Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Uczestnictwo w uroczystościach religijnych wzmacnia psychicznie i zmniejsza ryzyko zgonu z rozpaczy

Recommended Posts

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo, przedawkowanie narkotyków czy zatrucie alkoholem, wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Harvarda. Wykazały one również, że uczestnictwo w obrzędach religijnych silniej zmniejsza ryzyko „zgonu z rozpaczy” u kobiet niż u mężczyzn.

Z rozpaczą ma do czynienia każdy, kto doznał wielkiej straty lub przechodzi wielkie trudności. Chociaż sam termin „śmierć z rozpaczy” został oryginalnie stworzony w kontekście Amerykanów zmagających się z bezrobociem, to jest zjawisko znacznie bardziej szersze. Może dotyczyć ono zarówno biorącego udział w naszych badaniach medyka, który zmaga się z nadmiernymi oczekiwaniami i wypaleniem zawodowym, jak i kogoś, kto doznał olbrzymiej straty. Musimy więc sprawdzić, jakie zasoby będące w dyspozycji społeczeństwa mogą nas przed tym uchronić, mówi profesor epidemiologii Tyler VanderWeele.

Religijność może wpływać na nasze zdrowie. Już wcześniejsze badania wykazały, że uczestniczenie w obrzędach religijnych jest związane z mniejszym ryzykiem zachowań związanych ze złym stanem psychicznym, takim jak nałogowe picie alkoholu czy używanie narkotyków.

Na potrzeby najnowszych badań naukowcy z Harvard T.H. Chan School of Public Health (https://www.hsph.harvard.edu/) i The Human Flourishing Program (https://hfh.fas.harvard.edu/) przeanalizowali dane dotyczące 66 492 kobiet zebrane w ramach Nurses' Healht Study II oraz 43 141 mężczyzn zgromadzonych podczas Health Professionals Follow-Up Study. Wśród badanych kobiet miało miejsce 75 przypadków „zgonów z rozpaczy” – 43 samobójstwa, 20 zatruć używkami oraz 12 zgonów z powodu chorób wątroby spowodowanych spożywaniem używek. Wśród mężczyzn zaś odnotowano 306 „zgonów z rozpaczy”: 197 samobójstw, 6 zatruć i 103 choroby wątroby.

Po uwzględnieniu różnych czynników wpływających na ryzyko zgonu okazało się, że w przypadku kobiet biorących udział w uroczystościach religijnych co najmniej raz w tygodniu ryzyko „zgonu z rozpaczy” jest o 68% mniejsze niż u pań, które w ogóle nie są religijne. W przypadku religijnych mężczyzn ryzyko takie jest o 33% mniejsze.

Naukowcy podkreślają, że uczestnictwo w uroczystościach religijnych może być bardzo ważnym lekiem na rozpacz, może dawać nadzieję i nadawać sens życiu. Religia może też wzmacniać naszą odporność psychiczną poprzez stwarzanie atmosfery pokoju, pozytywnego spojrzenia na świat oraz dzięki zwiększaniu sieci społecznej i wsparcia ze strony innych ludzi.

Uzyskane przez nas wyniki są szczególnie ważne obecnie, w obliczu pandemii COVID-19. To o tyle ważne, że obecnie medycy pracują w bardzo trudnych warunkach, a wiele posług religijnych zostało odwołanych. Musimy zastanowić się, w jaki sposób można pomóc tym, którzy są szczególnie narażeni, mówi współautor badań Ying Chen.

Artykuł Religious Service Attendance and Deaths Related to Drugs, Alcohol, and Suicide Among US Health Care Professionals został opublikowany na łamach JAMA Psychiatry.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego właśnie cwaniacy, w różnych szamańskich strojach, wykorzystują religię do uzyskania własnych korzyści materialnych. Dotyczy to każdej religii / sekty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, Sławko napisał:

Dlatego właśnie cwaniacy, w różnych szamańskich strojach, wykorzystują religię do uzyskania własnych korzyści materialnych. Dotyczy to każdej religii / sekty.

Owszem, ale to jest układ gdzie obie strony zyskują więc jest OK.

U starzejących się kobiet u których zazwyczaj narasta "poziom rozpaczy" zostaje on trochę obniżony. A świadczący usługi religijne dostają środki pieniężne za które też sobie obniżają "poziom rozpaczy". To jest bardzo uczciwy układ.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam wątpliwość, co jest skutkiem a co przyczyną. Czy ten objaw zależy od wyznania? W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe. Ludzie nie rosną od grania w koszykówkę :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, tempik napisał:

Owszem, ale to jest układ gdzie obie strony zyskują więc jest OK.

[...] To jest bardzo uczciwy układ.

Weź nie żartuj. Zwłaszcza wobec starszych osób, które są bezwzględnie wykorzystywane w sposób cyniczny i bez żadnych skrupułów, bo szamani (i wszyscy cwaniacy, jak Mariusz zauważył) dobrze wiedzą, że takie osoby mają znacznie obniżony poziom oceny sytuacji i łatwo jest je omamić i oszukać. Poza tym, tu jedna strona jest wyłącznie oszukiwana, że coś zyskuje. Nazywanie tego uczciwym układem ma się tak do tego, jakbym wyłudził od ciebie mieszkanie za 10zł (tu też obie strony coś zyskują).

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, Jajcenty napisał:

W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym. Tak samo za biedę i wszystkie inne nieszczęścia i wyrzeczenia/poświęcenia. Obietnica przyszłej nagrody za cierpienie tu i teraz dodaje otuchy i owo cierpienie zmniejsza. Więc to nie tylko są dogmaty wiary.

21 minut temu, Sławko napisał:

Weź nie żartuj. Zwłaszcza wobec starszych osób, które są bezwzględnie wykorzystywane w sposób cyniczny i bez żadnych skrupułów,

Niby tak, z boku tak to widać. Ale niech pierwszy rzucił kamień kto nie oszukał dziecka mówiąc że jak będzie grzeczne cały rok to dostanie prezent od Świętego Mikołaja.

Ok, już nie żartuję. 

WD. Twojej definicji psychoterapeuta to też oszust bo za pieniądze wciska kit że będzie dobrze, jednocześnie w duchu myśląc sobie zupełnie co innego.

To nie moja bajka, ale ja  widzę pozytywne efekty wiary u starszych ludzi.

Za parę złotych miesięcznie dostają efekt jak po lekkich czy średnich antydepresantach i bez skutków ubocznych. Jeśli ktoś nie przegina jak np. właściciel pewnej rozgłośni to ja nie widzę problemu i krzywdy

Edited by tempik

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, tempik napisał:

niech pierwszy rzucił kamień kto nie oszukał dziecka

OK, nikt pewnie nie jest krystaliczny, ale co innego jest jednorazowe oszustwo, a czym innym jest oszukiwanie non-stop. Moje rozgoryczenie nie jest przypadkowe. Moja babcia była tak oszukiwana przez księdza. Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł. Ile było takich babć, to tylko on wie.

20 minut temu, tempik napisał:

Twojej definicji psychoterapeuta to też oszust bo za pieniądze wciska kit że będzie dobrze

Psychoterapeuta udziela porad na postawie analizy konkretnego przypadku. Przyznaję, że nie korzystałem dotąd z usług psychoterapeutów (chociaż jednego nawet znam osobiście), ale traktuję ich jak lekarzy. We wszystkim można się doszukiwać oszustwa. Jak lekarz przepisze ci lek, który nie zadziałał, to też możesz uznać, że cię oszukał.

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minutes ago, tempik said:

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym.

Zgoda - każda religia stworzona dla niewolników.

 

6 minutes ago, Sławko said:

 Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł.

Doprowadzenie podstępem  do niekorzystnego rozporządzenia ciałem lub mieniem jest obwarowane paragrafem. Są kwity w postaci dowodów wpłaty?

Jeśli psychoterapeutą jest zwykły psycholog (bez studiów medycznych) , to niekoniecznie: ten zawód został wyłączony z listy licencjonowanych i od dawna jest "znachorstwem" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, tempik napisał:

Chyba każda (przynajmniej z wiodących) religii zakładają że cierpienie jest dobre i za to że jest się chorym zostanie się wynagrodzonym.

Nie każda (nawet z wiodących ;)), choć po prawdzie kolega @Jarosław Bakalarz daleki od prawdy nie jest:

Godzinę temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Zgoda - każda religia stworzona dla niewolników.

 

2 godziny temu, Mariusz Błoński napisał:

Cwaniacy wykorzystują wszystko, co da się wykorzystać, by osiągnąć korzyści materialne.

Świnta prawda, tyż prawda, a nawet... (nie będę cytował Tischnera ;)). Tylko po co obrażać "cwaniactwem" szacowne, działające jak najbardziej legalnie zacne grono z każdej (od lewa na prawo i nabarot) opcji? Od szamanów po naukowców (i z powrotem).

1 godzinę temu, Sławko napisał:

Obliczyliśmy, że tylko przez jej ostatnie 10 lat życia, ksiądz wyłudził od niej co najmniej 120-150 tys. zł.

Pozazdrościć babci...

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo

Nie ogólnie osoby tylko konkretnie personel medyczny, bo tylko ich dotyczyło badanie, ale to detal, do którego się przyczepiłem, żeby się przyczepić.

Tak poważnie, z badania wynika tylko tyle, że uczestnictwo w obrzędach religijnych, jest skorelowane z mniejszym prawdopodobieństwem. Nie wynika z niego bezpośrednie połączenie przyczynowo-skutkowe (wprawdzie badacze zarzekają się, że wzięli pod uwagę wszystkie pozostałe uwarunkowania psychologiczne i społeczne, ale nie wydaje mi się to wykonalne na podstawie danych na jakie się powołują).

Sam wniosek jest wprost błędny, ponieważ nie wzięto pod uwagę, jak branie udziału w obrzędach religijnych wpływałoby na osoby niewierzące. Należałoby chyba założyć, że podobny wpływ nie wystąpi, zatem zdanie "Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu..." jest nieprawdziwe. Nie wzięto też pewnie pod uwagę tego, że zwiększone prawdopodobieństwo "zgonu z rozpaczy" wśród nieuczęszczających może się wiązać z tym, że wyzwolili się z wiary w religijne dogmaty, ale pozostała trauma po wpajanym od maleńkości strachu przed piekłem. Osoby takie nie mogą już uczciwie brać udziału w obrzędach, w które nie wierzą, ale podświadomy strach zostaje, co powoduje ciągły stres.

Dodatkowo, jeśli nawet przyjąć w całości wniosek badaczy, to czy rzeczywiście jest to wystarczający powód, żeby prać od małego mózgi ludziom, w kierunku przyjmowania idei za fakt na podstawie wiary i/lub autorytetu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Są kwity w postaci dowodów wpłaty?

Kpisz? Widziałeś księdza, który daje kwity za cołaski, za cokolwiek? Dostałeś kiedykolwiek paragon od księdza? Nic im nie udowodnisz. Nasze oszacowania wynikały z tego, co babcia dostawała jako emeryturę i ile jej zostawało na życie oraz notatek, które znaleźliśmy po jej śmierci.

3 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

niekorzystnego rozporządzenia ciałem lub mieniem jest obwarowane paragrafem

I co z tego? Ilu księży dostało za to celę? Nawet pedofilia jest tu skrzętnie kryta i kara niewielu spotkała. Oni żyją ponad prawem, a ich przestępstwa są praktycznie bezkarne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tekście nie ma niczego, co świadczyłoby o tym, że z tych badań można wywieść jakąś zależność, że "coś z czegoś wynika". Jest opisana tylko koincydencja. Przyczyn występowania tej zbieżności może być wiele i są o tym badania :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, UrodzonyBluźnierca said:

W tekście nie ma niczego, co świadczyłoby o tym, że z tych badań można wywieść jakąś zależność

Moim zdaniem się mylisz. Co powiesz na takie stwierdzenia:

 

7 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Osoby, które co najmniej raz w tygodniu uczestniczą w obrzędach religijnych są narażone na znacznie mniejsze ryzyko zgonu z takich powodów jak samobójstwo, przedawkowanie narkotyków czy zatrucie alkoholem, wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Harvarda

Gdzie tu jest zaznaczenie, że chodzi o koincydencję? Gdyby według autorów zbieżność była przypadkowa, napisaliby coś o tym zamiast wprost wyciągać wniosek, że A (uczestnictwo w obrzędach) zmniejsza B (ryzyko zgonu z rozpaczy), czyli B (coś) wynika z A (czegoś).

I dalej:

7 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Naukowcy podkreślają, że uczestnictwo w uroczystościach religijnych może być bardzo ważnym lekiem na rozpacz

Jeśli może być bardzo ważnym lekiem, to znów z C (leczniczych mocy obrzędów) wynika D (wyleczenie z rozpaczy), czyli "coś z czegoś wynika" nie sądzisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Sławko said:

Kpisz? Widziałeś księdza, który daje kwity za cołaski, za cokolwiek?

No trochę kpię, bo wiem jak to działa. Ale nie do końca kpię, bo ostatnio ktoś się wyżalał, że mu babcie podobnie "Ojciec jeden" potraktował, ale rodzina miała na to dziesiątki dowódów wpłat na wskazane w listach cele. Nie wiedziałem jak jest u Ciebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Moim zdaniem się mylisz. Co powiesz na takie stwierdzenia:

[...]

I dalej:

Jeśli może być bardzo ważnym lekiem, to znów z C (leczniczych mocy obrzędów) wynika D (wyleczenie z rozpaczy), czyli "coś z czegoś wynika" nie sądzisz?

Sądzę, że to może wynikać, ale tylko może. W tekście są tylko wnioski. Gdyby były odwrotne, czyli z D wynika C (np.: ludzie stroniący od używek, bez skłonności do samobójstw, o silniejszej psychice częściej są aktywnymi uczestnikami obrzędów religijnych), to nic w tekście temu nie przeczy. Brzmi, jak opinia, jak notka w prasie popularnej, nie jak opis badania.

Mój angielski jest marny, ale wydaje mi się, w linkowany artykule jest mowa raczej o związku pomiędzy uczestnictwem w mszach a ryzykiem zgonu i do tego dotyczy pracowników służby zdrowia. Dopiero na koniec jest mowa o sugestiach i ekstrapolacji na całą populację.

Zakładam, że przyczyny mogą być zupełnie inne. Badacze też to chyba dopuszczają :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, UrodzonyBluźnierca said:

Zakładam, że przyczyny mogą być zupełnie inne. Badacze też to chyba dopuszczają :)

Widzę, że trochę się nie zrozumieliśmy. Zgadzamy się w pełni jeśli chodzi o wnioski wysnute na podstawie lektury tekstu artykułu i badania. Moja uwaga miała charakter formalny. Chodziło mi o to, że wbrew temu co przeczytałem w Twoim komentarzu, w tekście artykułu jest dużo zdań wprost stwierdzających, że z badań wynika zależność między uczestnictwem a spadkiem prawdopodobieństwa. Bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, że wnioski zawarte w artykule są nieuzasadnione, gdyż z badań, na które tekst się powołuje nie wynika zależność przyczynowo - skutkowa.

 

 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.05.2020 o 22:26, Daniel O'Really napisał:

Bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, że wnioski zawarte w artykule są nieuzasadnione, gdyż z badań, na które tekst się powołuje nie wynika zależność przyczynowo - skutkowa.

Racja. Dokładnie o to chodziło, ale widać niezręcznie to wyraziłem.

Edited by wilk
Nie odpowiadamy cytatem całości osoby tuż powyżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Jajcenty napisał:

 ... co jest skutkiem a co przyczyną. Czy ten objaw zależy od wyznania? W niektórych religiach samobójstwo, alkohol, narkotyki są zakazane - to może ustawiać związki przyczynowe.  

przyczyną jest promowany przez elity indywidualizm, człowiek pozbawiony stada umiera.  Ideologia liberalna  (indywidualizm i wolność) jest niezgodna z nasza istotą tj stadność. Kościół daje namiastkę wspólnoty, ot i cała filozofia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to nie jest coś podobnego jak medytacja która też zdaje się wpływa jakoś na mózg, że mamy mniejsze (upraszczając)"lęki"?

Ponadto przychylam się do tezy, że samobójstwo w wielu religiach jest złe więc lepiej go nie popełniać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, Jarosław Bakalarz napisał:

dziesiątki dowódów wpłat na wskazane w listach cele

Niestety moja babcia dawała mu kasę w gotówce do rączki. Zapiski, które znaleźliśmy nie mówiły wprost, na jakie to było cele. Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza. Trudno z czymś takim iść do sądu zwłaszcza, że sądy także często im sprzyjają i prawo ich chroni. Uznaliśmy, że to walka z wiatrakami. Ale od tamtej pory nie dam tym oszustom nawet złotówki.

Zresztą od wielu lat nie uważam się już za osobę wierzącą. Otrząsnąłem się z tej sekty, czuję się wolny, mam więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Fizyka także przekonała mnie, że wiara w bóstwa jest ślepa i nie ma żadnych logicznych podstaw. Mógłbym dużo opowiadać jaka jest różnica w światopoglądzie między teistami i ateistami. To jest tak duża zmiana, że teiści nie są chyba w stanie tego zrozumieć. Ten artykuł również o tym świadczy. Nie zrozumie tego ten, kto nie był po obu stronach. A niestety z mojej obserwacji wynika, że również wiele osób, które twierdzą, że są ateistami, w rzeczywistości gdzieś tam tli się w nich niepewność, zwłaszcza ta dotycząca tego, co nastąpi po śmierci. To jest trudne, wiem to, bo też przez to przechodziłem. Wynika to z tego, że teizm jest "nauczany" często od małości, a ateizmu nikt nie uczy, dlatego nawet ludzie, którzy wychowywani byli bez religii są podatni na religijne sugestie, a ci którzy przeszli religijne szkolenie od małego, są tym tak nasiąknięci, że bardzo trudno jest im zmienić sposób myślenia.

Wracając do artykułu, wyniki tych badań mnie nie dziwią. Większość osób, które nazywają się dzisiaj ateistami tak naprawdę nie wyzbyło się "potrzeb duchowych", które wmawiano im od dziecka i nawet po porzuceniu religii czują się zagubieni, nie wiedzą czym wypełnić tą lukę po religii. Nie ma pomocy dla takich ludzi, więc czasami idzie to w złym kierunki i może prowadzić do problemów psychicznych. To są dość złożone sprawy. Mnie zmiana poglądów zajęła ok. 30 lat! W tym czasie miałem mnóstwo różnych wątpliwości, które stopniowo rozwiązywałem. Paradoksalnie księża mi w tym bardzo pomogli, głównie przez swoją chciwość i obłudę, ale najbardziej pomogła mi w tym fizyka i biologia. Zrozumienie zjawisk zachodzących w przyrodzie, badania takich ludzi jak Einstein i Hawking, zrozumienie jak działa mózg, jakie procesy zachodzą w neuronach, jak działa sztuczna inteligencja, jak przetwarza informacje, jak się uczy i jakie problemy występują podczas nauki.

3 godziny temu, okragly napisał:

człowiek pozbawiony stada umiera

Coś w tym jest, ale to nie znaczy że musimy być owcami sterowanymi przez "pasterzy", polityków, czy innych samozwańców.

Edited by Sławko
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, Sławko napisał:

Większość osób, które nazywają się dzisiaj ateistami tak naprawdę nie wyzbyło się "potrzeb duchowych", które wmawiano im od dziecka i nawet po porzuceniu religii czują się zagubieni,

 

40 minut temu, Sławko napisał:

Niestety moja babcia dawała mu kasę w gotówce do rączki.

Mi się to kojarzy jakoś tak: Źli księża rozbudzają u niewinnych i naiwnych dzieci "potrzeby duchowe", żeby potem doić je (gdy dorosną) z kasy. Przy czym doskonale (ci księża) wiedzą, że żadnych bogów nie ma, więc dają sobie pozwolenie na używanie ile wlezie w zakresie tego dojenia.

(Jeśli nie zrozumiałem, to przepraszam).

Nie przekonuje mnie to w tym (co najmniej) zakresie, że myślę, że sami księża sami też są (z reguły, wyjątki oczywiście się zdarzają). Więc to jest raczej tak, że wiele zachowań księży wynika po prostu z tego, że są niedouczeni (poziom nauki w seminarium pewnie nie jest, zgaduję, wysoki) ani nie są wybitnymi intelektualistami itd. Ale przynajmniej czasami (nie chcę wchodzić w to jak często) mają dobre chęci. I wydaje mi się, że to raczej jest kwestia indywidualna (może nawet genów czy np. przypadkowego ustawienia się jakichś wag w sieci neuronowej mózgu lub czegoś podobnego), czy ktoś jest wierzący, czy nie.

40 minut temu, Sławko napisał:

to nie znaczy że musimy być owcami sterowanymi przez "pasterzy", polityków, czy innych samozwańców.

Więc IMHO skoro to tylko kwestia "genów", czy też tego, że jeden ma a inny być może nie ma wbudowane w swój mózg "potrzeby duchowe", to nie ma powodów, żeby mieć jakieś "niewolnicze" podejście, traktować księży jako przywódców, których polecenia trzeba bezwzględnie wykonywać itd. itd. Trzeba myśleć samodzielnie i krytycznie (to taka po prostu umiejętność, której trzeba się w życiu nauczyć, życie to na nas wymusza i tyle), a nie przerzucać na innych zadanie decydowania o moim życiu, tylko tyle, a z tego nie wynika, że większą wolność daje ateizm, a mniejszą wiara (lub na odwrót). Samodzielny wierzący może być dalej wierzącym, a samodzielny ateista, ateistą;)

48 minut temu, Sławko napisał:

Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza.

Brzmi trochę tak, jakby przynajmniej się dobrze kalkulować budżet (to dla rozluźnienia atmosfery:)) Ale: czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień? I na jaką "kulturę"? Gdyby wydawała na muzykę jakiejś gwiazdy rockowej zarabiającej miliony to czy byłaby wg Ciebie wykorzystywana, czy nie? Kto powinien decydować, ile ma wydać na kulturę i na jaki rodzaj "kultury"? Ktoś za nią? - To jest tak naprawdę bardzo mętna sprawa (niezależnie od tego, że uważam wydawanie pieniędzy na Rydzyka za bardzo kiepski sposób wydawania).

56 minut temu, Sławko napisał:

Notowała sobie tylko wydatki, żeby jej nie brakło "na chleb", czynsz, leki i na księdza.

Brzmi trochę tak, jakby przynajmniej nuaczyła się dobrze kalkulować budżet (to dla rozluźnienia atmosfery:)) Ale: czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień? I na jaką "kulturę"? Gdyby wydawała na muzykę jakiejś gwiazdy rockowej zarabiającej miliony to czy byłaby wg Ciebie wykorzystywana, czy nie? Kto powinien decydować, ile ma wydać na kulturę i na jaki rodzaj "kultury"? Ktoś za nią? - To jest tak naprawdę bardzo mętna sprawa (niezależnie od tego, że uważam wydawanie pieniędzy na Rydzyka za bardzo kiepski sposób wydawania).

P.S. Jeszcze dla rozluźnienia atmosfery: babcia była wykorzystywana przez księdza, a ja np. jestem wykorzystywany przez... moją żonę - ateistkę;) Bo to ona wydaje większość tego co zarabiam. Były nawet z tego powodu pewne tarcia między nami, ale mam wrażenie, że się stopniowo coraz lepiej układa;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, Sławko said:

od tamtej pory nie dam tym oszustom nawet złotówki

Niestety tak się składa, że dajesz i będziesz dawał (patrz Fundusz Kościelny), dopóki nie przestaniesz płacić podatków lub nie zostanie zlikwidowany FK. Za obecnej władzy  dodatkowo dochodzą różne dotacje na fundacje księdza Tadeusza R.

2 hours ago, darekp said:

I wydaje mi się, że to raczej jest kwestia indywidualna (może nawet genów czy np. przypadkowego ustawienia się jakichś wag w sieci neuronowej mózgu lub czegoś podobnego), czy ktoś jest wierzący, czy nie.

To jest kwestia indywidualna, ale jeśli wiara w dogmaty religijne jako prawdę o świecie jest wtłaczana od małego, trudno się potem przestawić na myślenie logiczne zamiast magicznego, zwłaszcza jeśli duża część otaczającej człowieka społeczności jest również wychowana w ten sposób i utwierdza go w błędnych przekonaniach.

 

2 hours ago, darekp said:

skoro to tylko kwestia "genów", czy też tego, że jeden ma a inny być może nie ma wbudowane w swój mózg "potrzeby duchowe", to nie ma powodów, żeby mieć jakieś "niewolnicze" podejście

To jest, jak w przypadku większości składowych ludzkiej osobowości połączenie wychowania z genami, natomiast zdecydowanie nie ma czegoś takiego jak gen katolicyzmu, hinduizmu czy islamu, a "potrzeby duchowe" to jedynie chęć odczuwania wzniosłych emocji, które można równie dobrze realizować poprzez sztukę, medytację, obserwację świata - wymieniać można bez końca, pomijając konieczność wiary w oczywistą nieprawdę. Moim zdaniem ludzie powinni uczyć się o religiach świata w identyczny sposób, jak uczymy się obecnie o mitologii greckiej czy nordyckiej, jako o zbiorze podań i mitów. Wiara jest po prostu niewłaściwym/zawodnym narzędziem dochodzenia do prawdy/zdobywania przekonań o rzeczywistości.

 

2 hours ago, darekp said:

czy gdyby wydawała "na chleb", czynsz, leki i "na kulturę", to już nie byłoby powodu do zmartwień?

Różnica polega na tym, że wydając na kulturę podejmujesz świadomą decyzję konsumowania tejże i otrzymujesz w zamian za swoje pieniądze produkt zgodny z opisem, a brak konsumpcji nie jest obwarowany groźbą wiecznej męczarni, czy innej równie przerażającej kary. Dodatkowo żaden twórca nie jest od maleńkiego wciskany jako jedyny właściwy, niosący jedyne prawdziwe przesłanie. Natomiast ksiądz/kapłan nie zachęca do udziału w społeczności, skorzystania ze wsparcia "duchowego" i pocieszenia tylko obiecuje wieczne życie, przebaczenie grzechów, często również wyleczenie z ciężkiej choroby. Za brak udziału w jego konkretnej wersji religii natomiast zawsze grozi kara potępienia, wiecznej męki, utraty życia wiecznego. Jednym słowem oszukuje, kłamie, byleby tylko wyciągnąć pieniądze - jak pospolity przestępca, nie usługodawca.

Dodatkowo w Polsce mamy to nieszczęście, że głównym dostawcą tych "usług" jest organizacja przestępcza - kościół katolicki. Z tym stwierdzeniem mógłby się nie zgodzić jedynie ten, kto uważa, że umożliwianie pedofilom kontaktu z dziećmi i ukrywanie ich przed wymiarem sprawiedliwości, a także zastraszanie i nękanie ich ofiar  w celu zatuszowania sprawy, to nie przestępstwo.

Edited by Daniel O'Really
Korekta

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, darekp napisał:

Mi się to kojarzy jakoś tak: Źli księża rozbudzają u niewinnych i naiwnych dzieci "potrzeby duchowe", żeby potem doić je (gdy dorosną) z kasy. Przy czym doskonale (ci księża) wiedzą, że żadnych bogów nie ma, więc dają sobie pozwolenie na używanie ile wlezie w zakresie tego dojenia.

(Jeśli nie zrozumiałem, to przepraszam).

Nie przekonuje mnie to w tym

Przypadki są różne, ale wierz mi, zasada jest taka sama jak u dilerów narkotyków czy sprzedawców homeopatii. profesjonalny diler to taki który nie używa sprzedawanego przez siebie towaru.

Może w seminarium jest wiara i moc i ideały. Ale na plebanii robi się rutyna, zwykłe życie i zwątpienie gdy po latach rozmowa z Bogiem ciągle jest monologiem.

Wszyscy sobie wyobrażają że ksiądz kończy mszę i idzie dalej się modlić w samotności, bzdura.

Większość z nich po pracy przebierają się i jadą do kobiety czy dzieci albo inaczej się realizują nie myśląc o pracy którą skończyli.

Znam paru i mógłbym trochę poopowiadać jakie są z nich równe chłopy z krwi i kości. Ale to wręcz opowieści na sporą książkę :)

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy mężczyźni się starzeją, tracą nie tylko włosy czy masę mięśniową, ale również chromosomy Y. Ich utrata wiąże się zaś z licznymi chorobami i większym ryzykiem zgonu. Dotychczas jednak dowody na związek pomiędzy oboma zjawiskami opierały się na poszlakach. Teraz naukowcy poinformowali, że samce myszy, którym usunięto chromosomy Y, umierały wcześniej, prawdopodobnie dlatego, że ich serca stawały się mniej elastyczne.
      Chromosom Y, który determinuje płeć męską, zawiera zaledwie 78 genów. To 15-krotnie mniej niż chromosom X. I być może z powodu tych niewielkich rozmiarów nie zawsze jest przekazywany dalej podczas podziału komórkowego. Komórki mogą przeżyć i dzielić się bez chromosomu Y, ale mężczyźni którzy go tracą, są bardziej podatni na choroby serca, nowotwory, chorobę Alzheimera i inne schorzenia związane z wiekiem. A traci go wielu mężczyzn wraz z wiekiem. Analizy krwi wykazały, że chromosomu Y brakuje przynajmniej w niektórych leukocytach u 40% mężczyzn w wieku 70 lat i u 57% mężczyzn 93-letnich. U niektórych badanych w aż 80% komórek stwierdzano brak chromosomu Y. Być może to utrata chromosomu Y tłumaczy, dlaczego mężczyźni zwykle żyją krócej od kobiet.
      Kenneth Walsh i jego koledzy z University of Wirginia postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście istnieje zależność pomiędzy brakiem chromosomu Y a stanem zdrowia i długością życia. Naukowcy wykonali przeszczepy szpiku kostnego u 38 samców myszy. Najpierw jednak komórki szpiku poddali edycji genetycznej, w wyniku której chromosom Y został usunięty z od 49 do 81 procent leukocytów biorców. Grupę kontrolną stanowiło 37 samców, którym również przeszczepiono szpik, ale nie usuwano z niego chromosomu.
      Obie grupy myszy były obserwowane przez 2 lata. Okazało się, że zwierzęta, którym usunięto chromosom Y z części komórek, częściej umierały. Okres 600 dni od przeszczepu przeżyło tylko około 40% myszy z grupy z usuniętym chromosomem i około 60% myszy z grupy kontrolnej.
      Bliższe badania wykazały, że myszy, którym usunięto chromosom, miały słabsze serca. Po około 15 miesięcy od zabiegu siła skurczu mięśnia sercowego była u nich o około 20% mniejsza niż w grupie kontrolnej. U zwierząt tych zaobserwowano proces włóknienia mięśnia sercowego, co jest jednym z kluczowych czynników wpływających na niewydolność serca.
      Manipulacja genetyczna, jakiej poddano szpik myszy, nie wyeliminowała chromosomu Y z komórek serca zwierząt. Jednak makrofagi, które są wytwarzane w szpiku kostnym przedostają się do serca. Naukowcy odkryli, że wiele z makrofagów pozbawionych chromosomu Y stymulowało komórki serca do tworzenia tkanki łącznej. Niewykluczone, że podobny mechanizm zachodzi też u ludzi.
      Walsh i jego zespół przeanalizowali bowiem dane ponad 15 000 mężczyzn pochodzące z wielkiej bazy danych UK Biobank. Okazało się, że mężczyźni, którzy utracili chromosom Y z co najmniej 40% leukocytów byli narażeni na o 31% większe ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia, niż mężczyźni, którzy nie doświadczyli tak dużej straty.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wymioty nudności, ból brzucha, dzwonienie w uszach, pragnienie, biegunka, skurcze mięśni nóg oraz duża utrata wagi (12,7 kg) to objawy, z którymi do lekarza zgłosił się mężczyzna w średnim wieku. Jak się okazało, dolegliwości spowodowane były przedawkowaniem witaminy D, której przyjmowanie – wśród innych suplementów – zalecił mężczyźnie dietetyk. Przypadek opisano w British Medical Journal Case Reports.
      Mężczyzna, który cierpiał na wiele schorzeń, w tym na gruźlicę kręgosłupa pochodzenia krowiego czy niezłośliwy nowotwór nerwu przedsionkowo-ślimakowego, za radą dietetyka zaczął przyjmować suplementy. Przyjmował ich ponad 20, w tym witaminę D (375 µg, dzienne zapotrzebowanie do 10 µg), K2, C, B2, B6, selen, cynk i wiele innych. Miesiąc po rozpoczęciu ich przyjmowania pojawiły się nieprzyjemne objawy, które nie ustąpiły mimo odstawienia suplementów.
      Przeprowadzone badania krwi wykazały, że pacjent miał bardzo wysoki poziom wapnia oraz nieco podwyższony poziom magnezu. A poziom witaminy D był 7-krotnie wyższy, niż norma. Okazało się również, że doszło do poważnego uszkodzenia nerek.
      Mężczyzna pozostał w szpitalu przez 8 dni, w tym czasie podawano mu dożylnie płyny mające oczyścić organizm oraz leczono bisfosfonianami, używanymi do obniżenia poziomu wapnia we krwi.
      Dwa miesiące po wyjściu ze szpitala poziom wapnia we krwi powrócił do normy, ale poziom witaminy D pozostał wysoki. Na całym świecie mamy do czynienia z hiperwitaminozą D, objawiającą się podwyższonym poziomem witaminy D3 w serum, piszą autory raportu. Najbardziej narażone na hiperwitaminozę są kobiety, dzieci oraz osoby po zabiegach chirurgicznych.
      Odpowiedni poziom witaminy D można zapewnić sobie dietą, spożywając grzyby czy tłuste ryby, dzięki ekspozycji na Słońce oraz za pomocą suplementów. Przedawkowanie witaminy D, jak widać, może mieć nieprzyjemne, długotrwałe skutki. Jako, że poziom witaminy D spada powoli – o połowę w ciągu mniej więcej 2 miesięcy – objawy zatrucia mogą utrzymywać się przez długi czas. A są one bardzo zróżnicowane i w dużej mierze spowodowane podwyższonym poziomem wapnia. Wśród objawów hiperwitaminozy D znajdziemy problemy z nerkami, wysokie ciśnienie, bóle brzucha, pocenie się, apatię, psychozę, sztywność stawów czy głuchotę.
      Wiele z objawów jest jeszcze nie do końca rozpoznanych, gdyż hiperwitaminoza D wciąż zdarza się rzadko, jednak liczba jej przypadków rośnie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy skupieni w organizacji Global Alliance on Health and Pollution z siedzibą w Szwajcarii dokonali ogólnoświatowej oceny wpływu zanieczyszczeń na śmiertelność wśród ludzi. W roku 2019 zanieczyszczenia zabiły około 9 milionów osób. Są więc największym środowiskowym czynnikiem ryzyka przedwczesnego zgonu. Zanieczyszczenia środowiska odpowiadają za 15% wszystkich zgonów na świecie.
      W poprzednim takim raporcie opisano zgony z powodu zanieczyszczeń w roku 2015. Również wtedy zmarło około 9 milionów osób. Jednak w międzyczasie zmieniła się struktura zanieczyszczeń zabijających ludzi.
      Z najnowszego raportu dowiadujemy się, że zmniejszyła się liczba zgonów związanych z zanieczyszczeniami z powodu skrajnego ubóstwa. Mniej ludzi umiera obecnie z powodu zanieczyszczeń powietrza w pomieszczeniach, spowodowanych np. używaniem otwartych palenisk. Odnotowano też mniej zgonów z powodu zanieczyszczonej wody pitnej. Jednak więcej osób umiera z powodu zanieczyszczeń powietrza na zewnątrz oraz z powodu zanieczyszczeń toksynami, np. ołowiem. To nowoczesne czynniki ryzyka, spowodowane zwiększoną industrializacją i urbanizacją. Od roku 2015 liczba zgonów spowodowanych tymi właśnie nowoczesnymi czynnikami ryzyka zwiększyła się o 7%, a od roku 2000 jest to aż 66-procentowy wzrost.
      Zanieczyszczenia środowiska to jedne z najpoważniejszych zagrożeń dla zdrowia ludzi i całej planety. Fakt ich istnienia zagraża podstawom rozwoju nowoczesnych społeczeństw. Zanieczyszczenia te to m.in. pyły zawieszone, ozon, tlenki siarki i azotu, zanieczyszczenia wody pitnej i oceanów przez rtęć, azot, fosfor, plastik, odpady przemysłu naftowego czy też zatrucie gleby ołowiem, pestycydami, przemysłowymi związkami chemicznymi czy odpadami elektronicznymi. Zanieczyszczenia nie tylko zabijają ludzi, ale powodują też olbrzymie straty gospodarcze. W roku 2015 z powodu zanieczyszczeń światowa gospodarka straciła 4,6 biliarda USD, czyli 6,2 całej wartości światowej produkcji. Największy koszt zanieczyszczeń ponosi ludność krajów o niskich i średnicy dochodach. To tam notuje się aż 92% zgonów z powodu zanieczyszczeń i tam dochodzi do największych strat gospodarczych.
      Jak wyliczają eksperci, w roku 2019 zanieczyszczenia powietrza – zarówno wewnątrz pomieszczeń, jak i na zewnątrz – zabiły 6,7 miliona osób. Kolejnych 1,4 miliona zmarło z powodu zanieczyszczonej wody, a zanieczyszczenia ołowiem były odpowiedzialne za 900 000 zgonów. Z kolei toksyny związane z miejscem pracy przyczyniły się do 870 000 przedwczesnych zgonów.
      Dane pokazują, że mężczyźni są w większym stopniu narażeni na zgon z powodu zanieczyszczeń powietrza na otwartej przestrzeni, zatrucia ołowiem i zanieczyszczeń w miejscu pracy. Z kolei kobiety i dzieci są narażeni na większe ryzyko zgonu z powodu zanieczyszczonej wody.
      W wyniku zanieczyszczenia środowiska na całym świecie umiera wielokrotnie więcej osób niż z powodu przemocy, wypadków drogowych, AIDS, malarii i gruźlicy, niedożywienia i nadużywania alkoholu i narkotyków. Równie dużą liczbę zgonów powoduje jedynie palenie papierosów oraz bierne palenie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      "Pierwszym dniem miesiąca ramadan jest 2 kwietnia 2022 roku (sobota) i jest to pierwszy dzień postu, który jest obowiązkiem każdego muzułmanina, oprócz osób zwolnionych z niego", oświadczył Tomasz Miśkiewicz, Mufti Rzeczpospolitej Polskiej, Przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego. Ramadan – najbardziej znane z muzułmańskich świąt – kojarzy się niemuzułmanom przede wszystkim z długotrwałym postem. Jednak, jak widzimy chociażby z oświadczenia muftiego Miśkiewicza, niektórzy muzułmanie są z obowiązku poszczenia zwolnieni, a i sam ramadan jest ogłaszany, a nie jest stałą kalendarzową datą. Warto dowiedzieć się więcej o świętym dla niemal 2 miliardów ludzi miesiącu.
      Post – filar wiary
      Obowiązujący w ramadanie post (saum) to – obok wyznania wiary (szahada), modlitwy (salat), jałmużny (zakat) i pielgrzymki do Mekki (hadżdż) – jeden z pięciu filarów islamu. Bez tych filarów wiara zaczyna się chwiać, są więc obowiązkowe. Muzułmanin pości w ramadanie od świtu do zachodu słońca, a oznacza to, że w tym czasie musi powstrzymać się od jedzenia, picia oraz uprawiania seksu. Saum w szerszym znaczeniu to również nakaz powstrzymania się od nieczystych lub niewłaściwych myśli. Jednak pewne grupy osób są zwolnione z obowiązku poszczenia. Są to przede wszystkim dzieci, które do postu można zachęcać – chociażby po to, by się przyzwyczajały – ale dopóki nie osiągną dojrzałości płciowej, post nie jest dla nich obligatoryjny. Z postu zwolnione są też kobiety miesiączkujące, w ciąży, połogu lub karmiące piersią, osoby będące w podróży, gdy post sprawa im kłopot, oraz chorzy, o ile post wzmaga chorobę lub opóźnia wyleczenie. Te kategorie osób zobowiązane są jednak do odrobienia postu w innym terminie, przez tyle dni, ile nie pościły. Z kolei osoby starsze i nieuleczalnie chore, które również nie muszą pościć, mają obowiązek nakarmienia jednego biednego za każdy dzień, kiedy nie pościły. Post nie obowiązuje również osób chorych umysłowo i nieprzytomnych. W ich wypadku nie ma też obowiązku odrabiania czy nakarmienia.
      Wędrujący miesiąc
      Wers (ajat) 185. sury 2. (Al-Bakara) głosi: „To jest miesiąc ramadan, w którym został zesłany Koran...”. Jako że muzułmanie posługują się kalendarzem księżycowym, każdego roku ramadan przypada 10–12 dni wcześniej w stosunku do kalendarza gregoriańskiego. Jednak dokładna data rozpoczęcia i zakończenia ramadanu w każdym roku może nieco różnić się w zależności od położenia geograficznego danego kraju.
      Rok muzułmański składa się z 12 miesięcy księżycowych o długości 29 lub 30 dni. Kolejny miesiąc zaczyna się wraz z zachodem słońca ostatniego dnia miesiąca poprzedzającego. Gdy więc słońce zachodzi 29. dnia miesiąca szaban – czyli ósmego miesiąca roku – muzułmanie wypatrują cienkiego sierpa wschodzącego księżyca. Gdy wiarygodny świadek poinformuje kadiego (sędziego) o zaobserwowaniu takiego księżyca, ogłaszany jest ramadan i wierni dowiadują się, że od najbliższego świtu obowiązuje ich post. Jeśli jednak niebo jest zachmurzone, ramadan rozpoczną się 24 godziny później. Podobna sytuacja ma miejsce z końcem ramadanu. Dlatego też miesiąc może mieć 29 lub 30 dni i nie można z góry przewidzieć, kiedy się zacznie oraz skończy.
      Obchody ramadanu
      W czasie ramadanu zostają otwarte wrota Raju, bramy piekieł są zatrzaśnięte, a demony przykute łańcuchami. To okres modlitwy, duchowego umacniania się, przebaczenia grzechów. W krajach muzułmańskich życie wyraźnie zwalnia. Wiele sklepów i firm jest otwartych krócej. Wierni spędzają ten czas na modlitwach, medytacjach i recytacji Koranu. Przebywając w tym czasie w którymś z państw muzułmańskim możemy dostrzec spore różnice. W krajach takich jak Iran czy Arabia Saudyjska raczej nie zauważymy, by ktokolwiek w tym czasie jadł czy pił w miejscu publicznym – nawet dzieci czy kobiety w ciąży. Podobnie zresztą wygląda życie w bardziej ortodoksyjnych społecznościach muzułmańskich w Europie. Z kolei w Egipcie czy Tunezji życie w czasie ramadanu bardziej przypomina to poza nim. Chociaż i tutaj zaobserwujemy różnice pomiędzy poszczególnymi miastami czy między miastem a wsią.
      Przed świtem w czasie ramadanu muzułmanie spożywają posiłek as-sahur. Sam Prorok zachęcał do as-sahur mówiąc „jedzcie przed wznowieniem postu, bo w tym posiłku jest błogosławieństwo”. Po świcie zaś rozpoczyna się post. W czasie jego trwania muzułmanin powinien oddawać się zbożnym czynom, unikać nieodpowiednich myśli i wszystkiego, co koliduje z postem, a więc kłamstwa, plotek czy przeklinania. Post jest bowiem nie umartwianiem ciała, co wzmacnianiem bogobojności i dyscypliny wewnętrznej.
      Gdy zaś słońce zajdzie, należy jak najszybciej przerwać post, gdyż nie ma żadnej zasługi w jego przedłużaniu. Jednak „jak najszybciej” nie oznacza „natychmiast”. Tym bardziej, że to uroczysty moment. Przed przerwaniem postu, a już po zachodzie słońca, muzułmanie wypowiadają krótką modlitwę zwaną dua: „Przeszło pragnienie, wypełniły się żyły i daj Bóg jest nagroda”.
      Post przerywany jest przez zjedzenie daktyli i/lub napicie się wody. Później odmawiana jest modlitwa magrib. To czwarta z pięciu codziennych modlitw obowiązujących muzułmanina. Magrib odmawia się po zachodzie słońca. Główny posiłek w ramadanie może zjeść albo przed magrib albo po niej. Posiłki w czasie ramadanu mają uroczysty charakter, często odbywają się w meczetach lub w poszerzonym gronie rodzinnym. Przez cały wieczór panuje świąteczna atmosfera. W ramadanie do pięciu codziennych modlitw dochodzi szósta, tarałih. Odmawia się ją zaraz po modlitwie nocnej, isza. Tutaj wprowadzimy nieco zamieszania. Skoro bowiem muzułmanie posługują się kalendarzem księżycowym, to dla nich doba rozpoczyna się po zachodzie słońca. Zatem – technicznie rzecz biorąc – magrib jest pierwszą, a isza drugą modlitwą doby. Tarałih jest więc trzecią, ale – jak wspominaliśmy – odmawia się ją tylko w miesiącu ramadan.
      Przez ostatnich 10 dni ramadanu muzułmanie są zachęcani do pobytu w meczecie. To trwanie w meczecie – zwane itikaf – ma na celu czczenie Allaha. Itikaf należy rozpocząć po modlitwie fadżr, porannej czyli pierwszej w ciągu doby liczonej od północy. W czasie itikafu wierny nie powinien opuszczać meczetu, chyba, że z konieczności. Wówczas nie odwiedza się chorego, nie uczestniczy w pogrzebie czy nie współżyje w żoną. Kobiety są zachęcane, by odbywały itikaf w domu, w miejscu, w którym zwykle się modlą.
      Ramadan dobiega końca, gdy zauważony zostaje sierp księżyca wieszczący nadejście kolejnego miesiąca, szawwal. Wówczas rozpoczyna się trwające 3-4 dni święto Ramadan Bajram (Id al-Fitr). Sklepy są zamknięte, a uroczyście ubrani muzułmanie odwiedzają krewnych i znajomych, często wymieniając się prezentami. W tym czasie w wielu krajach muzułmanie odwiedzają też zmarłych na cmentarzach.
      Skąd się wzięły ramadan i post
      Słowo ramadan oznacza „palący”. Miesiąc ten nazwany został tak od upałów, co wskazuje, że w czasach przedmuzułmańskich, gdy Arabowie używali kalendarza księżycowo-słonecznego, przypadał on na środek lata. Dlatego już wtedy był miesiącem szczególnym. Do dzisiaj nie dotrwały przekazy dotyczące rytuałów wówczas odbywanych. Wiemy jednak, że był to miesiąc regulowania długów i rozwiązywania sporów.
      Nie znamy źródeł postu w ramadanie. Arabowie przed Mahometem mieli kontakt z judaizmem i chrześcijaństwem, a obie religie praktykowały post, więc jego koncepcja nie była dla Arabów obca. Po przybyciu z Mekki do Medyny Mahomet nakazał wiernym by pościli w czasie święta Aszura. To 10. dzień pierwszego miesiąca roku. To jednocześnie 10 dzień miesiąca tiszri, pierwszego miesiąca cywilnego kalendarza żydowskiego. Bardzo prawdopodobne, że post w Aszura wywodził się ze zwyczajów zamieszkującej Medynę gminy żydowskiej. Z czasem jednak post ustanowiono w ramadan, a Prorok przed śmiercią otrzymał objawienie, zgodnie z którym muzułmanie porzucili kalendarz księżycowo-słoneczny na rzecz księżycowego. To zaś spowodowało „wędrówkę” miesiąca ramadan przez pory roku. Można przypuszczać, że związane z ramadanem zwyczaje kształtowały się i były zmieniane przez lata.
      Znaczenie duchowe i społeczne
      Obchody ramadanu mają wielorakie znaczenie. Jak pamiętamy z cytowanej już sury 2. „To jest miesiąc ramadan, w którym został zesłany Koran...”. Wydarzenie to – Lajlat al-Kadr (Noc siły, Noc Przeznaczenia) – obchodzone jest najczęścięj w 27. noc ramadanu. Mimo że, zgodnie z tradycją, Mahometowi zostały objawione wtedy tylko pierwsze wersety Koranu (sura 96, wersety 1–5), to cały Koran został wówczas przesłany do najbliższego nieba, skąd był objawiany po kawałku przez kolejne 23 lata. Stąd też bierze się zwyczaj itikaf, trwania w meczecie przez 10 ostatnich dni ramadanu. Prorok otrzymał bowiem pierwsze wersety Księgi w czasie, gdy medytował w jaskini Hira na górze Jabal al-Nour. Wtedy to ujrzał archanioła Gabriela, który przekazał mu objawienie. Objawienia powtarzały się do końca jego życia, a w tym czasie Gabriel przekazał mu cały Koran. Ramadan jest najważniejszym miesiącem upamiętnienia objawień. A osoba, która odpowiednio obchodzi ramadan, będzie miała odpuszczone wszystkie wcześniej popełnione grzechy.
      Dla muzułmanów najważniejsze w ramadanie jest post moralny i duchowy. Prorok powiedział, że powstrzymywanie się od jedzenia i picia jest bezcelowe, jeśli jednocześnie wierny nie wstrzyma się od mówienia i czynienia rzeczy niewłaściwych. Dlatego też kłamstwo, obgadywanie, przeklinanie czy też niegodne zachowywanie się przeszkadzają w bogobojności, do której prowadzi post. Ramadan ma być miesiącem, w którym pobożny muzułmanin panuje nad swoimi porywami i odruchami oraz stara się być lepszym człowiekiem.
      Ramadan ma też znacznie społeczne. Sposób i czas jego obchodzenia oraz fakt, że wszyscy muzułmanie obchodzą go w tym samym terminie, ma odróżniać muzułmanów od żydów i chrześcijan oraz wzmacniać ich poczucie wspólnoty i solidarności. Zarówno na szczeblu lokalnym, jak i międzynarodowym. Ci, którzy poszczą, mogą lepiej zrozumieć potrzeby tych, którzy zwykle są głodni i mogą uczynić bardziej świadomy wysiłek w ulżeniu potrzebującym. Post jest też sposobem na wyrugowanie antyspołecznych zachowań. Nieprzypadkowo po wersetach opisujących ramadan następuje werset wzywający w ogóle do wstrzemięźliwości i powstrzymywania się przed chciwością. „I nie zjadajcie sobie nawzajem majątków nadaremnie; nie oddawajcie ich sędziom po to, by zjadać grzesznie część majątku innych ludzi - skoro przecież wiecie" (2.188).
      W końcu ramadan miał też przygotować człowieka na niedostatek. Pierwsze dni postu mogą być trudne, z czasem zaś organizm się przyzwyczaja. A ci, którzy każdego roku przez cały miesiąc przestrzegają postu, są lepiej przygotowani na okres suszy, gdyż wiedzą, że są w stanie całymi godzinami powstrzymywać się od jedzenia i pica. W Arabii w VII wieku, kiedy rodził się islam, takie przygotowanie było niewątpliwie niezwykle pomocne, szczególnie w czasie upalnych letnich miesięcy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W średniowieczu na Wyspach Brytyjskich ludzie chorowali na nowotwory 10-krotnie częściej niż dotychczas sądzono, informują naukowcy z University of Cambridge. Przeprowadzili oni pierwsze badania, w których wykorzystano zdjęcia rentgenowskie i tomografię komputerową do poszukiwania nowotworów w szkieletach populacji sprzed epoki przemysłowej. Z badań wynika, że w chwili śmierci na nowotwory chorowało od 9 do 14 procent dorosłej populacji średniowiecznej Brytanii.
      Dotychczas kwestię nowotworów u ludzi, którzy nie palili papierosów i nie zetknęli się z przemysłowymi zanieczyszczeniami powietrza badano przyglądając się z zewnątrz kościom i poszukując w nich oznak nowotworów. Ta metoda sugerowała, że przed wiekami nowotwory dotykały mniej niż 1% ludzi.
      Uczeni z Cambridge połączyli tradycyjne analizy kości z badaniami radiologicznymi. Przyjrzeli się w ten sposób 143 szkieletom z 6 cmentarzy z Cambridge i okolic. Badani ludzie żyli pomiędzy VI a XVI wiekiem.
      Większość nowotworów rozpoczyna się w tkankach miękkich. W przypadku średniowiecznych zwłok dawno uległy one rozkładowi. Tylko niektóre nowotwory dają przerzuty do kości, a wśród nich jest jedynie kilka, w przypadku których zmiany są widoczne na powierzchni. Dlatego też postanowiliśmy dokładniej przyjrzeć się kościom, mówi główny autor badań, doktor Piers Mitchell, którego zespół pracuje w ramach projektu „After the Plague”. Z wynikami najnowszych badań można zapoznać się na łamach pisma Cancer.
      Ze współczesnych badań wiemy, że przerzuty do kości pojawiają się w 30–50% nowotworów tkanek miękkich. Połączyliśmy tę wiedzę z dowodami na przerzuty do kości w badanych szkieletach i na tej podstawie oszacowaliśmy rozpowszechnienie się nowotworów w średniowiecznej Brytanii, informują autorzy badań. Dzięki użyciu tomografu mogliśmy znaleźć ślady nowotworów ukryte głęboko w kościach, które na zewnątrz wyglądały zupełnie normalnie. Dotychczas sądzono, że najczęstszymi przyczynami złego stanu zdrowia średniowiecznej populacji były choroby zakaźne, niedożywienie i urazy spowodowane wypadkami i wojnami. Teraz do najważniejszych chorób trapiących ludzi w średniowieczu należy dodać nowotwory, stwierdza doktor Jenna Dittmar.
      Naukowcy zauważają jednocześnie, że we współczesnej Wielkiej Brytanii 40–50 procent populacji choruje na nowotwór na jakimś etapie życia. To kilkukrotnie częściej niż w średniowieczu. Do rozpowszechnienia nowotworów prawdopodobnie przyczynił się współczesny tryb życia, jak chociażby palenie tytoniu, który dotarł do Brytanii w XVI wieku. Niewątpliwym też jest kancerogenny wpływ zanieczyszczeń przemysłowych. Niewykluczone też, że powodujące nowotwory wirusy są obecnie bardziej rozpowszechnione, gdyż łatwiej i częściej podróżujemy. Kolejną przyczyną jest większa średnia długość życia, co daje nowotworom więcej czasu na rozwój.
      Badane szkielety pochodziły z cmentarzy z trzech wsi wokół Cambridge oraz z samego miasta, w tym z cmentarza byłego opactwa augustianów oraz cmentarza szpitalnego. Niewiele szkieletów zachowało się w stanie komplecie. Uczeni wykorzystali tylko te szkielety, z których pozostał nietknięty kręgosłup, miednica i kości udowe. Wiadomo bowiem, że to w tych kościach najczęściej pojawiają się przerzuty.
      Zbadano szczątki 96 mężczyzn, 46 kobiet i osoby o nieustalonej płci. Ślady nowotworów znaleziono w kościach 5 osób (3,5%), głównie w kościach miednicy, chociaż u jednej osoby odkryto uszkodzenia na całym szkielecie, co sugeruje, że cierpiał na nowotwór krwi.
      Jako, że tomografia komputerowa pozwala wykryć przerzuty to kości w 75% przypadków, a przerzuty takie pojawiają się w 30–50 procentach nowotworów tkanek miękkich, naukowcy oszacowali, że na nowotwory cierpiało od 9 do 14 procent dorosłej populacji średniowiecznej Brytanii.
      Autorzy badań zaznaczają, że badana próbka była mała i ograniczona geograficznie, a jednoznaczne stwierdzenie nowotworu w kościach liczących setki lat nie jest proste. Konieczne są następne badania tomograficzne szczątków z różnych regionów i różnych czasów. To pozwoli nam twierdzić, jak bardzo rozpowszechnione były nowotwory, dodaje Mitchell.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...