Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Hiszpanie znaleźli miejsce spoczynku irlandzkiego bohatera wojny z Anglikami

Recommended Posts

Hiszpańscy archeolodzy znaleźli prawdopodobne miejsce spoczynku irlandzkiego bohatera Hugh Roe O'Donella, głównego autora wielkiego zwycięstwa nad Anglikami w bitwie nad Żółtym Brodem (bitwa pod Yellow Ford). Mimo tej wiktorii irlandzcy rebelianci ponieśli kilka lat później klęskę pod Kinsale, która zakończyła istnienia sięgającego prehistorii gaelickiego porządku w Irlandii, ostatecznie rozwiała marzenia o niepodległości i zapoczątkowała Plantację Ulsteru.

Hugh Roe O'Donnell (irl. Aodh Ruadh Ó Domhnaill), zwany też Red Hugh, urodził się w 1572 roku. Na czele klanu O'Donnellów stanął w wieku zaledwie 20 lat. Już wówczas był nieprzejednanym wrogiem Anglików. Gdy miał mniej niż 16 lat został porwany przez sir Johan Perrota, lorda namiestnika Irlandii. Perrot porwał chłopca, gdyż wiedział o bliskich związkach klanu O'Donnellów z potężnym klanem O'Neillsów i obawiał się zawarcia przez oba rody antyangielskiego sojuszu. Red Hugh był więziony na zamku w Dublinie. W 1592 roku uciekł Anglikom i stanął na czele swojego klanu.

Szybko przystąpił do działań przeciwko Anglikom. Zaczął od przegonienia angielskiego szeryfa i jego żołnierzy z klasztoru w Donegal, który Anglicy zajęli po przepędzeniu mnichów. Gdy mu się to udało, podjął dwie wyprawy przeciwko O'Neillsom. W 1594 roku wybuchła irlandzka wojna dziewięcioletnia. Wiemy, że w latach 1595–1597 kontrolował północną część dzisiejszej prowincji Connacht. Wojna w pełni rozgorzała dwa lata po rozpoczęciu, gdy Red Hugh zawarł sojusz z O'Neillsami. Rebelianci odnieśli kilka zwycięstw, a najważniejszym z nich była bitwa nad Yellow Ford z 14 sierpnia 1598 roku. Anglicy stracili tam połowę swoich sił, z czego setki żołnierzy przeszły na stronę rebeliantów. Głównym autorem zwycięstwa był właśnie Red Hugh Roe O'Donell.

Wojna zakończyła się jednak klęską rebeliantów. Jej rozstrzygającym akcentem było oblężenie Kinsale (2 października 1601 – 3 stycznia 1602). W Kinsale Irlandczyków wspierały wojska hiszpańskie przysłane przez Filipa III. Dlatego też po klęsce Red Hugh udał się do Hiszpanii, chcąc prosić o dalszą pomoc. Jednak Filip III zrezygnował z dalszego wspierania Irlandczyków. Red Hugh chciał osobiście przekonać króla, jednak nie dotarł do ówczesnej stolicy Hiszpanii, Valladolid. Zmarł w drodze z powodu infekcji.

Filip, mimo że nie miał zamiaru wspierać Irlandczyków, potrafił ich docenić. Urządził O'Donnellowi królewski pogrzeb. Irlandczyk spoczął we franciszkańskiej Kaplicy Cudów, tej samej, w której przez pewien czas pochowany był Krzysztof Kolumb.
W latach 30. XIX wieku władze Hiszpanii rozwiązały wszystkie zakony i z czasem utracono pamięć o tym, gdzie znajdowała się Kaplica Cudów.

W ubiegłym roku przez Valladolid przechodził emerytowany oficer irlandzkiej armii Brendan Rohan z Donegal, miejscowości, w której urodził się O'Donnell. Rohan odbywał pielgrzymkę po Camino de Santiago. Wojskowy zaczął rozpytywać o grób Red Hugha, krążył po ulicach miasta, ale niczego się nie dowiedział. Spotkał się z dyrektorem urzędu miasta ds. turystyki, który – jak się okazało – interesował się Irlandią. Rohan opowiedział mu o Red Hughu. Dyrektor zaprowadził mnie do dyrektora archiwów, a ten uświadomił mnie, że marnuję czas, bo w XIX wieku Hiszpania zsekularyzowała dobra kościelne, majątek franciszkanów został sprzedany, wyburzony i nie wiadomo, gdzie dokładnie znajdowało się miejsce pochówku, opowiada Rohan.

Wojskowy zdołał zarazić władze miasta swoim entuzjazmem. Lokalni archeolodzy zaczęli przeszukiwać archiwa i określili, w którym miejscu mógł zostać pochowany irlandzki bohater. Już rozpoczęto tam wykopaliska i znaleziono ludzkie szczątki. Szkielet Czerwonego Hugha powinien być łatwy do zidentyfikowania, gdyż mężczyzna podczas ucieczki z Dublina odmroził sobie duże palce u stóp, które trzeba było odciąć. Tymczasem w Irlandii zebrano materiał genetyczny od potomków bohatera, który ma posłużyć do ostatecznej identyfikacji.

Jeśli szkielet Hugh Roe O'Donella zostanie odnaleziony, Irlandia prawdopodobnie wystąpi o jego ekshumację i przekazanie szczątków do kraju.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy w 2017 roku specjaliści z Albion Archeology odkryli dużą, nieznaną wcześniej osadę rzymską, nie wyróżniała się ona niczym szczególnym. Obok niej, czego również można było się spodziewać, znajdował się cmentarz. Dopiero dalsze wykopaliska pokazały, że trafiono na wyjątkowe miejsce. Jedna z pochowanych tam osób została bowiem ukrzyżowana.
      Miejscowość Fenstanton leży przy dawnej Via Devana, drodze łączącej rzymskie miasta w Cambridge i Godmanchester. W regionie tym istniało wiele rzymskich osad, jednak ta wydaje się szczególnie istotna. Jej powierzchnia w czasach rzymskich wynosiła co najmniej 6 hektarów i być może znajdowało się tam skrzyżowanie dróg. O jej znaczeniu może świadczyć też fakt,że odkryto tam szczątki wczesnego anglosaskiego budynku typu grubhouse, o podłodze wpuszczonej w ziemię. To pokazuje, że była zasiedlona również po czasach rzymskich.
      Nie niewielkim rzymskim cmentarzu znaleziono zwłoki 40 dorosłych i 5 dzieci. Większość grobów pochodzi z IV wieku, a ich zawartość została niedawno szczegółowo przeanalizowana. Większość ze zmarłych była w złym stanie zdrowia, trapiły ich choroby zębów, malaria, na szkieletach widoczne są ślady urazów, w tym złamań.
      Najbardziej interesujący okazał się jednak szkielet oznaczony numerem 4926. Jego kość piętową poziomo przebijał 5-centymetrowy żelazny gwóźdź. Badania wykazały, że szkielet należał do mężczyzny w wieku 25–35 lat o typowym dla ówczesnych czasów wzroście 170 cm. Datowanie radiowęglowe wykazało, że zmarł pomiędzy rokiem 130 a 360.
      Szkielet 4926 został pochowany w otoczeniu 12 żelaznych gwoździ oraz drewnianej struktury. Naukowcy sądzą, że był to rodzaj drewnianego panelu, na którym jego ciało położono po zdjęciu z krzyża.
      Na szkielecie widoczne są urazy, których doznał przed śmiercią. Mężczyzna miał złamanych 6 żeber, prawdopodobnie od uderzenia miecza, a złamania dopiero zaczęły się goić. Na kościach nóg widać ślady infekcji lub zapalenia, kości piszczelowe są cieńsze niż być powinny. To znak, że przez dłuższy czas był związany lub skuty.
      Gwóźdź 13., który tkwił w pięcie, odkryto dopiero w laboratorium, podczas mycia szczątków. Obok na kości widoczne jest wgłębienie, świadczące o tym, że za pierwszym razem nie udało się go przybić do krzyża.
      Kara ukrzyżowania była powszechnie stosowana w świecie rzymskim. Jednak dotychczas znaleziono niezwykle mało kości noszących dowody na jej stosowanie. Nie zawsze bowiem stosowano gwoździe. Zwykle ofiarę przywiązywano do krzyża, a ofiary nie mogły liczyć na zwykły pogrzeb. Z kolei tam, gdzie używano gwoździ, zwykle były one po egzekucji wyjmowane z ciała i wykorzystywane ponownie, wyrzucane lub wykorzystywane jako amulety.
      Tutaj mamy szczęśliwe dla nas połączenie dobrego zachowania się zwłok oraz pozostawionego w ciele gwoździa. To pozwoliło mi zbadać ten unikatowy przykład ukrzyżowania, mówi doktor Corine Duhing z University of Cambridge. Uczona mówi, że to najlepiej na świecie zachowany przykład ukrzyżowania w czasach rzymskich. To pokazuje, że nawet w tak małej osadzie na krańcach imperium nie można było uniknąć tej barbarzyńskiej kary, dodaje uczona.
      Szczegółowe wyniki wykopalisk w Fenstaton zostaną opublikowane w przyszłym roku. Oprócz ludzkich szczątków znaleziono tam wiele artefaktów, w tym emaliowane brosze, dużą liczbę monet, zdobioną ceramikę oraz dużą liczbę kości zwierzęcych. Nie były one powiązane z żadnym ze zmarłych. Pozostałości dużych budynków i drogi pokazują, że była to ważna, zamożna osada. Niewykluczone, że była ona utrzymywana jako miejsce odpoczynku dla podróżnych.
      Stosowania kary ukrzyżowania zabronił dopiero Konstantyn Wielki w 337 roku. Jednak już wcześniej, bo w 212 zakazano stosowania tej kary w odniesieniu do obywateli. Krzyżowani mogli być zaś niewolnicy. Nie wiemy, czy ukrzyżowany mężczyzna był niewolnikiem czy tylko był przez jakiś czas więziony przed śmiercią. Jednak mimo to został w sposób standardowy pochowany na lokalnym cmentarzu. Być może – spekulują archeolodzy – pomimo zakazu, kara ukrzyżowania wciąż była stosowana na dzikich rubieżach Imperium.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania środowiska czterech największych stacji kolejowych w Anglii nie wykazały śladów wirusa SARS-CoV-2. Badania zostały zamówione przez Network Rail, należące do rządu przedsiębiorstwo, które zarządza większością infrastruktury kolejowej w Wielkiej Brytanii. Przeprowadzili je zaś naukowcy z Imperial College London.
      Badania zostały przeprowadzone w styczniu i czerwcu 2021 roku na stacjach London Euston, Birmingham New Street, Liverpool Lime Street oraz Manchester Piccadily. Pobrano zarówno próbki powietrza, jak i próbki z najczęściej dotykanych powierzchni, jak ławki, poręcze czy automaty biletowe.
      W żadnej z próbek nie zaleziono śladów koronawirusa SARS-CoV-2. Doktor David Green mówi, że do zebrania próbek wykorzystano identyczne pałeczki, jak te, używane do pobierania wymazów od ludzi. Użyto też filtrów umożliwiających pobranie próbek powietrza.
      Taki sposób badań pozwala na zbadanie liczby cząsteczek wirusa krążących w środowiskach publicznych oraz zweryfikowanie skuteczności stosowanych strategii jego eliminacji, takich jak mycie powierzchni i zasłanianie twarzy. To część większego programu, prowadzonego przez nas wraz z sektorem transportu publicznego, którego celem jest sprawdzenie, gdzie wirus jest najbardziej aktywny i czy możemy bezpiecznie powrócić do czasów sprzed pandemii, dodaje Green.
      Autorzy badań mówią, że przyczyną, dla której nie znaleziono śladów wirusa jest częstsze mycie różnych powierzchni oraz stosowanie maseczek przez pasażerów. Z uzyskanych wyników cieszy się Rob Mole, jeden z menedżerów odpowiedzialnych w Network Rail za reakcję na pandemię. Chcemy, by nasi pasażerowie czuli się bezpieczne i często czyścimy nasze pociągi oraz stacje. Prosimy też pasażerów, by nosili maseczki, mówi.
      Strategia ta najwyraźniej działa, gdyż pomiędzy obiema terminami prowadzenia testów liczba pasażerów na wspomnianych stacjach zwiększyła się o 287%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu najbliższych 45 lat sposób wymowy używany obecnie na południowym-wschodzie Anglii stanie się dominujący w całej Wielkiej Brytanii, wynika z badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetów w Portsmouth i Cambridge.
      Uczeni wykorzystali używane w fizyce metody modelowania do przewidzenia przyszłego rozwoju języka angielskiego. Zauważyli, że południowo-wschodni sposób wymowy powoli wypiera wymowę północną i zachodnią.
      Naukowcy przewidują na przykład, że wyraz „strut”, który obecnie w wymowie północnej rymuje się z wyrazem „foot”, przestanie się rymować, a z wymowy południowo-zachodniej zniknie wymowa „arrr” w wyrazie „farm”. Oczywiście nie dojdzie do całkowitego ujednolicenia wymowy i wciąż będą istniały różnice pomiędzy północą a południem. Widoczne one będę m.in. w wyrazie „bath”.
      Naukowcy wykorzystali w swojej pracy dwie bazy danych: The Survey of English dialects (SED) oraz English dialect app (EDA). W SED zebrano wymowę jaką w latach 50. posługiwali się starsi mieszkańcy angielskiej prowincji. Jest więc to baza starszych dialektów angielszczyzny. Z kolei baza EDA została utworzona w 2016 roku za pomocą aplikacji na smartfony, kiedy to poproszono 50 000 rodowitych użytkowników angielszczyzny, by odpowiedzieli na takie same pytania – z wyjątkiem jednego – jak w SED.
      Doktor James Burridge, z Wydziału Matematyki i Fizyki Uniwersytetu w Portsmouth mówi, że zbudowany na potrzeby badań model brał pod uwagę zarówno fakt, że ludzie mogli się przeprowadzić, jak i sposób uczenia się języka. Uruchomiliśmy nasz model z uwzględnieniem danych o populacji i migracji XX wieku, aż do roku 2000. Następnie porównaliśmy mapy stworzone przez model z mapami dialektów, dzięki czemu mogliśmy przewidzieć, w jaki sposób angielszczyzna będzie ewoluowała na przestrzeni następnych około 40 lat.
      Doktor Burridge, który współpracował z lingwistką doktor Tamsin Blaxter z University of Cambridge, dodaje, że model pokazuje też, czy zmiany językowe są spowodowane migracją czy innymi czynnikami, jak np. sposobem nauczania w szkołach, oglądaniem telewizji czy też faktem, iż ludzie mają skłonność do używania tej wymowy, która jest łatwiejsza.
      Około roku 1900 niemal wszyscy wymiaiali wyraz „thawing” jak „thaw-wing”, obecnie większość wymawia je jak „thaw-ring”. Z naszego modelu wynika, że zmiana ta zaszła w ciągu 25 lat, informuje uczony. Odkryliśmy, że słowo się zmieniło, gdyż trudno je było wymówić, a dzieci z większym prawdopodobieństwem wybiorą łatwiejszą wymowę. Z czasem nowa wymowa stała się normą. Jednak nie wszędzie. W niektórych dużych miastach, jak Leeds i Manchester odrzucono tę zmianę.
      Czasami słowa zostają „uwięzione”, tworząc granice, izoglosy, między regionami o różnej wymowie. Wewnątrz izoglosy często nie ma jednej dominującej wymowy, albo istnieje wiele wyrazów na określenie tego samego zjawiska czy przedmiotu, więc dzieci mieszkające na terenie izoglosy mają problem z wybraniem „właściwej” wersji, gdyż spotykają się z wersjami z obu stron izoglosy (granicy). Wyraz „thawing” zachował w niektórych północnych miastach swoją oryginalną wymowę, gdyż nie było tam wystarczająco silnego impulsu, by izoglosa mogła się przez te miasta przesunąć.
      Z modelu wynika również, że niektóre wyrazy całkowicie znikną. Taki los spotka np. wyraz „backend” oznaczający na północy „jesień”. Takie znaczenie całkowicie zaniknie w ciągu 20 lat. Inne słowo na oznaczenie jesieni, czyli „fall”, już w większości zniknęło ze swojego tradycyjnego regionu na południowym-zachodzie, chociaż wciąż dominuje w Ameryce Północnej.
      W ubiegłym wieku z języka angielskiego całkowicie zniknęły takie określenia ślimaka jak „dod-man”, „hodmedod”, „hoddy-dod” i „hoddy–doddy”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed 1000 lat dwóch blisko spokrewnionych wikingów zginęło gwałtowną śmiercią: jeden na duńskiej wyspie Fionia, drugi w Anglii w dzisiejszym Oxfordzie. Teraz ich szczątki możemy oglądać na wystawie zorganizowanej przez Narodowe Muzeum Danii w Kopenhadze.
      Mężczyzna, który zginął na Fioni był ponad 50-letnim rolnikiem. Liczne zagojone rany świadczą, że brał udział w wielu łupieżczych wyprawach. Zginął od pchnięcia w lewą część miednicy. Ten cios kosztował go życie. Wiemy to, gdyż ta rana się nie zagoiła, mówi Jesper Hansen, główny kurator w Muzeum Miejskim Odense. Szkielet tego mężczyzny znaleziono w 2005 roku. Badania wykazały, że miał 180 cm wzrostu, cierpiał na zapalenie stawów i prawdopodobnie gruźlicę.
      Szkielet spokrewnionego z nim 20-latka znaleziono w 2008 roku w masowym grobie pod kampusem St. John's College w Oksfordzie. Został on pochowany z co najmniej 35 mężczyznami w wieku 16–25 lat. Mężczyźni byli prawdopodobnie ofiarami masakry w dniu św. Brykcjusza, która miała miejsce 13 listopada 1002 roku. Gdy król Anglików Ethelred II Bezradny dowiedział się o planowanym zamachu na jego życie, nakazał zabić wszystkich Duńczyków w Anglii. Mężczyzna spokrewniony z rolnikiem pochowanym na Fioni zginął od kilkunastu ran kłutych. Zmarł od wielu ran zadanych różnymi rodzajami broni, mówi Lasse Soerensen z Muzeum Narodowego.
      Eske Willerslev, słynny genetyk z Uniwersytetu w Kopenhadze, mówi, że badania genetyczne wykazały, iż obaj zmarli byli albo przyrodnimi braćmi, albo wujem i siostrzeńcem lub bratankiem. Mogli żyć w tym samym czasie lub mogło dzielić ich pokolenie.
      Trudno powiedzieć, czy żyli jednocześnie czy dzielił ich czas, być może generacja. W ich pochówkach nie znaleźliśmy materiału, który pozwoliłby na precyzyjne datowanie, mówią autorzy badań.
      Największym osiągnięciem jest fakt zauważenia pokrewieństwa między ludźmi pochowanymi w tak odległych od siebie miejscach. Dzięki najnowszym technikom badania DNA oraz izotopów strontu, zyskujemy możliwość badania ruchów ludności na przestrzeni setek lat. Badania, w ramach których zauważono pokrewieństwo pomiędzy 50-letnim wikingiem pochowanym w Danii, a 20-latkiem zabitym na polecenie angielskiego króla, zostały przeprowadzone w 2020 roku. Zsekwencjonowano wówczas DNA 442 osób żyjących w Europie Północnej od epoki brązu po średniowiecze, a ich genomy porównano z ponad 4000 ludzi, których DNA było znane z wcześniejszych badań. Znaleziono wówczas kilkanaście przypadków spokrewnionych ze sobą osób, w tym dwóch wspomnianych wikingów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pobliżu Reepham w Norfolk w Wielkiej Brytanii detektoryści znaleźli niezwykle rzadką złota monetę z czasów Edwarda III. Moneta z 23-karatowego złota, zwana lampartem, została znaleziona obok innej złotej monety, noble'a. Lamparty są niezwykle rzadkie. W kolekcjach publicznych znajdują się zaledwie trzy takie monety. Dwie posiada British Museum, jedną Ashmolean Museum.
      Doktor Helen Geake, konserwator zabytków z Norfolk, mówi, że lamparty zostały wybite w 1344 roku, za rządów jednego z najwybitniejszych angielskich władców, Edwarda III. Jednak już kilka miesięcy później zdecydowano o ich wycofaniu z obiegu i przetopieniu. Dlatego też nie przetrwały niemal żadne monety tego typu. Geake dodaje, że lampart ma wartość dzisiejszych 12 000 funtów, musiał się należeć do zamożnej osoby. Z jakiegoś powodu lamparty się nie przyjęły. W czasach, gdy dzienne zarobki – odpowiednik dzisiejszej pensji minimalnej – wynosiły 1-2 pensy, prawdopodobnie bardzo mało osób używało lampartów, stwierdza uczona.
      Lampart, zwany też florenem i helmem, był próbą wprowadzenia przez Edwarda III złotej monety, która będzie używana zarówno w Anglii jak i innych krajach Europy. Po szybkim wycofaniu z rynku lamparty przetopiono na bardziej popularne złote noble, warte sześć szylingów i osiem pensów.
      Wraz z lampartem znaleziono również rzadkiego noble'a z czasów Edwarda III datowanego na lata 1351–1352, czyli czasy epidemii Czarnej Śmierci.
      Doktor Geake przypuszcza, że przyczyną małej popularności lampartów było znaczne przeszacowanie ich wartości. Co prawda były one pierwszą od 500 lat złotą monetą w Anglii, wydawały się wygodnym środkiem płatniczym, gdyż wcześniej za cenne towary, jak krowa czy koń, trzeba było płacić sporym mieszkiem srebrnych pensów, jednak wydaje się, że lamparty nie były warte tyle, ile za nie żądano. Znacznie przeceniały one złoto względem srebra.
      Jednak fakt i okoliczności znalezienia tego lamparta są niezwykle intrygujące. Znaleziono go wraz z inną, późniejszą monetą. To wskazuje, że z jakiegoś powodu właściciel zachował tego lamparta, co można uznać za dość dziwne, skoro moneta uznawana była za przewartościowaną. Być może zachował ją z powodów sentymentalnych. To jednocześnie pierwszy lampart znaleziony w towarzystwie innej monety. Może to sugerować, że jednak jakieś lamparty przetrwały w obiegu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...