Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

By przeżyć zimną andyjską noc, kolibry rekordowo obniżają temperaturę ciała

Recommended Posts

Kolibry żyjące wysoko w peruwiańskich Andach zapadają na noc w torpor. Ich temperatura spada nawet o 33°C. Przy swoim tempie metabolizmu ptaki te muszą jeść niemal nieustannie. Gdy jednak staje się zbyt zimno lub zbyt ciemno na żerowanie, podtrzymywanie normalnej temperatury ciała byłoby zbyt wyczerpujące energetycznie. Zamiast tego kolibry obniżają swoją temperaturę. Dzięki temu ich metabolizm spowalnia nawet o 95%, co zabezpiecza ptaki przed śmiercią głodową - podkreśla Blair Wolf z Uniwersytetu Nowego Meksyku w Albuquerque.

Jak dodaje drugi z autorów badania opublikowanego na łamach Biology Letters, prof. Andrew McKechnie z Uniwersytetu Pretorii, [kolibry] nie byłyby w stanie zgromadzić na koniec dnia wystarczających rezerw tłuszczu, by zapewnić sobie ilość paliwa wystarczającą na całą noc.

W stanie torporu kolibry pozostają w bezruchu i są niereagujące. Gdybyś ich nie podniósł, nie miałbyś pojęcia, że żyją. Są zimne jak kamień - mówi Wolf. Gdy jednak nadchodzi poranek i można znów żerować, szybko powracają do życia.

Wolf i współpracownicy chcieli porównać, jak różne gatunki kolibrów wykorzystują torpor okołodobowy na większych wysokościach. W marcu 2015 roku naukowcy wybrali się więc na wysokość 3800 m n.p.m w peruwiańskich Andach. Schwytali 26 kolibrów należących do 6 gatunków, w tym 12-cm metaliki czarniawe (Metallura phoebe) oraz kolibry wielkie, zwane też gigancikami (Patagona gigas).

Zespół umieszczał ptaki na co najmniej jedną noc bez pokarmu w miejscu w pobliżu obozowiska (kolibry doświadczały naturalnego wzorca zmian temperatury powietrza, Ta; niekiedy temperatura wynosiła jedynie 2,4°C). Do kloaki wkładano im odpowiednik termometru doodbytniczego. W ten sposób uczeni monitorowali temperaturę ciała (Tb, od ang. body temperature).

Okazało się, że wszystkie gatunki kolibrów wchodziły w torpor; stało się tak w przypadku 24 z 26 ptaków. Temperatura jednego z metalików czarniawych spadła do rekordowej wartości 3,3°C. Warto dodać, że poprzedni rekord dla ptaków padł u lelkowca zimowego (Phalaenoptilus nuttallii) i wynosił 4,3°C.

Średnio temperatura ciała kolibrów w torporze wynosiła 5-10°C, a to co najmniej 26°C różnicy, w porównaniu do okresu normalnej aktywności. Gatunki różniły się pod względem czasu trwania torporu. Giganciki spędzały w tym stanie średnio 5,7 godz., a metaliki czarniawe 10,6 godz/noc. Im dłuższy torpor, tym mniejsza nocna utrata wagi.

Im bardziej Tb kolibra odpowiada temperaturze otoczenia, tym mniej energii musi on wydatkować na ogrzanie i podtrzymanie tętna. Jak wyjaśnia Wolf, o ile w locie serce tego ptaka może wykonywać do 1000-1200 uderzeń na minutę, o tyle w torporze spowalnia do zaledwie 50 uderzeń na minutę.

W przyszłości Wolf chce sprawdzić, jak organizm kolibrów przystosowuje się do tak niskich temperatur.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Próbuję zrozumieć dość istotne zdanie w tekście

Cytat

Średnio temperatura ciała kolibrów w torporze wynosiła 5-10°C, a to o 26°C lub więcej, w porównaniu do okresu normalnej aktywności.

Czy tu czegoś brakuje?

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, dajmon napisał:

Próbuję zrozumieć dość istotne zdanie w tekście

Czy tu czegoś brakuje?

Brakuje :) Już zmieniłam. Dzięki za czujność!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na terenie prekolumbijskich Andów w okresie formatywnym (900–300 p.n.e.) środki halucynogenne były często używane do wsparcia lokalnej polityki. W okresie horyzontu późnego (1450–1532) przywódcy Inków wykorzystywali masową konsumpcję alkoholu do wzmacniania swojej władzy. Amerykańsko-kanadyjska grupa archeologów, która pracowała na stanowisku Quilcapampa uważa, że do tej zmiany w roli używek doszło w okresie środkowego horyzontu (600–1000), gdy elity imperium Wari połączyły piwo uzyskiwane ze Schinus molle z halucynogenem z Anadenanthera colubrina.
      Zdaniem naukowców, użycie środków odurzających wzmacniało władzę elity Wari i było krokiem przejściowym w zmianie strategii politycznej. W niewielkich społecznościach zwykle hierarchia społeczna dopiero się tworzy i większy nacisk kładziony jest na uprzywilejowaną pozycję liderów wobec świata duchowego, z którym mają kontakt. W społecznościach większych, bardziej złożonych, władze wykorzystują strategie korporacyjne do koordynowania i kierowania wysiłków poddanych w celu osiągnięcia pożądanego efektu. W tym drugim przypadku władza próbuje niwelować różnice społeczne i ekonomiczne np. poprzez organizację wielkich uczt, rytuałów czy innych wspólnych działań, które spajają społeczność poprzez wspólne doświadczenia i działania. Wydarzenia takie mają m.in. podkreślać związki pomiędzy rolami, jakie członkowie danej społeczności w niej odgrywają i pokazywać, dlaczego każda z tych ról jest potrzebna, by społeczność dobrze funkcjonowała.
      Ważną rolę podczas takich wydarzeń pełnią środki halucynogenne i napoje alkoholowe. Łatwy i tani dostęp do alkoholu można zapewnić dzięki jego masowej konsumpcji i jest on często niezwykle ważnym narzędziem służącym do podkreślania wspólnotowych przeżyć. Zwykle zwiększa euforię tłumów, podkreśla i wzmacnia wspólne przeżycia i rolę każdego z członków społeczności.
      Z drugiej zaś strony mamy środki halucynogenne, których bezpieczne pozyskanie i produkcja wymagają specjalistycznej wiedzy. To zaś daje możliwość ściślejszej ich kontroli, dzięki czemu stają się dobrym narzędziem w osiąganiu celów politycznych. Środki halucynogenne często nie są przyjmowane masowo, przez co za ich pomocą można tworzyć dwie grupy – mniej liczną użytkowników oraz bardziej liczną grupę osób, które ich nie używają. I alkohol, i środki halucynogenne mogą być używane podczas wspólnych rytuałów, a ze względu na odmienny charakter, mogą służyć osiąganiu tego samego celu w odmienny sposób.
      Prekolumbijskie dzieje Andów Środkowych dzieli się na trzy główne epoki. W pierwszej z nich, okresie formatywnym, pojawiły się centra ceremonialne, w których kapłani odbywali sformalizowane rytuały często będąc pod wpływem środków halucynogennych. Z kolei w Imperium Inków, w okresie późnego horyzontu, organizowano masowe rytuały, podczas których zgromadzeni pili olbrzymie ilości chichy, napoju alkoholowego z kukurydzy. W okresie późnego horyzontu halucynogeny nadal były używane, ale nie odgrywały już znaczącej roli podczas procesu politycznego.
      Pomiędzy tymi dwiema wspomnianym okresami mamy epokę środkowego horyzontu, w czasie której głównym graczem na andyjskiej scenie politycznej jest państwo Wari. W państwie tym wykorzystywano piwo robione z owoców schinusa peruwiańskiego (peruwiańskiego drzewa pieprzowego). Natomiast na niektórych naczyniach służących do picia piwa widzimy przedstawienie drzewa z gatunku Anadenanthera colubrina, zwane vilca. Zawiera ono dużo alkaloidów, w tym butofeninę czy DMT.
      Amerykańsko-kanadyjski zespół, który pracuje w osadzie Wari Quilcapampa, znalazł silne dowody wskazujące, że vilca była tam dodawana do piwa. Zdaniem naukowców, dodatek ten zmieniał doświadczenie pijących. Taki „wzmocniony” alkohol służył elitom Wari do zwiększania swoich wpływów i realizowania celów. Konsumpcja alkoholu była bowiem czymś powszechnym, ale już dodatek środka halucynogennego można było ściśle kontrolować.
      Wszystkie części vilca zawierają środki halucynogenne, jednak tylko butofenina regularnie występuje w ilościach dających efekty halucynogenne. Problem jednak w tym, że doustnie przyjmowana butofenina ulega w przewodzie pokarmowym deaminacji przez enzym monoaminooksydazy (MAO) i nie wywołuje pożądanego działania. Nie można tą drogą uzyskać efektów psychotropowych. Dlatego też vilca jest i była palona, nie zjadana.
      Jednak dodanie vilca do napoju alkoholowego ma sens, gdyż tworząca się podczas fermentacji β-karbolina jest inhibitorem MAO, zatem nie dopuszcza by MAO doprowadziło do deaminacji butofeniny.
      Pozostałości vilca znaleziono tylko w centralnej części Quilcapampa i tylko w kontekście masowych uroczystości, co dowodzi, że obszar jej użycia podlegał ścisłej kontroli. Vilca nie jest ponadto dostępna lokalnie. Musiała być importowana z Amazonii. A rozwojem sieci handlowych zajmowało się państwo Wari. Powiązanie elit państwa Wari z lokalnymi elitami Quilcapampa prawdopodobnie dawało najważniejszym rodzinom z tej osady wyłączny dostęp i kontrolę nad vilca. Hipotezę o kontroli roztoczonej nad środkiem halucynogennym w państwie Wari wzmacnia też fakt, że w Quilcapampa nie znaleziono żadnych dowodów, by vilca była palona, a dowody takie są bardzo rzadkie lub nie występują na innych stanowiskach archeologicznych Wari.
      Naukowcy uważają, że ścisła kontrola nad vilca i dodawanie jej składników do piwa służył elitom Wari do umożliwienia poddanym szerszego dostępu do środka halucynogennego, co z kolei wzmacniało wspólnotowe doświadczenia i było jednym ze sposobów kontroli politycznej oraz realizowania zamierzonych celów.
      Substancje psychoaktywne są używane we wszystkich kulturach. Jednak ich silne efekty halucynogenne powodują, że używają ich jednostki, co wiąże się z doświadczeniem indywidualnym. Dodawanie takich środków do piwa pozwalało na doświadczanie wspólnych przeżyć. Dlatego też autorzy badań uważają, że być może po raz pierwszy w historii Andów, konsumpcja vilca przestała być doświadczeniem zarezerwowanym wyłącznie dla przywódców duchowych, którzy dzięki niemu wkraczali w świat ponadnaturalny i stała się doświadczeniem wspólnotowym. Oraz ważnym elementem kontroli politycznej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 2017 r. ornitolodzy pracujący w ekwadorskich Andach natknęli się na nieznany wcześniej gatunek kolibra. Niestety, niewielki zasięg, wyspecjalizowany habitat oraz działalność człowieka sprawiają, że już jest klasyfikowany jako krytycznie zagrożony.
      Ptaki z rodzaju Oreotrochilus są wyjątkowymi kolibrami. Żyją w Andach na dużych wysokościach i są przystosowane do niskich temperatur. Jako pierwszy nowego górzaka zaobserwował i sfotografował Francisco Sornoza-Molina z Instytutu Bioróżnorodności Narodowej. Udało mu się to podczas sesji terenowej w południowo-zachodnim Ekwadorze w kwietniu 2017 r. Później ekipa wróciła, by schwytać ptaki i potwierdzić odkrycie. Naukowcy nadali kolibrowi nazwę Oreotrochilus cyanolaemus, która nawiązuje do jego opalizującej na niebiesko szyi.
      Górzak błękitnoszyi ma długość ok. 11 cm i występuje wyłącznie wzdłuż porośniętych krzakami strumieni na terenie o powierzchni ok. 100 km2. Autorzy publikacji z pisma The Auk: Ornithological Advances szacują, że pozostało nie więcej niż 750 osobników; być może jest ich mniej niż 500. Ich habitatowi, który znajduje się na wysokości 3000-3700 m, zagrażają wypalanie, wypas i wydobycie złota.
      By ochronić gatunek, potrzeba kompleksowego wsparcia ze strony ekwadorskich i międzynarodowych agencji - podkreśla Sornoza-Molina.
      Górzaki występują w najbardziej surowych, odizolowanych i niedostępnych partiach Andów. Mieszkają w jaskiniach, żerują na ziemi i pół życia spędzają w torporze. Nic więc dziwnego, że odkrycie nowego przedstawiciela tej grupy jest bardzo ekscytujące - uważa Christopher Witt z Uniwersytetu Nowego Meksyku, ekspert od kolibrów, który nie brał udziału w badaniach.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...