Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od 2 do 13 grudnia delegaci z niemal 200 państw będą debatować w stolicy Hiszpanii na szczycie klimatycznym COP25. Z tej okazji WWF i Muzeum Narodowe Prado połączyły siły i wspólnie wybrały z kolekcji Prado 4 dzieła sztuki. Modyfikując je, chciały zademonstrować różne zjawiska przypisywane zmianie klimatu.
      Pierwszym z wybranych dzieł jest "Portret Filipa IV na koniu" Diega Velázqueza. Zalani wodą jeździec i rumak mają przywodzić na myśl skutki podniesienia poziomu mórz i oceanów.
      "Parasolkę" hiszpańskiego malarza Francisca Goi wybrano do zilustrowania problemu uchodźców klimatycznych.
      Za pomocą "Charona przepływającego Styks" Joachima Patinira przedstawiono wpływ ekstremalnych susz na rzeki i plony. Na przerobionym obrazie koryto Styksu jest całkiem suche, podobnie zresztą jak przybrzeżne pola.
      "Dzieci na plaży" Joaquína Sorolli wykorzystano, by pokazać wymieranie gatunków. Chłopcy nie leżą już w czystej wodzie, ale wśród śniętych ryb.
      Zmodyfikowanym obrazom nadano nowe, bardzo wymowne, tytuły: "Filip IV zanurzony" ("Felipe IV inundado", wł. "Felipe IV a Caballo"), "Parasol uchodźców klimatycznych" ("El Quitasol Climate Refugees", pierwotnie "El quitasol"), "Styks wyschnięty" (wcześniej "El paso de la laguna Estigia") oraz "Chłopcy nad Morzem Martwym" ("Chicos en Mar Muerto", przed zmianą "Chicos en la playa").
      WWF i Muzeum Prado uciekły się do kampanii "+1,5°C Lo Cambia Todo" (1,5°C zmienia wszystko), bo jak mówią, sztuka jest językiem uniwersalnym i można za jej pomocą w "szokujący", a zarazem "nowatorski" sposób ukazać wpływ rosnących temperatur na Ziemię i jej mieszkańców.
      "1,5°C Lo Cambia Todo" to tylko jedno wydarzenie z całej serii inicjatyw zaplanowanych przez WWF na czas trwania COP25.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chwytanie słoni do niewoli ma długofalowy wpływ na ich rozmnażanie, a także na przeżywalność ich młodych do wieku 5 lat. Naukowcy z międzynarodowego zespołu badali grupę 2685 samic słoni indyjskich, wykorzystywanych przez przemysł drzewny w Mjanmie. Część z nich złapano (1362), a część urodziła się w niewoli (1323).
      Okazało się, że sukces reprodukcyjny złapanych samic był niższy. Odnotowano znacząco mniejsze prawdopodobieństwo rozmnożenia w ciągu życia, niższe szanse na rozmnożenie w szczycie możliwości reprodukcyjnych, a także starszy wiek pierwszego rozrodu.
      Ekipa z Uniwersytetu w Sheffiled, Uniwersytetu w Turku i Myanma Timber Enterprise (MTE) podkreśla, że po raz pierwszy zademonstrowano, że u długowiecznych ssaków schwytanie ma utrzymujący się negatywny wpływ na reprodukcję w ciągu życia. Alternatywne wyjaśnienie mogłoby być takie, że słonie urodzone w niewoli czerpią korzyści z ludzkiej opieki, co poprawia kondycję ich organizmów i wspiera rozród (w porównaniu do dzikich osobników) i że schwytane słonie dopiero po jakimś czasie dorównują im pod tym względem.
      Autorzy publikacji z Proceedings of the Royal Society B zauważają jednak, że schwytane i urodzone w niewoli słonice doświadczają w półniewoli takich samych warunków i cechują je zbliżone wzorce wzrostu czy wagi. Ponadto słonie urodzone w niewoli mają podobne wskaźniki śmiertelności i dzietności co dzikie słonie, a u słoni schwytanych tuż po złapaniu i poskramianiu występują duże spadki przeżywalności, które utrzymują się ponad dekadę. Wygląda więc na to, że stwierdzone różnice reprodukcyjne są najprawdopodobniej skutkiem negatywnego wpływu samego procesu łapania.
      Naukowcy stwierdzili, że niekorzystne efekty były silniejsze u słonic, które schwytano w starszym wieku oraz tuż po złapaniu. Utrzymywały się one ponad 10 lat. Proces łapania ma więc swoje natychmiastowe i długoterminowe skutki.
      W takich krajach jak Mjanma, Indie czy Tajlandia w niewoli trzyma się ok. 16 tys. słoni indyjskich. Pracują one przy transporcie drzewa lub w turystyce. By utrzymać te gałęzie przemysłu, słonie są stale chwytane. Długoterminowy wpływ tego procederu nie był jednak dobrze zbadany.
      Akademicy dodają, że by np. chronić zagrożone gatunki, w niewoli trzyma się wiele zwierząt. Programy ochrony, które zakładają rozmnażanie w niewoli [...], muszą [zatem] uwzględniać fakt, że łapanie zwierząt na wolności może na nie wpływać przez wiele lat i że może to utrudniać przyszłe wysiłki konserwacyjne - podkreśla John Jackson, doktorant z Uniwersytetu w Sheffield. "Odkrycie długofalowych skutków łapania zwierząt jest ważnie nie tylko dla utrzymania populacji słoni, ale także dla wielu innych chwytanych gatunków".
      Kluczową rzeczą, jaką zauważyliśmy, jest to, że negatywne skutki zabierania zwierząt z ich środowiska utrzymują się na przestrzeni dziesięcioleci. Efekt domina dotyczy pokoleń. Specjaliści powinni to brać pod uwagę, łapiąc zwierzęta, bo nawet jeśli w niewoli stworzy im się dobre warunki, nadal mogą mieć problemy z rozrodem - dodaje prof. Virpi Lummaa z Uniwersytetu w Turku.
      Ekipa dodaje, że chwytanie wpływa na rozmnażanie na wiele różnych sposobów, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio. Zastosowane w niewłaściwej dawce leki do usypiania dużych ssaków mają np. niekorzystny wpływ na płodność samic. Schwytanie ciężarnych samic może prowadzić do urazów i zmian rozwoju płodowego, a nawet poronienia. Stres upośledza wszelkie aspekty płodności: zaburza zagnieżdżenie zarodka czy wywołuje trwały brak cyklu rujowego. Poza tym kontrakty z ludźmi zmieniają system społeczny, warunki życia, a także współzawodnictwo wewnątrz- i międzygatunkowe, co także może oddziaływać na funkcjonowanie rozrodcze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Najnowszy raport na temat oceanów i lodu, przygotowany na zlecenie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), pokazuje, że oceany tracą zdolność absorbowania ciepła i pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery. Innymi słowy, w coraz mniejszym stopniu łagodzą one zmiany klimatu.
      Od początku lat 90. ubiegłego wieku tempo ogrzewania się oceanów zwiększyło się dwukrotnie, a oceaniczne fale ciepła stają się coraz częstsze i bardziej intensywne. To zmienia ekosystem oceanu i napędza coraz potężniejsze sztormy. Oceany stają się też coraz bardziej kwaśne, co zagraża i rafom koralowym i rybołówstwu.
      Oceany nie są w stanie nadążyć za rosnącą emisją gazów cieplarnianych, mówi Ko Barrett, wiceprzewodniczący IPCC i wicedyrektor US NOAA. Konsekwencje dla natury i człowieka będą olbrzymie, dodaje.
      Raport został przygotowany przez ponad 100 naukowców z 30 krajów. Przed dwoma dniami opublikowano jego 42-stronicowe podsumowanie.
      Autorzy raportu prognozują, że jeśli emisja gazów cieplarnianych nadal będzie rosła, to do roku 2100 poziom oceanów zwiększy się o 1,1 metra. To o 10 centymetrów więcej, niż przewidywano w raporcie z 2013 roku. Richard Alley, geolog z Pennsylvania State University mówi, że szacunki te i tak są bardzo ostrożne, gdyż naukowcy nie są w stanie powiedzieć, kiedy może dojść do załamania się lądolodów, szczególnie w zachodniej Antarktyce. Jeśli to się stanie, zmiany w poziomie oceanów będą znacznie szybsze niż przewiduje raport. Przyrost poziomu oceanów może być albo nieco niższy, albo nieco wyższy, albo znacznie wyższy. Na pewno zaś nie będzie znacząco niższy, mówi Alley.
      Zwiększony poziom oceanów to wyższe ryzyko powodzi w czasie sztormów, które będą coraz częstsze i coraz silniejsze. Do roku 2050 powodzie, które obecnie uznajemy za powodzie stulecia, będą w wielu miejscach na świecie miały miejsce co roku.
      Jednak to, jak poważne będą zmiany klimatu wciąż będzie zależało od nas. Do roku 2300 poziom oceanów może wzrosnąć od 0,6 do 5,4 metra. Wszystko będzie zależało od tego, jak szybko ludzkość będzie zmniejszała emisję gazów cieplarnianych.
      Poziom oceanów będzie rósł przez kolejne wieki. Pytanie brzmi: czy będziemy w stanie tym zarządzać, mówi klimatolog Michael Oppenheimer z Princeton University i koordynator prac nad rozdziałem dotyczącym wzrostu poziomu oceanów.
      We wstępnej wersji raportu znalazła się też informacja, że z powodu wzrostu poziomu oceanów miejsce zamieszkania będzie musiało zmienić 280 milionów ludzi. Z ostatecznej wersji analizy dane te usunięto, gdyż naukowcy uznali, że źle zinterpretowali jedne z badań.
      Odnośnie zaś pokrywy lodowej naukowcy stwierdzili, że od roku 1979 letni minimalny zasięg lodu w Arktyce zmniejsza się średnio o 13% co dekadę. To prawdopodobnie najszybsze tempo od co najmniej 1000 lat. Około 20% ziemi w Arktyce jest narażonej na gwałtowne rozmarznięcie, co doprowadzi do obniżenia poziomu gruntu. Do końca wieku obszar Arktyki pokryty niewielkimi jeziorami może zwiększyć się o 50%. Z kolei w górach na całym świecie do roku 2100 może dojść do utraty 80% małych lodowców.
      Zmiany klimatu mają wpływ na obieg wody od najwyższych partii gór po głębiny oceaniczne, co odbija się na ekosystemie. Bez znacznych redukcji emisji do roku 2100 ogólna masa zwierząt morskich może zmniejszyć się o 15%, a masa maksymalnego połowu ryb spadnie aż o 24%. Jak mówi ekolog rybołówstwa Kathy Mills z Gulf of Maine Research Institute w Portland, na północnym Atlantyku wieloryby przeniosły się bardziej na północ w poszukiwaniu chłodniejszych wód, a to zwiększa ryzyko, że zaplączą się w sieci do połowu homarów.
      Zmiany w oceanach oznaczają, że w przyszłości ludzkość czekają poważne problemy, mówi Jane Lubchenco z Oregon State University, była szefoa NOAA.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wydaje się, że wskutek zmian klimatu więcej gatunków ptaków z Anglii odnosi korzyści niż na nich traci. Jak donoszą naukowcy z British Trust for Ornithology (BTO) oraz rządowy doradca dla Natural England, w latach 1966–2015 zmiany klimatu znacząco wpłynęły na liczebność 23 z nich. Z tego 19 gatunków odniosło korzyści.
      Do zwycięzców należą m.in. raniuszek zwyczajny, czapla nadobna czy strzyżyki, które skorzystały na cieplejszych zimach czy też rozszerzyły swój zasięg na północ. Aż 13 gatunków zwiększyło swoją liczebność o ponad 10 procent.
      Rozmiar zmian pokazuje, że dzieje się coś naprawdę znaczącego. Ptaki są dobrymi wskaźnikami takich zmian, gdyż znajdują się blisko szczytu łańcucha pokarmowego i są zależne od owadów i ich habitatów, mówi James Pearce-Higgins a BTO. Wraz z Humpheyem Crickiem z Natural England zebrał on dane z pięciu dekad obserwacji ptaków i wspólnie stworzyli model zmian populacji gatunków. By sprawdzić, czy dany gatunek został dotknięty zmianami klimatu, sprawdzali swój model w sytuacji zachodzenia zmian klimatycznych i ich braku. Okazało się np. że bez zmian klimatycznych spadki liczebności potrzeszcza byłyby jeszcze większe niż obecnie.
      Obaj naukowcy ostrzegają jednak, że jeśli średnie temperatury na Ziemi nadal będą rosły, może dojść do odwrócenia pozytywnych trendów. Globalne ocieplenie to bowiem tylko jeden, obok zmian użytkowania ziemi czy intensywnego rolnictwa, znaczący czynnik, pod którego wpływem znajdują się ptaki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obowiązkiem każdego muzułmanina jest – o ile pozwalają mu na to finanse i stan zdrowia – odbycie raz w życiu pielgrzymki do Mekki. Pielgrzymka taka, zwana hadżdż, odbywa się od 8. do 12. dnia ostatniego miesiąca kalendarza islamskiego. W ciągu tych 5 dni miliony wiernych przez 20 do 30 godzin przebywają na świeżym powietrzu.
      Ten ważny dla muzułmanów obrzęd może jednak być zagrożony. Jak bowiem wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z MIT, w wyniku zmian klimatu wilgotność i temperatura w miejscach odbywania hadżdż zmienią się tak, że przebywanie na zewnątrz stanie się „ekstremalnie niebezpieczne”.
      Na łamach Geophysical Review Letters profesor Elfatih Eltahir i inni uczeni informują, że o zwiększonym ryzyku będzie można mówić już w przyszłym roku. A jeszcze większe niebezpieczeństwo będzie czyhało na pielgrzymów w przyszłości, w latach, gdy hadżdż będzie odbywała się w miesiącach letnich. Pielgrzymka jest według kalendarza gregoriańskiego świętem ruchomym, gdyż muzułmanie posługują się kalendarzem księżycowym. Na przykład w roku 2000 hadżdż przypadał w marcu, w bieżącym roku był to sierpień, a w przyszłym roku pielgrzymka będzie odbywała się na przełomie lipca i sierpnia.
      Amerykańscy naukowcy ostrzegają, że największe niebezpieczeństwo będzie czyhało na pielgrzymów w latach 2047–2052 oraz 2079–2086. Uczestnictwo w pielgrzymce będzie wówczas obarczone dużym ryzykiem, nawet jeśli ludzkość podejmie znaczące wysiłki na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia.
      Eltahir i jego zespół wzięli w swoich badaniach tzw. temperaturę mokrego termometru. Odpowiada ona temperaturze odczuwanej, gdy mokra skóra jest wystawiona na działanie poruszającego się powietrza. Pod uwagę brana jest zatem zarówno sama temperatura jak i wilgotność. Z wcześniejszych wyliczeń wynika, że dla człowieka i większości ssaków śmiertelna jest sześciogodzinna lub dłuższa ekspozycja na temperaturę mokrego termometru przekraczającą 35 stopni Celsjusza.
      Narodowa Służba Meteorologiczna USA klasyfikuje jako „niebezpieczną” temperaturę mokrego termometru przekraczającą 39,4 stopnia Celsjusza, a temperatura powyżej 51,1 stopnia jest uznawana za „ekstremalnie niebezpieczną”.
      Symulacje przeprowadzone przez Elthaira wskazują, że w najbliższych dziesięcioleciach prawdopodobieństwo wystąpienia takich temperatur będzie znacząco rosło.
      Jako, że człowiek chłodzi się dzięki odparowywaniu potu, kluczem jest tutaj wilgotność otaczającego nas powietrza. I tak na przykład, jeśli przy temperaturze 32 stopni Celsjusza wilgotność wzrośnie do 95%, to w takich warunkach temperatura mokrego termometru wyniesie 51,1 stopni, czyli sięgnie poziomu określanego jako „ekstremalnie niebezpieczny”. Przy wilgotności rzędu 45% „ekstremalnie niebezpieczny” poziom temperatury mokrego termometru zostanie osiągnięty przy rzeczywistej temperaturze wynoszącej 40 stopni Celsjusza. Tylko przy bardzo niskiej wilgotności temperatura mokrego termometru jest identyczna, co rzeczywista temperatura.
      Wraz ze zmianą klimatu należy zaś spodziewać się, że w Arabii Saudyjskiej będzie coraz więcej dni, w których temperatura mokrego termometru będzie przekraczała limit dla „ekstremalnego niebezpieczeństwa”.
      Niebezpieczny może być nie tylko sam wpływ temperatura i wilgotności ale również reakcja ludzi na wysokie temperatury. Dość wspomnieć, że do dwóch największych wypadków w czasie hadżdż doszło podczas miesięcy letnich. W lipcu 1990 roku tłum stratował ponad 1400 osób, w we wrześniu 2015 roku śmierć poniosło ponad 2200 osób. Elthair i jego zespół nie wykluczają, że tragedie miały związek z wyższymi temperaturami i ich wpływem na zachowanie ludzi.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...