Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Zbadano mikrobiom Zamku Królewskiego na Wawelu

Recommended Posts

Specjaliści kompleksowo zbadali mikrobiom Zamku Królewskiego na Wawelu. Zidentyfikowane w powietrzu i na prezentowanych obiektach drobnoustroje pochodzą z różnych szerokości geograficznych, ale nie zagrażają zbiorom, a na Zamku jest tak czysto, że naukowcy mieli kłopoty z pobraniem próbek kurzu.

Mikrobiom to ogół mikroorganizmów występujących w danym siedlisku. Zamek Królewski na Wawelu jest jedną z pierwszych instytucji muzealnych w Polsce, w której przeprowadzono tak kompleksowe badania.

Naukowcy analizowali skład chemiczny i stężenie pyłów zawieszonych w powietrzu na zewnątrz i w zamkowych komnatach, zidentyfikowali bakterie i grzyby występujące w powietrzu i na zabytkowych obiektach oraz przeprowadzili przegląd entomologiczny.
Szczegółowym analizom mikroskopowym poddane zostały tkaniny z kolekcji arrasów króla Zygmunta Augusta, wybrane, renesansowe obrazy z daru Lanckorońskich, a pod kątem występowania bakterii i grzybów przebadano najstarszą budowlę na Wzgórzu Wawelskim – rotundę śś. Feliksa i Adaukta.

Badaliśmy powietrze i sprawdzaliśmy, czy powierzchnie obiektów, które są przechowywane na Wawelu są czyste mikrobiologicznie, czy nie ma na nich szkodliwych bakterii i grzybów – mówił dziennikarzom kierujący tymi pracami Łukasz Rodek z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodał, że dzięki badaniom metagenomowym z pobranych próbek wyodrębniono wszystkie występujące w nich mikroorganizmy. Ale naukowcy musieli się niemało natrudzić, żeby uzyskać próbki kurzu. Robimy dużo badań w różnych muzeach, ale na Wawelu mieliśmy ogromne problemy, żeby gdziekolwiek znaleźć kurz. Tutaj jest ogromna dbałość o to, a obiekty są bezpieczne - podkreślił Rodek.

Badania miały na celu opracowanie strategii ochrony zbiorów przed ich niszczeniem przez drobnoustroje i inne organizmy żywe. W salach zwiedzanych jako pierwsze po wejściu na Zamek Królewski i w salach, gdzie turystów jest najwięcej specjaliści stwierdzili największe stężenie bakterii. Zasugerowaliśmy zastosowanie oczyszczaczy powietrza i z naszych badań wynika, że ta metoda jest skuteczna – mówił Rodek. Skuteczne jest także przeprowadzane cyklicznie przez konserwatorów "odkurzanie" arrasów.

Naukowcy zidentyfikowali na Wawelu drobnoustroje występujące pod różnymi szerokościami i długościami geograficznymi, m.in. charakterystyczne dla Azji, ale jak podkreślają w żadnym stopniu nie są one niebezpieczne dla ludzi i obiektów.

Mikroorganizmy nie są zagrożeniem, jeżeli trzymamy je na wodzy. A jest to możliwe, jeśli zapewnimy odpowiednią wilgotności i temperaturę w pomieszczeniach – mówił Rodek. Przyjmuje się, że temperatura powinna oscylować w okolicy 20 stop. C., a wilgotność nie przekraczać 60 proc. W celu utrzymania takich warunków używane są urządzanie nawilżające powietrze. Braliśmy próbki także z tych mechanizmów i praktycznie nic nie znaleźliśmy. Te urządzenia na Wawelu działają bardzo sprawnie. Z tej perspektywy można powiedzieć, że nasze cenne, narodowe dziedzictwo jest bezpieczne - dodał.

Główna konserwator Zamku Królewskiego na Wawelu Ewa Wiłkojć mówiła, że precyzyjna kontrola temperatury i wilgotności powietrza to podstawa zabezpieczenia zbiorów. Cały czas monitorujemy klimat. W pracowni konserwatorskiej, w komputerach widzimy wykresy z każdej sali i reagujemy na bieżąco, żeby wirusy, bakterie i grzyby się nie rozwijały – powiedziała dziennikarzom Wiłkojć.

Badania mikrobiomu Wawelu były prowadzone we współpracy z naukowcami z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i specjalistami z RDLS Heritage. W ramach projektu "Wawel – dziedzictwo dla przyszłości" zostały one dofinansowane z funduszy europejskich.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od 30 lipca na Zamku Królewskim na Wawelu można oglądać kościół św. Gereona. Po raz pierwszy w historii Zamku Królewskiego na Wawelu udostępniamy przestrzeń rezerwatu archeologicznego, który stanowią pozostałości romańskiego kościoła pod wezwaniem św. Gereona, przekształconego później w kaplicę św. Marii Egipcjanki. To wyjątkowe, dla niektórych magiczne, miejsce, ale cały Wawel jest magiczny – mówił dyrektor Zamku Andrzej Betlej. Po raz pierwszy turyści podejdą też bezpośrednio pod pomnik Tadeusza Kościuszki.
      Trasa plenerowa "Ogrody, Dziedzińce, kościół św. Gereona" zaczyna się na wystawie "Wawel Zaginiony" i prowadzi, kolejno, przez Dziedziniec Batorego, rezerwat archeologiczno-architektoniczny kościoła św. Gereona i kościoła św. Marii Egipcjanki, Dziedziniec Arkadowy, Sień zwaną Tatarską, północne stoki Zamku i Ogrody Królewskie.
      Przejście trasy zajmuje ok. 90 minut. Zwiedzanie z przewodnikiem (tylko w dni bezdeszczowe) w maksymalnie 9-osobowych grupach.
      Kościół św. Gereona to kościół romański, zbudowany w XI w. na Wzgórzu Wawelskim w Krakowie. W XIV w. został on przekształcony w kaplicę św. Marii Egipcjanki. W miejscu kościoła św. Gereona znajduje się obecnie Dziedziniec Batorego. Relikty romańskiej bazyliki transeptowej, jednego z najbogatszych i najciekawszych w swym założeniu zabytków wczesnośredniowiecznej architektury sakralnej na ziemiach polskich, zostały znalezione w latach 1914-1920.
      Jak wyjaśniono na profilu Zamku na Facebooku, kościół św. Gereona to tak naprawdę dwie świątynie. Pierwsza, z 2. poł. XI wieku, zbudowana z wapienia, to kaplica książęca z kryptą, wzorowana na najlepszych realizacjach architektonicznych ówczesnej Europy. Druga, z wieku XIV, zbudowana z cegły, to kaplica św. Marii Egipcjanki.
      Jako pierwszy oba kościoły próbował zrekonstruować prof. Adolf Szyszko-Bohusz. Od 1989 r. w obrębie rezerwatu prowadzone były prace konserwatorskie oraz weryfikacyjne badania archeologiczne. Według najnowszych hipotez, romańska świątynia powstała w drugiej połowie XI wieku i funkcjonowała jako okazała kaplica pałacowa, natomiast fundację gotyckiej kaplicy łączy się z inicjatywą króla Kazimierza Wielkiego.

       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wbrew dotychczasowym badaniom i przekonaniom, pokarmy bogate w przeciwutleniacze – jak czarna herbata, czekolada czy jagody – mogą zwiększać ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów, ostrzegają uczeni z Uniwersytetu Hebrajskiego.
      Naukowców od dawna zastanawiał pewien fenomen. Jak to się mianowicie dzieje, że nowotwór jelita cienkiego jest dość rzadki, natomiast nowotwór jelita grubego, atakujący znacznie mniejszy sąsiedni organ, jest jedną z głównym przyczyn zgonów z powodu raka. Co powoduje, że jelito grube wydaje się „przyciągać” nowotwory?
      Zagadkę tę postanowił rozwiązać profesor Yinon Ben-Neriah z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Prowadzony przez niego zespół odkrył, że promujące nowotwór mutacje wcale nie muszą być czymś szkodliwym same w sobie. Wręcz przeciwnie. Mutacje takie, w środowisku panującym w jelitach, mogą pomagać organizmowi w zwalczaniu nowotworów.
      Jeśli jednak w mikrobiomie powstaje dużo metabolitów, takich jakie te wytwarzane przez niektóre bakterie i przeciwutleniacze jak czarna herbata czy gorąca czekolada, wówczas powstaje środowisko niezwykle przyjazne dla zmutowanych genów, a to z kolei przyspiesza wzrost nowotworu.
      Po tym odkryciu izraelscy naukowcy dokładniej przyjrzeli się mikrobiomowi jelit i być może znaleźli przyczynę, dla której występuje tak wielka różnica w zapadalności na nowotwory jelita cienkiego i jelita grubego. Okazało się, że w jelicie cienkim występuje niewiele bakterii, a w jelicie grubym mikrobiom jest niezwykle bogaty. Naukowcy coraz więcej uwagi przywiązują do roli, jaką mikrobiom jelit odgrywa w naszym zdrowiu. Badają zarówno jego wpływ pozytywny oraz, jak w naszym przypadku, rolę w rozwoju chorób, wyjaśnia Ben-Neriah.
      Uczeni skupili się na roli genu TP53. To gen obecny w każdej komórce. Wytwarza on proteinę p53, której zadaniem jest tłumienie niekorzystnych mutacji w komórce. Jeśli jednak p53 zostaje uszkodzona, to przestaje chronić komórkę. Zaczyna działać w sposób przeciwny, niż powinna. Pomaga w rozwoju i rozprzestrzenianiu się nowotworu.
      Naukowcy, chcąc sprawdzić zachowanie tej proteiny, postanowili przetestować ją w jelitach. Wprowadzili zatem zmutowaną, promującą nowotwór, p53 do jelita cienkiego. Ku ich zdumieniu proteina ta uległa tam zmianie w swoją normalną, tłumiącą nowotwór, wersję. Gdy jednak zmutowana – szkodliwa – proteina została wprowadzona do jelita grubego, nie uległa zmianie i pozostała w formie promującej nowotwór.
      Okazało się, że mikrobiom jelit odnośnie zmutowanej p53 zachowuje się jak doktor Jekyll i mr Hyde. W jelicie cienkim doprowadza do jej zmiany w proteinę chroniącą przed nowotworem, natomiast w jelicie grubym zmutowana p53 wspomaga rozwój nowotworu, mówią naukowcy.
      Izraelczycy jednak na tym nie poprzestali. Chcąc sprawdzić, czy to flora bakteryjna jest głównym czynnikiem decydującym o sposobie działania zmutowanej p53 w jelitach, zastosowali antybiotyki, którymi zabili mikrobiom jelita grubego. Po takim zabiegu zmutowana p53 nie mogła nadal wspierać rozprzestrzeniania się choroby.
      Bliższa analiza flory bakteryjnej jelita grubego wykazała, że to antyoksydanty wspomagają promujące rozwój nowotworu działanie zmutowanej p53. Okazało się bowiem, że u myszy karmionych dietę bogatą w przeciwutleniacze mikrobiom jelit przyspieszał działanie zmutowanej p53.
      To nowe terytorium badawcze. Byliśmy zaskoczeni, do jakiego stopnia mikrobiom wpływa na mutacje pronowotworowe. W niektórych przypadkach całkowicie zmienia ich naturę, mówi Ben-Neriach.
      Nie można wykluczyć, że osoby, w których rodzinie występował rak jelita grubego, powinny badać mikrobiom swoich jelit i dobrze zastanowić się nad swoją dietą.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowy zespół naukowy stworzył wielką bazę danych wszystkich znanych genomów bakteryjnych obecnych w mikrobiomie ludzkich jelit. Baza umożliwia specjalistom badanie związków pomiędzy genami bakterii a proteinami i śledzenie ich wpływu na ludzkie zdrowie.
      Bakterie pokrywają nas z zewnątrz i od wewnątrz. Wytwarzają one proteiny, które wpływają na nasz układ trawienny, nasze zdrowie czy podatność na choroby. Bakterie są tak bardzo rozpowszechnione, że prawdopodobnie mamy na sobie więcej komórek bakterii niż komórek własnego ciała. Zrozumienie wpływu bakterii na organizm człowieka wymaga ich wyizolowania i wyhodowania w laboratorium, a następnie zsekwencjonowania ich DNA. Jednak wiele gatunków bakterii żyje w warunkach, których nie potrafimy odtworzyć w laboratoriach.
      Naukowcy, chcąc zdobyć informacje na temat tych gatunków, posługują się metagenomiką. Pobierają próbkę interesującego ich środowiska, w tym przypadku ludzkiego układu pokarmowego, i sekwencjonują DNA z całej próbki. Następnie za pomocą metod obliczeniowych rekonstruują indywidualne genomy tysięcy gatunków w niej obecnych.
      W ubiegłym roku trzy niezależne zespoły naukowe, w tym nasz, zrekonstruowały tysiące genomów z mikrobiomu jelit. Pojawiło się pytanie, czy zespoły te uzyskały porównywalne wyniki i czy można z nich stworzyć spójną bazę danych, mówi Rob Finn z EMBL's European Bioinformatics Institute.
      Naukowcy porównali więc uzyskane wyniki i stworzyli dwie bazy danych: Unified Human Gastrointestinal Genome i Unified Gastrointestinal Protein. Znajduje się w nich 200 000 genomów i 170 milionów sekwencji protein od ponad 4600 gatunków bakterii znalezionych w ludzkim przewodzie pokarmowym.
      Okazuje się, że mikrobiom jelit jest nie zwykle bogaty i bardzo zróżnicowany. Aż 70% wspomnianych gatunków bakterii nigdy nie zostało wyhodowanych w laboratorium, a ich rola w ludzkim organizmie nie jest znana. Najwięcej znalezionych gatunków należy do rzędu Comentemales, który po raz pierwszy został opisany w 2019 roku.
      Tak olbrzymie zróżnicowanie Comentemales było wielkim zaskoczeniem. To pokazuje, jak mało wiemy o mikrobiomie jelitowym. Mamy nadzieję, że nasze dane pozwolą w nadchodzących latach na uzupełnienie luk w wiedzy, mówi Alexancre Almeida z EMBL-EBI.
      Obie imponujące bazy danych są bezpłatnie dostępne. Ich twórcy uważają, że znacznie się one rozrosną, gdy kolejne dane będą napływały z zespołów naukowych na całym świecie. Prawdopodobnie odkryjemy znacznie więcej nieznanych gatunków bakterii, gdy pojawią się dane ze słabo reprezentowanych obszarów, takich jak Ameryka Południowa, Azja czy Afryka. Wciąż niewiele wiemy o zróżnicowaniu bakterii pomiędzy różnymi ludzkimi populacjami, mówi Almeida.
      Niewykluczone, że w przyszłości katalogi będą zawierały nie tylko informacje o bakteriach żyjących w naszych jelitach, ale również na skórze czy w ustach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bifidobacteria - bakterie mikrobiomu - akumulują się w guzach nowotworowych i zwiększają skuteczność immunoterapii u myszy. Wyniki, które opisano na łamach Journal of Experimental Medicine (JEM), sugerują, że w przyszłości leczenie chorych onkologicznie tymi bakteriami może zwiększyć ich reakcję na terapię przeciwciałami anty-CD47.
      Obecność CD47 na komórkach nowotworowych hamuje ich fagocytozę. Hamowanie tego białka mogłoby pozwolić układowi odpornościowemu pacjenta zaatakować i zniszczyć guz. Obecnie przeciwciała anty-CD47 są testowane w ramach licznych testów klinicznych. Badania na myszach laboratoryjnych dawały jednak mieszane rezultaty: niektóre gryzonie reagowały na terapię, inne nie.
      By ustalić, czy skuteczność terapii zależy od mikrobiomu jelitowego myszy, naukowcy UT Southwestern i Uniwersytetu w Chicago posłużyli się myszami typu dzikiego z 2 instytucji: Jackson Laboratory (Jax) i Taconic Biosciences (Tac); wcześniej zauważono, że mają one unikatową mikroflorę jelitową, która przyczynia się do unikatowych sygnatur immunologicznych.
      Amerykanie zaobserwowali, że myszy Jax z guzem reagowały na blokadę CD47, a myszy Tac nie. Chcąc ustalić, czy reakcja na immunoterapię anty-CD47 zależy do mikroflory jelitowej, naukowcy kohodowali wszystkie zwierzęta przez 3 tygodnie. Okazało się, że później obie grupy podobnie odpowiadały na blokadę CD47. To pokazuje, że transfer bakterii komensalnych od myszy reagujących (Jax) - oralnie albo przez kontakt fizyczny - pozwala uzyskać reakcje przeciw guzowi u gryzoni wcześniej niereagujących.
      W kolejnym etapie eksperymentu przed zaszczepieniem guza myszom Jax i Tac podano koktajl z antybiotyków. Stwierdzono, że myszy Jax nie reagowały na terapię anty-CD47.
      By w jeszcze inny sposób potwierdzić znaczenie mikrobiomu, Amerykanie wykorzystali myszy nieposiadające flory bakteryjnej, tzw. myszy akseniczne (ang. germ free mice, GF). One także nie reagowały na terapię przeciwciałami anty-CD47.
      Podanie antybiotyków wpływało na społeczności bakteryjne z różnych części organizmu. Antynowotworowa skuteczność immunoterapii anty-CD47 bazuje zaś na niemal całkowitej blokadzie CD47 w mikrośrodowisku guza (chodzi o wyłączenie oddziaływań systemowych i ograniczenie ich do mikrośrodowiska guza). By określić lokalizację antynowotworowych oddziaływań bakterii wchodzących w interakcję z blokadą CD47, zespół podawał więc niewielkie dawki antybiotyków bezpośrednio do tkanki guza. Doguzowe iniekcje zmniejszały skuteczność terapii anty-CD47 u reagujących wcześniej myszy.
      Bifidobacteria migrują do guzów i aktywują szlak zależny od STING (STING, od ang. stimulator of interferon genes, to białko stymulujące geny interferonu). Skutkuje to produkcją cząsteczek sygnałowych i aktywacją komórek odpornościowych. W połączeniu z terapią anty-CD47 te aktywowane komórki mogą atakować i niszczyć otaczający guz.
      Ekipa podkreśla, że gdy u myszy niereagujących zastosowano suplementację bifidobakteriami, leczenie anty-CD47 stało się skuteczne. Warto przypomnieć, że wcześniejsze badania zademonstrowały, że Bifidobacteria wpływają korzystnie na chorych z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego.
      Nasze studium pokazuje, że kolonizując guz, specyficzni reprezentanci mikrobiomu jelitowego zwiększają przeciwnowotworową skuteczność terapii anty-CD47. Podanie specyficznych gatunków bakterii albo ich opracowanych w laboratorium wersji może być nową strategią modulowania różnych [form] immunoterapii - podkreśla Yang-Xin Fu.
      Nasze wyniki otwierają nową ścieżkę badań nad wpływem bakterii z guzów. Mogą pomóc w wyjaśnieniu, czemu niektórzy pacjenci nie reagują na immunoterapię - podsumowuje Ralph R. Weichselbaum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeszcze tylko przez kilka dni osoby zwiedzające Kaplicę Sykstyńską będą mogły podziwiać widok, jakiego nie widziano tam od ponad 400 lat. Powieszono tam bowiem wszystkie słynne arrasy Rafaela, które zostały stworzone właśnie dla Kaplicy.
      Wyjątkową wystawę zorganizowano z okazji 500. rocznicy śmierci Rafaela. Zamówiono je, by wisiały w tym miejscu i uznaliśmy, że to najlepszy sposób na upamiętnienie tej rocznicy, mówi Barbara Jatta, dyrektor Muzeów Watykańskich.
      Zwykle arrasy Rafaela można oglądać w Pinakotece Watykańskiej. Są one tam dostępne rotacyjnie, zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i dlatego, że dzieła są okresowo konserwowane czy wypożyczane do innych muzeów.
      Pochodzący z rodu Medyceuszów papież Leon X (1513–1521) chciał dodać do Kaplicy Sykstyńskiej coś od siebie. Dwaj jego poprzednicy, Sykstus IV i Juliusz II, obaj z rodu della Rovere, zlecili ozdobienie ścian i sufitu Kaplicy Sykstyńskiej największym artystom swoich czasów. Za pontyfikatu Sykstusa IV górna część ścian została ozdobiona freskami przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa i Mojżesza. Powyżej znajdowały się portrety papieży. Nad freskami pracowali m.in. Perugino, Botticelli czy Ghirlandaio. Pod scenami z życia Chrystusa i Mojżesza namalowano kotary ozdobione herbami della Rovere. Z kolei za pontyfikatu Juliusza II powstały wspaniałe freski wykonane na suficie przez Michała Anioła w latach 1508–1512.
      Leon X chciał zostawić swój ślad w Kaplicy i w 1515 zamówił u Rafaela wykonanie projektów 10 arrasów, które miały zawisnąć w dolnej części ścian. Miały one przedstawiać sceny z życia świętych Piotra i Pawła.
      Artysta rozpoczął pracę nad projektem latem 1515 roku, a wszystkie szkice były gotowe z końcem 1516 roku. Gotowe obrazy stopniowo trafiły do słynnego warsztatu flamandzkiego mistrza Pietera van Aelsta III, gdzie tkacze zajęli się produkcją arrasów. To ten sam warsztat, w którym powstało część arrasów z Wawelu. Prace nad pierwszymi arrasami musiały rozpocząć się na początku 1516 roku.
      Wiemy, że 26 grudnia 1519 roku w Kaplicy Sykstyńskiej zawisło 7 arrasów. Brakowało wówczas jeszcze „Ukamieniowania świętego Stefana”, „Świętego Pawła w więzieniu” i „Pawła nauczającego w Atenach”. Najprawdopodobniej Rafael odwiedził wówczas Kaplicę Sykstyńską i oglądał arrasy. Nie miał jednak okazji obejrzeć ich wszystkich. Zmarł 5 miesięcy później, w wieku 37 lat. Jednak gdy w 1521 roku, po śmierci Leona X przeprowadzono spis inwentarzowy, wymieniono w nim wszystkie 10 arrasów.
      Wiemy, że wszystkie arrasy zawisły w Kaplicy Sykstyńskiej na krótko przed śmiercią papieża. Niedługo potem arrasy zastawiono, by opłacić pogrzeb Leona X. Wróciły do Watykanu rok później, na koronację papieża Adriana VI. Kilka lat później, w czasie słynnego Sacco di Roma, Złupienia Rzymu, z 1527 roku arrasy zostały skradzione. Wracały stopniowo do papieskiej kolekcji w latach 1544–1554. Ostatni raz wszystkie razem zawisły w Kaplicy Sykstyńskiej pod koniec XVI wieku.
      Ponowine zostały ukradzione w 1798 roku, gdy Rzym został zdobyty przez Francuzów. Kupił je tanio pewien handlarz, a Watykan odkupił je w 1808 roku.
      Nie wiemy na pewno ile kosztowało wykonanie arrasów. Dwa źródła mówią o 2000 dukatów za każdy z nich, jednak niewykluczone, że powtarzają one plotki krążące w tym czasie wśród ludu. Inne ze źródeł wspomina, że za projekt każdego z arrasów Rafael otrzymał 100 dukatów, a wykonanie kosztowało 1500 dukatów. W sumie dawałoby to 16 000 dukatów za projekt z wykonaniem. To olbrzymia kwota, 5-krotnie większa niż Michał Anioł otrzymał za freski w Kaplicy Sykstyńskiej. Tkaniny mogły być jednak tak drogie, gdyż do ich wykonania użyto dużo srebrnych i złotych nici.
      Nie wiemy dokładnie, co działo się z rysunkami Rafaela, na podstawie których wykonano niezwykłe arrasy. Prawdopodobnie zostały one w rękach Pietera van Aelsta i prawdopodobnie, jak to było wówczas w zwyczaju, umowa przewidywała, że nie zostaną ponownie użyte za życia mistrza. Jednak już rok lub dwa po śmierci van Aelsta na podstawie tych samych rysunków wykonano, w innym warsztacie, arrasy dla króla Francji Franciszka I. Nie są one jednak identyczne. Arrasy mają bowiem szerokie obramowania z prawej strony i na dole. Na dole arrasów watykańskich znajdują się sceny z życia Leona X i świętego Piotra. Arrasy Franciszka zawierały sceny z jego życia. Nie zachowały się one do dnia dzisiejszego. Spalono je w 1797 roku podczas Rewolucji, by odzyskać złoto i srebro.
      Arrasy na podstawie projektu Rafaela wykonano też dla króla Anglii Henryka VIII. Do Westminsteru dostarczono je w 1542 roku, a około roku 1650 zostały sprzedane. W XIX wieku trafiły do Kaiser Friedrich Museum w Berlinie, gdzie uległy zniszczeniu w 1945 roku.
      Na podstawie rysunków wielkiego artysty wykonano też arrasy dla dla królów Hiszpanii Karola V i Filipa II oraz dla kardynała Gonzagi. Z czasem rysunki Rafaela uległy coraz większemu zniszczeniu. W 1623 roku siedem ocalałych kupił książę Walii Karol I. W tym czasie były one używane przez tkalnię Mortlake w Genui. Jak więc widzimy, warsztaty tkackie handlowały między sobą coraz bardziej zniszczonymi i niekompletnymi projektami. Dzięki Karolowi siedem dzieł Rafaela przetrwało do dzisiaj.
      Ostatni raz arrasy Rafaela można było oglądać w Kaplicy Sykstyńskiej w 1983 roku z okazji 500. rocznicy urodzin artysty. Wtedy jednak jeden z arrasów był w konserwacji, a inny został wypożyczony nowojorskiemu Metropolitan Museum. Zatem obecnie mamy pierwszą od ponad 400 lat okazję, by oglądać całą kolekcję i zobaczyć Kaplicę Sykstyńską w jej pełnej chwale. Trzeba jednak się spieszyć, bo arrasy będą prezentowane jedynie do 23 lutego.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...