Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Indonezja odsyła śmieci do Europy, USA i innych miejsc pochodzenia

Recommended Posts

Wielokrotnie słyszymy, że za zaśmiecanie światowych oceanów odpowiedzialne są kraje Azji czy Afryki, a kraje wysoko rozwinięte świetnie gospodarują swoimi odpadami. Jednak gdy bliżej przyjrzeć się problemowi okazuje się, że do światowych oceanów trafią również śmieci z Europy czy USA, a zagospodarowywanie odpadów w krajach wysoko rozwiniętych polega m.in. na ich nielegalnym wysyłaniu do Azji.

Indonezja odesłała właśnie Francji i Hongkongowi 7 kontenerów z nielegalnie importowanymi odpadami. Celnicy z wyspy Batam ujawnili, że w kontenerach znajdowały się m.in. plastik czy materiały niebezpieczne.

"Kontenery odpłynęły w poniedziałek. Urzędnicy zjawili się, by obejrzeć statek wychodzący z portu" - opowiada Susila Brata.
Rzecznik służb celnych Sumarna powiedział AFP, że 5 kontenerów ma trafić do Hongkongu, a 2 do Francji.

To już kolejny taki transport wysłany do krajów, skąd pochodziły nielegalnie sprowadzone odpady. W lipcu do USA, Europy i Australii odesłano 49 kontenerów śmieci.

To jednak nie wszystko. Władze czekają na oficjalne pozwolenie, by zwrócić kolejne 42 kontenery; pochodzą one m.in. z USA, Australii i Niemiec. Indonezja zaczęła monitorować importowane odpady w ostatnich miesiącach. W ten sposób kraj chce bronić się przed uczynieniem z niego wysypiska dla zagranicznych śmieci.

Latami duże ilości plastikowych odpadów trafiały do Chin, jednak w zeszłym roku Państwo Środka zaprzestało tych praktyk, by oczyścić środowisko. Od tej pory odpady są przekierowywane do krajów Azji Południowo-Wschodniej (głównie do Indonezji i Malezji, a w mniejszym stopniu na Filipiny).

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że Microsoft ponownie znajdzie się na celowniku urzędników. Jak zapewne niektórzy pamiętają, w przeszłości koncern z Redmond dość często miał kłopoty z amerykańskimi i europejskimi urzędami. Jednak w ostatnich latach działania urzędników skupiały się przede wszystkim na Facebooku, Amazonie, Google'u czy Apple'u. Postępowanie Microsoftu nie budziło zastrzeżeń, wydawało się, że firma ani nie wykorzystuje swojej rynkowej pozycji, ani nie narusza prawa.
      Jednak te czasy mogą właśnie odchodzić do przeszłości. Unia Europejska wysyła sygnały, że j Windows 10 oraz Office naruszają przepisy GDPR regulujące kwestie prywatności. Konsekwencje śledztwa w UE mogą być zaś na tyle poważne, że nie można wykluczyć, iż działaniami Microsoftu zajmą się też odpowiednie władze w USA.
      Wątpliwości europejskich urzędników budzi sposób zbierania informacji przez Windows 10. Pytania pojawiały się już przed uchwaleniem GDPR w marcu ubiegłego roku.
      Na przykład w 2017 roku holenderska Agencja Ochrony Danych uznała, że sposób zbierania danych telemetrycznych przez Windows 10 narusza prawo. Koncern nie został ukarany, ale nakazano mu zmianę sposobu zbierania danych. Microsoft wprowadził żądane zmiany w kwietniu 2018 roku. Udostępniono wówczas m.in. Diagnostic Data Viewer, a koncern ogłosił, że narzędzie to czyni zbieranie danych w pełni transparentnym.
      Pojawiły się jednak głosy,że Diagnostic Data Viewer niczego nie czyni bardziej przejrzystym. Jego użytkownik otrzymuje bowiem długą listę niewiele mówiących informacji, takich jak „TelClinetSynthetic.PdcNetworkActivation_4” czy „Microsoft.Windows.App.Browser.IEFrameProcessAttached”. Kliknięcie na tak opisane pozycje wyświetla użytkownikowi kod, który trudno jest analizować nawet specjalistom.
      Holendrzy zabrali się za analizowanie informacji, jakie użytkownik może uzyskać dzięki Diagnostic Data Viewer i doszli do wniosku, że narzędzie spełnia wymagania, jakie postawili Microsoftowi. Zauważyli jednak coś jeszcze. Narzędzie pokazało bowiem, że Microsoft zdalnie zbiera jeszcze inne dane użytkowników. To zaś oznacza, że firma nadal może naruszać przepisy, stwierdzili przedstawiciele Agencji Ochrony Informacji. Holendrzy powiadomili o sprawie irlandzki Komitet Ochrony Danych, gdyż to właśnie w Irlandii mieści się europejska kwatera główna Microsoftu. To Irlandczycy mają zbadać, czy Microsoft narusza GDPR.
      Na razie sprawa nie wygląda dla Microsoftu korzystnie. Holendrzy stwierdzili odkryli bowiem, że Microsoft zbiera dane diagnostyczne i niediagnostyczne. Chcielibyśmy wiedzieć, czy zbieranie danych niediagnostycznych jest konieczne i czy użytkownicy są o tym w jasnym sposób informowani.
      Jeśli europejskie urzędy stwierdzą, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić grzywna sięgająca nawet 4 miliardów dolarów. Jeśli zaś europejskie urzędy dojdą do wniosku, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić podobne postępowanie w USA, zarówno przed Kongresem jak i przed władzami poszczególnych stanów, które tworzą własne przepisy dotyczące prywatności. Ostatnie problemy z amerykańskimi

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ostatnim czasie Twitter usunął około tysiąca kont, które – jak twierdzą przedstawiciele serwisu – były powiązane z chińskimi władzami. Większość z tych kont atakowało osoby protestujące w Hongkongu. Opublikowano listę usuniętych kont wraz z ich wpisami, a analiza przeprowadzona przez dziennikarzy CNN i ekspertów sugeruje, że Państwo Środka może częściowo zmieniać taktykę prowadzonej przez siebie wojny propagandowej. Świadczy o tym niezwykła historia konta o nazwie LibertyLionNews.
      Przez ponad 10 lat przedsiębiorca Mario J. Chavez ze stanu Nowy Meksyk prowadził konto o nazwie MajicoEnt. Promował za jego pomocą różne wydarzenia, które jego klub nocny organizował w okolicach Albuquerque. Konto było obserwowane przez dziesiątki tysięcy osób. Nagle w czerwcu Chavez otrzymał e-mail, w którym Twitter poinformował go o zmianie hasła do konta.
      Okazzło się, że mężczyzna stracił dostęp do konta, a próby skontaktowania się z Twitterem spaliły na panewce. Niedługo potem wydawało się, że MajicoEnt zniknęło z Twittera. Jednak tak się nie stało
      Przeprowadzone właśnie analizy wykazały, że pomiędzy czerwcem a sierpniem nazwę konta zmieniono na LibertyLionNews, a konto zaczęło opisywać się jako "konserwatywne informacje z USA i zagranicy. Katolicki obrońca Konstytucji USA". Używane hasztagi mają sugerować, że właściciele konta popierają prezydenta Trumpa, są zwolennikami Pierwszej i Drugiej Poprawki do Konstytucji USA oraz zgadzają się z teorią spiskową QAnon. Pewne wskazówki sugerują też, że konto ma być powiązane z witryną VDare prowadzoną przez białych nacjonalistów.
      Jeśli Twitter ma rację i konto LibertyLionNews jest w rzeczywistości powiązane z rządem w Pekinie, to mamy tutaj do czynienia ze zmianą i poszerzeniem chińskiej propagandy na arenie międzynarodowej. Liberty Lion News nie jest zaangażowane w typową chińską propagandę. Poruszana przez nie tematyka nie jest związana z tematami szczególnie ważnymi dla Chin, mówi profesor Darren Linvill, który bada zjawisko online'owej dezinformacji. To, co robią właściciele tego konta można porównać do działań rosyjskiej Internet Research Agency pod tym względem, że konto propaguje ekstremistyczne treści kierowane do odbiorcy w USA po to, by zwiększyć temperaturę wewnętrznych sporów.
      Rosyjska Internet Research Agency to powiązana z Kremlem fabryka trolli. Posiada ona w serwisach społecznościowych liczne konta, które rzekomo należą do obywateli USA. Celem jej działalności jest zaognianie sporów społeczno-politycznych w innych krajach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naszym rozmówcą jest doktor habilitowany Jacek Schindler z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego główne obszary zainteresowań naukowych to semiologia oraz kultura a środowisko naturalne. Od kilku dekad prowadzi działania edukacyjne i badawcze związane z ochroną środowiska, a w szczególności gospodarką odpadami. Jest m.in. autorem wystaw opakowań koncentrujących się na użytkowaniu i konsumpcji opakowań, cyklu filmów edukacyjnych emitowanych w telewizjach wielu krajów, współpracował przy tworzeniu materiałów edukacyjnych, scenariuszy zajęć dla szkół i przedszkoli, wraz z samorządami prowadził kampanie aktywizujące lokalnych mieszkańców.


      Jak to jest z tymi plastikami? Doszliśmy do ściany – jak chcą niektórzy – czy też to nie my powinniśmy z tym coś zrobić, bo przecież niemal cały plastik zatruwający oceany pochodzi z krajów Afryki i Azji?
      Dzielenie na Afrykę, Azję, Australię itp nie ma sensu. Problem jest globalny, a plastik na masową skalę wprowadziły w II połowie zeszłego wieku najbardziej wtedy rozwinięta kraje zachodnie. Kraje te nadal produkują wielokrotnie więcej odpadów per capita niż kraje, w których obywatele marzą o zachodnim poziomie konsumpcji.
      Spełnianie wysokich wymogów dotyczących zagospodarowania odpadów w Europie nie jest możliwe bez eksportu śmieci. Chiny do 2018 roku przyjmowały ponad 7 mln ton odpadów rocznie. Europejskie odpady importuje dziesiątki krajów na całym globie, trafiają też do Polski bo u nas przepełnione wysypiska ulegają samozapłonom i problem się samoczynnie redukuje. Nie muszę dodawać, że każda tona załadowanych na statek odpadów, bez względu na to, co się z nią dzieje w kraju docelowym, jest liczona jako odpady poddane recyklingowi lub innej formie zgodnej z unijnym prawem utylizacji.
      Patrząc na to ze strategicznej perspektywy, to kraje naszej części świata wprowadziły innowacyjne technologie oparte na jednorazowym plastiku, nie dbając o ich skutki. To są takie półtechnologie. To jest tak, jakby nowy samochód zostawić na środku drogi, bo przecież nas już dowiózł, w wracać będziemy następnym.
      Zakaz plastikowych słomek, opłaty za jednorazowe torby to dobry kierunek?
      Kierunek dobry, ale nad wyraz skromny. Zakaz dotyczy przecież tylko kilku z typów produktów, z tysięcy jakie zbytecznie wprowadzamy do obiegu. Zresztą spytaj żółwia z obrazka, co myśli o zakazie słomek i toreb foliowych. Jest uwięziony w plastiku od sześciopaka. Mi powiedział, że taki plastikowy łącznik jest zapewne dla tych, którzy nie potrafią zliczyć do sześciu.
      A tak na poważnie, opłaty zmniejszają problem, a wycofanie ze sprzedaży rozwiązuje problem.  W przypadku foliowych jednorazówek zrobiło to już kilka krajów afrykańskich. W ciągu ok. 5 lat ich śladem pójdzie Europa. Tu również decydenci UE zaczynają rozumieć, że jednorazówki na zakupy to zbyt prymitywna i kosztowna technologia, której klimatycznych skutków nie skompensują żadne opłaty. Takich produktów, dodatków, opakowaniowych gadżetów są tysiące. Konieczne są bardziej kompleksowe rozwiązania, a nie tylko wybieranie – trochę na pokaz – pojedynczych produktów.
      Gdy poznaliśmy się jakieś 30 lat temu, prowadziłeś projekt „Świat opakowany”. W czasach, gdy Polacy zachłysnęli się różnorodnością towarów zapakowanych w śliczne błyszczące plastiki, Ty proponowałeś pachnący komunizmem szary papier pakowy i papierowy sznurek. Jaki był wówczas odbiór wystawy i jaki byłby teraz? Coś się w tym względzie zmieniło?
      Nie tyle proponowałem szary papier, ile pokazywałem, że w większości przypadków kupując produkty codziennego użytku mamy wybór. Taki sam lub podobny produkt możemy kupić w mniej lub bardziej uciążliwym opakowaniu. Oczywiście zachęcałem do tych mniej uciążliwych wersji i na rzecz ich rozpoznania. Czyli m.in. pastę bez kartonika, torbę i butelkę wielokrotną, duże, zamiast kilku małych itd. Dziś są to rzeczy oczywiste, ale ilość problematycznych opakowań zwielokrotniła się.
      Generalnie myślę, że edukacją niewiele już zdziałamy. Konsumenci mają coraz mniejszy wpływ na to co jest produkowane i sprzedawane. Konieczne są rozwiązania strukturalne. Po prostu zablokowanie technologii, które są uciążliwe i posiadają bardziej przyjazne dla środowiska alternatywy. Oznacza to jednak gruntowną zmianę w myśleniu o  gospodarce („wolności gospodarczej”), odpowiedzialności i regulacjach dla producentów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Marcus Hutchins, brytyjski ekspert, który pomógł powstrzymać robaka WannaCry, a któremu w USA postawiono zarzuty zagrożone karą do 10 lat więzienia, może wrócić do domu. Mężczyzna od 2 lat przymusowo przebywał w USA oczekując na wyrok.
      Hutchins zdobyl rozgłos w maju 2017 roku, kiedy to odkrył i włączył kill switch robaka WannaCry powstrzymując w ten sposób światową epidemię. W sierpniu 2017 roku informowaliśmy, że brytyjski wywiad GCHQ wiedział, iż Hutchins jest poszukiwany przez FBI w związku ze współudziałem w stworzeniu trojana bankowego Kronos. Wywiad nie ostrzegł swojego obywatela, a ten pojechał do USA, gdzie został zatrzymany. W Stanach Zjednoczonych postawiono mu zarzuty i zwolniono za kaucją. Hutchins musiał poczekać w USA na zakończenie swojego procesu. Właśnie zapadł wyrok w jego sprawie.
      Sędzia Joseph Stadtmueller z federalnego sądu okręgowego w stanie Wisconsin skazał Hutchinsa na 1 rok więzienia w zawieszeniu i zaliczył mu w poczet wyroku czas, jaki mężczyzna spędził przymusowo w USA. Ponadto każdej ofierze Kronosa Hutchins ma zapłacić 100 USD tytułem odszkodowania.
      Uzasadniając swój wyrok, sędzia Stadhmueller mówił: możemy obserwować różne odcienie ludzkiej egzystencji. Młodych i starych przestępców, zawodowych kryminalistów, tych, którzy po prostu zbłądzili. Rozumiem, że można przeciwstawiać niegodziwe zachowanie z przeszłości pracy bohatera. To właśnie czyni tę sprawę wyjątkową.
      Sędzia zauważył, że Hutchins, który jako nastolatek pomógł stworzyć bankowego trojana, został z czasem ekspertem zwalczającym szkodliwy kod i stało się na długo przed tym, zanim został zatrzymany. Wykorzystuje on teraz swoją wiedzę do powstrzymywania szkodliwego kodu. Sędzia podkreślił, że społeczeństwo potrzebuje takich ludzi jak Hutchins. Należy przyznać oskarżonemu, że sam, bez jakiejkolwiek zachęty zdecydował się na zmianę swojego postępowania. Musimy wziąć pod uwagę, że człowiek w młodym wieku, który być może jeszcze do tego nie dojrzał, podjął jednak dobrą decyzję, stwierdził sędzia.
      Stadtmueller dodał, że Hutchins nie musi już przebywać na terenie USA, może więc opuścić Stany Zjednoczone i odbyć resztę kary za granicą. Ostrzegł jednocześnie, że jeśli wyjedzie, to fakt, iż właśnie został skazany może spowodować, że nigdy więcej na teren USA nie zostanie wpuszczony. Sędzia zasugerował nawet – co obrońcy oskarżonego nazwali „bezprecedensowym” komentarzem – by Hutchins postarał się o unieważnienie wyroku lub o jakiś rodzaj zgody na powrót do USA.
      Hutchins zdobył rozgłos, gdy odkrył, że WannaCry próbuje łączyć się z konkretną domeną. Zarejestrował ją i aktywował kill switch, który prawodpodobnie zapobiegł światowej epidemii. Do tego jednak czasu robak zdążył uszkodzić komputery w ponad 70 krajach, w tym znaczną część brytyjskiej National Health Service. Niedługo później Hutchins został zaproszony na konferencję DEF CON w Los Angeles. Gdy po tygodniu chciał wrócić do domu, został zatrzymany na lotnisku przez FBI. Mężczyzna nie wiedział, że USA prowadzone jest śledztwo w sprawie roli, jaką odegrał podczas tworzenia robaka Kronos oraz zestawu hakerskiego UPAS Kit. FBI zdobyło dowody wskazujące, że jako nastolatek Hutchins stworzył część szkodliwego kodu i sprzedawał go przestępcom.
      Hutchins początkowo odrzucał oskarżenia, jednak w końcu się przyznal. Dobrowolne przyznanie się do winy oraz fakt, że porzucił przestępczy fach i zwalczał cyberrzagrożenia odegrały olbrzymią rolę w wyroku wydanym przez sędziego Stadtmuellera. Po wyroku mężczyzna podziękował sędziemu za wyrozumiałość i wyraził nadzieję, że uda mu się znaleźć sposób na to, by mógł wracać do USA.
      Podziękowania sędziemu się należały, gdyż zależało mu na tym, by Hutchins nie miał już więcej kłopotów. Wiedząc, że służby celne bardzo podejrzliwie traktują osoby, które mają kryminalną przeszłość, Stadtmueller celowo podkreślił, że nic w tym wyroku nie zobowiązuje oskarżonego do pozostania w USA. Postaram się, by nie został zatrzymany przez służby graniczne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Świadomość, w co mogą zostać przekształcone odpady, zwiększa chęć do oddawania ich do recyklingu. Amerykańscy naukowcy przekonują, że warto zatem tak zmienić myślenie ludzi, by zamiast zastanawiać się, "gdzie to wrzucić" (czy dany produkt nadaje się do powtórnego wykorzystania), automatycznie wyobrażali sobie, "co można z tego wyprodukować".
      Wskaźnik recyklingu w USA jest zbyt niski. W 2015 r. recyklingowi poddano tylko 25% odpadów. Nasze badania sugerują jednak, że statystyki można poprawić, wystawiając konsumentów na oddziaływanie znaków czy wiadomości pokazujących materiały przekształcane w nowe produkty - podkreśla prof. Karen Winterich z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii.
      Winterich dodaje, że choć wiele osób wrzuca materiały do pojemnika na surowce wtórne, nadal traktuje je jak śmiecie. Nie myślimy o nich jak o czymś wartościowym, co może w przyszłości znaleźć jakieś zastosowanie.
      Naukowcy przeprowadzili serię eksperymentów, w których sprawdzali, jak myślenie o przekształcaniu surowców wtórnych w nowe produkty wpływa na recykling.
      W 1. z badań ludziom dawano pół kartki i mówiono, by sobie pobazgrali i oczyścili umysł. Następnie ochotnicy obejrzeli różne rodzaje reklam. Niektóre po prostu zachęcały do recyklingu, inne pokazywały produkty przekształcane w ten sam rodzaj produktu, np. plastikowe butelki przekształcane w nowe plastikowe butelki, pozostałe zaś demonstrowały przekształcanie jednego materiału w inny rodzaj produktu, np. produkcję kurtki z plastikowych butelek. Na końcu sesji akademicy odnotowywali, czy przed wyjściem z pokoju badani wrzucali swój arkusz papieru do kosza na surowce wtórne, czy do kubła.
      Zauważyliśmy, że ludzie, którym pokazano reklamy ze szczegółami przekształcania materiału, ze znacznie większym prawdopodobieństwem wrzucali swój papier do kosza na surowce wtórne [...]. Co ciekawe, nie stwierdzono różnicy wskaźnika recyklingu między grupami, które widziały przekształcanie produktu w ten sam vs. inny rodzaj produktu.
      W ramach kolejnego eksperymentu nad stanowiskiem z koszami do recyklingu w akademiku zamieszczono informację o tym, jakie materiały można wrzucać. W innym miejscu w tym samym budynku umieszczono zaś tablice, na których informowano nie tylko o typach akceptowanych materiałów, ale i o tym, co można z nich potem wyprodukować. Po pewnym czasie naukowcy posortowali i zważyli materiały z pojemników. Okazało się, że w miejscu z plakatem informującym o produktach możliwych do uzyskania z odpadów w zwykłych koszach znajdowało się ok. 51% materiałów zdatnych do recyklingu, zaś w okolicy kontrolnej prawie 63%.
      Kiedy plakat informuje nie tylko o tym, co można umieścić w pojemniku do segregacji, ale i co z odpadów da się uzyskać, widzimy spadek ilości surowców wtórnych w śmieciach i wzrost wskaźnika recyklingu - podkreśla Winterich.
      Ogółem nasze badanie sugeruje, że prostym sposobem na zwiększenie recyklingu jest wystawianie konsumentów na oddziaływanie informacji związanych z transformacją surowców wtórnych w nowe produkty.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...