Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Wikingowie bali się katastrofy klimatycznej i Ragnaroku - nowa interpretacja kamienia z Rök

Recommended Posts

Kamień runiczny z Rök to jeden z najsławniejszych zabytków tego typu. Od ponad 100 lat jego interpretacja sprawia specjalistom olbrzymie kłopoty. Nie wiadomo nawet, w jakiej kolejności i kierunku należy czytać tekst. Teraz grupa ekspertów twierdzi, że wyryty napis wskazuje, iż Wikingowie obawiali się... katastrofy klimatycznej i nadejścia Ragnaroku.

Napis powstał około 800 roku naszej ery. Część teksu wyryto w fuþarku starszym, do spisania pozostałej części użyto fuþarku młodszego. Dotychczas zaproponowano ponad 15 różnych kolejności odczytywania tekstu. Autorzy badań proponują jeszcze jedną.

Kamień słynny jest m.in. z tego, że napis ma wspominać Teodoryka, co przyjęto uznawać za odniesienie do Teodoryka Wielkiego. Powstaje pytanie, dlaczego runiczny napis miałby wspominać zmarłego kilkaset lat wcześniej króla Ostrogotów. W ostatnich latach pojawiły się jednak głosy, że interpretacja związana z Teodorykiem prowadzi w ślepy zaułek i należy z niej zrezygnować. Zgadzają się z tym autorzy najnowszych badań.

Autorzy nowej interdyscyplinarnej interpretacji uważają, że w rzeczywistości tekst wyraża żal ojca po śmierci syna oraz obawę przed kryzysem klimatycznym, podobnym do tego, jaki nastąpił po roku 536. Podczas swoich badań konsekwentnie porównywali napis ze starymi nordyckimi tekstami odnoszącymi się do Ragnaroku. Wielu badaczy przed nami wskazywało na istniejące tutaj podobieństwo do poezji Eddy i do innych tekstów literackich. Naszym zdaniem paralele te są znacznie silniejsze niż sądzono, a cała inskrypcja dotyczy eschatologicznego tematu poruszanego w poezji skaldów i Eddach. Łącząc poglądy i odkrycia z dziedziny semiotyki, filologii, archeologii i historii religii, nasze badania przedstawiają całkowicie nową interpretację, która pokazuje, jak zabytek należy rozumieć w kontekście społeczno-ekonomicznym i kulturowym Skandynawii we wczesnej epoce wikingów, piszą naukowcy.

W przeciwieństwie do wszystkich wcześniejszych interpretacji, próbujemy blisko powiązać tekst kamienia z Rök z innymi wczesnymi tekstami, przede wszystkim z dwoma poematami z Eddy: Vafþrúðnismál i apokaliptyczną wizją jasnowidzki z Vǫluspá. Porównujemy je również do dwóch poematów skaldów w stylu Edd, anonimowego Eiríksmál oraz Hákonarmál autorstwa Eyvindra skáldaspillira Finnssona. Pierwszy z nich opowiada o śmierci króla Eryka Krwawego Topora, a drugi o śmierci Haakona Dobrego. Nie twierdzimy, że teksty te były znane w 800 roku naszej ery, ale znana była mitologia i ideologia, które stanowią ich podstawę.

Autorami interpretacji opublikowanej w pracy „Kamień runiczny z Rök i koniec świata” [PDF] są Per Holmberg (Uniwersytet w Goteborgu), Bo Graslund i Henrik Williams (Uniwersytet w Uppsali) oraz Olof Sundqvist (Uniwersytet w Sztokholmie). Ich interpretacja opiera się na nowych badaniach archeologicznych, z których dowiadujemy się, jak bardzo Skandynawia ucierpiała w wyniku zmian klimatu. Zanim wzniesiono kamień runiczny z Rök, miało miejsce kilka katastrofalnych wydarzeń, które musiały ludziom wydawać się złowieszcze: potężna burza na Słońcu zabarwiła niebo na czerwono, nadeszła wyjątkowo mroźna zima, wskutek której ucierpiały plony i nastał głód, doszło do zaćmienia Słońca zaraz po jego wschodzie. Już jedno takie wydarzenie by wystarczyło, by przerazić ludzi i żeby zaczęli się oni obawiać nadejścia Fimbulvinter, wielkiej zimy poprzedzającej Ragnarok, mówi profesor Bo Graslund.

Zdaniem naukowców tekst składa się z dziewięciu bardzo enigmatycznych zagadek. Odpowiedź na pięć z nich brzmi „Słońce”, a cztery odnoszą się do kwestii związanych z Odynem i jego wojownikami.

Historyk religii profesor Olof Sundqvist wyjaśnia ten związek w następujący sposób: elita wikingów uważała się za gwarantów dobrych zbiorów. To oni przewodzili kultowi religijnemu, dzięki któremu utrzymywana była delikatna równowaga pomiędzy światłem, a ciemnością. A w czasie Ragnaroku elita ta miała walczyć po stronie Odyna.

Profesor językoznawstwa skandynawskiego, specjalista ds. run, profesor Henrik Williams stwierdza: dla mnie to było niemal jak odkrycie nowego źródła literackiego z epoki wikingów. To szwedzka odpowiedź na islandzkie Eddy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanawia mnie czy to jest jeszcze nauka czy może rodzaj sztuki? Skoro istnieją różne interpretacje i w zasadzie nie mamy pojęcia jaka była prawda i żadne z tych badań nas do niej nie przybliża a jedynie tworzy kolejna abstrakcyjną i hipotetyczną możliwość to wartości naukowo-poznawczych w tym brak chyba... Nie twierdzę, że to nie jest ciekawe, zastanawiam się po prostu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem to bardziej jak łamanie szyfru, a to już jest nauką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie jednak próba zrozumienia, bo te runy kute były bez szyfrowania. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, pogo napisał:

Moim zdaniem to bardziej jak łamanie szyfru, a to już jest nauką.

Ciekawe spostrzeżenie, tylko że łamiąc szyfr masz feedback czy się udało czy nie, a tutaj nie ma :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Astro napisał:

Według mnie jednak próba zrozumienia, bo te runy kute były bez szyfrowania. ;)

Historia zna przypadki, gdy jako szyfru używano języka nieznanego przeciwnikowi :)

W ten sposób chyba podczas I lub II WŚ był używany język polski (zapewne nie był jedyny). Oczywiście to już czasy, gdy po przetłumaczeniu na taki język dopiero to szyfrowano innymi metodami. Miało to oczywiście utrudnić weryfikację czy rozszyfrowywanie idzie dobrze.

Powiedziałbym, że to dość podobna sytuacja.

Problemem jest wspomniany feedback... trochę jak układanie niedokładnie spasowanych puzzli bez obrazka ze wzorem i bez kogokolwiek, kto może powiedzieć czy się udało :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, pogo napisał:

Problemem jest wspomniany feedback... trochę jak układanie niedokładnie spasowanych puzzli bez obrazka ze wzorem i bez kogokolwiek, kto może powiedzieć czy się udało

otóż to ;P i teraz pytanie - czy to jest nauka? A jeśli nie to co? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiele dziedzin nauki, szczególnie kierunków humanistycznych, tak naprawdę jest w powijakach. Np. takie tematy jak psychologia - opiera się niezwykle topornych narzędziach, uwzględniających bardziej to co się wydaje niż to co faktycznie jest. Styk biologii z psychologią czy socjologia praktycznie nie istnieje. A co dopiero psychologia historyczna, czy np. wyciąganie wniosków o przekazywaniu psychologicznych cech wspólnych przez pokolenia i połączenie tego z genetyką. Tak i tutaj, te badania są praktycznie nierozumiane przez większość naukowców, bo właśnie idą krok dalej, łączą, porównują interdyscyplinarnie, gdzieś na styku psycho-zofii, etno-genealogii czy onomastyki artystycznej. Szacun - jednocześnie żal że tak mało jest tego typu badań i ludzi mogących w temacie podyskutować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
8 minut temu, Warai Otoko napisał:

i teraz pytanie - czy to jest nauka? A jeśli nie to co? 

Moim zdaniem to wciąż nauka i prędzej czy później uda się odczytywać takie rzeczy metodami numerycznymi :), że tak uproszczę określenie 

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, pogo napisał:

W ten sposób chyba podczas I lub II WŚ był używany język polski (zapewne nie był jedyny).

Eeee. Spójrz przykładowo ,co było rozsądniejsze, bo język polski znało zbyt wielu faszystów i kolaborantów. ;)

7 minut temu, pogo napisał:

Powiedziałbym, że to dość podobna sytuacja.

Powiedziałbym, że nie. Zdecydowanie nie. :)

8 minut temu, pogo napisał:

Problemem jest wspomniany feedback...

No właśnie. Nawaho się dogadają bez kłopotu, ale jeśli ich nie będzie, to po paru wiekach mamy problem z deszyfracją, czy zrozumieniem?

8 minut temu, Warai Otoko napisał:

A jeśli nie to co? 

Próba. ;) W obronie podpowiem, że stosują jednak metodologię rodem nauki ścisłe.

9 minut temu, Ergo Sum napisał:

Styk biologii z psychologią czy socjologia praktycznie nie istnieje.

Istineje, jednak ogromna złożoność systemów uniemożliwia proste zastosowanie młotka i przecinaka.

2 minuty temu, pogo napisał:

że tak uproszczę określenie 

Zbyt uprościłeś. :P

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Ergo Sum napisał:

A co dopiero psychologia historyczna, czy np. wyciąganie wniosków o przekazywaniu psychologicznych cech wspólnych przez pokolenia i połączenie tego z genetyką

Nie do końca bym się zgodził. Np. wybitny francuski historyk, Fernand Braudel stworzył teorie długiego trwania (longue durée) - w skrócie, są takie społeczne (psychologiczne) zjawiska, które trwają w jakiś sposób nienaruszone, pomimo zmian politycznych, gospodarczych i tak dalej, schodząc w głąb jego  koncepcji trzech czasów historii. W Polsce jest to np. oparcie modelu gospodarczego na niskich kosztach pracy - zjawisko brzemienne w skutkach,  które trwa już ze  400 lat. Prace Braudel'a miały bardzo duży wpływ np. na socjologie. Wpisywały się też w dziedzine historii, którą osobiście bardzo lubię - prof. Kuchowicz nazywał ją "biologicznym" wymiarem historii - wpływ czynników środowiskowych na człowieka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Islandii, Danii i Holandii jako pierwsi wykorzystali badania DNA i datowanie radiowęglowe, dzięki którym udowodnili, że w przeszłości na Islandii istniała unikatowa populacja morsa arktycznego, która wyginęła 1100 lat temu, niedługo po tym, jak wyspę zaczęły na szerszą skalę zasiedlać ludy nordyckie.
      Obecność morsów na Islandii oraz ich zniknięcie w okresie Osadnictwa i Wspólnoty (870–1262) stanowiło dotychczas zagadkę. Teraz międzynarodowy zespół naukowy, posiłkując się badaniami pozostałości morsów, szczegółowymi badaniami miejsc znalezienia szczątków oraz odniesieniami w literaturze średniowiecznej, postanowił ją rozwiązać.
      Pierwszymi ludźmi, którzy osiedlili się na Islandii, byli irlandzcy mnisi, którzy przybyli tam już w VIII wieku. Kilkadziesiąt lat później na wyspie zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi, przede wszystkim ze Skandynawii. Pierwsza stała osada pojawiła się około roku 870.
      Badania wykazały, że morsy żyły na Islandii przez tysiące lat i wyginęły wkrótce po ustanowieniu pierwszej stałej osady. DNA ich szczątków ujawniło, że była to genetycznie unikatowa populacja, odmienna od innych historycznych i współczesnych populacji zamieszkujących Północny Atlantyk.
      Nasze badania przynoszą dowody na jedno z pierwszych lokalnych wyginięć gatunku morskiego, które nastąpiło po przybyciu ludzi i nadmiernej eksploatacji zasobów. To ważny przyczynek do dalszych dyskusji o roli człowieka w wyginięciu megafauny. Dodają one wagi argumentowi mówiącemu, że gdy pojawiają się ludzie, lokalne środowisko przyrodnicze na tym cierpi, mówi profesor Morten Tange Olsen z Uniwersytetu w Kopanhadze.
      Kły morsów były towarem luksusowym, na który w średniowieczu i w epoce wikingów istniał duży popyt. Trafiały one nawet na Bliski Wschód i do Indii. Badania nad wyginięciem islandzkich morsów są o tyle ważne, że większość przykładów długodystansowego handlu i związanego z tym wytępienia zasobów morskich pochodzi z czasów bardziej współczesnych, z epoki polowań na wieloryby czy obecnego przełowienia oceanów.
      Wykazaliśmy,że już ponad 1000 lat temu komercyjne polowania, zachęty ekonomiczne i sieci handlowe były rozwinięte na taką skalę, że wywierały olbrzymi nieodwracalny wpływ ekologiczny na środowisko morskie, a ten negatywny wpływ mógł zostać umocniony przez zwiększony wulkanizm i ocieplanie się klimatu. Dotychczas nie docenialiśmy, w jakim stopniu polegano wówczas na zasobach morskich, mówi główna autorka badań, Xenia Keighley.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wielki grecki podróżnik i geograf, Pyteasz z Massalii, jest pierwszym, który pozostawił po sobie opis Wysp Brytyjskich. Opłynął je w IV wieku przed Chrystusem, dotarł do Irlandii, Szetlandów, a może nawet do Islandii.
      Wyspy Brytyjskie zostały zasiedlone w paleolicie, następnie około 4000 lat temu doświadczyły one migracji ludów rolniczych, a kolejne fale migracji były związane z kulturami miedzi i brązu, w tym z kulturą pucharów dzwonowatych. Wtedy też ustaliła się pula genetyczna ludzi zamieszkujących Wyspy, która w późniejszym czasie ulegała różnym wpływom, ale przetrwała do dzisiaj. Inwazje Anglo-Sasów, które miały miejsce pomiędzy V wiekiem przed naszą erą, a VII wiekiem po Chrystusie wzbogaciły południe o geny germańskie, a wyprawy wikingów z VIII-XI wieku są związane ze zwiększoną pulą genów z Norwegii na Orkadach i w Irlandii. Ponadto w XVII wieku – w ramach Plantacji Ulsteru – miał miejsce proces wysiedlania Irlandczyków z Ulsteru i zastępowania ich Szkotami i Anglikami.
      Dotychczasowe badania genetyczne nad populacją Wysp Brytyjskich skupiały się głównie na badaniach w Irlandii, Anglii i Walii.  Teraz naukowcy postanowili uzupełnić wiedzę dotyczącą składu genetycznego Szkocji, Hebrydów, Szetlandów i Isle of Man. Chcieli dowiedzieć się, jak wygląda skład genetyczny Szkocji i okolicznych wysp, jaki jest odsetek potomków wikingów oraz czy da się wyśledzić, skąd pochodzili Gaelowie, którzy w epoce wikingów zasiedlali Islandię.
      Na potrzeby najnowszych badań wykorzystano DNA 2544 osób z Wysp Brytyjskich. Badacze skupili się przede wszystkim na mieszkańcach Szkocji, którzy mieszkają w odległości nie większej niż 80 kilometrów od swoich rodziców.
      Badania wykazały, że pod względem genetycznym Szkocję można podzielić na południowy zachód, Hebrydy, Szetlandy, północny wschód, Orkady oraz obszar Scottish Borders. Większość ludzi o czysto szkockim pochodzeniu mieszka na północnym wschodzie i południowym zachodzie. Centrum geograficznym tej grupy ludności jest rzeka Forth. Północno-wschodnia Szkocja jest zdominowana przez ludzi pochodzących z regionów Tayside-Fife oraz Aberdeenshire, z kolei u części mieszkańców Moray widoczne są charakterystyczne ślady izolacji genetycznej. Z kolei mieszkańcy regionu południowo-zachodniego pochodzą z obszarów Argyll i Isle of Man, jednak większość z nich należy do grupy szkocko-irlandziej, pochodzącej albo z północno-wschodniej Irlandii, albo z południowo-zachodniej Szkocji. Wydaje się przy tym, że większość potomków Irlandczyków pochodzi z tych regionów, z których w XVII wieku wysiedlano ich przodków w ramach Plantacji Ulster.
      W regionie Borders, odddzielającym Szkocję od Anglii, widzimy odmienny miks genetyczny, z dużym udziałem przodków z Anglii.
      Północna część Szkocji, to rzadko zaludniony górski obszar Highlands. Izolacja geograficzna ma swoje odbicie w puli genetycznej. Widać tutaj istnienie barier oddzielających ten obszar od reszty Szkocji. Nie były one jednak barierami nie do przebycia, więc w puli genetycznej widać zarówno niedawną migrację z Aberdeenshire i Tayside-Fife w łatwiej dostępne regiony Highlands oraz migrację w Orkadów i Szetlandów.
      Kolejnym odmiennym regionem genetycznym są Hebrydy. Genom ich mieszkańców wykazuje ślady izolacji, ale jednocześnie widać, że są oni spokrewnieni zarówno z mieszkańcami północnej Szkocji (tam zresztą znajdują się Hebrydy), jak i Irlandii.
      Mieszkańcy Orkadów i Szetlandów są najbardziej odmienni genetycznie od całej ludności Wysp Brytyjskich. Widać u nich ekstremalnie niski przepływ genów. To wskazuje, że wyłączając napływ genów z terenu dzisiejszej Norwegii, różnicowanie genetyczne tej ludności odbyło się poprzez jej izolację, która była na tyle duża, iż widoczne są różnice pomiędzy poszczególnymi wyspami.
      Okazało się również, że najeźdźcy z północy Europy, wywarli duży wpływ na skład genetyczny ludności Szkocji. Na Orkadach i Szetlandach mediana norweskiej puli genetycznej sięga 18%, a maksimum dochodzi do 23%. Znacznie mniej śladów genetycznych (7%) pozostawali po sobie najeźdźcy na Hebrydach, a w innych częściach Szkocji i na Isle of Man ich geny stanowią nie więcej niż 4% puli. Niewiele więcej, bo 7% puli, stanowią ich geny w Irlandii. Udało się też ustalić, że przodkowie tych osób pochodzili głównie z Sogn og Fjordane, Hordaland i kilku innych regionów zachodniej Norwegii, skąd na Wyspy przybywali wikingowie.
      Badania dotyczące pochodzenia gaelickich osadników na Islandii nie dały precyzyjnych odpowiedzi na pytanie o ich pochodzenie. Przyczyniły się do tego zbyt mała badana próbka oraz fakt, że po okresie wikingów na Islandię udawało się wielu osadników z Wysp Brytyjskich. Naukowcy ostrożnie jednak oceniają, że pierwsi osadnicy pochodzili z północno-zachodnich peryferii Brytanii i Irlandii.
      Ze szczegółami można zapoznać się w artykule The genetic landscape of Scotland and the Isles.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od kilku dziesięcioleci archeolodzy na Islandii badają ponad 350 grobów z epoki wikingów. W około 150 z nich znaleziono kości lub zęby koni. Specjaliści przebadali DNA 19 z nich i okazało się, że wszystkie konie, z wyjątkiem jednego, były samcami.
      Jeszcze do lat 70. IX wieku Islandia była niezamieszkana i gęsto zalesiona. Jak dowiadujemy się ze średniowiecznej „Księgi o Zasiedleniu” (Landnamabok), pierwszymi wikingami, którzy tam trafili, byli możni uciekający przed rządzącym twardą ręką królem Haraldem Pięknowłosym. Około roku 930 populacja Islandii wynosiła już około 9000 osób. Dlatego też archeologów dziwi fakt, że dotychczas znaleziono jedynie około 350 grobów z tego okresu.
      Tutaj powinny być tysiące grobów,  mówi doktorantka Albina Hulda Palsdottir z Uniwersytetu w Oslo. Dzięki interdyscyplinarnym badaniom prowadzonym przez uczonych z Islandii, Norwegii, Danii, Wielkiej Brytanii i Francji dowiedzieliśmy się więcej o rytuałach grzebalnych wikingów.
      Dość rozsądnie jest przypuszczać, że jeśli w grobie wikinga znajdujemy konia, to grób musiał należeć do osoby znaczącej. Chcieliśmy zatem dowiedzieć się więcej o samych koniach, na przykład poznać ich płeć, mówi Palsdottir.
      Dotychczasowe badania wykazały, że 18 na 19 pogrzebanych koni było samcami. Poza tym wszystkie w chwili śmierci cieszyły się dobrym zdrowiem. Nie wiadomo jedynie, czy pogrzebane konie to były ogiery czy wałachy.
      Zanim na Islandii osiedlili się wikingowie, jedynym występującym tu ssakiem był lis arktyczny. Ludzie wprowadzili tu psy, świnie, owce, kozy i konie. Z ludźmi grzebano samce koni będące okazami zdrowia. "Łatwo sobie wyobrazić, że zabicie zdrowego samca podczas rytuału pogrzebowego miało na celu podkreślenie statusu i znaczenia zmarłej osoby", mówi archeolog Runar Leifsson. "Poza 19 końmi znalezionymi w grobach, zbadaliśmy też szczątki 3 koni spoza grobów. Okazało się, że były to klacze", dodaje. Te zwierzęta nie stanowiły części rytuału pogrzebowego. Najprawdopodobniej zostały zjedzone. Wygląda więc na to, że w społeczności wikingów samce i samice koni miały różny status.
      Badanie grobów islandzkich wikingów stanowi poważne wyzwanie. Po pierwsze jest ich niewiele, po drugie, znaczną ich część znaleziono podczas prac budowlanych prowadzonych nawet 100 lat temu. W czasie odkrycia groby nie zostały odpowiednio zbadane przez naukowców i tylko niewielka część materiału trafiła do Muzeum Narodowego Islandii. Większość szkieletów jest niekompletnych.
      Uderzający jest fakt, że w grobach znajdujemy niemal wyłącznie szczątki mężczyzn w średnim wieku. Niemal nie ma tam niemowląt i dzieci, jest niewiele kobiet. Nie wiemy więc, w jaki sposób grzebano pozostałą część populacji. Może chowano ich w bagnach, jeziorach lub w morzu, zastanawia się Palsdottir. Uderzające jest też to, że wikingowie z Islandii rozwinęłi własne zwyczaje pogrzebowe.
      W Skandynawii, skąd pochodzili wikingowie, ciała były palone. Jednak na Islandii nie znaleźliśmy żadnych śladów kremacji. Inne zespoły badawcze analizowały obecność izotopów w kościach pochowanych i okazało się, że kobiety, które tutaj grzebano, trafiły na Islandię jako dorosłe osoby. To może wskazywać, że mężczyźni, którzy się tutaj osiedlili jako pierwsi, przywieźli swoje żony ze Skandynawii, dodaje Palsdottir.
      Uczeni wyjaśniają też, że nie powinniśmy nakładać współczesnego sposobu myślenia, na kulturę sprzed wieków. Zabicie zdrowego konia wyłącznie dla podkreślenia statusu, wydaje się obecnie bezsensownym marnotrawstwem zasobów. Jeśli jednak wikingowie wierzyli w życie po śmierci, to zabranie ze sobą konia do drugiego świata było jak najbardziej racjonalne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe analizy szczątków 38 osób, które pomiędzy X a XII wiekiem zamieszkiwały miasto wikingów Sigtunę ujawniły duże zróżnicowanie genetyczne i dużą skalę migracji. To największe tego typu badania przeprowadzone na terenie Szwecji, podczas których wykorzystano wiele różnych metod, w tym analizę genetyczną i analizę izotopów strontu w zębach.
      Sigtuna to jedno z pierwszych miast na badanych terenach. Zostało ono założone koło roku 980, kiedy osiadł tam pierwszy chrześcijański król Szwecji Olof Skötkonung. Już wówczas, jak się okazuje, było to wysoce kosmopolityczne miejsce. Okazało się bowiem, że okoły połowy mieszkańców Sigtuny pochodziło spoza regionu Malardalen. Przyzwyczajeni jesteśmy myśleć o wikingach jako o wędrowcach, którzy ze Skandynawii docierali do Turcji i Ameryki. Niewiele jednak mówi się o migracji na terytorium wikingów, mówi Maja Krzewińska z Uniwersytetu w Sztokholmie.
      Około połowy zbadanych szczątków należało do ludzi, którzy dorastali w Sigtunie i jej okolicach. Druga połowa jest niemal po równo podzielona pomiędzy migrantów Norwegii i Danii oraz migrantów z dalszych regionów, jak północne Niemcy, Wyspy Brytyjskie, Ukraina, Litwa i inne regiony europy centralnej. Migrowali zarówno mężczyźni jak i kobiety. Około 70% kobiecej populacji Sigtuny stanowiły migrantki, w przypadku mężczyzn było to 44%.
      Szczególnie cenne jest, jak mówi Anders Götherstrom, znalezienie szczątków migrantów w drugim pokoleniu. Wcześniej nie natrafiono na tego typu ślady.
      Naukowcy zauważają, że znalezienie wcześniejszych śladów migracji na te tereny będzie trudne, gdyż przed pojawieniem się chrześcijaństwa zmarłych palono.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...