Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pobliżu katedry św. Bawona w Gandawie odkryto ściany z... ludzkich kości. To unikatowe znalezisko na terenie Belgii, mówią archeolodzy z Ruben Willaert bvba w Brugii. Ściany wykonano głównie z kości udowych i piszczelowych osób dorosłych. Przestrzeń pomiędzy warstwami ścian wypełniono czaszkami, z których wiele było połamanych. Powyżej niskich ścian znaleziono całe szkielety.
      Specjaliści przyznają, że w Belgii nigdy wcześniej nie znaleziono nic podobnego. Takie znaleziska znane są z innych miejsc, np. z katakumb pod Paryżem. Jednak znalezisko z Gandawy nie stanie się atrakcją turystyczną. Kości zostaną usunięte. Znaleziono je w ramach budowy nowego centrum dla zwiedzających. Główna atrakcją katedry św. Bawona jest Ołtarz Gandawski zwany też Adoracją Mistycznego Baranka autorstwa braci van Eycków.
      Kości najprawdopodobniej pochodzą z 2. połowy XV wieku. Natomiast same ściany powstały prawdopodobnie w XVII i XVIII wieku, jednak archeolodzy nie są tego pewni i zastrzegają, że czeka ich sporo pracy, zanim upewnią się co do datowania.
      Jednak podstawowe pytanie brzmi, po co w ogóle zbudowano ściany z kości. Uczeni przypuszczają, że kości wydobyto, by na cmentarzu zrobić miejsce dla nowych pochówków. Stąd też kompletne szkielety nad wspomnianymi ścianami.
      Podczas robienia miejsca na kościelnym cmentarzu nie można było po prostu wyrzucić starych kości. Ludzie wierzyli w zmartwychwstanie, a by ono miało miejsce, potrzebne były kości. Dlatego też czasami w obrębie cmentarzy wznoszono budowle i tworzono ossuaria.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Atenach, na dnie studni sprzed 2500 lat znaleziono 30 ołowianych tabliczek z klątwami. Tabliczki, odkryte w Kerameikos, głównym cmentarzu starożytnych Aten, przywoływały bóstwa świata podziemnego, by wyrządziły krzywdę innym ludziom. Tego typu klątwy zwykle spisywano na niewielkich ołowianych obiektach.
      Znamy dziesiątki podobnych tabliczek pochodzących z okresu klasycznego. Jednak dotychczas znajdowano je w grobach osób, które przedwcześnie zmarły. Tylko jedna znaleziona wcześniej tabliczka została wrzucona do studni. Istniała jednak ważna przyczyna, dla której zwyczaj uległ zmianie i tabliczki zamiast do grobów trafiły do studni.
      Studnia znajduje się na terenie publicznych łaźni, które były używane od V do I wieku przed Chrystusem. O jej istnieniu wspomina zarówno Arystofanes, jak i mówca Izajos z Chalkis. Dotychczas obszar ten nie był dobrze zbadany. Jedyne wykopaliska prowadzili tam niemieccy archeolodzy przed II wojną światową.
      Dopiero teraz zajęli się nim specjaliści i odkryli studnię, wewnątrz której znaleźli skyfosy (naczynia do picia), kratery (naczynia do mieszania wina z wodą), lampy, naczynia do pobierania wody, część mechanizmu studni i liczne brązowe monety. Jednak najciekawszym znaleziskiem są właśnie ołowiane tabliczki z przekleństwami.
      Jak wiemy od Cycerona Demetriusz z Faleronu, który rządził Atenami w latach 317–307 p.n.e. wprowadził nowe przepisy dotyczące organizacji pogrzebów. Zakazano wówczas czarnej magii i nie wolno było już umieszczać w grobach tabliczek z klątwami.
      Jak więc wyjaśnia doktor Jutta Stroszeck, która kieruje wykopaliskami w Kerameikos, mieszkańcy Aten musieli znaleźć inny sposób kontaktu ze światem podziemnym. Wygląda więc na to, że wrzucali tabliczki do studni. Wierzyli że woda w rzekach i studniach ma bezpośredni kontakt z podziemiami. A naczynia znalezione w studni to dary dla nimf opiekujących się źródłami wody.
      Wydaje się, że istniały cztery główne przyczyny, dla których Ateńczycy kogoś przeklinali. Chcieli w ten sposób wygrać proces sądowy (wówczas klątwa dotyczyła języka i dłoni przeciwnika), z powodów biznesowych (przeklinano kowali, bankierów czy prostytutki), by wygrać zawody sportowe oraz z przyczyn związanych z miłością i nienawiścią.
      Do sporządzania klątwy wynajmowano specjalizujących się w tym profesjonalistów, którzy znali odpowiednie formułki i posiadali nadprzyrodzone zdolności. Po spisaniu przekleństwa tabliczka była zwijana, przebijana żelaznym gwoździem i czasem przybijana do trumny osoby, która miała ją zanieść do świata podziemnego.
      Z klątw nie czyniono tajemnicy. Wiemy, że słynny strateg Alcybiades, który miał wielu wrogów, był często przeklinany. Został nawet oficjalnie przeklęty w Atenach. Podobnie przeklęto Kassandrosa, jednego z generałów Aleksandra Wielkiego.
      Klątwy stały się szczególnie popularne w V wieku, kiedy to doszło do znaczącego wydarzenia. Trwał wówczas gorący spór polityczny, w którym stroną był Perykles. Podczas zgromadzenia publicznego przeciwko Peryklesowi wypowiadał się Tukidydes, który wygłaszał wspaniałą pełną pasji mowę. Nagle stracił zdolność mówienia i musiał zejść z podium. Prawdopodobnie doznał udaru, jednak wówczas ludzie uznali, że Tukidydes został skutecznie przeklęty. To może wyjaśniać dlaczego w V wieku p.n.e. ołowiane tabliczki z przekleństwami stały się w Kerameikos wyjątkowo rozpowszechnione.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dobra wiadomość, dla wszystkich, których lękiem napawa wizja borowania podczas wizyty u dentysty. Opracowano antypróchnicową powłokę, która podczas eksperymentów nie tylko zapobiegała powstawaniu nowych ubytków, ale i leczyła te już istniejące.
      Obecnie próchnicę leczy się, usuwając uszkodzone tkanki zęba i zakładając w ich miejsce materiał do odbudowy, np. kompozyt. Jak jednak podkreślają Hai Ming Wong, Quan Li Li i pozostali autorzy artykułu z pisma ACS Applied Materials & Interfaces, procedura ta niesie za sobą ryzyko uszkodzenia zdrowej tkanki i dla niektórych pacjentów jest mocno nieprzyjemna.
      Chińczycy postanowili więc opracować strategię, która działałaby na dwa sposoby. Po pierwsze, miałaby ona zapobiegać kolonizacji powierzchni zębów przez bakterie tworzące płytkę. Po drugie, powinna ona ograniczać demineralizację ("rozpuszczanie" szkliwa)  i w zamian zwiększać remineralizację, czyli naprawę.
      Powłoka przeciwpróchnicowa bazowała na naturalnym peptydzie antydrobnoustrojowym H5. Jest on wytwarzany w ludzkich śliniankach. Może przywierać do szkliwa i niszczyć całą gamę bakterii i grzybów. By sprzyjać remineralizacji, Chińczycy zmodyfikowali H5, dodając na jednym z jego końców resztę fosfoserynową; miało to pomóc w "przyciąganiu" większej liczby kationów wapnia.
      Zmodyfikowany peptyd przetestowano na wycinkach ludzkich zębów trzonowych. Okazało się, że w porównaniu do naturalnego peptydu, nowy H5 silniej przywierał do powierzchni, zabijał więcej bakterii i hamował ich przywieranie. Skuteczniej chronił też przed demineralizacją. Ku zaskoczeniu badaczy, oba peptydy w podobnym stopniu wspomagały remineralizację.
      Chińczycy snują plany, że w przyszłości, by uchronić się przed próchnicą, po szczotkowaniu ludzie będą nakładać na zęby zmodyfikowany peptyd; preparat może mieć postać np. żelu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas prac renowacyjnych prowadzonych w kaplicy cmentarnej św. Atanazego z Athosu, która należy do Klasztoru Pantokratora, jednego z klasztorów z Góry Athos, znaleziono kości należące prawdopodobnie do kobiety. Zaskoczyło to naukowców pracujących przy projekcie, gdyż od XI w. kobiety nie mogą przebywać na półwyspie.
      O odkryciu poinformował mieszkający w Salonikach architekt konserwator Phaidon Hadjiantoniou, który od lat angażuje się w prace na Górze Athos. W zeszły weekend (7-8 grudnia) wziął on udział w 4. Warsztatach Naukowych w Centrum Góry Athos, gdzie zaprezentował odczyt na temat trwających prac remontowych. Jak podkreślił na swoim profilu na Facebooku, największe zainteresowanie wzbudziła informacja o znalezieniu ludzkich kości, wśród których parę próbek może należeć do kobiety (lub kobiet).
      Kaplica św. Atanazego jest zlokalizowana poza klasztorem, na skale nad morzem. Podczas prac renowacyjnych pod kamienną podłogą narteksu znaleziono dość znaczną liczbę ludzkich kości; należały one do co najmniej 7 osób.
      Jesienią kości i próbki organiczne zostały przekazane do Laboratorium Archeometrii NCSR "Demokritos" (Γιάννης Μανιάτης, Yannis Maniatis).
      Antropologicznym badaniem kości zajęła się Laura Wynn-Antikas. Kości nie kłamią. Powiedzą ci, jak dana osoba żyła, a być może również, jak zmarła. Gdy poproszono ją o zbadanie kości z Góry Athos, nawet ona była jednak zaskoczona. Okazało się bowiem, że niektóre z nich nie wyglądały na męskie.
      [...] Morfologia kości przedramienia oraz kości piszczelowej i krzyżowej była tak różna. O ile pozostałe kości były pokaźniejsze i wchodziły w skład szkieletu mężczyzn, o tyle wymiary tych wpadały w zakres kobiecych parametrów.
      Wynn-Antikas wyjaśnia, że to pochówek wtórny (kości przeniesiono). Zaintrygowani mnisi z Klasztoru Pantokratora poprosili o datowanie radiowęglowe. Jeśli mówimy o kobiecie albo nawet o kobietach, rodzi to wiele pytań, w tym o tożsamość właścicielki/właścicielek.
      Od 1060 r. na terenie półwyspu nie mogą przebywać kobiety (hoduje się tu nawet zwierzęta wyłącznie płci męskiej). Obecnie łodzie i statki z kobietami na pokładzie nie mogą podpływać do brzegu na odległość mniejszą niż 500 m. Zakaz ten nosi nazwę avaton. Mimo że UE uznała go za nielegalny, mnisi niczego nie zmienili.
      Jeśli wśród szczątków znajdzie się kobieta, będzie to pierwszy znany przypadek kobiety, której miejscem wiecznego spoczynku stała się Góra Athos. W czasie najazdów, np. pirackich, mnisi otwierali swoje podwoje przed kobietami, ale to bardzo rzadkie przypadki. Słynna opowieść głosi, że serbski król [Stefan Urosz IV Duszan] przyjechał na Athos z żoną [Jeleną], ale choć mnisi zgodzili się na czasowe uchylenie zakazu wstępu kobiet na górę, królowa była noszona i nigdy nie stanęła na tutejszej ziemi. We wszystkich pomieszczeniach rozłożono dywany, by upewnić się, że także tu nigdy nie dotknie gruntu - opowiada Hadjiantoniou.
      Podczas wieloletnich prac Hadjiantoniou nigdy nie natknął się na nic podobnego, można się więc domyślić, że w jego głowie od razu zapaliła się czerwona lampka. Pierwszy raz natknąłem się na kości umieszczone pod podłogą kaplicy. To bardzo ciekawe, skontaktowałem się więc ze specjalistami, między innymi z Laurą. Jedno jest pewne, ci ludzie nie trafiliby tutaj, gdyby nie byli ważni dla klasztoru.
      Wynn-Antikas dodaje, że choć nie odkryto czaszek, pod podłogą znajdowało się 7 żuchw. [...] Ludzie ci byli na tyle ważni, że warto było dla nich rozkopać podłogę ważnego kościoła. To wymagało dużego wysiłku ze strony żywych.
      Nie wiadomo, czemu ich ekshumowano. Wiadomo jednak, że cały proces transferu przeprowadzono z dużą pieczołowitością. Wśród szczątków znajdowały się bowiem mniejsze kości, które z łatwością można zgubić lub przeoczyć.
      Datowanie ujawni kolejny element układanki. Zajmuje się nim wspomniany wcześniej dr Yannis Maniatis. Cały proces potrwa prawdopodobnie 3 miesiące. Jeśli pojawią się przesłanki, przeprowadzone zostanie badanie DNA, które pokaże, czy któreś ze szczątków są naprawdę żeńskie. W tym miejscu warto dodać, że ze wstępnych ustaleń Antikas-Wynn wynika, że 3 z wielu okazów szpiku kostnego mogły należeć do kobiet.
      Jeśli wszystkie wyniki wskażą na XV-XVI w., kobiece kości będzie można powiązać ze Staną, żoną Barbula, który był najbardziej prominentnym darczyńcą klasztoru w tym okresie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Robotnicy pracujący w listopadzie zeszłego roku przy remoncie domu w Aberdeen odkryli w ogródku liczne ludzkie kości. Policja szybko wykluczyła działania przestępcze i poprosiła o rozwiązanie zagadki archeologów z Aberdeenshire Council i Uniwersytetu w Aberdeen. Po zbadaniu materiału i przeanalizowaniu danych z ostatnich 200 lat eksperci doszli do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest student medycyny z XIX w., który próbował nie wejść w konflikt z prawem.
      Odkrycie tych kości ujawnia fragment utraconej historii miasta. To fascynująca opowieść - podkreśla Bruce Mann, archeolog z Aberdeenshire Council.
      Po zgłoszeniu odkrycia Alison Cameron spędziła kilka dni na wykopaliskach ogródka i zbieraniu kości. Po oczyszczeniu trafiły one do dr Rebeki Crozier z Uniwersytetu w Aberdeen. Ze 115 fragmentów kości dr Crozier złożyła 84 fragmenty.
      Kości należały do 5-7 osób, z których 2 miały tylko ok. 2-7 lat. Datowanie radiowęglowe pokazało, że z prawdopodobieństwem wynoszącym 95,4% są to kości ludzi żyjących między 1650 a 1750 r.
      Dr Crozier stwierdziła, że po śmierci kości 2 osób były wykorzystywane jako pomoce naukowe. Na czaszkach jednego dorosłego i jednego dziecka przeprowadzano ćwiczenia medyczne.

      W czaszce dziecka wywiercono otwór. Potrafiłam go nawet powiązać z konkretnym narzędziem. To nie była procedura, którą można by przeprowadzić za czyjegoś życia. U jednego z dorosłych występowały podobne ślady wiercenia w czaszce.
      Z danych z ksiąg adresowych wynikało, że ok. 1832 r. w domu przez Canal Street mieszkali lekarz stażysta Alexander Creyk i jego współlokatorzy, studenci medycyny. Warto przypomnieć, że w tym samym roku w Wielkiej Brytanii weszła w życie ustawa Anatomy Act, która umożliwiała lekarzom i studentom medycyny pozyskiwanie ciał z przytułków czy więzień do celów badawczych i medycznych. W teorii miała ona dotyczyć tylko i wyłącznie zmarłych bezimiennie, po których nie zgłosiła się rodzina. Praktyka wyglądała jednak czasem nieco inaczej...
      Mann i inni uważają, że winnym jest najprawdopodobniej Creyk, którego ojciec był chirurgiem z Elgin. W owym czasie niektórzy studenci mogli się obawiać, że zostaną złapani z ludzkimi szczątkami i wpadną przez to w tarapaty, możliwe więc, że Creyk zakopał kości w obrębie posesji. Przeleżały tam nieodkryte aż do listopada zeszłego roku.
      Archeolog dodaje, że w ogródku natrafiono także m.in. na porcelanę z początków XIX w.
      Po zakończeniu badań zostanie zorganizowany pochówek. Jak wyjaśnia Mann, w takich przypadkach wybiera się zazwyczaj cmentarz w pobliżu miejsca znalezienia. Średnio mamy 5 takich spraw rocznie.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...