Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Przechwytywanie aerodynamiczne - krótsza misja załogowa na Marsa i większe satelity naukowe?

Recommended Posts

Przechwytywanie aerodynamiczne (aerocapture) to wciąż opracowywana metoda umieszczania pojazdów na orbicie innych planet i księżyców. Technika ta pozwoliłaby umieszczać na orbitach znacznie większe ładunki niż obecnie. To zaś oznacza olbrzymie oszczędności, gdyż zamiast dwóch lub trzech misji naukowych badających np. Jowisza, można by zorganizować jedną. Ten jeden pojazd mógłby bowiem zabrać na pokład znacznie więcej instrumentów naukowych niż obecnie.

Umieszczenie satelity na orbicie innej planety to niełatwe zadanie. Pędzący z olbrzymią prędkością pojazd trzeba bowiem wyhamować do odpowiedniej prędkości i umieścić go na orbicie. Najlepiej kołowej. Manewry takie wymagają zużycia olbrzymich ilości paliwa. A im pojazd cięższy, tym więcej paliwa potrzebuje. To poważny czynnik ograniczający masę sond, które obecnie wysyłamy, by badały Układ Słoneczny.

Przechwytywanie aerodynamiczne to pomysł, który polega na chwilowym wejściu pojazdu w atmosferę planety. W wyniku oddziaływania z atmosferą pojazd zwalnia, a gdy osiągnie odpowiednią prędkość, opuszcza atmosferę i trafia na orbitę planety. Tego typu manewr wymagałby znacznie mniej paliwa niż obecnie używane techniki spowalniania sond kosmicznych.

Już wcześniejsze wyliczenia dla ośmiu potencjalnych misji planetarnych, w których dokonano bezpośredniego porównania pomiędzy przechwytywaniem aerodynamicznym a innymi zaawansowanymi technikami, takimi jak hamowanie atmosferyczne, wykorzystanie energii chemicznej lub słonecznej elektrycznej do spowolnienia pojazdu, wykazały jak olbrzymie korzyści niesie ze sobą nowa technika.

Porównanie wykazało, że przechwytywanie atmosferyczne umożliwia umieszczenie pojazdu na orbicie eliptycznej wokół Neptuna i na orbitach kołowych Jowisza i Saturna. Ponadto w przypadku pięciu innych misji pozwala na umieszczenie na orbicie ładunku o znacznie większej masie bez zwiększania kosztów misji. I tak pojazd na orbicie kołowej wokół Wenus mógłby mieć o 79% większą masę, niż gdy do wyhamowania użyje się innych technik. Jeśli byśmy chcieli umieścić ten pojazd na orbicie eliptycznej, to jego masa mogłaby być o 43% większa. Dla orbity kołowej Marsa możemy zwiększyć masę pojazdu o 15%, dla orbity kołowej wokół Tytana jego masa może być większa o 280%, a jeśli chcielibyśmy wysłać sondę na orbitę eliptyczną Urana, to może on mieć masę o 218% większa, niż w przypadku innych technik.

Dotychczasowe badania wykazały też, że na przykład wykorzystanie przechwytywania atmosferycznego dla misji na Neptuna wymaga budowy pojazdu o doskonałości aerodynamicznej między 0,6 a 0,8. Obecnie stosowane nosy pojazdów wchodzących w atmosferę innych planet mają doskonałość aerodynamiczną rzędu około 0,25. Badania sprzed kilkunastu lat dowiodły, że w takim przypadku wykorzystanie przechwytywania atmosferycznego wymagałoby stosowania olbrzymich osłon termicznych na niemal całym pojeździe, a i tak pojazd uległby zniszczeniu. Najnowsze osłony termiczne również nie zdałyby egzaminu.

Zespół Roberta Mosesa z Langley Research Center informuje, że właśnie rozwiązał zarówno problem doskonałości aerodynamicznej jak i osłon termicznych. Naukowcy proponują umieszczenie w pojeździe magnesów. Pole magnetyczne tych, znajdujących się blisko czubka nosa pojazdu znacząco odsunie miejsce powstawania fali uderzeniowej, znacząco zmniejszając przepływ ciepła, dzięki czemu nie trzeba będzie stosować olbrzymich osłon termicznych. Z kolei magnesy umieszczone na bokach nosa zwiększą siłę nośną, a przez to i doskonałość aerodynamiczną.

Moses twierdzi, że taki system można wykorzystać nie tylko do umieszczania pojazdów na orbicie, ale również i w pojazdach, które mają lądować. Dzięki temu zaś misja załogowa mogłaby dotrzeć do Marsa w ciągu 39 dni, a nie – jak się obecnie prognozuje – w ciągu 100 lub więcej dni.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

...ale oni mam nadzieję wiedzą, że pojazd lecący węższym czubkiem do przodu się odwróci jeśli nie zbierze się tam gros masy? Przećwiczone na rosyjskich i amerykanskich lądownikach.

Ktoś mnie naprowadzi na rolę magnesów w odsuwaniu czoła fali atmosferycznej? Jakiś link do teorii chociaż.

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

ale oni mam nadzieję wiedzą, że pojazd lecący węższym czubkiem do przodu się odwróci jeśli nie zbierze się tam gros masy? Przećwiczone na rosyjskich i amerykanskich lądownikach.

A na samolotach i każdej rakiecie ,statku itd. przećwiczone jest że nie jest to warunek koniecznym. Wystarczy jakieś skromne, a przy kosmicznych prędkościach bardzo skromne stałe usterzenie

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minutes ago, tempik said:

A na samolotach i każdej rakiecie ,statku itd. przećwiczone jest że nie jest to warunek koniecznym. Wystarczy jakieś skromne, a przy kosmicznych prędkościach bardzo skromne stałe usterzenie

Niby logiczne. Ale jak wytłumaczysz wypadki amerykańskich kapsuł, które odwracały się nieosłoniętym termicznie końcem?  NASA nie wiedziała, że wystarczy dołożyć lotki do kapsuły, by nie fiknęła? Najwyraźniej nie wiedziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Jarosław Bakalarz said:

Ktoś mnie naprowadzi na rolę magnesów w odsuwaniu czoła fali atmosferycznej?

Podbijam. Czytałem kiedyś coś na temat użycia magnesów, w celu zwiększenia osiągów samolotów, teraz to, ale na jakiej zasadzie miałoby to działać? Jak silne musiałoby być pole magnetyczne, żeby wpłynąć na cząsteczki gazów w wystarczająco znaczący sposób, żeby odepchnąć je od dziobu pojazdu?Może chodzi o coś podobnego do kontroli przepływu plazmy, jak w reaktorach fuzyjnych, ale jakoś nie trafiłem na artykuł, który wyjaśniałby jak by to miało działać w praktyce, czy z wynikami eksperymentów potwierdzających teorię użycia magnesów w ten sposób. Gdyby ktoś mógł podzielić się swoimi znaleziskami na ten temat, byłbym wniebowzięty (mogą być po angielsku).

 

30 minutes ago, Daniel O'Really said:

jakoś nie trafiłem na artykuł, który wyjaśniałby jak by to miało działać w praktyce, czy z wynikami eksperymentów potwierdzających teorię użycia magnesów w ten sposób

I dosłownie 30 minut po napisaniu tego komentarza natrafiłem na to ciekawe opracowanie: https://apps.dtic.mil/dtic/tr/fulltext/u2/a432574.pdf

A tu artykuł tłumaczący całe zagadnienie: https://arc.aiaa.org/doi/10.2514/6.2008-2606

p.s.

Wy też tak macie, że zaraz jak tylko się poskarżycie, że czegoś nie możecie znaleźć to znajdujecie tonę materiałów na ten temat?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Daniel O'Really said:

I dosłownie 30 minut po napisaniu tego komentarza natrafiłem na to ciekawe opracowanie

Dziękuję za linki.   

Więc powoli idziemy w kierunku ...latających talerzy i osłon jonowych.  Postulaty ufologów o świeceniu pojazdów w wyniku tworzenia bańki  plazmowej nabierają realnego naukowego języka.  Jeszcze tylko troche popracować nad monopolem lub maskowaniem grawitacji wirem magnetycznym lub nadprzewodnictwem i wysiłki Elona pójdą na śmietnik.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minutes ago, Jarosław Bakalarz said:

Postulaty ufologów o świeceniu pojazdów

Postulaty ufologów to dorabianie teorii do z góry przyjętych założeń, na podstawie nie do końca rozumianych publikacji naukowych. Gdyby UFO było "nie z tego świata", jego twórcy musieliby dysponować technologią do tego stopnia inną niż nasza, że takie teoretyzowanie przypominałoby rozważanie jaskiniowca, z czego musiałoby być ścięgno, które nadaje tak dużą prędkość kuli z karabinu, albo jak mały jest kamyczek wystrzeliwany z pilota, żeby nacisnąć ukryty guzik telewizora.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
56 minutes ago, Daniel O'Really said:

Postulaty ufologów to dorabianie teorii do z góry przyjętych założeń, na podstawie nie do końca rozumianych publikacji naukowych. Gdyby UFO było "nie z tego świata", jego twórcy musieliby dysponować technologią do tego stopnia inną niż nasza, że takie teoretyzowanie przypominałoby rozważanie jaskiniowca, z czego musiałoby być ścięgno, które nadaje tak dużą prędkość kuli z karabinu, albo jak mały jest kamyczek wystrzeliwany z pilota, żeby nacisnąć ukryty guzik telewizora.

Prawie bym się zgodził, lecz niektórzy z tych  ufologow mają tytuły naukowe z fizyki i pracują/pracowiali dla NASA. Vide Alan Hynek i paru innych. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą :-)

A tak czysto dla rozrywki: pamiętajmy, że wiele kultur mówiło, iz "bogowie" wyszli z pod ziemi, a nie że przylecieli z nietego świata :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minutes ago, Jarosław Bakalarz said:

lecz niektórzy z tych  ufologow mają tytuły naukowe z fizyki i pracują/pracowiali dla NASA

Niektórzy nobliści też mają za sobą historię popierania dziwnych teorii (np. Luc Montagnier - teleportacja DNA, Linus Pauling - leczenie raka witaminą C, Louis J. Ignarro - arganina jako wszechmocne lekarstwo na choroby serca). I nie chodzi tu bynajmniej o to, że ich teorie były przełomowe, po prostu nikomu nie udało się powtórzyć proponowanych przez nich eksperymentów z wynikami potwierdzającymi te teorie.

Nawet najtęższe umysły należą do ludzi i bywają zawodne. Oczywiście można też pójść drogą teorii spiskowych i uwierzyć, że cały świat nauki spiskuje przeciwko tym geniuszom za pieniądze Big Farmy, skorumpowanych rządów i korporacji, ale to śliska ścieżka. Przypomina nurkowanie w szambie. Machając rękoma możesz natrafić na coś drogocennego, wrzuconego do ścieku, ale najczęściej będzie to klocek ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Linus Pauling - leczenie raka witaminą C,

Ale to akurat działa, tylko że jest bardzo ciężkie do prawidłowego przeprowadzenia. W pewnym sensie chemioterapia jak każda inna: staramy się uzyskać dawkę substancji niemalże trującą dla organizmu i okazuje się ona wystarczająco trująca dla pewnych typów komórek rakowych.

16 minut temu, Daniel O'Really napisał:

nikomu nie udało się powtórzyć proponowanych przez nich eksperymentów z wynikami potwierdzającymi te teorie

W przypadku witaminy C były przeprowadzane tak, jakby w ogóle nie rozumiano mechanizmu działania. To nie jest tak, ze jeśli dawka x skutkuje, to dawka x/2 skutkuje na 50%.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minutes ago, peceed said:

W przypadku witaminy C

Chętnie zapoznałbym się z badaniami, o których wspominasz, bo jeśli masz rację to udałoby się uniknąć ponad 100 tysięcy śmierci rocznie z powodu nowotworów w samej tylko Polsce, za przysłowiową złotówkę. Ja z góry założyłem, że inni naukowcy potrafią we wiarygodny sposób odtworzyć proponowane doświadczenie, ale jeśli okaże się, że się mylę, będę bardziej niż szczęśliwy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Daniel O'Really napisał:

to udałoby się uniknąć ponad 100 tysięcy śmierci rocznie z powodu nowotworów w samej tylko Polsce, za przysłowiową złotówkę

Skąd ten pomysł? To bardzo ciężka do przeprowadzenia procedura, technicznie znacznie bardziej wymagająca niż podanie chemioterapii i wcale nie obiecująca przełomowej skuteczności.
Kilkanaście lat temu przeanalizowałem sobie wszystko co wiadomo na ten temat i dowody przeciw były błędne, teoria jest rozsądna, dowody za są ok. Przyjmując medyczne standardy pewności można przyjąć że procedura może działać ze znacznie większym prawdopodobieństwem niż to że nie działa. Potrzebne są dalsze rzetelne badania. Umieszczanie jej jako przykładu pseudonauki jest niepoważne, fakt że stała się memem nie stanowi naukowego dowodu przeciwko jej skuteczności. Sam mechanizm działania opiera się na utrzymywaniu wysokiego stężenia wit. C przez długi czas z minimalnym oknem skuteczności, to wystarczająco nietypowe podejście aby i próby kliniczne i typowe leczenie miało trudności w jego właściwym zastosowaniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
54 minutes ago, Daniel O'Really said:

Nawet najtęższe umysły należą do ludzi i bywają zawodne.

Z tym należy się zgodzić. Nie wiemy jednak (jeśli nie ma dowodu, a jedynie teoria) czy racja stoi po stronnie masy, czy jednostki. Z powtarzalnością eksperymentu dużo racji ma @peceed - czasem trzeba rozumieć to, co chce się powtórzyć.  Trzeba też uwzględnić postulat Plancka: jeśli zamierzamy udowodnić, że coś nie działa, to udowodnimy :-)

To jak z pacjentem, który ma żyć: jeśli ma żyć, to najlepszy lekarz jest bezsilny  :-)

29 minutes ago, Daniel O'Really said:

Chętnie zapoznałbym się z badaniami, o których wspominasz, 

Tu może @peceed Cię poratuje, bo ja nie mam pod rękami.  Ja mogę jedynie zasugerować przyjrzenie sie pierwszym  badaniom wpływu jodu na tarczycę. Tym, w ktorych jeden patafian podał szczurom 500 krotną dawkę śmiertelną a potem kuriozalnie zawnioskował, że szczurom wysiadła tarczyca. Na tych badaniach do dziś jedzie medycyna.

 

13 minutes ago, peceed said:

Sam mechanizm działania opiera się na utrzymywaniu wysokiego stężenia wit. C przez długi czas z minimalnym oknem skuteczności, to wystarczająco nietypowe podejście aby i próby kliniczne i typowe leczenie miało trudności w jego właściwym zastosowaniu.

Bor! nie zapomnij o borze (nie może być metaliczny), bo kości polecą.

PS Podobny problem, jak opisałeś,  występuje przy badaniu nieklinicznej tężyczki wapniowo-magnezowej.  Spory procent dzieciaków słyszy że mają aspergera, a to nie asperger.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Liczyłem na jakieś potwierdzenie w postaci linków do badań, ale rozumiem, że nie każdy ma czas. Poszukam sobie sam w wolnej chwili.

To naprawdę było dawno, ale polecam oryginalne.

36 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Z powtarzalnością eksperymentu dużo racji ma @peceed - czasem trzeba rozumieć to, co chce się powtórzyć.  Trzeba też uwzględnić postulat Plancka: jeśli zamierzamy udowodnić, że coś nie działa, to udowodnimy :-)

Niestety tu się to sprawdza - żeby potwierdzić skrajnie trudny eksperyment trzeba chcieć go potwierdzić. Inaczej przypomina to kiepski dowcip:

-Mamy dziesięciu świadków którzy widzieli jak napadł pan na bank.
- A ja mam dwudziestu, którzy tego nie widzieli.

34 minuty temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Na tych badaniach do dziś jedzie medycyna.

 

Jeżeli jakieś gówno medyczne przedostaje się do publikacji, to już, jako prawda objawiona, zostanie na wieki wieków amen.
 

40 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Tym, w ktorych jeden patafian podał szczurom 500 krotną dawkę śmiertelną a potem kuriozalnie zawnioskował, że szczurom wysiadła tarczyca.

Znacznie bardziej pouczające są perypetie fluoru jako środka przeciwko próchnicy zębów. Zwłaszcza początek kariery. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@peceed i @Jarosław Bakalarz  No i okazuje się, że kwas askorbinowy, choć nie jest cudownym lekiem, rzeczywiście ma klinicznie istotne zastosowanie w prewencji i leczeniu nowotworów, co potwierdzają całkiem aktualne badania: https://www.cell.com/cancer-cell/fulltext/S1535-6108(18)30320-9#secsectitle0055

Gdyby można było edytować stare komentarze, usunąłbym Paulinga z listy noblistów świrów. Dzięki za skierowanie mnie na tory, które doprowadziły mnie do uaktualnienia wiedzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Daniel O'Really said:

gdyby można było edytować stare komentarze, usunąłbym Paulinga z listy noblistów świrów. Dzięki za skierowanie mnie na tory, które doprowadziły mnie do uaktualnienia wiedzy.

Dzięki za link. Paulingiem się nie przejmuj, przeżył wszelkie możliwe ataki, ale to Twoja klasa, że umiesz go docenić.

Przypomniałem sobie, gdzie możesz szukać tego, co chcesz. Zajrzyj do ich biblioteki. To największe i prawie jedyne repozytorium badań o witaminach i mikroelementach podawanych w makrodawkach. Byli wyklęci przez lata, mimo że publikują solidne badania. Niewygodni są.

http://orthomolecular.org

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed dwoma laty firma SpaceX wystrzeliła w przestrzeń kosmiczną samochód Tesla Roadster z manekinem imieniem Starman na pokładzie. Pojazd właśnie minął Marsa w najbliższej odległości, z jakim przyszło mu spotkać się z Czerwoną Planetą.
      Starman rozpoczął swoją podróż 6 lutego 2018 roku w ramach testowego startu rakiety Falcon Heavy. Podczas testowych lotów nowe rakiety są sztucznie obciążane, jednak są to zwykle bardziej typowe ładunki. Elon Musk postanowił zaś wystrzelić w przestrzeń kosmiczną czerwony sportowy samochód. Teraz górny stopień rakiety wraz z samochodem wykonuje swoje drugie okrążenie wokół Słońca.
      Jonathan McDowell, astrofizyk z Uniwersytetu Harvarda, który w swoim wolnym czasie śledzi obiekty znajdujące się w przestrzeni kosmicznej, poinformował, że 7 października Starman minął Marsa w odległości 7,4 miliona kilometrów. To ok. 20-krotnie dalej niż odległość między Ziemią a Księżycem.
      Oczywiście samochodu ze Starmanem na pokładzie nie można zobaczyć. Jednak orbitę takich obiektów można z łatwością wyliczyć. Dlatego też McDowell dokładnie wiedział, kiedy obiekt minął Marsa i w jakiej odległości.
      Górny stopień Falcona Heavy z umocowaną doń Teslą znajuje się na asymetrycznej orbicie, której aphelium znajduje się poza orbitą Marsa, w odległości 1,66 jednostek astronomicznych od Słońca, a peryhelium jest w odległości 0,99 j.a.
      Jak poinformował McDowell, podczas wcześniejszej orbity wokół Słońca Tesla ze Starmanem przekroczyła orbitę Marsa w momencie, gdy Czerwona Planeta była dość daleko. Teraz znajdowała się stosunkowo blisko, jednak nie na tyle blisko, by Starman odczuł jej wpływ grawitacyjny.
      Mimo, że Tesli nie jesteśmy w stanie zobaczyć, to jednak możemy przypuszczać, że pojazd i Starman są w coraz gorszym stanie. Promieniowanie słoneczne niekorzystne wpłynęło na wszelkie materiały, jak farba, skórzane siedzenia, opony i inne, rozrywając łączące je wiązania węgla. Bez ochrony ze strony ziemskiej atmosfery plastik czy włókno węglowe zaczęło się rozpadać. Za kilkadziesiąt lub kilkaset lat z pojazdu pozostanie aluminiowa rama i najbardziej wytrzymałe elementy szklane.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA poinformowała, że satelita OGO-1 spłonął w atmosferze Ziemi po 56 latach przebywania na orbicie okołoziemskiej. Orbiting Geophysics Observatory 1 został wystrzelony we wrześniu 1964 roku. Był pierwszym z 5 satelitów badających pole magnetyczne Ziemi w ramach misji OGO. Był też ostatnim z nich, który wszedł w ziemską atmosferę. Misja satelity zakończyła się w 1971 roku i od tamtej pory krążył bez celu wokół naszej planety.
      W wyniku tarcia o górne warstwy atmosfery ważący 487 kilogramów satelita coraz bardziej spowalniał, w wyniku czego zmniejszał wysokość. W końcu 29 sierpnia o godzinie 22:44 czasu polskiego wszedł w atmosferę nad Oceanem Spokojnym i w niej spłonął, nie stanowiąc zagrożenia dla ludzi.
      NASA dość precyzyjnie wyliczyła miejsce i moment tego wydarzenia. OGO-1 wszedł w atmosferę o około 25 minut wcześniej, niż przewidywała NASA, w wyniku czego miejsce pojawienia się w atmosferze znajdowało się o około 160 kilometrów na południowy-wschód od Tahiti. Dzięki temu NASA mogła nie tylko śledzić satelitę za pomocą radarów, ale również zebrała relacje od mieszkańców Tahiti, którzy obserwowali płonący w atmosferze pojazd.
      Satelity OGO były wystrzeliwane w latach 1964–1969. Wszystkie spłonęły już w atmosferze naszej planety.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wysięgniki stworzone na potrzeby misji JUICE, jednej z dwóch największych misji realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, trafią za kilka dni do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne – poinformowała w czwartek Astronika, polska firma, która je zbudowała.
      JUpiter ICy moons Explorer (JUICE) to pierwsza duża misja Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), realizowana w ramach programu Cosmic Vision (Kosmiczna Wizja) na lata 2015-2025; jej łączny koszt sięga niemal 900 mln euro. Sonda będzie badała atmosferę największej planety Układu Słonecznego - Jowisza oraz jego księżyców: Europy, Kallisto i Ganimedesa.
      Sonda misji JUICE będzie wyposażona w różne instrumenty badawcze. Polska firma Astronika przygotowuje m.in. wysięgniki, na których końcach zamontowane będą sondy do pomiarów plazmy (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument - LP-PWI). W czwartek, w komunikacie prasowym przesłanym PAP Astronika poinformowała, że wykonane przez nią instrumenty zostaną w najbliższych dniach przetransportowane do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne.
      Wcześniej instrumenty stworzone przez Astronikę przeszły szereg innych testów. Po ostatnich próbach w Niemczech zostaną przetransportowane do siedziby głównego integratora satelity – Airbus Defence and Space w niemieckim Friedrichshafen, gdzie pod koniec 2020 zostaną na stałe przyłączone do satelity badawczego, który w 2022 roku wyleci w kierunku Jowisza.
      Głównym zadaniem wysięgników będzie rozłożenie się na odległość 3 metrów od satelity badawczego i ustawienie czujników dokładnie pod kątem 135 st., aby umożliwić im badanie plazmy znajdującej się w magnetosferze Jowisza – czytamy w informacji przesłanej PAP.
      Jak twierdzi Łukasz Wiśniewski, członek zarządu Astroniki i manager projektu, stworzenie instrumentów wymagało od zespołu projektowego nieszablonowego podejścia i opracowania innowacji mających sprostać kosmicznym wyzwaniom.
      Stworzone na potrzeby misji JUICE urządzenia są niezwykle lekkie, ważą poniżej 1,3 kilograma. Musiały zostać zaprojektowane w taki sposób, żeby wytrzymać duże obciążenia, którym zostaną poddane, a także, aby podczas otwierania nie zniszczyły same siebie – mówi Wiśniewski cytowany w komunikacie. Dodał, że wysięgniki są wytrzymałe na ekstremalne temperatury. W czasie swojej podróży urządzenia stworzone przez polską firmę będą musiały wytrzymać zarówno temperaturę około 200 st. C w okolicach Wenus, jak i nawet -200 st. C, kiedy sonda znajdzie się w cieniu Jowisza.
      Jak wynika z informacji przesłanej PAP, polscy inżynierowie stworzyli pięć egzemplarzy lotnych instrumentów LP-PWI. Cztery z nich zostaną finalnie przyłączone do satelity i wyruszą w podróż w kosmos, a jeden służy jako egzemplarz zapasowy. Urządzenia zostały od początku zaprojektowane i wyprodukowane przez Polaków z wykorzystaniem szeregu innowacyjnych technologii – podkreślono.
      Jak informuje Astronika, oprócz urządzeń LP-PWI firma opracowała na potrzeby misji JUICE także drugi rodzaj mechanizmu - system anten pod nazwą RWI – Radio Wave Instrument. Mechanizm ten obecnie znajduje się w fazie testów, jednak docelowo również stanie się częścią sondy badawczej JUICE. Obydwa urządzenia zostały stworzone jako część projektów realizowanych we współpracy z Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz japońskim Tohoko University.
      Start misji JUICE zaplanowany jest na połowę 2022 roku. Termin jest sztywno ustalony ze względu na korzystne, wzajemne ułożenie w tym czasie Ziemi, Wenus i Marsa. Sonda będzie bowiem korzystała z asyst grawitacyjnych tych planet. Po przebyciu 600 milionów kilometrów, próbnik znajdzie się na orbicie Jowisza w 2029 r., gdzie będzie prowadzić obserwacje przez co najmniej trzy lata.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańscy astronauci bezpiecznie wrócili z pierwszej misji załogowej kapsuły Dragon firmy SpaceX. To pierwszy w historii przypadek, gdy ludzie udali się w kosmos w komercyjnym pojeździe prywatnej firmy. Crew Dragon z Robertem Behnkenem i Douglasem Hurleyem na pokładzie wylądował na wodach Zatoki Meksykańskiej z niedzielę 2 sierpnia o godzinie 20:48 czasu polskiego.
      Warto tutaj zauważyć, że lądowanie Amerykanów na wodzie to pierwszy taki przypadek od roku 1975, gdy u wybrzeży Hawajów lądowali Stafford, Brand i Slayton, uczestnicy Apollo-Soyuz Test Project.
      Załogowa misja kapsuły Crew Dragon, Demo-2, wystartowała 30 maja. Po osiągnięciu orbity Behnken i Hurley ochrzcili kapsułę mianem „Endavour” na cześć promu kosmicznego, w którym obaj po raz pierwszy polecieli w kosmos. Na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej obaj astronauci wzięli udział w licznych eksperymentach, wspomagając załogę Stacji, a Behnken odbył 4 spacery w przestrzeni kosmicznej. Jest on obecnie, obok Michaela Lopeza-Alegrii, Peggy Whitson i Chrisa Cassidy'ego amerykańskim rekordzistą pod względem liczby spacerów. Odbył ich 10, spędzając w sumie ponad 61 godzin w przestrzeni kosmicznej.
      Lot Demo-2 odbył się w ramach prowadzonego przez NASA Commercial Crew Program. Był on ostatecznym testem rakiety Falcon 9, kapsuły Crew Dragon, systemów naziemnych, systemów pozostawania na orbicie, dokowania, lądowania oraz systemów podejmowania załogi z powierzchni oceanu.
      Teraz Crew Dragon Endavour będzie przechodził szczegółowe badania, a dane misji będą skrupulatnie analizowane. Tymczasem SpaceX przygotowuje się już do pierwszego lotu operacyjnego na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Misja Crew-1 zostanie przeprowadzona gdy SpaceX uzyska certyfikat NASA zezwalający na prowadzenie regularnych operacji załogowych. Jest ona planowana nie później niż na koniec września.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chiny rozpoczęły pierwszą samodzielnie zorganizowaną misję marsjańską. Tianwen-1 wystartowała na pokładzie rakiety Długi Marsz 5 Y-4 z Centrum Kosmicznego Wenchang na wyspie Hainan. W lutym przyszłego roku ma ona dotrzeć do Marsa i umieścić tam łazik, który będzie pracował przez 90 dni. Chiny są więc drugim krajem, po Zjednoczonych Emiratach Arabskich, który w bieżącym miesiącu wysłał misję na Marsa.
      Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Chiny będą pierwszym państwem, które podczas pierwszej misji na Marsa umieściło tam orbiter i lądownik.
      Rzecznik misji, Liu Tongjie, mówi, że poważne wyzwania dopiero przed Tianwen-1. Gdy przybędziemy w pobliże Marsa, krytycznym momentem będzie wyhamowanie. Jeśli proces ten nie zostanie przeprowadzony prawidłowo, albo nie będzie wystarczająco precyzyjny, grawitacja Marsa nie przechwyci pojazdu, stwierdza. Pojazd z łazikiem na pokładzie ma wejść na orbitę Marsa i pozostać na niej przez 2,5 miesiąca, a następnie podejmie próbę lądowania.
      Chiny już w 2011 roku próbowały wysłać swój pojazd na Marsa. Państwo Środka wzięło wówczas udział w rosyjskiej misji Fobos-Grunt. Rosyjska rakieta nie weszła jednak na orbitę i rozpadła się nad Pacyfikiem.
      Przed kilkoma dniami swój pojazd w kierunku Marsa wysłały też Zjednoczone Emiraty Arabskie. W bieżącym roku odbędzie się też amerykańska misja Mars 2020, w ramach której USA chcą posadowić na Marsie łazik Perseverance, najcięższy obiekt, jak człowiek wysłał na Czerwoną Planetę.
      Czwarta z tegorocznych zapowiadanych misji, europejsko-rosyjska ExoMars została odłożona o dwa lata z powodu koronawirusa i problemów technicznych.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...