Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Profesor Miodek zapowiada przystanek Uniwersytet Wrocławski

Recommended Posts

We wrocławskich tramwajach przejeżdżających ulicą Grodzką (linie 6 i 7) można usłyszeć głos profesora Jana Miodka. Znany polonista zapowiada przystanek „Uniwersytet Wrocławski”. Głos jednego z najsławniejszych wrocławian usłyszymy dwukrotnie. Najpierw profesor poinformuje nas „następny przystanek Uniwersytet Wrocławski”, a po zatrzymaniu się pojazdu powtórzy nazwę przystanku.

To wrocławskie MPK wpadło na pomysł poproszenia profesora Miodka o odczytanie nazwy przystanku, a uczony chętnie się na to zgodził. Warto wsłuchać się w głos uczonego. W zapowiedzi słowa „uniwersytet” użyłem elitarnego akcentu proparoksytonicznego, czyli na trzecią sylabę od końca, poinformował Miodek.

Polonista jest zresztą od dziesięcioleci wiernym pasażerem wrocławskiej komunikacji zbiorowej. Nie posiada samochodu, więc po mieście porusza się tramwajami i autobusami.

Profesora Miodka można posłuchać zresztą nie tylko w MPK we Wrocławiu. Od pewnego czasu jego głos jest też wykorzystywany przez Filharmonię Szczecińską, gdzie prosi publiczność, by nie klaskała pomiędzy poszczególnymi częściami koncertu.

Wrocławskie MPK nie zamierza na tym poprzestać. Firma chce, by więcej przystanków było zapowiadanych przez znanych wrocławian.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajna sprawa. Ja sam często zwracam uwagę na takie udogodnienia, ponieważ z powodu niepełnosprawności wzrokowej jestem na to wyczulony. W Częstochowie np. jadąc tramwajem w kierunku dzielnicy Błeszno mogę usłyszeć głos Muńka Staszczyka zapowiadającego przystanki (następne i obecne) oraz prośbę o przygotowanie biletów z uwzględnieniem informacji o blokadzie kasownika i zaznaczeniem, że to nie są ćwiczenia :D 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo lubię Profesora Miodka. Jego program o języku polskim w telewizji jest bardzo ciekawy. Można się więcej nauczyć niż na lekcji polskiego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rzekotka drzewna (Hyla arborea) to jeden z najmniejszych europejskich gatunków płazów (do 5 cm), przypominający małą żabkę, choć należy do rodziny rzekotek. Ten śliczny płaz, o soczystozielonym kolorze (czasem innym – rzekotki potrafią zmieniać barwę skóry) wygląda bardzo niewinnie. Tymczasem może doprowadzić do straty ptasiego lęgu – odkryły badaczki z UWr: dr. hab. Lucyna Hałupka i mgr Aleksandra Czylok, studentka Wydziału Nauk Biologicznych. To pierwsza tego typu obserwacja na świecie.
      W czerwcu 2018, podczas ćwiczeń terenowych z „Ekologii i ochrony ptaków” zaobserwowano, że w gnieździe trzcinniczka (niewielki ptak zamieszkujący trzcinowiska) siedzi rzekotka drzewna. W gnieździe znajdowały się 3 jaja, które powinny być wysiadywane, ale rzekotka to uniemożliwiała. Rzekotka spędziła w tym gnieździe niemal cały dzień (była obserwowana kilkakrotnie). Mimo, że gniazdo było wysiadywane w kolejnych dniach (potwierdziły to pomiary temperatury w gnieździe) z jaj nie wykluły się pisklęta i gniazdo zostało ostatecznie porzucone.
      Jaja nie zawierały widocznych zarodków, co oznacza, że zamarły one na bardzo wczesnym etapie inkubacji (ewentualnie mogły zostać niezapłodnione). Najprawdopodobniej spowodowała to rzekotka, która uniemożliwiła rodzicom wysiadywania jaj przez wiele godzin, a ciągła inkubacja jest kluczowa dla prawidłowego rozwoju zarodków.
      Szczegóły tej obserwacji zostały opisane w międzynarodowym czasopiśmie ornitologicznym Ornithological Science w lutym 2021 roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sensacja z wrocławskiego zoo. A właściwie dwie sensacje. Pierwsza to narodziny myszojelenia – kanczyla filipińskiego – zagrożonego wyginięciem endemita z Filipin. Sensacja druga to sam fakt sfilmowania narodzin. To nie udało się jeszcze nikomu na świecie.
      Wrocławski ogród zoologiczny słynie m.in. z sukcesów hodowlanych. Szczególną uwagę przywiązuje się tutaj do rozmnażania gatunków zagrożonych. Takich właśnie jak myszojelenie. Kanczyl filipiński to jeden z 10 gatunków myszojeleni i jeden z najbardziej zagrożonych. Przyszłość gatunku stoi pod znakiem zapytania, gdyż jego habitat jest niszczony pod plantacje palmy olejowej, z której produkuje się olej palmowy.
      W europejskich ogrodach zoologicznych mieszka 12 kanczyli filipińskich, w tym tylko 1 samiec – Johnny English z wrocławskiego zoo. Dlatego też wszyscy mają nadzieję, że urodzony właśnie 13. kanczyl jest samcem.
      Kanczyle prowadzą bardzo skryty tryb życia i jedyny raz udało się je sfilmować w naturze w 2016 r. Stąd tak niewiele o nich wiadomo. U nas w zoo również trudno je obserwować. Chowają się przed ludźmi w gąszczu traw lub zakamarkach pagody. Dlatego zainstalowaliśmy kamery, które podglądają zwierzęta w dzień i w nocy. Dzięki temu udało się nagrać nocny poród, który miał miejsce 10 listopada br. około godziny 2:24. Film już udostępniliśmy na branżowych kanałach i wywołał prawdziwą sensację, bo nikt wcześniej nie widział jak przebiegają narodziny - czy matka chowa się na czas porodu, czy rodzi na stojąco czy na leżąco, ile trwa poród, jak szybko kanczylek wstaje, kiedy zaczyna poszukiwać pokarmu u matki. Dzięki nagraniu na większość pytań znamy odpowiedź. Oczywiście trzeba je potwierdzić, przy kolejnych porodach, ale zrobiliśmy krok milowy dla przetrwania tego gatunku – mówi Radosław Ratajszczak, prezes wrocławskiego zoo.
      Kanczyle, kiedy poczują się dobrze, dość łatwo się mnożą i dość szybko dojrzewają płciowo. Niestety są bardzo wrażliwe na czynniki zewnętrzne, jak bakterie, grzyby czy pogodę, z którymi mamy do czynienia w Europie. Musimy bardzo o nie dbać i utrzymywać w określonych warunkach. Dlatego samice z Chester i Rotterdamu będą musiały poczekać, aż urodzi się u nas samiec i dorośnie. Wtedy pojedzie do jednej z tych grup. Wcześniej nie możemy ryzykować transportu samca czy samic w celach prokreacyjnych, bo to zbyt cenne zwierzęta. Mamy więc ogromną nadzieję, że nowo urodzony maluch okaże się właśnie samcem – dodaje Ratajszczak.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Stetoskop na miarę XXI wieku, który bezprzewodowo prześle dźwięk, dostosuje charakterystykę dźwięku do potrzeb lekarza, usprawni proces diagnostyki nawet w trudnych warunkach pandemii. Taki wynalazek opracowali studenci Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Medycznego.
      Ich projekt otrzymał nagrodę specjalną w konkursie Forum Młodych Mistrzów podczas XXVI Forum Teleinformatyki. Zespół tworzą: Karol Chwastyniak, Wojciech Kania, Wojciech Korczyński z Wydziału Informatyki i Zarządzania oraz Filip Ciąder z Wydziału Mechanicznego, a także studenci Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: Tomasz Skrzypczak i Jakub Michałowicz.
      Czuły, dokładny, inteligentny
      Zespół zaprojektował inteligentny stetoskop, który ma wspomagać lekarza w jego codziennej pracy. Kluczowym atrybutem rozwiązania jest cyfrowe przetwarzanie dźwięku. Dzięki redukcji niechcianego szumu otoczenia osłuchiwanie pacjenta staje się bardziej precyzyjne. Regulacja głośności umożliwia dostosowanie dźwięku do potrzeb lekarza. Zwiększa to komfort badania oraz pozwala na wzmocnienie najbardziej stłumionych szmerów – tłumaczą pomysłodawcy.
      Dzięki współpracującej ze stetoskopem aplikacji mobilnej można bezprzewodowo przesłać dźwięk wprost do słuchawek użytkownika. To jest szczególnie przydatne w czasie pandemii COVID-19, gdy lekarz musi osłuchać pacjenta w pełnym kombinezonie ochronnym z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.
      Zastosowana przez studentów technologia pozwala na wyposażenie urządzenia w takie funkcje, jak możliwość konsultacji z innymi specjalistami, zapisywanie w pliku, eksportowanie, porównywanie z nagraniami wzorcowymi i przywoływanie nagranych dźwięków z historii pacjenta. Co więcej, zespół rozpoczął także wdrażanie do projektu metod sztucznej inteligencji. Pierwsze próby dały bardzo obiecujące wyniki.
      Dzięki wykorzystaniu uczenia maszynowego można dostrzec i sklasyfikować subtelne różnice szmerów wad zastawkowych serca – wyjaśniają studenci.
      Projekt z potencjałem  
      Od strony merytorycznej wsparcia udzielił studentom m.in. dr inż. Zbigniew Szpunar z Wydziału Informatyki i Zarządzania. To są kreatywni młodzi ludzie, którzy myślą nieszablonowo i bardzo konkretnie. W trudnym czasie izolacji, pracując zdalnie, realizują projekt, który zahacza o zagadnienia z kilku dziedzin: mechatroniki, medycyny i zaawansowanej informatyki. Musieli opanować wiele tematów z zakresu uczenia maszynowego, inżynierii oprogramowania, elektroniki, ale też kardiologii czy telemedycyny – mówi opiekun studentów z PWr. Tak naprawdę to moją istotną rolą jest nie przeszkadzać im w realizacji tego, co sobie zaplanowali – dodaje dr Szpunar.
      Potencjał studenckiego projektu dostrzegły już dwa wrocławskie szpitale, które wspomagają zespół we wszystkich etapach pracy. W ich działania zaangażowali się: prof. Marta Negrusz-Kawecka, dr n. med. Anna Goździk i dr n. med. Marta Obremska z Centrum Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, a także dr hab. Joanna Jaroch, lek. Alicja Sołtowska i lek. Jakub Mercik z Oddziału Kardiologii Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka. W projekcie współpracują również studenci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: Klaudia Błachnio, Julia Szymonik, Michał Kosior oraz Sebastian Tokarski – student Wydziału Elektroniki Politechniki Wrocławskiej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po siedmiu latach nieskutecznego leczenia białaczki u 11-letniego obecnie pacjenta wreszcie nie stwierdzono obecności komórek nowotworowych. Wszystko to dzięki nowatorskiej terapii CAR-T zastosowanej w Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK.
      W 2019 r. Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Przylądek Nadziei Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) przeszła proces certyfikacji, potwierdzający gotowość do leczenia terapią genową CAR-T pacjentów pediatrycznych, zmagających się z oporną lub nawrotową ostrą białaczką limfoblastyczną (ALL). W ok. 15 proc. przypadków tego podtypu białaczki, po transplantacji szpiku lub w drugiej bądź kolejnej linii leczenia, następuje nawrót choroby. Wysoką skuteczność w leczeniu tej grupy pacjentów wykazuje terapia genowa CAR-T. Przylądek Nadziei USK jest pierwszą i jedyną kliniką w Polsce certyfikowaną do stosowania terapii CAR-T u dzieci i młodych dorosłych z ostrą białaczką limfoblastyczną.
      Większość pacjentów, chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną, dobrze odpowiada na leczenie konwencjonalne, jednak u części z nich, wykazujących cechy złego rokowania, wznowy następują szybko – mówi prof. Bernarda Kazanowska, zastępca kierownika Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. Dla około 15-20 dzieci rocznie nie mamy w tym momencie żadnych rozwiązań terapeutycznych, które dawałyby szansę na wyleczenie. Metoda CAR-T jest dla nich bez wątpienia nadzieją.
      Komórki CAR-T zostały po raz pierwszy zastosowane u 11-letniego chłopca, zmagającego się z białaczką od siedmiu lat. Przez ten okres otrzymał on wszelkie możliwe formy terapii, w tym dwie allogeniczne transplantacje komórek krwiotwórczych od dwóch różnych dawców.
      Mimo zastosowanego leczenia białaczka ciągle nawracała i w 2019 roku większość lekarzy nie widziała już nadziei na uratowanie chłopca – mówi prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. My byliśmy jednak zdeterminowani i po uzyskaniu certyfikacji ośrodka wykonaliśmy leukaferezę u dziecka, uzyskując odpowiednią liczbę limfocytów T, które to zostały potem zmodyfikowane genetycznie w laboratorium w USA.
      Wyposażone w narzędzia do celowanego zabijania komórek białaczkowych limfocyty T dotarły do Wrocławia z USA i zostały przeszczepione 3 marca br.
      Po przeszczepie nie zaobserwowaliśmy żadnych istotnych powikłań immunologicznych ani neurologicznych i mogliśmy wypisać chłopca do domu jeszcze przed ogłoszeniem epidemii COVID-19 – mówi prof. Krzysztof Kałwak. W pierwszych dwóch miesiącach po podaniu obserwowaliśmy zmniejszanie się choroby resztkowej, ale wciąż komórki białaczkowe były obecne. Teraz mamy wreszcie długo wyczekiwane „zero” z czułością do 10-5. Nie mamy stuprocentowej gwarancji, że efekt będzie trwały, jednak na razie ma niewykrywalną chorobę resztkową i po raz pierwszy od 7 lat dziecko, jego rodzice i my, lekarze możemy odetchnąć z ulgą: „niemożliwe stało się możliwe…”.
      Leczenie zostało sfinansowane dzięki wspólnej akcji Fundacji na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową oraz Fundacji Siepomaga.
      Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu jest miejscem na innowacyjne działania – mówi Piotr Ponikowski, p.o. rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zależy nam na tym żeby naukowcy, wspólnie z klinicystami, robili milowe kroki w medycynie. Liczę, że wkrótce na naszej uczelni będziemy mogli, w ramach grantu Agencji Badań Medycznych, rozpocząć program, który umożliwi produkcję własnych komórek CAR-T. Szacuje się jednak, że czas na wyprodukowanie „polskich CAR-T” to ok. 3 lata. To minimum, bo technologię trzeba wyprodukować, a potem sprawdzić w badaniach klinicznych, czy jest skuteczna i bezpieczna.
      Chciałbym, żeby szansę na życie miał nie tylko Olek, ale też inne dzieci – mówi Piotr Pobrotyn, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Do wyprodukowania „polskich CAR-T” trzeba znaleźć sposób na finansowanie pomostowe dla pacjentów, którzy już dziś takiego leczenia potrzebują. Razem z rektorem Uniwersytetu Medycznego prowadzimy rozmowy na ten temat z przedstawicielami resortu zdrowia i mamy nadzieję, że dla dobra dzieci szybko zostanie osiągnięty kompromis.
      Jak działa terapia CAR-T?
      Jak w praktyce działa mechanizm terapii CAR-T? W specjalistycznym procesie filtrowania krwi (leukaferaza) izolowane są z niej leukocyty, w tym limfocyty T. Następnie są one zamrażane i przekazywane do laboratorium w celu modyfikacji. Przy pomocy wektora wirusowego limfocyty T zostają genetycznie zaprogramowane tak, aby rozpoznawały komórki nowotworu. Następnie nowo utworzone komórki CAR-T ulegają namnażaniu i trafiają z powrotem do krwi pacjenta. Tak zaprogramowane komórki CAR-T są w stanie rozpoznać komórki nowotworowe, przyłączyć się do nich i aktywnie je zniszczyć.
      Ostra białaczka limfoblastyczna (ALL)
      Ostra białaczka limfoblastyczna to najczęstszy nowotwór u dzieci i jednocześnie najczęstsza z białaczek dotykająca pacjentów pediatrycznych. ALL to nowotwór limfocytów, czyli białych krwinek, zaangażowanych w funkcjonowanie systemu odpornościowego organizmu. Choroba postępuje szybko i wymaga wdrożenia natychmiastowego leczenia. Szacuje się, że ok. 85 proc. dzieci dotkniętych ALL osiąga remisję po leczeniu indukcyjnym, natomiast u ok. 15 proc. po transplantacji szpiku lub w drugim bądź kolejnym rzucie leczenia – następuje nawrót choroby. Rokowania pacjentów z nawrotem ALL są złe, pomimo stosowania leczenia systemowego, jak chemioterapia, radioterapia, terapia celowana czy przeszczep komórek macierzystych – wskaźnik przeżycia w tej grupie chorych jest niski.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedawno informowaliśmy o odnalezieniu kanczyla srebrzystogrzbietego, gatunku uznawanego za wymarły. Teraz dowiadujemy się, że ważną rolę odegrało tutaj wrocławskie ZOO i jego prezes, Radosław Ratajszczak.
      W 2018 pod auspicjami Global Wildlife Conservation zebrało specjalny zespół badawczy, którego celem był odnalezienie kanczyla. Jednak brakowało funduszy na rozpoczęcie badań. Wtedy zareagował dyrektor Ratajszczak i zasilił projekt kwotą 2500 USD. Badania ruszyły, a pierwsze wyniki uzyskano bardzo szybko.
      Na przełomie 2018 i 2019 roku pracujący w terenie naukowcy, po rozmowach z lokalnymi mieszkańcami, rozmieścili w lasach Wietnamu południowego aparaty pułapkowe.
      Na zdjęciach widoczne było zwierzę, które należało jednoznacznie zidentyfikować. Trafiły one do ekspertów z całego świata specjalizujących się w faunie wietnamskiej. Jednym z nich jest właśnie Ratajszczak, znany specjalista ds. fauny Azji, który ma na swoim koncie odnalezienie i pierwsze fotografie niektórych gatunków ssaków.
      Pamiętam dokładnie, to był styczeń tego roku, kiedy dostałem mejlem zdjęcia z foto pułapki z pytaniem, czy jestem w stanie zidentyfikować gatunek ze zdjęć. Spojrzałem i mnie dosłownie wbiło w fotel. Od razu wiedziałem, że to kanczyl, ale żaden ze znanych mi z autopsji gatunków. Kiedy powiększyłem zdjęcia i zacząłem się im przyglądać, nie mogłem uwierzyć, że patrzę na najmniejszego ssaka kopytnego świata, którego uznano za utraconego, wspomina Radosław Ratajszczak.
      To był jednak pierwszy etap weryfikacji. Po nim nastąpił trudniejszy – trzeba było odnaleźć ślady bytności kanczyla, zebrać próbki, zsekwencjonować DNA i przeprowadzić badania porównawcze z ostatnio widzianym osobnikiem, czyli z kanczylem, którego przed 30 laty zabili wietnamscy myśliwi. Badania te trwały pół roku, ale się udało. Ostatecznie potwierdzono, że mamy do czynienia z kanczylem srebrnogrzbietym.
      Dostaliśmy od losu prezent, a właściwie to cud, którego nie możemy zmarnować. Straciliśmy tak wiele gatunków zwierząt, że nie możemy sobie pozwolić na odpuszczenie i musimy działać dalej. Za zaginione uznaje się ok. 1 200 gatunków roślin i zwierząt. Wśród nich jest saola – gatunek odkryty w 1992 r. Jednak żaden biolog nie widział tego zwierzęcia w środowisku naturalnym od tego czasu. Mamy zdjęcia z fotopułapek i tyle. Trwają poszukiwania, w których również bierze udział nasze zoo. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc jestem pełen optymizmu na przyszłość, mówi Ratajszczak.
      Dyrektor już deklaruje, że wrocławskie ZOO zaangażuje się w przygotowanie programu ochrony rezerwatu, który ma chronić kanczyle oraz będzie rezerwat wspierać finansowo.
      Na terenie wrocławskiego ZOO prowadzona jest hodowla zachowawcza ponad 300 gatunków zwierząt, w tym takich unikatów jak milu, okapi, manaty, kuskusy niedźwiedzie czy gibony czarne. Dzięki biletom „ZOO NA RATUNEK”, które kupili zwiedzający, zoo zebrało w ubiegłym roku 280 tys. zł i przeznaczyło je na pomoc zwierzętom w środowisku naturalnym w tym łuskowcom (pangolinom), waranom z Komodo, okapi, szczurom laotańskim czy polskim żółwiom błotnym. Wspiera również projekty gatunków zagrożonych, których przedstawiciele mieszkają na jego terenie, jak pingwiny przylądkowe, czy pantery mgliste. Organizuje, wraz z fundacją Dodo, bieg charytatywny przez zoo WILD RUN i cykle spotkań otwartych „ZOO i DODO NA RATUNEK”, na które zapraszani są goście specjalni zajmujący się ochroną zwierząt w miejscu jej występowania np. w Laosie czy na Sumatrze.
      Wydaje nam się, że żyjąc w Polsce, nie mamy wpływu na to, co dzieje się na drugim końcu globu. To nieprawda, każda codzienna decyzja zakupowa niesie ze sobą konsekwencje. Cokolwiek kupujemy zostało gdzieś wyprodukowane, zużyto to tego celu konkretne surowce, zostało w coś zapakowane i przetransportowane do sklepu. Każde to działania wpływa na środowisko. Dlatego jest tak ważne dla nas, aby mówić o ochronie zwierząt i namawiać ludzi, aby przyłączali się do nas i wspierali nasze działania. Chodzi nie tylko o przyszłość naszych wnuków, ale już nas samych – podkreśla Radosław Ratajszczak.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...