Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

JEDI, wart 10 miliardów kontrakt z Pentagonem, został przyznany Microsoftowi. To spore zaskoczenie dla wielu specjalistów, którzy uważali, że pewnym zwycięzcą przetargu na Joint Enterprise Defense Infrastructure, jest Amazon. Przekonanie to opierało się na opinii, że Amazon jest tak naprawdę jedyną firmą, która spełnia warunki konkursu, gdyż posiada największą chmurę, która osiągnęła najwyższy poziom bezpieczeństwa, znany jako Impact Level 6.

Kontrowersje trapiły JEDI od samego początku. Na czele grupy niezadowolonych stało Oracle, które zwracało uwagę, że postawione przez Pentagon warunki faworyzują Amazona kosztem mniejszych dostawców chmur obliczeniowych. Kontestujący dotarli nawet do prezydenta Trumpa, o którym wiadomo, że nie lubi Jeffa Bezosa, założyciela i dyrektora Amazona. Podobno prezydent Trump powiedział ówczesnemu sekretarzowi obrony, Mattisowi, by wyrzucił ofertę Amazona. W lipcu Trump zaczął publicznie kwestionować zasady konkursu, a wkrótce potem nowy sekretarz obrony, Mark Esper wstrzymał program i zarządził jego przegląd. Niedawno Esper niespodziewanie oświadczył, że wycofuje się z grona osób podejmujących decyzję, gdyż jego syn pracuje dla IBM-a, który został wyeliminowany na wczesnym etapie konkursu.

Po rozstrzygnięciu JEDI przedstawiciele Amazona wyrazili swoje zaskoczenie. W końcu ich chmura obliczeniowa, AWS, jest jedynym dostawcą usług w chmurze dla służb wywiadowczych USA, które od niemal sześciu lat przechowują w niej tajne dane. Jesteśmy zaskoczeni decyzją. AWS to oczywisty lider na rynku chmur obliczeniowych, a szczegółowa analiza założeń kontraktu w oczywisty sposób skłania do podjęcia innej decyzji niż ta, która zapadła, oświadczył rzecznik prasowy AWS.

Na korzyść Microsoftu mogły przemówić jego związki z Pentagonem. W ubiegłym roku US Army podpisała z Microsoftem wart pół miliarda dolarów kontrakt na dostawę HoloLens, które posłużą żołnierzom zarówno do treningów jak i misji bojowych. Ponadto firma dostarcza też MS Office 365 milionom użytkowników z sektora wojskowego. Koncern nie musi nawet starać się samodzielnie o kontrakty w ramach projektu Defense Enterprise Office Solutions (DEOS). Każda firma, która chce w ramach swoich usług zaoferować wojsku również rozbudowane narzędzia biurowe do pracy grupowej, proponuje właśnie produkt Microsoftu.

Celem programu JEDI jest dostarczenie Pentagonowi podobnych narzędzi i możliwości działania w chmurze, jaką dysponują wielkie firmy. Obecnie wojskowi korzystają z różnych chmur i sieci, co negatywnie wpływa na przepływ danych i wydajność. JEDI ma to zmienić i zunifikować wszystko, co robi amerykański Departament Obrony, od działań pojedynczego żołnierza, po lotniskowiec, w ramach jednego zbioru danych. Zdaniem wojskowych, taka unifikacja jest niezbędna na wypadek konfliktu z wysoko zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, jak np. Chiny.

Wyobraźmy sobie tempo operacji na Pacyfiku, gdy nie masz czasu zastanawiać się, jak wydobyć dane, oczyścić je i przesunąc z punktu A do punktu B. Gdy prowadzę wojnę, potrzebuję maksymalnie dużo informacji, których obróbką i sortowaniem niech zajmą się algorytmy. Bardzo trudno to zrobić bez chmury, mówi generał Jack Shanahan, dowódca Joint Artificial Intelligence Center.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wysokie zaawansowanie technologiczne i Chiny w jednym zdaniu, to trochę jednak przesada.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.10.2019 o 07:31, wilk napisał:

Wysokie zaawansowanie technologiczne i Chiny w jednym zdaniu, to trochę jednak przesada.

Obecnie tak. Jednak poważne kraje, a USA jest krajem poważnym, planują strategicznie w długich okresach. Znalazłem zapis konferencji prasowej gen. Shanahana (wspomniany w ostatnim akapicie naszego newsa):

 

Q: Kristina Wong with Breitbart News. In the beginning, you mentioned urgency.  Can you talk about why there's a sense of urgency, what are challengers, near-peer threats, you know, China and others may be doing?

LT. GEN. SHANAHAN:  All right.  So it's two part -- I'll answer that in two parts.

First of all, we just see what the potential for artificial intelligence, machine learning, reinforcement learning is.  We're seeing it happen, unfold in corporations and these big companies every day.  So you can't ignore it.

 It's the idea of -- we see a future of digital modernization, yet we, in some ways, are still looking at the world through an industrial-age lens.  We're trying to figure out, to make that leap from industrial age to digital age.

So we see that it's out there.  That by itself gives us that sense of urgency, is seeing the potential of it.

To your other point, is, yes, our potential adversaries are moving very deliberately towards a future of artificial intelligence.  And I pause for a second, because Russia looks at it a little bit differently than China does.  I'd say Russia, generally more on the robotics and automation side.  But China, the whole breadth of artificial intelligence capabilities.

And from President Xi Jinping down to the provincial level, they have had a strategy of accelerating adoption and integration of artificial intelligence; well beyond the resource, well beyond the theory, actually fielding those capabilities.

And as a regime that's made it clear that artificial intelligence is part of their strategy as they look towards 2035, they've made no secrets about what they want to do on the military side as well:  everything from autonomous weapons to a big emphasis on how you use A.I. in command and control.

I don't ever look at this.  I actually -- I stay away from any phrase of "arms race."  I would say we understand how fast we need to move, we see our adversaries moving faster.  It's a strategic competition, not an arms race.  They're going to keep doing what we're doing; we acknowledge that.

And what I don't want to see is a future where our potential adversaries have a fully A.I.-enabled force and we do not when it goes back to this question of time and decision cycles, and I don't have the time luxury of hours or days to make decisions.  It may be seconds and microseconds where A.I. can be used to our -- to our competitive advantage.

 

I dalej:

 

Q:  Thank you.  Ryan Pickrell with Business Insider.

So, you were talking just a minute ago about who -- the advantage that China has.  China also enjoys tremendous military, government and industry support for their A.I. programs.  In this environment, can DOD really compete with that, given fluctuations in the domestic industry support here?

LT. GEN. SHANAHAN:  Yeah.  You hit on -- it's a really important point, the idea of civil-military integration in China.

If -- I asked somebody who spends time in China working A.I., I said, "Could there ever be a Google-Project Maven situation in China?" [chodzi o to: https://kopalniawiedzy.pl/Google-Pentagon-sztuczna-inteligencja-protest,28189 ] He laughed and said, "Not for very long."  The idea of that civil-military integration does give strength in terms of their ability to take commercial and make it military as fast as they -- they can integrate it or have certain companies actually working on behalf of the military.

What we're dealing with in the course of the last 25 years or so in the Department of Defense is how the balance has shifted in many ways, especially, or most importantly, in this digital modernization age where these new developments, these cutting-edge tech are coming from commercial industry, some of whom have never worked with the Department of Defense before.  So there's where part of that wariness comes in, is "Why should we work with DOD?  I can't even understand their contracting rules, never mind what they're going to do with this."  So that -- that's -- that is a limitation for us.

What -- the objective of us being more transparent about what we're doing is to increase that -- that strength of the relationship of industry, academia and the government.  It's what fueled Silicon Valley beginning in the 1950s.  And in the last 25 years, for a variety of reasons, it splintered -- Snowden, Apple encryption -- I mean, there were a number of reasons for it.  Not judging one way or the other; it just happened.

If we don't find a way to strengthen those bonds between the United States government, industry and academia, then I would say we do have the real risk of not moving as fast as China, when it -- when it comes to this.  Because there is -- it is mandated, President Xi Jinping down, "This is what we will do together, civil and military integration."

Does it -- is it perfect?  Probably not.  There are -- there are companies that want to work with United States or other Western nations, but because they're tied so closely to the military, they do not have that opportunity, because companies don't want to work with them if that's the case.

So it's not all -- it's not all a great advantage for China, but it does -- it does, and -- and I say give them a leg up.  And we have to work hard on the strengthening the -- the relationships we have with commercial and industry and prove that we're a good partner, and they'll be good partners with us.  As -- as I said before, we want to work with companies that want to work with us.  It's a -- it's a two-way street, and were really trying to -- trying to get those -- those relationships better.

 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cóż, przewaga tutaj wynika z podporządkowania obywatela systemowi w Chinach, co jest sprzeczne z ustrojami demokratycznymi. Idąc jednak w drugą stronę i upatrując państwo i narodowość jako wroga trudno o wewnętrzną siłę i spójność. Inna mentalność. USA sami sobie stworzyli ten problem wykorzystując Chiny jako tanią montownię, a ci korzystali na szpiegostwie przemysłowym. Komercjalizm stał się pułapką dla zachodu.

Cytat

An unclassified report by the Defense Intelligence Agency says Beijing has made enormous military strides in recent years, thanks partly to domestic laws forcing foreign partners to divulge technical secrets in exchange for access to China’s vast market.

Mimo wszystko wciąż utrzymują masę posowieckiego sprzętu i dykty, choć zrobili duże skoki, lecz ich choćby lotnictwo, to kalki zachodnich samolotów wzorowane na ich odpowiedniki, bądź pozyskane dzięki szpiegostwu lub inżynierii odwrotnej. Co prawda wydatki na zbrojenia znacząco im wzrosły, ale są wciąż ok. 3 razy niższe (choć lat parę wcześniej różnica była większa, lecz w stosunku do GDP to niższy %). Niemniej na plus mają to iż zakupować mogą teraz sprawdzoną, gotową technologię. Jedyne plusy, które kojarzę, to pociski hipersoniczne i strzelanie do satelitów. O ile USA będą mieć faktycznie kłopot ugryźć ląd, to w powietrzu mają przewagę, nie mówiąc nawet o wodzie, gdzie Chiny mają dwa małe, zwykłe lotniskowce. Do ich flagowego myśliwca chyba dalej nie mają własnych silników. Chiny od kilkudziesięciu lat nie zaznały wojny, a w tych współcześniejszych tak średnio też im poszło.

Cytat

Beijing’s “one-child” policy has sharpened the trend. Today China has 16 retirees per 100 workers. Projections see that increasing to 64 retirees per 100 workers by 2050, resulting a much grayer population than in America.

Jedyną drogą rozwoju dla Chin jest eksploatowanie ich rynku i ich zagraniczne inwestycje. Poza tym to, czego Chinom brak, to sprzymierzeńcy.

Tutaj jest ciekawa, poglądowa analiza: https://www.rand.org/paf/projects/us-china-scorecard.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko to prawda. Co więcej, Chiny nigdy nie staną się taką potęgą jak USA. Jednak USA, jako poważne państwo, musi planować na dekady i brać pod uwagę to, jak mogą się Chiny zmieniać, co planują robić i mogą robić. Więc i muszą założyć, że kiedyś będą wysoko zaawansowanym technologicznie krajem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Microsoft stworzył prototypowy system do przechowywania informacji w szkle. We współpracy z firmą Warner Bros. koncern zapisał oryginalny firm Superman z 1978 roku na kawałku szkła o wymiarach 75x75x2 milimetry. Prace nad zapisywaniem danych w szkle są prowadzone przez Microsoft Research i stanowią one część projektu, w ramach którego Microsoft opracowuje nowe technologie archiwizacji danych na potrzeby platformy Azure.
      Budujemy całkiem nowy system, poinformował dyrektor wykonawczy Microsoftu Satya Nadella podczas konferencji Ignite. W ramach Project Silica wykorzystywane jest standardowe szkło kwarcowe.
      Obecnie Warner Bros archiwizuje filmy przenosząc ich wersje cyfrowe na taśmę i dzieląc je na trzy kolory składowe. Monochromatyczne negatywy są bowiem bardziej odporne na upływ czasu niż filmy kolorowe. To kosztowny i długotrwały proces. Microsoft chce go uprościć i obniżyć jego koszty. Jeśli Project Silica okaże się skalowalny i efektywny ekonomicznie, to będzie czymś, co z chęcią zastosujemy. Jeśli dobrze sprawdzi się w naszym przypadku, sądzimy, że będzie też przydatny dla każdego, kto chce archiwizować dane, mówi Vicky Colf, dyrektor ds. technologicznych w Warner Bros.
      Microsoft wykorzystuje femtosekundowe lasery pracujące w podczerwieni do zapisu danych na „wokselach”, trójwymiarowych pikselach. Każdy z wokseli ma kształt odwróconej kropli, a zapis dokonywany jest poprzez nadawanie mi różnych wielkości i różnej orientacji. Na szkle o grubości 2 milimetrów można zapisać ponad 100 warstw wokseli. Odczyt odbywa się za pomocą kontrolowanego przez komputer mikroskopu, który wykorzystuje różne długości światła laserowego. Światło zostaje odbite od wokseli i jest przechwytywane przez kamerę. W zależności od orientacji wokseli, ich wielkości oraz warstwy do której należą, odczytywane są dane.
      Wybór szkła jako nośnika danych może dziwić, jednak to bardzo obiecujący materiał. Szkło może przetrwać tysiące lat. Na płytce o wymiarach 75x75x2 milimetry można zapisać ponad 75 gigabajtów danych i zostanie sporo miejsca na zapisanie informacji do korekcji błędów. Podczas testów szkło było zalewane wodą, poddawane działaniu pola magnetycznego, mikrofal, gotowane w wodzie, pieczone w temperaturze 260 stopni Celsjusza i rysowane za pomocą stalowych drapaków. Za każdym razem dane można było odczytać.
      Duża wytrzymałość szkła oznacza, że archiwa z cyfrowymi danymi będą mniej podatne na powodzie, pożary, trzęsienia ziemi, zaburzenia powodowane polem magnetycznym czy na wyłączenia prądu. Ponadto szkło zajmuje niewiele miejsca. Jego największą zaletą jest wytrzymałość. Prawdopodobnie zapisane w nim dane można będzie przechowywać przez ponad 1000 lat. Stosowane obecnie metody magnetycznego zapisu ulegają szybkiej degradacji w ciągu kilku lat, dlatego też archiwalne dane zapisane na dyskach są co jakiś czas przegrywane na kolejne urządzenia.
      Celem Project Silica nie jest stworzenie produktu dla konsumentów indywidualnych. Szklane systemy przechowywania danych mają być skierowane do firm chcących archiwizować duże ilości informacji. Nie próbujemy stworzyć czegoś, co będzie używane w domu. Pracujemy nad metodą archiwizacji w skali chmur obliczeniowych. Chcemy wyeliminować kosztowny cykl ciągłego przenoszenia i zapisywania danych. Chcemy mieć coś, co można będzie odłożyć na półkę na 50, 100 czy 1000 lat i zapomnieć o tym do czasu, aż będzie potrzebne, mówi Ant Rowstron, zastępca dyrektora laboratorium w Microsoft Research Cambridge.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bill Gates powiedział, że Windows mógłby stać się dominującym systemem operacyjnym na smartfonach, gdyby nie postępowanie antymonopolowe toczone przeciwko Microsoftowi przez Departament Sprawiedliwości. Nie ma wątpliwości, że postępowanie antymonopolowe było szkodliwe dla Microsoftu. Bylibyśmy bardziej skupieni na rozwoju systemu operacyjnego dla telefonów i gdyby nie to postępowanie dzisiaj świat używałoby Windows Mobile a nie Androida, powiedział Gates podczas organizowanej przez New York Times'a konferencji DealBook.
      Komentarz Gatesa sugeruje, że duże postępowania antymonopolowe szkodzą nawet największym koncernom. Warto tutaj zwrócić uwagę, że niedawno Izba Reprezentantów rozpoczęła śledztwo antymonopolowe przeciwko Facebookowi, Departament Sprawiedliwości prowadzi postęowanie przeciwko Alphabetowi (Google). Ponadto Sąd najwyższy USA zgodził się rozpatrzyć sprawę przeciwko Apple'owi, a Unia Europejska prowadzi postępowanie ws. Amazona.
      Byliśmy tak blisko. Jednak byłem za mało skupiony. Zepsułem to z powodu roztargnienia, przyznaje Gates. Dodaje, że Microsoft spóźnił się o trzy miesiące z przygotowaniem systemu. Gdyby nie to, Motorola używałaby go na wszystkich swoich telefonach. Już przed paroma miesiącami Gates mówił, że największym błędem Microsoftu była porażka na rynku systemów mobilnych.
      Założyciel Microsoftu przyznał też, że gdyby nie sprawa antymonopolowa, to nie zrezygnowałby z funkcji dyrektora wykonawczego. Przypomnijmy, że Departament Sprawiedliwości rozpoczął postępowanie w roku 1998, a Gates zrezygnował w roku 2000. Jego następcą został Steve Ballmer, który musiał przeprowadzić firmę przez postępowanie antymonopolowe. Gates stwierdził, że odejście na wcześniejszą emeryturę było dobre dla niego, gdyż może więcej czasu spędzać z rodziną i zajmować się Fundacją Billa i Melindy Gatesów.
      Warto tutaj przypomnieć, że senator Elizabeth Warren, która walczy o nominację prezydencką z ramienia Partii Demokratycznej, zapowiada, że chciałaby doprowadzić do podziału takich firm jak Google, Amazon czy Facebook. Byłem przeciwny podziałowi Microsoftu i nie życzę tego nikomu, stwierdził Gates. Dodaje przy tym, że nigdy nie rozmawiał z Warren. Nie wiem, na ile ma ona otwarty umysł ani czy w ogóle rozmawiałaby z kimś, kto ma olbrzymie pieniądze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z informacji opublikowanych przez Net Applications rynkowy udział przeglądarek Microsoftu jest rekordowo niski. W sierpniu Internet Explorer i Edge straciły 1,8 punktu procentowego i obecnie należy do nich 12% rynku.
      Zapewne będziemy świadkami dalszych spadków. W bieżącym roku udziały przeglądarek z Redmond wahały się wcześniej w granicach 12,4–14 procent. Za większość wrześniowego spadku, niemal 1,4 pp, odpowiada Internet Explorer. Przeglądarka, która niegdyś dominowała w internecie ma obecnie zaledwie 6,1% udziałów. Udziały Edge'a spadły o 0,4% do poziomu 5,9%. Jeszcze w sierpniu Edge zanotował wzrost i miał najwyższe udziały w swojej historii.
      Przyszłość microsoftowych przeglądarek rysuje się w czarnych barwach. Internet Explorer jest utrzymywany przy życiu tylko dlatego, że domaga się tego część przedsiębiorstw potrzebujących tej przeglądarki ze względu na kompatybilność. Jednak zainteresowanie tą przeglądarką wyraźnie spada. Dość powiedzieć, że w ubiegłym miesiącu używało jej tylko 7% użytkowników Windows, a w ciągu ostatnich miesięcy udziały IE na komputerach z Windows spadły o 60%. Microsoft wolałby nie zajmować się IE i całkowicie poświęcić się rozwojowi Edge'a. Firma zapowiada wypuszczenie wersji Edge'a opartego na google'owskim Chromium. Pozostaje pytanie, czy wobec spadającego zainteresowania Edge'em tworzenie nowej wersji przeglądarki ma sens.
      Nie najlepiej radzi sobie też Firefox. We wrześniu jego rynkowe udziały zwiększyły się o 0,3% i wynoszą obecnie 8,7%. To już czwarty miesiąc z rzędu, gdy udziały tej przeglądarki są niższe niż 9%. W ciągu ostatniego roku Firefox stracił niemal 1 pp udziałów. Nic nie wskazuje na to, by przeglądarka Mozilli miała odzyskać rynek. Przed dwoma laty jej rynkowe udziały wynosiły 11,4%. Jedynie przez 3 z ostatnich 18 miesięcy do Firefoksa należało więcej niż 10% rynku.
      Obecnym zwycięzcą konkurencji na rynku przeglądarek jest Chrome do którego należy 68,5% rynku. To o 0,1% mniej niż w rekordowym dla tej przeglądarki lipcu bieżącego roku. W ciągu roku udziały Chrome'a wzrosły o 2,1 punktu procentowego, a obserwacja obecnych trendów pozwala wysnuć przypuszczenie, że do maja przyszłego roku udziały Chrome'a wyniosą ponad 70%.
      Media prześledziły dane firmy Net Applications od stycznia 2005 roku i stwierdziły, że jak dotąd na przestrzeni ostatnich 14 lat najlepszymi wynikami mógł pochwalić się Internet Explorer. W styczniu 2005 roku należało do niego aż 89,4% rynku. Firefox posiadał wówczas 5,6% udziałów, Netscape Navigator miał 2% rynku, a Safari 1,7%. Do grudnia 2008 roku udziały IE spadły do obecnego poziomu Chrome'a.
      Obecnie do Safari należy 4,4% rynku, a Opera posiada 1,4%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy w 2015 roku debiutował Windows 10 Microsoft prognozował, że w ciągu trzech lat jego najnowszy system operacyjny zagości na miliardzie urządzeń. Prognozy te nie sprawdziły się do dzisiaj, a przyczyną takiego stanu rzeczy była całkowita klęska systemu Windows Phone oraz wolniejsze niż spodziewane przechodzenie użytkowników na nowy OS.
      Istnieje jednak spora szansa, że w przyszłym roku Windows 10 zostanie w końcu zainstalowany na miliardowym urządzeniu. Microsoft poinformował właśnie, że jego system jest używany na ponad 900 milionach urządzeń.
      Koncern z Redmond doświadcza podobnych problemów, co w przeszłości. Głównym problemem jest fakt, że wielu użytkowników Windows wciąż korzysta z wersji oznaczonej numerem 7. Podobną sytuację pamiętamy z czasów, gdy debiutował Windows 7. System również powoli się przyjmował, gdyż olbrzymia liczba użytkowników trzymała się wersji XP. Teraz jest podobnie, mimo że Microsoft zapowiedział, iż wsparcie dla Windows 7 zakończy się 14 stycznia przyszłego roku.
      Pozostaje pytanie, czy koncern dotrzyma terminu. Obecnie ponad 30% komputerów korzysta z Windows 7. To olbrzymia liczba, może więc powtórzyć się sytuacja z przeszłości, gdy Microsoft znacznie wydłużył czas wsparcia dla systemu XP, by nie pozostawić użytkowników z niezałatanymi dziurami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Plastik, który ulega błyskawicznej degradacji, nie znalazłby zbyt wielu zastosowań w życiu codziennym. Jednak taki znikający materiał znajduje się w kręgu zainteresowań tych, którzy zajmują się np. działalnością wywiadowczą. Dlatego też Pentagon i CIA z pewnością będą uważnie śledziły American Chemical Society Fall 2019 National Meeting & Exposition, gdzie zostaną zaprezentowane ostatnie postępy w pracach nad takim materiałem.
      To nie jest coś, co powoli rozkłada się przez rok, jak biodegradowalny plastik, do którego konsumenci mogą być przyzwyczajeni. Ten polimer znika natychmiast, jak za włączeniem guzika, mówi doktor Paul Kohl z Georgia Institute of Technology (Georgia Tech), którego zespół pracuje nad błyskawicznie rozkładającym się polimerem.
      Polimer powstaje z myślą o potrzebach Pentagonu. Dzięki niemu mogłyby powstać np. urządzenia czy pojazdy, które dosłownie znikają w oczach. To znakomicie ułatwiłoby przeprowadzanie tajnych misji, gdyż można by takie urządzenia i pojazdy pozostawiać, nie martwiąc się, że przeciwnik je znajdzie.
      Z chemicznego punktu widzenia wykorzystano tutaj temperaturę polimeryzacji, która jest powiązana z napięciem sterycznym, czyli rodzajem odpychania się elektronów. Jeśli temperatura polimeryzacji pozostaje w pewnym przedziale, materiał jest stabilny. Jednak powyżej pewnej granicy temperatury napięcie steryczne rośnie do tego stopnia, że materiał się rozpada.
      Zjawisko to możemy obserwować np. w przypadku polistyrenu. To bardo stabilny materiał w granicach temperatury polimeryzacji. Jednak wystarczy wsadzić go do ognia i błyskawicznie się rozpływa. Tutaj mamy do czynienia z rozpadem tysięcy wiązań chemicznych. Natomiast w materiale opracowanym przez zespół Kohla wystarczy, by doszło do rozpadku jednego wiązania, a następuje efekt domina i rozpadają się wszystkie.
      Różne zespoły naukowe już wcześniej pracowały nad podobnymi rozwiązaniami, jednak problemem była ich stabilność w temperaturze pokojowej. Kohlowi udało się przezwyciężyć te problemy.
      Początkowo stworzyliśmy materiał, który był wrażliwy na ultrafiolet. Mogliśmy więc wytwarzać go w pomieszczeniu dobrze oświetlonym lampami fluorescencyjnymi i pozostawał on stabilny, mówi Kohl. Jednak po wystawieni na działanie światła słonecznego materiał odparowywał lub zamieniał się w formę ciekłą. Można więc wyprodukować z niego pojazd, który będzie poruszał się w nocy czy nad ranem, a zniknie w pełnym słońcu.
      To jednak był początek prac. Uczeni z Georgia Tech stworzyli też polimer reagujący na sztuczne światło. Mamy polimery przystosowane do działania w pomieszczeniach. Wchodzisz do pomieszczenia, zapalasz światło i urządzenie znika, mówi Kohl. Jakby jeszcze tego było mało, naukowcy opracowali sposób na odroczenie depolimeryzacji materiału. Możemy opóźnić depolimeryzację o konkretną ilość czasu – godzinę, dwie, trzy. Trzymasz swoje urządzenie w ciemności do czasu, aż chcesz je użyć. Potem wystawiasz je na działanie światła słonecznego, a ono działa przez trzy godziny i następnie się rozkłada, wyjaśnia Kohl.
      Naukowiec mówi, że nowy materiał przyda się nie tylko w zastosowaniach wojskowych czy wywiadowczych. Wyobraża on sobie czujniki środowiskowe, które zbierają dane, a po zakończeniu badań rozpuszczają się, wywierając minimalny wpływ na środowisko.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...