Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

W ciągu 20 lat wyginą setki gatunków. Wymieranie postępuje szybciej niż sądzono

Recommended Posts

Naukowcy nie od dzisiaj alarmują, że na Ziemi rozpoczyna się lub wkrótce rozpocznie kolejne masowe wymieranie gatunków. W 2015 roku Paul Ehrlich był współautorem badań mówiących o trwającym właśnie wymieraniu (Trwa szóste wymieranie. Zagrożonych jest milion gatunków). Teraz Ehrlich wraz ze współpracownikami przygotował aktualizację swoich badań. Wynika z nich, że wymieranie postępuje szybciej, niż wcześniej sądzono.

Jak dowiadujemy się z artykułu opublikowanego na łamach PNAS, ludzie doprowadzili do wyginięcia setek gatunków, a jeszcze więcej czeka zagłada w najbliższym czasie (Starożytne baobaby wymierają). Ehrlich i jego zespół wyliczają, że tylko w XX wieku wymarły co najmniej 543 gatunki kręgowców. Uczeni przewidują, że drugie tyle może wyginąć w ciągu najbliższych 2 dekad.

Presja środowiskowa ze strony ludzi, szybko rosnąca populacja, niszczenie habitatów, handel dzikimi gatunkami, zanieczyszczenia i zmiany klimatyczne napędzają ginięcie gatunków. Presja jest tak wielka, że, jak wcześniej informowaliśmy, ludzkość zaburzyła nawet sam proces masowego wymierania, a proces wymierania ssaków jest znacznie szybszy od tempa ewolucji, która będzie potrzebowała milionów lat, by nadrobić straty z kilkudziesięciu lat.

Ziemia powoli traci możliwość podtrzymania ludzkości. Jako, że tracimy różne gatunki, tracimy też usługi, które świadczą ekosystemowi. Z tego też powodu ekosystem ma coraz większe problemy ze stabilizowaniem klimatu, dostarczaniem czystej wody pitnej, zapylaniem roślin czy chronieniem ludzi przed katastrofami i epidemiami.

Naukowcy, chcąc lepiej zrozumieć ten kryzys, przyjrzeli się liczebności i rozkładowi krytycznie zagrożonych gatunków. Odkryli, że 515 lądowych kręgowców znajduje się na krawędzi zagłady, co oznacza, że pozostało mniej niż 1000 osobników każdego z gatunku. W przypadku połowy z tych gatunków żyje mniej niż 250 osobników. Większość takich zagrożonych gatunków zamieszkuje tropiki i okolice subtropikalne. Tam zagłada następuje najszybciej, gdyż ludzie niszczą kolejne habitaty i zabierają zwierzętom kolejne tereny.

Znikają też poszczególne populacje wspomnianych gatunków. Ehrlich i jego grupa odkryli, że od roku 1900 ludzie wytępili 237 000 populacji tych 515 gatunków. Niszczenie poszczególnych populacji powoduje, że nie świadczą one swoich usług i dochodzi do reakcji łańcuchowej. Na przykład w XVIII wieku ludzie masowo polowali na wydry morskie. Spadek ich liczebności spowodował nadmierny rozrost populacji jeżowców. Jeżowce pożarły tak duże połacie listownicowców (to duże glony z klasy brunatnic), że doprowadziło to do całkowitej zagłady syren morskich i tak już przetrzebionych przez człowieka.

To, co zrobimy w ciągu następnych 20 lat zdecyduje o losie milionów gatunków, mówi jeden z głównych autorów badań, Gerardo Ceballos z Narodowego Autonomicznego Uniwersytetu Meksyku. Mamy ostatnią szansę, by upewnić się, że wiele gatunków, które dostarczają nam niezbędnych usług, nie zostanie wytrzebionych. Wyginięcie już teraz narażonych gatunków może mieć negatywny wpływ na inne gatunku. Aż 84% gatunków zagrożonych, czyli takich gdzie pozostało mniej niż 5000 osobników, żyje na tych samych terenach, na których znajdują się wspomniane gatunki skrajnie zagrożone o liczebności poniżej 1000 osobników. To idealne warunki do pojawienia się reakcji łancuchowej, w której wyginięcie jednego gatunku zdestabilizuje cały ekosystem, zwiększając ryzyko dla innych gatunków.

Wymieranie napędza wymieranie, mówią autorzy najnowszych badań i twierdzą, że z tego właśnie powodu gatunki o liczebności poniżej 5000 osobników również powinny zostać uznane za skrajnie zagrożone.

Jednym z działań, które można i należy natychmiast jest wprowadzenie ogólnoświatowego zakazu handlu dzikimi gatunkami. Obecnie dzikie zwierzęta są wyłapywane i zabijane dla mięsa, do celów handlowych, czy na potrzeby medycyny. Tymczasem, jak pokazuje chociażby epidemia COVID-19, działania takie są ryzykowne dla ludzkiego zdrowia. Ponadto, jak wiemy z innych badań, dzikie zwierzęta mogą zarażać ludzi i zwierzęta domowe setkami nowych nieznanych chorób.

Od nas zależy, jaki świat zostawimy przyszłym pokoleniom. Czy będzie to świat zrównoważony, czy też świat zdewastowany, w którym ludzka cywilizacja będzie chyliła się ku upadkowi, zamiast budować na swoich poprzednich osiągnięciach, mówi współautor badań, profesor Peter Raven z Missouri Botanical Garden.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Norwegowie i Szwedzi doprowadzili do całkowitej zagłady żyjącej na wolności rodzimej populacji wilka. Wilki, żyjące obecnie w obu krajach, to populacja fińska. I jej grozi zagłada w wyniku chowu wsobnego. Ostatni w Norwegii wolny wilk zginął około roku 1970.
      Pierwotna norwesko-szwedzka populacja wilków prawdopodobnie nie pozostawiła po sobie żadnego śladu w genomie współczesnych wilków żyjących w Norwegii i Szwecji, mówi Hans Stenøien, dyrektor Muzeum Uniwersyteckiego Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii (NTNU). Jeszcze do niedawna mogliśmy się łudzić, że około 400 wilków żyjących na pograniczu szwedzko-norweskim to pozostałość lokalnej populacji, która jakimś cudem uszła z życiem przed myśliwymi. Jednak najnowsze badania genetyczne rozwiały wszelkie wątpliwości.
      Wilki zamieszkujące Norwegię i Szwecję najprawdopodobniej pochodzą od wilków, które emigrowały tutaj z Finlandii, mówi profesor Stenøien. Przeprowadziliśmy największe na świecie badania genetyczne wilków, dodaje. Uczony nie wyklucza, że w ogrodach zoologicznych poza Norwegią można znaleźć oryginalne norwesko-szwedzkie wilki.Jednak nie mają one już nic wspólnego z tymi, które żyją na terenie obu krajów. Wilk pojawił się w Norwegii około 12 000 lat temu. Ludzie wytępili lokalną populację około 1970 roku.
      Co interesujące, obecna populacja norwesko-szwedzka różni się od fińskiej. Jednak nie na tyle, by mówić tutaj o osobnych populacjach. Nie znaleźliśmy żadnej wskazówki na istnienie jakiejś specjalnej unikatowej cechy adaptacyjnej u tych wilków, mówią badacze. Przyczyna różnicy jest bardzo prozaiczna. Jest nią chów wsobny. Populacja żyjąca w Norwegii i Szwecji jest bardzo mała, z ograniczonym dopływem genów z zewnątrz. To najprawdopodobniej oznacza, że pochodzi ona od bardzo małej liczby zwierząt, które przybyły z Finlandii. Małe zróżnicowanie genetyczne oznacza zaś, że wszelkie wady łatwiej rozpowszechniaj się w takiej populacji. Brak różnorodności powoduje, że wilki te są bardziej podane na różne choroby i dziedziczenie wad genetycznych, dodaje Stenøien.
      Projekt badań nad norweskimi wilkami rozpoczął się przed pięcioma laty na zamówienie Stortingu, norweskiego parlamentu. Jest on prowadzony przez NTNU we współpracy z Uniwersytetem w Kopenhadze. Badacze mieli do dyspozycji materiał genetyczny od ponad 1800 wilków z całego świata, przede wszystkim z Europy. Około 500 próbek nie było wystarczająco dobrej jakości. Badania oparto więc na około 1300 próbkach. Naukowcy porównywali całe genomy zwierząt.
      Dodatkowym spostrzeżeniem, obok wytępienia przez ludzi oryginalnej populacji norwesko-szwedzkiej, jest stwierdzenie, że obecnie zamieszkująca tam zwierzęta mogą stanowić najczystszą pod względem genetycznym populację wilka na świecie. Uczeni przeanalizowali bowiem próbki pobrane od 56 ras psów, by zbadać, jak wiele psiej domieszki jest w norwesko-szwedzkim wilku. Wilki w naszym kraju są wśród posiadających najmniejszą domieszkę psich genów. A może nawet są najczystszą na świecie wilczą populacją, dodaje Stenøien.
      Kwestia wilków wywołuje w Norwegii wiele emocji. Wszyscy pamiętają bowiem ciągnące się przez wiele dekad kłótnie, gdy pojawiła się plotka, jakoby wilki z ogrodów zoologicznych zostały wypuszczone na wolność. Dlatego Stenøien, pytany o możliwość wzbogacenia puli genetycznej obecnej populacji norwesko-szwedzkiej wilkami oryginalnej populacji mieszkającymi obecnie w ogrodach zoologicznych, w ogóle nie chce o tym rozmawiać. Mówi jedynie, że takie wzbogacenie byłoby możliwe, jednak wymagałoby to dużych zasobów, wiele pracy i byłoby kosztowne. Jednak trudno wyobrazić sobie awantury, jakie przetoczyłyby się przez Norwegię, gdyby z ogrodów zoologicznych rzeczywiście przywieziono wilki i wypuszczono je na wolność.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy przed 66 milionami lat asteroida zakończyła rządy dinozaurów na Ziemi i zabiła 3/4 gatunków zamieszkujących naszą planetę, wcześni przodkowie naczelnych i torbaczy byli jedynymi nadrzewnymi zwierzętami, które przeżyły zagładę, donoszą autorzy najnowszych badań. Jak przeżyły, skoro to gatunki nadrzewne były najbardziej narażone z powodu globalnej deforestacji wskutek masowych pożarów lasów spowodowanych upadkiem asteroidy?
      W artykule Ecological Selectivity and the Evolution of Mammalian Substrate Preference Across the K-Pg Boundary opublikowanym na łamach Ecology and Evolution, naukowcy z Uniwersytetów Cornell, Yale, Cambridge i City University of New York, wysuwają hipotezę, że nasi przodkowie prowadzili na tyle elastyczny tryb życie, że byli w stanie zejść z drzew, by uchronić się przed wyginięciem. Mogli nie tylko je opuścić, ale i żyć bez nich. Autorzy badań opisali, jak uderzenie meteorytu, które wyznaczyło granicę pomiędzy kredą a trzeciorzędem (granica K-T), wpłynęło na ewolucję ssaków.
      Jednym z możliwych wyjaśnień, w jaki sposób przodkowie naczelnych – mimo że prowadzili nadrzewny tryb życia – przetrwali przez granicę K-T zakłada pewien stopień ich elastyczności, mówi główny autor artykułu, doktorant Jonathan Hughes.
      Pierwsze ssaki pojawiły się około 300 milionów lat temu, a do ich znacznego zróżnicowania ewolucyjnego mogło dojść wraz z rozprzestrzenieniem się roślin kwitnących na 20 milionów lat przed granicą K-T. Gdy asteroida spadła na Ziemię, wyginęło wiele gatunków ssaków. Jednocześnie zaś gatunki, które przeżyły, zróżnicowały się, zajmując nisze ekologiczne uwolnione od dinozaurów i innych gatunków, wyjaśnia Hughes.
      Autorzy badań opublikowali drzewo filogenetyczne ssaków. Pogrupowali przy tym wszystkie żyjące gatunki ssaków na trzy kategorie – nadrzewne, częściowo żyjące na drzewach i nie żyjące na drzewach. Stworzyli też model komputerowy, który rekonstruował ewolucyjną historię ssaków. Model był niezwykle pomocny, gdyż mamy niewiele skamieniałości ssaków z czasów około granicy K-T i trudno jest na ich podstawie wnioskować o preferowanym habitacie gatunków. Dodatkowo naukowcy porównali te skamieniałości z żyjącymi gatunkami ssaków.
      Model komputerowy wykazał, że granicę K-T przetrwały głównie ssaki, które nie żyły na drzewach. Wyjątkami byli przodkowie torbaczy i naczelnych. Bez względu na to, jakie dane załadowano do modelu, za każdym razem model obliczeniowy wykazał, że przed granicą K-T przodkowie naczelnych prowadzili nadrzewny tryb życia. W przypadku torbaczy połowa symulacji wykazała, że ich przodkowie żyli na drzewach.
      Naukowcy sprawdzali też, jak ssaki jako grupa mogły zmieniać się w czasie. Modele wykazały, że czasach bezpośrednio przed i bezpośrednio po granicy K-T dochodzi do znacznej zmiany u ssaków jako grupy. Widoczna jest gwałtowna zmiana. Ssaki jako cała grupa przestają prowadzić nadrzewny tryb życia. Więc to nie jest tak, że nasze modele widziały tylko gatunki nie żyjące na drzewach. Nagle doszło do gwałtownej zmiany. Ssaki porzuciły drzewa, mówi Hughes.
      Widać zatem, że po granicy K-T gwałtownie wzrósł udział ssaków nie korzystających z drzew. Te, które nie były się w stanie bez nich obyć, wyginęły. Przodkowie naczelnych i torbaczy opuścili drzewa, co znacząco wpłynęło na ich ewolucję.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od 1993 roku działania naukowców i ekologów zapobiegły wymarciu co najmniej 28 gatunków ssaków i ptaków, uważają uczeni z Newcastle University i BirdLife International. Wyniki badań międzynarodowego zespołu naukowego zostały opublikowane w piśmie Conservation Letters. Ich autorzy oceniali, ile gatunków ssaków i ptaków by wyginęło, gdyby nie podjęto działań ochronnych.
      Gatunkami, które zostały w ten sposób uratowane są m.in. portorykańska endemiczna papuga amazonka niebieskoskrzydła, koń Przewalskiego, żyjący w Brazylii ptak mrówiaczek ciemnoskrzydły, ryś iberyjski czy zamieszkujący Nową Zelandię ptak szczudłak czarny. Fakt, że gatunki te wciąż istnieją, zawdzięczamy intensywnym działaniom mającym na celu ich ochronę. Jednak los tych gatunków jest wciąż niepewny. Większość z nich jest krytycznie zagrożonych. Szacuje się na przykład, że żyje mniej niż 30 osobników mrówiaczka ciemoskrzydłego, dla którego głównym zagrożeniem jest wycinka lasów deszczowych.
      Badania wykazały, że gdyby nie działania na rzecz ochrony, to od roku 1993 wyginęłoby od 21 do 32 gatunków ptaków i od 7 do 16 gatunków ssaków. Naukowcy określili też, jakie działania przyniosły największy skutek. Okazuje się, że w przypadku 21 gatunków ptaków ważne było zwalczanie gatunków inwazyjnych, w przypadku 20 gatunków istotną rolę odegrała hodowla w niewoli, a w przypadku 19 – ochrona habitatów. Jeśli zaś chodzi o ssaki to 14 gatunków przetrwało dzięki wprowadzeniu odpowiednich przepisów, a 9 dzięki reintrodukcji i hodowli w niewoli.
      Zespół naukowy, na którego czele stali doktor Rike Bolem i profesor Phil McGowen z Newcastle University oraz doktor Suart Butchard z BirdLife International posłużył się danymi przekazanymi przez 137 ekspertów zajmujących się populacjami dzikich zwierząt, zagrożeniami i trendami w tych populacjach. Na podstawie dostarczonych danych oszacowano prawdopodobieństwo, z jakim bez działań ochronnych dany gatunek by wyginął.
      Jednym z takich ocalonych gatunków jest amazonka niebieskoskrzydła z Portoryko. Liczebność tego niegdyś powszechnie występującego gatunku spadła w 1975 roku do 13 osobników żyjących na wolności. Od 2006 roku podejmowane są wysiłki w celu reintrodukcji gatunku w Rio Abajo State Park. W 2017 roku huragany zabiły całą oryginalną populację, pozostawiając przy życiu tylko populację reintrodukowaną. Bez reintrodukcji amazonka niebieskoskrzydła wyginęłaby na wolności.
      Inna jest historia konia Przewalskiego. Gatunek ten wyginął na wolności w latach 60. ubiegłego wieku. W latach 90. podjęto wysiłki na rzecz reintrodukcji, a w 1996 roku urodził się pierwszy koń Przewalskiego na wolności. Obecnie dzika populacja tego gatunku liczy ponad 760 osobników.
      Nie zawsze jednak informacje są tak optymistyczne. Bardzo szybko spada populacja krytycznie zagrożonego morświna kalifornijskiego, a ekologom i naukowcom udało się jedynie spowolnić ten spadek. Bez wzmożenia wysiłków oraz woli politycznej decydentów gatunek może wkrótce wyginąć.
      To niezwykle pocieszające, że niektóre badane przez nas gatunki odradzają się. To pokazuje, że wysiłki na rzecz ratowania bioróżnorodności przynoszą efekt. Widzimy, że możliwe jest zapobieżenie wymieraniu gatunków, mówi Bolam. Profesor McGowan przypomina jednak, że w tym samym czasie wyginęło lub prawdopodobnie wyginęło aż 15 gatunków ptaków i ssaków.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Trajektoria asteroidy, która przed 66 milionami lat spadła na Ziemię i doprowadziła do zagłady dinozaurów, była dokładnie taka, jaka powinna być, by spowodować jak najwięcej zniszczeń. Nowa analiza krateru Chicxulub połączona z licznymi symulacjami komputerowymi wykazała, że prędkość i kąt uderzenia asteroidy znajdowały się w najbardziej śmiercionośnym dla Ziemi zakresie.
      Gdy asteroida uderzyła w Ziemię, wybiła olbrzymi kater, do której następnie zapadła się część materiału przemieszczona podczas uderzenia. Uderzenie skruszyło i ugięło skorupę ziemską, która następnie wyprostowała się, tworząc równinę w centrum krateru.
      Równina ta jest nachylona w kierunku, z którego nadeszło uderzenie, a kąt jej nachylenia jest zależny od kąta uderzenia asteroidy. Stąd też, na podstawie danych o budowie krateru, osadach, jego części centralnej i otaczających go wyniesieniach można wyciągnąć wiele wniosków na temat asteroidy, jej prędkości i kąta, pod jakim spadła na Ziemię.
      Naukowcy z Imperial College London przeprowadzili setki symulacji komputerowych, by sprawdzić, jak powinien wyglądać krater po uderzeniu asteroidy nadlatującej z różną prędkością i pod różnym kątem. Znaleźli w końcu taką konfigurację, która najlepiej odpowiada rzeczywistemu wyglądowi krateru Chicxulub.
      Okazało się, że asteroida, która przyniosła zagładę dinozaurom, poruszała się w tempie około 20 km/s i uderzyła w Ziemię pod kątem około 60 stopni. Większość zniszczeń zostało spowodowane przez odparowanie skał, z których materiał trafił do atmosfery, zablokował promienie słoneczne i na planecie zapanowała atomowa zima.
      Jak mówi Gareth Collins z ICL, symulacje wykazały, że kąt 60 stopni jest idealny, by wyrzucić w powietrze jak najwięcej materiału. Jeśli asteroida uderzyłaby pionowo z góry, zmiażdżyłaby więcej skał, jednak mniej materiału trafiłoby do atmosfery. Jeśli zaś uderzyłaby pod mniejszym kątem niż 60 stopni, to nie odparowałaby tak wielkiej ilości skał.
      To było uderzenie idealne, dodaje Collins. To był bardzo zły dzień dla dinozaurów. Im zaś więcej szczególnych warunków musiało być spełnionych, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że do takiego zdarzenia dojdzie ponownie, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Analizy genetyczne pokazały, że matamata, jeden z najdziwniej wyglądających żółwi świata, to nie 1, ale 2 gatunki. Jeden zamieszkuje dorzecza Orinoko i Río Negro, a drugi dorzecze Amazonki.
      Jak podkreślają członkowie zespołu dr. Uwe Fritza z Senckenberg Naturhistorische Sammlungen Dresden, dotąd uważano, że rodzaj Chelus obejmuje tylko jeden gatunek.
      Istnieje dobre uzasadnienie dziwnego wyglądu matamata. Ukryty w mule pod wodą żółw przypomina porośnięty glonami kamień. Kiedy ofiara się zbliży, myśliwy połyka ją w całości. Choć żółwie te są szeroko znane ze względu na nietypowy wygląd i zwyczaje żywieniowe, zaskakująco mało wiadomo o ich zróżnicowaniu i genetyce. Do tej pory zakładaliśmy, że istnieje tylko jeden gatunek o dużym zasięgu na terenie Ameryki Południowej.
      Takie gatunki o dużym zasięgu, które często uznaje się za niezagrożone, mogą jednak przynosić sporo niespodzianek; na podstawie analiz genetycznych zostają bowiem podzielone na 2, a nawet więcej gatunków. Kilka badań pokazywało, że w porównaniu do żółwi z basenu Amazonki, matamata z Orinoko wyglądają inaczej. Bazując na tym, postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej ich genetyce.
      Niemcy wykazali, że istnieją dwa zróżnicowane genetycznie i morfologicznie (z wyglądu) gatunki matamata. Nowo opisany gatunek Chelus orinocensis zamieszkuje dorzecza Orinoko, Río Negro oraz Essequibo, a Chelus fimbriata występuje w dorzeczu Amazonki i Mahury. W każdym z gatunków obserwuje się zróżnicowanie filogeograficzne (celem badań filogeograficznych jest spojrzenie na  zmienność genetyczną i na stosunki genealogiczne genów w kontekście czasu/historii i rozmieszczenia  geograficznego).
      Autorzy artykułu opublikowanego na łamach pisma Molecular Phylogenetics and Evolution podkreślają, że gatunki rozdzieliły się w późnym miocenie, ok. 13 mln lat temu.
      Opisanie nowego gatunku wymaga ponownej oceny statusu ochronnego matamata. Do tej pory, ze względu na duży zasięg, gatunek nie był uznawany za zagrożony. Nasze wyniki pokazują jednak, że przez podział na dwa gatunki wielkość populacji każdego z nich jest mniejsza, niż zakładano. Dodatkowo każdego roku tysiące tych dziwnie wyglądających zwierząt są nielegalnie sprzedawane i konfiskowane przez celników. Musimy chronić matamata, nim będzie za późno - mówi prof. Mario Vargas-Ramírez, który wcześniej pracował w Niemczech, a obecnie jest badaczem Narodowego Uniwersytetu Kolumbii w Bogocie.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...