Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Indywidualizm, jedna z najważniejszych cech zachodniej kultury, bierze swe początki z wpływów Kościoła katolickiego sprzed ponad 1500 lat. Do takich wniosków doszli autorzy najnowszych badań, których wyniki opublikowano w Science.

Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Harvarda, George Mason University oraz Canadian Institute of Advanced Research, zachodni indywidualizm to skutek wprowadzenia przez Kościół nowych zasad zawierania małżeństw oraz struktury rodziny. To podważyło istniejące dotychczas normy społeczne i wywołało coś, co badacze nazwali „całościową zmianą psychologiczną”, czyli całym szeregiem zmian w zachowaniu i sposobie myślenia, które zmieniły naturę europejskich populacji.

Przed tą zmianą społeczeństwa Europy były zbudowane wokół więzi rodzinnych, klanów, które również między sobą były połączone związkami rodzinnymi. W klanach kultywowano konformizm, posłuszeństwo i lojalność grupową, jednocześnie zaś obcym nie ufano, traktowano ich mniej uczciwie. Struktura taka zniechęcała do niezależności i krytycznego myślenia.

Kościół chciał wyeliminować kazirodztwo, które było czymś powszechnym w tak zorganizowanych społecznościach, gdzie normą były małżeństwa pomiędzy krewnymi. Nałożenie ścisłych zasad dotyczących małżeństw skutkowało wyodrębnieniem się małych, zatomizowanych gospodarstw domowych, osłabienie więzi rodzinnych, zwiększeniem mobilności ludzi, a jednocześnie mniejszym konformizmem, większym indywidualizmem i pojawienie się zestawu wartości oraz konstrukcji psychologicznych i społecznych, które ukształtowały świat zachodni takim, jakim znamy go dzisiaj.

Około roku 500, Kościół zachodni, w przeciwieństwie do innych gałęzi chrześcijaństwa i innych religii, zaczął wprowadzać nowe zasady dotyczące zawierania małżeństwa i struktury rodzinne. To doprowadziło do zerwania więzi klanowych w Europie i pojawienia się zatomizowanych rodzin monogamicznych, wyjaśnia jeden z głównych autorów badań, Joseph Henrich, dziekan wydziału ewolucji człowieka na Uniwersytecie Harvarda.

Skutki tego procesu są tym silniejsze, im dłużej dana społeczność znajdowała się pod wpływem Kościoła. Są obecnie widoczne dosłownie wszędzie. Uczeni, badając różnice w zachowaniu pomiędzy populacjami opartymi na więzach rodzinnych, a populacjami, na które wpływ miały działania Kościoła, odnotowali m.in. różnice w częstotliwości oddawania krwi, używania różnych form płatności, wynikach testów psychologicznych, różnice były nawet widoczne w liczbie niezapłaconych mandatów za parkowanie wśród delegatów na obrady ONZ.

Bardzo podobało nam się badanie kwestii mandatów. W Nowym Jorku mamy przecież delegatów ONZ z całego świata, mogliśmy więc zobaczyć, jak się oni zachowują, cieszy się Henrich.

W przeszłości – obecnie zasady zostały zmienione – delegaci do ONZ nie musieli płacić mandatów za nieprawidłowe parkowanie. Uczeni mogli więc sprawdzić, ilu z nich płaciło dobrowolnie. Okazało się, że na przestrzeni jednego roku dyplomaci z krajów, gdzie są silne więzy klanowe, mają znacznie więcej niezapłaconych mandatów, niż z krajów, gdzie Kościół wywarł swój wpływ na strukturę społeczną. Na przykład dyplomaci z Szwecji i Kanady zapłacili wszystkie mandaty, tymczasem delegaci z Kuwejtu nie zapłacili 249 mandatów, Egipcjanie mieli na swoim koncie 141 niezapłaconych mandatów, a mieszkańcy Czadu – 126. Henrich uważa, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest zamknięta mentalność, charakterystyczna dla społeczności opartych o silne więzi rodzinne i klanowe. Mentalność taka buduje co prawda bliską i współpracującą ze sobą grupę, ale współpraca ta nie wychodzi poza nią. Tacy ludzie mniej przejmują się obcymi, innymi, ludźmi, których nie znają, wyjaśnia uczony.

Oczywiście Zachód nie jest jednorodny pod względem intensywności więzi rodzinnych. Naukowcy przeanalizowali dane z 92 włoskich prowincji dotyczące małżeństw pomiędzy kuzynami. Dane takie udostępnił im Kościół, do którego wpływają wnioski o udzielenie dyspensy i zezwolenie na takie małżeństwa. Analiza wykazała, że w tych prowincjach, w których odsetek małżeństw pomiędzy kuzynami jest wyższy ludzie częściej pożyczają pieniądze od rodziny i znajomych, a nie od banków, częściej płacą gotówką i częściej trzymają swoje oszczędności w gotówce, a nie w bankach, papierach wartościowych czy innych instrumentach finansowych. Rzadziej oddają też bezpłatnie krew.

W ramach badań stworzono też bazę danych długości wpływu Kościoła zachodniego na każdy kraj na świecie oraz na 440 regionów w Europie. Uczeni przetestowali swoją hipotezę na trzech poziomach: globalnym czyli biorąc pod uwagę całe państwa; regionalnym, wewnątrz państw Europy oraz indywidualnym, na poziomie dorosłych dzieci imigrantów mieszkających w Europie, którzy pochodzili z krajów o różnej długości wpływu Kościoła.

Henrich przypomina przy tym, że Kościół miał obsesję na punkcie małżeństw krewnych. Wiele nieszczęść, jak epidemie, tłumaczono m.in. zawieraniem małżeństw i uprawianiem seksu przez krewnych. Jak zauważa profesor ekonomii Jonathan Schulz z George Mason University, zakaz małżeństw pomiędzy krewnymi mógł pomagać też w zdobywaniu nowych wyznawców. Łatwiej jest nawrócić ludzi, jeśli usunie się ich stare bóstwa. A sposobem na ich usunięcie jest usunięcie tego, co stanowi podstawę ich istnienia czyli rodzinę zorganizowaną według pokrewieństw, łączoną przez wspólnych przodków.

Społeczeństwa Zachodu i ich kulturalni spadkobiercy z Ameryki Północnej i Australii są od dawna uważane za wyjątkowe na tle innych społeczności pod względem niezależności myślenia i innych cech, takich jak gotowość do zaufania obcym.

Powyższa praca jest pierwszą, która w sposób systematyczny i zorganizowany łączy współczesne cechy psychologiczne z wpływem Kościoła. To naprawdę nowatorskie i prawdziwie interdyscyplinarne badania. Jeśli byśmy przeprowadzili ankietę wśród antropologów, psychologów kultury i psychologów ewolucyjnych i zapytali ich, co było przyczyną pojawienia się indywidualistycznej kultury Zachodu, uzyskalibyśmy całą gamę odpowiedzi. Niewielu z nich uznałoby, że przyczyną jest Kościół czy zatomizowana rodzina, mówi profesor Thomas Talhelm z University of Chicago, który nie był zaangażowany w opisywane badania.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.11.2019 o 23:58, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Indywidualizm, jedna z najważniejszych cech zachodniej kultury

serio?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, krzysiek napisał:
W dniu 8.11.2019 o 23:58, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Indywidualizm, jedna z najważniejszych cech zachodniej kultury

serio?

Hmm... może należałoby uściślić "jedna z najważniejszych, aczkolwiek nie zawsze docenianych", jeśli akurat to masz na myśli...(?) ;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.11.2019 o 23:58, KopalniaWiedzy.pl napisał:

W Nowym Jorku mamy przecież delegatów ONZ z całego świata, mogliśmy więc zobaczyć, jak się oni zachowują, cieszy się Henrich.[...] Okazało się, że na przestrzeni jednego roku dyplomaci z krajów, gdzie są silne więzy klanowe, mają znacznie więcej niezapłaconych mandatów, niż z krajów, gdzie Kościół wywarł swój wpływ na strukturę społeczną. Na przykład dyplomaci z Szwecji i Kanady zapłacili wszystkie mandaty, tymczasem delegaci z Kuwejtu nie zapłacili 249 mandatów, Egipcjanie mieli na swoim koncie 141 niezapłaconych mandatów, a mieszkańcy Czadu – 126.

Z zacięciem rzuciłem się na pracę źródłową i suplement; niestety, nie znalazłem ilu polskich dyplomatów nie zapłaciło dobrowolnie mandatu.
Wytłuszczenie rozbawiło mnie do łez.

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Astro napisał:

Z zacięciem rzuciłem się na pracę źródłową i suplement; niestety, nie znalazłem ilu polskich dyplomatów nie zapłaciło dobrowolnie mandatu.

Może pomogę. Autorzy opierają się na Corruption, Norms, and Legal Enforcement. Evidence from Diplomatic Parking Tickets Raymonda Fismana i Edwarda Miguela (do znalezienia na sites bu edu). To praca z 2007 roku, porównująca nieprzepisowe parkowanie przez dyplomatów w Nowym Jorku w latach 1997–2002 (kiedy nie byli karani) i 2002–2005 (kiedy władze Manhattanu wzięły się za nielegalnie stawiane samochody z tablicami dyplomatycznymi). Niewiele z niej wynika, choć średnio przybysze z krajów o wysokiej korupcji naruszali prawo częściej, trudno też dopasować ją do powyższego artykułu Schulza, Bahramiego-Rada, Beauchampa i Henricha (w którym pojawia się tylko raz w gąszczu przypisów). Ale skoro to wszystko ciekawostka i click-bait, opiszę wyniki:

Najwięcej wykroczeń mieli średnio na sumieniu przedstawiciele Kuwejtu, Egiptu, Czadu, Sudanu, Bułgarii, Mozambiku, Albanii, Angoli, Senegalu i Pakistanu (pierwsza dziesiątka; Kuwejt prawie dwa razy więcej niż kolejne państwa).

Najmniej: Wielka Brytania, Holandia, ZEA, Australia, Azerbejdżan, Burkina Faso, Republika Środkowoafrykańska, Kanada, Kolumbia, Dania, Ekwador, Grecja, Irlandia, Izrael, Jamajka, Japonia, Łotwa, Norwegia, Oman, Panama, Szwecja, Turcja (przedstawiciele każdego z tych państw średnio 0).

A polscy dyplomaci? Nie wypadli źle (1,7 wykroczenia na osobę, 114 miejsce na 149, dół tabeli – trochę mniej niż np. Austriacy, dziesięć razy mniej niż Czesi, prawie dwa razy więcej niż Niemcy). Ale raz jeszcze: co konkretnie z tej pracy miałoby wynikać i dlaczego lista „najporządniejszych” państw wywołuje tak bezbrzeżne zdumienie, naprawdę nie wiem…

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.11.2019 o 23:58, KopalniaWiedzy.pl napisał:

W klanach kultywowano konformizm, posłuszeństwo i lojalność grupową, jednocześnie zaś obcym nie ufano, traktowano ich mniej uczciwie. Struktura taka zniechęcała do niezależności i krytycznego myślenia.

Czyli zamieniono w części posłuszeństwo klanom na rzecz posłuszeństwu papieżowi.

Czy coś to zmieniło w zacytowanym stwierdzeniu? Nic się nie zmieniło jakościowo. Zmienił się jedynie "pan", a poddany dalej klęczał tyle że przed inną osobą

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, tempik napisał:

Czyli zamieniono w części posłuszeństwo klanom na rzecz posłuszeństwu papieżowi.

Nawet jeżeli przyjąć taki sposób myślenia (a jest on sporym uproszczeniem - konfliktów między władcami państw a papieżami/biskupami było w historii "od groma"), to powstaje wniosek, że znacznie zwiększył się rozmiar "klanu" (w jednym przypadku jakiś np. jeden szkocki klan McCośtam, w drugim cała Europa Zachodnia i spora cześć Środkowej), tak że jednostka już nie mogła się kierować "konformizmem, posłuszeństwem, etc...", tylko wytworzyć inny/nowy sposób myślenia. Przynajmniej taka jest teza autorów badań, bo czy jest ona dobrze uzasadniona, to ja też nie czuję się przekonany, zaglądałem do oryginalnego artykułu, ale jedyny wniosek jaki mi przyszedł do głowy, to, że nie znam na metodologii w naukach humanistycznych, więc nie mam co się za to zabierać "na poważnie".

Edited by darekp
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem napisać, że w tych badaniach nie wzięto pod uwagę Polski, w której kościół ma duży wpływ (Rzymsko-katolicki), ale ktoś mnie ubiegł i podał wiarygodne wyniki przede mną. Fakt jest taki, że teoretycznie jesteśmy krajem katolickim, a w płaceniu mandatów dobrzy nie jesteśmy. Co tu ma do rzeczy w takim razie wpływ kościoła?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, darekp napisał:

ale jedyny wniosek jaki mi przyszedł do głowy, to, że nie znam na metodologii w naukach humanistycznych, więc nie mam co się za to zabierać "na poważnie".

no właśnie! też nie znam tej metodologii i w ogóle zastanawiam się czy jest jakaś konkretna metodologia nauk humanistycznych, czy ktoś wie coś na ten temat? 

Niemniej teza artykułu bardzo ciekawa i moim zdaniem ma sens. Czy tak było rzeczywiście to inna kwestia ;P Na pewno świat zachodu jest bardziej indywidualistyczny a wschodu kolektywistyczny, gdybyśmy mieli tak zgrubnie przydzielać do kategorii. Czy ten indywidualizm rozpoczął się u nas od kościoła? Bardzo mozliwe, w końcu kościół stanowił dominującą siłę jesli chodzi o wpływ na społeczeństwa, niemal jak klimat :D. Ale jak tego dowieść? Nie wiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, rozan napisał:

Co tu ma do rzeczy w takim razie wpływ kościoła?

Otóż to. Autorzy publikacji chyba za wszelką cenę chcieli wykazać, że kościół ma wpływ jeszcze na coś oprócz wpływu na zubożenie społeczeństwa, w którym działa.

Na brak płatności mandatów to raczej ma wpływ słabe prawo i/lub jego mizerne egzekwowanie. U dyplomatów może wpływać na obniżenie reputacji, tyle że w krajach o słabym prawie, również reputacja jest nisko ceniona. Szkoda, że autorzy tej publikacji nie poruszyli kwestii płacenia podatków. Uczy się nas, że uczciwe płacenie podatków jest sprawą honoru, jest przejawem patriotyzmu i szacunku dla własnego państwa. Tymczasem kościół nie tylko wymigał się od płacenia podatków (przynajmniej w Polsce, ale pewnie w innych krajach też), ale jeszcze wyłudza pieniądze ze skarbu państwa ile tylko się da, i to nie tylko pod postacią czystej gotówki, ale także pod postacią nieruchomości i darmowych usług. I jakoś ta hańba im nie doskwiera.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, rozan napisał:

Co tu ma do rzeczy w takim razie wpływ kościoła?

Cóż, pewnie można próbować różnych interpretacji. Tuta przykład dość starej, pewnie z błędami i uproszczeniami, ale IMHO dającej poczucie, że coś wyjaśnia (przynajmniej częściowo): https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny#Charakterystyka_poszczególnych_cywilizacji

Całkowicie pomijać wpływ Kościoła na różne rzeczy (pozytywnego bądź nie) wydaje mi się, że nie można (bo był "niemal jak klimat";) ). Z linku powyżej wynikałoby, że może i w Polsce (przy wpływie Kościoła) nie jest najlepiej, ale w niektórych miejscach, gdzie tego wpływu nie było, może być jeszcze gorzej (cywilizacja turańska, zresztą w gruncie rzeczy w PL też mamy sporo tych wpływów "turańskich" chyba ;))

Edited by darekp
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, darekp napisał:

Całkowicie pomijać wpływ Kościoła na różne rzeczy [...] wydaje mi się, że nie można

Nie chodzi o pomijanie wpływów. Wpływ był i nadal jest ogromny! Problem w tym, że ja nie widzę pozytywnych wpływów kościoła na cokolwiek. Negatywnych mogę wymieniać bez liku, a historia pokazała, że wiele z nich było dramatycznych i krwawych. Szukanie pozytywnych wpływów kończy się ... publikacjami naukowymi. Bo potrzebni są naukowcy, aby przynajmniej próbować te pozytywne wpływy znaleźć.

Owszem, można znaleźć wiele osób twierdzących, że kościół ma na nich dobry wpływ. Pytanie tylko, czy tak jest w rzeczywistości, czy tylko kościół wmawia im, że bycie w tej sekcie (wg kościoła - wspólnocie, tylko że ze wspólnotą nie ma to nic wspólnego) jest pozytywne. Dlatego nie można tej kwestii rozpatrywać z punktu widzenia jednostki, bo raczej każdy będzie chwalił organizację do której należy, nierzadko bezkrytycznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Sławko napisał:

Nie chodzi o pomijanie wpływów. Wpływ był i nadal jest ogromny! Problem w tym, że ja nie widzę pozytywnych wpływów kościoła na cokolwiek.

Hmm.. raczej przesada. Chociażby powyższy art. sugeruje pozytywny wpływ kościoła, zakładając że indywidualizm jest dobry ;P i że faktycznie był to wpływ kościoła. Po drugie, chociażby same fizyczne obiekty w postaci kościołów i wszelkich rytualnych narzędzi jest pozytywne dla wierzących. Chyba, że chcesz zakwestionować pozytywny wpływ wiaty na człowieka, ale to nie wiem czy się w ogóle da. Żeby uniknąć standardowych nieporozumień - jestem NIEwierzący jakby co ;P 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sławko Prawdę mówiąc, nie bardzo rozumiem, bo skoro nie chcesz rozpatrywać z punktu widzenia jednostki, ani nie za pomocą badań naukowych, to jak inaczej?

Zdroworozsądkowo, to wydaje mi się, że - jak to się często mówi - nasza cywilizacja jest oparta na trzech filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie i religii: chrześcijańskiej/judaistycznej. I jeśli chcieć ją jakoś oceniać, to właśnie porównując z innymi (można dyskutować, czy w ujęciu Konecznego to jest obiektywne, czy nie, albo czy pominięto coś itp. tu zgoda, można pewnie próbować tworzyć jakieś inne kryteria). 

W każdym razie wychodzi, że to chrześcijaństwo było "jakoś" potrzebne, żeby dojść do stanu dzisiejszego. Dokładniejszą analizą powinni się zająć chyba właśnie naukowcy:) Ale tak na szybko przychodzi mi do głowy, że:

1) Kościół pełnił funkcję pewnego rodzaju "władzy", ale też edukacji, nauki itp. (budował szpitale, mnisi przepisywali księgi itd.). 

2) Jeśli chodzi o tę władzę, to mógł pomagać opozycji (tak było za czasów PRL, nie wiem, jak np. w średniowieczu). Tu można by znów wrócić do tego, na co zwracał uwagę Koneczny, czy poddani mają prawo oceniać moralnie władcę, czy nie. U nas akurat jest na "tak".

3) To nie jest tak, że ateista gdzieś w Polsce czy na Zachodzie posługuje się jakąś "obiektywną" etyką "ateistyczną". Z reguły używa przerobionej (np. zmienionej w sferze seksu - to b. częste;) ) etyki chrześcijańskiej. Dlaczego laicka Unia Europejska przyjmuje imigrantów? (można by odpowiedzieć na szybko, że w ramach "miłości bliźniego"). Tak naprawdę dużo z naszych nieuświadomionych ocen/zachowań bierze się z kultury ukształtowanej właśnie przez te trzy filary. I powstaje pole do ogromnej dyskusji, w jaki sposób ustalać, która etyka jest "lepsza", a która "gorsza" i kto ma to ustalać i jaki sposób ustalania jest "lepszy", i czy każdemu wolno jak mu się podoba itd. itp. Ja nie chcę w to wchodzić, wydaje mi się, że po prostu warto/trzeba uszanować, to co samo wyewoluowało (a wyewoluowało jakoś tak, że nawet najprymitywniejsze plemiona mają jakąś religię, więc chyba gdyby ją zabrać, przypuszczalnie byłoby gorzej). ja zbyt dobre zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń, żeby uważać, że jestem w stanie samodzielnie wymyślić "lepszą" alternatywę (a na dodatek im dłużej żyję, tym więcej widzę swoich ograniczeń:) ) 

Więc IMHO dobrze by było, żeby naukowcy to zbadali zamiast mnie (jeśli potrafią, a czy potrafią, to zdaje się jest wątpliwe :P )

 

Edited by darekp
  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całkiem niezły wywód, choć co do pkt. 2 to się zastanawiam, bo niby kościół może oceniać u nas władzę, to jednak dużo mówi się o tym, że kościół nie powinien ingerować w politykę, bo nie taka jest jego misja, jak to jest zwalczane w praktyce, wszyscy wiemy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, darekp napisał:

1) Kościół pełnił funkcję pewnego rodzaju "władzy", ale też edukacji, nauki itp. (budował szpitale, mnisi przepisywali księgi itd.).

To dużo bardziej skomplikowane. Proszę nie zapominać, że we wczesnym średniowieczu istaniał ceremoniał inwestytury duchownej, który jasno określał pozycje kościoła - kościół był wasalem władzy świeckiej, a sam posiadał władze bardzo ograniczoną. Wszystko zaczęło się zmieniać wraz z tzw. sporem o inwestyturę (zjawisko swymi korzeniami siegąło X w.). Sam  Mieszko I przyjmując chrześcijaństwo traktował kościół czysto instrumentalnie, wykorzystując do maksimum jego zależność. Dopiero z czasem zaczęło się to zmieniać. 

 

20 godzin temu, darekp napisał:

2) Jeśli chodzi o tę władzę, to mógł pomagać opozycji (tak było za czasów PRL, nie wiem, jak np. w średniowieczu)

Na dzień 31.12.1982 r. Służba Bezpieczeństwa PRL  miała wśród ludzi Kościoła (głównie kisęży i zakonników)  ok. 6 tyś tajnych współpracowników. Ilu zaś księży realnie pomagało opozycji?;)

Kościół (zwłaszcza w Polsce)  sam dąży do władzy i jeśli władzę świeckie idą mu w tym na rekę to tym lepiej dla władz świeckich.  Przykładów (chocby z PRL) jest aż nadto.

 

Ale do meritum. Dla mnie postawiona przez badaczy hipoteza jest nieco od czapy. W kościele wschodnim chrześcijanskim , kościół zinstytujonalizował małżeństwo już w 893 r. (bez udziału kapłana stawało się nieważne), ale nie przełożyło się to jakoś dszczególnie  na ów  indywidualizm. W Polsce dla odmiany  dopiero w 1563 r. już po Soborze Trydenckim. 

Małżeństwa rodowe zaczęły zanikać w Średionowieczu, ale ja bym tu nie upatrywał dużych zasług kościoła. Małżeństwo było wówczas  przede wszystkim komórką ekonomiczną.

Był majątek, była żona/mąż. Ograniczona liczba warsztatów rzemieślniczych, gospodarstw rolnych powodowała występowanie całej masy ludzi samotnych. W Poznaniu np.  w XVI w. aż 20% gospodarstw domowych to były gospodarstwa jednoosobowe (!). W Polsce ukształtowanie  takiego modelu rodziny nastąpiło na długo przed silnym wzrostem wpływów KK (kontreformacja) i było związane z przemianami gospodarczo-społecznymi.

Pewną ciekawostką była szlachta gniazdowa, zwłaszcza na Podlasiu i Mazowszu. Zawierane  były tam małzeństwa rodowe, w dalszym lub bliższym stopniu spokrewnione:

https://dna.projektpodlasie.pl/

Silna klanowość szła akurat w tym  przypadku w parze z dużym indywidualizmem poszczególnych rodzin małych i jednostek. I choć szlachta ta często jest kojarzona (po części słusznie) z wieloma negatywnymi przywarami, które przyczyniły się do słabość Rzplitej , to kształtowanie owych przywar w "dziwny" sposób korelowało się ze wzrostem wpływów  KK. ;)

 

Ps. Chciałbym podkreślic, że do X w. jesli chodzi o małżeństwa klasy panujacej (rycerstwa) kościół nie miał nic do powiedzeina- były to małżenstwa prywatne, świeckie, kontraktowe, a to łśnie ta warstwa kształtowała ład ówczesnego świata zachodniego. . OD XI-XII w. zaczęto wymagać zgody małożonków, ale aż po wiek XVI, małżeństwo było ważne bez udziału księdza (kościoła) i miało w znacznym stopniu  charakter kontraktowy (ekonomiczny). Tak było w całej niemalże Europie Zachodniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, venator napisał:

Ale do meritum. Dla mnie postawiona przez badaczy hipoteza jest nieco od czapy. W kościele wschodnim chrześcijanskim , kościół zinstytujonalizował małżeństwo już w 893 r. (bez udziału kapłana stawało się nieważne), ale nie przełożyło się to jakoś dszczególnie  na ów  indywidualizm.

Bardzo rzeczowo piszesz, ale dlaczego zinstytucjanlizowanie małżeństw w kościele wschodnim chrześcijańskiem nie wpłynęło na indywiduzlizm? Dlaczego tak uważasz? Nie jestem historykiem ale ten wschodni kościół chrześcijaśńki to jak rouzmiem europa wschodnia a nie np. Chiny gdzie podobno chrześcijaństwo istniało od VIII wieku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 13.11.2019 o 13:01, Warai Otoko napisał:

Bardzo rzeczowo piszesz, ale dlaczego zinstytucjanlizowanie małżeństw w kościele wschodnim chrześcijańskiem nie wpłynęło na indywiduzlizm? Dlaczego tak uważasz? Nie jestem historykiem ale ten wschodni kościół chrześcijaśńki to jak rouzmiem europa wschodnia a nie np. Chiny gdzie podobno chrześcijaństwo istniało od VIII wieku. 

Kościół wschodniochrześcijański -> bizantyjski. Choć  "Trzeci Rzym" to koncepcja historiozoficzna mająca przede wszystki podkreślać prawosławie jako to "właściwe" wyznanie chrześcijanskie, to bardzo często jest kojarzone z konecpją władzy samodzierżawnej, absolutnej. W Rosji, która pełnymi garściami czerpała z kościoła bizantyjskiego, w którym małżeństwo było zinstytucjonalziowane, indywidualizm sie jakoś nie wykształcił. Chyba przyznasz, że w kraju w którym prywatna własność ziemska pojawiła się ledwie dwieście lat temu, gdzie minimalny wpływ jednostki na władzę (demokracja) to krótkie epizody, indywidualizm to pojecie czysto teoretyczne? Pod tym względem hipoteza Henricha zupełnie się nie sprawdza.

Bo wpływ na społeczeństwo miał nie tylko Kościół. Na Rusi, pod kątem omawianego tematu, to przede wszystkim min.  wpływ Tatarów, ogółem ludów koczowniczych ludów azjatyckich i szereg innych zapewne czynników.

W Europie Zachodniej zmiany w modelu funkcjponowania rodziny to także bardzo złożone zjawisko. Oczywiście hipotezy o roli kościoła w rozbijaniu społeczeństw klanowych (rodowych) są starsze niż powyższa. Tak twierdził Fukuyama, czy też można sobie pooglądać kolore mapki na nierozwijanej już stronie pewnej  (podobno) prawicowej blogerki:

http://www.unz.com/jman/how-inbred-are-europeans/

Ta z kolei opiera się na ciekawych  badaniach genetycznych P. Ralpha i G. Coop'a dotyczących genetycznego pokrewieństwa Europejczyków:

https://journals.plos.org/plosbiology/article?id=10.1371/journal.pbio.1001555

W hipotezie hbdchick z pierwszej linkowanej strony,  podoba mi się to, że stawia sprawę jasno - Kościół dążąc do egzogami działał z czysto merkantylnych i partykularnych interesów. Kawa na ławę.

Proszę zauważyć, że na stronie Centrum Chrześcijańskie "Antyteza" problem kazirodztwa jest przedstawiony nie jako problem genetyczny, a teologiczny (przede wszystkim), jako wyraz nieposłuszeństwa.

Wynika to wprost ze Starego Testamentu (Rdz 2,24):" Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ścisle, że stają się jednym ciąłem".

Wychodzisz ze starego (rodziny Adama)  i wchodzisz w nowe (Syna bożego). Pozstanie w obrębie rodu to grzech, a więc nieposłuszeństwo.   A  to  o posłuszeństwo głównie chodziło. Oczywiście kwestia zasięgu( stopnia pokrewieństwa)  owego" kazirodztwa" to odrębny temat.

 Taka sytuacja była bardzo na ręke zarówno kościołowi jak i władcy  gdyż dawała ideologiczne podstawy do rozbijania" starego" czyli społeczeństwa klanowego. Poraz kolejny odwołam się do Mieszka I. Przyjęcie chrześcijaństwa z jego silnym dążeniem do ograniczani chowu wsobnego i narzucania egozgamii dawało oręż w walce ze "starym". Mieszko -poganin był tylko naczelnikiem, za zabicie którego można było wykpić się płacąc główszczyznę. Mieszko-chrześcijanin był pomazańcem bożym, otrzymywał funkcje sakralną, zamach na niego to był  zamach na boga. Przy okazji  wdrożenie doktryny chrześcijanskiej w dosyć krótkim czasie likwidowało klanowośc społeczeństwa, rozbijając struktury plemienne (unifikacja wiery).  Dwie pieczenie przy jednym ogniu. 

Być może atomizacja rodzin w Europie Zach.  była procesem mniej lub bardziej pobocznym powyższej walki o dusze i ciała jakie toczyła władza świecka i duchowna. Myślę, że ogromne znaczenie miały jednak także przemiany gospodarczo-społeczne a nawet klimatyczne.

 

 

Edited by venator
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 15.11.2019 o 18:54, venator napisał:

Być może atomizacja rodzin w Europie Zach.  była procesem mniej lub bardziej pobocznym powyższej walki o dusze i ciała jakie toczyła władza świecka i duchowna. Myślę, że ogromne znaczenie miały jednak także przemiany gospodarczo-społeczne a nawet klimatyczne.

Oczywiście nigdy nie myślałem i chyba autorzy powyższego art też nie, że Kościół intencjonalnie doprowadził do wzrostu indywidualizmu i że to był ich cel. Tak jak piszesz mieli w tym swój "teologiczny interes", a ten indywidualizm wyszedł "przypadkiem". Co do braku Indywidualizmu w Rosji - faktycznie tam się nie wykształcił, ale w art piszą o "kościele zachodnim", czyli chyba można przyjąć, ze chodzi tylko o katolickim - także wszystko w porządku. Niemniej jak też uważam, że zapewne wpływ na wzrost indywidualizmu w znacznej części Europy miał nie tylko kościół, ale również inne czynniki, to nadal hipoteza że był to wpływ znaczny wydaje się być sensowna. Być moze lepszym modelem jest teoria Konecznego o cywilizacji łacińskiej (europa zach.) i turańskiej (rosja), gdzie głównym elementem, choć nie jedynym, cywilizacji łacińskiej jest kościół. Wtedy wszystko by się zgadzało chyba. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.11.2019 o 09:34, Warai Otoko napisał:

to nadal hipoteza że był to wpływ znaczny wydaje się być sensowna.

Ja uważam, że zdecydowanie na wyrost. 

Przez zdecydowaną część Średniowiecza, małżeństwo miało charakter świeckiego kontraktu, w którym naistotniejszą częścią było posiadanie majatku. 

Tylko w najbardziej pierwotnych społeczeństwach plemiennych dominującym typem małżenstwa był raptus, czyli fizyczne uprowadzenie kobiety przez mężczyznę. Jednak już w czasach barbaricum, jak pisał Tacyt w "Germanii" w I n.e., u Germanów głównym typem małżeństwa było kupno żony, w której formą zapłaty były dary (pretium emptionis) a więc forma umowy handlowej (oczywiście symboliczne zaślubiny też były). Z czasem przekształciło się to w nabycie prawa nad żoną. Tak czy siak trzeba było posiadać majątek aby zawrzć małżeństwo.

W zachodnim Kościele, również w Polsce, świecki charakter małżeństwa (oczywiście z coraz większą ingerencją Kościoła) utrzymał się zasadniczo  do 1563 r. Po Soborze Trydenckim, w państwach katolickich  już nie. 

Sama mała rodzina powstała na wskutek rozpadu dawnych społeczeństw plemiennych. W nich najpierw dominował typ rodu agnacyjnnego (więzy pokrewieństwa tylko po mieczu), później  kognacyjnego (więzy po mieczu i kądzieli; takie zjawisko w ogólnym ksztąłcie zachodziło też w Rzymie), a nastepnie   wskutek rozpadu struktur plemiennych przekształciły sie w wielkie  rodziny, która ulegały podziałowi na małe rodziny.  Decydujący wpływ mialy tu czynniki ekonomiczne.

Przykład: tzw. współnoty domowe i niedziały ojcowskie. 

W społeczeństwie plemiennym opierającym się na demokracji wojennej,  wyjście syna spod władzy ojca odbywało sie podczas obrad wiecu plemiennego wojowników. Z czasem w wyniku zaniku państw plemiennych, syn wychodził spod władzy ojca wtedy gdy otrzymywał majątek. Problem w Średniowieczu był taki, że pozycja ojca była tak silna, iż miał prawo do tzw. niedziałów ojcowskich - zarządzał wspólnym majątkiem i reprezentował synów na zewnątrz. Była to tzw. współnota ojcowska, w przypadku gdy byli sami bracia - tzw braci niedzielnych. Ograniczało to samodzielnośc całej rzeszy młodych mężczyzn.

To był duch dawnych, plemiennych czasów. Z czasem do tych wspólnot zaczeli dołączać dalsi krewni i obcy aby zapewnić siłe roboczą. Nazywały się własnością wspólnej ręki. Problem był w tym, że w tych  wspólnotach jego członkowie nie mieli prawa do dysponaowania majątkiem wspólnoty, nie mieli udziałów i nie dziedziczyli majatku, który przechodził na wlasność wspólnoty. Słowem komuna w Średniowieczu. Gdzie tu indywidualizm, gdzie Kościół? Nigdzie. 

Zanik wspólnot spowodowała zaś  indywidualizacja własności, co było ściśle powiązane z rozwojem gospodarki towarowo-pieniężnej.

A rozwój tej gospodarki to oddzielna kwestia.

 To zjawisko, na Zachodzie, doprowadziło do takiego  indywidualizmu jednostki, że  z czasem stworzyło kapitalizm. Oczywiście ono też zachodziło w naszej części Europy, z tym, że z powodu refeudalizacji zostałoszybko  zahamowane. 

Co więc ma z tym wspólnego Kościół?

Ps.  Odkurzyłem podreczniki do historii prawa powszechnego. Rzeczywiście, Kościół najwcześniej ingerował w małżenstwo od strony "kazirodczej",  wprowadzjąc tzw. przezkody małżeńskie zrywające (czyniły je nieważnym), a opierające  się na lini pokrewieństwa. Z tym, że był on  mało oryginalny, bo poczatkowo oparł sie na prawie rzymskim (tzw. komputacja rzymska), a później na germańskim systemie parantel - wprowadzając rygorystyczną komputacje kanoniczną. Wg. autorki jednego z podręczników, służyło to przede wszystkim  zwalczaniu dziwnych, z naszego punku widzenia, zwyczajów w Średniowieczu - np. popularne było żenienie małoletnich synów z dorosłymi kobietami, po to aby ojciec takiego "małżonka" mógł utrzymywać stosunki z synową (a przy okazji synek zasuwał w gospodarce). 

 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, venator napisał:

Rzeczywiście, Kościół najwcześniej ingerował w małżenstwo od strony "kazirodczej",  wprowadzjąc tzw. przezkody małżeńskie zrywające (czyniły je nieważnym), a opierające  się na lini pokrewieństwa

A kiedy rozpoczął to ingerowanie? Chyba sporo wcześniej niż 1563 (tak by wynikało z pozostałych informacji)?

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, darekp napisał:

A kiedy rozpoczął to ingerowanie? Chyba sporo wcześniej niż 1563 (tak by wynikało z pozostałych informacji)?

Oczywiście, że dużo wcześniej. Dat konkretnych nie ma, ale zapewne w państwach chrześcijańskich już w starożytności,  .

Tyle, że była to implementacja już istniejącego cywilnego prawa rzymskiego. Później Kościół  implementował germańskie prawo szczepowe. Z przedstawionej wyżej hipotezy wynikało natomiast jakby ludzie, przed ingerencją Kościoła chrześcijanskiego nie zdawali sobie sprawy z ryzyka związkow kazirodczych. W toku ewolucji społeczeństwa plemiennego na pewno zaczęto zdawać sobie sprawę z istnienia "złej krwi". Choć np. Stary Testament nie zaprząta sobie głowy odpowiedzią na pytanie skąd wzięła się żona Kaina?

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

Owszem. W X w. komputacje kanoniczną roszerzono do 7 pokolenia, po czym złagodzono to do 4 pokolenia na Soborze Laterańskim w 1215 r. Tyle, że jakie miało to przełożenie na indywidualizacje jednostki? Św Augustyn uważał, że własnośc prywatna jest skażona grzechem pierworodnym, ogólnie Ewangelia potępiała boactwo i dobra doczesne, a Doktorowie Kościoła średniowiecznego tylko łagodzili ów ewngeliczny  przekaz. Z czasem hierarchowie Kościoła, jako beneficjenci systemu feudalnego, zaczęli pochwalać bogacenie się i posiadanie rzeczy prywatnych, z kolei doły kleru wprost przeciwnie - mieli  skłonność do silnej krytki własności prywatnej, z czego rozwinęły się różne radykalne ruchy jak albigensów, waldensów etc.

Były to założenia wprost przeciwne ideom sprzyjającym rozwojowi gospodarki towaro-pieniężnej, a więc indywidualzcji jednostki.

Rozumiem jednak  idee przyświecającą autorom przedstawionej hipotezy, "fermentu intelektualnego". Być może w pracy jest ukazany szczegółowy przebieg działań Kościoła rozbijającego dawne, plemienne zwyczaje. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na fakt, że barbarzyńcy, którzy stopniowo opanowywali Rzym, nie wchodzili w próżnie. Olbrzymi wpływ miała na nich spuścizna rzymska.

Ograniczenie "kazirodztwa" Kościół oparł min.  na germańskich prawach szczepowych, prawa spadkowych parantel,  z których najwcześniejszym i najważniejszym było Lex Salica (Prawo Zwyczajowe Franków Salickich). Germańscy barbarzyńcy, wchodzać na dawne tereny rzymskie, zetkneli się z bogactwem cywilnego prawa rzymskiego i mniej lub bardziej udolnie zaczęli je implementować. Wprowadzili np. zwyczaj dziedziczenia testamentowego, również przez kobiety, co było uderzeniem w fundamenty społeczeństwa plemiennego. 

Kościół był w tej kwestii z całą pewnością pośrednikiem, zapewniał wykształconą kadrę. Rzymscy księża musieli zapewne stawać na głowie aby przekuć na łacinę prawa germańskie, prawa z całkowcie innego świata. Sprawę komplikował fakt, że w średniowiecznej (i starożytnej) Europie prawo było osobowe. Rzymianin-mieszkaniec państwa Franków podlegał prawu rzymskiemu, jego sąsiad Germanin prawu barbarzyńców (Leges barbarorum). Mieszało się to jak w kotle. Inicjatywa unifikacji tych praw  była jednak po stronie świeckich władców germańskich, dla których system feudalny była bardzo atrakcyjny. Kościół był natomiast  do tego  dobrym narzędziem. 

31 minut temu, venator napisał:

Olbrzymi wpływ miała na nich spuścizna rzymska.

Ps. Może trochę na wyrost, bo życie gospodarcze i społeczne było u Germanów dużo bardziej prymitywne. Lepsze słowo było "pewien", "znaczący?" wpływ.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minut temu, venator napisał:

Były to założenia wprost przeciwne ideom sprzyjającym rozwojowi gospodarki towaro-pieniężnej, a więc indywidualzcji jednostki.

Zdaje się (pisali o tym jacyś wolnorynkowcy, możliwe, że Gwiazdowski, nie mam teraz możliwości szukać w internecie), że średniowieczni scholastycy dość mocno rozwinęli coś w rodzaju teorii ekonomi wolnorynkowej, byli blisko sformułowania jej w takiej postaci, jak to później zrobił Adam Smith. Z tym, że scholastycy to już późniejszy okres chyba (tak mniej więcej chyba 13-ty wiek i później, tak jak wspomniani przez Ciebie waldensi/albigensi).

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Archeolodzy pracujący przy przenoszeniu 3000 ciał ze średniowiecznego cmentarza, gdzie od 1080 roku stał kościół św. Marii poinformowali, że pod normańskim kościołem odkryli jeszcze starszy kościół anglosaski. Niezwykłego odkrycia dokonano podczas prac w miejscu, gdzie przebiegała będzie linia szybkiej kolei HS2. Inwestycja stała się okazją do poznania historii społeczności, która żyła tutaj od około 900 lat. Teraz okazuje się, że ziemia kryje ślady, jakich nie spodziewano się znaleźć.
      Kościół św. Marii został wybudowany po normańskiej inwazji na Wyspy Brytyjskie. Służył lokalnej społeczności przed 900 lat. Porzucono go w latach 80. XIX wieku, gdy zbudowano nowy kościół. Średniowieczny budynek powoli chylił się ku upadkowi. Z relacji mieszkańców wynika, że w latach 30. XX wieku spadające fragmenty murów zabiły dziecko. W końcu w 1966 roku Korpus Królewskich Inżynierów rozebrał kościół.
      Przy kościele znajdował się cmentarz parafialny, na którym ostatni pochówek odbył się w 1908 roku. Teraz przez cmentarz i były kościół ma przebiegać linia kolejowa, więc w 2018 roku rozpoczęto tam prace archeologiczne. Dotychczas odkryto tam dobrze zachowane ściany i inne struktury kościoła, niezwykłe rzeźbienia w kamieniach, średniowieczne graffiti i tajemnicze znaki, które mogły być albo fragmentami zegara słonecznego, albo znakami magicznymi.
      W bieżącym roku 40 archeologów rozpoczęło wydobywanie szczątków kościoła oraz przenoszenie około 3000 ciał osób pochowanych na przestrzeni 9 wieków. Szczątki mają spocząć w innym miejscu, a archeolodzy mogą dzięki temu szczegółowo poznać życie tamtejszej społeczności.
      Teraz jednak poinformowano o odkryciu, którego nie spodziewano się dokonać. Wszystko wskazuje na to, że w 1080 roku kościół św. Marii został postawiony w miejscu wcześniej istniejącego kościoła.
      Św. Maria została wzniesiona na ubitej szarej warstwie materiału celowo usypanego przez Normanów. Zatem to, co znajduje się pod tą warstwą, musi pochodzić z czasów sprzed normańskiej inwazji. Archeolodzy odkryli pod normańską warstwą krzemienne ściany tworzące kwadratową strukturę, która została otoczona okrągłym rowem. Znaleziono też kilka pochówków. Specjaliści sądzą, że mają do czynienia z anglosaskim kościołem.
      Ściany z krzemienia mają grubość 1 metra, co wskazuje, że budowla była wysoka, chociaż nie zajmowała dużej powierzchni. jej wymiary były podobne do wymiarów istniejącego do dzisiaj anglosaskiego kościoła pw. św. Piotra w Barton-upon-Humber. To fantastyczne odkrycie. Nie możemy się doczekać, aż odsłonimy te struktury. Praca na miejscu starego kościoła św. Marii to unikalna szansa na wykopaliska na terenie średniowiecznego kościoła parafialnego, który przez 900 lat służył lokalnej społeczności. [...] Odkrycie pod normańskim budynkiem jeszcze wcześniejszej struktury to coś niezwykłego. Pozostałości budynku, w tym ściany, a nawet część podłóg, dostarczą nam olbrzymiej liczby informacji na temat tego miejsca sprzed czasu powstania normańskiego kościoła w 1080 roku. Odkrycie prenormańskiego, prawdopodobnie anglosaskiego kościół, zdarza się archeologom raz w życiu. Pomoże nam to lepiej zrozumieć historię Stoke Mandeville, ekscytuje się doktor Rachel Wood, która kieruje pracami archeologicznymi.
      Jakby jeszcze tego było mało, archeolodzy już zauważyli, że do budowy fundamentów prenormańskiego kościoła użyto rzymskich dachówek. Wiadomo, że w okolicy znajdowała się rzymska osada, więc niewykluczone, iż anglosascy budowniczowie wykorzystali znaleziony tam materiał. Badacze po cichu liczą jednak na to, że to materiał z samego miejsca budowy i że pod anglosaskimi fundamentami znajdą jeszcze starsze struktury.
      Gdy Normanowie Wilhelma Zdobywcy podbili Wyspy Brytyjskie, w całej Anglii zaczęły powstawać liczne kościoły, od niewielkich budynków parafialnych po okazałe katedry w miastach. Wiele z nich powstało na miejscu wcześniejszych struktur anglosaskich. Jednak bardzo rzadko jest okazja, by zbadać pozostałości tych wcześniejszych budowli, gdyż zwykle nie przetrwały one procesu wznoszenia rozległej architektury przez Normanów.
      Stary kościół św. Marii w Stoke Mandeville, który początkowo badali archeolodzy zatrudnieni przy budowie linii HS2, powstał w 1080 roku, dosłownie kilkanaście lat po normańskim podboju. Był odnawiany w XIII, XIV i XVII wieku i przez setki lat stanowił centrum życia lokalnej społeczności. W latach 80. XIX wieku porzucono go, gdyż wybudowano nowy kościół, bliżej centrum wsi. Średniowieczny kościół rozebrano przed około 60 laty.
      Budowa linii szybkiej kolei stworzyła niepowtarzalną okazję do szczegółowego zbadania setek lat z życia wiejskiej społeczności Wysp Brytyjskich. Archeolodzy mogą zbadać, jak zmieniał się sam kościół oraz pochówki na przestrzeni wieków. Znaleziono np. dowody na pochówki, w czasie których na zwłokach pozostawiano talerz z solą. Tego typu praktyki grzebalne zauważono już wcześniej w Birmingham, również podczas prac archeologicznych związanych z budową kolei HS2. Inne niezwykłe odkrycie, to znalezienie „łapacza pcheł”, który został złożony do grobu koło głowy pewnego mężczyzny. „Łapacz pcheł” to niewielkie kościane naczynie, które wypełniano niewielką ilością krwi i miodu. Pchły z peruki mężczyzny, zwabione krwią, wchodziły do naczynia i przyklejały się do miodu.
      Na miejscu wykopalisk ustanowiono polowe muzeum, w którym odbywają się wykłady na temat najnowszych odkryć i historii Stoke Mandeville. Lokalna społeczność chętnie w nich uczestniczy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Eisleben, miasto znane głównie jako miejsce urodzenia Marcina Lutra, odsłania swoje kolejne tajemnice. W pobliżu miasta,  na polu kukurydzy, w miejscu królewskiego pałacu w Helfcie archeolodzy znaleźli właśnie fundamenty 1000-letniego kościoła wybudowanego przez Ottona I Wielkiego.
      Na ślady kościoła natrafiono w ubiegłym miesiącu, do dzisiaj udało się odkopać ich fundamenty. Kościół został wybudowany przez Ottona I, króla Franków od 936 roku i świętego cesarza rzymskiego od roku 962 do śmierci w roku 973.
      Pałac królewski w Helfcie był jednym z wielu podobnych pałaców, które funkcjonowały w różnych okresach historii. Jak informują autorzy wykopalisk, mamy dowody, że w Helfcie władcy byli co najmniej dwukrotnie. Przyjechał tam zarówno Otto I, jak i Otto II. Otto I przybył tam na inaugurację kościoła, którego fundamenty właśnie odkryto.
      To wspaniały, wyjątkowo duży kościół, który pokazuje, jak ważne było to miejsce w tamtym czasie. Wznosząc kościół o długości 30 i szerokości 20 metrów Otto w rzeczywistości zbudował miniaturową katedrę, stwierdził dyrektor wykopalisk Felix Biermann.
      Wiemy, że kościół powstał przed 968 rokiem i prawdopodobnie został poświęcony świętej Radegundzie z Turyngii (ok. 520–587), frankijskiej królowej, mniszce i fundatorce klasztoru Świętego Krzyża w Poitiers. Kościół przetrwał około 500 lat. Został zniszczony w czasie Reformacji.
      Oprócz fundamentów znaleziono też monety, piecyk obłożony kafelkami z XIV-XV wieku oraz fragment dzwonu. Na miejscu znajduje się też cmentarz z 70 grobami oraz kamienne grobowce z X-XV wieku, w których chowano przedstawicieli regionalnej arystokracji. Znaleźliśmy też sprzączki do pasów wykonane z brązu, monety, noże i wiele innych przedmiotów. Odkryliśmy liczne broszki z czasów Ottonów. Wykonano je z brązu i ozdobiono emalią oraz szkłem, dodaje Biermann.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Członkowie Polskiem Misji Archeologicznej w Sudanie odkryli na stanowisku Old Dongola ruiny prawdopodobnie największego chrześcijańskiego kościoła w tym regionie. Jeśli była to katedra, to zapewne znajdowała się tutaj siedziba arcybiskupa w nubijskim królestwie Makuria.
      Artur Obłuski, dyrektor ekspedycji, mówi, że najpierw dzięki technikom obrazowania zauważono dużą pustą przestrzeń pod cytadelą. Nie spodziewaliśmy się znaleźć tutaj kościoła, a raczej plac, który mógł być wykorzystywany do wspólnych modlitw, stwierdza uczony.
      Dotychczas za miejscową katedrę uznawano odkryty wcześniej kościół poza cytadelą. Jednak teraz może się to zmienić.
      Dotychczas wykopaliska ujawniły dwie ściany apsydy udekorowane malowidłami z monumentalnymi figurami, a na południowym-wschodzie kopułę przykrywającą dużym grób. Obłuski mówi, że budynek prawdopodobnie miał 26 metrów szerokości i był wysokości 3-piętrowego domu. Szerokość samej apsydy wynosi 6 metrów.
      Sporym zaskoczeniem było znalezienie grobu na terenie kościoła. Obłuski przypomina, że w latach 60. ubiegłego wieku w nubijskim mieście Faras odkryto katedrę. Znajdowała się ona w centrum cytadeli, a w jej wschodniej części znajdował się grób z kopułą. Pochowano w nim biskupa. Dlatego też polscy archeolodzy przypuszczają, że odkryty przez nich kościół to katedra, w której pochowano arcybiskupa.
      Dongola była kwitnącym chrześcijańskim miastem aż do XIV wieku. Miasto zostało podbite przez muzułmanów. Polscy archeolodzy pracują w okolicy od 1964 roku, a w 2018 roku Unia Europejska przyznała im grant w wysokości 1,5 miliona euro. Celem grantu jest zbadanie początków chrześcijańskiej Dongoli i przedkolonialnych społeczności Afryki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mężczyźni, którzy chcą żyć dłużej, powinni zainwestować w jakość swojego małżeństwa. Badacze z Wydziału Medycyny Uniwersytetu w Tel Awiwie informują, że małżeństwo i życie rodzinne są w przypadku mężczyzn równie silnym wskaźnikiem przewidywanej długości życia, co palenie papierosów i utrzymywanie aktywności fizycznej.
      Nasze badania wykazały, że jakość małżeństwa oraz życia rodzinnego ma wpływ na przewidywaną długość życia. Mężczyźni, którzy postrzegają swoje małżeństwo jako porażkę, umierają wcześniej niż ci, którzy uważają je za udane. Innymi słowy, poziom satysfakcji z małżeństwa pozwala z równie dużą pewnością przewidywać długość życia, co palenie papierosów (palacze kontra niepalący) oraz aktywność fizyczna (aktywni kontra nieaktywni), wyjaśnia jeden z autorów badań, doktor Shahar Lev-Ari, dziekan Wydziału Promocji Zdrowia.
      Co bardzo ważne, zauważyliśmy, że większe ryzyko związane z nieudanym małżeństwem dotyczy dość młodych mężczyzn, poniżej 50. roku życia. W starszym wieku różnica pomiędzy grupą zadowoloną a niezadowoloną z małżeństwa ulega zmniejszeniu, prawdopodobnie w wyniku procesu lepszego dopasowania się partnerów przez ten czas.
      Naukowcy wyciągnęli swoje wnioski na podstawie ponad 30 lat obserwacji nad przyczynami zgonów 10 000 izraelskich mężczyzn. Przeprowadzili analizy statystyczne bazy danych, która powstała w latach 60. i prześledzili dane z kolejnych 32 lat dotyczące zdrowia i zachowania 10 000 mężczyzn, którzy byli zatrudnieni w instytucjach państwowych. Zwracali szczególną uwagę na zgony w wyniku udarów oraz na przedwczesne zgony.
      Na początku tworzenia bazy większość umieszczonych w niej mężczyzn miało pomiędzy 40 a 49 lat. W ciągu kolejnych 32 lat z powodu różnych chorób zmarło 64% z nich. Przeanalizowaliśmy dane używając różnych parametrów określających behawioralne i psychospołeczne czynniki, które pozwalają na określenie ryzyka zgonu z powodu udaru lub ryzyka przedwczesnej śmierci z jakiegokolwiek powodu, mówi Lev-Ari.
      Na samym początku badań uczestników poproszono o ocenę swojego małżeństwa w skali od 1 (bardzo udane) do 4 (nieudane). Ku zdumieniu badaczy okazało się, że oceny takie były równie silną wskazówką ryzyka zgonu co palenie papierosów i brak aktywności fizycznej. Okazało się, że w grupie, która dała swojemu małżeństwu ocenę 4 odsetek zgonów z powodu udaru był aż o 69% wyższy, niż w grupie oceniającej małżeństwo na bardzo udane (1). Ogólna śmiertelność wśród mężczyzn oceniających małżeństwo jako nieudane była o 19% wyższa, niż w grupie oceniającej je jako udane.
      Uczeni zauważyli też, że wśród mężczyzn, którzy na początku badań nie przekroczyli 50. roku życia, rozdźwięk pomiędzy obiema grupami był większy. Przeprowadzono też analizy statystyczne dla wszystkich czynników ryzyka zgonu z powodu chorób układu krążenia, jak cukrzyca, nadciśnienie czy otyłość oraz dla socjoekonomicznych czynników ryzyka. Także i tutaj okazało się, że mężczyźni tkwiący w nieudanych małżeństwach narażeni są na o 21% wyższe ryzyko zgonu. Odsetek ten zgadza się z odsetkiem zwiększonego ryzyka wśród palaczy i osób nieaktywnych fizycznie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psycholodzy od dziesiątków lat badają różnice pomiędzy kulturami kolektywistycznymi, a indywidualistycznymi. Pandemia COVID-19 dała kolejną okazję do zbadania tych różnic. Tym razem w kwestii noszenia maseczek. Okazało się, że różnice są widoczne nawet w ramach jednego kraju, a płynące z badań wnioski pozwolą na lepsze przygotowanie strategii na wypadek kolejnych pandemii.
      Naukowcy z MIT przyjrzeli się kwestii noszenia maseczek we wszystkich 3141 hrabstwach USA oraz w 67 krajach na świecie. Zauważyli, że większy odsetek ludzi nosi maseczki w bardziej kolektywistycznych regionach USA i w bardziej kolektywistycznych krajach. Tam, gdzie panuje kultura kolektywistyczna, ludzie kładą większy nacisk na potrzeby, cele i interes grupy. W rejonach bardziej indywidualistycznych większa waga przywiązywana jest do interesu jednostki. Ważnym jest, by zrozumieć, jak czynniki kulturowe kształtują reakcję ludzie nie tylko na tę pandemię, ale również na przyszłe kryzysy, mówi główny autor badań, profesor Jackson G. Lu ze Sloan School of Management na Massachusetts Institute of Technology.
      Z wcześniejszych badań wynika na przykład, że wśród bardziej kolektywistycznych amerykańskich stanów są Hawaje, Kalifornia i Maryland. I rzeczywiście, najnowsze badania wykazały, że to właśnie tam największy odsetek ludzi nosił i nosi maseczki. Z kolei najbardziej indywidualistyczne stany to Montana, Dakota Północna i Oklahoma. Tam też zauważono najniższy odsetek noszących maseczki.
      Naukowcy sądzą, że te różnice wynikają z historii i warunków przyrodniczych poszczególnych terenów. Obszar Wielkich Równin wciąż jest rzadko zaludniony, więc jego mieszkańcy muszą liczyć sami na siebie i być większymi indywidualistami. Z kolei Nowa Anglia – obszar na północnym wschodzie USA – gęściej zaludniona i o protestanckiej etyce, jest bardziej kolektywistyczna. Hawaje z kolei są kolektywistyczne, gdyż aż 62% ich populacji to emigranci z kolektywistycznych krajów Azji.
      Podobny trend widać na całym świecie. W Korei Południowej czy Tajlandii w maseczkach chodzi duży odsetek społeczeństwa. W indywidualistycznych Niemczech czy Wielkiej Brytanii jest on znacznie mniejszy. Najbardziej uderzający jest fakt, że schemat ten wszędzie się powtarza, mówi Lu i wskazuje na Hawaje, stan, w którym bardzo dużo ludzi nosiło maseczki, mimo że nigdy nie było tu dużej liczby zachorowań.
      W miejscach, gdzie żyje społeczność kolektywistyczna, noszenie maski ma pokazywać, że rozumiemy, iż jesteśmy ze sobą powiązani, jest symbolem solidarności i sygnałem, że razem walczymy z pandemią. Z kolei w miejscach o kulturze indywidualistycznej odmowa noszenia maski pokazuje, że cenimy możliwość wyboru i osobistą wolność.
      Kultura nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na to, czy ludzie noszą maseczki. W USA większy odsetek noszących był wśród osób lepiej wyedukowanych, bogatszych i głosujących na demokratów. Na świecie częściej noszono maseczki tam, gdzie przepisy dotyczące ich zakładania były ściślej egzekwowane. Jednak nawet gdy zmieniały się zalecenia dotyczące noszenia maseczek i luzowano kolejne obostrzenia, w regionach kolektywistycznych większy odsetek ludzi je nosił, co wskazuje na znacząca rolę czynników kulturowych.
      Dobrym przykładem to obrazującym jest epidemia SARS w wielu krajach Azji. Jak mówi profesor psychologii Shinobu Kitayama z University of Michigan, który specjalizuje się w badaniu różnic kulturowych, wiele osób w Azji zaczęło wówczas nosić maseczki w sezonie grypowym oraz gdy sami byli przeziębieni. Mimo, że nie było wówczas zbyt wielu danych naukowych mówiących o korzyściach z noszenia maseczek. Zdaniem Kitayamy, ludzie ci chcieli w ten sposób zamanifestować, że dbają o zdrowie społeczności. Mogli też czuć się bezpieczniej nosząc maseczkę.
      Zaczęły pojawiać się też pierwsze sygnały, że część osób w USA chce nosić maseczki również po zakończeniu pandemii. Na przykład wówczas, gdy będą przeziębieni. Profesor Kitayama mówi, że nie sądzi, by osoby takie długo wytrzymały w swoim postanowieniu. Istnieje wiele różnic kulturowych między USA a Japonią czy Singapurem, gdzie noszenie maseczek jest normą. Amerykanie używają całej twarzy do komunikacji, przekazywania sygnałów społecznych, nawiązywania kontaktów. Maseczki uniemożliwiają tego rodzaju kontakt. Nie widać zza nich uśmiechu. Amerykanie za pomocą twarzy wyrażają też dobre wychowanie i życzliwość, zauważa uczony.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...