Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Tajemniczy pomruk obiegł całą Ziemię. Teraz wiemy, że były to narodziny wulkanu

Recommended Posts

Przed ponad rokiem, 11 listopada 2018 roku, przez całą Ziemię przeszedł tajemniczy pomruk. Jego źródło znajdowało się w odległości 25 kilometrów od Majotty, niewielkiej wyspy znajdującej się pomiędzy Madagaskarem a wybrzeżem Afryki. Fale sejsmiczne o niskiej częstotliwości przeszły przez cały Czarny Ląd, dotarły do Chile, Nowej Zelandii, Kanady i Hawajów. Urządzenia rejestrowały je przez 20 minut.

Dopiero teraz udało się ustalić, było przyczyną tak niezwykłego wydarzenia. Jak informują naukowcy z Niemieckiego Centrum Badawczego Nauk o Ziemi w Poczdamie, dźwięk pochodził z rezerwuaru magmy i był związany z narodzinami nowego podmorskiego wulkanu. W ciągu kilku tygodni magma z głębokości około 35 kilometrów pod powierzchnią dna oceanicznego przebiła się przez skorupę ziemską i utworzyła nowy wulkan, poinformował sejsmolog Simone Cesca.

Wszystko rozpoczęło się w maju 2018 roku, gdy w pobliżu Majotty zarejestrowano tysiące trzęsień ziemi, w tym jedno o sile 5,9 stopnia. Było to najsilniejsze trzęsienie zarejestrowane w tym regionie. Następnie w listopadzie odnotowano tajemniczy pomruk. Z czasem odnotowano ponad 400 podobnych sygnałów.

Już w 2019 roku francuska misja oceanograficzna poinformowała o pojawieniu się nowego wulkanu. Jego średnica wynosi 5 kilometrów, a wysokość – 800 metrów. Pojawiły się sugestie, że pomruki były spowodowane narodzinami wulkanu i skurczeniem się podziemnej komory z magmą. Były one o tyle uzasadnione, że od czasu rozpoczęcia trzęsień ziemi Majotta nieco zanurzyła się w oceanie i nieco przesunęła. Dopiero jednak teraz ukończono badania i opublikowano ich wyniki.

Analiza zebranych danych ujawniła, że nowy wulkan narodził się w dwóch fazach. Najpierw z szerokiej na 15 kilometrów komory wydostała się magma, która zaczęła wędrować w górę. W końcu przebiła dno oceanu i doszło do podwodnej erupcji.  Wędrująca w stronę powierzchni magma wywoływała trzęsienia ziemi. Zrekonstruowaliśmy ruch magmy na podstawie trzęsień, do których dochodziło coraz wyżej, mówi Cesca. Następnie tak utorowaną drogą ze zbiornika wydobywała się coraz większa ilość magmy, która utworzyła wulkan.

W miarę jak zbiornik się opróżniał, zapadał się teren powyżej. Majotta zanurzyła się w oceanie na niemal 20 centymetrów. Doszło przy tym do pęknięć i osłabienia skał nad opróżnionym zbiornikiem. Gdy wywołane pojawieniem się wulkanu trzęsienia ziemi dotarły do tak osłabionego obszaru na zbiornikiem, doszło do rezonansu w samej komorze i pojawienia się tajemniczych pomruków.

Naukowcy oceniają, że z komory wydostało się co najmniej 1,5 km3 magmy. Mimo, że wulkan już się uformował, wciąż istnieje ryzyko dla Majotty. Naukowcy ostrzegają, że obszar nad komorą wciąż może się zapadać, wywołując silne trzęsienia ziemi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dawno, dawno temu do południowo-wschodniej Australii przybyło czterech olbrzymów. Trzech powędrowało dalej, ale jeden przykucnął i pozostał na miejscu. Jego ciało zmieniło się w wulkan Budj Bim, a zęby stały się lawą wypływającą z wulkanu. Taką historię przekazują sobie od pokoleń członkowie ludu Gunditjmara, który miesza w okolicy wulkanu.
      Przeprowadzone właśnie badania ujawniły, że Budj Bim i inny pobliski wulkan powstały przed zaledwie 37 000 laty w wyniku serii erupcji. To zaś skłoniło naukowców do wysunięcia śmiałej hipotezy, że w opowieści Gunditjmara może być ziarno prawdy. Opowieść mogła powstać, gdyż przodkowie tego ludu byli świadkami formowania się wulkanu. To zaś oznaczałoby, że mamy tu do czynienia z najstarszą przekazywaną ustnie opowieścią. Wielu naukowców ostrzega jednak przed taką interpretacją, gdyż wątpliwe, by opowieści ustne mogły przetrwać tak długo.
      Nie wiadomo, od jak dawna Gunditjmara zamieszkują obecnie zajmowane tereny. Najstarsze dowody na obecność człowieka w tym regionie Australii są datowane na 13 000 lat. Jednak geolog Erin Matchan z University of Melbourne przypomina, że w latach 40. ubiegłego wieku archeolodzy donosili o znalezieniu kamiennej siekiery w pobliżu wulkanu Tower Hill. Ma to wskazywać, że ludzie zamieszkiwali te tereny przed erupcją, gdyż siekierę znaleziono pod wulkanicznymi skałami.
      Teraz Matchan i jej zespół przeprowadzili datowanie tych skał oraz skał z Budj Bim, który znajduje się o 40 kilometrów na północny-zachód. Datowanie wskazuje, że oba wulkany uformowały się około 37 000 lat temu. Co więcej, są to wulkany, które potrafią nagle się pojawić i w ciągu dni lub miesięcy wyrosnąć o dziesiątki metrów nad powierzchnię.
      Na łamach pisma Geology naukowcy stwierdzają, że jeśli w tym czasie żyli tam ludzie, to nagłe pojawienie się wulkanu musiało wywrzeć na nich olbrzymie wrażenie. Być może stało się to przyczynkiem do powstania historii przekazywanej przez pokolenia. Ta historia byłaby jednak niewiarygodnie stara.
      Wiadomo, że opowieści Aborygenów należą do najstarszych na świecie. W 2015 roku geograf Patrick Nunn przeprowadził badania, w których zauważył, że 21 społeczności w całej Australii niezależnie od siebie przechowuje opowieści o wzroście poziomu oceanu, który zatopił część wybrzeża. Wiek tych opowieści uczony oszacował na około 7000 lat. Historia Budj Bim musiałaby być pięciokrotnie starsza.
      Wiemy też, że na przestrzeni historii ludzie migrowali na wielkie odległości. Osoby, które żyją na danym terenie, nie muszą być potomkami tych, którzy żyli tam tysiące lat wcześniej. Aborygeni wydają się tutaj wyjątkiem. W 2017 roku badania starych próbek włosów sugerowały, że wiele rdzennych ludów Australii mieszka w tym samym miejscu od 50 000 lat. To może wyjaśniać, dlaczego tradycje ustne mogą u nich przetrwać tak długo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Słynne Ciampate del Diavolo („Ścieżka diabła”) została wykonana prawdopodobnie przez neandertalczyków. Musieli oni przejść po niezastygniętej jeszcze lawie niedługo po erupcji wulkanu Roccamonfina. Naukowcy sądzą, że mogli oni wykorzystywać lawę do wykonywania narzędzi.
      W zastygłej lawie widać obecnie 81 śladów pozostawionych przez co najmniej 5 osób. Porównano je ze śladami z hiszpańskiej Sima de los Huesos i na tej podstawie uznano, że należą do neandertalczyków. Powstały one wkrótce po erupcji wulkanu, do której doszło przed około 50 000 lat.
      Roccamonfina to wygasły stratowulkan o średnicy około 10 kilometrów znajdujący się na północnym wybrzeżu Kampanii. Jest nieczynny od ponad 50 000 lat.
      W 2001 roku w pobliżu szczytu archeolodzy odkryli tam pierwszych 67 śladów prowadzących zarówno w górę jak i w dół. Kolejne badania ujawniły istnienie kolejnych 14 śladów.
      W okolicy znaleziono sporo artefaktów, dlatego też specjaliści sądzą, że ta grupa niejednokrotnie odwiedzała okolice. Niewykluczone, że zbierali skały, z których wykonywali narzędzia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyspa, która powstała 6 lat temu w wyniku ciągu katastrof naturalnych u zachodnich wybrzeży Pakistanu, została pochłonięta przez Morze Arabskie. Skrawek lądu pojawił się we wrześniu 2013 r. wskutek trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,7 w skali Richtera i późniejszej aktywności wulkanu błotnego.
      Wysepka była bardzo mała, eksperci przewidywali więc, że szybko zniknie. Zdjęcia satelitarne wykonywane na przestrzeni 6 lat udokumentowały cały okres jej "trwania". Widać było wyraźnie, że z biegiem czasu fale i pływy erodowały strukturę. Obecnie nie jest już ona widoczna znad powierzchni.
      Gdy Zalzala Koh, co w języku urdu znaczy "góra trzęsienia ziemi", pojawiła się w 2013 r. w płytkiej zatoce w pobliżu miasta Gwadar, miała 20 m wysokości, 90 m szerokości i 40 m długości.
      Na zdjęciach satelitarnych wykonanych później w ramach programu Landsat widać ślady osadów, które dokumentują postępującą erozję. Jesienią 2016 r. wyspa ledwo wystawała nad wodę. Wiosną br. nie była już widoczna znad powierzchni. Zalzala Koh może się znajdować poza zasięgiem wzroku, ale to nie znaczy, że całkowicie zniknęła. W 2019 r. ślady jej istnienia są nadal widoczne w materiale zbieranym przez Landsat - podkreślają przedstawiciele NASA. W czerwcu satelita uwiecznił ślady osadów w wodzie u podstawy wyspy.
      Wyspy, które powstają w regionie wskutek działalności wulkanów błotnych, rodzą się i znikają niemal tak szybko, jak się pojawiły. Około 125 km na wschód inna wyspa, wyspa Malan (znana także jako Peer Ghaib), w ciągu 20 lat wychylała się nad powierzchnię wody i erodowała aż 2-krotnie. Pierwszy raz ujawniła się w marcu 1999 r. (wtedy zniknęła w ciągu roku). Drugi raz utworzyła się w 2010 r.
      Wulkany błotne wzdłuż wybrzeża Pakistanu są produktem ubocznym tektoniki płyt. Płyta arabska wsuwa się pod płytę euroazjatycką. Proces ten wypycha miękkie osady na krawędź płyty euroazjatyckiej. Materiał ten zasila zaś wulkany błotne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W środę (1 maja) wieczorem turysta spadł do kaldery wulkanu Kīlauea na Hawajach. Odniósł ciężkie obrażenia, ale przeżył.
      Mężczyzna przeszedł przez metalową barierkę w punkcie widokowym Steaming Bluff. Chciał podjeść bliżej krawędzi klifu nad kalderą. Wg Służby parków Narodowych, ok. 18.30 czasu lokalnego stracił oparcie pod stopami i spadł.
      Dwie i pół godziny później ekipa poszukiwawcza znalazła poważnie rannego turystę. Okazało się, że zatrzymał się na wąskiej półce skalnej, ok. 21 m od krawędzi klifu.
      Strażnicy i strażacy wyciągnęli go, wykorzystując liny i kosz ratowniczy. Później został przetransportowany helikopterem do Hilo Medical Center.
      Źródła wojskowe poinformowały, że 32-letni mężczyzna jest żołnierzem z jednostki osadniczej Schofield Barracks, który odbywał ćwiczenia w Pōhakuloa Training Area (PTA).
      Turyści nie powinni przechodzić przez barierki, zwłaszcza przy niebezpiecznych i niestabilnych krawędziach klifów - nawołuje John Broward, szef strażników z Parku Narodowego Wulkany Hawai'i.
      Do ostatniego śmiertelnego upadku w Parku doszło 29 października 2017 r.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki wielkiemu trzęsieniu ziemi w Boliwii odkryto masyw górski znajdujący się 660 kilometrów pod powierzchnią Ziemi. Występuje on w miejscu, w którym przebiega granica pomiędzy górnym a dolnym płaszczem.
      Jessica Irving i Wenbo Wu z Princeton University oraz Siado Ni z chińskiego Instytutu Geodezji i Geofizyki, wykorzystali dane z potężnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Boliwię w 1994 roku. Miało ono siłę 8,2 stopnia w skali Richtera i było drugim najpotężniejszym trzęsieniem w głębi Ziemi, jakie kiedykolwiek zanotowano.
      Tak wielkie trzęsienia zdarzają się rzadko. Mamy szczęście, że obecnie dysponujemy większa liczbą sejsmometrów niż przed 20 laty. Obecna sejsmologia to, pod względem dostępnego sprzętu i zasobów obliczeniowych, zupełnie różna nauka od tej sprzed 20 lat, mówi Irving. Teraz naukowcy mogli użyć potężnych maszyn obliczeniowych, w tym superkomputera Tiger.
      Badanie podziemnych struktur za pomocą fal sejsmicznych jest podobne do procesu widzenia. Wiemy, że niemal wszystkie obiekty są szorstkie i rozpraszają światło. Dlatego je widzimy. Rozproszone fale świetlne niosą informacje o powierzchni obiektów. W naszym badaniu wykorzystaliśmy rozproszone fale sejsmiczne wędrujące wewnątrz ziemi do odtworzenia szorstkości struktur na głębokości 660 kilometrów.
      Naukowcy byli zdziwieni tym, co zobaczyli. Na tamtej głębokości mamy do czynienia z wyraźniej widocznymi strukturami niż Góry Skaliste czy Appalachy, mówi Wu. Wykorzystane metody statystyczne nie pozwoliły na określenie wysokości gór, jednak niewykluczone, że są one wyższe niż jakiekolwiek góry na powierzchni.
      Oni odkryli, że topografia głębokich warstw Ziemi jest równie złożona co jej powierzchnia. Odnalezienie za pomocą fal wędrujących przez całą Ziemię zmian wysokości rzędu 3 kilometrów na głębokości 660 kilometrów jest czymś inspirującym. To pokazuje, że wraz z rozwojem technologii i rejestrowaniem kolejnych trzęsień Ziemi będziemy w stanie rejestrować coraz mniejsze struktury i poznamy nowe właściwości planety, mówi profesor Christine House z Tokijskiego Instytutu Technologicznego.
      Odkrycie gór na granicy dwóch warstw płaszcza jest bardzo ważne dla zrozumienia budowy naszej planety. Przez dekady naukowcy spierali się o to, jak ważna jest ta granica, badali jak przepływa przez nią energia, czy dochodzi do jakiegoś przerwania jej przepływu. Niektóre dowody wskazują, że warstwa górna i dolna płaszcza są różne pod względem chemicznym, co może oznaczać, że się nie mieszają. Inne obserwacje sugerują, że nie ma pomiędzy nimi różnic, to zaś by oznaczało, że obie warstwy biorą udział w wymianie ciepła.
      Najnowsze badania wskazują, że oba poglądy mogą być częściowo prawdziwe. Powstanie gór może być spowodowane procesem mieszania się warstw, a ich istnienie świadczy o tym, że nie mieszają się zbyt dobrze. Ponadto takie struktury mogą być, przynajmniej teoretycznie, powodowane anomaliami termalnymi i chemicznymi. Jednak, jak wyjaśnia Wu, jeśli mielibyśmy do czynienia tylko z anomaliami termicznymi, to w ciągu kilku milionów lat doszłoby do ich wyrównania. To zaś sugeruje, że mamy do czynienia z różnicami chemicznymi.
      Co zaś mogło spowodować tak duże różnice chemiczne? Niewykluczone, że obecność skał pochodzących ze skorupy. Naukowcy od dawna zastanawiają się, co dzieje się z płytami tektonicznymi zanurzającymi się w strefach subdukcji. Wu i Irving nie wykluczają, że ich pozostałości trafiają do strefy granicznej pomiędzy górnym a dolnym płaszczem ziemskim.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...