Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

W pewnych okolicznościach wzrost żyraf może zwiększać ryzyko śmierci wskutek uderzenia pioruna

Recommended Posts

Zważywszy, że pioruny uderzają w wysokie obiekty, zwłaszcza na obszarze otwartym, wzrost żyraf może sprawiać, że będą one szczególnie podatne na śmierć w wyniku porażenia prądem. Z drugiej strony, jak podkreślają biolodzy, natura mogła je wyposażyć w przystosowania behawioralne, które zmniejszą takie ryzyko (w grę wchodzi np. poszukiwanie schronienia w czasie burzy czy przemieszczanie się w gęsto porośnięte rejony). Ciska Scheijen, która pracuje w rezerwacie Rockwood w RPA, jako pierwsza szczegółowo opisała okoliczności, w jakich doszło do śmiertelnego porażenia piorunem 2 żyraf.

Scheijen, która podkreśla, że po prostu znalazła się we właściwym miejscu we właściwym czasie, ma nadzieję, że jej obserwacje (zamieszczone na łamach African Journal of Ecology) zainspirują przyszłe badania nad wpływem piorunów na zgony żyraf.

We wrześniu 2017 r. w Rockwood przeprowadzono introdukcję 6 żyraf. Dwie kolejne dołączyły do nich w czerwcu 2018 r. W momencie introdukcji wszystkie osobniki miały 2-4 lata. Pochodziły z 2 prywatnych rezerwatów. Żyrafy są monitorowane niemal każdego dnia. Przeważnie trzymają się w grupie (w odległości poniżej 1 km od siebie).

Dwudziestego dziewiątego lutego 2020 r. nad Rockwood przeszła krótka, ale bardzo intensywna burza. Zaczęła się ok. 16.30. Po 2 godzinach się skończyła i tego dnia już nie padało. Dzień wcześniej (28 lutego) rankiem całe stado obserwowano w południowo-zachodniej części rezerwatu. Do popołudnia grupa przemieściła się na środkowy wschód. W dniu burzy specjaliści nie odnotowali lokalizacji żyraf. Pierwszego marca rano w centrum rezerwatu zauważyli jednak tylko 6 żyraf. To niezwykłe w tym stadzie, które bardzo rzadko się rozdziela. Drugiego marca ekipa natrafiła na ciała 2 żyraf; leżały w odległości ok. 7 m od siebie. Znajdowały się w pobliżu miejsca, gdzie odnotowano je po południu 29 lutego, co sugeruje, że zginęły podczas burzy. Ofiary to młode samice.

Stwierdzono nieliczne urazy. U starszej - 5-letniej - samicy u podstawy prawego ossikonu, in. guza czaszkowego (czyli struktury przypominającej róg), znajdowała się rana. Z tyłu widoczne też były ugryzienia szakala. Poza tym eksperci nie zauważyli innych ran czy śladów działalności padlinożerców. Zbadawszy czaszkę, Scheijen i inni odkryli charakterystyczne duże złamanie na styku prawego ossikonu i prawej kości ciemieniowej. Wg nich, to wskazówka, że żyrafa zginęła wskutek bezpośredniego uderzenia pioruna w głowę. W pobliżu nie było żadnych dużych drzew, a samica leżała na lewym boku, co oznacza, że nie mogła złamać podstawy guza czaszkowego podczas upadku.

U drugiej żyrafy (ok. 4-letniej) nie stwierdzono śladów urazu. U żadnej z samic nie zauważono śladów osmalenia. Jak jednak stwierdził Eugene D. Janzen z Uniwersytetu w Calagry (w opublikowanym w czerwcu br. artykule Lightning Stroke and Electrocution in Animals), ślady takie występują rzadziej, gdy śmiertelne porażenie prądem jest wynikiem napięcia krokowego.

Wg Scheijen, obie żyrafy wydzielały bardzo silną woń amoniaku. O podobnym zjawisku wspominał Ryan Blumenthal z Uniwersytetu w Pretorii w artykule pt. Delayed post mortem predation in lightning strike carcasses: sense or nonsense (ukazał się on w 2014 r. w piśmie Vulture News). Uczony zauważył, że sępy i hieny nie żerowały na padlinie przez 5 dni od momentu, gdy żyrafa zginęła wskutek porażenia piorunem.

Znaleźliśmy samice 1,5 dnia od zgonu i nie stwierdziliśmy pośmiertnego żerowania na drugiej żyrafie. Oczy nadal znajdowały się na miejscu, choć zazwyczaj są pierwszą zjadaną częścią ciała, zwłaszcza przez krukowate.

W innym miejscu, 130 km na wschód od Rockwood, zauważyliśmy, że w czasie deszczu żyrafy szły w mniejszych odstępach (o ok. 13%), w porównaniu do aury bezdeszczowej (zespół Scheijen przygotowuje artykuł na ten temat). Sugeruje to, że żyrafy dostosowują swoje zachowanie do deszczowej pogody/burz.

W przypadku Rockwood ciała znaleziono w rejonie pozbawionym wysokich drzew (powyżej 2 m). Ponieważ żyrafy mierzą ponad 2 m, były najwyższym obiektem w okolicy. Starsza zginęła najprawdopodobniej przez bezpośrednie uderzenie pioruna. Młodsza, znaleziona w odległości ok. 7 m, padła ofiarą przeskoku bocznego (iskry wtórnej) albo napięcia krokowego, które przekroczyło bezpieczną wartość.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W średniowieczu na Wyspach Brytyjskich ludzie chorowali na nowotwory 10-krotnie częściej niż dotychczas sądzono, informują naukowcy z University of Cambridge. Przeprowadzili oni pierwsze badania, w których wykorzystano zdjęcia rentgenowskie i tomografię komputerową do poszukiwania nowotworów w szkieletach populacji sprzed epoki przemysłowej. Z badań wynika, że w chwili śmierci na nowotwory chorowało od 9 do 14 procent dorosłej populacji średniowiecznej Brytanii.
      Dotychczas kwestię nowotworów u ludzi, którzy nie palili papierosów i nie zetknęli się z przemysłowymi zanieczyszczeniami powietrza badano przyglądając się z zewnątrz kościom i poszukując w nich oznak nowotworów. Ta metoda sugerowała, że przed wiekami nowotwory dotykały mniej niż 1% ludzi.
      Uczeni z Cambridge połączyli tradycyjne analizy kości z badaniami radiologicznymi. Przyjrzeli się w ten sposób 143 szkieletom z 6 cmentarzy z Cambridge i okolic. Badani ludzie żyli pomiędzy VI a XVI wiekiem.
      Większość nowotworów rozpoczyna się w tkankach miękkich. W przypadku średniowiecznych zwłok dawno uległy one rozkładowi. Tylko niektóre nowotwory dają przerzuty do kości, a wśród nich jest jedynie kilka, w przypadku których zmiany są widoczne na powierzchni. Dlatego też postanowiliśmy dokładniej przyjrzeć się kościom, mówi główny autor badań, doktor Piers Mitchell, którego zespół pracuje w ramach projektu „After the Plague”. Z wynikami najnowszych badań można zapoznać się na łamach pisma Cancer.
      Ze współczesnych badań wiemy, że przerzuty do kości pojawiają się w 30–50% nowotworów tkanek miękkich. Połączyliśmy tę wiedzę z dowodami na przerzuty do kości w badanych szkieletach i na tej podstawie oszacowaliśmy rozpowszechnienie się nowotworów w średniowiecznej Brytanii, informują autorzy badań. Dzięki użyciu tomografu mogliśmy znaleźć ślady nowotworów ukryte głęboko w kościach, które na zewnątrz wyglądały zupełnie normalnie. Dotychczas sądzono, że najczęstszymi przyczynami złego stanu zdrowia średniowiecznej populacji były choroby zakaźne, niedożywienie i urazy spowodowane wypadkami i wojnami. Teraz do najważniejszych chorób trapiących ludzi w średniowieczu należy dodać nowotwory, stwierdza doktor Jenna Dittmar.
      Naukowcy zauważają jednocześnie, że we współczesnej Wielkiej Brytanii 40–50 procent populacji choruje na nowotwór na jakimś etapie życia. To kilkukrotnie częściej niż w średniowieczu. Do rozpowszechnienia nowotworów prawdopodobnie przyczynił się współczesny tryb życia, jak chociażby palenie tytoniu, który dotarł do Brytanii w XVI wieku. Niewątpliwym też jest kancerogenny wpływ zanieczyszczeń przemysłowych. Niewykluczone też, że powodujące nowotwory wirusy są obecnie bardziej rozpowszechnione, gdyż łatwiej i częściej podróżujemy. Kolejną przyczyną jest większa średnia długość życia, co daje nowotworom więcej czasu na rozwój.
      Badane szkielety pochodziły z cmentarzy z trzech wsi wokół Cambridge oraz z samego miasta, w tym z cmentarza byłego opactwa augustianów oraz cmentarza szpitalnego. Niewiele szkieletów zachowało się w stanie komplecie. Uczeni wykorzystali tylko te szkielety, z których pozostał nietknięty kręgosłup, miednica i kości udowe. Wiadomo bowiem, że to w tych kościach najczęściej pojawiają się przerzuty.
      Zbadano szczątki 96 mężczyzn, 46 kobiet i osoby o nieustalonej płci. Ślady nowotworów znaleziono w kościach 5 osób (3,5%), głównie w kościach miednicy, chociaż u jednej osoby odkryto uszkodzenia na całym szkielecie, co sugeruje, że cierpiał na nowotwór krwi.
      Jako, że tomografia komputerowa pozwala wykryć przerzuty to kości w 75% przypadków, a przerzuty takie pojawiają się w 30–50 procentach nowotworów tkanek miękkich, naukowcy oszacowali, że na nowotwory cierpiało od 9 do 14 procent dorosłej populacji średniowiecznej Brytanii.
      Autorzy badań zaznaczają, że badana próbka była mała i ograniczona geograficznie, a jednoznaczne stwierdzenie nowotworu w kościach liczących setki lat nie jest proste. Konieczne są następne badania tomograficzne szczątków z różnych regionów i różnych czasów. To pozwoli nam twierdzić, jak bardzo rozpowszechnione były nowotwory, dodaje Mitchell.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Świat biznesu idzie do przodu, a największym tego dowodem są usprawnienia, jakie realizowane są z pomocą nowoczesnych technologii. Jednym z najpopularniejszych ostatnimi czasy terminów, z jakimi wielu przedsiębiorców spotkało się jest RPA - Robotic Process Automation. Dla wielu ekspertów RPA to odpowiedź na ponadczasowy dylemat - jak zwiększyć efektywność procesów przy jednoczesnej redukcji kosztów. Czym jest RPA? Jakie korzyści wynikają z wdrożenia tego rozwiązania?
      Czym jest Robotic Process Automation?
      Robotic Process Automation (w skrócie RPA) to zbiór rozwiązań, których zadaniem jest integracja przeróżnych systemów wykorzystywanych w firmie, w celu wykonania pewnych procesów automatycznie, bez ingerencji człowieka. O jakich procesach mowa? O wszystkich, które są żmudne dla pracownika a muszą zostać wykonane w celu realizacji danego procesu. Przykładem może być tutaj przełączanie się pomiędzy różnymi systemami, logowanie się do nich, pobieranie cząstkowych danych i tworzenie z nich raportu.
      W zależności od potrzeb przedsiębiorstwa, gotowe oprogramowanie, w jakie opakowany jest system RPA, samodzielnie wykona szereg czynności, które są jednoznaczne i nie wymagają dokonywania żadnych wyborów. Tradycyjnie takie żmudne czynności były wykonywane przez pracowników, którzy w mniejszym bądź większym stopniu mogli ze względu na zmęczenie popełniać błędy lub wykonywać z czasem tę samą pracę mniej efektywnie. Robot, który wykona tę czynność za pracownika, zawsze będzie bezbłędny, co więcej, nigdy się nie zmęczy.
      W jaki sposób wyselekcjonować proces odpowiedni do automatyzacji?
      By zastosowanie rozwiązania klasy RPA było możliwe i opłacalne, niezbędne jest staranne wyselekcjonowanie procesu, który zostanie poddany automatyzacji. W tym celu należy samodzielnie ustalić pewne kryteria, dzięki którym w jednoznaczny sposób zweryfikujemy potencjał danego procesu. Jakie kryteria warto wziąć pod uwagę?
      Na początku należy starannie opisać proces. Czy jest on stworzony w oparciu o jasne reguły i prostą ścieżkę wykonania? Jeśli dany proces posiada klarowne instrukcje wykonania i jest w 100% zdigitalizowany, może być brany pod uwagę zautomatyzowania.
      Kolejny etap to stopa zwrotu z inwestycji, jaką jest wdrożenie RPA w danym procesie. Niekoniecznie musimy mówić o zyskach finansowych. Jeśli proces jest żmudny, długi, powoduje przestój lub wąskie gardła, lub jest wrażliwy pod względem częstych błędów wykonywanych przez pracowników, automatyzacja przyniesie wymierne korzyści. Robot może pracować 24 godziny na dobę, nie potrzebuje przerw, odpoczynku i nigdy się nie myli. RPA znajduje swoje zastosowanie właśnie w takich procesach, które wpływają na efektywność produkcji lub wykonania usługi, bez ryzyka gorszej jakości.
      To zaledwie podstawowe kryteria, jakimi powinniśmy się kierować przy selekcji procesu odpowiedniego do wdrożenia systemu klasy RPA. Warto zwrócić uwagę na takie czynniki jak częstotliwość zmian w procesie oraz możliwości rozwinięcia automatyzacji w danym obszarze.
      Jakie są korzyści związane z wdrożeniem RPA?
      Istnieje szereg korzyści związanych z wdrożeniem rozwiązania klasy RPA w swojej firmie. Zacznijmy od relatywnej prostoty wdrożenia. Jest to stosunkowo łatwy proces przynoszący wiele korzyści biznesowych takich jak skrócenie czasu procesu oraz eliminację błędów. W przypadku skomplikowanego procesu warto zlecić wdrożenie specjalistom mindbox, których doświadczenie doceniło już wiele firm. Rozwiązanie klasy RPA działa na podstawie ustalonych przez firmę reguł biznesowych, dzięki czemu oprogramowanie jest dostosowywane do najbardziej skomplikowanych procesów.
      Jakie są korzyści dla przedsiębiorcy, który zdecydował się na rozwiązanie klasy RPA? Większa efektywność wykonywanego procesu przy jednoczesnej poprawie jakości. Robot nie popełnia błędów, co może wpłynąć na zadowolenie użytkownika końcowego. Oczywiście musimy pamiętać o potencjalnych zagrożeniach związanych z wprowadzeniem automatyzacji w firmie.
      Jak w przypadku każdego nowego rozwiązania istnieją zarówno możliwości, jak i ograniczenia technologii RPA. Usługi i wsparcie w automatyzacji z wykorzystaniem sztucznej inteligencji mogą być uznane za zastępowanie pracowników przez roboty. Niekoniecznie jest to zgodne z prawdą. Co więcej, pracownik, który wcześniej wykonywał daną czynność, może być oddelegowany do innych procesów, które wymagają większego zaangażowania, co również wpłynie na jego satysfakcję z wykonywanej pracy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W The Lancet Planetary Health ukazały się wyniki badań nad liczbą zgonów spowodowanych przez zanieczyszczone powietrze w 858 europejskich miastach. Badaniami objęto 31 krajów, w tym Polskę. Aż trzy polskie miasta znalazły się w pierwszej 10 najbardziej śmiercionośnych ośrodków miejskich w Europie.
      Z badań dowiadujemy się, że aż 84% mieszkańców europejskich miast narażonych jest na wyższe niż maksymalne zalecane przez WHO zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi PM2.5. Autorzy obliczają, że gdyby tylko przestrzegać zaleceń WHO, to w europejskich miastach z powodu zanieczyszczeń PM2.5 umierałoby o 51 000 ludzi mniej, byłoby też o 900 zgonów mniej z powodu zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu. Gdyby zaś wszystkie europejskie miasta obniżyły zanieczyszczenia do poziomu najlepszych miast na liście (dla PM2.5 jest to Reykjavik, a dla NO2 – Tromso), to z powodu PM2.5 umierałoby o 125 000, a z powodu NO2 o 80 000 ludzi mniej.
      Najbardziej „śmiercionośnymi” miastami w Europie pod względem zanieczyszczeń PM2.5 są (w stosunku do liczby mieszkańców): Brescia (Włochy), Bergamo (Włochy), Karvina (Czechy), Vincenza (Włochy), metropolia śląska (Zabrze, Tychy, Sosnowiec, Ruda Śląska, Katowice, Gliwice, Chorzów, Bytom), Ostrawa (Czechy), Jastrzębie-Zdrój, Saronno (Włochy), Rybnik, Havirov (Czechy).
      Zmniejszając zanieczyszczenie powietrza w metropolii śląskiej można by każdego roku ocalić życie od 1739 do 3507 osób, w Jastrzębiu-Zdroju od 71 do 126 osób, a w Rybniku od 113 do 209 osób. Tysiące ludzi można uratować w dużych miastach. W Warszawie można uratować od 1510 do 3103 ludzi rocznie, we Wrocławiu od 388 do 897, w Krakowie zaś od 568 do 1137 mieszkańców.
      Wyraźnie też widać, że decydującym elementem nie jest pogoda i panujące temperatury, a zachowanie mieszkańców i polityka lokalnych władz. Najbardziej śmiercionośne miasta znajdują się bowiem we Włoszech, Polsce czy Czechach, natomiast miasta najbezpieczniejsze, z najmniejszą śmiertelnością spowodowaną zanieczyszczeniami powietrza znajdziemy na Islandii oraz w Szwecji, Norwegii i Finlandii.
      Zaobserwowaliśmy dużą zmienność wyników w różnych miastach. Największy odsetek ofiar śmiertelnych przypisywanych NO2, toksycznemu gazowi wydobywającemu się z rur wydechowych, przypadał na wielkie miasta Hiszpanii, Belgii, Włoch i Francji. Z kolei pod względem zanieczyszczenia PM2.5 największą śmiertelnością odznaczały się miasta we włoskiej dolinie Po, południowej Polsce i wschodnich Czechach. PM2.5 jest emitowana nie tylko przez pojazdy, ale również przez gospodarstwa domowe, przemysł, głównie przez spalanie węgla i drewna, mówi główna autorka badań, Sasha Khomenko.
      To pierwsze badania, w ramach których na poziomie tylu europejskich miast oszacowano liczbę zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza. Nasze badania wspierają wcześniejsze dowody mówiące, że nie istnienie bezpieczny poziom zanieczyszczeń. Pokazuje to też, że europejskie przepisy nie chronią zdrowia ludzi. Maksymalne dopuszczalne poziomy zanieczyszczeń powinny zostać zmienione. Mamy nadzieję, że lokalne władze wezmą te dane pod uwagę, mówi Mark Niuwenhuijsen, dyrektor ds. planowania miast, środowiska i inicjatyw zdrowotnych w ISGlobal, gdzie prowadzono badania.
      Dane dla każdego z badanych miast można sprawdzić na stronie https://isglobalranking.org.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Michael Butler Brown z Darthmouth College i Emma Wells z namibijskiej Giraffe Conservation Foundation prowadzili przez lata badania żyraf z Murchinson Falls National Park w Ugandzie. Pomiędzy lipcem 2014 roku a marcem 2019 każdego marca, lipca i grudnia jeździli po parku starając się sfotografować każdą napotkaną żyrafę z prawej strony. Następnie wykorzystywali techniki fotogrametrii do wykonania szczegółowych pomiarów poszczególnych części ciała żyrafy. W grudniu 2015 roku po raz pierwszy zauważyli coś niezwykłego.
      Tym, co wprawiło ich w zdumienie był młody samiec, którego kończyny wydawały się nieproporcjonalne w stosunku do tułowia i szyi. Po raz kolejny spotkali niezwykłe zwierzę w grudniu 2016 roku, a następnie w marcu 2017, kiedy to wiedzieli, że zwierzę ma co najmniej 15 miesięcy.
      Drugą żyrafę o również zaburzonych proporcjach ciała zauważyli w maju 2018 roku na prywatnej farmie w Namibii. Właściciel terenu powiedział naukowcom, że żyrafa urodziła się w 2014 roku. Brown i Wells ponownie natknęli się na nią w lipcu 2020 roku.
      Nigdy więcej, w żaden badanej przez siebie populacji żyraf, nie spotkali zwierząt o takich zaburzeniach morfologicznych.
      Teraz na łamach BMC Research Notes uczeni informują, że mamy tutaj do czynienia z pierwszymi znanymi przypadkami karłowatości u żyraf. Dysplazje szkieletowe, stawowe lub zaburzenia rozwoju szkieletu, które czasami prowadzą do nieprawidłowego rozwoju kości, są rzadko obserwowane u dziko żyjących zwierząt, czytamy w artykule Skeletal dysplasia-like syndromes in wild giraffe. U żyraf tych występują ekstremalnie skrócone kości promieniowe i kości śródręcza w porównaniu z kośćmi u żyraf w podobnym wieku. Obie żyrafy przeżyły co najmniej do wieku wczesnej dorosłości. W naszym artykule opisujemy prawdopodobne przypadki dysplazji szkieletowej u dziko żyjących zwierząt i pierwsze takie znane przypadki wśród żyraf, stwierdzają Brown i Wells.
      Badacze zaznaczają, że u obu zaobserwowanych żyraf skrócenie kości było różne i miały one szyje o różnej długości, nie wiadomo więc, czy w obu przypadkach przyczyna nieprawidłowości jest ta sama.
      Ograniczona możliwość poruszania się obu żyraf, powodowana przez krótsze kończyny, może powodować, że będą one łatwiejszym celem dla drapieżników. Nagranie żyrafy z Namibii wskazuje, że ma ona problemy z poruszaniem się, kuśtyka. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że obie żyrafy są samcami, wydaje się fizycznie niemożliwym, by mogły wspiąć się na samicę w celu prokreacji, zatem nie przekażą żadnych genów potencjalnie związanych z ich schorzeniem, stwierdzają uczeni.
      Samiec z Ugandy, który należy do podgatunku żyrafy północnej (Giraffa camelopardalis camelopardalis) został nazwany Gimli. Z kolei samiec z Namibii, żyrafa angolska (Giraffa giraffa angolensis), ma na imię Nigel.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sąd w Wielkiej Brytanii wydał historyczny werdykt stwierdzając, że zanieczyszczone powietrze przyczyniło się do śmierci 9-letniej Elli Kiss-Debrah. Cierpiąca na ciężką astmę mieszkanka południowego Londynu zmarła nagle w 2013 roku. Początkowo koroner uznał, że przyczyną zgonu była astma i ciężka niewydolność oddechowa. Jednak gdy na jaw wyszły nowe fakty, sąd nakazał wszczęcie kolejnego śledztwa. Miało ono odpowiedzieć nie na pytanie kiedy, jak i gdzie dziecko zmarło, ale również, czy państwo wywiązało się ze swoich obowiązków.
      Jak informowaliśmy przed rokiem, koroner Philip Barlow mówił przed sądem, że istnieją uzasadnione przesłanki, by stwierdzić, że państwo ma obowiązek chronienia życia poprzez zapobieganie zanieczyszczeniu powietrza, że doszło do przekroczenia poziomów zanieczyszczeń przewidzianych zarówno prawem krajowym jak i unijnym oraz, że Stephen Holgate z Southampton University dostarczył dowodów, iż zanieczyszczone powietrze mogło przyczynić się do śmierci dziewczynki. Mamy więc obowiązek, złamanie przypisów i związek przyczynowo-skutkowy. Wstępnie uważam, że w grę wchodzi tutaj Artykuł 2, poinformował sąd Barlow. Miał na myśli Artykuł 2. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, na którego podstawie można rozpocząć śledztwo, jeśli państwo zaniedba obowiązku zapewnienia obywatelowi bezpieczeństwa.
      Teraz sąd uznał, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zanieczyszczonym powietrzem, a zgonem 9-latki. Tym samym po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii za oficjalną przyczynę śmierci uznano zanieczyszczone powietrze.
      Koroner Barlow poinformował, że Ella była wystawiona na wyższe poziomy stężenia ditlenku azotu oraz pyłów zawieszonych niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Jej normy są bardziej surowe, niż normy w Wielkiej Brytanii i UE. Co więcej, koroner stwierdził, że brak działań władz odnośnie redukcji poziomu dwutlenku azotu oraz brak odpowiedniej informacji przekazanej matce dziecka prawdopodobnie przyczyniły się do śmierci. Za oficjalną przyczyną zgonu Elli uznano astmę, do której przyczyniło się wystawienie na zbyt duże zanieczyszczenie powietrza.
      Szacuje się, że każdego roku zanieczyszczone powietrze przyczynia się do śmierci 36 000 obywateli Wielkiej Brytanii. Powyższy wyrok może wiele zmienić, gdyż politycy i władze zarówno lokalne jak i państwowe, próbują zrzucać z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy i próbują unikać wypełniania obowiązków wynikających z prawnych zapisów dotyczących ochrony życia.
      Kluczowych dowodów, potwierdzających, że to zanieczyszczone powietrze zabiło Ellę dostarczył profesor Stephen Holgate z University of Southampton. Uczony zbadał tkanki pobrane z ciała dziewczynki i przeanalizował dane z czujników jakości powierza w pobliżu drogi, wzdłuż której szła do szkoły. Na tej podstawie uczony uznał, że to zbyt wysokie, a więc niezgodne z prawem, poziomy dwutlenku azotu spowodowały rozwinięcie się u niej ciężkiej astmy, z powodu której aż 27 razy była przyjmowana do szpitala przed śmiertelnym atakiem z lutego 2013 roku.
      W Polsce każdego roku z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera, szacunkowo, około 45 000 osób.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...