Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Orki są główną przyczyną zniknięcia wielkich łososi z północnego Pacyfiku

Recommended Posts

Czawycza zwana jest przez Rosjan carycą łososiowatych, a przez Amerykanów łososiem królewskim. Orki, które polują na tę rybę, interesują się tylko największymi osobnikami, a naukowcy obliczają, że każdego roku orki na amerykańskim Zachodnim Wybrzeżu zjadają ponad 2,5 miliona dorosłych łososi królewskich.

Wszystkie tamtejsze populacje, z wyjątkiem SRKW (southern resident killer whales) rozrastają się. Populacja północna, żyjąca wzdłuż wybrzeża Kolumbii Brytyjskiej liczy ponad 300 osobników, w kolei u wybrzeży Alaski żyja około 2300 orek. Jednak z Zachodniego Wybrzeża niemal zniknęły duże czawycze.

Badania przeprowadzone przez specjalistów z NOAA (Narodowa Administracja Oceaniczna i Atmosferyczna) oraz University of Washington wskazują, że to rozrastające się populacja orek są główną przyczyną zniknięcia dużych łososi królewskich.
Mamy tutaj dwa chronione gatunki, orki i czawycze i próbujemy zwiększyć populacje obu. Jednak między nimi zachodzi interakcja drapieżnik-ofiara. Orki nie interesują się zbytnio czawyczami, póki te nie osiągną pewnych rozmiarów. Wtedy są nimi bardzo zainteresowane, mówi główny autor badań Jan Ohlberger.

Czawycze przychodzą na świat w rzekach i strumieniach, później migrują do oceanu, gdzie dorastają. Różna populacje mają różne style życia, w zależności od tego, gdzie przyszły na świat. Ryby ze stanów Waszyngton i Oregon migrują tysiące kilometrów na północ do Zatoki Alaska. Gdy dorosną, wracają do rzek, w których przyszły na świat, by dać życie kolejnemu pokoleniu.

Podczas tego powrotu przepływają przez terytoria wielu populacji orek. Najpierw, oczywiście, są to populacje północne, a ryby, które przeżyją, trafiają na terytorium populacji południowej. To populacja licząca zaledwie około 70 osobników, która uznawana jest za zagrożoną. Niewykluczone, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest m.in. fakt, iż dociera tam niewiele dużych czawyczy. Pacyfik wydaje się nam wielkim miejscem, ale dzieje się tak dlatego, że jesteśmy słabymi pływakami. Dla orek i łososi to nie jest duże miejsce, mówi profesor Daniel Schindler. Różne populacje orek unikają się nawzajem, ale tereny, na których się żywią, nakładają się na siebie.

W przeszłości czawycze o długości przekraczającej metr były bardzo powszechne. Szczególnie dużo było ich w regionach rzeki Kolumbia oraz alaskańskiego Półwyspu Kenai i rzeki Copper. Jednak naukowcy od dłuższego czasu obserwują, że średnia długość ryby zmniejszyła się o 10%, a waga spadła o 25–30%. Może mieć to duży wpływ na całą populację. Mniejsze samice składają mniej jaj, które są ponadto mniejsze. Z czasem może dojść do spadku liczby młodych oraz liczby ryb dożywających dorosłości.

Orki zwykle polują na czawycze dopiero wtedy, gdy ryby mają co najmniej 60 centymetrów długości, a szczególną ich uwagą cieszą się osobniki, które przekroczyły 75 centymetrów.

Naukowcy z NOAA i UW przeanalizowali danie z niemal 40 lat dotyczące dzikich populacji czawyczy od Kalifornii po Alaskę. Sprawdzali, w jakim stopniu na zniknięcie największych czawyczy wpływało rybołówstwo, zmiany klimatu czy polujące na nie foki i lwy morskie. Odkryli, że co prawda rybołówstwo przyczyniło się do zanikania dużych łososi w przeszłości, jednak od lat 70. odgrywa ono coraz mniejszą rolę w tym zjawisku, gdyż poddane jest ściślejszym regulacjom. Tymczasem w omawianym okresie populacja orek żyjących wzdłuż wybrzeża zwiększyła się 3-krotnie.

Coś wpłynęło na szanse przeżycia najstarszych ryb. Oczywiście nie odpowiedzieliśmy na wiele pytań, ale dotychczas zebrane dowody wskazują, że przyczyną są morskie ssaki, a w szczególności orki, dodaje Schindler.

Współautor badań, Eric Ward, ostrzega jednak przez obarczaniem orek wyłączną winą za zniknięcie dużych czawyczy. Naukowcy zauważają bowiem, że nie wiemy, dlaczego w przeszłości – gdy populacje orek były nawet większe niż obecnie – wielkie czawycze były tak powszechne. Przypuszczają, że obecnie orki wywierają większą presję środowiskową na czawycze, gdyż w oceanie jest mniej ryb. Dodatkowo inne czynniki mogą powodować ogólny spadek populacji czawyczy.

Odnieśliśmy sukcesy w odradzaniu populacji dużych drapieżników, jak orki. Próbujemy teraz zrozumieć skutki zwiększenia liczebności takich gatunków, dodaje Ward.

Badania pokazują, że cały ekosystem jest płynny i połączone, nie uznaje granic i związanych z nimi praktyk ochrony przyrody. Widzimy tutaj, że lokalne strategie zarządzania muszą być umiejscowione w szerszym kontekście. W tym przypadku oznacza to zarządzanie na poziomie całego wybrzeża wzdłuż którego ryby migrują, dodaje Ohlberger.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie odwracajmy kota ogonem! To nie orki są winne, tylko ludzie! Orki próbują tylko przeżyć, żywiąc się tym, co jeszcze ludzie nie wyłowili. Orki zapewne chętnie zjadły by też inne ryby, ale ich już nie ma. Dorsze prawie zniknęły, makrele są łowione coraz mniejsze, tuńczyki też już przetrzebione itd. Niedługo zostaną im tylko meduzy do jedzenia.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Orki to bardzo charakterystyczne zwierzęta. Są też do siebie bardzo podobne fizycznie, w niewielkim stopniu różnią się kształtem, wielkością czy ubarwieniem. Gdy więc pojawiły się doniesienia o orkach, które były chudsze, miały wyraźnie mniejsze białe łaty koło oczu oraz węższe płetwy grzbietowe, naukowcy szybko się tym zainteresowali.
      W styczniu bieżącego roku międzynarodowy zespół naukowy wyśledził te nietypowe orki i pobrał próbki do badań genetycznych. Okazało się, że mamy do czynienia z nieznanym dotychczas typem orek.
      To niezwykle ekscytujące. Orki typu D mogą być największymi nieopisanymi zwierzętami żyjącymi na Ziemi i pokazują, jak mało wiemy o życiu w oceanach, mówi Bob Pitman, badacz w NOAA Fisheries' Southwest Fisheries Science Center.
      Pierwsze doniesienia o nieznanych orkach pojawiły się już w 1955 roku, gdy 17 tych zwierząt uwięzło na plaży na Nowej Zelandii. Były one wyraźnie mniejsze od innych orek i miały inny kształt głowy. Eksperci sądzili wówczas, że mamy tu do czynienia z jakąś mutacją, która dotknęła tę grupę. W 2005 roku francuski naukowiec pokazał Pitmanowi zdjęcia dziwnie wyglądających orek wykonane w południowej części Oceanu Indyjskiego. Zwierzęta były podobne do tych sprzed pół wieku z Nowej Zelandii. Obie grupy dzielił nie tylko czas, ale odległość wynosząca 9000 kilometrów. To zaś sugerowało, że nietypowe orki są bardziej rozpowszechnione niż się sądzi. Przez kolejne lata Pitman i jego zespół zebrali od turystów i marynarzy przebywających na Oceanie Południowym tysiące zdjęć nietypowych orek. Nazwali je typem D.
      Zdjęcia wskazywały, że orki te żyją na najbardziej nieprzyjaznych wodach na Ziemi, w strefie ryczących czterdziestek i wyjących pięćdziesiątek. A skoro tak, to nic dziwnego, że ludzie żeglujący w tych regionach dopiero niedawno zaczęli zwracać większą uwagę na tamtejsze zwierzęta.
      Po latach zbierania informacji Pitman zorganizował wyprawę, której celem było znalezienie i zbadanie tajemniczych orek. W styczniu 2019 roku zespół opuścił Argentynę i znalazł stado około 30 orek typu D.
      Naukowcy spędzili ze zwierzętami około 3 godzin. W tym czasie rejestrowali wydawane przez nie dźwięki i wykonali trzy biopsje, by stwierdzić, w jaki sposób typ D spokrewniony jest z typami A, B i C.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zanieczyszczenie, zapory na rzekach i hałas powodowany przez statki to znane od lat przyczyny spadku populacji orek SRKW z północno-zachodniego Pacyfiku. Teraz czworo naukowców twierdzi,  że winna jest też... gorbusza, ryba z rodziny łososiowatych.
      Uczeni, którzy przeanalizowali dane zebrane przez Center for Whale Research (CWR), zauważyli zaskakujący trend. Okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch dekad znacznie więcej orek padało w latach parzystych niż w nieparzystych. Ich zdaniem winnym takiego stanu rzeczy jest gorbusza, która co dwa lata w olbrzymiej liczbie przybywa do Salish Sea, znajdującego się u zachodnich wybrzeży USA i Kanady. Uczeni nie wiedzą jeszcze, w jaki sposób gorbusza może negatywnie wpływać na orki, ale sądzą, iż jest jej tak dużo, że orki mają problemy z upolowaniem swojej ulubionej ofiary, czawyczy. Mimo tego braku wiedzy, wobec dramatycznej sytuacji, w jakiej znajdują się orki, zdecydowali się na publikację artykułu.
      Wiedzieliśmy, że niektóre lata są dla orek dobre, a inne złe. Jednak nie zauważyliśmy, że jest tak co drugi rok, przyznaje Ken Balcomb, dyrektor CWR i jeden z najlepszych ekspertów od populacji orek zwanej SRKW (southern resident killer whales). To właśnie z tej populacji pochodzi Tahlequah, która przez 17 dni nie chciała opuścić swojego padłego cielęcia.
      Analiza danych wykazała, że w latach 1998–2017, kiedy to populacja SRKW spadła z 92 do 76 osobników, w latach parzystych padło 61 noworodków i dorosłych orek, a w latach nieparzystych odnotowano tylko 17 zgonów. Ponadto w latach nieparzystych urodziły się 32 młode, a w latach nieparzystych – 16. Co interesujące, wzorzec taki nie występował w latach 1976–1997, kiedy to populacja SRKW, po objęciu jej ochroną, rosła. Ostatnio informowaliśmy o udanym porodzie wśród SRKW.
      Uczeni, szukając przyczyny takiego stanu rzeczy, stwierdzili, że winnymi mogą być gorbusze. W 1998 roku nałożono ograniczenia na połowy tych ryb, gdyż zostały one zdziesiątkowane przez nadmierne połowy, zanieczyszczenie i utratę habitatów. Jednocześnie w tym samym mniej więcej czasie doszło do zmiany warunków w oceanie, przede wszystkim do pojawienia się większej ilości zooplanktonu, co dodatkowo wspomogło gorbusze. Połączenie ograniczenia połowów i korzystnych zmian spowodowały, że populacja gorbuszy znacząco wzrosła. Gdy gorbusze wracają do Salish Sea jest ich około 50-krotnie więcej niż większej czawyczy, ulubionego pokarmu orek. Niemal wszystkie gorbusze powracają w latach nieparzystych do swoich rodzimych strumieni, kończąc swój dwuletni cykl życiowy. Inne łososiowate pozostają w oceanie dłużej.
      Tymczasem zmniejszanie się populacji czawyczy to jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla SRKW. Wielu naukowców zwraca uwagę, że sytuacja się nie zmieni dopóty, dopóki nie zostaną zburzone cztery tamy na Lower Snake River.
      Naukowcy sądzą, że olbrzymia liczba gorbuszy, które wpływają do Salish Sea znacząco utrudnia orkom namierzenie czawyczy, których, jak wspomnieliśmy, jest 50-krotnie mniej. Tymczasem orki niemal nigdy nie jedzą gorbuszy. Jako że orki są bardzo dużymi zwierzętami to, jak sądzą naukowcy, negatywny wpływ gorbuszy nie dotyka ich natychmiast, uwidacznia się dopiero w kolejnym roku i wpływa zarówno na liczbę zgonów jak i narodzin. Innym wyjaśnieniem kłopotów orek może być konkurencja o pożywienie, jaką dla czawyczy stanowią gorbusze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Chinach oficjalnie stwierdzono, że pstrąg tęczowy może funkcjonować w handlu jako łosoś.
      Stało się tak po majowych doniesieniach Centralnej Telewizji Chińskiej (CCTV), że przez lata pstrągi były oznaczane i sprzedawane jako łososie. Wg nadawcy, aż 1/3 ryb sprzedawanych w Chinach jako łososie to de facto pstrągi z prowincji Qinghai. Zamiast zakazać tej praktyki, CAPPMA (China Aquatic Products Processing and Marketing Alliance), organizacja non-profit działająca pod egidą Ministerstwa Rolnictwa, orzekła jednak, że by ujednolicić przemysł, nazwę "łosoś" uznaje się za termin ogólny, obowiązujący w odniesieniu do wszystkich ryb z rodziny łososiowatych (Salmonidae).
      Zewnętrznie pstrąg tęczowy i łosoś nie są do siebie podobne, ale ich czerwonawe mięso trudno już odróżnić. Wiadomość podana przez CCTV rozjuszyła konsumentów, którzy zaczęli podnosić, że pstrąg uchodzi za rybę bardziej podatną na zakażenie pasożytami. Jedzenie jego surowego mięsa zwiększa więc ryzyko parazytozy.
      Krótko po doniesieniach medialnych w Sieci pojawiły się wpisy, że pstrągi z prowincji Qinghai są nie tylko zapasożycone, ale i często malowane, by bardziej przypominały łososie. Twierdzenia te zostały odrzucone przez China Fisheries Association (CFA), które oświadczyło, że krajowe pstrągi są higienicznie karmione i hodowane w warunkach kwarantannowych.
      CAPPMA uprasza firmy związane z rybołówstwem/przetwórstwem i restauracje, żeby oznaczały produkty, tak by konsumenci wiedzieli, skąd pochodzi ryba i jaki gatunek reprezentuje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kiedyś biolodzy sądzili, że podczas polowania na ssaki orki unikają wykrycia, ponieważ zaczynają się komunikować za pomocą niesłyszalnych dla ewentualnych ofiar dźwięków o bardzo wysokiej częstotliwości. Okazuje się jednak, że drapieżniki nie wydają wtedy żadnych dźwięków, a mimo to są jakoś w stanie skoordynować grupowe działania.
      By stwierdzić, jak orki to robią, Volker Deecke z Uniwersytetu św. Andrzeja oraz Rüdiger Riesch z Uniwersytetu Stanowego Północnej Karoliny posłużyli się hydrofonami. Były one na tyle czułe, że zespół słyszał chrupanie, gdy myśliwi wgryzali się w zdobyte łupy.
      Naukowcy skoncentrowali się na ekotypie orek wędrownych z Oceanu Spokojnego u wybrzeży Kanady i Alaski. Orki wędrowne (koczownicze) tworzą mniejsze, liczące od 3 do 7 osobników, stada od orek osiadłych, które żyją bliżej brzegów w grupach składających się z 10-25 osobników. Populacje przybrzeżne żywią się głównie rybami oraz w mniejszym stopniu głowonogami, a populacje wędrowne fokami, morświnami czy mniejszymi delfinowatymi. Niektórzy specjaliści sądzą, że mamy do czynienia z dwoma różnymi podgatunkami. Najbardziej uderzającą różnicę stanowi dieta. W ciągu 40 lat badań nad tymi zwierzętami nigdy nie widziano orki osiadłej jedzącej ssaka ani orki wędrownej jedzącej ryby – podkreśla dr Deecke.
      Orki osiadłe polują na ryby, wykorzystując echolokację. Walenie kląskają, a generowana przez nie fala dźwiękowa odbija się od ofiary. Jednak wszystkie ssaki morskie doskonale słyszą pod wodą. Gdyby waleń pływał w pobliżu, kląskając jak szalony, wszystkie foki i morświny pomyślałyby zapewne – o, zbliża się drapieżnik, trzeba uciekać.
      Co zatem robią orki wędrowne, by jakoś zdobyć pokarm? Przechodzą w "tryb cichy". Wszystko wskazuje na to, że nie muszą się w ogóle porozumiewać, aby skutecznie zapolować. Chcąc pokryć większy obszar, rozpływają się od czasu do czasu, oddalając się na kilkaset metrów, a nawet kilka kilometrów, a następnie ponownie się do siebie zbliżają. Gdy tylko coś schwytają, zaczynają się ponownie odzywać. Dr Deecke nie sądzi, by orki mogły się widzieć z większych odległości. Przez obecność rozdrobnionego lodu w okolicach Alaski woda ma bowiem konsystencję i barwę mleka. Szkocki biolog przypuszcza, że walenie nieustannie ćwiczą przebieg polowania, dlatego znają swoje pozycje. Naukowcy chcą dokładniej poznać działania orek, nagrywając wydawane przez nie dźwięki i śledząc ich ruchy za pomocą GPS-a.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania genetyczne ujawniły, że choć wszystkie orki (Orcinus orca) wyglądają dość podobnie, w rzeczywistości mamy do czynienia z co najmniej 3 odrębnymi gatunkami.
      Próbki tkanek pobrano od 139 osobników z północnego Pacyfiku, północnego Atlantyku i Antarktyki. Naukowcy od jakiegoś czasu podejrzewali, że istnieje kilka gatunków, ponieważ zauważali różnice w umaszczeniu ciała oraz zwyczajach żywieniowych.
      Orki jako grupa nie są uznawane za zwierzęta zagrożone, ale poszczególne populacje już tak. Jako że udało się wyodrębnić różne gatunki, niewykluczone, że dojdzie do zmiany statusu ochronnego przynajmniej niektórych z nich.
      Jak wyjaśnia Phillip Morin z Southwest Fisheries Science Center amerykańskiej Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej, jeden z gatunków żywi się w Antarktyce fokami, podczas gdy inny gustuje w rybach. Zespół sekwencjonował mitochondrialne DNA (mtDNA), zwykle przekazywane potomstwu wyłącznie przez matkę.
      Genetyczne cechy mitochondriów u waleni [..] zmieniały się w czasie jedynie nieznacznie, co utrudnia wykrycie jakiegokolwiek zróżnicowania u ostatnio wyewoluowanych gatunków bez przyglądania się całemu genomowi. Jednak dzięki zastosowaniu do badania mtDNA stosunkowo nowej metody, zwanej sekwencjonowaniem wysoce równoległym, byliśmy w stanie wychwycić różnice między tymi gatunkami. Amerykanie ustalili, że w Antarktyce istnieją dwa gatunki, a na obszarze północnego Oceanu Spokojnego występuje trzeci. Niewykluczone, że mamy do czynienia z jeszcze większą liczbą gatunków i podgatunków, ale trzeba to jeszcze będzie potwierdzić.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...