Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Fujifilm zapowiada 400-terabajtowy napęd taśmowy

Recommended Posts

Fujifilm informuje o dokonaniu technologicznego przełomu, który pozwala na stworzenie pamięci taśmowej o pojemności 400 terabajtów. Obecnie na rynku dostępne są pamięci taśmowe o pojemnościach kilkunastu do około 20 TB. Z tej formy przechowywania danych korzystają zarówno firmy jak o osoby indywidualne, które muszą archiwizować olbrzymie ilości informacji.

Fujifilm chce osiągnąć większe pojemności dzięki zmianie używanego obecnie ferrytu baru (BaFe) na ferryt strontu (SrFe). Używane w taśmach powłoki z ferrytu baru zostały już tak bardzo zminiaturyzowane, że odczyt informacji staje się coraz mniej wiarygodny.

Najpopularniejszym formatem napędów taśmowych jest LTO (Linear Tape-Open) opracowany przez IBM-a w latach 90. LTO-1 było pierwszą generacją taśm, w których wykorzystano powłoki z cząstek metalu. Pojemność tych taśm sięgała 100 GB. Ferryt baru został po raz pierwszy użyty w LTO-6, a taśmy te miały pojemność 2,5 TB. Fujifilm zapowiada, że ferryt strontu trafi do generacji LTO-10, która ma się ukazać na rynku za 2 lata. Taśmy będą miały pojemność 48 TB. W roku 2025 pojawią się taśmy o pojemności 96 TB, na model o pojemności 192 terabajtów będziemy musieli poczekać do 2027 roku, a w roku 2030 do sprzedaży trafią 384-terabajtowe taśmy.

Jako, że atomy strontu są mniejsze niż atomy baru, ferryt strontu pozwoli na zapisanie większej ilości informacji na takiej samej powierzchni taśmy.

Napędy taśmowe nie są popularne wśród użytkowników indywidualnych. Są jednak poszukiwane przez duże firmy, które muszą przechowywać olbrzymie ilości danych. Co prawda odczyt informacji z taśmy jest wolniejszy niż z dysku twardego, jednak kartridże z taśmami są tańsze i mają znacznie większą pojemność. Dlatego też czasami korzystają z nich też i osoby indywidualne, jak fotografowie czy filmowcy, którzy chcą tworzyć archiwa swojej pracy.

Obecnie tylko 2 firmy produkują taśmy magnetyczne do przechowywania danych: Fujifilm i Sony. W 2017 roku Sony we współpracy z IBM-em stworzyło prototypową taśmę, na której można zapisać 201 gigabitów danych na cal kwadratowy. Pozwala to na wyprodukowanie taśmy po pojemności 330 TB. Produkt taki ma trafić na rynek w 2026 roku. Teraz Fujifilm informuje o osiągnięciu gęstości zapisu rzędu 224 gigabitów na cal kwadratowy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr Robert Klimek, redaktor pisma Masovia, odkrył w archiwum Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz w Berlinie-Dahlem najstarszą znaną mapę szczegółową z obszaru dzisiejszych Mazur. Rękopiśmienna mapa przestawia drogę wodą z Ryna przez Wielkie Jeziora Mazurskie i rzekę Pisę aż do granicy zakonu krzyżackiego (Księstwa Prus) z Mazowszem. Specjalista ujawnił, że w katalogu opracowanym przez Winfrieda Blissa nosi ona tytuł Spirding-See (czyli jezioro Śniardwy) i jest datowana na XVI w. Nie znamy ani jej autora, ani zleceniodawcy.
      Ta mapa nie była do tej pory znana w świecie naukowym. Wygląda na to, że jest to najstarsza mapa szczegółowa z obszaru dzisiejszych Mazur. Od kilku lat zajmuję się naukowo i kolekcjonersko starymi mapami Prus. Prześledziłem wszystkie archiwalia w Berlinie, w Polsce i nie znalazłem starszej - podkreślił dr Klimek w wypowiedzi dla PAP-u.
      Mapa w kształcie leżącej litery L
      Mapa ma kształt leżącej litery L i wymiary 210 (dłuższe ramię)x108 (krótsze ramię)x30 cm (wysokość). Znajdują się na niej odręczne napisy nazw. W artykule opublikowanym na łamach najnowszego numeru pisma regionalno-historycznego Masovia (t. XVII) wyjaśniono, że dłuższe ramię mapy przedstawia w jednej linii jeziora: Ryńskie, Tałty, Mikołajskie, Śniardwy i Roś, krótsze zaś – rzekę Pisę do granicy zakonu krzyżackiego z Mazowszem. Opisywana mapa nie posiada skali czy róży wiatrów i należy do kategorii prymitywnych szkiców kartograficznych, na których występują tylko schematyczne zarysy jezior, rzek oraz napisy objaśniające.
      Z lewej strony pierwszą zaznaczoną miejscowością jest Ryn (Reÿnn); znajdował się tu zamek, w którym urzędowali komturzy. Położenie zamku skutkowało powstaniem floty statków rzecznych. Na omawianej w artykule mapie jeziora Ryńskie i Tałty tworzą jeden zbiornik. W tej części mapy podano, że odległość z Ryna do Mikołajek (Sant Niklaus) to 3 mile (1 mila wynosiła 7776 m). W Mikołajkach zaznaczono most. Został on wzniesiony nad cieśniną łączącą jeziora Tałty i Mikołajskie. Po raz pierwszy wymieniano go w źródłach z 1516 r. Most w Mikołajkach zaznaczono również na mapie Prus Kaspra Hennenbergera (1576).
      Choć mapa przedstawia Śniardwy (Sehe Sperde), kształt jeziora odbiega od rzeczywistego: zbiornik jest nieproporcjonalnie wydłużony i wąski. Na wizerunku jeziora ponownie umieszczono odległość w milach: poinformowano, że Mikołajki i Kwik (quickke), wieś z przeciwległego, wschodniego, brzegu jeziora, dzieli odległość 4 mil. Zaznaczono także i opisano jeziora połączone ze Śniardwami: Łuknajno (Der Sehe Lucknaynnen), Seksty (Der Sehe Sexten), Tuchlin (Der Sehe Tüchlinn) i Warnołty (Der Sehe Warnarlt). W miejscu, gdzie ze Śniardwami łączy się Tyrkło, zaznaczony jest kolejny most - Die brücke in alter burgk ("most przy starym zamku") - który prowadził do nieistniejącego zamku w Okartowie (w 1378 r. zniszczył go Kiejstut). Co ciekawe, cieśniny łączące Łukajno i Tuchlin ze Śniardwami nazwano na mapie rzekami. Wąskie przesmyki między jeziorami zapewne obfitowały w ryby, które przez nie migrowały. Prawdopodobnie, aby zabronić w tych miejscach mieszkańcom okolicznych wsi wolnych połowów i stawiania sieci rybackich, cieśniny po prostu nazwano rzekami.
      Z jeziora Śniardwy szlak przechodził rzeką Wyszką do jeziora Białoławki (der sehe bialelafken). Na rzece zaznaczono 3 zapory. Były to zapewne przepusty, które miały za zadanie z jednej strony powstrzymać wylewy rzek, a z drugiej (dzięki spiętrzeniu wód i ograniczeniu rozlewisk) stworzyć lepsze warunki do żeglugi. Co ważne, zatrzymywały one także zagrażające łodziom wędrujące mielizny. Z jeziora Białoławki płynęło się rzeką Wilkus do jeziora Kocioł (der sehe Kessel). Tu również widoczne są urządzenia hydrotechniczne. Wypływa z tego wniosek, że Wyszka i Wilkus były przystosowane do transportu rzecznego. Z jeziora Kocioł płynęło się dalej rzeką Pilchen do jeziora Roś, nazywanego również Warszawskim (der sehe Warsavi).
      Krótsze ramię omawianej mapy przedstawia Pisę od miejsca jej wypływu z jeziora Roś do ujścia rzeki Wincenty. Autor zaznaczył na Pisie aż 36 przepustów. Na mapie widać też 10 zatok rozlewiskowych, zapewne starorzeczy. Poniżej wypływu Pisy z jeziora Roś zaznaczono Pisz, Johannisburgk, zaś w środkowym biegu rzeki, nad jednym z rozlewisk, pewien kamień – Das Stein. Ostatni zapis na mapie dotyczy rzeki Wincenty – das flußlein Wincenta. To właśnie na niej w latach 1335–1341 została ustalona granica między zakonem krzyżackim a Mazowszem, chociaż na przestrzeni XIV i XV w. ulegała ona jeszcze pewnym zmianom.
      Podstawowy cel mapy: pokazanie drogi wodnej z Ryna przez Pisz i rzeką Pisą do granicy z Mazowszem
      Podstawowym zadaniem mapy było pokazanie drogi wodnej z Ryna przez Pisz i rzeką Pisą do granicy z Mazowszem. O jej znaczeniu komunikacyjnym świadczą 1) zaznaczenie mostów w Mikołajkach i Okartowie oraz 2) podawanie odległości w milach. Jak już wcześniej wspominaliśmy, mapa przedstawia liczne obiekty hydrotechniczne (przepusty) na wodach płynących; są one widoczne np. na rzece Wyszce i Pisie.
      Opisywana droga jest wspominana w XIV-wiecznej kronice krzyżackiej Wiganda z Marburga. W 1379 r. wielki mistrz Winryk von Kniprode postanowił opłynąć ziemie zakonu. Swoją podróż rozpoczął w Rynie, skąd udał się do zamku w Piszu. Następnie przepłynął Narwią i Wisłą do Torunia. W 1393 r. wielki marszałek zakonny Werner von Tettingen wyruszył drogą wodną z wyprawą wojenną na Grodno. Dużo wskazuje więc na to, że w średniowieczu ten fragment drogi wodnej był często wykorzystywany. Jeszcze w XVI w. na Pisie nie tylko budowano przepusty, ale i usuwano głazy i pnie z dna oraz karczowano przybrzeżne zarośla; można się domyślać, że działania te miały poprawić warunki żeglugowo-transportowe. Z biegiem lat Pisa utraciła jednak znaczenie. Na mapie geodety i kartografa Józefa Naronowicza-Narońskiego (Narońskiego) z 1660 r. jest to silnie meandrująca rzeka z licznymi wyspami i nieregularnym korytem.
      Najstarsze zabytki kartograficzne
      Dr Klimek tłumaczy, że najstarszymi zabytkami kartograficznymi, które obejmują teren dzisiejszych ziem pruskich, są 2 szkice z kodeksu Sędziwoja z Czechła, pochodzącego z czasów rokowań polsko-krzyżackich w latach 1465-66. Nie są one uznawane za mapy czy plany, bo są wykonane niestarannie i zawierają znaczne błędy w zakresie położenia poszczególnych obiektów. W 1526 r. powstała co prawda pierwsza mapa Polski Bernarda Wapowskiego, jednak została ona zniszczona w wyniku pożaru drukarni. W okresie międzywojennym XX wieku odnalezione zostały dwa niewielkie fragmenty tej mapy, ale nie obejmowały one obszaru dzisiejszych Mazur.
      W przypadku naszej archiwalnej mapy wiadomo, że najmłodsza z zaznaczonych wsi - Szczechy - pochodzi z 1519 r.  Na mapie brakuje założonych nieco później miejscowości, takich jak Łupki (1555) oraz Imionek (1557). Wniosek jest więc taki, że mapa powstała po 1519 r. Nie jest wykluczone, że wykonano ją jeszcze za czasów zakonu krzyżackiego, chociaż bardziej prawdopodobne jest, że powstała już po jego sekularyzacji, czyli po 1525 r. Dokładniejszy wiek mapy datowanej przez Blissa na XVI w. można by poznać dzięki datowaniu radiowęglowemu papieru.
      Dr Robert Klimek prowadzi badania interdyscyplinarne nad historią średniowieczną Prus. Łączy analizę źródeł historycznych z archeologią, kartografią i toponimią. Jest pasjonatem geografii historycznej dawnych ziem pruskich i starych map, a także autorem ponad 60 publikacji naukowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prawnikom Google'a nie udało się doprowadzić do odrzucenia przez sąd pozwu związanego z nielegalnym gromadzeniem danych użytkowników przez koncern. Sędzia Lucy Koh uznała, że Google nie poinformował użytkowników, iż zbiera ich dane również wtedy, gdy wykorzystują w przeglądarce tryb anonimowy.
      Powodzi domagają się od Google'a i konglomeratu Alphabet co najmniej 5 miliardów dolarów odszkodowania. Twierdzą, że Google potajemnie zbierał dane za pośrednictwem Google Analytics, Google Ad Managera, pluginów oraz innych programów, w tym aplikacji mobilnych. Przedstawiciele Google'a nie skomentowali jeszcze postanowienia sądu. Jednak już wcześniej mówili, że pozew jest bezpodstawny, gdyż za każdym razem, gdy użytkownik uruchamia okno incognito w przeglądarce, jest informowany, że witryny mogą zbierać informacje na temat jego działań.
      Sędzia Koh już wielokrotnie rozstrzygała spory, w które były zaangażowane wielkie koncerny IT. Znana jest ze swojego krytycznego podejścia do tego, w jaki sposób koncerny traktują prywatność użytkowników. Tym razem na decyzję sędzi o zezwoleniu na dalsze prowadzenie procesu przeciwko Google'owi mogła wpłynąć odpowiedź prawników firmy. Gdy sędzia Koh zapytała przedstawicieli Google'a, co koncern robi np. z danymi, które użytkownicy odwiedzający witrynę jej sądu wprowadzają w okienku wyszukiwarki witryny, ci odpowiedzieli, że dane te są przetwarzane zgodnie z zasadami, na jakie zgodzili się administratorzy sądowej witryny.
      Na odpowiedź tę natychmiast zwrócili uwagę prawnicy strony pozywającej. Ich zdaniem podważa ona twierdzenia Google'a, że użytkownicy świadomie zgadzają się na zbieranie i przetwarzanie danych. Wygląda na to, że Google spodziewa się, iż użytkownicy będą w stanie zidentyfikować oraz zrozumieć skrypty i technologie stosowane przez Google'a, gdy nawet prawnicy Google'a, wyposażeni w zaawansowane narzędzia i olbrzymie zasoby, nie są w stanie tego zrobić, stwierdzili.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W laboratorium IBM-a w Zurichu zaprezentowano rekordowo pojemny napęd taśmowy. Pojedynczy kartridż pozwala na przechowanie aż... 580 terabajtów danych. To aż 29-krotnie więcej niż oferowany obecnie przez IBM-a kartridż o pojemności 20 TB. Błękitny Gigant jest tutaj rynkowym liderem. Najnowszy standard przemysłowy LTO-Ultrium (Linear Tape-Open, version 9) mówi o kartridżach o pojemności 18 TB.
      Mark Lantz, menedżer CloudFPGA odpowiedzialny w IBM Zurich za technologie taśmowe mówi, że w ostatnich latach taśmy magnetyczne przeżywają swój renesans. Ma to związek z jednej strony z wykładniczym wzrostem ilości wytwarzanych danych, które trzeba gdzieś archiwizować oraz z jednoczesnym spowolnieniem przyrostu gęstości zapisu na dyskach twardych. Jak zauważa Lantz, w ciągu ostatnich kilkunastu lat składane roczne tempo wzrostu gęstości zapisu na HDD spadło do poniżej 8%. Jednocześnie świat produkuje coraz więcej danych. Roczny wzrost wytwarzania informacji wynosi aż 61%. Eksperci mówią, że do roku 2025 wytworzymy 175 zetabajtów danych.
      Jako, że gęstość zapisu HDD niemal stanęła w miejscu, dramatycznie wzrosła cena każdego gigabajta dysnku twardego. Już w tej chwili 1 bit HDD jest czterokrotnie droższy niż 1 bit taśmy magnetycznej. Ta wielka nierównowaga pojawiła się w bardzo niekorzystnym momencie, gdy ilość wytwarzanych danych zaczęła gwałtownie rosnąć. Centra bazodanowe mają coraz większy problem. Na szczęście zdecydowana większość danych to informacje, które są rzadko potrzebne. To zaś oznacza, że w ich przypadku szybkość odczytu danych nie jest rzeczą zbyt istotną. Mogą być więc przechowywane na taśmach magnetycznych.
      Taśmy mają wiele zalet w porównaniu z dyskami twardymi. Są bardziej odporne na ataki cyberprzestępców, do działania potrzebują mniej energii, są trwałe i znacznie tańsze w przeliczeniu na gigabajt. Zalety te spowodowały, że – jak ocenia IBM – już 345 000 eksabajtów danych przechowywanych jest właśnie na taśmach.
      Najnowszy napęd taśmowy to wynik 15-letniej współpracy IBM-a i Fujifilm. Od roku 2006 firmy pobiły sześć kolejnych rekordów dotyczących napędów taśmowych. Ostatnie osiągnięcie było możliwe dzięki udoskonaleniu samej taśmy, głowicy odczytującej oraz serwomechanizmu odpowiadającego za precyzję pozycjonowania głowicy. Firma Fujifilm odeszła tutaj od przemysłowego standardu jakim jest ferryt baru i pokryła taśmę mniejszymi cząstkami ferrytu strontu. Inżynierowie IBM-a, mając do dyspozycji nową taśmę, opracowali nową technologię głowicy odczytująco-zapisującej, która współpracuje z tak gładką taśmą.
      O tym jak wielkie postępy zostały dokonane w ciągu kilkunastoletniej współpracy Fujifilm i IBM-a najlepiej świadczą liczby. W roku 2006 obie firmy zaprezentowały taśmę pozwalającą na zapisanie 6,67 miliarda bitów na calu kwadratowym. Najnowsza taśma pozwala na zapis 317 miliardów bitów na cal. Kartridż z roku 2006 miał pojemność 8 TB, obecnie jest to 580 TB. Szerokość ścieżki zapisu wynosiła przed 14 laty 1,5 mikrometra (1500 nanometrów), teraz to zaledwie 56,2 nanometra. Liniowa gęstość zapisu w roku 2006 sięgała 400 000 bitów na cal taśmy. Na najnowszej taśmie na każdym calu można zapisać 702 000 bitów. Zmniejszyła się też – z 6,1 mikrometra do 4,3 mikrometra – grubość taśmy, wzrosła za to jej długość. W pojedynczym kartridżu mieści się obecnie 1255 metrów taśmy, a przed 14 laty było to 890 metrów.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...