Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Świnki morskie udomowiono dwa razy. Badania genetyczne dały zaskakujące wyniki

Recommended Posts

Jak się powszechnie uważa świnki morskie, jedne z najczęściej spotykanych zwierząt domowych na świecie, zostały po raz pierwszy udomowione w Peru. Były ważnym źródłem pożywienia, wykorzystywano je w ceremoniach religijnych, transportowano je i handlowano nimi w całej Ameryce Południowej. Po tysiącach lat, około roku 500, przewieziono je na Karaiby.

Profesor Lisa Matisoo-Smith z nowozelandzkiego University of Otago od lat bada DNA roślin i zwierząt w regionie Pacyfiku, wykorzystując te dane do identyfikowania przewożących je ludzkich populacji i rekonstrukcji dróg ich przemieszczania się. Tym razem uczona postanowiła zbadać, skąd świnki morskie trafiły na Karaiby.

Jako, że znacznie wcześniej zwierzęta te były przedmiotem handlu, można się było spodziewać, że przywieziono je z blisko położonej Kolumbii. Naukowcy wykorzystali szczątki świnek morskich z Karaibów, Peru, Kolumbii, Boliwii, Europy i Ameryki Północnej. I tu czekała ich pierwsza niespodzianka. Okazało się, że na Karaiby świnki morskie trafiły nie z Kolumbii, a prawdopodobnie z Peru. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było stwierdzenie, że szczątki świnek morskich z kolumbijskich Andów reprezentują najprawdopodobniej zupełnie inny gatunek. To zaś sugeruje, że do udomowienia świnki morskiej doszło niezależnie w Peru oraz w Kolumbii.

Badania genetyczne oraz archeologiczne ujawniły też zmiany roli świnki morskiej w czasie.

Były i wciąż są ważnym źródłem pokarmu w Ameryce Południowej oraz w kulturach stamtąd się wywodzących. Ludzie zabierali je ze sobą, wprowadzali na wyspy, na których nie występowały, wymieniali je na inne dobra, mówi Matisoo-Smith.

Świnki morskie trafiły do Europy pod koniec XVI lub na początku XVII wieku. Zostały tam przywiezione przez Hiszpanów. Do Ameryki Północnej zawieziono je na początku XIX wieku w ramach handlu egzotycznymi zwierzętami. Już w XVIII wieku były używane w badaniach medycznych, gdyż pod wieloma względami są podobne do ludzi, wyjaśnia uczona.

Obecnie wszystkie świnki morskie, zarówno te, które są domowymi pupilami, te sprzedawane na mięso w Ameryce Południowej czy Portoryko, jak i te używane w badaniach medycznych, pochodzą od udomowionej świnki morskiej z Peru, dodaje.

Dlaczego jednak w jednych kulturach są domowymi pupilami, a w innych są zjadane? Prawdopodobnie ma to związek z tym, co dana kultura pozwala traktować jak żywność.

Profesor Matisoo-Smith mówi, że zidentyfikowanie szczątków świnki morskiej z Karaibów pozwala nam lepiej zrozumieć szlaki handlowe i ruch ludności w tym regionie w ciągu ostatniego 1000 lat. Dzięki nim, lepiej rozumiemy interakcje społeczne pomiędzy trzema kontynentami. Mamy też lepszy pogląd na zróżnicowanie genetyczne gatunku i jego relacje z ludźmi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od 2015 r. to już nie jest świnka morska tylko kawia domowa ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kawia_domowa#Nazwa_zwyczajowa

 

Miałem dwie świnki morskie (dawno temu więc i nazwa zwyczajowa była tą obowiązującą). Pierwsza niezwykle inteligentna, reagowała na imię i wołana przychodziła - często biegała po mieszkaniu, a także na dworze chodziła przy nodze jak piesek, uwielbiała towarzystwo ludzi i kochała jeść. Druga była jej absolutnym przeciwieństwem łącznie z tym, że nie przepadała za ludźmi, a nawet niespecjalnie za jedzeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cudne stworzonka, ale to ani świnka, ani morska... ;)

https://www.youtube.com/watch?v=S7tltnM4Al0

(żeby nie było, że świnki morskie to jakaś nisza dla idiotów)

:)

P.S. No dobra. Nie chciałem, ale dodam. "Hodowanie" świnek morskich (a niech będzie i karwii), żółwików, węży itp. uważam nie tyle za skrajną nieodpowiedzialność, co za zwykły.... Nie wspomnę o instynkcie macierzyńskim przenoszonym na żółwiki, pieski i kotki (co nie raz spotkałem). To chore...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 26.06.2020 o 19:07, Astro napisał:

(żeby nie było, że świnki morskie to jakaś nisza dla idiotów)

Wielu kolegów udomowiło sobie swoje własne świnki morskie i bardzo sobie chwalą.
Kluczem do szczęścia jest tworzenie par z osobników tego samego gatunku :P
 

 

W dniu 26.06.2020 o 01:01, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Dlaczego jednak w jednych kulturach są domowymi pupilami, a w innych są zjadane? Prawdopodobnie ma to związek z tym, co dana kultura pozwala traktować jak żywność.

Czym to się różni od "króliczków"? Osobiście znam przypadek w którym "króliczek" zamienił się w kilkukilogramowe paskudzące wszystko bydle i po wyczerpaniu się cierpliwości rodziny skończył na talerzu. Posiadaczka wcinała aż jej się uszy trzęsły, bo - oficjalnie - "uciekł do lasu" :P

Edited by peceed
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Parque Nacional Natural Serranía de Chiribiquete, największym parku narodowym Kolumbii, odkryto jedną z najwspanialszych kolekcji sztuki naskalnej. Pierwsi mieszkańcy tych okolic uwiecznili zwierzęta, które dawno już wyginęły. Badania pochodzącego sprzed co najmniej 12 500 lat niezwykłego dzieła sztuki rozpoczął już w ubiegłym roku brytyjsko-kolumbijski zespół naukowy. Dopiero teraz jednak zdecydowano się upublicznić informację o znalezisku.
      W trzech schronieniach skalnych na klifie o długości około 12 kilometrów widzimy figury ludzi i zwierząt. Są wśród nich mastodonty, palaeolamy, gigantyczne leniwce czy wymarli przodkowie koni, a także żółwie, ryby, jaszczurki, ptaki i ludzie. Dziesiątki tysięcy rysunków, a niektóre z nich umieszczono tak wysoko, że obejrzeć je możemy tylko na zdjęciach zrobionych za pomocą drona.
      Rysunki to dzieło jednych z pierwszych ludzi, którzy dotarli do Amazonii. Powstawały one przez setki, może tysiące lat, a zanim je stworzono trzeba było specjalnie przygotować skałę, oczyszczając ją z roślinności. Ludzie dotarli na ten teren w czasach wielkich zmian klimatycznych, gdy Amazonia zmieniała się znany nam obecnie las deszczowy, mówi Mark Robinson z University of Exeter.
      Niezwykłą galerię – która już zyskała przydomek „Kaplicy Sykstyńskiej starożytnej Amazonii” – odkryto na obszarze Serrania de la Lindosa, znanym z wcześniejszych znalezionych tutaj przykładów sztuki naskalnej.
      Szef zespołu badawczego, profesor Jose Iiarte z Exeter University, jeden z czołowych specjalistów w dziedzinie Amazonii i sztuki prekolumbijskiej nie był w stanie ukryć ekscytacji: mówimy tutaj o wielu dziesiątkach tysięcy rysunków. Ich stworzenie zajęło wiele pokoleń. Gdziekolwiek się nie obrócisz, widzisz kolejne rynku. Widzimy zwierzęta, które dawno wyginęły. Obrazy są tak naturalne i tak dobrze wykonane, że nie można mieć wątpliwości, iż patrzymy np. na konia. Konia epoki lodowcowej, a jego dzikim ciężkim pyskiem. Jest tam tyle szczegółów, widać nawet grzywę. To fascynujące.
      Twórcy niezwykłej galerii uwiecznili też ludzi.Jest postać w masce przypominającej ptasi dziób, są ludzie tańczący, trzymający się za ręce. Widzimy też wieże z drewna, a niektórzy ludzie wyglądają, jakby skakali na bungee, co może dawać pojęcie, w jaki sposób powstały wysoko położone rysunki.
      Niezwykła galeria znajduje się w odległym trudno dostępnym regionie Kolumbii. Znana była miejscowym, którzy pomogli naukowcom w dotarciu tutaj. Archeolodzy i ekipa filmowa wyruszyli z miasta San Jose del Guaviare, jechali samochodami przez 2 godziny, a później czekała ich 4-godzinna wędrówka przez dżunglę. Badań i podróży nie ułatwia fakt, że w Kolumbii przez 50 lat toczyła się wojna domowa. Porozumienie pokojowe zawarto stosunkowo niedawno. Obszar, na którym znajduje się niezwykły klif z rysunkami jeszcze do niedawna był całkowicie niedostępny. Również i teraz, by tam dotrzeć, trzeba wynegocjować z bojownikami FARC zgodę na pobyt.
      Profesor Iriarte mówi, że rysunki wykonano za pomocą ochry. Nie wiadomo, jakie miały one znaczenie. Interesujący jest fakt, że widzimy tutaj wiele dużych zwierząt otoczonych przez małe ludzkie postaci, które mają wzniesione ramiona, jakby oddawały cześć tym zwierzętom. Widoczne są też przedstawienia drzew i roślin halucynogennych. Dla mieszkańców Amazonii zwierzęta i rośliny mają duszę, a ludzie mogą się z nimi skontaktować za pośrednictwem rytuałów i praktyk szamańskich.
      Naukowcy zwracają uwagę na przedstawioną na rysunkach megafaunę. Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że Amazonia zmieniła swój wygląd. Nie zawsze był tutaj las deszczowy. Gdy patrzymy na konie czy mastodonty, to wiemy, że były one zbyt duże, by żyć w lesie. To nie tylko pokazuje nam, kiedy te rysunki powstały – już sam ten fakt jest niesamowity – ale daje nam również pogląd, jak te okolice mogły w przeszłości wyglądać: bardziej przypominały sawannę, dodaje paleoantropolog Ella Al-Shamahi.
      Znalezisko jest tym cenniejsze, że zachowało się w świetnym stanie. Czy to z powodu wiszących nad rysunkami skał czy też deszczów padających z innej strony i wiatrów inaczej wiejących, rysunki są znacznie bardziej wyraźne niż inne podobne zabytki.
      Największy zbiór rysunków, na który składają się trzy gigantyczne panele z tysiącami ludzi, zwierząt, odcisków dłoni i kształtami geometrycznymi, znajduje się w Cerro Azul. Jest on też najlepiej zachowany. Rysunki w Cerro Montoya i Limoncillos są bardziej wyblakłe.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na słynnym płaskowyżu Nazca możemy podziwiać wielkie geoglify przedstawiające małpę, orkę czy kolibra. Jednak myliłby się ten, kto przypuszcza, że nic nowego nie uda się tam znaleźć. Właśnie poinformowano o odkryciu na Nazca olbrzymiego kota. Geoglif, datowany na lata 200 p.n.e. – 100 n.e. został zauważony podczas prac na jednym ze wzgórz, które stanowi punkt obserwacyjnych dla już znanych geoglifów.
      Figura była ledwie widoczna i wkrótce by zniknęła, gdyż znajduje się na dość stromym zboczu podatnym na erozję, oświadczyło peruwiańskie Ministerstwo Kultury. W ubiegłym tygodniu geoglif został oczyszczony i zakonserwowany. Figura ma 37 metrów długości, a szerokość tworzących go linii wynosi od 30 do 40 centymetrów.
      To niesamowite, że wciąż znajdujemy nowe figury. Ale wiemy, że jest ich więcej, mówi Johny Isla, główny archeolog odpowiedzialny za geoglify z Nazca. W ostatnim czasie prace archeologom znakomicie ułatwiają drony. Jak mówi Isla, w ciągu kilku poprzednich lat w dolinach Nazca i Palpa odkryto 80–100 nowych geoglifów. Poprzedzają one kulturę Nazca, która rozwijała się w latach 200–700 po Chrystusie. Te geoglify są mniejsze, znajdują się na zboczach wzgórz i wyraźnie należą do wcześniejszej tradycji kulturowej.
      Archeolodzy mówią, że nowo odkryty kot został stworzony przez przedstawicieli późnej kultury Paracas (500 p.n.e. – 200 n.e.). Wiemy to dzięki porównaniu ikonografii. Na przykład na tekstyliach Paracas widzimy ptaki, koty i ludzi, którzy są przedstawieni w bardzo podobny sposób jak na geoglifach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwudziestosześcioletni Jesse Katayama z Osaki marzył, by zobaczyć Machu Picchu. Czternastego marca dotarł do Aguas Calientes (Machu Picchu Pueblo). Niestety, jego plany pokrzyżowała pandemia. Zabytki zostały zamknięte dla turystów, zawieszono międzynarodowe loty. Japończyk "utknął" w Peru na dobre. Po 7 miesiącach udało mu się jednak zrealizować plan: dzięki specjalnemu pozwoleniu zobaczył miasto Inków. Władze podjęły bowiem decyzję o otwarciu Machu Picchu dla jednego turysty.
      Nie mogąc wrócić do domu, Katayama wynajął w Aguas Calientes mały pokój. Prowadził treningi boksu dla dzieci, brał udział w zajęciach z jogi i uczył się do egzaminów. W wolnym czasie zwiedzał - wspiął się m.in. na górę Putucusi. Niestety, główny cel marcowej podróży pozostawał niezrealizowany.
      Codziennie rano szedłem pobiegać i z daleka widziałem Machu Picchu. Nie sądziłem, że tam dotrę, bo nie spodziewałem się, że atrakcja turystyczna zostanie otwarta w tym roku.
      Opłacało się jednak cierpliwie czekać przez 7 miesięcy, gdyż jak poinformował podczas e-konferencji prasowej peruwiański minister kultury, Alejandro Neyra, rząd udzielił Katayamie specjalnego pozwolenia na wejście.
      Przybył do Peru, marząc o odwiedzeniu parku [archeologicznego]. Zezwolono mu więc na zrealizowanie marzenia w towarzystwie dyrektora. Katayama udostępnił wspólne zdjęcie na Instagramie. Jestem pierwszym człowiekiem zwiedzającym Machu Picchu po lockdownie.
      Machu Picchu miało zostać ponownie otwarte dla turystów w lipcu, ale termin ten przełożono w najlepszym razie na listopad. W zwykłych okolicznościach, by zapobiec nadmiernemu zatłoczeniu stanowiska, liczbę turystów ogranicza się do ok. 2240 osób dziennie.
      Po zakończeniu misji Katayama powiedział CNN, że planuje opuścić Peru 16 października.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Głęboko w peruwiańskiej części Amazonii znaleziono cztery skamieniałe małpie zęby. Zdaniem naukowców z University of Southern California, dowodzą one, że więcej niż jedna grupa afrykańskich małp przekroczyła Atlantyk i osiedliła się w Ameryce Południowej.
      Skamieniałe zęby należą do nieznanego wcześniej gatunku z wymarłej afrykańskiej rodziny Parapithecidae. Wcześniej w tym samym miejscu odkryto dowody na to, że południowoamerykańskie małpy wyewoluowały z afrykańskich przodków.
      Naukowcy sądzą, że zwierzęta przebyły podróż pomiędzy kontynentami na tratwach z pływających roślin, które oderwały się od wybrzeża Afryki podczas sztormu. To unikatowe odkrycie, mówi główny autor badań, profesor Erik Seiffert. Pokazuje ono, że oprócz małp z Nowego Świata oraz grupy gryzoni z infrarzędu Caviomorpha, jest też trzecia linia ssaków, które w jakiś sposób odbyły niemożliwą podróż transatlantycką z Afryki do Ameryki Południowe.
      Odkrywcy nazwali zidentyfikowany przez siebie gatunek wymarłej małpy Ucayalipithecus perdita. To połączenie nazwy Ukajali, czyli nazwy regionu gdzie zęby znaleziono, z greckim określeniem małpy oraz łacińskim wyrazem oznaczającym „utracona”. Ucayalipithecus perdita była bardzo małym zwierzęciem, rozmiarów współczesnej marmozety.
      Opierając się na wieku stanowiska oraz na pokrewieństwie Ucayalipithecus perdita ze szczątkami z Egiptu, naukowcy oceniają, że zwierzęta przybyły do Ameryki Południowej przed około 34 milionami lat. Sądzimy, że grupa ta mogła przybyć do Ameryki Południowej na przełomie oligocenu i eocenu, gdy tworzyła się antarktyczna pokrywa lodowa i poziom oceanów się obniżył. Dzięki temu przebycie Atlantyku mogło być nieco łatwiejsze, stwierdza Seiffert.
      Skamieniałości znaleziono w Santa Rosa na brzegach rzeki Yurúa, w pobliżu granicy peruwiańsko-brazylijskiej. Bardzo trudno jest tutaj dotrzeć. Najpierw trzeba lecieć samolotem pasażerskim, później awionetką, w końcu czekało nas 40 minut podróży łodzią po rzece Yurúa. Santa Rosa to nieduże miejsce, ale jest niezwykle istotne z paleontologicznego punktu widzenia. To nie tylko miejsce, gdzie znajdujemy najstarsze szczątki naczelnych w Ameryce Południowej – o odkryciu których informowaliśmy na łamach Nature w 2015 roku – ale również stanowisko, na którym występują liczne pozostałości torbaczy, gryzoni i innych ssaków. Mamy olbrzymie oczekiwania co do tego stanowiska, stwierdził Marcelo Tejedor z Instituto Patagónico de Geología y Paleontología.
      Tejedor i Nelson Novo odkryli w 2015 roku dwa pierwsze niezidentyfikowane zęby Ucayalipithecus perdita. W 2016 poproszono Seifferta o pomoc w ich opisaniu. Amerykanin zauważył wówczas, że są one podobne do dwóch złamanych zębów z Egiptu, które badał wcześniej. Zorganizowano wówczas kolejną wyprawę i znaleziono dwa kolejne zęby. Potwierdziło to przypuszczenie Seifferta, że mamy do czynienia z małpą, której przodkowie pochodzili z Egiptu.
      Tym, co najbardziej mnie uderza w tej historii jest nieprawdopodobieństwo wydarzeń. Jesteśmy oto w miejscu, które znajduje się w środku pustkowia, znalezienie tutaj tak niewielkich artefaktów jest niezwykle małe, a my dokumentujemy niezwykłą podróż, jaką odbyły wczesne małpy. To coś niesamowitego, mówi naukowiec.
      Odkrycie zostało opisane na łamach Science.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przedstawiciele związanej z Ministerstwem Środowiska agendy Servicio Nacional Forestal y de Fauna Silvestre (SERFOR) zaapelowali do peruwiańskich rolników, by przestali zabijać nietoperze. Ostatnio uratowali 200 osobników, które ludzie chcieli spalić z obawy przed koronawirusem.
      Nietoperze nie są naszymi wrogami. Wręcz przeciwnie, 70% istniejących gatunków żywi się owadami, z których wiele to agroszkodniki czy wektory chorób, np. dengi - napisano w komunikacie SERFOR.
      Jessica Gálvez-Durand Besnard, dyrektorka ds. zrównoważonego zarządzania dziedzictwem przyrodniczym SERFOR, dodaje, że nietoperze spełniają ważne dla człowieka funkcje: są zapylaczami, roznoszą nasiona i kontrolują populacje szkodników. Jeśli chcecie je rozproszyć, skierujcie na nie po prostu źródło światła.
      Rolnicy z Culden z w regionie Cajamarca zaatakowali nietoperze ogniem, bo myśleli, że roznoszą koronawirusa. Ssaki zostały uratowane przez zespół SERFOR i wypuszczone w jaskini daleko od Culden.
      Obecna sytuacja skłania do refleksji nad tym, jak żyjemy. Skoro już udomowiliśmy zwierzęta, być może powinniśmy się zająć ulepszaniem metod hodowli do celów konsumpcyjnych. Po co zjadać przedstawicieli dzikiej fauny, co stwarza ryzyko rozprzestrzeniania pewnych wirusów? - podsumowuje Gálvez-Durand Besnard.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...