Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Duński rząd wykupił 4 ostatnie słonie występujące cyrkach

Recommended Posts

Duński rząd kupił 4 ostatnie słonie, Ramboline, Larę, Djungę i Jenny, które występowały w tamtejszych cyrkach. Na ten cel wydano 11 mln koron, czyli ok. 1,6 mln dol.

W Danii jedynymi zwierzętami, które mogą występować w cyrkach, są słonie, lwy morskie i zebry. Jak zaznacza Ministerstwo Rolnictwa i Rybołówstwa, wkrótce parlament ma się jednak zająć nowym prawem, które zakazywałoby występów jakichkolwiek dzikich zwierząt. Miałoby ono wejść w życie w przyszłym roku.

Trzy słonie wykupiono z cyrku Arena, a czwarty pochodzi z cyrku Trapez. Zanim zostaną dla nich znalezione stałe domy, opiekuje się nimi organizacja Animal Protection Denmark. Do 30 września Ministerstwo czeka na aplikacje; zgłaszać się mogą wyłącznie ogrody zoologiczne i podobne instytucje.

Warto przypomnieć, że jakiś czas temu berliński cyrk Roncalli zaczął wykorzystywać w swoich występach hologramy zwierząt. Spektakularne efekty są osiągane dzięki zamontowaniu specjalnych projektorów z nowoczesnymi obiektywami.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      U zwierząt z peruwiańskiej Amazonii występują duże stężenia ołowiu. Naukowcy nie spodziewali się tego, sądząc, że lasy deszczowe znajdują się z dala od cywilizacji.
      Naukowcy z Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie i Universitat de Vic - Universitat Central de Catalunya pobrali próbki wątroby 315 zwierząt należących do 18 gatunków. Zostały one upolowane przez Achuarów oraz Indian Yagua i Keczua.
      Badane regiony są bardzo odległe. Można się tam dostać po 4-5 dniach podróży łodzią. Niektóre z nich są jednak zlokalizowane w obrębie obszaru wydobycia ropy.
      Autorzy publikacji z pisma Nature Sustainability podkreślają, że w wątrobach ssaków i ptaków wykryto duże stężenia ołowiu. Niespodziewanie wysokie poziomy Pb (średnia wynosiła 0,49 mg kg−1 mokrej masy) stwarzają zaś zagrożenie dla zdrowia lokalnych populacji, które polegają na polowaniu.
      Naukowcy sądzą, że głównym źródłem ołowiu jest amunicja. Niebagatelną rolę spełnia też skażenie związane z wydobyciem ropy.
      Hiszpanie tłumaczą, że na terenach łowieckich ołów dostaje się do łańcucha pokarmowego. Wg nich, problem występuje także w innych rdzennych społecznościach całego świata, które korzystają z ołowianej amunicji. W połączeniu z postępującą działalnością wydobywczą w tropikalnych lasach deszczowych (złoża ropy i gazu występują na 30% powierzchni lasów deszczowych) oznacza to zagrożenie zdrowotne zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Przed kilkoma laty informowaliśmy, że ołowiana amunicja naraziła na niebezpieczeństwo najdroższy w historii USA program uratowania gatunku.
      Fakt, że u dzikich zwierząt wykryto ołów związany z wydobyciem ropy, sugeruje, że przez tę aktywność do łańcucha troficznego dostają się też zapewne inne toksyczne pierwiastki/związki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chcąc nastawić ludzi na współpracę, warto z nimi pójść do restauracji, gdzie je się ze wspólnego naczynia.
      Prof. Ayelet Fishbach (Szkoła Biznesu Bootha, Uniwersytet w Chicago) i Kaitlin Woolley (dziś Uniwersytet Cornella), autorzy publikacji z pisma Psychological Science, zastanawiali się, czy sposób podawania i spożywania posiłku może sprzyjać współpracy. Dzielenie się naczyniami jest typowe m.in. dla kuchni chińskiej czy indyjskiej. Amerykanie dywagowali, że skoro obyczaj wymaga, by ludzie koordynowali swoje działania podczas jedzenia, może to później wpływać na zachowanie w czasie negocjacji.
      Podczas eksperymentu ochotników, którzy byli obcymi dla siebie ludźmi, łączono w pary. Zachęcano ich, by częstowali się chipsami i salsą. Połowie par dawano jedną miskę chipsów i jedną miskę sosu, a w pozostałych przypadkach każda osoba miała swój zestaw przekąskowy.
      Później następował etap negocjacyjny. Jedna osoba była losowana do odgrywania roli kierownictwa, a druga miała reprezentować związki zawodowe. Celem było ustalenie w ramach 22 rund negocjacyjnych akceptowalnej płacy; każda runda odpowiadała jednemu dniowi negocjacji, a 3. dnia miał się zaczynać kosztowny strajk. Koszty strajku narastały szybko dla obu stron, dając bodziec do prędkiego dochodzenia do akceptowalnego dla wszystkich rozwiązania.
      Zespoły dzielące miski potrzebowały średnio 9 dni strajku, by dojść do porozumienia. W zespołach z własnymi naczyniami średnia wynosiła 13 dni. Różnica z pozoru niewielka, ale dzięki skróceniu strajku o 4 dni strony sporu obniżały straty aż o 1,5 mln dol.
      Psycholodzy uważają, że tym, co wpłynęło na wynik, nie były wzajemne odczucia, ale skoordynowane jedzenie.
      Kiedy eksperyment powtórzono z przyjaciółmi i obcymi sobie ludźmi, znajomi oczywiście szybciej dochodzili do porozumienia, ale wspólne jedzenie miało znaczący wpływ na obie grupy. Stopień, do jakiego ludzie czuli, że współpracują w czasie jedzenia (dzieląc się nim, a nie rywalizując o ostatni kęs), przekładał na się na odczucia dot. współpracy w czasie fazy negocjacyjnej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jakiś czas temu rząd RPA poinformował o zamiarze zlicytowania skonfiskowanego 3-letniego białego lwa. Uzyskane w ten sposób pieniądze miałyby być przeznaczone na krajowy wydział ochrony dzikiej przyrody. Prozwierzęcy aktywiści uważają, że taka aukcja będzie łakomym kąskiem dla bogatych łowców łatwych trofeów czy dla ludzi zaangażowanych w handel kośćmi lwów.
      Trzy lata temu Mufasa został zabrany prywatnemu kolekcjonerowi. Umieszczono go w ośrodku rehabilitacyjnym (Rustenburg Rehabilitation Center) organizacji WildForLife. Mimo licznych propozycji umieszczenia Mufasy i jego towarzysza Surai w rezerwacie (za darmo na całe życie), urzędnicy stale odmawiali. Na domiar złego parę miesięcy temu rząd powiadomił WildForLife, że zamierza zlicytować Mufasę. Odtąd organizacja walczy o ocalenie białego lwa zarówno za pomocą środków prawnych, jak i w Internecie, gdzie można podpisać petycję.
      Prawnik Carol Zietsman podkreśla, że Mufasa żyje tylko dlatego, że wiadomość o dotyczących go planach rozpaliła do czerwoności media społecznościowe. Między innymi w ten sposób udało się odroczyć jego licytację.
      Rząd poinformował mnie 3-krotnie o zamiarze zlicytowania Mufasy. To powszechna praktyka wydziału [Department of Rural, Environmental and Agricultural Development], by licytować skonfiskowane zwierzęta - opowiada dr Tjitske Schouwstra, weterynarz zajmujący się lwem.
      Schouwstra podejrzewa, że zainteresowani aukcją będą zwolennicy tzw. canned hunt (co tłumaczy jako polowania konserwowe, w puszce albo w zamknięciu) oraz handlarze kośćmi lwów.
      Canned hunting i handel kośćmi lwów stały się w RPA lukratywnym biznesem. Jak podają niektóre media, do celów komercyjnych hoduje się tu nawet ok. 12 tys. lwów. Samice są nieustannie zapładniane. Ich potomstwo jest po osiągnięciu odpowiedniego wieku sprzedawane albo wykorzystywane w cyklu hodowlanym.
      Mufasa jest bezpłodny, dlatego w jego przypadku 2. z opcji nie wchodzi w grę. Za to rzadkie umaszczenie gwarantuje rządowi wysoką cenę. Wg ekspertów, na świecie jest ok. 300 białych lwów, a tylko 13 żyje na wolności.
      Władze odmawiają komentarza, zasłaniając się tym, że spór sądowy nadal trwa.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pobliżu znanego rezerwatu przyrody w Botswanie znaleziono 87 ciał zabitych słoni (Loxodonta africana).
      Organizacja Elephants Without Borders, która prowadzi badania z powietrza, podkreśla, że to kłusownictwo na niespotykaną skalę. Zbiega się ono w czasie z rozbrojeniem botswańskiej jednostki antykłusowniczej.
      Naukowcy opowiadają, że za "świeże ofiary" uznaje się zwierzęta pozbawione życia w ciągu ostatnich 3 miesięcy, tymczasem wiele tych zwierząt zabito w ostatnich tygodniach. Oprócz tego w ciągu 3 miesięcy łupem kłusowników padło aż 5 nosorożców białych.
      Jestem zszokowany i zdumiony. To największa skala kłusownictwa na słonie w Afryce, jaką widziałem lub o jakiej kiedykolwiek czytałem - podkreśla dr Mike Chase z Elephants Without Borders.
      Podczas Wielkiego Spisu Słoni z 2015 r. oszacowano, że w ostatniej dekadzie zabito 1/3 afrykańskich słoni. W ciągu 5 lat utracono aż 60% słoni z Tanzanii.
      Botswana słynie jako kraj "niewybaczający" kłusownikom, dlatego w dużej mierze udało się tu uniknąć spadków liczebności słoni typowych dla innych regionów. Dane z obroży telemetrycznych pokazały, że L. africana wycofują się z Angoli, Namibii i Zambii, by zostać właśnie w Botswanie. Dotąd dzięki uzbrojonemu oddziałowi antykłusowniczemu przypadki zabijania słoni w Botswanie były rzadkie.
      Do pewnego momentu wydawało się, że Botswana to bezpieczny dom dla 130 tys. słoni. Niestety, 2 lata temu podczas lotu z BBC w pobliżu granicy z Namibią Chase dostrzegł oznaki zbliżającej się zmiany. Po raz pierwszy odkryto wtedy ciąg zwłok słoni z odciętymi ciosami. Ostatnia rzeź miała jednak miejsce w głębi Botswany, niedaleko rezerwatu w delcie Okawango.
      Ponieważ to dopiero połowa tegorocznej inwentaryzacji (2018 Wildlife Aerial Survey), obrońcy przyrody obawiają się, że liczba zabitych słoni jest jeszcze większa.
      By upewnić się, że niczego nie przeoczono, samolot przelatuje w tę i z powrotem nad obszarem podzielonym na transekty.
      Przedstawiciele Elephants Without Borders sądzą, że problem z kłusownikami jest ignorowany, by nie zszargać reputacji kraju. Tymczasem wydarzenia wymagają natychmiastowej interwencji rządu. Nasz nowy prezydent musi utrzymać w mocy dziedzictwo Botswany i szybko zaradzić problemowi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak informuje Sabin Center for Climate Change Law z Columbia University, na koniec lipca bieżącego roku w 24 krajach świata sądy rozpatrywały ponad 1000 pozwów dotyczących zmian klimatycznych skierowanych przeciwko rządom, korporacjom i osobom indywidualnym. Aż 888 takich spraw wniesiono w Stanach Zjednoczonych. Spora ich część to pozwy wniesione przez bardzo młodych ludzi.
      W kwietniu bieżącego roku Sąd Najwyższy Kolumbii uznał racje skarżących, 25 osób w wieku 7–26 lat, którzy pozwali rząd kraju, korporacje i władze lokalne stwierdzając, że wycinka amazońskich lasów zagraża ich prawu do życia w zdrowym środowisku, pozbawia ich możliwości cieszenia się zdrowiem, dostępu do czystej wody i żywności. Sąd uznał, że Amazonia ma być chroniona i dał rządowi 5 miesięcy na opracowanie i wdrożenie planu powstrzymania wylesiania Amazonii.
      W USA najgłośniejszą sprawą wniesioną przez młodych ludzi jest pozew tzw. „climate kids”. To grupa 21 młodych ludzi w wieku 11–22 lat z 10 stanów.
      Pozew Juliana vs. U.S. został złożony w Sądzie Okręgowym w Oregonie w roku 2015 i wówczas jako pozwanych wymieniono w nim prezydenta Obamę i wielu urzędników rządowych. W pozwie czytamy, że brak odpowiednich działań przeciwko globalnemu ociepleniu narusza prawa najmłodszej generacji do życia, wolności i własności oraz oznacza, że rząd nie chroni odpowiednio powierzonych mu zasobów publicznych.
      Po stronie rządu początkowo opowiedział się przemysł wydobywczy. Przedstawiciele administracji prezydenta Obamy oraz koncernów próbowali nie dopuścić do przyjęcia sprawy przez sąd. Pierwszą sprawę rządzący i koncerny przegrały w kwietniu 2016 roku, kiedy to sąd oddalił ich żądania dotyczące odrzucenia oskarżenia. Doszło do apelacji, którą administracja Obamy i koncerny znowu przegrały. Po kolejnych nieudanych próbach obalenia pozwu przed jego rozpatrzeniem, w czerwcu 2017 roku sąd, na wniosek przedstawicieli koncernów, pozwolił im wycofać się ze sprawy i ustalił termin rozpoczęcia procesu na 5 lutego 2018 roku. W tym czasie w Białym Domu rządził już prezydent Trump, więc obecnie sprawa toczy się przeciwko niemu i jego administracji.
      Nowa administracja przyjęła agresywną taktykę prawną, wskutek czego nie udało się rozpocząć procesu w zaplanowanym terminie. Sprawa trafiła do Dziewiątego Okręgowego Sądu Apelacyjnego, który wyznaczył nowy termin rozprawy na 29 października bieżącego roku. Administracja prezydencka nie miała jednak zamiaru składać broni. Starano się zarówno przekonać sąd wyższej instancji do wydania sądowi niższej nakazu oddalenia sprawy, jak i proszono sąd o wydanie wyroku uproszczonego na podstawie dotychczas zgromadzonych dokumentów. Sąd uznał te działania za zmierzające do przedłużania sprawy i oddalił wnioski Białego Domu.
      W końcu 30 lipca zapadła najważniejsza z dotychczasowych decyzji. Sąd Najwyższy USA odrzucił wniosek Białego Domu o zawieszenie sprawy, nakazał rozpoczęcie procesu w zaplanowanym terminie 29 października i zabronił rządowi składania wniosków o wcześniejsze rozpatrzenie sprawy zanim „climate kids” nie przedstawią przed sądem wszystkich swoich argumentów.
      Większość ludzi wie, że zmiany klimatu mają miejsce, ale odsuwają tę myśl od siebie, by móc żyć w dotychczasowy sposób, mówi 15-letni Isaac Vergun, jeden z „climate kids”. To nie ich wina. Oni nie potrafią inaczej, dodaje 13-letni Zealand Bell.
      Specjaliści z Sabin Center mówią, że trudno będzie przekonać sąd, by uznał prawo do życia w czystym środowisku za jedno z podstawowych praw człowieka.
      Kolumbijskie i amerykańskie dzieci nie są same. Podobnej natury sprawy sądowe oczekują na rozpatrzenie w Pakistanie i Indiach. Sąd w Norwegii odrzucił zaś pozew Greenpeace'u i młodzieżowej organizacji ekologicznej, które próbowały powstrzymać planowane wydobycie gazu i ropy w Arktyce.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...