Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Na polskim rynku jest wiele suplementów o składzie innym niż deklarowany

Recommended Posts

Polski Narodowy Instytut Leków (NIL) informuje, że aż 25% przebadanych przezeń suplementów diety ma skład inny niż deklarują producenci. Dobra wiadomość jest taka, że w żadnym z 50 popularnych suplementów nie odkryto zanieczyszczeń ani szkodliwych związków.

Jak powiedziała „Gazecie Prawnej” Anna Kowalczyk, dyrektor NIL, standardy wymagają, by zawartość składników aktywnych w produkcie była nie mniejsza niż 90%. Tymczasem okazało się, że w jednym z preparatów zawierających ostryż długi, który ma pomagać na problemy z wątrobą, środka tego jest zaledwie 3%. Niektóre suplementy z witaminami B2 i B6 zawierały ich 30% ilości zadeklarowanych na ulotce, preparaty reklamowane jako pomagające w walce z objawami menopauzy miały w sobie 18% deklarowanej ilości izoflawonów soi i 38% obiecywanych izoflawonów koniczyny czerwonej. W preparatach stwierdzono też mniej niż deklarowana ilość witaminy D. Ulotki suplementów podawały natomiast prawdziwe dane odnośnie zawartości składników mineralnych jak żelazo czy wapń.

Rynek suplementów rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Do końca listopada ubiegłego roku klienci wydali na te preparaty 3,4 miliarda PLN. To o 200 milionów więcej, niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szacuje się, że suplementy przyjmuje 20% Polaków. Większość z nich nie dostrzega różnicy pomiędzy lekami bez recepty a suplementami, uznaje je za środki całkowicie bezpieczne. Znaczna część sądzi też, że suplementy można przyjmować bez ograniczeń.

Suplementy od dawna budzą liczne kontrowersje. Niejednokrotnie informowaliśmy, że – w przeciwieństwie do prawidłowej diety – nie przyczyniają się one na zmniejszenie ryzyka zgonu, o pojawiających się coraz częściej ostrzeżeniach przed suplementami czy o szkodliwych skutkach ich nadmiernego spożywania. Mogą jednak pomagać osobom chorym, a być może również przynosić korzyści zdrowym.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że producenci nie mogą bezkarnie kłamać na ulotkach a NIL musiałby w takim wypadku zgłosić do prokuratury które firmy oszukują konsumentów, lub prokuratura powinna ścigać ich z urzędu i zgłosić się/przesłuchać pracowników NIL. 

Odnośnie samych suplementów - nic do nich nie mam, ale zastanawiam się czy powinno być dozwolone "reklamowanie ich jako pomagające w walce z objawami menopauzy" czy objawami innych chorób. Jak już, to producent powinien podawać, że np. istnieje tyle i tyle badań potwierdzających skuteczność tego a tego suplementu w takiej a takiej dawce w tym i w tym schorzeniu i podać na ulotce lub opakowaniu bibliografię. I oczywiście należałoby karać producentów za dezinformowanie czyli np. interpretowanie badań naukowych. Nawet wnioskami autorów nie powinni sie kierować a jedynie surowymi wynikami. Natomiast to czy suplement pomaga faktycznie czy nie, to same pojedyncze badania nie mogą raczej przesądzić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Suplement magnezowy może w ogóle nie mieć magnezu, i zgodnie z polskim prawem producentowi można najwyżej... posypać kofetti. ;)
Co innego LEK. Nie będę reklamował, ale ponieważ suplementuję magnez (nitotyniarze i kawiarze :)) to polecam tę drugą opcję. Niekoniecznie musi być droższa.

1 godzinę temu, Warai Otoko napisał:

zastanawiam się czy powinno być dozwolone "reklamowanie ich jako pomagające w walce z objawami menopauzy"

Dlaczego nie? Placebo też daje efekty. :D Kwestia świadomości najwyżej, ale to podobnie jak z jakimkolwiek wyborem, w tym i politycznym. Jestem za wolnością; jeśli ludzie wierzą w jangi baby, to nie jestem za zakazywaniem im tego. W końcu to tylko ich problem.

A że ktoś na tym zarobi? Naturalne prawo rynku.... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mniejsza o jakieś marne suple. Mi się marzy żebym codziennie w sklepie mógł sprawdzić dokładny skład partii chleba i jakie zanieczyszczenia posiada. Mógłbym świadomie decydować czy dzisiaj wezmę rakotwórczy glifosat i w jakiej dawce czy dla odmiany jakiś inny pestycyd. Ale do tego jest potrzebna armia ludzi.

Mimo wszystko na taką armię z chęcią bym płacił podatki.!!!!

Niestety nie ma takich luksusów w Europie, tym bardziej w Ameryce to i w Polsce nie ma szans żeby ktoś ogarną wolną amerykankę producentów...

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, tempik napisał:

Mi się marzy żebym codziennie w sklepie mógł sprawdzić dokładny skład partii chleba i jakie zanieczyszczenia posiada.

Mały Książę? Szacun. :) Zgodnie z programową myślą partii ciesz się Pan, że chleb jest. ;)

4 minuty temu, tempik napisał:

Mimo wszystko na taką armię z chęcią bym płacił podatki.!!!!

Panie, płacisz pan na bezgraniczne armie, których jedyną istotą życia jest pierdzenie w stołek. ;)

5 minut temu, tempik napisał:

Niestety nie ma takich luksusów w Europie, tym bardziej w Ameryce

Oooo. Trochę nie tak. W Europie owszem, a w USA jak wiadomo, jedzą karaluchy. ;) Polsce do Europy ciągle jednak daleko; bywa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Astro napisał:

Polsce do Europy ciągle jednak daleko; bywa

Ostatnio tanie bilety są, a właściwie to były, więc pozwoliłem sobie trochę chemtrail rozpylić nad waszymi głowami i przy okazji organoleptycznie sprawdziłem że w Europie jedzą taki sam a nawet większy syf niż my. Wydaje mi się że jedynie Niemcy jakoś panują nad kontrolą jakości, chociaż to też mogą być tylko pozory...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pewnie z tych pozorów zupełnie niepozornie wolimy kupować produkty niemieckie (zwłaszcza proszki do prania); ba! nawet (sic! :P) Magda Gesler polskiego śledzia nie ruszy (nie dziwię się - syf), a kupuje niemieckie. :) Polski śledź nie musi stać - ale może - źródłem pasożytów. Smacznego śledzika przy okazji (nie jadam w ogóle).

8 minut temu, tempik napisał:

Ostatnio tanie bilety są, a właściwie to były, więc pozwoliłem sobie trochę chemtrail rozpylić

W tanich liniach? Podziwiam smukłość linii, która pozwoliła to ze sobą zabrać. Ile Ci wyszło? Kilogram? Widzisz, nie lubię podróżować w wagonach bydlęcych...

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Astro napisał:

Magda Gesler polskiego śledzia nie ruszy (nie dziwię się - syf), a kupuje niemieckie

Polski i niemiecki śledź, czyli bałtycki to ten sam syf. Ja lubię, ale kupuję zdrowszy atlantycki

 

1 godzinę temu, Astro napisał:

Widzisz, nie lubię podróżować w wagonach bydlęcych

Mnie to nie przeszkadza, luksusów nie lubię, a każdy lot to zawsze tylko odliczanie do lądowania.

I bydło nie lubi wagonów bydlęcych i raczej lgnie do klasy 1 i business tak jak gatunek pokrewny z Australii do wody z klimatyzatorów :D więc polecam, nie ma co przepłacać :)

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wy tu pitu pitu :) a nas i tak dalej w konia robią i robić będą. Nawet sanepid, który powinien działać wyrywkowo i niespodziewanie, musi się zapowiedzieć. To o czym my tu mówimy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, tempik napisał:

Mniejsza o jakieś marne suple. Mi się marzy żebym codziennie w sklepie mógł sprawdzić dokładny skład partii chleba i jakie zanieczyszczenia posiada. Mógłbym świadomie decydować czy dzisiaj wezmę rakotwórczy glifosat i w jakiej dawce czy dla odmiany jakiś inny pestycyd. Ale do tego jest potrzebna armia ludzi.

Mimo wszystko na taką armię z chęcią bym płacił podatki.!!!!

Niestety nie ma takich luksusów w Europie, tym bardziej w Ameryce to i w Polsce nie ma szans żeby ktoś ogarną wolną amerykankę producentów...

Ponoć w sklepie powinno być coś takiego jak karta produktu z dokładnym wyszczególnieniem składu.
A jeśliś z Wrocławia, to chleb z pl. Bema polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, tempik napisał:

Ja lubię, ale kupuję zdrowszy atlantycki

W czym jego większa niby "zdrowszość"? :P
Bałtycki to nie ten sam syf, ale skoro ten syf jesz, to poczytaj o przetwórwstwie, bo jestem zbyt leniwy na "oświecanie".

19 godzin temu, tempik napisał:

Mnie to nie przeszkadza, luksusów nie lubię, a każdy lot to zawsze tylko odliczanie do lądowania.

I obowiązkowe "polskie" oklaski po udanym lądowaniu... :P Żenada.

19 godzin temu, tempik napisał:

więc polecam, nie ma co przepłacać :)

 

Nie przepłacam i częstokroć wolę piechotą albo rowerem. :D:P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałem kilka miesięcy temu ciekawy artykuł na blogu odnośnie środków ochrony roślin w jedzeniu i wygląda na to, że nie jest tak źle, jak się przyjęło w społeczeństwie sądzić.

https://www.damianparol.com/pestycydy-w-zywnosci/
https://www.damianparol.com/pestycydy-wizyta-sanepidzie/

Przeczytałem więcej wpisów na tym blogu i polecam, bo autor publikuje konkretne materiały z odnośnikami do źródeł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może nie jest tak źle, ale... To "oficjalne" dane. Nie zapomnę obrazka sprzed trzech bodaj lat. Początek marca, a pewien pan (handluje na lokalnym targu) tak radośnie sypał pod cebulkę, że szczypiorek aż się uśmiechał. Chętnych na targu nie brakowało... Tak naprawdę nikt tego nie kontroluje, przynajmniej w Polsce, a lud chętnie kupuje uśmiechnięty szczypiorek itp. Chemia jest wokół nas i się tym jeszcze cieszymy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

wygląda na to, że nie jest tak źle, jak się przyjęło w społeczeństwie sądzić

 

pierwsze z brzegu:

https://zywienie.abczdrowie.pl/zwieksza-ryzyko-chorob-nowotworowych-jest-obecny-w-kaszy-gryczanej-nowy-raport

już nie będę nawet wnikał w to jak wyznacza się te "normy". A o ilości SOR w np. owocach można się przekonać obserwując jak się je zbiera, nawet gdzieś w Azji gdzie nikt się nie przejmuje BHP. Obowiązkowy strój to nakrycie głowy, gumowe rękawice, osłonięta twarz i ramiona,maseczka, długie rękawy i nogawki, i to niezależnie od temperatury.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Być może glifosat powinien być wycofany, jeżeli są podejrzenia, że zwiększa ryzyko nowotworów. Tak jak zabronili jego stosowania Niemcy. Nie jestem ekspertem, ale "dosuszanie" gryki nie wygląda jak typowe zastosowanie dla tego środka. Zwłaszcza, że pewnie odbywa się to stosunkowo krótko przed zbiorem, więc jest ryzyko pozostałości w końcowym produkcie. Jak producent nie przestrzega norm, to powinien być odpowiednio ukarany. Wiem, że to trochę naiwne, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto nie przestrzega zasad. Pracownicy pracują w strojach ochronnych, bo są wystawieni regularnie na znacznie większe dawki.

Ja w tym roku posadziłem rzodkiewkę w ogrodzie i praktycznie wszystko zostało zżarte. Nie znalazłem ani jednego(!) warzywa nienadgryzionego. Fakt, że mogłem zebrać wcześniej i w ogóle nie mam doświadczenia w ogrodnictwie, ale nie dziwi mnie to, że bez herbicydów/pestycydów zbiory byłyby o wiele niższe i gorszej jakości, a na pewno droższe. Zresztą, poobserwuj ludzi, jak robią zakupy w markecie i jakie produkty wybierają jeżeli chodzi o cenę. Ile osób kupuje eko? Swoją drogą, eko nie oznacza, że nie są pryskane. Są pryskane SOR dopuszczonymi do upraw eko. Już nie wspominając o banałach, jak unikanie bananów z brązowymi plamami albo owoców z defektami wizualnymi.

Parol podaje, że 77% SOR jest o toksyczności porównywalnej z solą kuchenną i etanolem, 20% o toksyczności teobrominy z kakao, 1.2% na poziomie kofeiny, 0.5% na poziomie nikotyny i witaminy D, a pozostałe 0.7% jest dość toksyczne, bo na poziomie strychniny. Więc większość SOR nie jest taka groźna, jak się wydaje.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Już nie wspominając o banałach, jak unikanie bananów z brązowymi plamami

A co jest złego w takich bananach?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutnie nic, ale zależy gdzie te siniaki odbierasz. Jeśli w Europie, czyli po pokonaniu przez owe banany oceanu i zaprawieniu ich odpowiednim syfem, to uważałbym jednak. Nie tylko o lambliozę chodzi. Złe jest to, że z mlekiem matki bananów nie wyssałeś, bo raczej marchewki, pietruszki, buraczki, jabłuszka, gruszki itp. Mama dała ci najważniejsze: florę bakteryjną.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

"dosuszanie" gryki nie wygląda jak typowe zastosowanie dla tego środka.

Rzepak praktycznie 100%.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 hours ago, peceed said:

A co jest złego w takich bananach?

Nic nie jest z nimi złego. Są nawet lepsze, szczególnie lepsze niż niedojrzałe, które też się zdarzają w sklepach. Ale praktycznie nigdy nie mam problemu, żeby kupić w markecie siatkę albo dwie dojrzałych bananów za grosze. Wygląda na to, że nie cieszą się popularnością. Wolę przejrzałe banany, bo wychodzą z nich bardzo dobre szejki owocowe.

6 hours ago, ex nihilo said:

Rzepak praktycznie 100%.

Dzięki za ten komentarz. Znajomy, który mieszkał na wsi i widział nie jedno, powiedział mi dokładnie to samo. Od tego czasu glifosat chodzi mi trochę po głowie. Używam w większości oliwy, ale ostatnio też rzepakowego, bo ma trochę lepsze proporcje kwasów omega 3 i 6, a przynajmniej w niczym oliwie nie ustępuje. Ale mieszkam za granicą i muszę się zorientować jak jest tutaj.

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, cyjanobakteria napisał:

ale ostatnio też rzepakowego

W zasadzie glifosatu w oleju rzepakowym nie powinno być, przynajmniej w ilościach mających jakieś znaczenie dla zdrowia. Z tego, co czytałem, dotychczas nie stwierdzono śladów glifosatu w oleju.

A tu ciekawostka związana z GMO, glifosatem i Monsanto:
https://wolnemedia.net/bayer-odkryl-oddzial-monsanto-do-zadan-specjalnych/

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mnie zastanawia, czemu taki NIL nie podaje konkretych wyników badań, tylko same nic nie znaczące wartości. Chciałbym wiedzieć, jakie konkretnie suplementy mają inny skład od deklarowanego. A z przekazanych informacji nic nie wynika. Oczywiście można sobie dopowiadać, ale to chyba nie o to chodzi. 

Edited by M61

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 11.01.2020 o 03:10, cyjanobakteria napisał:

Nic nie jest z nimi złego. Są nawet lepsze, szczególnie lepsze niż niedojrzałe, które też się zdarzają w sklepach.

Czyli wnioskując z kontekstu unikanie owoców z defektami wizualnymi nie ma sensu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Im politykowi bliżej do myślistwa, tym gorsze jego nastawienie do wilków. Wskazują na to analizy wypowiedzi parlamentarzystów zawarte w sejmowych stenogramach.
      Niewiele jest gatunków dzikich zwierząt, które by tak rozpalałyby dyskutantów, jak wilk. Polskie organizacje pozarządowe już od początku lat 90. XX wieku prowadziły kampanie na rzecz jego ochrony. Dzięki temu, po wiekach eksterminacji, a następnie dekadach intensywnej eksploatacji łowieckiej, wilk jest ściśle chroniony w całym kraju od 1998 r. Jednak nieustannie trwa ożywiona debata na temat jego statusu prawnego.
      Nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika
      Literatura politologiczna wskazywała, że zagadnienia ochrony przyrody są bliższe partiom lewicowym, podczas gdy partie prawicowe mają do przyrody bardziej utylitarne podejście. Naukowców intrygowało więc, czy podobnie jest w kwestii ochrony wilka. Aby to sprawdzić, przeanalizowali wypowiedzi polityków od 1989 r., zawarte m.in. w stenogramach sejmowych. Wyniki badań ukazały się w najnowszym numerze czasopisma Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies.
      Rezultaty naszych analiz nie potwierdziły przewidywań wynikających z wcześniejszych badań na temat nastawienia polityków do ochrony przyrody – wyjaśnia główny autor badań, Michał Figura, absolwent politologii na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, cytowany w materiale przesłanym PAP. Okazało się, że nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika.
      Eksperci w swoim artykule podkreślili także rolę, jaką w ochronie dzikich zwierząt pełnią organizacje społeczne. Zaraz po przemianach demokratycznych w 1989 r. w Polsce zaczęły powstawać oddolne ruchy społeczne, skupiające się na zachowaniu resztek dzikiej przyrody – podkreśla współautor badań dr hab. Robert Mysłajek z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. I to właśnie im zawdzięczamy ochronę wielu cennych gatunków, w tym wilka i rysia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Upały, które właśnie nadciągnęły nad Polskę, mogą oznaczać problemy dla elektrowni. Im jest cieplej, tym więcej urządzeń chłodzących włączają ludzie, a to oznacza duże wzrosty zużycia prądu. Tymczasem polskie elektrownie są chłodzone głównie wodą z rzek. To powoduje dwa problemy. Po pierwsze stany rzek są niskie, po drugie, ze względu na wymogi ochrony środowiska, woda użyta do chłodzenia bloków energetycznych nie może być zbyt gorąca przed zrzuceniem jej do rzeki. To zaś oznacza, że albo trzeba obniżyć moc elektrowni, czyli produkować mniej prądu, albo włączyć dodatkowe schładzacze, a to zwiększa straty energii. Jak powiedział Rzeczpospolitej profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, w tym roku jeszcze polski system energetyczny powinien dać sobie radę, jednak sytuacja będzie się pogarszała i w kolejnych latach powinniśmy przygotować się na wyłączenia prądu.
      W Polsce przemysł węglowy pobiera aż 70% całej używanej wody. Dla porównania w Niemczech jest to 18%, a w całej UE – 13,7%. To jednak nie oznacza, że tylko Polska jest narażona na kłopoty. Jak mówi Mielczarski, cała Europa może już w ciągu najbliższych 2–3 lat doświadczyć blackoutów spowodowanych upałami. Oczywiście Polska może w razie potrzeby kupić prąd za granicą, jednak to zabezpieczenie coraz bardziej iluzoryczne. Naszymi potencjalnymi dostawcami prądu mogą być Czesi lub Niemcy. Tymczasem w samym tylko czerwcu niemiecki system energetyczny aż czterokrotnie był na granicy załamania.
      Polskim problemem jest energetyka oparta w dużej mierze na węglu oraz fakt, że nasze elektrownie były budowane głównie w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy nawet w lecie występowały obfite opady. Wówczas nie brakowało wody do chłodzenia elektrowni. Obecnie jest z tym coraz większy kłopot.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polska onkologia i medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych; nie wiemy tak naprawdę, jakie są dokładnie wyniki leczenia nowotworów – powiedział PAP prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący powołanego niedawno zespołu ds. tzw. cancer planu.
      Do 30 listopada 2019 r. zespół ds. tzw. cancer planu ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, której głównym celem jest poprawa wykrywalności oraz skuteczności leczenia nowotworów.
      Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, chirurga Centrum Onkologii w Warszawie, zespół specjalistów ds. Narodowej Strategii Onkologicznej (wśród których są onkolodzy z centrów onkologii, jak i przedstawiciele ministerstwa zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz uczelni medycznych), potrzebuje przede wszystkim wiarygodnych danych.
      Polska onkologia i polska medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych i tak naprawdę nie wiemy, jakie są dokładnie wyniki leczenia, za co płaci płatnik, ale przede wszystkim jakie korzyści odnosi z tego chory. To jest niezbędne – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP.
      Skutkiem braku danych o wynikach leczenia jest to – podkreślił specjalista - że pacjent nie wie, jaka jest jakość danego zabiegu, ale też płatnik tego w ogóle nie kontrolował. Wykazał to niedawno opublikowany raport Narodowego Funduszu Zdrowia "Nowotwory złośliwe. Koncentracja leczenia zabiegowego" (opracowany na podstawie danych dotyczących realizacji świadczeń medycznych w 2017 r.).
      NFZ postanowił, że powyżej pewnej liczby wykonywanych procedur za zabieg będzie płacić więcej. Okazuje się jednak, że mało ośrodków spełnia przyjęte warunki, przykładowo w jednym z nowotworów [jelita grubego – PAP] 30 ośrodków spełnia określone kryteria, a 300 innych - nie spełnia. Opublikowane w raporcie dane ujawniły zatem olbrzymie rozproszenie ośrodków zajmujących się leczeniem nowotworów – podkreślił szef zespołu ds. cancer planu.
      Chirurgią w wielu nowotworach jest podstawą leczenia. W skomplikowanych zabiegach, do jakich często zaliczane są operacje nowotworów, bardzo ważne jest zatem, żeby w danej placówce wykonywano ich jak najwięcej. Chirurdzy, którzy często je przeprowadzają, uzyskują lepsze efekty, z korzyścią dla chorego. W chirurgii onkologicznej często jest tak, że ilość faktycznie przechodzi w jakość, ale musi być również odpowiednia jakość sprawozdawania tych wyników, zarówno o liczbie wykonywanych procedur, jak też osiąganych wynikach leczenia – wyjaśnił prof. Rutkowski.
      Podkreślił, że w krajach zachodnich istnieje dobrze pojęta konkurencja między placówkami specjalizującymi się w danym typie nowotworów. Zdarza się, że znikają kliniki, które w kolejnych audytach odstawały jakościowo od innych pod względem uzyskiwanych wyników i dlatego je zamknięto. Byłem w szoku, kiedy po raz pierwszy się zetknąłem się z tym, że pewnego ośrodka po jakimś czasie już nie było. Czy można sobie wyobrazić, żeby w Polsce zamknięto jakakolwiek klinikę, bo nie spełniała kryteriów – zapytał.
      Zdaniem przewodniczącego zespołu, który ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, wyspecjalizowane ośrodki powinny przez dłuższy czas opiekować się pacjentem. Przykładem tego, o co nam chodzi, są tzw. Breast Cancer Units [ośrodki specjalizujące się leczeniu raka piersi – PAP]. Opieka w takich placówkach powinna być skoordynowana i kompleksowa, czyli od diagnozy poprzez leczenie skojarzone, ale również po jego zakończeniu chory musi mieć zapewnioną dalszą rehabilitację. Teraz często jest tak, że pacjent, który zachorował na nowotwór, kończy leczenie i nie ma dalszej opieki, pozostawiony jest samu sobie. Tak jest niestety w wielu ośrodkach – przyznał prof. Rutkowski.
      Dodał, że w Polsce chorych nie poddaje się rehabilitacji z tego tylko powodu, że mają oni nowotwory i koło się zamyka. Jest u nas wiele przesądów po wyleczeniu i w trakcie leczeniu nowotworów. Chodzi w tym przypadku o całościową rehabilitację, nie tylko o fizykoterapię, ale także o wsparcie psychoonkologiczne i możliwość powrotu do pracy - ale w taki sposób, żeby pacjent mógł korzystać z dalszego leczenia – wyjaśnił specjalista.
      Specjalista zwrócił uwagę, że chirurgia onkologiczna jest dynamicznie rozwijającą się specjalnością, która dotyczy również leczenia okołooperacyjnego, za pomocą napromieniania, chemioterapii i nowych terapii. Nie zawsze trzeba od razu zoperować pacjenta. Na zjazdach naukowych coraz więcej jest o leczeniu okołooperacyjnym – dodał.
      Chodzi nie tylko o leczenie, ale i nowoczesne diagnozowanie, które jest bardzo trudne. To jest kosztowne, ale przynosi też oszczędności zarówno dla pacjenta, jak i płatnika, bo gdy rozpoznanie zostanie właściwie postawione to oszczędzamy pieniądze i leczymy właściwie, bardziej skutecznie - powiedział prof. Rutkowski.
      Jako przykład podał Francję, gdzie 95 proc. mięsaków jest diagnozowanych histopatologicznie jedynie w trzech ośrodkach. Po takich specjalistycznych badaniach zmieniono rozpoznania w 40 proc. przypadków, a w 10 proc. okazało się, że wcale nie było nowotworu, czyli w co drugim przypadku chorzy powinni być leczeniu całkowicie inaczej lub w ogóle niepotrzebnie poddano ich terapii. Chodzi o przeprowadzenie pełnej diagnostyki jeszcze przed operacją, żeby wypracować właściwą strategię leczenia, chemioterapię czy radioterapię. Przecież to są wszystko koszty – podkreślił specjalista.
      W ocenie szefa zespołu ds. cancer planu, chirurgią onkologiczną nie muszą się zajmować tylko wielospecjalistyczne ośrodki: To może być mały ośrodek specjalistyczny, a także placówki uniwersyteckie, np. w Krakowie czy Warszawie. Wykonują one dobrą robotę także w zakresie chirurgii onkologicznej.
      Prof. Rutkowski uważa, że system [opieki onkologicznej – PAP] trzeba w Polsce dopiero zbudować, bo był on postawiony na głowie.
      Skoncentrowana była chemioterapia, a zdekoncentrowana chirurgia. Tymczasem powinno być odwrotnie, bo wtedy uzyskuje się największy odsetek wyleczeń. Z kolei leczenie uzupełniające i paliatywne powinno być bliżej miejsca zamieszkania pacjenta. Bez sensu jest to, żeby na standardową chemioterapię pacjent jeździł 200 km. To jest to co mam nadzieję, że się zmieni - mówił.
      Według niego świadczenia medyczne powinny być jednak rozsądnie wycenione. Duża część procedur w chirurgii generalnie wykonywana jest poniżej kosztów. To jest totalna fikcja. Dlatego szpitale nie są zainteresowane wysokojakościową chirurgią, bo ona tylko przynosi straty - podkreślił.
      Zrobiliśmy ostatnio wyliczenie – dodał - bo po raz pierwszy wzięła się za to Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wreszcie ocenia realne koszty w chirurgii. Okazało się, że u nas - w Centrum Onkologii - koszty realne są trzy razy wyższe od tego, co płaci NFZ. Bo tak niskie są te wyceny.
      Oczekuję, że wzrosną nakłady na służbę zdrowia, ale wiele zależy od organizacji opieki. Dotąd jak nie było pieniędzy, to wszyscy markowali, jak ten system ma działać. Jeżeli pieniędzy będzie więcej, to będzie on działał sprawnie – powiedział prof. Rutkowski.
      Specjalista poinformował PAP, że pierwsze posiedzenie zespołu ds. cancer planu planowane jest na 18 czerwca 2019 r. Przewiduje się, że omawiane będą wstępne priorytety Narodowej Strategii Onkologicznej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prawie 700 tys. osób w naszym kraju ma tzw. otyłość patologiczną wymagającą leczenia chirurgicznego, które pomaga w odchudzaniu, jak i chroni przed poważnymi chorobami – przekonywali w czwartek eksperci. Podkreślono, że pacjentów tych trzeba objąć kompleksową i skoordynowaną opieką.
      Specjaliści podczas konferencji naukowej w Warszawie wyjaśnili, że otyłość patologiczna występuje wtedy, gdy wskaźnik masy ciała BMI przekracza 40 punktów. Osoby z tak dużą masą ciała wymagają specjalistycznej pomocy, u wielu z nich konieczne jest operacyjne leczenie polegające np. na zmniejszeniu różnymi metodami objętości żołądka. Są to tzw. zabiegi bariatryczne i najlepiej, gdy są wykonywane małoinwazyjną metodą laparoskopową.
      Prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich prof. Krzysztof Paśnik powiedział w rozmowie z PAP, że operacyjnego leczenia otyłości może wymagać w naszym kraju 700 tys. osób, u których występuje otyłość patologiczna. W 2018 r. zabiegi bariatryczne przeprowadzono u zaledwie 3,8 tys. tych pacjentów, o ponad 500 więcej niż rok wcześniej – wynika z danych przedstawionych podczas konferencji przez ekspertów Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.
      Liczba wykonywanych u nas operacji to wciąż zatem kropla w morzu potrzeb. Tymczasem badania naukowe wykazują, że chronią one przed wieloma powikłaniami i przedłużają życie osobom z otyłością – podkreślił prof. Paśnik, który od wielu lat specjalizuje się w operacjach bariatrycznych.
      Specjaliści przekonują, żeby zwiększyć w naszym kraju liczbę operacji bariatrycznych, a jednocześnie wprowadzić kompleksową i skoordynowaną opiekę nad pacjentami poddawanymi tym zabiegom. Sama operacja to jeszcze nie wszystko – podkreślił prof. dr hab. Łukasz Kaska z Centrum Leczenia Otyłości i Chorób Metabolicznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Tym bardziej, że operacja nie jest panaceum na otyłość. Po 10 latach od 20 do 30 proc. operowanych wraca do poprzedniej masy ciała.
      Jak podkreślił prof. Paśnik, leczeniem otyłości olbrzymiej powinny zajmować się wyłącznie wyspecjalizowane w tej dziedzinie ośrodki, dysponujące doświadczonymi w tych zabiegach chirurgami i odpowiednimi specjalistami, np. od dietetyki, psychologii i rehabilitacji. Ośrodki takie muszą zapewnić pacjentom wieloletnią opiekę, czasami do końca życia. Co roku powinno się w nich wykonywać co najmniej 150 operacji bariatrycznych, bo to gwarantuje odpowiednią ich jakość.
      Trzeba też zmienić nastawienie lekarzy w Polsce do operacji bariatrycznych. Wielu z nich nie mówi nawet o nich pacjentom, bo nadal nie jest przekonanych do tych zabiegów. To błąd – twierdzą chirurdzy. Chirurgia bariatryczna przestała być jedynie leczeniem nadmiernej masy ciała. Pozostaje jedyną metodą leczenia otyłości olbrzymiej o udowodnionej skuteczności – przekonuje prof. Andrzej Budzyński, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Endoskopowej, Metabolicznej oraz Nowotworów Tkanek Miękkich Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
      Z postulatami specjalistów zgodził prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Jacyna. Powiedział, że poza zabiegami na najwyższym poziomie niezbędne jest zapewnienie operowanym pacjentom kompleksowej i długofalowej opieki. Obecnie wielu z nich nie wraca do ośrodka, w którym byli operowani, a po operacji muszą radzić sobie sami – podkreślił.
      Prezes NFZ zwrócił uwagę, że bardzo ważne jest przygotowanie do operacji pacjenta, które powinno trwać około 6 miesięcy. Większość ośrodków wykonujących takie operacje tego jednak nie przestrzega. Szpitale decydujące się na chirurgię bariatryczną muszą być wyposażone w odpowiedni sprzęt, np. w stół operacyjny przystosowany do osób z otyłością olbrzymią.
      Zdaniem dr. Jerzego Gryglewicza z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, chirurgia bariatryczna powinna mieć zapewnione oddzielne finansowanie w ramach kompleksowej i skoordynowanej opieki nad operowanymi pacjentami. "Wprowadzenie tej opieki poprzedziłby program pilotaży realizowany w wybranych ośrodkach. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej" – dodał.
      Nie wiadomo jednak, kiedy taki pilotaż miałby się rozpocząć. Dr Gryglewicz powiedział, że program kompleksowej opieki w zakresie chirurgii bariatrycznej jest na etapie konsultacji ze specjalistami. Jest jednak przekonany, że efektywny i kompleksowy model opieki nad chorymi może poprawić ich sytuację, jak też zmniejszyć koszty leczenia otyłości.
      Ekspert ds. zdrowia zwrócił uwagę, że operacjom bariatrycznym często poddawani są ludzie młodzi. Średnia wieku operowanych to zaledwie 43 lata, w 2018 r. najmłodsi pacjenci byli w wieku 14-16 lat, z kolei najstarsi mieli od 70 do 77 lat - powiedział. Z danych NFZ wynika, że na chirurgiczne leczenie otyłości w 2018 r. przeznaczono 43,5 mln zł, o 7 mln zł więcej niż rok wcześniej.
      Dzięki zabiegom osoby z otyłością olbrzymią mogą być nadal aktywne i uniknąć wielu powikłań związanych z nadmierną masą ciała, takich jak zaburzenia metaboliczne, cukrzyca czy zaburzenia kostno-stawowe. Bardzo ważne jest zatem, żeby pacjenci ci byli operowani jeszcze przed wystąpieniem powikłań, a nie dopiero wtedy, gdy się już pojawią – powiedział PAP prof. Paśnik.
      Z analizy ekspertów Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia wynika, że koszty pośrednie utraconej produktywności chorych z otyłości w 2015 r. wyniosły 77,55 mln zł, a w 2016 r. zwiększyły się one do 85,14 mln zł.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niemal połowa Polaków wywodzi się z żeńskiej linii genetycznej Helena, nazwanej tak od imienia jednej z „pramatek Europy”. Linia ta występuje najczęściej w Europie Zachodniej, a szczególnie w Hiszpanii i w Portugalii.
      Najnowsze badania Pracowni Biobank Katedry Biofizyki Molekularnej Uniwersytetu Łódzkiego wykazały, że populacja polska, podobnie jak europejska, pochodzi od siedmiu głównych żeńskich linii genetycznych (haplogrup). W książce prof. Bryana Sykes’a linie te zostały umownie określone jako „pramatki Europy”: Urszula, Xenia, Helena, Katarzyna, Tara, Velda oraz Jaśmina.
      Poziom zróżnicowania populacji polskiej jest niski i jest ona dosyć jednorodna pod względem genetycznym. Najwięcej Polaków – ok. 43 proc. – wywodzi się z linii genetycznej zwanej Heleną – wynika z badania łódzkich naukowców, którzy wyniki swojej pracy opublikowali w prestiżowym czasopiśmie European Journal of Human Genetics.
      Badania Pracowni Biobank UŁ dotyczyły określenia różnorodności mitochondrialnego DNA, czyli dziedziczonego po linii żeńskiej w populacji polskiej. Ich celem było określenie udziałów poszczególnych linii genetycznych mtDNA w populacji, a także zobrazowanie genetycznych powiązań między Polakami.
      Dr Justyna Jarczak z Pracowni Biobank UŁ przypomina, że w DNA zapisana jest informacja nie tylko o tym jak wyglądamy i jak funkcjonuje nasz organizm, ale też o naszych przodkach. Możemy dowiedzieć się, z jakiej linii genetycznej, a w uproszczeniu, jakiej grupy pierwszych mieszkańców Europy się wywodzimy.
      Warto podkreślić, że za pomocą mitochondrialnego DNA możemy określić żeńską linię genetyczną, ponieważ ten rodzaj DNA jest przekazywany prawie wyłącznie przez kobiety. Co więcej, zmiany zachodzą w nim bardzo rzadko a więc możemy cofnąć się w czasie o wiele pokoleń, do czasów bardzo odległych – dodaje dr Jarczak.
      Badania łódzkich naukowców po raz pierwszy zostały przeprowadzone na tak licznej grupie osób (5852) reprezentujących wszystkie województwa i zdecydowaną większość powiatów. Dodatkowo zastosowano podział na tak zwane klastry, które mniej lub bardziej odpowiadały regionom geograficznym czy regionom etnograficznym. To pozwoliło nałożyć wyniki różnic genetycznych na tło historyczne i kulturowe.
      Wiadomo, że 95 proc. dzisiejszych Europejczyków pochodzi z siedmiu żeńskich linii genetycznych.
      Z badań łódzkiego Biobanku wynika, że najwięcej Polaków – ok. 43 proc. – wywodzi się z linii genetycznej H (Helena). Występuje ona najczęściej w Europie Zachodniej, a najwyższe frekwencje tej haplogrupy są obserwowane w Hiszpanii i Portugalii. Z kolei na północnych krańcach Europy, wśród Lapończyków, występuje ona z bardzo niską częstością – od 0 do 7 proc. Uważa się, że pierwsze grupy ludzi należące do tej linii genetycznej pojawiły się w Europie ok. 20 tys. lat temu na terenach południowej Francji – dodała badaczka.
      Inne dość częste linie genetyczne w Polsce to U (Urszula) - ok. 20 proc. oraz J (Jaśmina) - ok. 10 proc.
      Haplogrupa U jest najstarszą linią genetyczną mtDNA zidentyfikowaną na terenie Europy. Jej pierwsze ślady pochodzą sprzed 45 tys. lat z terenów dzisiejszej Grecji. Haplogrupa J natomiast pojawiła się w Europie stosunkowo niedawno – ok. 8 tys. lat temu. Najwyższe częstości występowania obserwowane są na Bliskim Wschodzie i na Bałkanach i tam prawdopodobnie pojawiła się na naszym kontynencie po raz pierwszy – wyjaśniła dr Jarczak.
      Pozostałe linie genetyczne występują już rzadziej: T (Tara) – 9 proc., HV – 4,5 proc. (jedna z haplogrup, występująca m.in. w Europie i na Bliskim Wschodzie), K (Katarzyna) – 4 proc.; W – 2,4 proc., I – ok. 2 proc. oraz V (Velda) – 1 proc.
      W polskiej populacji zdarzają się też haplogrupy rzadkie wskazujące na udział linii genetycznych pochodzenia innego niż europejskie. Są to haplogrupy pochodzenia azjatyckiego (C, D, R, A, G, Z, B, F) oraz afrykańskiego (N, L, M). Jednak ich frekwencja w populacji jest bardzo niska i nie przekracza 1 proc.
      Po raz pierwszy naukowcy przedstawili także rozkład haplogrup mtDNA z podziałem na regiony Polski. Wyniki badań wskazują, że poziom zróżnicowania w obrębie populacji polskiej jest niski, a sama populacja polska dosyć jednorodna pod względem genetycznym.
      Zaobserwowano jednak, że mieszkańcy niektórych regionów geograficznych naszego kraju wykazują pewne zróżnicowanie genetyczne. Zwłaszcza województwo łódzkie i świętokrzyskie różnią się od średniej populacji polskiej.
      Zróżnicowanie to można wyjaśnić historią procesów demograficznych w Polsce, takich jak przesiedlenia i migracje ludności lub relatywnie słabsza urbanizacja i wyższy wskaźnik zatrzymania ludności wiejskiej w niektórych regionach – dodała dr Jarczak.
      Pracownia Biobank Uniwersytetu Łódzkiego prowadzi badania naukowe z zakresu genetyki człowieka z wykorzystaniem metod biologii molekularnej. Posiada kolekcję próbek DNA pozyskanych od prawie 10 tys. ochotników z całej Polski. Połączenie najnowocześniejszych technik molekularnych z możliwością wykorzystania próbek z danej populacji pozwala na prowadzenie badań z zakresu genetyki populacyjnej.
      Za pomocą badań populacyjnych możemy na przykład oceniać stan zdrowia ludzi z danego terenu, możemy sprawdzać wpływ różnych czynników na występowanie chorób, a tym samym wpływać na rozwój profilaktyki i leczenia chorób cywilizacyjnych – wyjaśnił dr Dominik Strapagiel, kierownik Pracowni Biobank.
      Badania populacyjne umożliwiają także prześledzenie historii danej populacji. Dzięki wynikom takich badań możemy poznać jej strukturę genetyczną czy też pokusić się o wskazanie ważnych momentów w istnieniu danej populacji, które znajdują odzwierciedlenie w genach – podsumował dr Strapagiel.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...