Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Od 60 lat nie znaleziono niczego podobnego. Konie pomogły w transporcie wyjątkowego obiektu

Recommended Posts

By przetransportować ze stromego żlebu na bardziej płaski teren ponad 2-metrową kość ramienną brachiozaura, poszukiwacze skamieniałości z pustyni w Utah posłużyli się zaprzęgiem i końmi rasy Clydesdale. Wg obserwatorów, przypominało to sceny z okresu pionierskiego z XVIII i XIX w.

To niezwykle ekscytujące, bo od ostatniego razu, gdy ktoś znalazł kość ramienną brachiozaura, minęło ok. 60 lat - podkreśla John Foster z Natural History State Park Museum, gdzie kość trafiła na wystawę.

Najbardziej jak dotąd kompletną kość ramienną brachiozaura odkryto w słynnej formacji Morrison. W pobliżu znajdowały się inne kości, w tym kilka fragmentów żeber, a także kopalne rośliny. Kilka stóp dalej natrafiliśmy na pasującą lewą kość ramienną w kawałkach - ujawnił Mathew Wedel z Western University.

Brachiozaura odkrył w maju zeszłego roku paleoartysta, właściciel witryny Don't Mess with Dinosaurs Brian Engh. Uzyskanie pozwoleń na wydobycie zajęło jednak parę miesięcy (ekipa dysponowała kompletem dokumentów dopiero w październiku). Jak się okazuje, nasz brachiozaur jest zaledwie 11. znanym okazem, a wszystkie są mocno niekompletne. Zważywszy na to, gdzie znaleziono skamieniałości, może być najstarszy.

Pozwolenie pozwoleniem, pozostało jednak pytanie, jak dostać się do kości, by zdążyć przed zimowymi deszczami. Dr Forster opowiada, że nie można było wykorzystać samochodu, a na zebranie pieniędzy na wynajęcie helikoptera brakowało zwyczajnie czasu. Musieliśmy więc znaleźć inny sposób. Jak powiedzieli, tak zrobili i do października "zwerbowali" do pomocy dwie klacze rasy Clydesdale Wesa i Reshy Bartlettów - Molly i Darlę.

Na początku kość trzeba było zabezpieczyć za pomocą "opatrunku" z gipsu i jutowej tkaniny. Po przewiezieniu do muzeum ładunek ważył prawie 460 kg, co oznacza, że gdy gips był jeszcze mokry, ciężar musiał być jeszcze większy. Kość w otulinie ściągnięto do wozu, a konie przetransportowały ją na równiejszy teren.

Jak zaznacza Engh, wydobycie było możliwe dzięki współpracy Matta Wedela, Johna Fostera, ReBeki Hunt-Foster z Dinosaur National Monument, paleontolożki Yary Haridy, przyjaciółek Engha Casey Cordes i Mallerie Niemann, a także rodziny Bartlettów i, oczywiście, Molly oraz Darli.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Wg obserwatorów, przypominało to sceny z okresu pionierskiego z XVIII i XIX w.

Co kraj, to obyczaj. W mojej okolicy (Polska) zrywka wleczona z konikiem nie potrzebuje jakoś obserwatorów, i jest dość powszechna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No jeśli by to koń miał być wleczony, to raczej rzadki widok;)

A tak poważniej, to chyba konie pociągowe nie są tam jakimś nadzwyczaj rzadkim widokiem -  skądś musieli je wziąć i to z uprzężą do pracy pociągowej i pewnie nie było to bardzo trudne (było łatwiejsze niż zorganizowanie helikoptera). W Polsce zresztą koni pociągowych też jest już mało. Wydaje mi się, że to skojarzenie z okresem pionierskim miało jakiś bardziej "wysublimowany" charakter (panowie w kowbojskich kapeluszach, konie zatrudnione do pracy innej niż typowo rolnicza, z dala od cywilizacji...)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, darekp napisał:

No jeśli by to koń miał być wleczony, to raczej rzadki widok;)

Jasne, ale zrywka z koniem nie zakłada wleczenia konia. :)
Co prawda widziałem wleczonych przez auto kierowców (ze sporą dawką promili we krwi owych ponoć kierowców, nie aut :/)

8 godzin temu, darekp napisał:

A tak poważniej, to chyba konie pociągowe nie są tam jakimś nadzwyczaj rzadkim widokiem

Może się mylę, ale na rondzie Daszyńskiego w Warszawie koń byłby raczej rzadkim widokiem...

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dodam może tylko, że jeśli lasu nie tnie się "kompleksowo", co zapewne może być powszechne za przewodnictwem "światłego przewodniczącego" Bolsonaro, a prowadzi odpowiednią trzebież lasu, to koniki się przydają, dziś równie jak wieki temu.

https://www.drewno.pl/artykuly/5231,kon-to-nie-przezytek.html

Cytat

Czyszczenia, trzebieże wczesne, wywroty i złomy, usuwanie drzew nasiennych w podlocie czy podszycie, tereny „wrażliwe” przyrodniczo z małą ilością ścinki, małe zręby, lasy przyleśne – to przykłady specjalności końskich.

http://www.forest-monitor.com/pl/konie-w-lasach-szwedzkich/

Tak, to z cywilizowanej Szwecji... Chciałbym, żeby drodzy Państwo konika nie kojarzyli z filmami Barei - biedna Polska, konik, wóz i węgiel...
Podobnie jak pies, równie koń był naszym współtowarzyszem w "sukcesie ewolucyjnym". Warto, by ten koń zasługiwał na odpowiedni szacunek, który zawsze miałem, bo konie są piękne i MOCNE. Nie musimy ich zajeżdżać na śmierć, podobnie jak wspaniałej Matki Ziemi. Jeśli ktoś z was nie głaskał konia, takiego "lekko" chociaż wolnego, to niech lepiej zamilknie.

Nieprzypadkowo chyba KM, HP itd., czyli KOŃ MECHANICZNY jest odpowiednim odniesieniem; osobiście widzę w tym szacunek (może jako zbytni idealista), ale jednak widzę.

 

CzM, czyli człowiek mechaniczny brzmi nie tylko dość mizernie, ale zwyczajnie śmiesznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 4.02.2020 o 17:22, Astro napisał:

Chciałbym, żeby drodzy Państwo konika nie kojarzyli z filmami Barei - biedna Polska, konik, wóz i węgiel...
Podobnie jak pies, równie koń był naszym współtowarzyszem w "sukcesie ewolucyjnym". Warto, by ten koń zasługiwał na odpowiedni szacunek, który zawsze miałem, bo konie są piękne i MOCNE. Nie musimy ich zajeżdżać na śmierć, podobnie jak wspaniałej Matki Ziemi. Jeśli ktoś z was nie głaskał konia, takiego "lekko" chociaż wolnego, to niech lepiej zamilknie.

Astro, chyba ma  nie w Europie drugiego, tak mocno związanego z końmi społeczeństa/narodu, jak Polacy. Może jesze Węgrzy? Koń miał szczególną pozycję wśród wszystkich zwierząt, a zwłaszcza wśród szlachty, a pośrednio również innych stanów. Dzisiaj chyba też tak jest. Spożycie koniny w Polsce jest minimalne (ponoć 1 kg na rok/osobę), w ogóle konina  to temat tabu. O szcególnym stosunku Polaków do koni krążyły legandy, ale mające spore  odzwierciedlenie w rzeczywistości - w I RP na eksport koni  bojowych, "husarskich", było nałożone embargo krolewskie, pod karą gardła, nikt chyba, poza Polakami koni nie malował, a taki targ dla województwa ruskiego, w Jarosławiu, potrafił zgromadzić w  ciągu tygodnia 20 tyś koni.

Chyba taki ogromny wzrost znaczenia konia, związany był z Uniami  w Krewie i Lublinie , a więć geopolitycznym zwrotem na Wschód- na rozległe przestrzenie wschodniego  Niżu Europejskiego. 

"Lach bez konia jako ciało bez duszy, jak chłop bez świni, Żyd bez kozy, diak bez psałterki a gospodarstwo bez kota na zapiecku."

(ruskie przysłowie ok. XVII w.).

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 5.02.2020 o 17:58, venator napisał:

Astro, chyba ma  nie w Europie drugiego, tak mocno związanego z końmi społeczeństa/narodu, jak Polacy.

Obecnie tylko chyba przez  koninę; nie raz robiliśmy innych w konia:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1536849,1,afera-z-polska-konina.read

W dniu 5.02.2020 o 17:58, venator napisał:

w I RP na eksport koni  bojowych, "husarskich", było nałożone embargo krolewskie, pod karą gardła, nikt chyba, poza Polakami koni nie malował, a taki targ dla województwa ruskiego, w Jarosławiu, potrafił zgromadzić w  ciągu tygodnia 20 tyś koni.

No i jak powszechnie wiadomo, gdyby nie polskie ciężkie konie, to losy wojen światowych potoczyłyby się inaczej...
No i te konie, Chełmoński, ptaki, krowie placki... Polskie klimaty. Jakoś mnie nie wzrusza. :/ Kwestia odbioru kiczu.

P.S. dla ścisłości, nie wzrusza na "obrazach". bo w łąkę zapaść mogę na godziny bez Chełmońskiego, dostępu do netu, coby słać to na fejsy i inne placki krowie kiczowate obrazki... Po prostu. Jesteś, albo próbujesz być. Jak jesteś, to oddychasz pełną piersią i niczego Ci nie brak, niczego nie musisz dowodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.02.2020 o 15:11, Astro napisał:

No i jak powszechnie wiadomo, gdyby nie polskie ciężkie konie, to losy wojen światowych potoczyłyby się inaczej.

Temat koni polskich sprzed XIX w jest stosunkowo słabo zbadany, ale w powszechnym użyciu bojowym bynajmniej nie używano koni ciężkich.

Rysunek włoskiego rysownika Stefano della Belli, z wizerunkiem rotmistrza husarskiego, na typie konia polskiego (1645-52):

Husarz+rotmistrz.jpg

A jeśli pijesz do kawalerii okresu międzywojnia, to propaganda Goebelsa wiecznie żywa. 

To takie zaklinanie rzeczywistości - czy się to nam podoba czy nie koń, do czasów II woj. światowej, odgrywał w wojsku (każdym)  ogromną rolę. 

Pierwsi zrezygnowali (no prawie) z koni Amerykanie, ale dopiero w latach 30-tych XX w. Jeszcze podczas kampanii wrześniowej  1939 r. 90% transportu Wermahtu, pomimo jego rzekomej mechanziacji, odbywało się transportem konnym. Na froncie wschodnim Niemcy stracili w sumie 10 mln koni. 

Ostatnia szarża polskiej kawalerii ,i to zakończona zwycięstwem, to bitwa pod Borujskiem, 1 marca 1945 r, w trakcie przełamywania Wału Pomorskiego. Ale jeszcze  23 kwietnia 1945 r. kawalerzyści ze słynnej amerykanskiej 10 Dywizji Górskiej szarżują pod Padem (nieudanie) na niemceckie pozycje. Kawaleria przez wieki była poprostu  elementem armii, raz odgrywając mniejszą, a raz większą rolę, przeżywając upadki i okresy swojego renesansu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
32 minuty temu, venator napisał:

Temat koni polskich sprzed XIX w jest stosunkowo słabo zbadany

Być może, ale wiek XX i XXI raczej jest zbadany. :)

32 minuty temu, venator napisał:

A jeśli pijesz do kawalerii okresu międzywojnia, to propaganda Goebelsa wiecznie żywa. 

Propaganda propagandą, ale rzeczywistość powaliła naszymi końmi rzeczywistość... Tak?

33 minuty temu, venator napisał:

odgrywał w wojsku (każdym)  ogromną rolę

Myślisz, że inwestycja w F-35 była błędna? Też uważam, że koń dla każdego terytorialsa byłby lepszą inwestycją.

36 minut temu, venator napisał:

Kawaleria przez wieki była poprostu  elementem armii, raz odgrywając mniejszą, a raz większą rolę, przeżywając upadki i okresy swojego renesansu. 

Czas to wznowić. Czuwaj!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, venator napisał:

Temat koni polskich sprzed XIX w jest stosunkowo słabo zbadany, ale w powszechnym użyciu bojowym bynajmniej nie używano koni ciężkich.

W średniowieczu ciężkie konie zimnokrwiste były wierzchowcami ciężkozbrojnych rycerzy, a  póżniej trudno byłoby kawalerii przeprowadzać zwycięskie szarże bez zaplecza taborów napędzanych końmi roboczymi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, Astro napisał:

Być może, ale wiek XX i XXI raczej jest zbadany. ;)

Dlatego często spotykany pogląd, że koń rasy małopolskiej jest najbardziej zbliżony do "husarskiego", nie ma dostatecznego  umocowania w badaniach naukowych. . 

Cytat

Propaganda propagandą, ale rzeczywistość powaliła naszymi końmi rzeczywistość... Tak?

W  bitwie pod Mokrą, gdzie kawaleria została użyta w sposób modelowy to  tak,  4 Dywizja Pancerna Georga-Hansa Reinhardta została powalona przez końską rzeczywistość (i inny "przestarzały" rodzaj broni-pociągi pancerne). Ok 100 utraconych czołgów, w tym ok. 45 bezpowrotnie, stray osobowe dwa razy wyższe niż naszej kawalerii.

Nikt nie twierdzi oczywiście , że kawalerią dało się zwyciężać wtedy wojny - był to tylko element szerszej układanki jakim jest wojsko. 

 

Cytat

Myślisz, że inwestycja w F-35 była błędna? 

Nie, decyzja, abstrahując od mało transparentnej formy zakupu, była i jest jak najbardziej słuszna. 

Cytat

Czas to wznowić. Czuwaj!!!

W szczególnych okolicznościach koń  nadal znajduje  zastosowanie i to w najbardzeij zaawansowanej technologicznie armii ;):

Horse-Soldiers.jpg?fit=720,538&ssl=1

To powyższe zdjęcie ukazuje operatora amerykańskich sił specjalnych, Afganistan, rok 2001. 

 

W tymże roku, w bitwie pod Biszkab, wzięło udział 1500 kawalerzystów gen. Dostuma, z Sojuszu Północnego. Doradcami byli komandosi z Operational Detachment-Alpha595, wspierani przez Zielone Berety. Amerykanie używali, a jakże koni...oczywiście głównie do przemieszczania

W rozdziale 1.4.1.2. masz to ładnie opisane:

https://en.wikipedia.org/wiki/5th_Special_Forces_Group_(United_States)#Fighting_on_horseback

Amerykanie jak trzeba, z koniem się "przepraszają", a nie robią sobie  podśmiechujki. Liczy się skuteczność. 

23 godziny temu, 3grosze napisał:

W średniowieczu ciężkie konie zimnokrwiste były wierzchowcami ciężkozbrojnych rycerzy, a  póżniej trudno byłoby kawalerii przeprowadzać zwycięskie szarże bez zaplecza taborów napędzanych końmi roboczymi. 

Oczywiście,  głównie w Europie Zachodniej, zwłaszcza w Anglii, gdzie używano nawet potężnych koni rasy shire.  Zmieniło sie to wraz z XVII w., gdzie podczas wojny trzydziestoletniej Gustaw II Adolf, będąc pod wpływem wzorców polskich, zaczął używać kawalerii  w ten sposób, że  do łask wróciła szarża na białą broń. I ogólnie nastapił renesans formacji kawaleryskich, i to pomimo coraz większego nasycenia bronią palną. Oczywiście wraz z rewolucją w broni palnej jaka nastapiła w XIX, zmierzch wielkich formacji kawaleryjskich był nieunikniony, ale  o ile mnie pamięć nie myli, to nawet na froncie wschodnim, Niemcy mieli pod swoim dowództwem cztery dywizje kawalerii (Wegry, Kałmucy etc).

A tabory cóż...armia jeździ na brzuchach, jak to mawiał ponoć Napoleon. Ale znano i stosowano w Polsce, czy wśród Tatarów jazde komunikiem, bez taborów. I szarżom to nie przeszkadzało ;) Zresztą kiedy europejska kawaleria jeździła bez taborów? Chyba w filmach Ridleya Scotta...

Oczywiście chce wyraźnie zaznaczyć - kawaleria w dws to jednostki w rzeczywistości dragonii - konnej piechoty, dysponującej artylerią lub jednostki typowo rozpoznawczo-dywersyjne lub tyłowe. 

 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiedz mi szczerze, bo jakoś nie łapię. Na serio chcesz się dziś ścigać na koniki? Wiśta wio szczerze polecam, ale po zakończeniu tego tekstu jesteś już do tyłu o dwa stajania.

I jak poleciłem wcześniej, oprotestuj zakup F-35, bo koniki dla terytorialsów lepsze... :/

Rozumiesz co piszę?

26 minut temu, venator napisał:

W szczególnych okolicznościach koń  nadal znajduje  zastosowanie i to w najbardzeij zaawansowanej technologicznie armii

Czyli wracamy do punku wyjścia, czyli zrywki. Nie bardzo wiem o co Ci chodzi, ale ładnie piszesz. Ładnie, ale bez sensu.

Przy okazji zupełnie, podaj mi proszę (jako specjalista :)) odsetek środków armii USA przeznaczanych na konie (reprezentację wyklucz, bo to pewnie większość środków).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Abstrahując od koni, nie wydaje mi się, żeby zakup F-35 był słuszną decyzją. Politycy kupują obietnice sojusznika i chcą mieć dobry sprzęt do robienia tzw. ścianki podczas uroczystości. Nie mamy pozostałych elementów systemu, żeby porządnie wykorzystać te maszyny. Godzina lotu kosztuje prawie 45k USD. Może zrobią z nich użytek, jak się wmanewrują w jakiś konflikt na bliskim wschodzie. Można wydać te pieniądze lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Astro napisał:

Powiedz mi szczerze, bo jakoś nie łapię. Na serio chcesz się dziś ścigać na koniki? Wiśta wio szczerze polecam, ale po zakończeniu tego tekstu jesteś już do tyłu o dwa stajania.

 

2 godziny temu, Astro napisał:

Czyli wracamy do punku wyjścia, czyli zrywki. Nie bardzo wiem o co Ci chodzi, ale ładnie piszesz. Ładnie, ale bez sensu

Jakbyś czytał dokładnie to co napisałem, to byś dostrzegł sens. Nigdzie nie pisałem, że chcę się ścigać na koniki, uważam, że w miarę trafnie, w  zwięzłym języku, określiłem zmniejszającą się rolę konia w armii na przestrzeni dziejów. Samą kawalerią nie wygrywa się wojen przynajmniej  już od XVII w. Ile razy mam  powtarzać, że kawaleria miała ścisle określoną rolę na każdym swym etapie rozwoju? Ostatnim etapem jest użycie konia przez amerykanskich specjalsów i niech tak pozostanie. Szkoda tych wdzięcznych zwierząt.

Ja poprostu, po Twoich twierdzeniach Astro, uważam (jest to oczywiście moje subiektywne odczucie), że jesteś typową "ofiarą" wczesnoprlowskiej propagandy, która skutecznie wbiła w głowy Polakom mit o szczególnym zacofaniu i anachroniczności polskiej kawalerii, a przez to i całego wojska  w kampanii 1939 r.  Zochydzono polskie tradycje kawaleryjskie bo takie było zapotrzebowanie polityczne. Potrzeba było burżuazyjnego, sanacyyjnego  chłopca do bicia, więc znaleziono kawalerie. Przyczyna była prosta - odsetek ziemian, "burżujów" w kadrze dowódczej kawalerii II RP  był szczególnie duży, w porównaniu do innych rodzajów sił zbrojnych II RP. Potrzeba czasów, potrzeba ekranu, choć już w późnym PRL doszło do odbrązowiania mitu i rewindykacji wcześniejszych założeń.

Niemcy w czerwcu 1941 r . mieli na stanie ewidencyjnym 750 tyś koni, z czego jakieś  90% w Ostheer. Poprostu jeszcze do niedawna rola konia w wojsku  była bardzo duża (jak już pisałem, głównie transortowa i rozpoznawcza), radykalne zmiany to są dosłownie ostatnie 6-7 dekad,  a ściśle jest to  związane z rozwojem motoryzacji, cywilnej w dodatku. W większości armii świata, w przypadku pełnoskalowego konfliktu, większość żołnierzy i tak pojedzie na front w autobusach i zwykłych ciężarówkach zarekwirowanych z cywila...To takie współczesne konie pociągowe

@cyjanobakteria

Zapaść współczesnego polskiego lotnictwa taktycznego jest niesamowicie głęboka, a bez lotnictwa na współczesnym polu walki jesteśmy w czarnej d....

Nie było sensu kupować innej maszyny. Temat OT, dzisaj, wybacz, ale nie mam czasu już go ciągnąć.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, venator napisał:

mit o szczególnym zacofaniu i anachroniczności polskiej kawalerii, a przez to i całego wojska  w kampanii 1939 r.

Ja się słabo znam na historii, ale może dla porównania warto sobie uświadomić, że Niemcy podczas kampanii wrześniowej używali czołgów wyglądających bardzo "biednie": https://pl.wikipedia.org/wiki/Panzerkampfwagen_I (Tygrysów i Panter jeszcze wtedy nie było). Pancerz takiego czołgu można było przebić pociskiem z odpowiedniego karabinu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Karabin_przeciwpancerny_wz._35

Po prostu takie to były czasy, gdy technika była jeszcze stosunkowo słabo, tzn. słabiej niż sobie wyobrażamy na podstawie filmów, rozwinięta.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, venator napisał:

Ja poprostu, po Twoich twierdzeniach Astro, uważam (jest to oczywiście moje subiektywne odczucie), że jesteś typową "ofiarą" wczesnoprlowskiej propagandy, która skutecznie wbiła w głowy Polakom mit o szczególnym zacofaniu i anachroniczności polskiej kawalerii, a przez to i całego wojska  w kampanii 1939 r.

Czyli co? Kampanię 1939 r. wygraliśmy, a podręczniki historii kłamią? Może i tak...

Przy okazji. Współczesna kawaleria polska, oparta na wycofywanych z eksploatacji Leopardach niemieckich jest lepsza.

I całkiem już przy okazji. Zacząłem od zrywki, o której realiach (jak widać), nie masz najmniejszego pojęcia, ale kawalerią i husarią musiałeś w odpowiedzi pociągnąć... Jak powiedział klasyk: abstrahujesz pan od rzeczywistości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Astro napisał:

Czyli co? Kampanię 1939 r. wygraliśmy, a podręczniki historii kłamią? Może i tak..

Smutne jest to, że Ty naprawdę wierzysz, że przegraliśmy z powodu kawalerii. Co tam sytuacja geopolityczna, co tam fatalna jakość dowodzenia w WP na szczeblu ogólnoarmijnym...etc.

 

8 godzin temu, Astro napisał:

Przy okazji. Współczesna kawaleria polska, oparta na wycofywanych z eksploatacji Leopardach niemieckich jest lepsza.

Wycofywanych? Źródła proszę....Naprawdę chcesz o tym podyskutować? Czy to tylko taka erystyka?

 

8 godzin temu, Astro napisał:

I całkiem już przy okazji. Zacząłem od zrywki, o której realiach (jak widać), nie masz najmniejszego pojęcia, ale kawalerią i husarią musiałeś w odpowiedzi pociągnąć... Jak powiedział klasyk: abstrahujesz pan od rzeczywistości.

Nie mam pojęcia o zrywce  i o  niej nie  dyskutuje. Mam takie same prawo jat Ty Astro, prowadzić dyskusje w temacie, w sposób, który pozwoli mi się merytorycznie wypowiedzieć.

W pierwszym swoim poście w temacie, nawiązałem chyba wprost do tematu artykułu, chyba nie mniej niż Twój wtręt o zrywce. Temat zboczył na kawalerię, a ja znalazłem w Twojej osobie interlokutora (odpowiadać nie musiałeś), a że merytoryki z Twojej strony w temacie kawalerii tyle co  koni co we współczesnym wojsku...co ja poradzę ;)

@darekp

Oczywiście, że tak, dlatego prawidłowo użyta kawaleria potrafiła zdziesiątkować  ówczesne czołgi, tak jak w bitwie pod Mokrą. Piętą achilesową kawalerii II RP  było przede wszystkim  bardzo słabe uzbrojenie przeciwlotnicze, ledwie dwie armaty wz 36 Bofors kal. 40 mm (bardzo dobre  armaty), na każdą brygadę kawalerii. Słabość ówczesnej opl-ki trafnie podsumował zresztą gen. Kutrzeba, wspominając bitwę pod Bzurą, mniej więcej takimi słowami: "nic tak nie demoralizuje żołnierza, jak bezkarny, wrogi  lotnik, zrzucający mu bomby na głowę".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, venator napisał:

Smutne jest to, że Ty naprawdę wierzysz, że przegraliśmy z powodu kawalerii.

Serio? Gdzie tak powiedziałem? Męczysz już mnie, więc odpadam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, venator napisał:

niż Twój wtręt o zrywce

Akurat to o zrywce (Astro i moje) wtrętem nie było - sądząc z opisu i okoliczności wyciąganie tego gnata to była typowa zrywka, tyle że gnata, a nie pnia, czyli robota przy której zachowana jest ciągłość użycia koni, i to od tysięcy lat. Czyli nie było podstaw do robienia sensacji z faktu, że konie były użyte.

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ex nihilo napisał:

Czyli nie było podstaw do robienia sensacji z faktu, że konie były użyte.

Trochę podstaw bym znalazł :D  Sensacyjne (i pokrzepiające) jest, że kopyta okazały są lepsze od kół czy gąsienic. Konie górą!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kopyta to jedno (co na to Boston Dynamics?), ale przede wszystkim koński rozum, doświadczenie i umiejętność współpracy z dwunożnym szefem.
Nie znam szczegółów, przypuszczam jednak, że do wyciągania gnata nie wzięli przypadkowej końsko-ludzkiej bandy, a raczej doświadczoną ekipę zrywkową.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, ex nihilo napisał:

(co na to Boston Dynamics?),

:D Właśnie chciałem w ten sam deseń, bo choć tyle kasy się pompuje w próbę stworzenia ABMNK (Autonomiczny Bojowy Muł Na Kopytach), to jednak "zwykły" konik pociągowy, który może inteligencją nie grzeszy jest dużo mądrzejszy, bardziej przewidywalny, wytrwały, nie wykazuje problemów jeśli chodzi o zasilanie go w energię (ba! czysta ekologia) no i... jest zdecydowanie tańszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak na marginesie. Swego czasu mnóstwo wędrowałem po górach (teraz niestety o wiele mniej niż bym chcciał) Polski, Europy, troche Azji i szczerze pwoiedziawszy zrywka koniem to, z moich obserwcaji,  jakiś zupełny margines, folklor. W ogromnej wiekszości przypadków używano maszyn.A  na ogladałem sie tego sporo, niestety.  W Niżnych Tatrach na Słowacji widziałem zrywkę w terenie, w której koń by sobie co najwyżej nogi połamał. Ciągnik miał wysiegnik, podłączony do przystawki odbioru  mocy, na zboczu był zamontowany system bloczków i stalowych lin i robota hulała (las gospodarczy czyli monokultura świerka). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nicolas Delsol, naukowiec z Florida Museum of Natural History, postanowił napisać rozprawę doktorską o historii udomowionego bydła w Amerykach. Zajął się więc sekwencjonowaniem mitochondrialnego DNA z krowich zębów sprzed wieków. W pewnym momencie zauważył, że DNA jednego z zębów różni się od innych.
      Różnica wynikała z faktu, że fragment zęba trzonowego należał do konia, a nie krowy. Ząb pochodził z jednej z pierwszych hiszpańskich osad w Amerykach, miasta Puerto Real na Hispanioli. Miasto zostało założone w 1507 roku i przez dekady było ostatnim amerykańskim przystankiem dla statków płynących z Karaibów do Europy. Jednak coraz bardziej intensywne piractwo i rozwój nielegalnego handlu zmusiły Hiszpanów do przeniesienia osady. W 1578 roku Puerto Real ewakuowano, a w 1579 zostało zniszczone przez hiszpańskich urzędników. Szczątki zaginionego miasta odkrył w 1975 roku amerykański lekarz-ochotnik William Hodges. W latach 1979–1990 Florida Museum prowadziło tam badania archeologiczne.
      Zarówno w Puerto Real, jak i w innych podobnych miejscach z tego okresu, bardzo rzadko znajduje się szczątki koni. Natomiast szczątki krów są bardzo powszechne. Konie były zarezerwowane dla osób o wysokim statusie społecznym, były wyznacznikiem ich prestiżu. Krowy były zaś typowymi zwierzętami gospodarczymi, hodowanymi dla mięsa i skór. Ich kości zwyczajowo wyrzucano na wysypiska. Dla archeologów takie składowiska odpadów to bezcenne źródło informacji na temat tego, jak żyli ludzie przed wiekami. Nic więc dziwnego, że znaleziony wśród krowich szczątków kawałek zęba został w przeszłości sklasyfikowany jako ząb krowy.
      Jednak największa niespodzianka czekała Delsola gdy porównał DNA ze zidentyfikowanego przez siebie końskiego zęba z DNA współcześnie żyjących koni. Naukowiec spodziewał się, że najbliższymi żyjącymi krewniakami konia z Puerto Real będą konie z Półwyspu Iberyjskiego. W końcu to stamtąd hiszpańscy kolonizatorzy przywozili konie do Ameryki. Jednak koń z Puerto Real okazał się najbliżej spokrewniony z dzikimi końmi żyjącymi... 2000 kilometrów na północ, na wyspie Assateague u wybrzeży stanu Delaware.
      Dzikie konie na Assateague żyją od setek lat. Nie wiadomo jednak, skąd się tam wzięły. Jedna hipoteza mówi, że zostały tam przywiezione z kontynentu przez angielskich kolonistów, którzy chcieli w ten sposób uniknąć podatków nakładanych na stada oraz przepisów dotyczących grodzenia ziemi. Zgodnie z drugą hipotezą, to potomkowie koni, które po zatonięciu hiszpańskiego galeonu dopłynęły na brzeg. Ta historia została spopularyzowana w 1947 roku w książce dla dzieci „Misty of Chincoteague”. Książeczka doczekała się filmowej adaptacji, co jeszcze bardziej zwiększyło zasięg historii o galeonie.
      Jednak na poparcie żadnej z hipotez nie było dowodów. Zwolennicy hipotezy o hiszpańskim galeonie podkreślali, że jest mało prawdopodobne, by koloniści zapomnieli o swoim cennym stadzie koni i pozostawili je na wyspie. Zaś zwolennicy hipotezy o angielskich kolonistach przypominali, że w okolicy nigdy nie znaleziono szczątków galeonu, a historyczne zapiski nic nie wspominają o dzikich koniach z Assateague.
      Wyniki badań przeprowadzonych przez Delsola jednoznacznie wskazują na prawdziwość hipotezy o hiszpańskim galeonie. Musimy pamiętać, że już na początku XVI wieku hiszpańscy koloniści eksplorowali położone nad środkowym Atlantykiem wybrzeża obu Ameryk. I mimo, że wczesna literatura kolonialna jest bardzo niekompletna, rzadko przekazuje informacje o tych podróżach i nie wspomina o koniach, to nie znaczy, że badający wybrzeża Hiszpanie nie zabierali koni ze sobą.
      Zwierzęta z Assateague to nie jedyne konie kolonistów, które zdziczały. Szacuje się, że obecnie na ternie USA żyje 86 000 dzikich koni. Głównie zamieszkują one zachodnie stany. Delsol ma nadzieję, że przyszłe badania DNA pozwolą opisać ich historię.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Paleontolodzy z British Geological Survey odkryli skamieniałości najstarszego zwierzęcego drapieżnika i nazwali go na cześć Davida Attenborough. Skamieniałość sprzed 560 milionów lat jest spokrewniona żyjącymi współcześnie parzydełkowcami, takimi jak koralowce, ukwiały i meduzy.
      Skamieniałość nazwano Auroralumina attenboroughii. Pierwsza część nazwy oznacza „latarnię świtu” i została wybrana ze względu na jej wiek i podobieństwo do płonącej pochodni. Część druga pochodzi od nazwiska słynnego biologa i podróżnika.
      Skamieniałość znaleziono w słynnym Charnwood Forest w pobliżu Leicester. To miejsce znane z podobnych niezwykłych odkryć. Gdy byłem uczniem w Leicester z zapałem poszukiwałem skamieniałości. Wówczas jednak specjaliści uważali, że skały, w których znaleziono obecnie Auroraluminę powstały jeszcze przed początkiem życia. Nigdy więc tam nie zaglądałem. Kilka lat później chłopak z mojej szkoły znalazł tam skamieniałość i udowodnił, że naukowcy się mylili. Skamieniałości nadano jego imię. Teraz, niemalże, mu dorównałem i jestem naprawdę zadowolony, powiedział Attenborough na wieść o nazwaniu drapieżnika jego imieniem. Chłopak, o którym wspomina, to Roger Mason. W 1957 roku trafił on na jedno z najstarszych skamieniałych zwierząt, które nazwano Charnia masoni.
      Odkrycie Auroraluminy każe ponownie zastanowić się nad momentem pojawienia się na Ziemi współczesnych zwierząt. Uważa się, że współczesne zwierzęta, jak meduzy, pojawiły się 540  milionów lat temu, podczas eksplozji kambryjskiej. Jednak ten drapieżnik jest o 20 milionów lat starszy. To najstarsze znane nam zwierze posiadające szkielet. Na razie mamy jedno, ale to pokazuje, że muszą być też inne. Ich odkrycie to klucz do zrozumienia, kiedy na Ziemi pojawiły się bardziej złożone formy życia, wyjaśnia doktor Phil Wilby, jeden z odkrywców Auroraluminy.
      W roku 2007 Wilby i jego koledzy przez tydzień pracowali w Charnwood Forest, czyszcząc szczoteczkami do zębów i sprężonym powietrzem skałę o powierzchni 100 m2. Trafili na ponad 1000 skamieniałości, ale jedna zdecydowanie się wyróżniała. Jej zbadania podjęła się doktor Frankie Dunn z Oxford University Museum of Natural History. Ta skamieniałość różni się od wszystkiego z Charnwood Forest i innych podobnych znalezisk na świecie. Większość skamieniałości z tego okresu posiada części ciała, które nie występują u współczesnych zwierząt i nie jest jasne, jak są one powiązane z obecnie żyjącymi zwierzętami. W przypadku naszej skamieniałości mamy szkielet i gęsto upakowane macki, które służyły do przechwytywanie pokarmu z wody na podobieństwo współczesnych parzydełkowców. Dotychczas nie znaleziono niczego podobnego z tego okresu, mówi uczona.
      Datowanie A. attenboroughii przeprowadzono na podstawie zawartości cyrkonu w skałach. Eksplozja kambryjska była znaczącym wydarzeniem. To wtedy anatomia zwierząt została ustalona na pół miliarda kolejnych lat. Nasze odkrycie pokazuje, że anatomia parzydełkowców była ustalona co najmniej 20 milionów lat wcześniej. To niezwykle ekscytujące odkrycie rodzące wiele pytań, stwierdza doktor Dunn.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Argentyńskiego Muzeum Historii Naturalnej informują o odkryciu szczątków jednego z największych mięsożernych dinozaurów. Olbrzym nazwany przez nich Maip macrothorax był największym z maniraptorów. Żywił się innymi dinozaurami, które rozrywał za pomocą przednich kończyn.
      Długość ciała zwierzęcia wynosiła 9–10 metrów, dinozaur ważył 5–6 ton. Aby utrzymać tak olbrzymią masę, kręgosłup Maip amcrothoraxa zbudowany był z wielkich kręgów połączonych skomplikowanym systemem mięśni, ścięgien i więzadeł. Dzięki temu drapieżnik mógł stać i biegać na tylnych łapach. Na kręgach i żebrach dinozaura zachowały się struktury, do których były przymocowane więzadła. Dla specjalistów to okazja do zdobycia informacji, które rzadko są dostępne. Pozwalają bowiem przynajmniej częściowo zrekonstruować układ tkanek miękkich.
      Szczątki dinozaura znaleziono na południe od El Calafate. Panują tam bardzo niskie temperatury i widać stamtąd Andy. A olbrzymi dinozaur, ścigający swoją ofiarę, był zapowiedzią jej śmierci. Dlatego też nowo odkryty gatunek zyskał nazwę „Maip” pochodzącą od diabolicznej postaci z mitologii Tehuelche, która mieszka w górach i zabija za pomocą mrozu. Mitologiczny Maip reprezentuje też cień nadchodzącej śmierci. Z kolei „macrothorax” od rozmiarów jamy klatki piersiowej, której szerokość dochodziła do 1,4 metra.
      Megaraptory swój rozkwit przeżywały w kredzie, występowały głównie na południowych obszarach grobu. Pierwszym opisanym przedstawicielem tego rodzaju był Megaraptor namunhuaiiquii znaleziony w argentyńskiej prowincji Neuquén. Kolejne megaraptory znajdowano w Australii, Japonii czy Tajlandii.
      Wiemy, że zwierzęta te polowały na inne dinozaury, miały nisko sklepioną, wydłużoną czaszkę, w której znajdowało się ponad 60 ostrych zębów. Megaraptory mają długą elastyczną szyję oraz sprawne dobrze rozwinięte kończyny przednie zakończone potężnymi pazurami służącymi do chwytania i rozrywania ofiary.
      Maip amcrothorax to już kolejny dinozaur znaleziony w Estancia La Anita, kilka kilometrów na południe od miasta El Calafate. W 2019 roku znaleziono tam szczątki dwóch przedstawicieli gatunku Nullotitan glacieris. To niemal 25-metrowej długości dinozaury roślinożerne. Obok nich odkryto szczątki niewielkiego zwierzęcia z gatunku Isasicursor santacrucensis. Ten dinozaur chodziło na tylnych łapach. Dotychczas, na podstawie kilku izolowanych zębów, przypuszczano, że w okolicy mogą znajdował się też pozostałości jakiegoś megaraptora. Teraz przypuszczenie się potwierdziło
      Autorzy odkrycia piszą na łamach Scientific Reports, że Maip amcrothorax był bliżej spokrewniony z megaraptorami z obecnej Ameryki Południowej. Zwierzęta z Azji i Australii były jego dalszymi kuzynami. Zdaniem odkrywców, południowoamerykańskie megaraptory wyewoluowały z mniejszych form pośrednich, o długości ciała 5–6 metrów, a szczyt ich osiągnięć ewolucyjnych przypadł na kredę. Maip był największym znanym megaraptorem i jednym z ostatnich, które zamieszkiwały Ziemię przed zagładą dinozaurów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Paleobiolodzy z Uniwersytetu W Tybindze odkryli w Rumunii nieznany dotychczas gatunek żółwia, który przetrwał uderzenie asteroidy sprzed 66 milionów lat. Asteroidy, która przyniosła zagładę dinozaurom i 75% gatunków na Ziemi. Wiek skamieniałości oceniono na około 70 milionów lat. Nowy gatunek zyskał nazwę Dortoka vremiri na cześć znanego badacza fauny epoki kredy, Mátyása Vremira, który zmarł w 2020 roku.
      Liczący 19 centymetrów długości Dortoka vremiri należy do podrzędu żółwi bokoszyjnych (Pleurodira), które obecnie występują w Ameryce Południowej, Afryce, Australii, na Madagaskarze i Nowej Gwinei. Obecnie nie istnieją żadni bliscy krewni tego gatunku. Najbliższy mu gatunek znamy ze skamieniałości sprzed około 57 milionów lat, również znalezionych w Rumunii. To właśnie te skamieniałości dowodzą, że Dortoka vremiri przetrwał uderzenie asteroidy.
      Szczątki Dortoka vremiri znaleziono w basenie Haţeg w Transylwanii. To jedno z najważniejszych w Europie miejsc występowania skamieniałości z późnej kredy. Pierwszych odkryć dokonano tam ponad 120 lat temu. Najnowszego odkrycia dokonał zespół z Niemiec, Rumunii i Węgier.
      Co interesujące, zamieszkujący dzisiejszą Europę Zachodnią inni członkowie rodziny, do której należał Dortoka vremiri, nie przetrwali uderzenia asteroidy. Nowo odkryty gatunek mógł przetrwać ze względu na większą odległość od miejsca katastrofy oraz dzięki lokalnemu środowisku. Jedynym żółwiem, który żył na tym samym terenie, był gatunek lądowy. On nie przetrwał. Dortoka vremiri zamieszkiwał słodkie wody. To pasuje do wcześniej obserwowanych wzorców z Ameryki Północnej, gdzie kręgowce lądowe znacznie bardziej ucierpiały w wyniku upadku asteroidy niż gatunki słodkowodne, mówi Zoltan Csiki-Sava z Uniwersytetu w Bukareszcie. Naukowcy przypuszczają, że mogło tak się stać, gdyż słodkowodny łańcuch pokarmowy opiera się na rozkładającej się materii organicznej, która jest dostępna nawet wówczas, gdy załamią się łańcuchy pokarmowe na lądzie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niesporczaki są słynne ze swojej niezwykłej wytrzymałości na niekorzystne warunki zewnętrzne. Są w stanie przetrwać bardzo niskie i bardzo wysokie temperatury, wysokie ciśnienie, brak wody, wysokie stężenie soli czy potężne promieniowanie jonizujące. A mimo to bardzo rzadko znajduje się je w skamieniałościach.
      Teraz naukowcy z Uniwersytetu Harvarda, Królewskiego Belgijskiego Instytutu Nauk Naturalnych, Uniwersytetu w Jenie i  Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej donieśli o niezwykłym znalezisku – niesporczaku uwięzionym w dominikańskim bursztynie. To jedna z zaledwie trzech skamieniałości niesporczaków. I od razu reprezentuje ona nowy gatunek.
      Zwierzę z gatunku Paradoryphoribius chronocaribbeus zostało uwięzione w żywicy przed 16 milionami lat, w miocenie. To najmłodsza ze znanych skamieniałości niesporczaków. Dwie pozostałe to gatunki Milnesium swolenskyi datowany na 92 miliony lat i Beorn leggi sprzed 78 milionów lat. Niemal całkowity brak skamieniałych niesporczaków można tłumaczyć zarówno faktem, że w ich ciałach brak jest twardych tkanek, więc nie ulegają łatwej fosylizacji, jak i tym, że są niezwykle małe. Trudno je więc zauważyć.
      Naukowcy, którzy o swoim odkryciu poinformowali na łamach Proceedings of the Royal Society B, przyznają, że niesporczaka zauważyli przez przypadek. Przeglądali kolekcję bursztynów, w poszukiwaniu mrówek, termitów i innych owadów. To pracownik laboratorium zwrócił uwagę, że w jednym z bursztynów, wśród kilku mrówek, żuka i kwiatu znajduje się niewielki, liczący zaledwie 0,6 milimetra wydłużony tułów niesporczaka.
      Zwierzę zachowało się tak dobrze, że – w przeciwieństwie do dwóch poprzednich skamieniałości – możliwe było przeprowadzenie szczegółowych badań mikroskopowych. Naukowcy przeanalizowali nawet układ trawienny stworzenia i to właśnie on pozwolił na zidentyfikowanie go jako nowego gatunku, jedynego przedstawiciela nowego rodzaju.
      Gdy przyglądasz się zewnętrznej morfologii niesporczaków, możesz dojść do wniosku, że w ich organizmach nic się nie zmieniło. Dopiero obserwacja wnętrza organizmu P. chronocaribbeus pokazała, jakie zmiany ewolucyjne zaszły na przestrzeni milionów lat. Poza tym, pokazało to nam, że nawet jeśli wygląd zewnętrzny niesporczaków nie ulegał zmianom, to zachodziły zmiany wewnętrzne, mówi główny autor badań, Marc Mapalo, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Harvarda.
      Wiemy zatem, że niesporczaki żyły na długo zanim wyginęły dinozaury i żyją do dzisiaj, rozpowszechnione po całej Ziemi. Mimo to, znalezienie skamieniałego niesporczaka jest niezwykłym odkryciem. Dla paleontologów są jak duchy. Nie mamy niemal żadnych skamieniałości. Znalezienie kolejnej z nich jest bardzo ekscytujące, gdyż możemy prześledzić historię niesporczaków na Ziemi, dodaje profesor Phil Barden z New Jersey Institute of Technology.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...