorąc pod uwagę ilość wodoru w słońcu moża podejrzewać, iż nasza planeta także miała podobny skład procentowy z tym, że więcej tlenu i stąd mogła powstać woda i wcale nie musiała być od samego początku. W skrócie chciałęm powiedzieć, że wody nie musiało być od początku, ani nie musiała skądś przybyć bo prawa rządzące wszechświatem dbają o to aby powstała z wiadomych pierwiastków. Taką ja mam teorię. Ot tyle, kłąniam się.

Edited by Felipesku
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Felipesku napisał:

Tak, jednak Słońce składa się z H2

:o A kto coś takiego odkrył? Może jestem za stary, ale w warunkach słonecznych za gorąco na H2....

9 godzin temu, Felipesku napisał:

więc wiadomo jakich pierwiastków było dużo podczas tworzenia układu słonecznego

Hmm. Merkury zrobił karpika.

9 minut temu, Felipesku napisał:

Mi natomiast chodzi o to, że nie wierzę

Jest taki fajny kącik na KW jak: Forum -> Luźne gatki (niestety -> Religia jakoś się nie przebiła...).

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Astro napisał:

:o A kto coś takiego odkrył? Może jestem za stary, ale w warunkach słonecznych za gorąco na H2....

Hmm. Merkury zrobił karpika.

Jest taki fajny kącik na KW jak: Forum -> Luźne gatki (niestety -> Religia jakoś się nie przebiła...).

Oj mordko, nie zamierzam debatować z tobą skoro nie potrafisz spostrzec prostych błędów, które nie powinny mieć wpływu na treśćwypowiedzi. Oczywiście, że chodziło o wodór a nie nie H2. Szkoda mi już więcej czasu na ciebie. Powodzenia.

btw. To, że planety mają różne procentowe składy to zupełnie inny temat. Trzymaj się tematu następnym razem to może pogadamy.

Edited by Felipesku
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Felipesku napisał:

Oj mordko, nie zamierzam debatować z tobą skoro nie potrafisz spostrzec prostych błędów, które nie powinny mieć wpływu na treśćwypowiedzi. Oczywiście, że chodziło o wodór a nie nie H2. Szkoda mi już więcej czasu na ciebie.

vs

9 godzin temu, Felipesku napisał:

Tak, jednak Słońce składa się z H2

Myślę, że zwyczajnie nie jesteś w stanie debatować, ale niech przejdzie to w annały KW.

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Astro napisał:

vs

Myślę, że zwyczajnie nie jesteś w stanie debatować, ale niech przejdzie to w annały KW.

Wiesz, po prostu wychodzę z prostego założenia, jeśli debatujesz z idiotą, to jest ich już dwóch. I wprost zaznaczam, iż sprzeciwiam się zaczepkom tego typu. Jeśli myślisz, że zjadłeś wszystkie rozumy to jeszczce nie znaczy, że jesteś inteligentny.

Edited by Felipesku
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Felipesku napisał:

Wiesz, po prostu wychodzę z prostego założenia, jeśli debatujesz z idiotą, to jest ich już dwóch.

Spróbuję podjąć temat, ale jest już ciężko, bo widzę trzech, przy czym jestem tylko jeden.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Merkury stał w kolejce do skupu złomu jak rzucili wodór ;)

Wydaje mi się, że problemem jest wysoka prędkość wodoru. Jakbyś zamienił atmosferę na Ziemi na wodór, to większość ucieknie w kosmos w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat. Znalazłem szacunki, że w obecnych warunkach to 97% w ciągu 100k lat. W piekielnych warunkach jakie panowały na Ziemi zaraz po uformowaniu nastąpiło to znacznie szybciej, więc wodór się nie utrzymał na Ziemi.

Do tego w naszej okolicy jest dość gorąco. Nasłoneczniona strona pojazdu na orbicie ziemskiej nagrzewa się nawet do 135 stopni C. Dużo lotnych związków, w tym para wodna, zostało wypchniętych za tak zwaną linię lodu. Dlatego gazowe olbrzymy są daleko od Słońca.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

P.S. Historia "minusików" dla modów będzie oczywista, ale niech będzie. Wchodzę w piaskownicę. Tylko dla Ciebie. :)

Ups. To do Felipesku oczywiście. ;)

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Astro napisał:

Spróbuję podjąć temat, ale jest już ciężko, bo widzę trzech, przy czym jestem tylko jeden.

Omnibusie, idź się bawić do innej piaskownicy bo cię zwyczajnie nie lubię. Jesteś typem człowieka z którymi w życiu chcę mieć jak najmniej wspólnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Felipesku napisał:

bo cię zwyczajnie nie lubię

Wiesz jak mnie to interesuje? Dzieciątko, to jest KW, tu używa się argumentów, ale dobrej zabawy. I nie zapomnij na noc zabrać wiaderka z łopatką. :)

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Merkury stał w kolejce do skupu złomu jak rzucili wodór ;)

Wydaje mi się, że problemem jest wysoka prędkość wodoru. Jakbyś zamienił atmosferę na Ziemi na wodór, to większość ucieknie w kosmos w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat. Znalazłem szacunki, że w obecnych warunkach to 97% w ciągu 100k lat. W piekielnych warunkach jakie panowały na Ziemi zaraz po uformowaniu nastąpiło to znacznie szybciej, więc wodór się nie utrzymał na Ziemi.

Do tego w naszej okolicy jest dość gorąco. Nasłoneczniona strona pojazdu na orbicie ziemskiej nagrzewa się nawet do 135 stopni C. Dużo lotnych związków, w tym para wodna, zostało wypchniętych za tak zwaną linię lodu. Dlatego gazowe olbrzymy są daleko od Słońca.

Ciekawe spostrzeżenia. Nie wykluczam oczywiście i takiej możliwości, że woda była z nami od początku, zaznaczam tylko, iż to nie jest jedyne możliwe wyjaśnienie.

 

6 minut temu, Astro napisał:

Wiesz jak mnie to interesuje? Dzieciątko, to jest KW, tu używa się argumentów, ale dobrej zabawy. I nie zapomnij na noc zabrać wiaderka z łopatką. :)

Argumentem niech będzie fakt, iż na sam początek naszej rozmowy łapałeś mnie za słówka "H2" zamiast oczywistego H. Czepiasz się też kolego i brniesz w niepotrzebne kłótnie aby udowodnić coś sobie chyba... bo mnie mało to obchodzi. Nie lubię tego typu ludzi i mam do tego prawo.

44 minuty temu, Astro napisał:

Wiesz jak mnie to interesuje? Dzieciątko, to jest KW, tu używa się argumentów, ale dobrej zabawy. I nie zapomnij na noc zabrać wiaderka z łopatką. :)

Ale miło mi, że czujesz się zagrożony i atakujesz :)

Edited by Felipesku

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Erupcja podwodnego wulkanu Hunga Tonga-Hunga Ha'apai była jednym z najpotężniejszych wydarzeń tego typu w czasach współczesnych oraz największą erupcją obserwowaną przez naukę. Teraz dowiadujemy się, że wyrzuciła ona do atmosfery rekordowo dużo wody. Na tyle dużo, że przejściowo może ona wpłynąć na średnie temperatury na całej planecie. Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy, mówi Luis Millán z Jet Propulsion Laboratory, który wraz z zespołem zbadał ilość wody, jaka po erupcji trafiła do stratosfery.
      Na łamach Geophysical Research Letters Millán i jego koledzy informują, że w wyniku erupcji do stratosfery – warstwy atmosfery znajdującej się na wysokości od 12 do 53 kilometrów – trafiło 146 milionów ton wody. To 10% tego, co już było obecne w stratosferze. Naukowcy przeanalizowali dane z urządzenia MLS (Microwave Limb Sounder), które znajduje się na pokładzie satelity Astra. Bada ono gazy atmosferyczne. Po erupcji Hunga Tonga-Hunga Ha'apai pojawiły się niezwykle wysokie odczyty wartości pary wodnej. Musieliśmy dokładnie sprawdzić wszystkie pomiary, by upewnić się, że możemy im ufać, podkreśla Millán.
      Erupcje wulkanów rzadko dostarczają znaczące ilości wody do stratosfery. NASA prowadzi odpowiednie pomiary od 18 lat i tylko w dwóch przypadkach – w roku 2008 (wulkan Kasatochi) i 2015 (wulkan Calbuco) – odnotowano wyrzucenie przez wulkany dużych ilości wody do stratosfery. Oba te wydarzenia były jednak niczym, w porównaniu z tegoroczną erupcją, w obu przypadkach para wodna szybko zniknęła ze stratosfery. Teraz jednak może być inaczej. Nadmiarowa wilgoć z erupcji Hunga Tonga może pozostać w stratosferze przez lata.
      Dodatkowa para wodna będzie wpływała na procesy chemiczne w atmosferze, czasowo przyczyniając się do zubożenia warstwy ozonowej. Może też wpłynąć na temperatury przy powierzchni. Erupcje wulkaniczne, wyrzucając do atmosfery popiół, pył i różne gazy, zwykle przyczyniają się do przejściowego schłodzenia powierzchni naszej planety. Tymczasem Hunga Tonga nie dostarczył do stratosfery zbyt dużej ilości aerozoli. Natomiast tak duża ilość dodatkowej wody może przejściowo przyczynić się do niewielkiego zwiększenia temperatury na powierzchni planety, gdyż para wodna jest gazem cieplarnianym. Wpływ ten zaniknie, gdyż ta nadmiarowa para zniknie ze stratosfery.
      Millán i jego zespół stwierdzają, że gigantyczna ilość pary wodnej wyrzuconej przez wulkan to wynik „odpowiedniej” głębokości, na jakiej znajdowała się kaldera wulkanu. Nad nią znajdowało się 150 metrów wody. Gdyby kaldera była płycej, wulkan wyrzuciłby mniej wody, gdyby była głębiej, ciśnienie wody spowodowałoby, że erupcja nie wyrzuciłaby jej aż tyle.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy skupieni w organizacji Global Alliance on Health and Pollution z siedzibą w Szwajcarii dokonali ogólnoświatowej oceny wpływu zanieczyszczeń na śmiertelność wśród ludzi. W roku 2019 zanieczyszczenia zabiły około 9 milionów osób. Są więc największym środowiskowym czynnikiem ryzyka przedwczesnego zgonu. Zanieczyszczenia środowiska odpowiadają za 15% wszystkich zgonów na świecie.
      W poprzednim takim raporcie opisano zgony z powodu zanieczyszczeń w roku 2015. Również wtedy zmarło około 9 milionów osób. Jednak w międzyczasie zmieniła się struktura zanieczyszczeń zabijających ludzi.
      Z najnowszego raportu dowiadujemy się, że zmniejszyła się liczba zgonów związanych z zanieczyszczeniami z powodu skrajnego ubóstwa. Mniej ludzi umiera obecnie z powodu zanieczyszczeń powietrza w pomieszczeniach, spowodowanych np. używaniem otwartych palenisk. Odnotowano też mniej zgonów z powodu zanieczyszczonej wody pitnej. Jednak więcej osób umiera z powodu zanieczyszczeń powietrza na zewnątrz oraz z powodu zanieczyszczeń toksynami, np. ołowiem. To nowoczesne czynniki ryzyka, spowodowane zwiększoną industrializacją i urbanizacją. Od roku 2015 liczba zgonów spowodowanych tymi właśnie nowoczesnymi czynnikami ryzyka zwiększyła się o 7%, a od roku 2000 jest to aż 66-procentowy wzrost.
      Zanieczyszczenia środowiska to jedne z najpoważniejszych zagrożeń dla zdrowia ludzi i całej planety. Fakt ich istnienia zagraża podstawom rozwoju nowoczesnych społeczeństw. Zanieczyszczenia te to m.in. pyły zawieszone, ozon, tlenki siarki i azotu, zanieczyszczenia wody pitnej i oceanów przez rtęć, azot, fosfor, plastik, odpady przemysłu naftowego czy też zatrucie gleby ołowiem, pestycydami, przemysłowymi związkami chemicznymi czy odpadami elektronicznymi. Zanieczyszczenia nie tylko zabijają ludzi, ale powodują też olbrzymie straty gospodarcze. W roku 2015 z powodu zanieczyszczeń światowa gospodarka straciła 4,6 biliarda USD, czyli 6,2 całej wartości światowej produkcji. Największy koszt zanieczyszczeń ponosi ludność krajów o niskich i średnicy dochodach. To tam notuje się aż 92% zgonów z powodu zanieczyszczeń i tam dochodzi do największych strat gospodarczych.
      Jak wyliczają eksperci, w roku 2019 zanieczyszczenia powietrza – zarówno wewnątrz pomieszczeń, jak i na zewnątrz – zabiły 6,7 miliona osób. Kolejnych 1,4 miliona zmarło z powodu zanieczyszczonej wody, a zanieczyszczenia ołowiem były odpowiedzialne za 900 000 zgonów. Z kolei toksyny związane z miejscem pracy przyczyniły się do 870 000 przedwczesnych zgonów.
      Dane pokazują, że mężczyźni są w większym stopniu narażeni na zgon z powodu zanieczyszczeń powietrza na otwartej przestrzeni, zatrucia ołowiem i zanieczyszczeń w miejscu pracy. Z kolei kobiety i dzieci są narażeni na większe ryzyko zgonu z powodu zanieczyszczonej wody.
      W wyniku zanieczyszczenia środowiska na całym świecie umiera wielokrotnie więcej osób niż z powodu przemocy, wypadków drogowych, AIDS, malarii i gruźlicy, niedożywienia i nadużywania alkoholu i narkotyków. Równie dużą liczbę zgonów powoduje jedynie palenie papierosów oraz bierne palenie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Reintrodukcja bobrów, niedźwiedzi czy żubrów znacząco poprawiłaby stan światowych ekosystemów. Zamówiony przez ONZ raport wykazał, że przywrócenie dużych ssaków może pomóc w walce z ociepleniem klimatu, poprawi stan zdrowia ekosystemów i przywróci bioróżnorodność. By osiągnąć ten cel w skali świata wystarczy reintrodukcja zaledwie 20 gatunków, których historyczne zasięgi zostały dramatycznie zredukowane przez człowieka.
      Jeśli pozwolimy powrócić tym zwierzętom, to dzięki ich obecności pojawią się warunki, które z czasem spowodują, że gatunki te pojawią się na 1/4 powierzchni planety, a to z kolei rozszerzy zasięgi innych gatunków i odbuduje ekosystemy, dzięki czemu zwiększy się ich zdolność do wychwytywania i uwięzienia węgla atmosferycznego.
      Przywracanie gatunków nie jest jednak proste. Pojawia się bowiem zarówno pytanie, który z historycznych zasięgów gatunku należy uznać za pożądany. Niektórzy obawiają się też reintrodukcji dużych drapieżników, jak np. wilki, twierdząc, że niesie to ze sobą zagrożenie dla ludzi i zwierząt hodowlanych. Badania pokazują jednak, że duże drapieżniki, wpływając na roślinożerców, doprowadzają do zwiększenia zarówno pokrywy roślinnej, jak i innych gatunków. Z kolei przywracanie historycznych zasięgów roślinożerców powoduje, że roznoszą oni nasiona, pomagają w obiegu składników odżywczych oraz zmniejszają zagrożenie pożarowe poprzez wyjadanie roślinności.
      Autorzy najnowszych badań postanowili sprawdzić, gdzie przywrócenie dużych ssaków przyniosłoby największe korzyści i w jaki sposób można to osiągnąć. Okazało się, że wystarczy reintrodukcja 20 gatunków – 13 roślinożerców i 7 drapieżników – by na całej planecie odrodziła się bioróżnorodność. Te 20 gatunków to niewiele jak na 298 gatunków dużych ssaków żyjących na Ziemi.
      Badania wykazały, że obecnie jedynie w 6% obszarów zasięg dużych ssaków jest taki, jak przed 500 laty. Okazuje się również, że tylko w odniesieniu do 16% planety można stwierdzić, że znajdują się tam gatunki ssaków, na których zasięg nie mieliśmy większego wpływu.
      Naukowcy przyjrzeli się następnie poszczególnym regionom, by określić, ile pracy trzeba włożyć, by przywrócić w nich bioróżnorodnośc. Okazało się, że w większości Azji północnej, północnej Kanady oraz w częściach Ameryki Południowej i Afryki wystarczyłoby wprowadzić jedynie po kilka gatunków dużych ssaków, by przywrócić bioróżnorodność z przeszłości.
      I tak Europie przywrócenie bobra, wilka, rysia, renifera i żubra pozwoliłoby na powrót bioróżnorodności w 35 regionach, w których gatunki te zostały wytępione. Podobnie jest w Afryce, gdzie reintrodukcja hipopotama, lwa, sasebiego właściwego, likaona i geparda doprowadziłaby do dwukrotnego zwiększenia obszarów o zdrowej populacji ssaków w 50 ekoregionach. W Azji, po reintrodukcji tarpana dzikiego oraz wilka w Himalajach doszłoby do zwiększenia zasięgów zdrowych populacji o 89% w 10 ekoregionach. Z kolei w Ameryce Północnej do znacznego poprawienia stanu ekosystemów wystarczyłaby reintrodukcja niedźwiedzia brunatnego, bizona, rosomaka oraz niedźwiedzia czarnego.
      Reintrodukcja gatunków miałaby olbrzymie znaczenie nie tylko dla ekosystemu, ale i dla uratowania ich samych. Na przykład jednym ze zidentyfikowanych 20 kluczowych gatunków jest gazelka płocha, występująca na Saharze. Obecnie to gatunek krytycznie zagrożony, na świecie pozostało zaledwie około 200–300 osobników. Największym zagrożeniem dla niej są zaś działania człowieka – polowania i utrata habitatów.
      Przywrócenie wielu ze wspomnianych gatunków nie będzie jednak proste. Trzeba by np. zabronić polowań na nie i zapobiegać dalszej utracie habitatu. Ponadto wiele z ekoregionów poprzedzielanych jest granicami państwowymi, więc przywracanie gatunków i bioróżnorodności wymagałoby współpracy międzynarodowej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Historia naszej planety, to historia 4,5 miliarda lat schładzania się. Dzięki temu, że Ziemia stygnie, uformowała się jej sztywna skorupa i mogło powstać życie. Jednocześnie dzięki temu, że nie wystygła, istnieją takie procesy jak tektonika płyt i wulkanizm. Gdy wnętrze planety wystygnie, te kluczowe procesy zatrzymają się. Nie wiemy jednak, jak szybko nasza planeta się wychładza i kiedy procesy przebiegające w jej wnętrzu zatrzymają się.
      Odpowiedzią na te pytania może dać zbadanie przewodnictwa cieplnego minerałów znajdujących się na granicy między jądrem a płaszczem Ziemi. To bardzo ważne miejsce, w którym lepkie skały mają bezpośredni kontakt z płynnym zbudowanym głównie z niklu i żelaza zewnętrznym jądrem. Gradient temperatury pomiędzy jądrem zewnętrznym a płaszczem jest bardzo duży, zatem potencjalnie może tam przepływać sporo ciepła. Warstwa graniczna zbudowana jest głownie z bridgmanitu.
      Profesor Motohiko Murakami ze Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego w Zurichuy (ETH Zurich) wraz z naukowcami z Carnegie Institute for Science opracowali złożony system pomiarowy, który pozwolił im na wykonanie w laboratorium oceny przewodnictwa cieplnego bridgmanitu w warunkach ciśnienia i temperatury, jakie panują we wnętrzu Ziemi. Wykorzystali przy tym niedawno opracowaną technikę optycznego pomiaru absorpcji diamentu podgrzewanego impulsami laserowymi.
      Dzięki tej nowej technice wykazaliśmy, że przewodnictwo cieplne bridgmanitu jest około 1,5-razy większe niż się przyjmuje, mówi profesor Murakami. To zaś wskazuje, że przepływ ciepła pomiędzy jądrem a płaszczem jest większy. A większy przepływ ciepła oznacza, że konwekcja w płaszczu zachodzi szybciej i Ziemia szybciej się ochładza. Tektonika płyt może więc w rzeczywistości spowalniać szybciej, niż się obecnie przyjmuje.
      Grupa Murakami wykazała jednocześnie, że szybsze wychładzanie się płaszcza zmieni fazy minerałów na granicy jądra i płaszcza. Schładzający się bridgmanit zmieni się w minerał, który będzie jeszcze efektywniej przewodził ciepło, zatem stygnięcie Ziemi jeszcze bardziej przyspieszy.
      Wyniki naszych badań rzucają nowe światło na ewolucję dynamiki Ziemi. Wskazują, że Ziemia, podobnie jak Merkury czy Mars, schładza się szybciej i stanie się szybciej nieaktywna, wyjaśnia Murakami.
      Trudno jednak powiedzieć, ile czasu minie zanim ruchy konwekcyjne w płaszczu ustaną. Wciąż wiemy zbyt mało, by określić, kiedy do tego dojdzie, przyznają naukowcy. Żeby się tego dowiedzieć, uczeni muszą najpierw lepiej rozpoznać w czasie i przestrzeni procesy konwekcyjne w płaszczu. Ponadto muszą wiedzieć, jak rozpad pierwiastków radioaktywnych we wnętrzu Ziemi, który jest jednym z głównych źródeł ciepła, wpływa na dynamikę procesów płaszcza.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przyspieszające tempo topnienia himalajskich lodowców zagraża źródłom wody, od których zależy byt milionów mieszkańców Azji. Zespół naukowy, na którego czele stali specjaliści z University of Leeds stwierdził, że w ciągu kilku ostatnich dekad tempo topnienia lodowców w Himalajach było średnio 10-krotnie szybsze niż w czasie ostatniego znaczącego epizodu zwiększania zasięgu lodowców, małej epoki lodowej, która miała miejsce 700–400 lat temu. Himalajskie lodowce tracą masę szybciej, niż jakiekolwiek inne lodowce na świecie.
      Autorzy badań wykonali rekonstrukcję zasięgu 14 798 himalajskich lodowców w czasie małej epoki lodowej. Stwierdzili, że od tamtego czasu powierzchnia tych lodowców skurczyła się o 40%, ze szczytowego zasięgu 28 000 km2 do obecnych 19 600 km2. W tym czasie lodowce utraciły od 390 do 586 km3 wody. To tyle, ile wody jest uwięzionej łącznie w lodowcach Alp, Kaukazu i gór Skandynawii. Uczeni obliczyli też, że woda ta podniosła poziom światowego oceanu o 0,92–1,38 mm.
      Himalaje to trzeci największy, po Antarktyce i Arktyce, obszar pokryty lodowcami. Z tego powodu są czasem nazywane „trzecim biegunem”.
      Nasze badania pokazują, że obecne tempo utraty lodu przez himalajskie lodowce jest co najmniej 10-krotnie szybsze niż w poprzednich wiekach. Z tak dużym tempem mamy do czynienia zaledwie w ciągu ostatnich kilku dekad, mówi współautor badań doktor Jonathan Carrivick.
      Szybsze tempo topnienia lodowców ma olbrzymie znaczenie dla setek milionów ludzi, którzy mają dostęp do żywności i energii dzięki rzekom zasilanym przez lodowce. Rzekom, do których należą m.in. Ganges, Indus i Brahmaputra.
      Badania pokazały też, że do szybszej utraty masy lodowców dochodzi na wschodzie Himalajów. Linia podziału przebiega tutaj przez wschodni Nepal i północny Bhutan. Różnice te mają prawdopodobnie związek z różnym ukształtowaniem terenu po obu stronach gór, co wpływa na interakcję z atmosferą i różne warunki pogodowe. Szybciej tracą też lód te lodowce, które spływają do jezior. Jako, że liczba i wielkość takich jezior wzrasta, zwiększa się też tempo utraty lodu. Do utraty lodu przyczyniają się również naturalne szczątki znajdujące się na powierzchni lodowca. Te lodowce, na których takie szczątki się znajdują, odpowiadają aż za 46,5% utraty masy lodu w Himalajach, mimo że stanowią jedynie 7,5% lodowców. Dlatego też doktor Carrivick przypomina, że modelując to, co dzieje się z lodowcami, naukowcy muszą brać pod uwagę nie tylko zmiany klimatu, ale również czynniki takie jak szczątki czy jeziora.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...