Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Satelity SpaceX znowu zakłócają badania naukowe

Recommended Posts

Starlink, konstelacja satelitów budowana przez firmę SpaceX, po raz kolejny zakłóciła badania naukowe. Stało się to kilka dni po tym, jak na niską orbitę okołoziemską trafił drugi zestaw satelitów, zwiększając ich liczbę do 120.

Już po wystrzeleniu pierwszych 60 satelitów naukowcy zauważyli, że są one niezwykle jasne i wyrazili obawę, że realizacja planów SpaceX zakłóci badania astronomiczne. Obecnie na orbicie pracuje mniej niż 5000 satelitów. Tylko część z nich to satelity komunikacyjne, które odbierają i wysyłają sygnały. Konstelacja Starlink ma składać się z 12 000 satelitów, a SpaceX nie jest jedyną firmą, która chce budować takie wielkie konstelacje. Naukowcy zajmujący się badaniem przestrzeni kosmicznej obawiają się, że tysiące nowych satelitów zakłócą badania. Elon Musk zapewniał, że nie będą one miały wpływu na astronomię. Nie wyjaśnił jednak, jakim cudem tysiące satelitów krążących nad naszymi głowami pozostanie bez wpływu na badania naukowe.
Pomysł Muska po raz kolejny sprawia problemy. We wrześniu Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała, że musiała przesunąć jednego ze swoich satelitów naukowych, by uniknąć zderzenia z satelitą Starlink.

Teraz dowiadujemy się, że przed dwoma dniami satelity SpaceX zakłóciły badania naukowe, a konkretnie pracę Dark Energy Camera (DECam) znajdującej się w Cerro Tololo Inter-American Observatory w północnym Chile. Jestem w szoku. Badania DECam zostały poważnie zakłócone przez 19 satelitów Starlink. Ich przelot w polu widzenia aparatu trwał ponad 5 minut, mówi Clara Martinez-Vazquez.

Naukowcy opublikowali zdjęcie, na którym widać zakłócenia spowodowane przez satelity. W tym czasie prowadzone były obserwacje w ramach DECam Local Volume Exploration Survey, których zadaniem jest zobrazowanie całego południowego nieba w poszukiwaniu galaktyk zdominowanych przez ciemną materię.

Zaledwie 20 kilometrów od Cerro Tololo Inter-American Observatory budowane jest Large Synoptic Survey Telescope, olbrzymie obserwatorium, któego zadaniem będzie obserwacja asteroid bliskich Ziemi, badanie supernowych i ciemenj materii. W czerwcu ukazał się dokuemnt, któego autorzy stwierdzili, że Starlink może zakłócić obserwacje.

Federalna Komisja Komunikacji (FCC) wydała SpaceX zgodę na wystrzelenie 12 000 satelitów Starlink, których celem jest zapewnienie dostępu do internetu na całym świecie. W ubiegłym miesiącu SpaceX opublikowała dokument, z którego wynika, że chce w przyszłości wystrzelić 30 000 kolejnych satelitów.

SpaceX zapewnia, że pomaluje swoje satelity na czarno, by nie wpływały one na obserwacje astronomiczne i odpowiednio dostosuje ich orbity.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 20.11.2019 o 12:07, KopalniaWiedzy.pl napisał:

SpaceX zapewnia, że pomaluje swoje satelity na czarno, by nie wpływały one na obserwacje astronomiczne i odpowiednio dostosuje ich orbity.

Nie da się dostosować orbit 12 tysięcy satelitów przy takiej ilości obserwatoriów na ziemi. To co jest potrzebne to komputerowy model umożliwiający filtrowanie zakłóceń powodowanych przez te satelity.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komputerowy model musiałby być niezwykle precyzyjny, a to trochę się do końca nie da. Kij z tym. Wyobraź sobie godzinną obserwację spektroskopową. To będzie jedna wielka sieczka. Pomalowanie na czarno niewiele wniesie. Syf pozostanie syfem.

P.S. Z punku widzenia astronoma na głupszy pomysł nie można było wpaść.

ed: myślę oczywiście o całym tym "pomyśle" SpaceX

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Astro napisał:

Komputerowy model musiałby być niezwykle precyzyjny, a to trochę się do końca nie da

Mamy 2020. Da się, satelity znają swoją pozycję co do centymetrów, większe niedokładności niesie atmosfera. Zwyczajnie wytnie się moment przelotu satelity, na szczęście astronomia dawno przeszła na CCD.

7 minut temu, Astro napisał:

Pomalowanie na czarno niewiele wniesie.

Miałem pisać że oba "rozwiązania" to PR-bullshit, w końcu coś musieli powiedzieć.

8 minut temu, Astro napisał:

Z punku widzenia astronoma na głupszy pomysł nie można było wpaść.

ed: myślę oczywiście o całym tym "pomyśle" SpaceX

Trzeba porównać zyski z konstelacji satelitów z zyskami przynoszonymi przez badania naukowe, dostęp do fejsia w środku dżungli może być ważniejszy niż jakieś tam obserwacje ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głupotą jest to powstrzymywać, miejsce teleskopów jest na orbicie a takie projekty jak ten pozwalają obniżyć koszt wystrzelenia tych teleskopów. Jeśli ten projekt pójdzie dobrze będą mieć kasę na "Starshipa" a z jego ładownością taki teleskop Jamesa Weba można wystrzelić rozłożony co zaoszczędziło by 3/4 funduszy który poświęcili na testy.

Musk powinien zaproponować , że po prostu wystrzeli parę nowych teleskopów przy okazji lub w dobrej cenie.  

//edit: No ok przesadziłem, może nie rozłożony ale  $10mld  dało by się dużo więcej dobrego dla astronomii zrobić przy cenach wynoszenia ładunków na orbitę jakie już teraz oferuje Space X.

Edited by dexx

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, peceed napisał:

na szczęście astronomia dawno przeszła na CCD

Och, nie tylko już na CCD. :)

18 minut temu, peceed napisał:

Zwyczajnie wytnie się moment przelotu satelity,

Kolega oczywiście wie, że czas na teleskopie (zwłaszcza dużym) kosztuje, i zapewne z własnej kieszeni opłaci straty fotonów, a będzie tych strat sporo. :)

20 minut temu, peceed napisał:

większe niedokładności niesie atmosfera

Armia już dawno udostępniła astronomom coś takiego jak optyka adaptatywna i atmosfera mniej się liczy. Kolega siedzi w branży? Jeśli nie, to bardzo proszę nie walić farmazonów... ;)

18 minut temu, dexx napisał:

miejsce teleskopów jest na orbicie

Ok, ale kolega rozumie, że budujemy właśnie teleskopy rzędu kilkudziesięciu metrów? TU, na Ziemi. Jeśli masz pomysł (albo odpowiednią kasę do sponsoringu), to bardzo zapraszam do przeniesienia tego na orbitę. Najlepiej jeszcze, żeby to działało. :P

23 minuty temu, peceed napisał:

dostęp do fejsia w środku dżungli może być ważniejszy niż jakieś tam obserwacje

No tak, co tam nauka; w końcu pornus w dżungli może ocalić życie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Astro napisał:

Kolega oczywiście wie, że czas na teleskopie (zwłaszcza dużym) kosztuje, i zapewne z własnej kieszeni opłaci straty fotonów, a będzie tych strat sporo. :)

Jak się podzieli pole nieboskłonu przez pole wszystkich satelitów, to wychodzą straszne liczby :P
Ja bym się bardziej martwił dodatkowymi fotonami dostarczanymi (gratis) przez te satelity, ale oczywiście filtracja sprowadzi to do strat - tysiące razy większych niż "pochłanianie", ale to wciąż są małe wartości bezwzględne -  i nic z czym astronomowie/fizycy by sobie nie poradzili. Astronomia to i tak mocno "probabilistyczna" zabawa w sensie zbierania fotonów.

10 minut temu, Astro napisał:

Armia już dawno udostępniła astronomom coś takiego jak optyka adaptatywna i atmosfera mniej się liczy.

Napisałem to tylko dla ilustracji faktu, że problem jest "malutki". Swoją drogą nie wiem czy małe/stare obserwatoria też już ją posiadają czy tylko te nowe wielometrowce.

10 minut temu, Astro napisał:

końcu pornus w dżungli może ocalić życie

Przez zmniejszenie przyrostu naturalnego lata wcześniej ;)

10 minut temu, Astro napisał:

Jeśli masz pomysł (albo odpowiednią kasę do sponsoringu)

To już nie do mnie. To nie ja wysłałem satelity i to nie ja chcę sprzedawać pigmejów reklamodawcom. Jedynym realnym wyjściem jest ultraprecyzyjny model filtrowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, peceed napisał:

Jak się podzieli pole nieboskłonu przez pole wszystkich satelitów, to wychodzą straszne liczby

Nie czytasz ze zrozumieniem. Typowy czas integracji spektroskopowej na sporym teleskopie to? Niestety, nie sekundy. :P

7 minut temu, peceed napisał:

Astronomia to i tak mocno "probabilistyczna" zabawa w sensie zbierania fotonów.

Bardzo wymagająca - tu bym się zgodził., ale nie widzisz problemów w rzuceniu kilku nie kłód, a lasów pod nogi; ok. Nie bardzo ogarniasz temat; chyba tyle w temacie.

9 minut temu, peceed napisał:

Napisałem to tylko dla ilustracji faktu, że problem jest "malutki".

Napisałem, że *ówno prawda i tyle. Powtórzę to samo.

9 minut temu, peceed napisał:

Swoją drogą nie wiem czy małe/stare obserwatoria też już ją posiadają czy tylko te nowe wielometrowce.

W większości nowe/duże. Małe umrą śmiercią naturalną, choć wiele też w naukę wnosiły.

11 minut temu, peceed napisał:

Przez zmniejszenie przyrostu naturalnego lata wcześniej

Myślę, że w dżungli lepiej się umiera bez fejsa. Przyniosłoby to więcej pożytku ludzkości. :)

12 minut temu, peceed napisał:

To już nie do mnie.

Toż do Ciebie nie pisałem. :) Spójrz ze zrozumieniem na cytowania. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, dexx said:

Głupotą jest to powstrzymywać, miejsce teleskopów jest na orbicie a takie projekty jak ten pozwalają obniżyć koszt wystrzelenia tych teleskopów.

Sprzęt na Ziemi jest tańszy i można budować większe obserwatoria. Optyka adaptatywna pozawala uzyskiwać wyniki lepsze od teleskopów na orbicie. Moim zdaniem nie powinniśmy zaśmiecać nieba i pozbawiać się tej opcji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, Astro napisał:

Napisałem, że *ówno prawda i tyle. Powtórzę to samo.

Z tym zadaniem poradzi sobie pojedynczy "pecet" (po stronie obserwatorium), a satelity znają swoją pozycję z dokładnością do milimetrów (pozycjonują się laserami).
Cała ta sprawa to bardzie kwestia nieprzygotowania niż skali problemu.
Zresztą gówno czy nie gówno, to jedyna istniejąca opcja.
Bo ludzie na pewno wybiorą "porno w dżungli", a satelitom latającym powyżej 100 km można prawnie naskakać.
 

16 godzin temu, Astro napisał:

Typowy czas integracji spektroskopowej na sporym teleskopie to? Niestety, nie sekundy. :P

Nie do końca rozumiem. Mamy bardzo czułą skalibrowaną macierz CCD. Co za problem zignorować odczyty z pewnego odcinka czasowego na pewnych piselach? Przecież fotony i tak rejestruje się na bieżąco, a przelot świecidełka nie zakłóci możliwości "piksela" na długi czas. 
Czas przelotu satelity przez piksel to wielkość rzędu ms, najlepsze teleskopy powinny mieć rozmiar piksela rzędu 20cm z 400km.
Uwzględnianie takich przerw w dopływie danych jest trywialne z algorytmicznego punktu widzenia.
W sumie to takie satelity nie muszą być nawet symulowane, one powinny być znakomicie widoczne na CCD. Im jaśniejsze, tym lepiej :P
 

15 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Moim zdaniem nie powinniśmy zaśmiecać nieba i pozbawiać się tej opcji.

To jest nieuniknione, z tym że to nie jest problem. Takie satelity można odfiltrować.
To byłby problem w czasach kiedy zrobienie sieci takich satelitów było niemożliwe, więc nie sądzę aby jakakolwiek ogarnięta cywilizacja kosmiczna uznała to za wielki problem w czasie swojego rozwoju ;)

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, peceed napisał:

Co za problem zignorować odczyty z pewnego odcinka czasowego na pewnych piselach?

A jak chcesz to zrobić? Matryca CCD tak nie działa. Ustawiasz "lufę", otwierasz przesłonę, prowadzisz teleskop i mizernie zbierasz te fotony przez parę/ ... minut, fotony te "wybijają" ładunek, który się kumuluje i po tej zabawie sczytujesz ten ładunek (nie masz żadnego ciągu czasowego). Nie bardzo mam czas na tłumaczenie elementarza, ale polecam Ci nie wymyślać nowego.
Termin "czas integracji" (znany również ze zwykłej fotografii) niekoniecznie blisko związany jest z integracją "psychologiczną", bo zdecydowanie bardziej chodzi o integral (jak całka).

P.S. Zwykle (niepomalowane) satelity powodują "przepalenie" (saturacja) pixeli, i zwyczajnie się to wywala (o ile się da, bo zwykle nie; przy "przepalaniu"  ładunek "rozlewa" się po matrycy. Jeśłi będą pomalowane na czarno, to i tak będą wprowadzały zakłócenie; gdyby były BB ;), to wycinałyby strumień. Tego bez jakiegoś "modelu" nie wytniesz; czym więcej modeli obserwowanej rzeczywistości, tym mniej obserwacji. Nie sądzę ponadto, by dało się wymodelować "ścieżki" satelitów do pojedynczych pikseli.

ed: jeszcze dodam, bo tak mi wpadło na myśl... Ciekawe czy Elon przemyślał koncept malowania na idealnie czarno; jeśli uwzględnić stałą słoneczną (niebagatelne 1360 W/m2), to przy niesprzyjających wiatrach elektronika może im się w tych zabawkach usmażyć ;)

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Astro napisał:

ale polecam Ci nie wymyślać nowego.

Niestety jestem nałogowcem (nawet miałem w opcjonalnych planach zawodowych zdobyć certyfikat TRIZ) więc wyszła koledze płachta na byka.
Naiwnym rozwiązaniem technicznym jest stworzenie macierzowej przesłony wykorzystującej memsy, blokującej dopływ światła do pixeli, tylko że nie wykorzystuje to lokalności zakłócenia i jest mocno upierdliwe w realizacji, do tego ograniczy ilość padającego światła.
Najlepszym możliwym rozwiązaniem jest stworzenie ruchomej mikroprzesłony o minimalnym rozmiarze, być może z własnym detektorem "światełka" który pozwoli jej się samodzielnie pozycjonować.Ta przesłona musi zasuwać bezpośrednio po detektorze, a dokładniej powinna być zapewniona możliwość działania wystarczającej ilości takich przesłon aby rozwiązać problemy z wszystkimi satelitami w polu widzenia. Nie warto komplikować systemu na wypadek zbyt wzajemnie bliskiego przelotu satelitów, shit happens. Bardzo ładnie wykorzystuje to zaproponowane wcześniej modelowanie ruchu satelitów.
Bardzo ciekawy projekt z dziedziny mikrorobotyki, w sam raz dla studentów Caltech/MIT/PW.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko fajnie, gratuluję zwłaszcza poziomu ego, ale zapytam przyziemnie. Można jakieś namiary (twarda praca) na coś, co działa z tym pomysłem? Bo tak se pintolić bez sensu potrafi każdy jancio muzykant. Ufam, że nie jesteś janciem...

ed: dopowiem może, że jeśli szukasz sponsoringu na KW dla swoich niezbyt ogarniętych pomysłów, to chyba nie ten target. Tutaj raczej niezamożni sympatycy nauki, choć trochę ogarniający temat (wyłączam thikima, którego jakoś nie widać, ale spróbuj może uderzyć do niego na priv, bo uparcie inwestuje w ropę, która ostatnio na giełdzie - koronawirus - leci na łeb na szyję). Ode mnie nie dostaniesz nawet groszaka, i naprawdę, dla myślących nie liczy się elokwencja, choć osobiście, gdy się postaram, to zdania składne, wielokrotnie złożone, nawet wzbudzające sympatię szacownych i wspaniałych forumowiczów (bo podlizać też się potrafię - choć tego nie czynię) składać mogę, ale miałkością to trąci, infantylizmem i prymitywizmem wynikającym jakoby z wyższego mojego poziomu, co w końcu ułudą jest, a czego całkowicie świadom jestem, co i Tobie polecam. Zdań dłuższych nie chcę sklecać, nie to, by - być może - przyszłość z nich mądrości nie wyniosła, ale zwyczajnie dlatego, że nie bardzo ma to sens, co i Tobie do przemyślenie zostawiam, choć wiem, że Twoje przemyślenia niczego nie wniosą, bo zwyczajnie jest to bez sensu.

 

ed: jeśli w odpowiedzi nie zamieścisz odpowiedniego linku, to z mojej strony EOT. Bzykania na kobzie nie bardzo lubię słuchać.

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Astro napisał:

Ufam, że nie jesteś janciem...

 

18 godzin temu, Astro napisał:

Tutaj raczej niezamożni sympatycy nauki

Więc jest kolega gołodupkiem, ale ten extra prefix niewiele zmienia.
Witam ponownie w ignorowanych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańscy astronauci bezpiecznie wrócili z pierwszej misji załogowej kapsuły Dragon firmy SpaceX. To pierwszy w historii przypadek, gdy ludzie udali się w kosmos w komercyjnym pojeździe prywatnej firmy. Crew Dragon z Robertem Behnkenem i Douglasem Hurleyem na pokładzie wylądował na wodach Zatoki Meksykańskiej z niedzielę 2 sierpnia o godzinie 20:48 czasu polskiego.
      Warto tutaj zauważyć, że lądowanie Amerykanów na wodzie to pierwszy taki przypadek od roku 1975, gdy u wybrzeży Hawajów lądowali Stafford, Brand i Slayton, uczestnicy Apollo-Soyuz Test Project.
      Załogowa misja kapsuły Crew Dragon, Demo-2, wystartowała 30 maja. Po osiągnięciu orbity Behnken i Hurley ochrzcili kapsułę mianem „Endavour” na cześć promu kosmicznego, w którym obaj po raz pierwszy polecieli w kosmos. Na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej obaj astronauci wzięli udział w licznych eksperymentach, wspomagając załogę Stacji, a Behnken odbył 4 spacery w przestrzeni kosmicznej. Jest on obecnie, obok Michaela Lopeza-Alegrii, Peggy Whitson i Chrisa Cassidy'ego amerykańskim rekordzistą pod względem liczby spacerów. Odbył ich 10, spędzając w sumie ponad 61 godzin w przestrzeni kosmicznej.
      Lot Demo-2 odbył się w ramach prowadzonego przez NASA Commercial Crew Program. Był on ostatecznym testem rakiety Falcon 9, kapsuły Crew Dragon, systemów naziemnych, systemów pozostawania na orbicie, dokowania, lądowania oraz systemów podejmowania załogi z powierzchni oceanu.
      Teraz Crew Dragon Endavour będzie przechodził szczegółowe badania, a dane misji będą skrupulatnie analizowane. Tymczasem SpaceX przygotowuje się już do pierwszego lotu operacyjnego na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Misja Crew-1 zostanie przeprowadzona gdy SpaceX uzyska certyfikat NASA zezwalający na prowadzenie regularnych operacji załogowych. Jest ona planowana nie później niż na koniec września.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Satelita Solar Orbiter przysłał właśnie fotografie z największym zbliżeniem Słońca, jakie kiedykolwiek wykonano. Widzimy na nich nawet niewielkie struktury, które naukowcy nazwali „ogniskami w lesie”. Satelita ma na pokładzie instrument skonstruowany przy pomocy Centrum Badań Kosmicznych PAN.
      Solar Orbiter to wspólna misja NASA i ESA. Satelita został wystrzelony 9 lutego bieżącego roku i ma przed 7–10 lat badań Słońce. Jego głównym zadaniem jest zbadanie sił napędzających wiatr Słoneczny. Na razie satelita podróżuje w kierunku wyznaczonej orbity. Usadowi się na niej dopiero za dwa lata. Gdy już to się stanie, dostarczy nam unikatowych zdjęć biegunów naszej gwiazdy.
      W ubiegłym miesiącu Solar Orbiter zakończył swoją pierwszą orbitę wokół Słońca i zbliżył się na odległość 77 milionów kilometrów do naszej gwiazdy. w tym czasie uruchomiono wszystkie 10 instrumentów służących do jej obserwacji. Na razie instrumenty były testowane, sprawdzano, czy prawidłowo pracują. Naukowcy nie spodziewają się żadnych odkryć na tym etapie misji.
      Satelita ma na pokładzie sześć urządzeń do obrazowania. Najbardziej interesujące zdjęcia nadeszły z Extreme Ultraviolet Imager (EURI). Urządzenie zarejestrowało liczne niewielkie jasne miejsca o rozmiarach od miliona do miliarda razy mniejszych od miejsc rozbłysków słonecznych. Zyskały one nazwę „ognisk w lesie”. Jak mówi główny badacz misji EUI, David Berghmans z belgijskiego Obserwatorium Królewskiego w Brukseli, są one „małymi kuzynami” rozbłysków.
      Te „ogniska” mogą być albo miniaturowymi wersjami rozbłysków, jakie widzimy z Ziemi, albo też mogą mieć związek z tzw. nanorozbłyskami. Coraz więcej specjalistów sądzi, że to nanoflary są odpowiedzialne za zadziwiająco wysoką temperaturę korony Słońca. Nie wiemy, dlaczego korona jest nawet 300-krotnie cieplejsza od powierzchni gwiazdy. Uczeni mają nadzieję, że Solar Orbiter rozwiąże i tę zagadkę. Jednym z najbliższych zadań satelity będzie próba zmierzenia temperatury „ognisk” za pomocą instrumentu Spectral Imaging of the Coronal Environment.
      Z kolei Solar and Heliospheric Imager (SoloHI) wysłał zdjęcia światła zodiakalnego. Pojawia się ono gdy światło słoneczne odbija się od cząstek pyłu. Wykonanie fotografii było ważnym testem, gdyż wykonanie zdjęć światła zodiakalnego wymagało, by instrument o bilion razy przyciemnił blask Słońca. Udany test dowiódł, że SoloHI jest gotowy do rejestrowania obrazów potrzebnych do badania wiatru słonecznego.
      Pozytywnie wypadły również testy pozostałych instrumentów Solar Orbitera.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polak, profesor Artur Ekert, wykorzystał chińskiego satelitę Micius do zabezpieczenia za pomocą splątania kwantowej dystrybucji klucza szyfrującego (QKD) na rekordową odległość 1120 kilometrów. Został on przesłany pomiędzy dwoma chińskimi obserwatoriami. Ekert już w swojej pracy doktorskiej wykazał, jak wykorzystać splątanie kwantowe do zabezpieczenia informacji. Obecnie uczony specjalizuje się w przetwarzaniu informacji w systemach kwantowo-mechanicznych.
      Satelita Micius został wystrzelony w 2016 roku. Generuje on kwantowo splątane pary fotonów. Już w 2017 roku Micius udowodnił, że jest w stanie wysłać splątane fotony do odbiorców oddalonych od siebie o 1200 kilometrów. Teraz wiemy, że możliwe jest też wykorzystanie go do kwantowej dystrybucji klucza szyfrującego (QKD) zabezpieczonej za pomocą splątania kwantowego.
      Ekert i jego grupa znacząco poprawili rekord w odległości kwantowej dystrybucji klucza szyfrującego. Dotychczas udało się go przesłać na odległość 100 kilometrów za pomocą światłowodu. Światłowody są dobre na średnie odległości, jakieś 30 do 50 kilometrów. Jednak generują zbyt duży szum na dłuższych dystansach, wyjaśnia uczony.
      Najnowszy system komunikacji charakteryzuje odsetek błędów rzędu 4,5%. To niezwykle ważna cecha przyszłych systemów komunikacji kwantowej, gdyż jakakolwiek próba jej podsłuchania skończy się zwiększeniem odsetka błędów. Zatem niezwykle ważne jest, by znajdował się on na niskim poziomie, gdyż w ten sposób łatwo będzie wyłapać dodatkowe błędy i odkryć próbę podsłuchu.
      Prace Ekerta i jego chińskich kolegów to pierwszy, ale niezwykle ważny krok w kierunku bezpiecznego kwantowego internetu. Jak czytamy na łamach Nature, QKD pozwala dobrze zabezpieczyć przesyłaną informację. W laboratoriach udało się go przesłać za pomocą światłowodu na odległość 404 kilometrów, jednak w praktyce granicą jest 100 kilometrów. Co prawda odległość tę można zwiększyć, ale wymaga to zastosowania przekaźników. Te zaś stanową słabe punkty systemu. Długodystansową kwantową dystrybucję klucza można by zabezpieczyć za pomocą splątania kwantowego, jednak to wymagałoby zastosowania kwantowych przekaźników, których technologia jest dopiero w powijakach i nie nadaje się do zastosowań w praktyce.
      Stąd też pomysł na wykorzystanie satelity, który pozwala wysłać dane na większą odległość bez konieczności uciekania się do pomocy zaufanych stacji przekaźnikowych. Dzięki wyspecjalizowanemu satelicie oraz obserwatoriom wyposażonym w odpowiednie urządzenia udało się dokonać zabezpieczonej splątaniem kwantowej dystrybucji klucza pomiędzy ośrodkami oddalonymi od siebie w linii prostej o 1120 kilometrów.
      Tempo przesyłania klucza wynosiło 0,12 bita na sekundę. Prędkość nie jest oczywiście imponująca, jednak Ekert i naukowcy z Hefei, Szanghaju, Chengdu i Singapuru wykazali, że można wysyłać superbezpieczne dane na duże odległości minimalizując liczbę urządzeń, przez które one przechodzą.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpoczęła się historyczna misja kapsuły załogowej Crew Dragon. Start odbył się zgodnie z planem. Równie udane były poszczególne etapy lotu. Najpierw odrzucony został pierwszy stopień rakiety, który z powodzeniem wylądował na pokładzie oczekującej nań na Atlantyku platformy. Niedługo później doszło do oddzielenia się kapsuły załogowej od drugiego stopni rakiety.
      Do oddzielenia się pierwszego stopnia rakiety doszło 2 minuty 36 sekund po starcie. Osiem sekund później pracę rozpoczął silnik drugiego stopnia. W tym czasie pierwszy stopień opadał w kierunku Ziemi i 8 minut 52 sekundy po starcie na krótko uruchomił silniki hamujące. Pół minuty później zobaczyliśmy, że pierwszy stopień z powodzeniem wylądował na platformie. Wiadomość ta wyraźnie ucieszyła załogę Crew Dragona. W 12. minucie po starcie kapsuła załogowa oddzieliła się od drugiego stopnia rakiety i rozpoczęła samodzielną podróż w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Podróż ta potrwa 19 godzin.
      Kolejny ważny etap podróży nastąpił 49 minut i 6 sekund po starcie, gdy po sprawdzeniu silników manewrowych zostały one uruchomione, by dopasować orbitę Dragona do orbity Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Za dziewięć godzin rozpocznie się cała seria manewrów, dzięki którym w ciągu kolejnych 6 godzin Dragon zbliży się do MSK.
      Jutro około godziny 15:02 czasu polskiego kapsuła zbliży się do 400-metrowej strefy bezpieczeństwa wokół Stacji. Aby w nią wlecieć musi uzyskać zgodę z kontroli misji. Jeśli zgoda taka zostanie wydana, około 10 minut później kapsuła podleci do Waypoint Zero znajdującego się 400 metrów pod ISS. Minie kolejnych 25 minut zanim kapsuła znajdzie się w Waypoint 1 w odległości 220 metrów i rozpocznie dopasowywanie swojej pozycji do modułu dokującego stacji. Stanie się to około godziny 15:37 czasu polskiego. Mniej więcej o godzinie 16:13 załoga powinna dostać ostateczną zgodę na dokowanie. Pięć minut później Dragon powinien znaleźć się w Waypoint 2, punkcie znajdującym się zaledwie 20 metrów od stacji. Tam poczeka przez 5 minut. O godzinie 16:28 kapsuła powinna zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
      Przeprowadzenie udanego startu oznacza, że po raz pierwszy od 9 lat z terenu USA wystartowała załogowa misja kosmiczna. Oznacza też ponowne odzyskanie przez USA zdolności do samodzielnej organizacji załogowych lotów kosmicznych. To niezwykle ważny moment dla całego przemysłu kosmicznego, gdyż po raz pierwszy w historii prywatna firma wyniosła ludzi w kosmos we własnym pojeździe i przy użyciu własnej rakiety.
      Sukces misji oznacza, że SpaceX uzyska licencję na kosmiczne loty załogowe. To z kolei doda jej wiarygodności i firma Muska będzie mogła liczyć na kolejne zlecenia zarówno ze strony NASA, prywatnego przemysłu kosmicznego i – co bardzo prawdopodobne – agencji kosmicznych innych państw. Przemysł kosmiczny wchodzi w zupełnie nową fazę rozwoju. Tym bardziej, że na przyszły rok zapowiadany jest lot konkurencji SpaceX, czyli kapsuły Starliner firmy Boeing. Zatem od przyszłego roku możemy mieć na rynku dwie prywatne firmy oferujące załogowe loty kosmiczne.
      Najbardziej stracić może na tym rosyjski Roskosmos, który obecnie nie tylko wozi astronautów NASA, ale z jego usług korzystają też inne państwa. NASA z pewnością przestanie korzystać z usług Roskosmosu w takim zakresie jak obecnie, a biorąc pod uwagę fakt, że SpaceX ma zamiar zaoferować swoje usługi znacznie taniej, można spodziewać się, że Roskosmos straci wielu klientów. To zaś powinno wymusić na Rosji zreformowanie swojej agencji kosmicznej.
      Przypominamy, że teraz każdy może spróbować swoich sił na symulatorze dokowania Dragona do ISS.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Warunki pogodowe uniemożliwiły przeprowadzenie historycznego załogowego startu kapsuły Crew Dragon. Pogoda pokrzyżowała plany NASA i SpaceX. Start przełożono na sobotę, 30 maja, na godzinę 21.22 czasu polskiego.
      Za obsługę meteorologiczną Centrum Kennedy'ego, skąd miał odbyć się start, odpowiada U.S. Air Force 45th Weather Squadron. Na dobę przed startem wojskowi meteorolodzy informowali, że prawdopodobieństwo pojawienia się pogody odpowiedniej do startu wynosi 60%. Na kilka godzin przed startem prawdopodobieństwo to obniżono do 50%. Głównymi problemami, jaki mogły uniemożliwić starty mogły być opady, pojawienie się chmur typu cumulonimbus incus oraz pojawienie się cumulusów. W chwili obecnej nie wiemy, który z tych czynników uniemożliwił start.
      Obecnie meteorolodzy informują, że 30 maja prawdopodobieństwo odpowiedniej pogody wynosi 60%. Zagrożenia są podobne jak przy odwołanym starcie.
      W swoim komunikacie wśród zagrożeń wojskowi meteorolodzy wymieniają tzw. „anvil cloud rule” oraz „cumulus cloud rule”.
      NASA posługuje się niezwykle wyśrubowanymi standardami bezpieczeństwa. Dowiadujemy się z nich, że „anvil cloud rule” to zasada określająca warunki startu w przypadku pojawienia się chmur cumulonimbus incus. Fragment chmury, który najbardziej martwi NASA to górna lodowa część przyczepiona do cumulonimbusa. Takie chmury powstają, gdy ciepłe powietrze unosi się znad ziemi. Na wysokości 12-18 kilometrów powstaje chmura w kształcie kowadła. Im wyższa całość, tym gwałtowniejsze burze mają w niej miejsce. Charakterystyczny kształt chmury bierze się stąd, że uderza ona o stratosferę i się spłaszcza. Powstaje rodzaj czapy, który blokuje dalszy przepływ ciepłego powietrza, przez co chmura się rozprzestrzenia, przybierając charakterystyczny kształt. W chmurze takiej dochodzi do gwałtownych burz, silnych wiatrów, są tam też obecne kryształy lodu. Już sam pojazd lecący przez taką chmurę wywołuje wyładowania elektryczne. NASA zabrania lotu przez tego typu chmurę.
      Ponadto nie wolno startować (zatem start trzeba opóźnić lub odwołać) jeśli:
      – w ciągu 30 minut przed startem w chmurze takiej w odległości 10 mil morskich (18,5 km) od stanowiska startowego pojawiła się błyskawica,
      – błyskawica pojawiła się w odległości 9 kilometrów w ciągu ostatnich 3 godzin przed startem.
      Zakazany jest też start, jeśli pojazd miałby przelecieć:
      – przez nieprzezroczystą górną warstwę cumulonimbusa incusa, która oddzieliła się od chmury macierzystej w ciągu ostatnich 3 godzin przed startem,
      – przez nieprzezroczystą górną warstwę cumulonimbusa incusa, która oddzieliła się od chmury macierzystej, a w której – już po oddzieleniu się – na cztery godziny przed startem pojawiła się błyskawica,
      – w odległości 10 mil morskich (18,5 km) od nieprzezroczystej oddzielonej górnej warstwy, w sytuacji, gdy w ciągu 30 minut przed startem w warstwie oddzielonej lub w chmurze macierzystej pojawiła się błyskawica,
      – w odległości 5 mil morskich (9 km) od nieprzezroczystej oddzielonej górnej warstwy, jeśli w ciągu 3 godzin przed startem pojawiła się błyskawica w warstwie oddzielonej lub w chmurze macierzystej, chyba, że napięcie prądu elektrycznego w chmurze w ciągu 15 minut przed startem nie przekracza osobno określonej górnej granicy.
      Z kolei „cumulus cloud rule” zabrania startu, jeśli w odległości 10 mil morskich pojawiły się chmury typu cumulus, których górna część znajduje się na wysokości, gdzie panują temperatury -20 stopni Celsjusza lub gdy takie chmury znajdują się w odległości 5 mil morskich, a ich górna warstwa a temperaturę poniżej -10 stopni Celsjusza. Zabroniony jest też lot przez cumulusy, których górna warstwa ma temperaturę niższą niż +5 stopni Celsjusza. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy z chmur takich nie pada i gdy w ciągu ostatnich 15 minut napięcie elektryczne w chmurach utrzymywało się na wyznaczonym poziomie.
      Gdy w końcu misja Demo-2 się powiedzie, będzie to historyczne wydarzenie. Przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy prywatny pojazd kosmiczny zawiezie ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Ponadto będzie to pierwszy od 9 lat załogowy start z terenu USA. To zaś oznacza, że wkrótce NASA będzie mogła wysyłać swoich astronautów korzystając z usług amerykańskiej firmy. Nie będzie więc płaciła Roskosmosowi, a zacznie płacić, znacznie mniej, krajowej firmie, co przyczyni się do dalszego rozwoju prywatnego przemysłu kosmicznego. To tym bardziej ważne, że do SpaceX w najbliższym czasie zaczną dołączać kolejne firmy, które będą wysyłały ludzi w przestrzeń kosmiczną.
      Jest to również niezwykle waży moment dla SpaceX. Firma uzyska licencję na załogowe loty kosmiczne i znacznie zyska na wiarygodności. To zaś oznacza, że będzie miała kolejnych klientów, którzy będą zlecali jej wysyłkę w przestrzeń kosmiczną swoich satelitów i ładunków innego typu, a w niedalekiej przyszłości również i astronautów.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...