Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Uczestnictwo w uroczystościach religijnych wzmacnia psychicznie i zmniejsza ryzyko zgonu z rozpaczy

Recommended Posts

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo, przedawkowanie narkotyków czy zatrucie alkoholem, wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Harvarda. Wykazały one również, że uczestnictwo w obrzędach religijnych silniej zmniejsza ryzyko „zgonu z rozpaczy” u kobiet niż u mężczyzn.

Z rozpaczą ma do czynienia każdy, kto doznał wielkiej straty lub przechodzi wielkie trudności. Chociaż sam termin „śmierć z rozpaczy” został oryginalnie stworzony w kontekście Amerykanów zmagających się z bezrobociem, to jest zjawisko znacznie bardziej szersze. Może dotyczyć ono zarówno biorącego udział w naszych badaniach medyka, który zmaga się z nadmiernymi oczekiwaniami i wypaleniem zawodowym, jak i kogoś, kto doznał olbrzymiej straty. Musimy więc sprawdzić, jakie zasoby będące w dyspozycji społeczeństwa mogą nas przed tym uchronić, mówi profesor epidemiologii Tyler VanderWeele.

Religijność może wpływać na nasze zdrowie. Już wcześniejsze badania wykazały, że uczestniczenie w obrzędach religijnych jest związane z mniejszym ryzykiem zachowań związanych ze złym stanem psychicznym, takim jak nałogowe picie alkoholu czy używanie narkotyków.

Na potrzeby najnowszych badań naukowcy z Harvard T.H. Chan School of Public Health (https://www.hsph.harvard.edu/) i The Human Flourishing Program (https://hfh.fas.harvard.edu/) przeanalizowali dane dotyczące 66 492 kobiet zebrane w ramach Nurses' Healht Study II oraz 43 141 mężczyzn zgromadzonych podczas Health Professionals Follow-Up Study. Wśród badanych kobiet miało miejsce 75 przypadków „zgonów z rozpaczy” – 43 samobójstwa, 20 zatruć używkami oraz 12 zgonów z powodu chorób wątroby spowodowanych spożywaniem używek. Wśród mężczyzn zaś odnotowano 306 „zgonów z rozpaczy”: 197 samobójstw, 6 zatruć i 103 choroby wątroby.

Po uwzględnieniu różnych czynników wpływających na ryzyko zgonu okazało się, że w przypadku kobiet biorących udział w uroczystościach religijnych co najmniej raz w tygodniu ryzyko „zgonu z rozpaczy” jest o 68% mniejsze niż u pań, które w ogóle nie są religijne. W przypadku religijnych mężczyzn ryzyko takie jest o 33% mniejsze.

Naukowcy podkreślają, że uczestnictwo w uroczystościach religijnych może być bardzo ważnym lekiem na rozpacz, może dawać nadzieję i nadawać sens życiu. Religia może też wzmacniać naszą odporność psychiczną poprzez stwarzanie atmosfery pokoju, pozytywnego spojrzenia na świat oraz dzięki zwiększaniu sieci społecznej i wsparcia ze strony innych ludzi.

Uzyskane przez nas wyniki są szczególnie ważne obecnie, w obliczu pandemii COVID-19. To o tyle ważne, że obecnie medycy pracują w bardzo trudnych warunkach, a wiele posług religijnych zostało odwołanych. Musimy zastanowić się, w jaki sposób można pomóc tym, którzy są szczególnie narażeni, mówi współautor badań Ying Chen.

Artykuł Religious Service Attendance and Deaths Related to Drugs, Alcohol, and Suicide Among US Health Care Professionals został opublikowany na łamach JAMA Psychiatry.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego właśnie cwaniacy, w różnych szamańskich strojach, wykorzystują religię do uzyskania własnych korzyści materialnych. Dotyczy to każdej religii / sekty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, Sławko napisał:

Dlatego właśnie cwaniacy, w różnych szamańskich strojach, wykorzystują religię do uzyskania własnych korzyści materialnych. Dotyczy to każdej religii / sekty.

Owszem, ale to jest układ gdzie obie strony zyskują więc jest OK.

U starzejących się kobiet u których zazwyczaj narasta "poziom rozpaczy" zostaje on trochę obniżony. A świadczący usługi religijne dostają środki pieniężne za które też sobie obniżają "poziom rozpaczy". To jest bardzo uczciwy układ.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam wątpliwość, co jest skutkiem a co przyczyną. Czy ten objaw zależy od wyznania? W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe. Ludzie nie rosną od grania w koszykówkę :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
27 minut temu, tempik napisał:

Owszem, ale to jest układ gdzie obie strony zyskują więc jest OK.

[...] To jest bardzo uczciwy układ.

Weź nie żartuj. Zwłaszcza wobec starszych osób, które są bezwzględnie wykorzystywane w sposób cyniczny i bez żadnych skrupułów, bo szamani (i wszyscy cwaniacy, jak Mariusz zauważył) dobrze wiedzą, że takie osoby mają znacznie obniżony poziom oceny sytuacji i łatwo jest je omamić i oszukać. Poza tym, tu jedna strona jest wyłącznie oszukiwana, że coś zyskuje. Nazywanie tego uczciwym układem ma się tak do tego, jakbym wyłudził od ciebie mieszkanie za 10zł (tu też obie strony coś zyskują).

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
36 minut temu, Jajcenty napisał:

W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym. Tak samo za biedę i wszystkie inne nieszczęścia i wyrzeczenia/poświęcenia. Obietnica przyszłej nagrody za cierpienie tu i teraz dodaje otuchy i owo cierpienie zmniejsza. Więc to nie tylko są dogmaty wiary.

21 minut temu, Sławko napisał:

Weź nie żartuj. Zwłaszcza wobec starszych osób, które są bezwzględnie wykorzystywane w sposób cyniczny i bez żadnych skrupułów,

Niby tak, z boku tak to widać. Ale niech pierwszy rzucił kamień kto nie oszukał dziecka mówiąc że jak będzie grzeczne cały rok to dostanie prezent od Świętego Mikołaja.

Ok, już nie żartuję. 

WD. Twojej definicji psychoterapeuta to też oszust bo za pieniądze wciska kit że będzie dobrze, jednocześnie w duchu myśląc sobie zupełnie co innego.

To nie moja bajka, ale ja  widzę pozytywne efekty wiary u starszych ludzi.

Za parę złotych miesięcznie dostają efekt jak po lekkich czy średnich antydepresantach i bez skutków ubocznych. Jeśli ktoś nie przegina jak np. właściciel pewnej rozgłośni to ja nie widzę problemu i krzywdy

Edited by tempik

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
20 minut temu, tempik napisał:

niech pierwszy rzucił kamień kto nie oszukał dziecka

OK, nikt pewnie nie jest krystaliczny, ale co innego jest jednorazowe oszustwo, a czym innym jest oszukiwanie non-stop. Moje rozgoryczenie nie jest przypadkowe. Moja babcia była tak oszukiwana przez księdza. Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł. Ile było takich babć, to tylko on wie.

20 minut temu, tempik napisał:

Twojej definicji psychoterapeuta to też oszust bo za pieniądze wciska kit że będzie dobrze

Psychoterapeuta udziela porad na postawie analizy konkretnego przypadku. Przyznaję, że nie korzystałem dotąd z usług psychoterapeutów (chociaż jednego nawet znam osobiście), ale traktuję ich jak lekarzy. We wszystkim można się doszukiwać oszustwa. Jak lekarz przepisze ci lek, który nie zadziałał, to też możesz uznać, że cię oszukał.

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minutes ago, tempik said:

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym.

Zgoda - każda religia stworzona dla niewolników.

 

6 minutes ago, Sławko said:

 Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł.

Doprowadzenie podstępem  do niekorzystnego rozporządzenia ciałem lub mieniem jest obwarowane paragrafem. Są kwity w postaci dowodów wpłaty?

Jeśli psychoterapeutą jest zwykły psycholog (bez studiów medycznych) , to niekoniecznie: ten zawód został wyłączony z listy licencjonowanych i od dawna jest "znachorstwem" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, tempik napisał:

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym.

Nie każda (nawet z wiodących ;)), choć po prawdzie kolega @Jarosław Bakalarz daleki od prawdy nie jest:

Godzinę temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Zgoda - każda religia stworzona dla niewolników.

 

2 godziny temu, Mariusz Błoński napisał:

Cwaniacy wykorzystują wszystko, co da się wykorzystać, by osiągnąć korzyści materialne.

Świnta prawda, tyż prawda, a nawet... (nie będę cytował Tischnera ;)). Tylko po co obrażać "cwaniactwem" szacowne, działające jak najbardziej legalnie zacne grono z każdej (od lewa na prawo i nabarot) opcji? Od szamanów po naukowców (i z powrotem).

1 godzinę temu, Sławko napisał:

Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł.

Pozazdrościć babci...

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo

Nie ogólnie osoby tylko konkretnie personel medyczny, bo tylko ich dotyczyło badanie, ale to detal, do którego się przyczepiłem, żeby się przyczepić.

Tak poważnie, z badania wynika tylko tyle, że uczestnictwo w obrzędach religijnych, jest skorelowane z mniejszym prawdopodobieństwem. Nie wynika z niego bezpośrednie połączenie przyczynowo-skutkowe (wprawdzie badacze zarzekają się, że wzięli pod uwagę wszystkie pozostałe uwarunkowania psychologiczne i społeczne, ale nie wydaje mi się to wykonalne na podstawie danych na jakie się powołują).

Sam wniosek jest wprost błędny, ponieważ nie wzięto pod uwagę, jak branie udziału w obrzędach religijnych wpływałoby na osoby niewierzące. Należałoby chyba założyć, że podobny wpływ nie wystąpi, zatem zdanie "Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu..." jest nieprawdziwe. Nie wzięto też pewnie pod uwagę tego, że zwiększone prawdopodobieństwo "zgonu z rozpaczy" wśród nieuczęszczających może się wiązać z tym, że wyzwolili się z wiary w religijne dogmaty, ale pozostała trauma po wpajanym od maleńkości strachu przed piekłem. Osoby takie nie mogą już uczciwie brać udziału w obrzędach, w które nie wierzą, ale podświadomy strach zostaje, co powoduje ciągły stres.

Dodatkowo, jeśli nawet przyjąć w całości wniosek badaczy, to czy rzeczywiście jest to wystarczający powód, żeby prać od małego mózgi ludziom, w kierunku przyjmowania idei za fakt na podstawie wiary i/lub autorytetu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Są kwity w postaci dowodów wpłaty?

Kpisz? Widziałeś księdza, który daje kwity za cołaski, za cokolwiek? Dostałeś kiedykolwiek paragon od księdza? Nic im nie udowodnisz. Nasze oszacowania wynikały z tego, co babcia dostawała jako emeryturę i ile jej zostawało na życie oraz notatek, które znaleźliśmy po jej śmierci.

3 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

niekorzystnego rozporządzenia ciałem lub mieniem jest obwarowane paragrafem

I co z tego? Ilu księży dostało za to celę? Nawet pedofilia jest tu skrzętnie kryta i kara niewielu spotkała. Oni żyją ponad prawem, a ich przestępstwa są praktycznie bezkarne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tekście nie ma niczego, co świadczyłoby o tym, że z tych badań można wywieść jakąś zależność, że "coś z czegoś wynika". Jest opisana tylko koincydencja. Przyczyn występowania tej zbieżności może być wiele i są o tym badania :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, UrodzonyBluźnierca said:

W tekście nie ma niczego, co świadczyłoby o tym, że z tych badań można wywieść jakąś zależność

Moim zdaniem się mylisz. Co powiesz na takie stwierdzenia:

 

7 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo, przedawkowanie narkotyków czy zatrucie alkoholem, wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Harvarda

Gdzie tu jest zaznaczenie, że chodzi o koincydencję? Gdyby według autorów zbieżność była przypadkowa, napisaliby coś o tym zamiast wprost wyciągać wniosek, że A (uczestnictwo w obrzędach) zmniejsza B (ryzyko zgonu z rozpaczy), czyli B (coś) wynika z A (czegoś).

I dalej:

7 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Naukowcy podkreślają, że uczestnictwo w uroczystościach religijnych może być bardzo ważnym lekiem na rozpacz

Jeśli może być bardzo ważnym lekiem, to znów z C (leczniczych mocy obrzędów) wynika D (wyleczenie z rozpaczy), czyli "coś z czegoś wynika" nie sądzisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Sławko said:

Kpisz? Widziałeś księdza, który daje kwity za cołaski, za cokolwiek?

No trochę kpię, bo wiem jak to działa. Ale nie do końca kpię, bo ostatnio ktoś się wyżalał, że mu babcie podobnie "Ojciec jeden" potraktował, ale rodzina miała na to dziesiątki dowódów wpłat na wskazane w listach cele. Nie wiedziałem jak jest u Ciebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Moim zdaniem się mylisz. Co powiesz na takie stwierdzenia:

[...]

I dalej:

Jeśli może być bardzo ważnym lekiem, to znów z C (leczniczych mocy obrzędów) wynika D (wyleczenie z rozpaczy), czyli "coś z czegoś wynika" nie sądzisz?

Sądzę, że to może wynikać, ale tylko może. W tekście są tylko wnioski. Gdyby były odwrotne, czyli z D wynika C (np.: ludzie stroniący od używek, bez skłonności do samobójstw, o silniejszej psychice częściej są aktywnymi uczestnikami obrzędów religijnych), to nic w tekście temu nie przeczy. Brzmi, jak opinia, jak notka w prasie popularnej, nie jak opis badania.

Mój angielski jest marny, ale wydaje mi się, w linkowany artykule jest mowa raczej o związku pomiędzy uczestnictwem w mszach a ryzykiem zgonu i do tego dotyczy pracowników służby zdrowia. Dopiero na koniec jest mowa o sugestiach i ekstrapolacji na całą populację.

Zakładam, że przyczyny mogą być zupełnie inne. Badacze też to chyba dopuszczają :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, UrodzonyBluźnierca said:

Zakładam, że przyczyny mogą być zupełnie inne. Badacze też to chyba dopuszczają :)

Widzę, że trochę się nie zrozumieliśmy. Zgadzamy się w pełni jeśli chodzi o wnioski wysnute na podstawie lektury tekstu artykułu i badania. Moja uwaga miała charakter formalny. Chodziło mi o to, że wbrew temu co przeczytałem w Twoim komentarzu, w tekście artykułu jest dużo zdań wprost stwierdzających, że z badań wynika zależność między uczestnictwem a spadkiem prawdopodobieństwa. Bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, że wnioski zawarte w artykule są nieuzasadnione, gdyż z badań, na które tekst się powołuje nie wynika zależność przyczynowo - skutkowa.

 

 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 7.05.2020 o 22:26, Daniel O'Really napisał:

Bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, że wnioski zawarte w artykule są nieuzasadnione, gdyż z badań, na które tekst się powołuje nie wynika zależność przyczynowo - skutkowa.

Racja. Dokładnie o to chodziło, ale widać niezręcznie to wyraziłem.

Edited by wilk
Nie odpowiadamy cytatem całości osoby tuż powyżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Jajcenty napisał:

 ... co jest skutkiem a co przyczyną. Czy ten objaw zależy od wyznania? W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe.  

przyczyną jest promowany przez elity indywidualizm, człowiek pozbawiony stada umiera.  Ideologia liberalna  (indywidualizm i wolność) jest niezgodna z nasza istotą tj stadność. Kościół daje namiastkę wspólnoty, ot i cała filozofia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to nie jest coś podobnego jak medytacja która też zdaje się wpływa jakoś na mózg, że mamy mniejsze (upraszczając)"lęki"?

Ponadto przychylam się do tezy, że samobójstwo w wielu religiach jest złe więc lepiej go nie popełniać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
16 godzin temu, Jarosław Bakalarz napisał:

dziesiątki dowódów wpłat na wskazane w listach cele

Niestety moja babcia dawała mu kasę w gotówce do rączki. Zapiski, które znaleźliśmy nie mówiły wprost, na jakie to było cele. Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza. Trudno z czymś takim iść do sądu zwłaszcza, że sądy także często im sprzyjają i prawo ich chroni. Uznaliśmy, że to walka z wiatrakami. Ale od tamtej pory nie dam tym oszustom nawet złotówki.

Zresztą od wielu lat nie uważam się już za osobę wierzącą. Otrząsnąłem się z tej sekty, czuję się wolny, mam więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Fizyka także przekonała mnie, że wiara w bóstwa jest ślepa i nie ma żadnych logicznych podstaw. Mógłbym dużo opowiadać jaka jest różnica w światopoglądzie między teistami i ateistami. To jest tak duża zmiana, że teiści nie są chyba w stanie tego zrozumieć. Ten artykuł również o tym świadczy. Nie zrozumie tego ten, kto nie był po obu stronach. A niestety z mojej obserwacji wynika, że również wiele osób, które twierdzą, że są ateistami, w rzeczywistości gdzieś tam tli się w nich niepewność, zwłaszcza ta dotycząca tego, co nastąpi po śmierci. To jest trudne, wiem to, bo też przez to przechodziłem. Wynika to z tego, że teizm jest "nauczany" często od małości, a ateizmu nikt nie uczy, dlatego nawet ludzie, którzy wychowywani byli bez religii są podatni na religijne sugestie, a ci którzy przeszli religijne szkolenie od małego, są tym tak nasiąknięci, że bardzo trudno jest im zmienić sposób myślenia.

Wracając do artykułu, wyniki tych badań mnie nie dziwią. Większość osób, które nazywają się dzisiaj ateistami tak naprawdę nie wyzbyło się "potrzeb duchowych", które wmawiano im od dziecka i nawet po porzuceniu religii czują się zagubieni, nie wiedzą czym wypełnić tą lukę po religii. Nie ma pomocy dla takich ludzi, więc czasami idzie to w złym kierunki i może prowadzić do problemów psychicznych. To są dość złożone sprawy. Mnie zmiana poglądów zajęła ok. 30 lat! W tym czasie miałem mnóstwo różnych wątpliwości, które stopniowo rozwiązywałem. Paradoksalnie księża mi w tym bardzo pomogli, głównie przez swoją chciwość i obłudę, ale najbardziej pomogła mi w tym fizyka i biologia. Zrozumienie zjawisk zachodzących w przyrodzie, badania takich ludzi jak Einstein i Hawking, zrozumienie jak działa mózg, jakie procesy zachodzą w neuronach, jak działa sztuczna inteligencja, jak przetwarza informacje, jak się uczy i jakie problemy występują podczas nauki.

3 godziny temu, okragly napisał:

człowiek pozbawiony stada umiera

Coś w tym jest, ale to nie znaczy że musimy być owcami sterowanymi przez "pasterzy", polityków, czy innych samozwańców.

Edited by Sławko
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
40 minut temu, Sławko napisał:

Większość osób, które nazywają się dzisiaj ateistami tak naprawdę nie wyzbyło się "potrzeb duchowych", które wmawiano im od dziecka i nawet po porzuceniu religii czują się zagubieni,

 

40 minut temu, Sławko napisał:

Niestety moja babcia dawała mu kasę w gotówce do rączki.

Mi się to kojarzy jakoś tak: Źli księża rozbudzają u niewinnych i naiwnych dzieci "potrzeby duchowe", żeby potem doić je (gdy dorosną) z kasy. Przy czym doskonale (ci księża) wiedzą, że żadnych bogów nie ma, więc dają sobie pozwolenie na używanie ile wlezie w zakresie tego dojenia.

(Jeśli nie zrozumiałem, to przepraszam).

Nie przekonuje mnie to w tym (co najmniej) zakresie, że myślę, że sami księża sami też są (z reguły, wyjątki oczywiście się zdarzają). Więc to jest raczej tak, że wiele zachowań księży wynika po prostu z tego, że są niedouczeni (poziom nauki w seminarium pewnie nie jest, zgaduję, wysoki) ani nie są wybitnymi intelektualistami itd. Ale przynajmniej czasami (nie chcę wchodzić w to jak często) mają dobre chęci. I wydaje mi się, że to raczej jest kwestia indywidualna (może nawet genów czy np. przypadkowego ustawienia się jakichś wag w sieci neuronowej mózgu lub czegoś podobnego), czy ktoś jest wierzący, czy nie.

40 minut temu, Sławko napisał:

to nie znaczy że musimy być owcami sterowanymi przez "pasterzy", polityków, czy innych samozwańców.

Więc IMHO skoro to tylko kwestia "genów", czy też tego, że jeden ma a inny być może nie ma wbudowane w swój mózg "potrzeby duchowe", to nie ma powodów, żeby mieć jakieś "niewolnicze" podejście, traktować księży jako przywódców, których polecenia trzeba bezwzględnie wykonywać itd. itd. Trzeba myśleć samodzielnie i krytycznie (to taka po prostu umiejętność, której trzeba się w życiu nauczyć, życie to na nas wymusza i tyle), a nie przerzucać na innych zadanie decydowania o moim życiu, tylko tyle, a z tego nie wynika, że większą wolność daje ateizm, a mniejszą wiara (lub na odwrót). Samodzielny wierzący może być dalej wierzącym, a samodzielny ateista, ateistą;)

48 minut temu, Sławko napisał:

Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza.

Brzmi trochę tak, jakby przynajmniej się dobrze kalkulować budżet (to dla rozluźnienia atmosfery:)) Ale: czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień? I na jaką "kulturę"? Gdyby wydawała na muzykę jakiejś gwiazdy rockowej zarabiającej miliony to czy byłaby wg Ciebie wykorzystywana, czy nie? Kto powinien decydować, ile ma wydać na kulturę i na jaki rodzaj "kultury"? Ktoś za nią? - To jest tak naprawdę bardzo mętna sprawa (niezależnie od tego, że uważam wydawanie pieniędzy na Rydzyka za bardzo kiepski sposób wydawania).

56 minut temu, Sławko napisał:

Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza.

Brzmi trochę tak, jakby przynajmniej nuaczyła się dobrze kalkulować budżet (to dla rozluźnienia atmosfery:)) Ale: czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień? I na jaką "kulturę"? Gdyby wydawała na muzykę jakiejś gwiazdy rockowej zarabiającej miliony to czy byłaby wg Ciebie wykorzystywana, czy nie? Kto powinien decydować, ile ma wydać na kulturę i na jaki rodzaj "kultury"? Ktoś za nią? - To jest tak naprawdę bardzo mętna sprawa (niezależnie od tego, że uważam wydawanie pieniędzy na Rydzyka za bardzo kiepski sposób wydawania).

P.S. Jeszcze dla rozluźnienia atmosfery: babcia była wykorzystywana przez księdza, a ja np. jestem wykorzystywany przez... moją żonę - ateistkę;) Bo to ona wydaje większość tego co zarabiam. Były nawet z tego powodu pewne tarcia między nami, ale mam wrażenie, że się stopniowo coraz lepiej układa;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
3 hours ago, Sławko said:

od tamtej pory nie dam tym oszustom nawet złotówki

Niestety tak się składa, że dajesz i będziesz dawał (patrz Fundusz Kościelny), dopóki nie przestaniesz płacić podatków lub nie zostanie zlikwidowany FK. Za obecnej władzy  dodatkowo dochodzą różne dotacje na fundacje księdza Tadeusza R.

2 hours ago, darekp said:

I wydaje mi się, że to raczej jest kwestia indywidualna (może nawet genów czy np. przypadkowego ustawienia się jakichś wag w sieci neuronowej mózgu lub czegoś podobnego), czy ktoś jest wierzący, czy nie.

To jest kwestia indywidualna, ale jeśli wiara w dogmaty religijne jako prawdę o świecie jest wtłaczana od małego, trudno się potem przestawić na myślenie logiczne zamiast magicznego, zwłaszcza jeśli duża część otaczającej człowieka społeczności jest również wychowana w ten sposób i utwierdza go w błędnych przekonaniach.

 

2 hours ago, darekp said:

skoro to tylko kwestia "genów", czy też tego, że jeden ma a inny być może nie ma wbudowane w swój mózg "potrzeby duchowe", to nie ma powodów, żeby mieć jakieś "niewolnicze" podejście

To jest, jak w przypadku większości składowych ludzkiej osobowości połączenie wychowania z genami, natomiast zdecydowanie nie ma czegoś takiego jak gen katolicyzmu, hinduizmu czy islamu, a "potrzeby duchowe" to jedynie chęć odczuwania wzniosłych emocji, które można równie dobrze realizować poprzez sztukę, medytację, obserwację świata - wymieniać można bez końca, pomijając konieczność wiary w oczywistą nieprawdę. Moim zdaniem ludzie powinni uczyć się o religiach świata w identyczny sposób, jak uczymy się obecnie o mitologii greckiej czy nordyckiej, jako o zbiorze podań i mitów. Wiara jest po prostu niewłaściwym/zawodnym narzędziem dochodzenia do prawdy/zdobywania przekonań o rzeczywistości.

 

2 hours ago, darekp said:

czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień?

Różnica polega na tym, że wydając na kulturę podejmujesz świadomą decyzję konsumowania tejże i otrzymujesz w zamian za swoje pieniądze produkt zgodny z opisem, a brak konsumpcji nie jest obwarowany groźbą wiecznej męczarni, czy innej równie przerażającej kary. Dodatkowo żaden twórca nie jest od maleńkiego wciskany jako jedyny właściwy, niosący jedyne prawdziwe przesłanie. Natomiast ksiądz/kapłan nie zachęca do udziału w społeczności, skorzystania ze wsparcia "duchowego" i pocieszenia tylko obiecuje wieczne życie, przebaczenie grzechów, często również wyleczenie z ciężkiej choroby. Za brak udziału w jego konkretnej wersji religii natomiast zawsze grozi kara potępienia, wiecznej męki, utraty życia wiecznego. Jednym słowem oszukuje, kłamie, byleby tylko wyciągnąć pieniądze - jak pospolity przestępca, nie usługodawca.

Dodatkowo w Polsce mamy to nieszczęście, że głównym dostawcą tych "usług" jest organizacja przestępcza - kościół katolicki. Z tym stwierdzeniem mógłby się nie zgodzić jedynie ten, kto uważa, że umożliwianie pedofilom kontaktu z dziećmi i ukrywanie ich przed wymiarem sprawiedliwości, a także zastraszanie i nękanie ich ofiar  w celu zatuszowania sprawy, to nie przestępstwo.

Edited by Daniel O'Really
Korekta

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, darekp napisał:

Mi się to kojarzy jakoś tak: Źli księża rozbudzają u niewinnych i naiwnych dzieci "potrzeby duchowe", żeby potem doić je (gdy dorosną) z kasy. Przy czym doskonale (ci księża) wiedzą, że żadnych bogów nie ma, więc dają sobie pozwolenie na używanie ile wlezie w zakresie tego dojenia.

(Jeśli nie zrozumiałem, to przepraszam).

Nie przekonuje mnie to w tym

Przypadki są różne, ale wierz mi, zasada jest taka sama jak u dilerów narkotyków czy sprzedawców homeopatii. profesjonalny diler to taki który nie używa sprzedawanego przez siebie towaru.

Może w seminarium jest wiara i moc i ideały. Ale na plebanii robi się rutyna, zwykłe życie i zwątpienie gdy po latach rozmowa z Bogiem ciągle jest monologiem.

Wszyscy sobie wyobrażają że ksiądz kończy mszę i idzie dalej się modlić w samotności, bzdura.

Większość z nich po pracy przebierają się i jadą do kobiety czy dzieci albo inaczej się realizują nie myśląc o pracy którą skończyli.

Znam paru i mógłbym trochę poopowiadać jakie są z nich równe chłopy z krwi i kości. Ale to wręcz opowieści na sporą książkę :)

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bielik amerykański, narodowy symbol USA od 2007 roku nie jest uznawany za gatunek zagrożony. Jednak ptak jest chroniony przez trzy różne ustawy federalne oraz różne przepisy stanowe i lokalne. Zabijanie, sprzedaż lub posiadanie bielika bez zezwolenia zagrożone jest grzywną idącą w setki tysięcy dolarów i dwoma latami więzienia. Dlatego też każdy przypadek znalezienia martwego bielika powinien być zgłaszany, a specjaliści badają, co było przyczyną śmierci i czy należy wszcząć śledztwo.
      Niedawno biolodzy zetknęli się z zagadkowym i – jak się okazało – bardzo nietypowym przypadkiem śmierci bielika. Martwego ptaka znaleziono w Highland Lake. W pobliżu na wodzie unosiło się martwe pisklę nura. Strażnika leśnego powiadomił o tym biolog John Cooley z Komitetu Ochrony Nura. Bielik został zabrany do kliniki weterynaryjnej, zrobiono mu prześwietlenie, które nie wykazało obecności kuli w ciele. Jednak w czasie oględzin ptaka weterynarze zauważyli dziuę w jego piersi. Dziura taka mogła pochodzić tylko od... dzioba nura.
      Nury są znacznie mniejsze od bielików, a ich główną bronią są ostre jak sztylet dzioby. Nury wykorzystują je do walk między sobą. Niejednokrotnie atakują przeciwnika spod wody, mierząc dziobem w jego pierś. Biolodzy wielokrotnie mieli do czynienia z nurami, które mają na klatce piersiowej zagojone ślady po takich atakach. Wiadomo też, że coraz częściej dochodzi do konfliktów pomiędzy nurami a bielikami, co ma związek z odradzającą się populacją bielika. Nigdy jednak nie natrafiono na przypadek śmierci bielika w wyniku ataku nura. Tym razem symbol Ameryki miał wyjątkowego pecha. Okazało się bowiem, że zabiło go pisklę nura.
      Dokładne badania wykazały, że rozmiary uszkodzeń w piersi bielika pasują do rozmiarów dzioba martwego pisklęcia. Z kolei na ciele pisklęcia znaleziono dziury, których rozkład odpowiada szponom bielika.
      Jedynym świadkiem wyjątkowego wydarzenia była kobieta mieszkająca nad jeziorem. Powiedziała strażnikom, że poprzedniej nocy słyszała odgłosy zdenerwowanych nurów. Najwyraźniej bielik postanowił zapolować, upatrzył sobie pisklę i oboje zginęli podczas ataku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po przeanalizowaniu danych z 10 krajów, w tym z Chin, Niemiec, Francji, Włoszech, USA, Szwajcarii czy Korei Południowej, naukowcy doszli do wniosku, że istnieje silna korelacja pomiędzy niedoborami witaminy D a odsetkiem zgonów na COVID-19. Okazało się, że w krajach o wysokim odsetku zgonów, jak Włochy, Hiszpania czy Wielka Brytania, pacjenci mieli niższy poziom witaminy D niż pacjenci w innych krajach.
      Naukowcy ostrzegają jednak, że nie oznacza to, że należy brać suplementy, tym bardziej, jeśli nie mamy stwierdzonych niedoborów tej witaminy. Uważam, że ludzie powinni wiedzieć, iż niedobory witaminy D mogą odgrywać rolę w śmiertelności, ale nie oznacza to, że każdy powinien ją zażywać, mówi główny autor badań, profesor Vadim Backman z Northwestern University. Ta kwestia wymaga dalszych badań i mam nadzieję, że nasza praca zainspiruje kogoś do ich podjęcia. Nasze badania mogą też wskazywać na jeden z mechanizmów zgonów. Jeśli zostanie on potwierdzony, być może przyda się to podczas leczenia, dodaje uczony.
      Backman i jego zespół postanowili przyjrzeć się poziomowi witaminy D, gdyż stwierdzili, że istnieje trudna do wyjaśnienia różnica odsetka zgonów pomiędzy poszczególnymi krajami. Sugerowano, że może mieć to związek z poziomem opieki zdrowotnej, liczbą wykonanych testów, rozkładem grup wiekowych czy istnieniem różnych szczepów koronawirusa. Jednak Backman podchodził do tego sceptycznie. Nie wydaje się, by któryś z tych czynników odgrywał znaczącą rolę. System opieki zdrowotnej w północnych Włoszech jest jednym z najlepszych na świecie, a różnice w odsetkach zgonów widać nawet w tych samych grupach wiekowych. Są oczywiście duże różnice pomiędzy liczbą wykonywanych testów, jednak różnice w odsetku zgonów utrzymują się nawet gdy popatrzymy na kraje, które testują tyle samo, dodaje. Zauważyliśmy jednak istnienie silnej korelacji pomiędzy witaminą D a odsetkiem zgonów, mówi Backman.
      Po analizie ogólnodostępnych danych naukowcy odkryli, że istnieje silny związek pomiędzy poziomem witaminy D a występowaniem burzy cytokinowej, czyli uogólnionego stanu zapalnego spowodowanego nadmierną reakcją układ odpornościowego, oraz pomiędzy poziomem witaminy D a odsetkiem zgonów.
      Burza cytokinowa może poważnie uszkodzić płuca, doprowadzić do zespołu ostrej niewydolności oddechowej i zgonu pacjenta, mówi doktor Ali Daneshkhah, główny autor artykułu, który opublikowano w medRxiv. Wydaje się, że właśnie to zabija większość pacjentów z COVID-19, a nie bezpośrednie uszkodzenie płuc przez wirusa. Chorzy umierają z powodu chybionego ataku ich własnego układu odpornościowego, dodaje.
      Backman mówi, że dzięki prawidłowemu poziomowi witaminy D nasz układ odpornościowy nie tylko lepiej działa, ale też z mniejszym prawdopodobieństwem stanie się nadmiernie reaktywny. Korelacja pomiędzy witaminą D a odsetkiem zgonów na COVID-19 jest bardzo silna. Nie zapobiegłoby to zarażeniu, ale mogłoby zmniejszyć liczbę komplikacji i zapobiec zgonom wśród chorych .
      Zdaniem uczonego, może to też wyjaśniać, dlaczego dzieci praktycznie nie umierają na COVID-19. Mają one bowiem nie w pełni wykształcony swoisty układ odpornościowy, który stanowi drugą linię obrony organizmu i który ma większą tendencję do nadmiernego reagowania. Dzieci polegają głównie na odpowiedzi immunologicznej nieswoistej. To może wyjaśniać mniejszy odsetek zgonów w tej grupie.
      Backman podkreśla, że nie należy na własną rękę przyjmować suplementów z witaminą D, gdyż może mieć to negatywne skutki uboczne. Konieczne są też dalsze badania, by stwierdzić, czy rzeczywiście witamina D może chronić przed komplikacjami w przypadku zachorowania na COVID-19.
      Trudno powiedzieć, jaka dawka witaminy D byłaby pomocna w przypadku COVID-19. Wiadomo, że niedobór witaminy D jest szkodliwy i że łatwo można go uzupełnić prawidłową suplementacją, dodaje uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne spowodowały, że na niektórych obszarach Ziemi coraz częściej panują warunki zabójcze dla człowieka. Amerykańsko-brytyjski zespół naukowy informuje, że w porównaniu z rokiem 1979 dwukrotnie zwiększyła się częstotliwość występowania temperatury mokrego termometru (TW) pomiędzy 27 a 35 stopni Celsjusza. Co prawda granicą śmierci przy temperaturze mokrego termometru jest 35 stopni, jednak poważne uszkodzenia ciała i zgony mogą mieć miejsce w niższych temperaturach, dlatego uwzględniono je w analizie.
      Szczegółowo o wyliczeniach dotyczących śmiertelnej dla człowieka temperatury mokrego termometru informowaliśmy przed 10 laty. Przypomnijmy, że temperatura mokrego termometru to temperatura odczuwana, gdy mokra skóra wystawiona jest na działanie poruszającego się powietrza. Brana jest zatem pod uwagę temperatura i wilgotność. Dla człowieka i większości ssaków śmiertelna jest 6-godzinna ekspozycja na TW przekraczającą 35 stopni Celsjusza. Przy tej temperaturze, w połączeniu z dużą wilgotnością, organizm przestaje się chłodzić. Same procesy metaboliczne w naszych organizmach generują podczas spoczynku około 100 watów. Aby schłodzić organizm konieczne jest, by skóra była chłodniejsza od jego wnętrza, a otoczenie było chłodniejsze od skóry. Chłodzimy się wydzielając pot, który odparowuje z powierzchni skóry. Przy takich warunkach jak wspomniane, odparowywanie potu staje się niemożliwe.
      Jak już wspomniano, tą śmiertelną granicą jest 35 stopni Celsjusza w połączeniu z duża wilgotnością. Jednak niższe temperatury też są niebezpieczne. Fala upałów, która w 2003 roku zabiła w Europie tysiące osób, nigdy nie przekroczyła 28 stopni Celsjusza TW. Dlatego też podczas obecnych badań pod uwagę wzięto zakres 27–35 stopni TW.
      Dotychczas sądzono, że na wyraźnie częstsze pojawianie się śmiercionośnej TW będzie trzeba poczekać do drugiej połowy obecnego wieku. Jednak założenia takie robiono przy badaniach biorących pod uwagę dość duże obszary. Naukowcy z Colin Raymond (Jet Propulsion Laboratory, Columbia University), Tom Matthews (Loughborough University) i Radley M. Horton (Columbia University) skupili się na analizie danych z 7000 stacji pogodowych.
      Analiza danych ze stacji pogodowych pokazuje, że w niektórych nadbrzeżnych obszarach subtropikalnych już zaczęłą pojawiać się TW wynosząca 35 stopni Celsjusza a ogólna częstotliwość występowania ekstremalnego gorąca i wilgotności zwiększyła się ponaddwukrotnie od 1979 roku. Ostatnie doniesienia o miejscowym przekraczaniu przez wody powierzchniowe oceanów temperatury 35 stopni tylko uwiarygadniają te dane, czytamy w pracy The emergence of heat and humidity too severe for human tolerance opublikowanej na łamach Science.
      Większość przypadków zbliżania się do niebezpiecznej granicy ma miejsce w Zatoce Perskiej, Indiach, Pakistanie i na południowym-zachodzie Ameryki Północnej. Natomiast w miejscach takich jak Jacobabad (Pakistan) i Ras al Khaimah (Zjednoczone Emiraty Arabskie) 35 stopni Celsjusza TW została przekroczona po raz pierwszy w historii.
      Na szczęście wydarzenia takie są wciąż krótkotrwałe, większość ludzi może więc uniknąć niebezpieczeństwa, tym bardziej, gdy można schronić się w pomieszczeniu. Jednak tego typu fale upałów będą miały miejsce częściej i nie tylko w tropikach. Część specjalistów zwraca uwagę, że nie powinniśmy przywiązywać się do granicy 35 stopni C TW, gdyż na różnych ludzi temperatura i wilgotność powietrza mają różny wpływ. Z pewnością bardziej zagrożone są osoby starsze i chore.
      Fale upałów będą wymagały zmiany sposobu funkcjonowania wielu ludzi. Coraz częściej będzie zdarzało się, że rolnicy czy robotnicy budowlani będą musieli – dla własnego bezpieczeństwa – poczekać z pracą aż temperatura spadnie. O tym, że nadmierne ciepło może być zabójcze niech świadczy fakt, że w USA, gdzie mieszkańcy mają powszechny dostęp do klimatyzacji, upały zabijają już więcej ludzi niż mrozy, powodzie czy huragany.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Praktycznie o od samego początku epidemii koronawirusa wiemy, że mężczyźni są bardziej narażeni na zgon z jego powodu, niż kobiety. Takie dane napływały w Chin już w styczniu. I tak jest też w Polsce. Przed dwoma dniami Główny Inspektor Sanitarny ujawnił, że o ile wśród chorych na COVID-19 jest 55,2% kobiet i 44,8% mężczyzn, to struktura zgonów wygląda zgoła inaczej. Wśród tych, którzy zmarli w Polsce mężczyźni stanowią 57,9%, a kobiety 42,1%.
      Już wcześniejsze epidemie koronawirusowe – SARS i MERS – nieproporcjonalnie bardziej uderzały w mężczyzn. Na przykład na SARS umierało 21,9% mężczyzn i 13,2% kobiet. Różnica wynosi więc ponad 60%!
      Jednym z branych pod uwagę czynników, które mogą wpływać na cięższy przebieg choroby u mężczyzn jest palenie papierosów. Dym papierosowy powoduje, że komórki płuc wytwarzają więcej proteiny ACE2, a to właśnie do niej przyczepia się wirus SARS-CoV-2, by wniknąć do komórki. Tymczasem w Chinach papierosy pali ponad 50% mężczyzn i jedynie 5% kobiet. Jednak Hua Linda Cai z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles twierdzi, że hipoteza o wpływie palenia tytoniu nie do końca znajduje pokrycie w faktach. Okazuje się bowiem, że w Chinach  papierosy paliło jedynie 12,5% osób, które doświadczyły ciężkiego przebiegu COVID-19. Zdaniem Cai nie tłumaczy to różnicy pomiędzy kobietami a mężczyznami.
      Inne przychodzące na myśl wyjaśnienie brzmi: mężczyźni, szczególnie starsi, są w gorszym stanie zdrowia niż kobiety. Częściej są otyli, mają nadciśnienie, cukrzycę, nowotwory, choroby układu oddechowego i układu krążenia. I rzeczywiście, gdy naukowcy z Nowego Jorku wzięli te czynniki pod uwagę, okazało się, że płeć nie stanowi dłużej czynniku ryzyka.
      Różnicę wyjaśniać może też fakt, że kobiety mają silniejszy układ odpornościowy od mężczyzn. Istnieją duże różnice w układzie odpornościowym kobiet i mężczyzn, co ma znaczący wpływ na przebieg licznych chorób zakaźnych, mówi immunolog Philip Goulder z University of Oxford. Kobiety odnoszą korzyści, gdyż w każdej komórce posiadają dwa chromosomy X, podczas gdy mężczyźni mają jeden chromosom. W chromosomie X znajduje się wiele ważnych genów wpływających na funkcjonowanie układu odpornościowego, przypomina Goulder.
      Jednym z takich ważnych genów jest gen kodujący proteinę TLR7. Proteina ta odgrywa ważną rolę w wykrywaniu jednoniciowych wirusów RNA. A właśnie takimi są koronawirusy. U kobiet zachodzi więc dwukrotnie większa ekspresja tego białka niż u mężczyzn, zatem układ odpornościowy kobiet silniej reaguje na koronawirusy, mówi Goulder. Mimo, że jeden chromosom X jest u kobiet nieaktywny, to w komórkach układu odpornościowego ten brak aktywności nie dotyczy genu TLR7.
      Istnieją też pewne dowody, by przypuszczać, że żeńskie hormony płciowe, estrogen i progesteron, wzmacniają układ odpornościowy. Kwestia ta nie była jednak badana w kontekście COVID-19.
      Jeszcze innym powodem, dla którego COVID-19 może częściej zabijać mężczyzn jest mniejsza dbałość o higienę. Przeprowadzone w Chinach badania nad chorymi na COVID-19 wykazały, że cierpiący na tę chorobę panowie z większym prawdopodobieństwem byli nosicielami innych wirusów i bakterii. Nie można wykluczyć, że inne patogeny negatywnie wpływają na rokowania w przebiegu COVID-19.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zanieczyszczenie powietrza to jedno z głównych ryzyk zdrowotnych i przyczyn śmierci na całym świecie. Jest ono tym bardziej groźne, że nie można go uniknąć. O ile każdy z nas może podjąć decyzję, czy chce palić papierosy lub przebywać w towarzystwie palaczy, to indywidualnie nie mamy możliwości uniknięcia zanieczyszczonego powietrza. Okazuje się, że skraca ono życie każdego człowieka średnio o niemal 3 lata.
      Naukowcy z Instytutu Chemii im. Maxa Plancka oraz Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Moguncji przeprowadzili dokładne obliczenia dotyczące liczby zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza oraz jego wpływu na skrócenie życia.
      Z wyliczeń wynika, że w 2015 roku zanieczyszczenia powietrza spowodowały na całym świecie 8,8 miliona przedwczesnych zgonów, co przekłada się na średnią redukcję długości życia o 2,9 roku. Jest więc ono znacznie bardziej śmiercionośne niż palenie papierosów (7,2 miliona zgonów, skrócenie życia średnio o 2,2 roku), HIV/AIDS (1 milion zgonów, skrócenie życia średnio o 0,7 roku) czy malaria (600 000 zgonów, skrócenie życia o 0,6 roku).
      Biorąc pod uwagę olbrzymi wpływ, jaki zanieczyszczenie powietrza ma na całą populację, możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z pandemią zanieczyszczenia, mówi główny autor badań, Jos Lelieveld, dyrektor Instytutu Chemii im. Maxa Plancka.
      Nasze badania porównujące różne czynniki ryzyka pokazały, że zanieczyszczenie powietrza to główna przyczyna przedwczesnych zgonów i skrócenia życia. Działa ono głównie za pośrednictwem chorób układu krążenia, dodaje współautor Thomas Münzel, dyrektor Centrum Kardiologii w Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Moguncji.
      Naukowcy najpierw zbadali związek pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a występowaniem chorób związanych z konkretnymi zanieczyszczeniami. Podczas analizy wykorzystali chemiczne modele atmosfery, które połączyli z danymi epidemiologicznymi z Global Exposure – Mortality Model zawierającym informacje z licznych epidemiologicznych badań kohortowych. W ten sposób byli w stanie odróżnić poszczególne źródła zanieczyszczenia od siebie. Mogli wyodrębnić ryzyka związane z zanieczyszczeniem powietrza przez czynniki naturalne, jak pożary czy pyły z procesu wietrzenia, od źródeł antropogenicznych. Na tej podstawie dla każdego z krajów mogli określić nadmiar zgonów spowodowanych przez choroby związane z zanieczyszczonym powietrzem.
      Okazało się, że najgorsza sytuacja panuje w Azji Wschodniej, gdzie zanieczyszczenie powietrza odpowiada za 35% przedwczesnych zgonów. Na kolejnym miejscu niechlubnej listy jest Azja Południowa (32%), następnie Afryka (11%), Europa (9%) oraz Ameryka Północna i Południowa (po 6%). Listę zamyka Australia (1,5%).
      Z badań wynika też, że możliwe jest uniknięcie 5,5 miliona zgonów rocznie powodowanych przez zanieczyszczenie powietrza. Głównym antropogenicznym czynnikiem zanieczyszczenia są paliwa kopalne. Gdyby udało się je wyeliminować średnia długość życia na całym świecie wzrosłaby o ponad 1 roku.
      W ubiegłym roku ten sam zespół opublikował analogiczne badania dla samej Europy. Wynika z nich, że zanieczyszczenie powietrza zabija rocznie niemal 800 000 Europejczyków i skraca nasze życie średnio o ponad 2 lata.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...