Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Co ptaki robią w czasie wakacji? Upalne lato powoduje, że widujemy je coraz rzadziej, stają się skryte, płochliwe, milczące. Dlaczego tak się dzieje, tłumaczy prof. Piotr Tryjanowski z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Skowronki od marca śpiewały w wiszącym locie, wabiąc w ten sposób samice. Teraz ptaki muszą naprawić pióra i aparat głosowy. Inne gatunki mają swoje problemy, w tym upał - trudniejszy do zniesienia niż zimno.

Samce już nie walczą o terytoria, więc niepotrzebny staje się śpiew i częste przeloty z miejsca na miejsce. Pisklęta zostały odchowane, tak więc ptasi rodzice mają czas na chwilę odpoczynku. Można by wręcz powiedzieć – zasłużone wakacje – wyjaśnia prof. Tryjanowski.

Dodaje, że co gatunek, to nieco inny patent na przeżycie wakacyjnych miesięcy roku. Są gatunki – takie jak bocian biały czy gąsiorek - które jeszcze odchowują pisklęta. Wiele ptaków, którym nie udało się wyprowadzić lęgów, będzie jeszcze próbować swych rodzicielskich sił nawet do połowy sierpnia. Choć ich szanse są coraz mniejsze z każdym dniem. Wysokie temperatury bywają dla pierzastych stworzeń o wiele większym wyzwaniem niż zimno.

Zdaniem poznańskiego badacza, fascynującym przykładem naprawdę zasłużonych wakacji jest skowronek. Śpiew w wiszącym locie, nad łąkami i polami, od połowy marca do końca czerwca, często po kilkanaście godzin na dobę, to niezwykle kosztowny sposób wabienia samicy. Prof. Tryjanowski, który kiedyś zajmował się tym gatunkiem, porównuje ów wysiłek do biegania po schodach w wieżowcu i jednoczesnego wykonywania arii operowych. Dlatego latem skowronek milknie, staje się skryty i rozpoczyna pierzenie, coroczną wymianę piór.

Część drapieżników – np. błotniaki – uczy się polować wraz z rodzicami. Wakacje dla nich to taki obóz sportowy – poprawa kondycji i nowa przygoda. W połowie lipca nad brzegami zbiorników wodnych i na zalanych łąkach można już obserwować ptaki siewkowate: brodźce czy biegusy – dopiero co w maju podążały na północ, a już wracają na południe. Tylko krótkie, intensywne dwa miesiące w Arktyce i powrót na zimowiska - opisuje profesor ptasie życie w ciągłym biegu, a właściwie locie.

Ciepłolubne gatunki - żołna, jerzyk, ale i bocian biały - już w końcu sierpnia wyruszą na wędrówkę do Afryki. Zapewne o nich śpiewano harcerską piosenkę 'Lato z ptakami odchodzi'. My zaś mamy ogromne szczęście, że lato właśnie się zaczyna, a jeśli ktoś chce się teraz przyjrzeć ptakom, to warto pomóc przyrodzie. Na przykład przygotować pojnik, płaską kuwetę z kamieniem, i jak tylko skończy się deszczowa pogoda, to miejsce jak znalazł - radzi prof. Tryjanowski.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na świecie żyje około 50 miliardów ptaków, wynika z badań przeprowadzonych przez uczonych z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney. Naukowcy oszacowali też liczebność 9700 gatunków ptaków. W swojej pracy opierali się na obserwacjach dokonywanych przez miłośników ptaków oraz na specjalnych algorytmach.
      Odkryli, że liczebność wielu znanych australijskich gatunków liczona jest w milionach. Na przykład lorysy niebieskobrzuchej jest 19 milionów, kakadu żółotoczubej 10 milionów a kukubary chichotliwej 3,4 miliona. Są jednak takie gatunki jak przepiórnik czarnopierśny, którego pozostało około 100 osobników.
      Ludzie wkładają wiele wysiłku, by policzyć samych siebie. My przeprowadziliśmy pierwsze tak szeroko zakrojone liczenie innych gatunków, mówi profesor Will Cornwell, jeden z głównych autorów badań.
      Podczas pracy naukowcy skorzystali z bazy eBird, zawierającej niemal miliard wpisów na temat zaobserwowanych ptaków. Tam, gdzie było to możliwe, użyli też danych ze szczegółowych badań terenowych. Opracowali również specjalny algorytm pozwalający na szacowanie globalnej liczebności każdego z gatunków.
      Wzięto przy tym pod uwagę możliwość zauważenia danego gatunku, co zależy od wielkości ptaka, koloru, tego czy lata w stadach i czy żyje blisko miast. Chociaż skupiliśmy się na ptakach, nasza metoda może posłużyć też do obliczania liczebności innych zwierząt, mówi główny autor badań, doktor Corey Callaghan. Oszacowanie liczebności gatunków to kluczowy element wysiłków na ich zachowania. Dzięki temu wiemy, które gatunki mogą być narażone i możemy śledzić zmiany liczebności w czasie, zatem lepiej rozumieć pewne podstawy.
      Naukowcy mówią, że udało im się oszacować liczebność 92% gatunków ptaków występujących na Ziemi. Jedynie cztery z nich należą do „klubu miliarderów”. To gatunki, których liczebność wynosi co najmniej miliard osobników. Są to wróbel zwyczajny (1,6 miliarda), szpak zwyczajny (1,3 miliarda), mewa delawarska (1,2 miliarda) oraz dymówka (1,1 miliarda).
      Zaskoczyło nas, że jedynie kilka gatunków tak bardzo dominuje na świecie, stwierdza Callaghan i zastanawia się, jakie są ewolucyjne podstawy sukcesu tych właśnie gatunków.
      Podczas, gdy jedne gatunki świetnie sobie radzą, przyszłość innych rysuje się w czarnych barwach. W przypadku około 12% badanych gatunków liczebność każdego z nich nie przekracza 5000 osobników. To m.in. krytycznie zagrożona rybitwa chińska, zagrożony gąszczak krzykliwy czy również zagrożony wodnik molucki. Gdy powtórzymy nasze badania za 5–10 lat, będziemy w stanie powiedzieć, jak sobie radzą te gatunki. Jeśli ich populacja się skurczy, to będzie prawdziwy dzwonek alarmowy dla ekosystemu, stwierdza profesor Cornwell.
      Przeprowadzenie takich badań nie byłoby możliwe jeszcze 10 lat temu. Dopiero powstanie tak wielkiej bazy danych jak eBird, prowadzonej przez Cornell Lab of Ornithology, do której informacje prowadziło ponad 600 000 osób, spowodowało, że można szacować liczbę ptaków w skali globalnej.
      Amatorskie obserwowanie ptaków stało się powszechną formą spędzania czasu w XVIII wieku i od tamtej pory nie traci na popularności. Profesor Cornwell mówi, że każdy może założyć konto na eBird i zapisywać tam swoje informacje. Nie trzeba być przy tym ekspertem. Wystarczy na początek nauczyć się rozpoznawać kilka gatunków ptaków, występujących w miejscu, w którym mieszkamy. Możemy poinformować o ptaku, którego zauważyliśmy przez okno, gdy piliśmy poranną kawę, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jerzyki, które niedawno przyleciały, zostaną z nami zaledwie do połowy sierpnia. Te wyjątkowe ptaki giną na naszych oczach, ale jak podkreślają specjaliści, można im pomóc, instalując budki lęgowe.
      Jerzyki są mylone z jaskółkami
      Jeszcze kilka lat temu nawet studentom biologii trzeba było tłumaczyć, że jerzyk (Apus apus) to nie jaskółka, a ich zauważalne podobieństwo wynika z powietrznego trybu życia i adaptacji do akrobatycznych pogoni za owadami - napisano w komunikacie Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP).
      Większą część życia jerzyk - mistrz aerodynamiki - spędza w locie. To w powietrzu, szybując z wiatrem na dużej wysokości (do 2,5 km), pije krople deszczu, zbiera pożywienie czy materiał na gniazdo, kopuluje, a także śpi. Warto dodać, że może pozostawać bez przerwy w locie nawet 2 lata.
      Ptaki te lądują głównie w okresie lęgowym, gdy budują gniazdo i karmią pisklęta. Niekiedy odpoczywają, łapiąc się pazurkami pionowej skały lub budynku. Jak zaznaczają specjaliści z UPP, jerzyki mają bardzo krótkie, mocne nogi z wszystkimi pazurkami skierowanymi do przodu. Dlatego nie mogą usiąść na drucie jak jaskółki ani na cienkich gałązkach, zresztą ich łacińska nazwa Apus oznacza beznogie. Poruszanie się na ziemi sprawia im ogromną trudność, więc prawie nigdy nie chodzą.
      Prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii UPP wyjaśnia, że jerzyk jest jednym z najszybszych ptaków spotykanych w Europie, który największe prędkości osiąga w locie grupowym. W pogoni za zdobyczą może lecieć z szybkością nawet 200 km/h.
      Spadek liczebności
      Niestety, pospolity do niedawna gatunek ginie w szybkim tempie. Przyczyniają się do tego prace budowlane, głównie ocieplanie budynków z zamykaniem otworów w stropodachach. W Polsce to one są podstawowym siedliskiem jerzyków (dziś prawie wszystkie jerzyki gniazdują w miastach, a tylko nieliczne osobniki wybierają dziuple starych drzew czy szczeliny w skałach).
      A. apus żywią się tylko owadami latającymi w powietrzu - komarami, meszkami czy muchami. Są bardzo pożyteczne, bo utrzymują równowagę ekologiczną. Przylatują do Polski na początku maja. Okres lęgu kończy się w ich przypadku z początkiem sierpnia; wtedy odlatują na zimowisko w południowej Afryce.
      Pomoc dla jerzyków
      Jerzykom można pomóc, montując specjalne skrzynki lęgowe. Jerzyki ważą zaledwie 45-55 g, ale rozpiętość ich skrzydeł wynosi 40-44 cm, dlatego budka musi mieć odpowiednie wymiary. Budki dobrze się sprawdzają na wysokich kamienicach i blokach mieszkalnych.
      Korzystając z własnego doświadczenia, rozmów z osobami zaangażowanymi w ochronę jerzyków, w tym ze znanym w całej Polsce [...] inż. [Adamem] Gatniejewskim, zawiesiliśmy budki na budynku Collegium Maximum naszej Uczelni – podkreśla prof. Tadeusz Mizera z Katedry Zoologii UPP. Liczymy, że i w tym roku zajmą podarowane im schronienia. Trzeba jeszcze jednak poczekać kilka dni, chociaż informacje internetowe wskazują, że w Polsce pojawiły się już pierwsze jerzyki. Ptaki te najczęściej wybierają stronę wschodnią lub północną, unikając miejsc, w których temperatura zmienia się szybko. Pamiętajmy, że są to ptaki, których naturalne siedliska mieszczą się w skałach. Jerzyk wybiera na swoje siedlisko miejsce najbardziej mu odpowiadające, a więc [...] nie każdą budkę, jaką mu zawiesimy. Warto uzbroić się więc w cierpliwość, bo czasem rezultat naszych prac widzimy dopiero po latach.
      Praktyczne wskazówki
      Specjaliści doradzają, by szyby - przynajmniej te najwyżej położone - zabezpieczyć widocznym dla ptaków elementem. By zwiększyć prawdopodobieństwo zajęcia skrzynki, można się posłużyć sygnałem akustycznym. Jako że jerzyki lubią być tam, gdzie inne osobniki i tworzą duże kolonie, w jednej z budek umieszcza się niekiedy urządzenie wabiące, które przez kilkanaście minut rano i wieczorem nadaje głosy A. apus. Zazwyczaj zaciekawione ptaki osiedlają się już po paru dniach i same zaczynają wabić następnych lokatorów. Do wabienia warto wykorzystać profesjonalne nagrania. Mamy, rzecz jasna, do nich dostęp, i tutaj raz jeszcze ukłon w stronę Pana inż. Gatniejewskiego, i chętnie wskażemy zainteresowanym, jak do nich dotrzeć – mówią poznańscy badacze.
      Naukowcy podkreślają, że w programach ochrony należy koniecznie współpracować z amatorami-miłośnikami jerzyków. Życie rodzinne tych ptaków można śledzić dzięki kamerom zamontowanym w ich gniazdach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W lutym 2019 r. w Poznaniu rozpoczął się unikatowy projekt. By pokazać "czar" delfinów słodkowodnych i morświnów, ich niebywałe wpasowanie w biogeosystemy, które możemy utracić na zawsze, stworzono rzeczywistej wielkości makiety tych zwierząt. Prawdopodobnie będą one eksponowane w Palmiarni Poznańskiej (być może już od września br.), wraz z oprawą edukacyjną, muzyczną oraz instalacjami. Patronat naukowy nad przedsięwzięciem objęły Katedra Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i Instytut Oceanologii PAN w Sopocie, zaś patronat honorowy - Ambasada Brazylii w Warszawie oraz prezydent miasta Poznania.
      Delfiny fascynowały ludzi od zawsze. Dowody dokumentujące tę fascynację przetrwały do dziś w literaturze i sztuce. Dość powiedzieć, że pisali o nich m.in. Ezop (bajka "Małpa i delfin") i Homer (delfiny porywała Scylla), Pliniusz Starszy i Młodszy czy Herodot. Ten ostatni przedstawił historię śpiewaka Ariona cudownie ocalonego przez delfiny. Delfiny uważano często za stworzenia boskie, dusze odrodzone po śmierci ludzi. W "Historii naturalnej zwierząt" (Historia animalium) Arystoteles zaliczył delfiny do ssaków; pisał, że zamiast skrzeli mają otwór oddechowy, rodzą żywe młode, mają także mleko i karmią nim swoje młode, jak długo są one małe.
      Dobra prasa delfinów morskich i słabszy marketing gatunków/podgatunków rzecznych
      Lata 80. XX w. można nazwać erą delfinów. Przedstawiano je w mediach, literaturze czy filmie. Nic więc dziwnego, że w świadomości społecznej utrwalił się bardzo specyficzny obraz delfina, który zgodnie z wdrukowanym przekazem, jest zwierzęciem inteligentnym, szybko pływającym, a także żyjącym w niebezpiecznym, a zarazem fascynującym dla nas, ludzi, środowisku. Co więcej, gdy zachodzi taka potrzeba, delfin potrafi ofiarować człowiekowi pomoc, a nawet przyjaźń. Wg specjalistów, gwiazdorska popularność nie jest jednak tożsama z rzetelną wiedzą. W świadomości przeciętnego znawcy przyrody określenie delfin odnosi się bowiem głównie do 2 gatunków: delfina pospolitego i butlonosa.
      To gatunki najbardziej znane z delfinariów, które swego czasu niemal masowo powstawały w USA i Europie, czy wycieczek po morzu. Jak podkreśla Piotr Przyłucki, założyciel stowarzyszenia Castellum Nostrum, to właśnie w oparciu o delfiny morskie tworzy się wszelkie programy badawcze, terapeutyczne, edukacyjne, propagujące ochronę środowiska i jego żywych zasobów naturalnych.
      Wydaje się, że to właśnie w tym momencie nauka "zapomniała" wspomnieć o istnieniu endemicznych (wówczas niezagrożonych) delfinów, które wyglądają szczególnie dziwnie, słabo widzą i nie chcą się z człowiekiem przyjaźnić. [...] Można wysnuć wniosek, że zabrakło im tak ważnej "medialności", jaką miały już orki, delfiny białobokie, pospolite, Commersona [czarnogłowe], [...], a szczególnie butlonosy!
      Z biegiem lat sytuacja znacznie się zmieniła. Przespaliśmy to, co ciekawe i niezagrożone. Pozostało nam jedynie  – ciekawe! Te wyjątkowe zwierzęta potrzebują teraz każdej przemyślanej pomocy.
      Wymarcie delfina chińskiego (Lipotes vexillifer) – gatunek oficjalnie wciąż jest uznawany za krytycznie zagrożony, ale wszystko wskazuje na to, że wyginął – który zamieszkiwał rzekę Jangcy i był tam nazywany baiji, poruszyło przyrodniczy świat. Coś drgnęło. Ale czy potrzebne było aż jego wyginięcie? W Jangcy nadal występuje morświnek bezpłetwy (Neophocaena phocaenoides), który preferuje obszary mieszania wody słodkiej ze słoną (w Jangcy stwierdzono jego obecność w odległości 1600 km od ujścia). O jego bezpieczny status walczy się teraz wszelkimi środkami.
      Niełatwe życie
      Dlaczego ta grupa zwierząt znajduje się w tak trudnej sytuacji? W końcu morscy krewni (z wyjątkiem krytycznie zagrożonej vaquity i delfina Maui) miewają się o wiele lepiej i ich liczebność jest wyższa.
      Naukowcy zajmujący się ochroną rzek w Ameryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej mawiali, że wielkość populacji delfinów rzecznych jest jednym z najważniejszych wskaźników zdrowia ich rzek! Zatem tak drastyczny spadek liczebności gatunków tych ssaków w ostatnich dekadach musi [...] wskazywać na spore zachwianie naturalnej równowagi. Ponadto siedliska delfinów zupełnie pokrywają się z obszarami intensywnie użytkowanymi przez ludzi. Nie wolno zapominać, że uprawy ryżu, trzciny cukrowej i bawełny pochłaniają za pośrednictwem systemów irygacyjnych ogromne ilości wody. Kolejnym szkodliwym procesem jest zrzut odpadów i zanieczyszczeń.
      Najbardziej zabójcze są dla delfinów sieci pławnicowe. Mimo zakazu są one wykorzystywane do dziś. To właśnie takie sieci przyczyniły się do wytępienia delfina chińskiego. Od ok. 10 lat w przypadku złapanych w sieci delfinów amazońskich (inia, sotalia) i gangesowych (delfin gangesowy, indyjski, oreczka krótkogłowa) powszechną praktyką jest ich nieuwalnianie i zabijanie, by wykorzystać mięso jako przynętę na sumy.
      Poznański wkład w edukację
      Jak już wspominaliśmy, wszystko zaczęło się w lutym 2019 r. W zespole pomysłodawców i wykonawców projektu znaleźli się Wilhelmina Delfina Przyłucka (wówczas 6-letnia) i Piotr Przyłucki, założyciel stowarzyszenia Castellum Nostrum, absolwent niegdysiejszej Akademii Rolniczej w Poznaniu, a w zespole organizacyjnym - prof. Piotr Tryjanowski, kierownik Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Celem inicjatywy jest propagowanie wiedzy o delfinach rzecznych i morświnach, a w dalszej przyszłości powołanie eduwalarium. Po sporych trudnościach technicznych, logistycznych i finansowych powstały już makiety wszystkich gatunków rzecznych i morświnów. Specjalną muzykę stworzyła zaprzyjaźniona grupa Amanita Records.
      W tworzeniu makiet wykorzystano komputery, które na podstawie setek zdjęć danego gatunku pozwoliły na wykonanie figur 3D. Ciągle wszystko udoskonalamy, próbujemy nie tylko sprawdzać odwzorowania graficzne, malować, aranżować otoczenie, ale nawet uczymy sztuczne delfiny pływać – żartują poznańscy miłośnicy delfinów.
      [...] My nie lubimy trywialnych rozwiązań. Chcielibyśmy o delfinach opowiedzieć więcej. Bo o ile mamy skojarzenia kulturowe, wywołane przez liczne filmy przygodowe, przyrodnicze i animowane, gdzie delfiny dzielnie bawią się wśród fal mórz i oceanów, to pewnie ogromnym zaskoczeniem będzie, że kilka gatunków delfinów spędza swoje niełatwe życie w wodach słodkich – rzekach, a nawet jeziorach! - podsumowuje prof. Tryjanowski.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Myśląc o mrówkach, większość ludzi ma przed oczami owady zamieszkujące podziemne gniazda albo kopce zlokalizowane nieco powyżej poziomu gruntu. Jak podkreślają naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), wiele gatunków faktycznie gniazduje w ten sposób, są jednak takie, które obierają inne strategie. Specjaliści z Katedry Zoologii wspinają się na drzewa i badają, jak kształtuje się występowanie mrówek dendrofilnych w przestrzeni miejskiej.
      Odnosząc się do strategii gniazdowania mrówek, naukowcy podkreślają, że zdarzają się kolonie bytujące wewnątrz wyrzuconej butelki lub puszki, a nawet w żołędziach. Pewne gatunki potrafią zamieszkiwać fragment suchej gałęzi wysoko w koronie drzewa. Część z nich potrafi nawet większość swojego życia – jeżeli nie całe – spędzić, w ogóle nie schodząc na powierzchnię gruntu. Sporo gatunków dendrofilnych (związanych z drzewami) ma niewielkie rozmiary ciała i tworzy kolonie o niedużej liczebności. Ponieważ wymagania lokalowe są w takim przypadku niewielkie, cała kolonia może się pomieścić w niewielkiej suchej gałęzi gdzieś wysoko na drzewie.
      By prowadzić skuteczniejsze działania ochronne, należy ustalić, które aspekty antropopresji są najważniejsze dla różnych grup zwierząt. Mrówki żyjące w miastach, także w ich centrach, mogą spędzić całe życie wysoko w koronie drzewa, dlatego potencjalnie nie muszą reagować na człowieka tak samo, jak gatunki żyjące bliżej poziomu gleby. Realizowany w Katedrze Zoologii UPP projekt pt. "Zbiorowiska dendrofilnych gatunków mrówek w gradiencie urbanizacyjnym" ma rozwiązać powyższe wątpliwości.
      Kierownikiem projektu finansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki jest mgr Michał Michlewicz, a opiekunem naukowym prof. dr hab. Piotr Tryjanowski. Naukowcy chcą sprawdzić, jak kształtuje się występowanie mrówek w zieleni miejskiej przy uwzględnieniu gęstości zabudowy, gatunku drzewa, wysokości na drzewie czy udziału martwych fragmentów w koronie. Ważnym elementem badań są pomiary temperatury. Za pomocą tzw. loggerów, które mierzą temperaturę przez dłuższy czas, możliwe jest określenie, jak na ten aspekt reagują mrówki, które jako grupa są organizmami ciepłolubnymi (termofilnymi).
      Naukowcy wykorzystują arborystyczne techniki linowe. Operując w koronach drzew, mogą pełniej poznać tutejsze gatunki mrówek.
      Część terenowa badań właśnie się zakończyła. Obecnie trwa analiza danych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tłusty czwartek kojarzy się z pączkami. Czym różnią się współczesne pączki od tych wysmażanych kilka wieków temu? Jakie zwyczaje towarzyszyły świętowaniu końcówki karnawału? Na te pytania odpowiedziały specjalistki z Archiwum PAN w Warszawie oraz Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie.
      Okazuje się, że ostatni czwartek przed rozpoczęciem wielkiego postu świętowano wystawnie już w XVI w. Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, nie żałowali sobie tradycyjnych karnawałowych potraw. Serwowano mięso, głównie dziczyznę: pieczone sarny, kuropatwy, zajęcze combry czy szynki z dzika. Jadano także wykwintnie przyrządzony drób, indyki tuczone orzechami włoskimi, pieczone kapłony, jarząbki, pasztety. A wszystko to zapijano szlachetnymi winami reńskimi, burgundzkimi, węgierskimi, gdańską wódką i domowym nalewkami - opowiada dr Izabella Gass z Archiwum PAN. Do tego raczono się smażonymi słodkimi specjałami: racuchami, blinami, faworkami, pampuchami i pączkami. To właśnie ten zaadaptowany z zagranicznej kuchni smakołyk stał się wkrótce symbolem polskiego tłustego czwartku - wyjaśniono w komunikacie PAN-u.
      Od tego dnia rozpoczynał się ostatni tydzień karnawału (ostatki, mięsopust). Świętowaniu towarzyszyły nie tylko różne smakołyki, ale i tańce oraz zabawy. Był to okres najhuczniejszych bali i potańcówek. W miastach i na wsi wychodzono na dwór w przebraniach; przez miasta przechodziły korowody, na wsi grupy zapustników pukały do drzwi domostw, żądając datków (i jednocześnie przynosząc urodzaj). Zabawa kończyła się o północy we wtorek przed Środą Popielcową.
      Czy pączki sprzed wieków wyglądały jak dzisiejsze? Zgodnie z najstarszymi przepisami, były to drożdżowe kule nadziewane słoniną. Dr hab. inż. Małgorzata Wronkowska z Zakładu Chemii i Biodynamiki Żywności Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie opowiada, że pączki ze słodkim nadzieniem (marmoladą/dżemem różanym) pojawiły się w Polsce w XVI w.
      Dodatki do pączków zmieniają się z czasem. Modyfikowany jest także ich skład. Pączki produkowane hurtowo mogą zawierać nie tylko naturalne składniki, dlatego dr Wronkowska apeluje, by czytać etykiety.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...