Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Bezos daje 10 miliardów na walkę ze zmianami klimatu. Jego pracownicy chwalą go i ganią

Recommended Posts

Jeff Bezos, właściciel Amazona i najbogatszy człowiek na świecie, ogłosił, że założy fundację walczącą ze zmianami klimatu i dofinansuje ją kwotą 10 miliardów dolarów. Bezos Earth Fund będzie finansowała naukowców, aktywistów, organizacje pozarządowe oraz inne działania mające na celu ochronę środowiska naturalnego, napisał miliarder.

Będę współpracował z innymi zarówno w celu poszerzenia naszej wiedzy w tej kwestii jak i w celu opracowania nowych metod walki ze zmianami klimatu. Na start przeznaczam 10 miliardów dolarów i już latem tego roku zostaną przyznane pierwsze granty. Ziemia to nasze wspólne dobro, chrońmy ją razem, dodał.

Przy okazji stwierdził, że jednym z motywów, dla których założył działającą w przemyśle kosmicznym firmę Blue Origin było spowodowanie, by miliony ludzi mogły żyć i pracować w przestrzeni kosmicznej. Na stronach firmy czytamy, że w Blue Origin wierzymy, że aby uchronić Ziemię, nasz dom, i zachować ją dla wnuków naszych wnuków, musimy udać się w przestrzeń kosmiczną po jej nieskończone zasoby i energię. Tak, jak rewolucja przemysłowa pobudziła handel, pomyślność gospodarczą, pozwoliła na zbudowanie nowych społeczeństw i metod szybkiego transportu, tak przestrzeń kosmiczna otwiera nam drogę do pomyślności przyszłych generacji.

Działania Bezosa pochwalili i jednocześnie skrytykowali pracownicy Amazona skupieni w organizacji Amazon Employees For Climate Justice. Pochwalamy działalność dobroczynną Jeffa Bezosa, ale nie można jedną ręką dawać tego, co zabiera się drugą.  Ludzie na Ziemi muszą w końcu poznać odpowiedź, kiedy wreszcie Amazon przestanie wspierać przemysł wydobywczy, który niszczy Ziemię budując kolejne szyby naftowe i gazowe. Kiedy Amazon przestanie finansować zaprzeczające istnieniu globalnego ocieplenia think-tanki w rodzaju Competetive Enterprise Institute? Kiedy Amazon weźmie na siebie odpowiedzialność za zdrowie dzieci mieszkających w pobliżu jego magazynów i przestanie używać ciężarówek napędzanych silnikami diesla?, pytają pracownicy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W wiecznej zmarzlinie i hydratach w głębi oceanów, uwięzione są olbrzymie ilości węgla. Od dawna słyszymy, że, w miarę wzrostu temperatury na Ziemi, węgiel ten może zostać uwolniony w postaci metanu – bardzo silnego gazu cieplarnianego – gwałtowanie przyspieszy globalne ocieplenie. Jednak ostatnie badania wskazują, że ten czarny scenariusz może się nie ziścić.
      Gdy rośliny się rozkładają, w glebie pojawia się węgiel. Jednak gdy jest bardzo zimno, materia organiczna zamarza, a węgiel zostaje w niej uwięziony i nie trafia do atmosfery. Z taką sytuacją mamy do czynienia na Syberii, Alasce i północy Kanady, tam, gdzie występuje wieczna zmarzlina. Jednak w wiecznej zmarzlinie uwięzione jest też bardzo dużo zamrożonej wody. Gdy wieczna zmarzlina zaczyna się roztapiać, gleba zostaje zalana wodą i powstaje środowisko o niskiej zawartości tlenu. W połączeniu z zawartym w glebie węglem tworzą się idealne warunki dla mikroorganizmów, które żywią się węglem i uwalniają metan do atmosfery.
      Drugie wielkie źródło metanu, hydraty metanu, znajduje się w głębi oceanów. Do ich uformowania się potrzebna jest bowiem niska temperatura i wysokie ciśnienie. Jeśli temperatura wody wzrośnie, hydraty zostaną zdestabilizowane, rozpadną się i uwolnią metan.
      Naukowcy od dawna obawiają się roztapiania wiecznej zmarzliny i destabilizacji hydratów metanu. Dlatego też postanowili sprawdzić, jak sytuacja wyglądała w przeszłości. Grupa z laboratorium profesora Wasilija Petrenko, na czele której stał Michael Dyonisius, zbadała rdzenie z lodowca Taylor na Antarktydzie. Uwięzione tam powietrze sprzed 8–15 tysięcy lat pozwalało na zbadanie składu ziemskiej atmosfery z przeszłości. To okres, który jest częściowo podobny do obecnego. Ziemia przechodziła wówczas z epoki chłodniejszej do cieplejszej. Jednak wówczas zmiana była naturalna. Teraz jest ona napędzana przez działalność człowieka i przechodzimy z epoki cieplejszej do jeszcze cieplejszej, mówi Dyonisius.
      Jak dowiadujemy się ze Science, uczeni, badając węgiel-14 w swoich próbkach stwierdzili, że uwalnianie metanu do atmosfery było wówczas małe. Prawdopodobieństwo destabilizacji starych rezerwuarów węgla i pojawienia się silnego ociepleniowego sprzężenia zwrotnego również i dzisiaj jest małe, mówi Dyonisius. Zdaniem badaczy, podczas ocieplenia związanego z końcem epoki lodowej emisja metanu do atmosfery była niewielka, gdyż na Ziemi istnieją naturalne bufory zabezpieczające.
      W przypadku hydratów (klatratów) metanu, takim buforem jest sam ocean. Jeśli doszłoby do ich rozpadu, większość uwolnionego metanu zostanie rozpuszczone i utlenione w wodzie przez mikroorganizmy. Tylko niewielka jego część trafi do atmosfery. Jeśli zaś chodzi o metan z wiecznej zmarzliny, to jeśli uformuje się on wystarczająco głęboko w glebie, to może on zostać utleniony przez bakterie, zanim z gleby się wydostanie. Może też nigdy nie powstać i węgiel z wiecznej zmarzliny uwolni się w postaci dwutlenku węgla.
      Naukowcy zauważyli jednocześnie, że w przeszłości ocieplający się klimat spowodował uwalnianie się większej ilości metanu z mokradeł. I takiego scenariusza możemy się spodziewać. Jednak, jak mówi profesor Petrenko, antropogeniczna emisja metanu jest obecnie 2-krotnie większa niż emisja z mokradeł. Nasze dane wskazują, że nie powinniśmy się martwić olbrzymią ilością metanu, która może uwolnić się w wyniku globalnego ocieplenia. Powinniśmy martwić się metanem emitowanym przez człowieka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amazon planuje powołać prezydenta Trumpa na świadka w pozwie przeciwko Pentagonowi. Koncern Bezosa twierdzi, że Pentagon nieuczciwie przyznał Microsoftowi kontrakt JEDI o wartości 10 miliardów dolarów. Zdaniem Amazona prezydent był osobiście zaangażowany w rozstrzygnięcie, a jego celem było uniemożliwienie przyznania kontraktu Amazonowi.
      Jak twierdzi w swojej autobiografii były sekretarz obrony, James Mattis, Trump osobiście prosił go by wyrzucić Amazon z grona firm starających się o przyznanie kontraktu.
      Jako, że Mattis nie był już sekretarzem obrony podczas ostatnich miesięcy przed przyznaniem kontraktu, Amazon chce też powołać na świadka obecnego sekretarza, Marka Espera.
      Amazon argumentuje, że bez przesłuchania prezydenta przed sądem nie będzie możliwe obiektywne i pełne zweryfikowanie twierdzeń, wysuwanych w sądowym wniosku przez firmę.
      Prezydent Trump wielokrotnie wyrażał swoją wolę wykorzystywania funkcji prezydenta i naczelnego dowódcy do wpływania na działania rządu, w tym na zakupy dokonywane przez agendy rządowe, w celach osobistych, stwierdził rzecznik prasowy Amazona. Pytanie brzmi, czy należy pozwalać prezydentowi Stanów Zjednoczonych na wykorzystywanie budżetu Departamentu Obrony do własnych celów osobistych i politycznych dodał.
      Faktem jest, że przyznanie kontraktu JEDI było sporym zaskoczeniem dla wielu specjalistów. Uważali oni bowiem, że pewnym zwycięzcą przetargu na Joint Enterprise Defense Infrastrukture jest Amazon. Faktem jest też, że prezydent Trump nie lubi Jeffa Bezosa, założyciela i dyrektora Amazona.
      W ubiegłym miesiącu Amazon złożył do sądu wniosek, w którym prosi, by ten nakazał Microsoftowi wstrzymanie wszelkich prac nad realizacją kontraktu do czasu, aż sąd rozstrzygnie pozew Amazona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwoje specjalnych sprawozdawców ONZ uważa, że Narody Zjednoczone powinny przeprowadzić śledztwo ws. włamania, jakiego miał dokonać następca tronu Arabii Saudyjskiej na telefon Jeffa Bezosa, właściciela Amazona i Washington Post. Informacje wskazują na prawdopodobne zaangażowanie następcy tronu w śledzenie pana Bezosa, co może być próbą wpłynięcia, jeśli nie uciszenia, Washington Post w sprawie Arabii Saudyjskiej, mówią Agnes Callamard i David Kaye.
      Pani Callamard jest specjalnym sprawozdawcą ONZ ds. masowych egzekucji i pozasądowych zabójstw, a Kaye to specjalny sprawozdawca ds. wolności wypowiedzi. Sprawa nie dotyczy wyłącznie włamania, ale ma związek m.in. z rozwodem Bezosa i zamordowaniem dziennikarza Washington Post, Dżamala Chaszukdżiego. O jego zabójstwie było głośno pod koniec 2018 roku. Wiemy, że zlecił je właśnie saudyjski następca tronu, Muhammad bin Salman, którego Chaszukdzi często krytykował w swoich artykułach.
      Teraz wydaje się, że morderstwo dziennikarza było fragmentem szerzej zaplanowanej operacji. A jej kolejne szczegóły, które pozwalają coraz lepiej zrozumieć chronologię wydarzeń, wyszły na jaw w związku z... rozwodem Jeffa Bezosa.
      Muhammad bin Salman nie cieszy się na Zachodzie dobrą opinią. Działacze praw człowieka przypominają, że to on jest odpowiedzialny za krwawą wojnę w Jemenie i odpowiada za torturowanie ludzi w hotelu Ritz w Rijadzie. W 2017 roku następca tronu Arabii Saudyjskiej jest coraz bardziej zaniepokojony krytyką ze strony Chaszukdziego, który świetnie orientuje się w wewnętrznych sprawach na dworze rodziny królewskiej. W tym samym czasie MBS poznaje Davida Peckera, szefa American Media Inc, firmy, która jest właścicielem tabloidu National Enquirer. Pecker to człowiek, który dobrze na gruncie prywatnym zna m.in. prezydenta Trumpa.
      W marcu 2018 roku następca tronu wybiera się w pierwszą podróż po USA i jest tam witany z otwartymi ramionami. Przyjmowany jest w Białym Domu, na MIT, Uniwersytecie Harvarda, spotyka się z wieloma celebrytami. To ważny moment w zmianie wizerunku młodego księcia. A zmianę tę przygotowały odpowiednie artykuły w National Enquirer. Podczas tej wizyty dochodzi też do spotkania Bezosa i Mohammeda bin Salmana. Obaj panowie są gośćmi na obiedzie wydanym w Hollywood. Rozmawiają nawet o ewentualnym otwarciu centrów bazodanowych Amazona w Arabii Saudyjskiej. Co ważne, trzeba pamiętać, że Bezos jest nie tylko właścicielem Amazona, ale i Washington Post, w którym pracuje Dżamal Chaszkudzi. Panowie wymieniają się numerami telefonów.
      W czasie tej podróży Muhammad bin Salman spotkał się też z szefem Google'a Sundarem Pinchaiem oraz założycielem tej firmy Sergeyem Brinem, z Timem Cookiem z Apple'a, Billem Gatesem, Ophrah Winfrey, Michaelem Bloombergiem, Charlesm Bransonem czy Donaldem Trumpem oraz licznymi czołowymi postaciami ze świata biznesu i finansów.
      W październiku tego samego, 2018 roku, Chaszkudżi zostaje zamordowany w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Stambule.
      W styczniu 2019 roku National Enquirer publikuje prywatne zdjęcia i wiadomości tekstowe Bezosa, z których wynika, że ten ma kochankę. Już kilka godzin później państwo Bezos informują, że ich 25-letnie małżeństwo dobiegło końca, co wyraźnie wskazuje, że wcześniej wiedzieli o publikacji przygotowywanej przez tabloid.
      Niedługo potem Jeff Bezos oskarża na swoim blogu National Enquirera o to, że był szantażowany kompromitującymi informacjami, że kolejne zostaną ujawnione, jeśli będzie prowadził w tej sprawie śledztwo i że ma przestać twierdzić, jakoby artykuł o jego romansie miał też podtekst polityczny związany z Arabią Saudyjską, Washington Post i zamordowanym dziennikarzem. Przedstawiciele National Enquirera twierdzą, że ich artykuł, to wynik 4-miesięcznego śledztwa, a pierwsze informacje o romansie otrzymali od brata jego kochanki.
      Bezos nie zrezygnował jednak ze śledztwa i wynajął prywatną firmę IT, która miała sprawdzić, kto włamał się do jego telefonu. Teraz dowiedzieliśmy się, do jakich wniosków doszli śledczy.
      Okazuje się, że do włamania do telefonu Bezosa doszło najprawdopodobniej 1 maja 2018 roku. Wtedy to Bezos odebrał, za pośrednictwem WhatsAppa, klip wideo wysłany przez Mohammada bin Salmana. W ciągu kilku godzin po odebraniu filmu z telefonu Bezosa pobrano olbrzymie ilości danych.
      To właśnie ujawnienie tych rewelacji skłoniło obu wspomnianych specjalnych sprawozdawców ONZ do wezwania, by Narody Zjednoczone przeprowadziły śledztwo w tej sprawie. Sprawozdawcy przypominają, że wkrótce po zamordowaniu Chaszukdżiego na Twitterze w Arabii Saudyjskiej rozpoczęto prowadzenie kampanii przeciwko Amazonowi i Washington Post, a z konta księcia wysłano Bezosofi fotografię kobiety, która przypominała z wyglądu kochankę Bezosa. Było to, przypomnijmy, na kilka miesięcy przed artykułem w National Enquirer. W tym czasie pana Bezosa przedstawiano w saudyjskich mediach społecznościowych jako wroga. Była to część wielkiej kampanii przeciwko Bezosowi i Amazonowi, a stał się on jej celem prawdopodobnie dlatego, że jest właścicielem The Washington Post, stwierdzili sprawozdawcy.
      Dwa miesiące później National Enquirer publikuje artykuł o romansie Bezosa.
      Nie znamy zbyt wielu szczegółów technicznych ataku na telefon Bezosa. Śledztwem kierował prawdopodobnie Anthony Ferrante, były pracownik wydziału Cyber Division w FBI. Ataku prawdopodobnie dokonano za pomocą słynnego Pegasusa lub oprogramowania włoskiej firmy Memento Labs. Izraelska prasa już wcześniej donosiła, że Arabia Saudyjska kupiła Pegasusa za 55 milionów dolarów.
      Specjalni sprawozdawcy ONZ uważają, że włamanie do telefonu Bezosa miało na celu szantaż i wymuszenie, by wpłynął na Washington Post ws. publikacji dotyczących Arabii Saudyjskiej. Kilka miesięcy później zamordowano dziennikarza, a w obie sprawy łączy osoba saudyjskiego następcy tronu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rok 2019 był drugim najcieplejszym rokiem od czasu rozpoczęcia regularnych pomiarów w 1880 roku, a miniona dekada był najgorętszą od 140 lat. Dotychczas najcieplejszym rokiem w historii pomiarów był 2016, a ostatnich pięć lat było najgorętszymi, od kiedy ludzkość regularnie mierzy temperaturę na Ziemi.
      Jak poinformowali specjaliści z NASA, rok 2019 był o 0,98 stopnia Celsjusza cieplejszy niż średnia z lat 1951–1980. Od lat 80. XIX wieku średnie temperatury na Ziemi wzrosły o około 1,1 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką preindustrialną. Dla porównania, w czasach epoki lodowej temperatury były o około 5,5 stopnia Celsjusza niższe niż bezpośrednio przed rewolucją przemysłową. O ile więc w okresie 10 000 lat pomiędzy epoką lodową z rewolucją przemysłową średni temperatury na Ziemi zwiększyły się o 5,5 stopnia Celsjusza, to w ciagu ostatnich 140 lat wzrosły one o 1,1 stopień Celsjusza.
      Fakt, że zakończyła się najbardziej gorąca znana nam dekada potwierdzają niezależnie od siebie NASA, NOAA, Berkeley Earth, Met Office czy Copernicus Climate Change Service. Ranking pięciu najgorętszych lat w historii pomiarów wygląda następująco: 2016 (+0,94 stopnia Celsjusza względem okresu referencyjnego), 2019 (+0,93), 2015 (+0,90), 2017 (+0,84), 2018 (+0,77). Lata 2010–2019 były o 0,753 stopnia Celsjusza cieplejsze od średniej z okresu referencyjnego (1951-1980) i o 0,24 stopnia Celsjusza cieplejsze od dekady wcześniejszej.


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wczoraj Australia doświadczyła najgorętszego dnia w historii pomiarów. Średnia dobowa temperatura na terenie całego kraju wyniosła 40,9 stopnia Celsjusza, podało Australijskie Biuro Meteorologii (ABM). Poprzedni tego typu rekord padł w 2013 roku, kiedy to średnia temperatura wyniosła 40,3 stopnia Celsjusza.
      W niektórych miejscach było jednak znacznie cieplej. W mieście Ceduna w Południowej Australii zanotowano aż 45,5 stopnia Celsjusza, a w Perth przez trzy kolejne dni temperatura nie spadała poniżej 40 stopni – nigdy wcześniej w grudniu nie odnotowano takiego zjawiska. ABM nie wyklucza, że średnia zostanie pobita, gdyż fala upałów przemieszcza się w kierunku stanów Wiktoria i Nowa Południowa Walia. Władze radzą obywatelom, by pozostali w domach.
      Wraz z falą upałów w Nowej Południowej Walii doszło do najgorszej suszy od dziesięcioleci i wielkich pożarów. Straż pożarna informuje, że w stanie wciąż płonie 100 pożarów, z czego nad 54 wciąż nie udało się przejąć kontroli. W całym stanie wprowadzono zakaz rozpalania ognia. Pożary trwają już od 2 miesięcy. Spłonęło ponad 760 domów, niemal 300 kolejnych zostało uszkodzonych, zginęły cztery osoby i setki koali.
      Większa część kraju jest w ogniu, spłonęło trzykrotnie więcej domów, niż w najgorszym dotychczasowym sezonie pożarów, a pożary wciąż płoną, mówi Greg Mullins, były szef służb ratowniczych w Nowej Południowej Walii. Pożary spowodowały, że plaże w okolicach Sydney pokryte są popiołem, który zagraża zwierzętom morskim. Niedawno doszło też do bezprecedensowego wydarzenia, gdy 24 byłych szefów stanowych służb pożarniczych i ratunkowych wspólnie poparło stanowisko naukowców mówiących, że to globalne ocieplenie jest przyczyną pożarów. Rząd Australii temu zaprzecza.
      Od roku 1910 średnie temperatury w Australii podniosły się o 1 stopień Celsjusza. Aż 9 z 10 najgorętszych lat w historii Australi nastąpiło od roku 2005. Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że 78% Australijczyków popiera zmniejszenie użycia paliw kopalnych, a 64% uważa, że można w tym celu podnieść podatki. Wśród wyborców obecnego rządu odsetek tego typu opinii jest inny i wynosi 62% oraz 48%.
      Upały i pożary martwią też australijski przemysł winiarski. Jeśli sytuacja się nie zmieni, to z powodu upałów winorośla mogą zrzucić liście, co narazi owoce na uszkodzenie przez słońce. Z kolei sadza i popiół osadzające się na owocach mogą przenikać do skórki, nadając winu nieprzyjemny zbyt dymny posmak.
      O swój los obawiają się również Aborygeni. W bieżącym roku w Alice Springs zanotowano już kilkadziesiąt dni z temperaturami przekraczającymi 40 stopni Celsjusza. Ludzie coraz bardziej odczuwają skutki suszy, widzą umierające drzewa. Nie możemy żyć tak, jak żyliśmy do tej pory. Aborygeni centralnej Australii to bardzo odporni ludzie. Ewoluowali tak, by poradzić sobie z trudnym, zróżnicowanym klimatem pustyni. Ale są pewne granice. Bez powstrzymania zmian klimatycznych ludzie będą musieli opuścić swój kraj i porzucić to, co czyni ich Aborygenami. Zmiany klimatu to jasne i obecne teraz zagrożenia dla naszych ludzi i ich kultury, mówi Josie Douglas, menedżer ds. polityki i badań w Central Land Council.
      Zmiany zachodzą szybciej, niż prognozowano. Do lipca 2019 roku w Alice Springs było 129 dni z temperaturą powyżej 35 stopni Celsjusza i 55 dni z temperaturą powyżej 40 stopni Celsjusza. Jeszcze niedawno narodowa agencja naukowa, CSIRO, prognozowała, że do takiej sytuacji dojdzie nie wcześniej niż w roku 2030.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...