Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Można rozpoczynać budowę największego radioteleskopu na świecie

Recommended Posts

Największy radioteleskop świata można zacząć budować. Philip Diamond, dyrektor generalny Square Kilometre Array (SKA), oświadczył, że jest pewien, iż budowa wystartuje na początku 2021 roku. W bieżącym tygodniu w Szanghaju odbędzie się ostatnie spotkanie inżynieryjne, podczas którego zostanie zaprezentowany końcowy projekt teleskopu mającego stanąć w RPA i Australii.

SKA, finansowany przez 13 krajów, ma w przyszłości składać się z tysięcy anten parabolicznych umieszczonych w RPA i milionów anten dipolowych, które staną w Australii. Łączna powierzchnia zbierająca sygnał ma wynosić 1 km2.

Ze względu na wielkie koszty przedsięwzięcia zostało ono podzielone na fazy. W pierwszej z nich zostanie wybudowanych 130 000 anten w Australii, a w RPA do uruchomionych w ubiegłym roku 64 anten teleskopu MeerKAT zostaną dodane kolejne 133 anteny. Koszty pierwsze fazy, w skład których wchodzą budowa i 10-letnie koszty operacyjne, to 1,7 miliarda euro.

SKA to projekt międzynarodowy, ale poszczególne kraje wybudują dodatkowo własną infrastrukturę służącą wykorzystaniu danych zebranych przez teleskop. Danych będzie tak dużo, że ich obróbka wykracza poza obecne możliwości przetwarzania i transmisji. Dlatego też powstaną wyspecjalizowane centra naukowe, zajmujące się informacjami spływającymi z teleskopu.

Jednym z najważniejszych zadań SKA będzie obserwacja rozkładu pierwotnego gazu we wszechświecie, dostarczenie obserwacja światła z pierwszej generacji gwiazd, jaka pojawiła się we wszechświecie oraz badanie okresu sprzed ich pojawienia się. Teleskop ma również wykonać mapę rozkładu pól magnetycznych we wszechświecie. Uwagę opinii publicznej z pewnością przyciągną badania mające związek z poszukiwaniem życia. KA będzie w stanie badać ekosfery protogwiazd, dyski protoplanetarne, poszukiwać złożonych związków organicznych oraz wykryje niezwykle słabe sygnały radiowe emitowane przez pobliskie cywilizacje. O ile takie cywilizacje istnieją.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W wyniku pożarów buszu w Nowej Południowej Walii plaże w aglomeracji Sydney są pokryte popiołem. Popiół i zwęglone liście tworzą w wodzie zawiesinę, która jest wynoszona na brzeg przez fale. W czasie weekendu w mediach społecznościowych pojawiły się liczne doniesienia na ten temat.
      Użytkownicy Instagrama i Twittera zamieścili zdjęcia i filmiki m.in. z Balmoral Beach (gmina Mosman), plaży w dzielnicy Malabar czy Bronte Beach. Wspominają o letnim śniegu.
      Naukowcy ostrzegają, że jeśli pożary będą trwały nadal, szybko kurczące się zasoby wody pitnej N.P.W. mogą zostać zanieczyszczone zwęglonymi resztkami. Ekolog Emma Johnston obawia się, że deszcze zmyją popiół do zlewni. Pani profesor tłumaczy, że w negatywnym scenariuszu grube warstwy popiołu doprowadzą do dużych zakwitów glonów w stanowych źródłach wody pitnej.
      Sytuacja, w której masy spalonej roślinności lądują w oceanie, jest też groźna dla ryb. Przy dużej zawartości cząstek stałych może dojść do zapchania skrzeli. Zwierzęta, które odżywiają się, filtrując wodę, również mogą mieć problemy. Poza tym wielkie zakwity oznaczają znaczące obniżenie zawartości tlenu rozpuszczonego w wodzie, co z kolei grozi masowym śnięciem.
      Nową Południową Walię nadal trawi ok. 90 pożarów. Połowy z nich nie udało się opanować.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W RPA odkryto nieznany dotychczas gatunek dinozaura. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że odkryto go... w muzeum. Liczące sobie 200 milionów lat szczątki przeleżały na wystawie 30 lat. Zakwalifikowano je jako szczątki dinozaura z gatunku Massospondylus.
      Teraz jednak szczegółowa analiza szkieletu, w skład którego wchodzi m.in. niemal kompletna czaszka, wykazały, że to nie tylko nieznany gatunek, ale też przedstawiciel nowego rodzaju.
      Ngwevu intloko, bo tak nazwano gatunek, w języku Xhosa oznacza „szara czaszka”. Zwierzę mierzyło około 4 metrów i mogło ważyć nawet 300 kilogramów. Chodziło na tylnych łapach, miało beczkowaty tułów, długą szyję i niewielką czaszkę. Gatunek był prawdopodobnie głównie roślinożerny, jednak czasami mógł zjadać małe zwierzęta.
      Niemal kompletny szkielet Ngwevu intloko wykopano w 1978 roku na farmie w pobliżu Fouriesburga. Trafił on do kolekcji Instytutu Studiów nad Ewolucją będącego częścią University of the Witwatersrand. Niektórzy z nas podejrzewali, że to może być inny gatunek. Przede wszystkim dlatego, że czaszka Ngwevu jest znacznie szersza i bardziej przypomina skrzynię niż czaszka Massospondylusa, która jest węższa i proporcjonalnie wyższa, mówi Paul Barrett. Jako, że szkielety Massospondylusa są łatwo dostępne, naukowcy mieli do dyspozycji wiele szkieletów w różnym wieku, które wykorzystali do porównań. Mogliśmy dzięki temu wykluczyć, że różnice w wyglądzie szkieletu wynikają z wieku osobnika, mówi drugi z badaczy, Kimberley Chapelle.
      Z badań wynika, że Ngwevu intloko był dorosłym osobnikiem, żył około 10 lat i był mniejszy niż mierzące 5–6 metrów dorosłe okazy Massospondylusa. Ngwevu intloko był spokrewniony z zauropodami. Prawdopodobnie jego najgroźniejszym wrogiem był Dracovenator.
      Ten dinozaur ukrywał się na widoku. Rozpoznaliśmy go dzięki szczegółowym porównaniom z innymi okazami w muzeum. To pokazuje, że nawet dobrze zbadane zbiory muzealne mogą ukrywać niespodziankę, mówi Barrett.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijskie mewy są nosicielkami superbakterii opornych na antybiotyki. Naukowcy z Murdoch University w Perth, którzy kierowali badaniami, obawiają się, że patogeny mogą się rozprzestrzenić na ludzi i zwierzęta hodowlane oraz domowe.
      Zespół ustalił, że wśród mew czerwonodziobych u ponad 20% występuje nosicielstwo lekoopornych pałeczek okrężnicy (Escherichia coli); E. coli wywołują zakażenia układu moczowego, sepsę czy zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.
      Odkryliśmy, że niezależnie od stanu, dla populacji australijskich mew charakterystyczne jest nosicielstwo superbakterii (bakterii opornych na związki antydrobnoustrojowe), które wywołują choroby u ludzi - opowiada dr Sam Abraham.
      Mark O'Dea, wirusolog weterynaryjny z Murdoch University, dodaje, że dzieci są narażone na kontakt z tymi patogenami, jeśli po zabawie na trawie czy skałach, na których przebywały mewy, dotykają ust albo jedzą. Ryzyko można jednak wyeliminować, myjąc ręce.
      Pojedyncze badane przez Australijczyków mewie odchody zawierały mikroorganizmy oporne na leki ostatniej nadziei, takie jak karbapenemy. Jeden ptak z plaży Cottesloe w Perth był nosicielem patogenów opornych na kolistynę (wcześniej w Australii nie odnotowano tego zjawiska).
      Rzecznik federalnego wydziału zdrowia powiedział, że dotąd mewy nie były częścią programu monitoringu lekooporności, ponieważ nie określono ryzyka transmisji z tych ptaków na ludzi.
      Antybiotykooporne bakterie wykrywano u mew i innych ptaków z różnych krajów. W niektórych przypadkach pojawiały się sugestie związane z zarażaniem się przez ptaki po spożyciu ludzkich odpadów domowych.
      Badanie, w ramach którego w latach 2015-17 zbadano odchody 562 mew czerwonodziobych z gęsto zasiedlonych regionów przybrzeżnych, ukazało się właśnie w Journal of Antimicrobial Chemotherapy. Okazało się, że szeroko rozpowszechniona jest oporność izolatów E. coli na cefalosporyny o szerokim zakresie (21,7%) oraz fluorochinolony (23,8%).
      Typowo mewy żerują na morzu. Osobniki, które żyją jednak w miastach, zarażają się superbakteriami, żywiąc się resztkami z wysypisk oraz przez kontakt ze zużytymi wkładkami higienicznymi czy pieluchami - podsumowuje Abraham.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mandla Maseko z RPA miał być pierwszym czarnoskórym mieszkańcem Afryki, który poleci w kosmos. Niestety, zanim jego marzenie się ziściło, zginął na początku lipca w wypadku motocyklowym. W 2013 r. DJ znalazł się w grupie 23 młodych osób, które wywalczyły szansę na lot na wysokość 103 km w konkursie organizowanym przez Lynx Apollo Academy.
      W rywalizacji wzięło udział ok. 1 mln ludzi z 75 krajów. Nagrodą miał być godzinny lot suborbitalny na pokładzie statku Lynx Mark II. Pierwotnie lot "Afronauty" był zaplanowany na 2015 r., ale ostatecznie do dnia śmierci Maseki nie podano żadnej konkretnej daty.
      Gdyby lot doszedł do skutku, Maseko byłby 2. obywatelem RPA w kosmosie. Pierwszym południowoafrykańskim turystą kosmicznym został Mark Shuttleworth, który na pokładzie rosyjskiego statku kosmicznego (Sojuza TM-34) odbył w 2002 r. lot na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Przedsiębiorca, założyciel firmy Canonical Ltd., zapłacił za to 20 mln dolarów.
      W dzieciństwie wyobraźnię Maseki rozpalały serial Star Trek i filmy w rodzaju Apolla 13. Gdy w wieku 25 lat zgłosił się do udziału w konkursie, nie palił, nie pił ani nie miał dziewczyny. Mieszkał z rodzicami w Mabopane w pobliżu Pretorii. Zaczął studia z inżynierii lądowej, ale musiał je porzucić z powodu braku funduszy. W tym samym roku zobaczył reklamę informującą o szansie na lot w kosmos. Byłem we właściwym miejscu we właściwym czasie [...] - powiedział.
      Ponieważ należało przesłać zdjęcie, Mandla poprosił przyjaciela, by uwiecznił go w trakcie zeskoku ze ścianki. Opisując swoje motywy, chłopak wyjaśnił, że chce zaprzeczyć prawu grawitacji.
      W grudniu 2013 r. Maseko przez tydzień przebywał w Kennedy Space Academy w Orlando na Florydzie. Przeszedł tam m.in. testy w wirówce przeciążeniowej i skakał ze spadochronem. Spotkał też i zrobił sobie zdjęcie z Buzzem Aldrinem, astronautą amerykańskim, który brał udział w pierwszym lądowaniu na Księżycu.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szczepionka opracowana na Charles Sturt University w Nowej Południowej Walii może ocalić krytycznie zagrożony gatunek papugi. Łąkówka krasnobrzucha to gatunek wędrowny, który gniazduje jedynie w południowo-zachodniej Tasmanii. Jeszcze w połowie lat 90. XX wieku uznawany był za zagrożony, a od roku 2000 jest krytycznie zagrożony. Już w roku 2010 obawiano się, że gatunek wyginie w latach 2013–2015.
      Na łąkówkę czycha wiele zagrożeń – obszary, w których ptaki zimują są niszczone i przeznaczane na pola uprawne, sztucznie wprowadzone małe ziarnojady konkurują z łąkówką o pożywienie, młode padają ofiarą inwazyjnych szczurów i kotów. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest PCD (Psittacine Circoviral Disease), czyli choroba dzioba i piór. Wszystkie te czynniki spowodowały, że populacja łąkówki krasnobrzuchej znajduje się na skraju wyginięcia. Na wolności pozostało jedynie około 15 osobników. Kolejnych około 400 papug znajduje się w ośrodkach w Australii i Tasmanii, które pracują nad ocaleniem gatunku.
      Profesor Shane Raidal z Charles Sturt University od ponad dekady pracuje nad szczepionką na PCD. Australia to kraj papug i wielu krytycznie zagrożonych gatunków, które są niszczone przez tę chorobę, mówi uczony. Teraz Raidal poinformował, że udało mu się opracować szczepionkę i chce ją przedstawić do zatwierdzenia Australian Pesticides and Veterinary Medicines Authority (APVMA).
      Jeśli istnieje szczepionka, która zapewni łąkówce krasnobrzuchej odporność, to będziemy mieli jedno zmartwienie mniej, mówi ornitolog Mark Holdsworth. Łąkówką zajmuje się on od 1979 roku, kiedy to na wolności żyło jeszcze 500 ptaków. Obecnie Holdsworth zasiada w radzie, która zarządza próbami ratowania gatunku. Powstanie szczepionki nie tylko ułatwi walkę o ocalenie gatunku, ale również pozwoli zaoszczędzić dziesiątki tysięcy dolarów rocznie. Obecnie wszystkie łąkówki trzymane w niewoli są poddawane regularnym testom pod kątem obecności PCD. Podanie im szczepionki pozwoliłoby na rezygnację z kosztownych stresujących ptaki testów.
      Po ponad 10 latach pojawiła się nadzieja na wyeliminowanie śmiertelnej choroby. Wiemy na tyle dużo o genetyce i strukturze wirusa, że możemy z dużą dozą pewności stwierdzić, iż podanie pojedynczej dawki będzie skuteczne, mówi profesir Raidal. Sukces zawdzięczamy zidentyfikowaniu kluczowej proteiny w otoczce wirusa. To jest to, co wirus wystawia na spotkanie z układem odpornościowym, wyjaśnia doktor Jade Forwood. Dzięki stworzeniu bezpiecznej postaci takiej proteiny dajemy układowi odpornościowemu ptaka szansę na wytworzenie przeciwciał i zwalczenie wirusa. Uczony dodaje, że 1 gram proteiny wystarcza na wyprodukowanie 10 000 dawek szczepionki.
      Profesor Raidal ma nadzieję, że nowa szczepionka zostanie zatwierdzona już w 2021 roku. Uczony zdaje sobie sprawę, że droga do dopuszczenia szczepionki do użycia nie będzie prosta. Rzecznik prasowy APVMA oświadczył, że organizacja akceptuje dane uzyskane w czasie testów przeprowadzonych zgodnie z międzynarodowymi standardami. Wymagane jest również dostarczenie dowodów, iż produkt jest wytwarzany zgodnie ze standardami określonymi w Australian Code of Good Manufacturing Practice for Veterinary Products.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...