Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Specjaliści mają nadzieję, że przyszłość gibbońców hajnańskich (Nomascus hainanus), najrzadszych naczelnych świata, zaczyna się malować w jaśniejszych barwach. Udało się bowiem potwierdzić utworzenie nowej pary poza znanym zasięgiem gatunku.

Jak podkreślają naukowcy z Kadoorie Farm and Botanic Garden (KFBG), 5. grupa rodzinna utworzyła się poza ostatnim azylem tych zwierząt we fragmencie lasu o powierzchni 16 km2 na wyspie Hajnan. To największa liczba grup rodzinnych, odnotowana w ostatnich czasach. Publikacja na temat zdolności krytycznie zagrożonego gatunku do rozszerzenia zasięgu ukazała się w Oryx – The International Journal of Conservation. Współautorami są specjaliści z KFBG i Hainan Wildlife Conservation and Management Bureau.

To druga dobra wiadomość dla N. hainanus. W styczniu wyniki ostatniego spisu KFBG i Hainan Bawangling National Nature Reserve (Bawangling) pokazały, że populacja gibbońca zwiększyła się do ponad 30 osobników, z rekordowo niskiej liczebności poniżej 10 osobników w latach 70.

W latach 50. szacowano, że liczba gibbońców żyjących w lasach tropikalnych na Hajnanie przekraczała 2 tys. Niestety, utrata habitatu i kłusownictwo zebrały swoje krwawe żniwo. Do lat 70. gatunek znalazł się na skraju wyginięcia, z mniej niż 10 osobnikami występującymi w małym fragmencie lasu pierwotnego w Bawangling.

By ocalić N. hainanus, KFBG współpracuje z Bawangling. Po tym, jak badanie populacyjne w 2003 r. wykazało, że zaledwie 13 osobników tworzy dwie grupy rodzinne, opracowano długoterminowy plan ochrony i wdrożono szereg rozwiązań. Nasze kluczowe rozwiązania to finansowanie i szkolenie zespołów prowadzących monitoring, sponsorowanie naukowców badających gatunek, przeprowadzanie dorocznych spisów populacyjnych, sadzenie ulubionych rodzimych drzew z lokalnej szkółki, promowanie zrównoważonego rolnictwa i prowadzenie działań zwiększających świadomość miejscowej społeczności. Dzięki naszym wspólnym działaniom populacja gibbońca hajnańskiego stopniowo się odradza; w 2011 r. powstała 3., a w 2015 r. 4. grupa rodzinna - opowiada Philip Lo z KFBG, który odpowiada za projekt ochrony gatunku.

Nowo powstałą parę odkryto ok. 8 km na północ od oczekiwanego zasięgu. Miejscowi widzieli ją po raz pierwszy w październiku zeszłego roku. Obecność małp potwierdzili później naukowcy, którzy udokumentowali unikatowe zawołania, w tym duet między samicą a samcem.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wielkimi krokami zbliża się kolejny technologiczny przełom, jakim niewątpliwie jest sieć 5G. Jak działa nowy wymiar internetu mobilnego i gdzie już teraz można cieszyć się zasięgiem 5G? Dowiedz się więcej na temat innowacyjnych rozwiązań.
      Technologia 5G wkracza do Polski. Jak zwykle na początku najszybszy w dziejach internet mobilny dostępny będzie w dużych miastach, ale liczba lokalizacji objętych zasięgiem 5G wciąż rośnie. Wyjaśniamy różnice między 4G a 5G, a także podpowiadamy, gdzie szukać sieci nowej generacji.
      Czym jest 5G?
      Na początek warto wyjaśnić, czym właściwie jest sieć 5G i w jakim stopniu zmienia możliwości, które dotąd oferował internet mobilny. Skrót nazwy odnosi się do piątej generacji internetu mobilnego, który ma zastąpić powszechnie wykorzystywaną obecnie sieć 4G, nazywaną również LTE. Z racji faktu, że coraz więcej urządzeń korzysta z sieci (nie tylko elektronika, ale też samochody czy sprzęty RTV i AGD), jest ona coraz częściej przeciążona. Wprowadzenie 5G jest więc nie tylko znakiem kolejnego kroku w rozwoju technologii, ale również odpowiedzią na ogromne zapotrzebowanie użytkowników.
      Sieć 5G wyprzedza poprzednie generacje pod każdym względem. Prędkość transferu przyspiesza do niewiarygodnego poziomu do 20 GB/s pobierania i do 10 GB/s wysyłania i co bardzo ważne, praktycznie niweluje opóźnienia, które mają wynosić maksymalnie 4 ms. Co oznacza tak krótki czas między wysłaniem danych a ich odbiorem? Dla przykładu gracze online nie mają problemów ze wspólną rozgrywką, jeśli opóźnienie między ich komputerami wynosi 20 ms. Opóźnienie na poziomie 4 ms jest praktycznie niezauważalne dla człowieka, a więc umożliwia np. zdalne wykonywanie operacji. Sieć 5G otwiera zupełnie nowe możliwości dla wielu branż. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów dotyczących nowej generacji internetu mobilnego, zapoznaj się z artykułem poświęconym 5G.
      4G LTE a 5G – różnice
      Zacznijmy od samej technologii. Dotychczasowe generacje internetu mobilnego operowały na tych samych pasmach częstotliwości, czyli obecnie od 800 do 2600 MHz. Oznacza to, chociażby konieczność dzielenia przez operatorów tych pasm między starsze technologie 3G, a nawet 2G. To z kolei przekłada się na obciążenie sieci i jej wydajność. Sieć 5G może działać na dotychczasowych pasmach, ale planowane jest też udostępnienie piątej generacji internetu nowych częstotliwości. Ten zabieg nie tylko zwiększy przepustowość, ale też znacząco wpłynie na zasięg 5G na całym świecie.
      Kolejną zmianą względem LTE jest sposób działania. Dotychczasowe generacje internetu mobilnego krążyły nieustannie w przestrzeni, czekając w gotowości na potrzeby użytkowników. Działanie sieci 5G przypomina bardziej mierzenie do celu. Wiązki sygnału kształtują się dokładnie tam, gdzie znajdują się urządzenia odbiorcze, czyli np. smartfon czy komputer. Efektem jest znacznie stabilniejsze połączenie. Przejdźmy teraz do liczb. Jak wygląda zestawienie możliwości sieci 4G z 5G?
      •    5G oferuje aż dziesięciokrotnie szybszy transfer danych.
      •    Opóźnienie w przesyłaniu danych w 5G jest dziesięciokrotnie krótsze niż w LTE.
      •    Wzrasta liczba obsługiwanych urządzeń – do miliona na metr kwadratowy.
      Gdzie szukać zasięgu 5G w Polsce?
      Pod względem zasięgu piąta generacja internetu mobilnego może być przełomowa i docierać niemal wszędzie. Wymaga to jednak odpowiedniej infrastruktury, która obecnie jest na etapie wdrażania. Prace posuwają się w szybkim tempie, jednak jak zwykle pierwszeństwo w wdrażaniu nowych technologii mają największe ośrodki w kraju, gdzie odnotowuje się najwyższy poziom zapotrzebowania na przepustowość danych internetowych. Za przykład obecności sieci 5G w Polsce w 2021 roku może posłużyć mapa zasięgu operatora Play.
      Obecnie największe szanse na skorzystanie z możliwości sieci 5G mają mieszkańcy województwa mazowieckiego. Oczywiście najbardziej rozbudowana infrastruktura dotyczy Warszawy, ale z szybszego łącza mogą korzystać również mieszkańcy takich miejscowości jak Legionowo, Grodzisk Mazowiecki czy Otwock. Ponadto stacje bazowe znajdują się również w okolicach Ostrowa Mazowieckiego i nieco dalej, obejmując Łuków czy Sokołów Podlaski. Coraz więcej możliwości korzystania z szybkiego internetu mają też mieszkańcy południowej części kraju, czyli Wrocławia, Krakowa, a także Mielca, Leżajska, Krosna czy turystycznych regionów – Zakopanego, Białki Tatrzańskiej oraz Nowego Targu.
      W centralnej części Polski, póki co warunki dla 5G znajdziemy w Toruniu, za to dużo więcej ośrodków spotkać można na Wybrzeżu. Zasięgiem 5G objęte jest praktycznie całe Trójmiasto oraz Władysławowo. Nad morzem z szybkiego internetu skorzystamy również w Kołobrzegu i Ustce. We wschodniej części kraju najlepszy zasięg odnajdziemy w Augustowie, Giżycku oraz Mrągowie.
      Z czasem mapa będzie się regularnie zagęszczać. Prace nad modernizacją stacji bazowych i dostosowania ich do wymogów technologii 5G trwają. Warto dodać, że korzystanie z walorów oferowanych przez internet piątej generacji możliwe jest wyłącznie przy pomocy odpowiednich urządzeń. Dopiero od nieco ponad roku na rynku obecne są smartfony, które obsługują sieć 5G.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Związki ludzi i zwierząt są bardziej złożone i niespodziewane, niż nam się wydaje. Dowodem najnowsze odkrycie z Kolumbii Brytyjskiej, gdzie rdzenni mieszkańcy od tysięcy lat dzielą gęsto zalesione wybrzeża z niedźwiedziami. Badania DNA wykazały, że na obszarach tych żyją trzy zróżnicowane genetycznie populacje niedźwiedzi, a terytoria ich występowania bardzo blisko pokrywają się z występowaniem... grup języków, którymi posługują się Indianie.
      To zaskakujące odkrycie pokazuje, że istnieje związek pomiędzy zróżnicowaniem kulturowym i biologicznym na tym obszarze.
      Autorzy badań przyglądali się zróżnicowaniu genetycznemu niedźwiedzi grizli. Zwierzęta zaczęły ostatnio kolonizować przybrzeżne wyspy, a uczeni chcieli dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje. Szczęśliwie się złożyło, że w 2011 roku pięć plemion zamieszkujących te tereny – Nuxalk, Haíɫzaqv, Kitasoo/Xai’xais, Gitga’at i Wuikinuxv – powołało grupę badawczą zajmującą się niedźwiedziami. Uczeni, chcąc sprawdzić, która populacja kolonizuje wyspy, mogli skorzystać z niedźwiedziego futra zbieranego od dekady przez grupę.
      Naukowcy samodzielnie zbierali też niedźwiedzie futro w odległych regionach Kolumbii Brytyjskiej. Zakładali zapachowe pułapki, otoczone specjalnie przystosowanym drutem kolczastym, na którym – bez czynienia krzywdy zwierzętom – pozostawało futro niedźwiedzi zwabionych przez zapach. W ten sposób na obszarze obejmującym 23 500 km2 zebrano próbki futra 147 osobników.
      Analizy DNA wykazały, że na badanym terenie żyją trzy zróżnicowane genetycznie populacje niedźwiedzi. Uczeni nie byli jednak w stanie zauważyć żadnych fizycznych barier oddzielających te populacje. Zasięgi ich występowania nie pokrywały się ani z siecią rzek, ani nie miały związków z tym, czy dany teren był mniej lub bardziej dostępny, czy był mniej lub bardziej pokrywany śniegiem. Naukowcy doszli do wniosku, że wyraźnie oddzielne grupy istnieją nie dlatego, że niedźwiedzie nie mogą swobodnie się przemieszczać, ale dlatego, że nie mają takiej potrzeby. Region jest tak bogaty w zasoby, że wszystko znajdują na miejscu.
      Okazało się jednak, że zasięgi występowania tych populacji w zaskakująco dużym stopniu pokrywają się z zasięgami rodzin językowych Indian mieszkających na tych terenach. Gdy spojrzeliśmy na mapy językowe, zauważyliśmy uderzające podobieństwo, mówi Lauren Henson z Raincoast Conservation Foundation. Gdy uczeni bliżej przyjrzeli się temu zjawisku zauważyli, że niedźwiedzie mieszkające na terenie występowania tej samej rodziny językowej są bardziej podobne genetycznie do siebie nawzajem, niż do niedźwiedzi mieszkających na terenach innej rodziny językowej.
      Jedna z autorek badań, Jenn Walkus z plemienia Wuikinuxv mówi, że odkrycie to nie jest dla niej zaskakujące. Jako dziecko wychowane w odległej wiosce od dawna wie, że ludzie i niedźwiedzie mają bardzo podobne potrzeby, jeśli chodzi o przestrzeń, żywność i podobne zasoby. Jest więc logiczne, że oba gatunki – Homo sapiens sapiens i Ursus arctos horribilis – osiedlają się na tych samych terenach, np. na brzegach strumieni bogatych w łososie. To zaś oznacza, że powinniśmy odpowiednio zarządzać zasobami przyrodniczymi, tak by wystarczyło ich zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. Na przykład plemię Wuikinuxv pracuje obecnie nad planem zmniejszenia połowów łososi na własne potrzeby, by więcej ryb było dostępnych dla niedźwiedzi.
      Lauren Eckert z University of Victoria, która nie była zaangażowana w badania, zauważa, że ich wyniki wskazują, iż te same zasoby, które kształtują obecność niedźwiedzi w tym regionie, ukształtowały też obecność ludzi. To dodatkowo wspiera ideę mówiącą, że w zarządzeniu środowiskiem naturalnym kluczowe są działania na poziomie lokalnym i wiedza lokalnej społeczności.
      Wyniki badań, w których brali m.in. udział naukowcy z Uniwersytetu Wiktorii w Toronto, Kolumbii Brytyjskiej, uniwersytetów w Ljubljanie i Princeton, zostały opublikowane w piśmie Ecology and Society.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Płetwale błękitne to największe zwierzęta na Ziemi, ale jednocześnie jedne z najtrudniejszych do zauważenia. Są też niezwykle rzadkie. Szacuje się, że okres polowań na wieloryby przetrwało mniej niż 0,15% populacji płetwali błękitnych. Tym bardziej cieszy fakt, że prawdopodobnie na Oceanie Indyjskim żyje duża nieznana dotychczas grupa karłowatych płetwali błękitnych.
      Płetwale błękitne dzielą się na trzy podgatunki. Dwa z nich osiągają długość 28–30 metrów. Natomiast płetwal błękitny karłowaty dorasta do 24 metrów długości. Naukowcy z australijskiego Uniwersytetu Nowej Południowej Walii (UNSW) najprawdopodobniej zidentyfikowali nieznaną dotychczas populację. A dokonali tego dzięki... systemowi do wykrywania prób jądrowych.
      Organizacja CTBTO (Comprehensive Nuclear-Test-Ban Treaty Organization), która dba o przestrzeganie międzynarodowego zakazu prób z bronią jądrową, używa od 2002 roku sieci zaawandowanych hydrofonów, które mają wykrywać dźwięki potencjalnych prób jądrowych. Nagrania z hydrofonów, które wyłapują wiele innych dźwięków, są dostępne dla naukowców i wykorzystywane w badaniach środowiska morskiego.
      Naukowcy z UNSW, którzy analizowali takie nagrania, zauważyli silny nietypowy sygnał pochodzący od wieloryba. Gdy bliżej mu się przyjrzeli okazało się, że sygnał ten to odgłos grupy płetwali błękitnych karłowatych, ale nie należy on do żaden z grup, które wcześniej zaobserwowano na tym obszarze. Na samym środku Oceanu Indyjskiego znaleźliśmy nieznaną dotychczas populację płetwali błękitnych karłowatych. Nie wiemy, ile zwierząt jest w tej grupie, ale musi ich być bardzo dużo, biorąc pod uwagę liczbę zarejestrowanych odgłosów, mówi profesor Tracey Rogers.
      Płetwale błękitne na półkuli południowej jest bardzo trudno badań. Żyją one z daleka od wybrzeży i nie wyskakują na powierzchnię, nie robią takich spektakularnych pokazów jak humbaki. Bez tych nagrań nie mielibyśmy pojęcia o tej populacji, dodaje profesor Rogers.
      Bioakustyk, doktor Emmanuelle Leroy, która pierwsza zauważyła sygnał od płetwali, mówi, że najpierw spostrzegła horyzontalne linie na spektrogramie. Linie te na konkretnych częstotliwościach pokazują, że mamy do czynienia z silnym sygnałem, dużą emisją energii, stwierdza. Uczona, chcąc sprawdzić, czy to nie jakiś przypadkowy sygnał, przejrzała wraz z zespołem całość danych zebranych przez CTBTO w ciągu 18 lat. Okazało się, że sygnał się powtarza.
      Każdego roku rejestrowane były tysiące takich sygnałów. Tworzą one główny element krajobrazu dźwiękowego oceanu. Nie mogły pochodzić od pary waleni, musiały pochodzić od całej populacji, cieszy się uczona.
      Specjaliści oceniają, że odgłosy wydawane przez płetwale błękitne mogą rozchodzić się w wodzie na odległość 200–500 kilometrów. Mają one odmienną strukturę niż śpiew innych waleni. Humbaki są jak wykonawcy jazzu. Cały czas zmieniają swój śpiew. Płetwale błękitne to tradycjonaliści. Wydają proste ustrukturyzowane dźwięki, wyjaśnia profesor Rogers. Jednak mimo tej prostoty, dźwięki różnią się miedzy sobą. Różne populacje płetwali błękitnych karłowatych zamieszkujących Ocean Indyjski wydają różne odgłosy.
      Wciąż nie wiemy, czy rodzą się z takimi różnicami czy się ich uczą, mówi Rogers. To fascynujące, że na Oceanie Indyjskim mamy populacje, które cały czas wchodzą w kontakt pomiędzy sobą, a wciąż zachowują różnice w wydawanych odgłosach. Ich śpiew jest jak odcisk palca, który pozwala nam śledzić te populacje, gdy przemierzają tysiące kilometrów, dodaje uczona.
      Nowa populacja zyskała nazwę „Chagos” od archipelagu, w pobliżu którego po raz pierwszy zarejestrowano jej odgłosy. Analiza danych wykazała, że przemieszcza się ona od wybrzeży Sri Lanki po północne wybrzeża Australii Zachodniej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na świecie żyje około 50 miliardów ptaków, wynika z badań przeprowadzonych przez uczonych z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney. Naukowcy oszacowali też liczebność 9700 gatunków ptaków. W swojej pracy opierali się na obserwacjach dokonywanych przez miłośników ptaków oraz na specjalnych algorytmach.
      Odkryli, że liczebność wielu znanych australijskich gatunków liczona jest w milionach. Na przykład lorysy niebieskobrzuchej jest 19 milionów, kakadu żółotoczubej 10 milionów a kukubary chichotliwej 3,4 miliona. Są jednak takie gatunki jak przepiórnik czarnopierśny, którego pozostało około 100 osobników.
      Ludzie wkładają wiele wysiłku, by policzyć samych siebie. My przeprowadziliśmy pierwsze tak szeroko zakrojone liczenie innych gatunków, mówi profesor Will Cornwell, jeden z głównych autorów badań.
      Podczas pracy naukowcy skorzystali z bazy eBird, zawierającej niemal miliard wpisów na temat zaobserwowanych ptaków. Tam, gdzie było to możliwe, użyli też danych ze szczegółowych badań terenowych. Opracowali również specjalny algorytm pozwalający na szacowanie globalnej liczebności każdego z gatunków.
      Wzięto przy tym pod uwagę możliwość zauważenia danego gatunku, co zależy od wielkości ptaka, koloru, tego czy lata w stadach i czy żyje blisko miast. Chociaż skupiliśmy się na ptakach, nasza metoda może posłużyć też do obliczania liczebności innych zwierząt, mówi główny autor badań, doktor Corey Callaghan. Oszacowanie liczebności gatunków to kluczowy element wysiłków na ich zachowania. Dzięki temu wiemy, które gatunki mogą być narażone i możemy śledzić zmiany liczebności w czasie, zatem lepiej rozumieć pewne podstawy.
      Naukowcy mówią, że udało im się oszacować liczebność 92% gatunków ptaków występujących na Ziemi. Jedynie cztery z nich należą do „klubu miliarderów”. To gatunki, których liczebność wynosi co najmniej miliard osobników. Są to wróbel zwyczajny (1,6 miliarda), szpak zwyczajny (1,3 miliarda), mewa delawarska (1,2 miliarda) oraz dymówka (1,1 miliarda).
      Zaskoczyło nas, że jedynie kilka gatunków tak bardzo dominuje na świecie, stwierdza Callaghan i zastanawia się, jakie są ewolucyjne podstawy sukcesu tych właśnie gatunków.
      Podczas, gdy jedne gatunki świetnie sobie radzą, przyszłość innych rysuje się w czarnych barwach. W przypadku około 12% badanych gatunków liczebność każdego z nich nie przekracza 5000 osobników. To m.in. krytycznie zagrożona rybitwa chińska, zagrożony gąszczak krzykliwy czy również zagrożony wodnik molucki. Gdy powtórzymy nasze badania za 5–10 lat, będziemy w stanie powiedzieć, jak sobie radzą te gatunki. Jeśli ich populacja się skurczy, to będzie prawdziwy dzwonek alarmowy dla ekosystemu, stwierdza profesor Cornwell.
      Przeprowadzenie takich badań nie byłoby możliwe jeszcze 10 lat temu. Dopiero powstanie tak wielkiej bazy danych jak eBird, prowadzonej przez Cornell Lab of Ornithology, do której informacje prowadziło ponad 600 000 osób, spowodowało, że można szacować liczbę ptaków w skali globalnej.
      Amatorskie obserwowanie ptaków stało się powszechną formą spędzania czasu w XVIII wieku i od tamtej pory nie traci na popularności. Profesor Cornwell mówi, że każdy może założyć konto na eBird i zapisywać tam swoje informacje. Nie trzeba być przy tym ekspertem. Wystarczy na początek nauczyć się rozpoznawać kilka gatunków ptaków, występujących w miejscu, w którym mieszkamy. Możemy poinformować o ptaku, którego zauważyliśmy przez okno, gdy piliśmy poranną kawę, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...