Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Układzie Słonecznym krąży pierwotna czarna dziura, a nie Dziewiąta Planeta?

Recommended Posts

Dziewiąta Planeta, hipotetyczny nieznany dotychczas obiekt wchodzący w skład Układu Słonecznego, może nie być planetą. Astronomowie Jakub Scholtz z Durham University i James Unwin z University of Illinois at Chicago zaproponowali hipotezę mówiącą, że to... pierwotna czarna dziura.

Pierwotne czarna dziury to również obiekty hipotetyczne. Zgodnie z obowiązującymi teoriami, powstały one tuż po Wielkim Wybuchu i nie są wynikiem zapadania grawitacyjnego jak znane nam czarne dziury, ale powstały z niezwykle gęstej materii, która powstała po Wybuchu. Ze względu na mechanizm swojego powstawania pierwotne czarne dziury nie są tak masywne, jak czarne dziury powstałe w wyniku kolapsu. Jednocześnie ich masa minimalna również może być znacznie mniejsza, mniejsza nawet niż masa Słońca.

Najmniejsze z pierwotnych czarnych dziur już nie istnieją, wyparowały przez miliardy lat istnienia wszechświata. Jednak te bardziej masywne wciąż mogą istnieć. I to właśnie jedna z nich może być obiektem znanym jako Dziewiąta Planeta. Pogłoski o istnieniu nieznanej planety w Układzie Słonecznym krążą w środowisku pseudonaukowym od kilku dekad. Jednak przed trzema laty na łamach Astronomical Journal pojawił się artykuł, którego autorzy – naukowcy z prestiżowego California Institute of Technology – informowali, że planeta taka rzeczywiście może istnieć.

Jakub Scholtz i James Unwin skupili się na dwóch niewyjaśnionych dotychczas faktach. Pierwszy z nich to niezwykłe orbity niektórych obiektów transneptunowych, wskazujących na oddziaływanie zewnętrznego źródła. Źródło takie musiałoby mieć masę od 5 do 15 mas Ziemi i krążyć wokół Słońca w odległości 300–1000 jednostek astronomicznych. Drugi fakt to zaobserwowanych niedawno przez satelitę OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment) sześć ultrakrótkich epizodów mikrosoczewkowania grawitacyjnego, z których każde trwało od 0,1 do 0,3 doby. Mikrosoczewkowane obiekty znajdują się w kierunku poprzeczki galaktyki w odległości 8000 parseków do Ziemi, a soczewkujący obiekt musiałby mieć masę od 0,5 do 20 mas Ziemi i mógłby być albo grupą swobodnie poruszających się planet, albo pierwotną czarną dziurą.

Naukowcy zwracają uwagę, że obie wymienione anomalie są powodowane przez obiekty, których masa znajduje się w tym samym przedziale. Być może najbardziej naturalnym wyjaśnieniem jest stwierdzenie, że anomalie wywołała nieznana populacja planet. Na przykład anomalie zarejestrowane przez OGLE można interpretować jako obecność swobodnie poruszających się planet, których masa jest bardziej skoncentrowana niż lokalna masa gwiazd, a Dziewiąta Planeta może być jedną z tych planet, która została przechwycona przez Układ Słoneczny. To by oznaczało, że musimy zaktualizować nasze modele powstawania planet, ale obecne poszukiwania Dziewiątej Planety powinny być kontynuowane, czytamy w artykule opublikowanym w arXiv.

W naszej pracy skupiliśmy się na bardziej ekscytującej hipotezie. Jeśli to, co zarejestrował OGLE zostało wywołane obecnością populacji pierwotnych czarnych dziur, to jest też możliwe, że anomalie orbit obiektów transneptunowych to skutek oddziaływania jednej z tych czarnych dziur przechwyconych przez Układ Słoneczny, dodają autorzy.

Jeśli Scholtz i Unwin mają rację i rzeczywiście mamy tu do czynienia z pierwotną czarną dziurą, to jej wykrycie będzie niezwykle trudne. Tego typu czarna dziura o masie 5-krotnie większej od masy Ziemi miałaby średnicę około... 5 centymetrów, a jej temperatura promieniowania Hawkinga wynosiłaby 0,004 kelwina, co czyni ją zimniejszą niż mikrofalowe promieniowanie tła. Jeśli tak, to na załączonej grafice widzimy jej rzeczywistą wielkość.

Dlatego też obaj naukowcy proponują nie poszukiwania samej czarnej dziury, a poszukiwania sygnałów oddziaływania jej halo na otoczenie. Halo ciemnej materii takiej dziury rozciąga się bowiem na odległość 8 j.a. czyli mniej więcej od Ziemi do Saturna, zatem możliwe jest zauważenie jego interakcji z pobliskimi obiektami.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tam żadna "pierwotna czarna dziura" tylko stargate ;) Wlatujesz tu, a wylatujesz tam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Źródło takie musiałoby mieć masę od 5 do 15 mas Ziemi i krążyć wokół Słońca w odległości 300–1000 jednostek astronomicznych.

Jeszcze by się przydało wiedzieć gdzie mniej więcej jest :D Nie da się tego wyznaczyć z aktualnego położenia 'obiektów transneptunowych'?

1 godzinę temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Ze względu na mechanizm swojego powstawania pierwotne czarne dziury nie są tak masywne, jak czarne dziury powstałe w wyniku kolapsu.

Nie trzeba grawitacji? Wystarczy ścisnąć np. neutron do gęstości krytycznej i już? Mam nadzieję, że te maleństwa szybciej parują niż ssą, bo inaczej skończymy jako osobliwość

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Jajcenty napisał:

Mam nadzieję, że te maleństwa szybciej parują niż ssą, bo inaczej skończymy jako osobliwość

Nie znam się na tym, ale przypuszczam że już w odległości kilku, góra kilkudziesięciu tys. kilometrów od takiej dziury pole grawitacyjne jest porównywalne z tym jakie wytwarza zwykła planeta. U starego dobrego pana Newtona było tak, że pole grawitacyjne wytwarzane przez kulę na zewnątrz nie różniło się od pola wytwarzanego przez przez punkt materialny o masie równej masie tej kuli. :) Tutaj dochodzą efekty relatywistyczne, ale one w pewnej odległości zanikają.

P.S. No chyba żeby to halo z ostatniego akapitu to był zasięg efektów relatywistycznych. Ale wtedy i tak mamy względny spokój. Osiem j.a. to mimo wszystko mało w porównaniu do odległości od tej hipotetycznej c.d.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

Anunaki Anunaki z koziej traby z tyłka krzaki. Ja słyszałem że to my ludzie wywołaliśmy, nie wywołaliśmy, raczej sprowadziliśmy czarną dziurę na 9 planetę zwaną Nibiru. W jaki sposób? Od zarania dziejów zanim tak zwane anunaki stworzyły pierwszą hybrydę -człowieka mieszańca z połączenia genów istoty człekokształtnej żyjącej już na ziemi z genomem istot z Nibiru coś uszło ich uwadzę i dali człowiekowi gen stwórcy. Może nawet za sprawą ingerencji w naturę życia we wszechświecie sam stwórca tchną w ów człowieka gen który potocznie nazywamy Bożym Genem albo na skutek mutacji sam powstał. Nieważne. Ważne jakie działania i co potrafi ten gen jeżeli odpowiednio się go wykształci. Dalsza hipoteza i działanie tego genu już wykracza po za margines naukowy a hipoteza rodem z filmu science-fiction. Chodzi tu o chrześcijaninsm, Jezusa Chrystusa i moc w genie którym jest wiara. Od początku swojego stworzenia człowiek posiadał wiarę. Czym gorsze czasy były tym wiara dla ludzi stawała się większa. Po dziś dzień zauważmy że wierząc w coś, wierząc w coś bardzo mocno to wcześniej nasze wierzenia które są w postaci naszych marzeń to wcześniej czy później się spełniają oraz ziszczają. Jezus Chrystus Biblia o tym nie mówi ale zanim dowiedział się o swoim darze jaki posiada i jaką ma moc to czynił zło. Był oprychem, złodziejaszkiem i niejednokrotnie wpadając w tarapaty używał swych mocy wtedy jeszcze nie świadomie posiadanych do tego aby ich działaniem krzywdzić innych. Gdy rzucił w stronę pewnego człowieka złowieszcze słowa typu: -Obyś oślepł i wił się w swej ślepocie niczym wąż pełznący w wiecznej ciemności - Człowiek ten po prostu oślepł i chodził od przeszkody do przeszkody niczym pełzający wąż potykając się o nie. Wiem że ostatnią rzeczą złowróżbną było gdy słowami obyś zdechł starcze, w jakiś sposób magiczny bo to przypadek nie był jak później biblia już mówi, pozbawił on życia szanowanego proroka gdzie jak wiadomo proroctwo było szanowaną instytucją w tamtym czasie i podlegało istotą wyższym. Jednak wiara w nie nie była niczym innym jak tylko wymagania od nas śmiertelników posłuszeństwa wobec owych bóstw i w ten sposób Jezus Chrystus zdał sobie sprawę że ma moc w sobie od prawdziwego Boga Wszechmogącego. Dalsze perypetie tych zdarzeń zostały zmienione i zagarnięte przez chrześcijaństwo gdzie istnienie Anunaków ukryto i wymazano a moc jaką człowiek może posiadać skierowano w wiarę Bóstwa z poza świata materialnego i tym sposobem człowiek energie swej wiary mógł słać w miejsce z którego nie mogła się ona wydostać. Trwa to po dziś dzień i być może wygląda to jak zestawienie antychrysta ale to przecież sam Bóg w Biblii mówił że nie znajdziesz mnie pod sklepieniem wierz, pod imieniem fałszywych proroków tylko znajdziesz mnie pod kamieniem wszędzie gdzie chcesz bym był. Tak więc aby okiełznać w nas śmiertelnikach tą Bożą moc, ukrytą magie wpływania lub nawet tworzenia którą by sam stwórca mógł tylko mieć, Anunaki musiały opuścić ziemie i to z tego jak wskazują fakty dość nagle, dość szybko. Dowodem tego stanu rzeczy są rdzenni mieszkańcy ameryki  którzy nigdy nie wydobywali złota,  nigdy nie była im przedstawiona ta nauka jak je pozyskiwać to jednak posiadali go tyle że były tam w owym czasie złote miasta. Historia Montezumy nim został zamordowany na pytania konkwistadorów skąd mają Indianie tyle złota gdy ten był w niewoli, na wieść że może odzyskać wolność jeżeli powie prawdę on rwał się padając na ziemie przysięgając że od Bogów -To Bogowie nam je zostawili. Historia Anunaków jest zawiła tak jak zawiłe były dzieje ludzkości. My ludzie byliśmy wykorzystywani do ich bożych wojen w walce o wpływy i w ogóle. Byliśmy istotą stworzoną  do tego by ulżyć im w trudach zdobycia i pozyskania złota które było niezbędne aby uratować ich planetę. Jak wiemy coraz częściej pojawiali się ludzie którzy posiadali dar i tym samym to człowiek stworzył w swej boskiej ingerencji pierwotną czarną dziurę i ponoć to człowiek miał za pomocą swojego daru jak się okazało w czasach gdzie było na to już za późno by nas zgładzić, to człowiek czyli śmiertelnik miał stworzyć otchłań która w swej Boskiej percepcji stworzenia wszechświata miała za zadanie pochłonąć swoich uzurpatorów wraz z całym ich światem która była dziewiątą planetą zwaną Nibiru wraz to nową zwaną ziemią. Udało się Anunakom anomalię powstrzymać ale nie mogli oni już jawnie ingerować w dzieje ludzkości dlatego jak sekta Novus ordo seclorum stworzyli dla nas gospodarkę by ta dała nam możliwości rozwijać naszą cywilizacje, podstawili nam do wierzenia Boga który i być może jest Bogiem lecz nie świata materialnego w którym my jesteśmy i skonstruowali nas tak byśmy wiarą nie wyszli po za margines realia, w drodzę rozwoju i handlu oraz postępu dalej gromadzili i pozyskiwali już bez ich udziału - złota, a nad wszystkim czuwał Watykan. Dalsze dowody przedstawię krótko. Wiarę w innych bogów niż kościół, w magię którą przy odrobinie nauk mógł posiadać każdy i nawet w owych czasach była częstym zjawiskiem  posiadanym przez śmiertelników, czyż kościół nie mordował i nie zabijał tych osób każąc nam wierzyć w jednego boga? Czy w imię wiary kościół za przeproszeniem jak dziwka czyż swym działaniem aby odwlec człowieka od innych zamiarów nie wchłonął inne religie i wierzenia byle tylko mieć nad swoimi poddanymi kontrole? Czyż to nie papieże byli nad Królami, oni udzielali im koronacji i tak naprawdę stojąc w cieniu nie oni rozdawali karteczki? Idąc do czasów współczesnych to stworzenie Bankowości zagrabienie całego złota jakie posiadają narody nie znajduje się przypadkiem w skarbcach bankowych gdzie za złoto nic nie kupimy ale dla banków głosząc że jest one ich deficytem stanowiącym ich wartość, bank który posiada go najwięcej posiada w zamian najbardziej wartościowe karteczki zwane pieniądz, nie wydaję się wam śmiertelnikom sprawą dziwną jak w prosty sposób dajemy się manipulować władzy? A jak myślicie po co to złoto jest gromadzone? Idąc dalej to jaki jest największy bank na świecie? Przeczytał to ktoś z uwagą i sprawdzając moje źródła jest ktoś w stanie sprawdzić kto stoi za tym jak stworzenie Banku Rezerw Federalnych? To nie teoria spiskowa. To nowy porządek świata -Novus ordo seclorum. Sprawdź sobie człowieku małej wiary, ten napis jest na dolarze użyj translatora google nawet. Pisząc małej wiary pisze to z pełną premedytacją gdyż wiem jaką wiarę ogromną i wiedzę posiadali ludzie kiedyś do tej teraz i jak łatwo dają się manipulować. Jeżeli sami nie zaczniemy pielęgnować dobra w sobie i szerzyć dobro dalej dając je innym, tak zło będzie nas trzymać w ryzach dając dobro tym którzy zła nas uczą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panie Błoński, nie wie Pan jak jest po angielsku kwas i zasada, i masz Pan gdzieś uwagi komentatorów. Może zmień Pan nazwę serwisu na Kopalnia Wolnych Tłumaczeń dla Humanistów.

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To że sobie krąży jakaś tam CD o wielkości załóżmy piłki jest mniej istotne od faktu że wtedy by trzeba założyć że tych CD we wszechświecie jest dużo więcej niż myśleliśmy. Może nawet wystarczająco żeby uznać że CM to CD. 
Niemniej uważam że to jednak tylko naukowa sensacja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, thikim napisał:

by trzeba założyć że tych CD we wszechświecie jest dużo więcej niż myśleliśmy

W nauce nie bardzo jest miejsce na takie pseudonaukowe dywagacje. Patrz wyniki długotrwałych badań zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Statystyka jest przeciw tobie.

Jeśli zakładasz coś, i ma to być zgodnie z kanonami, to trzymaj się metodologii i nie twórz jednorożców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ziemia wraz z Układem Słonecznym znajduje się w szerokiej na setki lat świetlnych pustce otoczonej tysiącami młodych gwiazd. Pustka ta, w której średnia gęstość materii międzygwiezdnej jest 10-krotnie mniejsza niż w Drodze Mlecznej, zwana jest Bąblem Lokalnym. Naukowcy z Center for Astrophysics | Harvard & Smithsonian (CfA) i Space Telescope Science Institute (STScI) postawili sobie za zadanie odtworzenie historii naszego galaktycznego sąsiedztwa. Wykazali, jak szereg wydarzeń, które rozpoczęły się przed 14 milionami lat, doprowadził do stworzenia bąbla, odpowiedzialnego za powstanie niemal wszystkich pobliskich gwiazd.
      Astronom i ekspertka od wizualizacji danych, Catherine Zucker, która brała udział w badaniach mówi, że to naprawdę historia narodzin, po raz pierwszy jesteśmy w stanie wyjaśnić, jak rozpoczęło się formowanie wszystkich pobliskich gwiazd.
      Głównym elementem pracy naukowców jest animacja 3D, która pokazuje, że wszystkie młode gwiazdy i regiony gwiazdotwórcze znajdujące się w odległości 500 lat świetlnych od Ziemi, umiejscowione sa na powierzchni Bąbla Lokalnego. O jego istnieniu wiadomo od dziesięcioleci, ale dopiero teraz zaczynamy rozumieć początki Bąbla i jego wpływ na otaczający go gaz.
      Naukowcy wykazali teraz, że przed 14 milionami lat rozpoczęła się seria eksplozji supernowych, które wypchnęły gaz międzygwiezdny na zewnątrz, tworząc bąbel o powierzchni gotowej do formowania się gwiazd. Dzisiaj wiemy, że na powierzchni Bąbla znajduje się siedem regionów gwiazdotwórczych – chmur molekularnych – gęstych regionów w przestrzeni kosmicznej, w których formują się gwiazdy. Z naszych obliczeń wynika, że w przeciągu milionów lat doszło do 15 eksplozji supernowych, które uformowały Bąbel Lokalny, mówi Zucker. Uczeni zauważyli, że bąbel powoli rozszerza się z prędkością około 6,5 km/s.
      Tempo rozszerzania się bąbla oraz obecne i przeszłe trajektorie gwiazd tworzących się na jego powierzchni zostały określone dzięki danym zebranym przez kosmiczne obserwatorium Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej.
      Gdy wybuchła pierwsza supernowa, która przyczyniła się do powstania Bąbla Lokalnego, Słońce znajdowało się daleko od tego wydarzenia. Jednak około 5 milionów lat temu wiodąca przez galaktykę trasa Słońca zaprowadziła je w kierunku Bąbla i teraz Słońce, zupełnym przypadkiem, znajduje się niemal dokładnie w jego centrum, dodaje profesor João Alves z Uniwersytetu Wiedeńskiego.
      Niemal 50 lat temu pojawiła się teoria mówiąca, że bąble powszechnie występują w Drodze Mlecznej. Teraz mamy na to dowód. Bo jaka jest szansa, że znajdziemy się dokładnie w środku takiej struktury, mówi Goodman. Gdyby bąble były rzadkością, prawdopodobieństwo, że Słońce trafi do samego centrum jednego z nich, byłoby znikome. Droga Mleczna przypomina więc pełen dziur ser szwajcarski, w którym dziury są tworzone przez wybuchy supernowych, a na powierzchni bąbli tworzonych przez umierające gwiazdy, rodzą się kolejne gwiazdy.
      Teraz uczeni planują zmapować więcej bąbli i uzyskać trójwymiarowy obraz ich lokalizacji, kształtów i rozmiarów. Stworzenie takiego spisu bąbli oraz łączących je oddziaływań pozwoli na określenie roli umierających gwiazd w powstawaniu kolejnych pokoleń gwiazd oraz poszerzy naszą wiedzę o strukturze i ewolucji galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej.
      Artykuł opisujący badania opublikowano na łamach The Astrophysical Journal Letters, natomiast wszystkie interaktywne dane oraz materiały wideo zostały bezpłatnie udostępnione na specjalnie stworzonej witrynie.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Symulacje komputerowe przeprowadzone przez astronomów z University of Oklahoma wskazują, gdzie poszukiwać dowodów na istnienie hipotetycznej Dziewiątej Planety. Pośrednie dowody na jej istnienie przedstawili przed 5 laty profesorowie Konstantin Batygin i Mike Brown z Caltechu (California Insitute of Technology). Od tamtej pory pojawiły się nowe dane i hipotezy na jej temat, a śladów Planety X – bo tak również bywa nazywana – szukano też w średniowiecznych manuskryptach. Pojawiła się nawet hipoteza, że w Układzie Słonecznym krąży pierwotna czarna dziura, a nie Dziewiąta Planeta.
      Batygin i Brown wysunęli postulat o istnieniu Dziewiątej na podstawie badania niezwykłych orbit 6 najbardziej odległych obiektów Paas Kuipera. W ostatnich latach różne zespoły naukowe znajdowały kolejne obiekty transneptunowe (TNO) – czyli znajdujące się poza orbitą Neptuna – których nietypowe orbity można by wyjaśnić oddziaływaniem na nie Dziewiątej Planety. Batygin i Brown postulują, że Planeta X ma masę 10-krotnie większą od Ziemi, ma znajdować się bardzo daleko za Neptunem, a jej obieg wokół Słońca ma trwać 10-20 tysięcy lat. Zaobserwowanie takiego obiektu jest niezwykle trudne. Pamiętajmy, że planety nie świecą własnym światłem. Dlatego też od lat naukowcy próbują najpierw ustalić, w którym miejscu nieboskłonu należy poszukiwać Dziewiątej.
      Kalee Anderson i Nathan Kaib przedstawili na łamach arXiv swoją pracę, w ramach której modelowali ewolucję Układu Słonecznego. W modelu uwzględnili zarówno istnienie czterech olbrzymich planet (Jowisz, Saturn, Uran, Neptun), jak i milionów „cząstek” reprezentujących Pas Kuipera. Symulowali cztery miliardy lat ewolucji Układu Słonecznego. W części symulacji uwzględniali istnienie ośmiu znanych planet, a w części dodawali do tego systemu dziewiątą planetą z różnymi orbitami. W każdej z symulacji miliony „cząstek” odczuwały oddziaływanie planet, gdy Neptun migrował przez dysk. W końcu w wyniku tego procesu dysk został rozproszony i utworzył symulowany Pas Kupera, który możemy porównać z rzeczywiście obserwowanym Pasem, mówi Anderson.
      W modelach, w których uwzględniono istnienie Planety X, odległe obiekty Pasa Kuipera miały tendencję do gromadzenia się na orbitach o dość płytkim nachyleniu (inklinacji) w stosunku do płaszczyzny Układu Słonecznego. Obiekty takie znajdowały się w bardzo dużej odległości od Słońca, nigdy bliżej niż 40–50 jednostek astronomicznych. Jednak, co najważniejsze, w symulacjach uwzględniających tylko 8 znanych planet, nigdy nie dochodziło do nagromadzenia TNO na takich orbitach. To zaś wskazuje, że jeśli znajdziemy odległe TNO na orbitach o niewielkim nachyleniu względem płaszczyzny Układu Słonecznego, będzie to kolejna wskazówka, że Dziewiąta istnieje.
      To bardzo dobre badania, które pokazują, jak obserwacyjnie zweryfikować konsekwencje obecności wielkiej nieznanej planety, mówi Kat Volk z University of Arizona, która pracuje przy projekcie Outer Solar System Origins Survey (OSSOS).
      Uczona stwierdza, że już obecnie możemy poszukiwać TNO o orbitach opisanych przez Andersona i Kaiba, jednak nie jest to łatwe, gdyż obiekty takie są bardzo słabo widoczne. Przy dostępnej w tej chwili technologii musimy znaleźć równowagę pomiędzy tym, jak daleko wgłąb Układu Słonecznego możemy zajrzeć, a tym, jak szeroki obszar nieboskłonu jesteśmy w stanie objąć obserwacjami. Jednak w najbliższych latach nasze możliwości obserwacyjne radykalnie się powiększą dzięki budowanemu w Chile Vera C. Rubin Observatory, który rozpocznie pracę z 2023 roku.
      To będzie rewolucja, gdyż teleskop będzie w stanie wykryć TNO równie odległe co wyspecjalizowane projekty jak OSSOS, a jednocześnie będzie mógł obserwować wielkie obszary nieboskłonu. Sądzę, że teleskop ten pokaże nam wiele TNO, których istnienie postulują Anderson i Kaib.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy poszukujący życia poza Układem Słonecznym zwracają uwagę na planety o podobnej masie, rozmiarach, temperaturze i składzie atmosfery, co Ziemia. Astronomowie z University of Cambridge twierdzą jednak, że istnieje znacznie więcej możliwości, niż tylko znalezienie „drugiej Ziemi”. Na łamach Astrophysical Journal opublikowali artykuł, w którym informują o zidentyfikowaniu nowej klasy planet, na których może istnieć życie. A jako że planety tą są bardziej rozpowszechnione i łatwiejsze do obserwowania niż kopie Ziemi, nie można wykluczyć, że ślady życia poza Układem Słonecznym znajdziemy w ciągu kilku lat.
      Ta nowa klasa została przez nich nazwana „planetami hyceańskimi”, od złożenia wyrazów „hydrogen” (wodór) i „ocean”. To światy pokryte oceanem o atmosferze bogatej w wodór. Planety hyceańskie otwierają zupełnie nowe możliwości w dziedzinie poszukiwania życia, mówi główny autor badań, doktor Nikku Madhusudhan z Insytutu Astroomii.
      Wiele z kandydatów na „planety hyceańskie” to obiekty większe i cieplejsze od Ziemi. Ale z ich charakterystyk wynika, że są pokryte olbrzymimi oceanami zdolnymi do podtrzymania życia w takiej formie, jaką znajdujemy z najbardziej ekstremalnych ziemskich środowiskach wodnych. Co więcej, dla planet takich istnieje znacznie większa ekosfera.
      Ekosfera, przypomnijmy, to taki zakres odległości planety od jej gwiazdy macierzystej, w którym woda na planecie może istnieć w stanie ciekłym. Jak się okazuje, w przypadku „planet hyceańskich” ekosfera jest szersza niż dla planet wielkości Ziemi.
      W ciągu ostatnich niemal 30 lat odkryliśmy tysiące planet poza Układem Słonecznym. Większość z nich to planety większe od Ziemi, a mniejsze od Neptuna, zwane super-Ziemiami. To zwykle skaliste lub lodowe olbrzymy z atmosferami bogatymi w wodór. Wcześniejsze badania takich planet pokazywały, że jest na nich zbyt gorąco, by mogło tam istnieć życie.
      Niedawno zespół Madhusudhana prowadził badania super-Ziemi K2-18. Naukowcy odkryli, że w pewnych okolicznościach na planetach takich mogłoby istnieć życie. Postanowili więc przeprowadzić szerzej zakrojone badania, by określić, jakie warunki powinna spełniać planeta i jej gwiazda, by tego typu okoliczności zaszły, które ze znanych egzoplanet je spełniają oraz czy możliwe byłoby zaobserwowanie z Ziemi ich biosygnatur, czyli śladów tego życia.
      Uczeni stwierdzili, że „planety hyceańskie” mogą być do 2,6 razy większe od Ziemi, temperatura ich atmosfery może dochodzić do 200 stopni Celsjusza, ale warunki panujące w oceanach mogą być podobne do warunków, w jakich w ziemskich oceanach istnieją mikroorganizmy. Do klasy tej należą też „ciemne planety hyceańskie”, których obrót jest zsynchronizowany z ich obiegiem wokół gwiazdy, zatem w stronę gwiazdy zwrócona jest zawsze jedna strona planety. Tego typu ciała niebieskie mogłyby utrzymać życie tylko na stronie nocnej.
      Planety większe od Ziemi, ale nie bardziej niż 2,6-krotnie, dominują wśród odkrytych planet. Można przypuszczać, że „planety hyceańskie” występują wśród nich dość powszechnie. Dotychczas jednak nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem, gdyż skupiano się przede wszystkim na badaniu planet najbardziej podobnych do Ziemi.
      Jednak sam rozmiar to nie wszystko. Aby potwierdzić, że mamy do czynienia z „planetą hyceańską” musimy też poznać jej masę, temperaturę oraz skład atmosfery.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed dwoma laty astronomowie zauważyli niezwykły obiekt, międzygwiezdną kometę. 2I/Borisov to jedyna taka kometa i zaledwie drugi – po 1I/Oumuamua – znany nam przybysz spoza Układu Słonecznego. Jednak wizyty tego typu mogą być znacznie częstsze niż nam się wydaje. Amir Siraj i profesor Avi Loeb z Center for Astrophysics (CfA) Harvard & Smithsonian zaprezentowali właśnie badania, z których wynika, że w Obłoku Oorta znajduje się więcej obiektów pochodzących spoza Układu Słonecznego niż z Układu Słonecznego.
      Zanim odkryliśmy pierwszą międzygwiezdną kometę, nie mieliśmy pojęcia, jak dużo tego typu obiektów znajduje się w Układzie Słonecznym. Jednak teorie dotyczące formowania się planet przewidują, że powinno być tutaj więcej obiektów rodzimych niż przybyszów. Jednak z naszych obliczeń wynika, że gości może być znacznie więcej, mówi Siraj.
      Uczony przyznaje, że obliczenia, opierające się na badaniach 2I/Borisov, obarczone są dość sporym marginesem błędu, ale nawet jeśli weźmiemy to pod uwagę i tak Obłok Oorta powinien być w większości zbudowany z obiektów międzygwiezdnych.
      Powiedzmy, że przez jeden dzień obserwuję kilometrowy odcinek torów kolejowych. I zauważyłem, że w tym czasie przekroczył go jeden samochód. Mogę więc stwierdzić, że średnia liczba samochodów przejeżdżających przez tory kolejowe wynosi 1 pojazd na 1 kilometr na 1 dzień. Jeśli jednak mam podstawy, by przypuszczać, że moje obserwacje nie były pełne – gdy na przykład zauważę dodatkowy przejazd kolejowy, na który nie zwróciłem wcześniej uwagi – mogę pójść dalej i wykorzystać metody statystyczne do oceny rzeczywistej liczby samochodów, które przejechały przez tory na obserwowanym przeze mnie odcinku, wyjaśnia uczony.
      Obłok Oorta to hipotetyczna olbrzymia sfera otaczająca Układ Słoneczny. Jego wewnętrzna krawędź ma znajdować się w odległości od 2000 do 5000 jednostek astronomicznych [1 j.a. to średnia odległość Ziemi od Słońca], a krawędź zewnętrzna może być oddalona od naszej gwiazdy o 10 000 lub nawet 100 000 j.a. Obłok składa się z olbrzymiej liczby obiektów. Uważa się, że komety długookresowe pochodzą właśnie z Obłoku Oorta. Samego jednak Obłoku, ze względu na jego olbrzymie oddalenie oraz fakt, że znajdujące się tam obiekty nie świecą światłem własnym, nie udało się zaobserwować. Dlatego też tak trudno badać ten obszar.
      Obliczenia Siraja i Loeba, opublikowane na łamach Monthly Notices of the Royal Astronomical Society, mogą mieć znaczenie również dla obiektów znajdujących się bliżej niż Obłok Oorta. Wyliczenia te sugerują bowiem, że wiele obiektów znajdujących się pomiędzy Słońcem a Saturnem pochodzi z przestrzeni międzygwiezdnej. A to by oznaczało, że w naszym niedalekim sąsiedztwie roi się od przybyszów z innych układów planetarnych, zauważa astrofizyk Matthew Holman.
      Rodzi się więc pytanie, czy znane nam asteroidy, znajdujące się stosunkowo niedaleko Ziemi nie przybyły spoza Układu Słonecznego. Pytanie jest o tyle zasadne, że o wielu asteroidach nie mamy zbyt wielu danych. Są one wykrywane, a później specjaliści ich już nie śledzą. Sądzimy, że to asteroidy, ale ich nie obserwujemy, nie mamy więc szczegółowych danych, mówi Holman.
      Dopiero przyszłe badania za pomocą technologii najnowszej generacji pozwolą nam stwierdzić, czy Siraj i Loeb mają rację. Jeszcze w bieżącym roku na szczycie Cerro Pachón w Chile zostanie uruchomione Vera C. Rubin Observatory (VRO). To supernowoczesne obserwatorium wyposażone będzie m.in. w najpotężniejszy aparat cyfrowy w dziejach – ważące trzy tonu urządzenie o rozdzielczości 3,2 gigapiksela. VRO będzie badało ciemną materię, asteroidy bliskie Ziemi, poszukiwało obiektów międzygwiezdnych i mapowało Drogę Mleczną.
      Kolejnym projektem badawczym, z którym specjaliści wiążą olbrzymie nadzieje jest Transneptunian Automated Occultation Survey (TAOS II). Jego celem będzie poszukiwanie niewielkich – poniżej 1 km średnicy – obiektów znajdujących się za Neptunem. TAOS II ma ruszyć w przyszłym roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W maju ubiegłego roku na południu Algierii na pustyni Erg Chech znaleziono niezwykły kamień. Bliższe badania wykazały, że jest on starszy od Ziemi, powstał zaledwie 2 miliony lat po powstaniu Układu Słonecznego i prawdopodobnie stanowił część protoplanety, która nigdy nie przeistoczyła się w planetę.
      Od ponad 20 lat badam meteoryty, a to najprawdopodobniej najwspanialszy meteoryt jaki widziałem", mówi Jean-Alix Barrat z Uniwersytetu Zachodniej Bretanii (Université de Bretagne Occidentale). Meteoryt Erg Chech 002 (EC 002) jest jedynym takim obiektem kiedykolwiek znalezionym na Ziemi. Jest achondrytem, a konkretnie andezytem, co już czyni go rzadkim. Jakby jeszcze tego było mało, okazało się, że magma, z której powstał, stygła przez co najmniej 100 000 lat. A badania izotopów aluminium i magnezu wskazują, że do krystalizacji tych pierwiastków w EC 002 doszło przed 4,565 miliarda lat temu na obiekcie macierzystym, który powstał 4,566 miliarda lat temu. Ziemia liczy sobie zaś 4,54 miliarda lat. Zatem EC 002 jest o około 20 milionów lat starszy od Ziemi.
      Ten meteoryt to najstarsza skała magmowa, jaką dotychczas analizowano. Rzuca ona nowe światło na tworzenie się pierwotnej skorupy, która pokrywała najstarsze protoplanety, stwierdzili autorzy badań.
      W przeciwieństwie do bazaltu, który powstaje w wyniku szybkiego ochładzania się lawy zawierającej magnez i żelazo, andezyt jest złożony w dużej mierze z krzemianów bogatych w sód. Na Ziemi andezyty powstają w strefach subdukcji, gdzie krawędzie płyt tektonicznych zanurzają się pod inne płyty.
      Meteoryty achondrytowe są rzadko znajdowane. Jednak ostatnie eksperymenty sugerują, że mogą one powstawać w wyniku topnienia chondrytów. Jako, że obiekty zbudowane z chondrytów powszechnie występują w Układzie Słonecznym, nie można wykluczyć, że w przeszłości formujące się protoplanety bardzo często miały andezytową skorupę. Jednak analiza spektralna EC 002 wykazała, że nie jest on podobny do niczego, co znamy z Układu Słonecznego.
      Obecnie bardzo rzadko spotykamy andezytowe meteoryty. Powstaje więc pytanie, jeśli na początku historii naszego układu planetarnego rzeczywiście powszechnie formowały się planety z andezytowymi skorupami, to co się z tym materiałem stało? Być może został rozbity i włączony w obecnie istniejące obiekty. Jako, że EC 002 jest tylko trochę starszy od Ziemi, nie można wykluczyć, że protoplaneta, z której pochodzi, rozpadła się, a z części jej materiału powstała nasza planeta.
      Im bardziej zbliżamy się do początków Układu Słonecznego, tym bardziej sprawa się komplikuje. Myślę, że nie znajdziemy już na Ziemi żadnej starszej próbki niż EC 002, mówi Barrat.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...