Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu najbliższych tygodni prawdopodobnie dojdzie do eksplozji satelity Spaceway-1. Zbudowane przez Boeinga i zarządzane przez firmę DirecTV urządzenie uległo awarii. Istnieje ryzyko jego eksplozji, zatem rząd USA zezwolił operatorowi satelity na przesunięcie go na orbitę cmentarną przed zaplanowanym terminem. W ten sposób operatorzy Spacewaya-1 chcą uniknąć ryzyka uszkodzenia innych satelitów znajdujących się na orbicie roboczej.
      Spaceway-1 od 2005 roku znajduje się na orbicie geostacjonarnej na wysokości 35 400 kilometrów nad Ziemią. Początkowo przekazywał sygnał telewizyjny w formacie HD, później został przemianowany na satelitę zapasowego. Obecnie nie nadaje żadnego sygnału.
      Jak czytamy w dokumentach złożonych właśnie przez DirecTV do Federalnej Komisji Komunikacji, przed kilkoma tygodniami doszło do poważnej anomalii, w wyniku której w akumulatorach satelity wykryto nienaprawialne uszkodzenie termiczne. Na razie satelita pracuje dzięki panelom słonecznym i nie musi wykorzystywać akumulatorów. Jednak od 25 lutego jego orbita będzie przebiegała w cieniu Ziemi i wówczas aktywowane zostaną akumulatory. Specjaliści obawiają się, że po uruchomieniu mogą one eksplodować, co narazi na niebezpieczeństwo znajdujące się w pobliżu satelity. Stąd wniosek o przesunięcie Spacewaya-1 na orbitę cmentarną.
      Orbita cmentarna znajduje się 300 kilometrów nad orbitą geostacjonarną. Umieszcza się tam zużyte satelity, ale jest to zwykle proces trwający nawet wiele miesięcy. Przepisy mówią, że najpierw satelita taki musi wypuścić pozostałe paliwo. W przypadku Spaceway-1 nie ma już na to czasu. Dlatego też FCC musiała wydać nie tylko zgodę na wcześniejsze umieszczenie satelity na orbicie cmentarnej, ale również zgodę na pominięcie zasady pozbycia się paliwa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Komórki tłuszczowe (adipocyty) mogą wyczuwać światło słoneczne. Jeśli jest za mało światła o konkretnej długości fali, rośnie ryzyko zespołu metabolicznego. Ponieważ spędzamy sporą część doby w pomieszczeniach, naukowców bardzo to niepokoi.
      Przez bardzo długi czas ludzkie ciała ewoluowały w kontakcie ze światłem słonecznym. Rozwinęły się u nas nawet światłoczułe opsyny. Obecnie jednak spędzamy sporą część doby w warunkach sztucznego oświetlenia, co nie zapewnia nam pełnego spektrum światła, jakie uzyskiwalibyśmy ze słońca - opowiada dr Richard Lang z Centrum Medycznego Szpitala Dziecięcego w Cincinnati.
      Lang dodaje, że idea penetracji światła głęboko do tkanek jest bardzo nowa, nawet dla wielu naukowców. Ja i inni odkryliśmy jednak opsyny zlokalizowane w wielu typach tkanek.
      W ramach ostatnich badań naukowcy wystawiali myszy na oddziaływanie niskiej temperatury (ok. 4°C). Wiedzieli, że by się ogrzać, tak jak ludzie gryzonie będą mieć dreszcze i wykorzystają termogenezę bezdrżeniową, czyli proces wytwarzania ciepła w brunatnej tkance tłuszczowej (ang. brown adipose tissue, BAT).
      Pogłębiona analiza wykazała, że proces rozgrzewania jest zaburzony zarówno pod nieobecność genu OPN3 (opsyny-3), jak i niebieskiego światła o długości fali rzędu 480 nanometrów; światło o tej długości stanowi część światła słonecznego, ale w świetle sztucznym występuje tylko w niewielkiej ilości.
      Podczas ekspozycji na światło, OPN3 stymuluje komórki białej tkanki tłuszczowej (ang. white adipose tissue, WAT) do lipolizy i uwalniania kwasów tłuszczowych do krwiobiegu. Są one wykorzystywane przez różne komórki do zasilania swojej aktywności. BAT spala je w procesie oksydacji, by wygenerować ciepło.
      Gdy wyhodowano myszy pozbawione genu OPN3, po umieszczeniu w niskiej temperaturze nie były one w stanie ogrzać się tak skutecznie, jak inne gryzonie. Co jednak zaskakujące, zespół zauważył, że nawet gdy zwierzęta miały prawidłowy gen, nie rozgrzewały się, gdy wystawiano je na oddziaływanie światła pozbawionego niebieskiego spektrum.
      Uzyskane dane skłoniły naukowców do wyciągnięcia wniosku, że światło słoneczne jest niezbędne dla normalnego metabolizmu energii, przynajmniej u myszy. Choć Amerykanie podejrzewają, że podobny światłozależny szlak metaboliczny występuje u ludzi, by to potwierdzić, muszą przeprowadzić serię kolejnych eksperymentów.
      Jeśli adipocytowy szlak światło-OPN3 istnieje także u ludzi, ma to potencjalnie olbrzymie implikacje dla ludzkiego zdrowia. Współczesny tryb życia wystawia nas na oddziaływanie nienaturalnych spektrów światła. Oznacza również ekspozycję na światło nocą, pracę zmianową i zespół nagłej zmiany strefy czasowej, jet-leg; wszystkie z nich mogą skutkować zaburzeniami metabolicznymi. [...] Niewykluczone, że niewystarczająca stymulacja szlaku światło-OPN3 z komórek tłuszczowych stanowi częściowe wytłumaczenie zaburzeń metabolicznych w krajach uprzemysłowionych, gdzie nienaturalne oświetlenie stało się normą.
      Lang podkreśla, że jeśli jego podejrzenia się potwierdzą, być może w przyszłości światłoterapia stanie się metodą, za pomocą której będzie się zapobiegać przekształceniu zespołu metabolicznego w cukrzycę. Stan zdrowia publicznego będzie zaś można poprawić, zastępując zwykłe oświetlenie wewnętrzne systemami oświetlania pełnym spektrum.
      Najpierw jednak trzeba odpowiedzieć na szereg pytań, m.in. ile światła słonecznego potrzeba, by wesprzeć zdrowy metabolizm i czy ludziom zmagającym się z otyłością może brakować w adipocytach działającego genu OPN3.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Japoński satelita Tsubame trafił do Księgi Rekordów Guinnessa jako satelita obserwacyjny na najniższej orbicie okołoziemskiej, poinformowała Japońska Agencja Kosmiczna (JAXA). Pomiędzy 23 a 30 września bieżącego roku Tsubame znajdował się na orbicie położonej zaledwie 167,4 kilometra nad powierzchnią planety. Zwykle satelity obserwacyjne znajduje się na wysokości 600–800 kilometrów. Umieszczenie Tsubame na tak niskiej orbicie było częścią testów prowadzonych od grudnia 2017 do października 2019 roku.
      Utrzymanie tak niskiej orbity było możliwe dzięki systemowi silników jonowych i silników odrzutowych opracowanych przez JAXA. Pomimo przyciągania ziemskiego i tarcia atmosferycznego satelita przez tydzień mógł wykonywać zdjęcia w wysokiej rozdzielczości.
      Jako, że utrzymanie tak niskiej orbity wymaga dużych ilości paliwa, do pracy zaprzęgnięto silniki jonowe, które zużywają go 10-krotnie mniej niż silniki odrzutowe.
      Umieszczenie satelity na niskiej orbicie pozwala na wykonanie bardziej szczegółowych fotografii, jednak utrzymanie orbity poniżej 300 kilometrów jest bardzo trudne. Jak poinformowała JAXA, Tsubame był narażony na 1000-krotnie większy opór ze strony atmosfery i skoncentrowanego atmosferycznego tlenu niż satelita umieszczony na standardowej wysokości.
      Agencja stwierdziła również, że materiały opracowane przez nią na potrzeby misji Tsubame wytrzymały oddziaływanie zwiększonych ilości tlenu przez długi czas. Zamierzamy wykorzystać zdobyte doświadczenie na potrzeby rozwoju nauki i technologii, w tym technologii satelitarnych, powiedział Masanori Sasaki, menedżer odpowiedzialny za projekt testów na bardzo niskich orbitach.
      W kwietniu Tsubame osiągnął orbitę na wysokości 271,5 kilometra i był stopniowo obniżany aż do rekordowo niskiej orbity. Po zakończeniu misji spłonął w atmosferze 1 października.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      CHEOPS, pierwszy europejski satelita, którego wyłączonym celem jest badanie planet pozasłonecznych, wystartował przed trzema godzinami z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej. W przeciwieństwie do innych tego typu misji CHEOPS (Characterising Exoplanet Satellite) nie będzie szukał nowych planet, ale badał te już znalezione.
      Zadaniem CHEOPSA będzie scharakteryzowanie planet wielkości od Neptuna do Ziemi.
      1. Satelita będzie rejestrował przejścia planet na tle tych gwiazd, o których wiemy, że posiadają układ planetarny. Stosunek sygnału do szumu rejestrowany przez CHEOPSa będzie wynosił 5:1 dla planet wielkości Ziemi o okresie obiegu 50 dni krążących wokół żółtych karłów typu GV (to gwiazdy typu Słońca) o obserwowanej jasności gwiazdowej jaśniejszej od 9. Taki stosunek sygnału do szumu dla tych gwiazd jest wystarczający, by stwierdzić, czy planeta posiada znaczącą atmosferę. CHEOPS powinien więc znaleźć najbardziej obiecujące obiekty badań dla urządzeń wyposażonych w spektroskopy, takich jak Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba.
      2. Urządzenie ma dostarczyć precyzyjnych pomiarów średnicy gorących Neptunów krążących wokół gwiazd o magnitudo większym niż 12 i poszukać powiązanych z nimi mniejszych planet. W tym przypadku będą badane pomarańczowe karły (typ K) oraz czerwone karły (typ M). Tutaj czułość CHEOPSA jest większa, a stosunek sygnału do szumu wynosi 30:1, dzięki czemu satelita uściśli pomiary dotyczące rozmiarów planet, a margines błędu nie przekroczy 10%. To pozwoli lepiej opisać strukturę fizyczną gorących Neptunów. Ponadto naukowcy są niemal pewni, że CHEOPS wykryje wokół wspomnianych gwiazd mniejsze planety, których dotychczas nie znamy. Z wcześniejszych obserwacji Teleskopu Keplera wynika bowiem, że około 1/3 gorących Neptunów ma mniejszych towarzyszy. CHEOPS idealnie nadaje się do ich zarejestrowania.
      3. Ostatnim zadaniem CHEOPSa będzie zbadanie modulacji fazy docierających sygnałów związanej z różnicą temperatur pomiędzy dzienną a nocną stroną planety. Badanie takie pozwoli określić przepływy energii w atmosferze.
      CHEOPS nie jest jedynym urządzeniem, którego misja rozpoczęła się wraz z dzisiejszym startem z Kourou. Na pokładzie rakiety znajdował się też satelita OPS-SAT, w którego tworzeniu udział miała polska firma Creotech Instruments. To niewielkie, ważące 6 kilogramów urządzenie ma na swoim pokładzie komputer 10-krotnie potężniejszy niż jakikolwiek inny satelita Europejskiej Agencji Kosmicznej.
      OPS-SAT będzie służył jako laboratorium do testowania pokładowych systemów satelitarnych i technik kontroli misji. Misja jest wyjątkowa, ponieważ jest odpowiedzią na rzeczywistą potrzebę przemysłu kosmicznego, który z jednej strony musi doskonalić swoje procedury i podnosić efektywność misji, a z drugiej, z uwagi na koszty produkcji satelitów i wyniesienia ich na orbitę, nie może ryzykować niepowodzeniem misji przez oparcie ich na eksperymentalnych, nieprzetestowanych w warunkach kosmicznych rozwiązaniach – stwierdził Jacek Kosiec, Prezes Creotech Instruments S.A., spółki która wraz z polskimi partnerami: Centrum Badań Kosmicznych PAN i firmą GMV Polska, odpowiadała za około 1/3 prac projektowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Starlink, konstelacja satelitów budowana przez firmę SpaceX, po raz kolejny zakłóciła badania naukowe. Stało się to kilka dni po tym, jak na niską orbitę okołoziemską trafił drugi zestaw satelitów, zwiększając ich liczbę do 120.
      Już po wystrzeleniu pierwszych 60 satelitów naukowcy zauważyli, że są one niezwykle jasne i wyrazili obawę, że realizacja planów SpaceX zakłóci badania astronomiczne. Obecnie na orbicie pracuje mniej niż 5000 satelitów. Tylko część z nich to satelity komunikacyjne, które odbierają i wysyłają sygnały. Konstelacja Starlink ma składać się z 12 000 satelitów, a SpaceX nie jest jedyną firmą, która chce budować takie wielkie konstelacje. Naukowcy zajmujący się badaniem przestrzeni kosmicznej obawiają się, że tysiące nowych satelitów zakłócą badania. Elon Musk zapewniał, że nie będą one miały wpływu na astronomię. Nie wyjaśnił jednak, jakim cudem tysiące satelitów krążących nad naszymi głowami pozostanie bez wpływu na badania naukowe.
      Pomysł Muska po raz kolejny sprawia problemy. We wrześniu Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała, że musiała przesunąć jednego ze swoich satelitów naukowych, by uniknąć zderzenia z satelitą Starlink.
      Teraz dowiadujemy się, że przed dwoma dniami satelity SpaceX zakłóciły badania naukowe, a konkretnie pracę Dark Energy Camera (DECam) znajdującej się w Cerro Tololo Inter-American Observatory w północnym Chile. Jestem w szoku. Badania DECam zostały poważnie zakłócone przez 19 satelitów Starlink. Ich przelot w polu widzenia aparatu trwał ponad 5 minut, mówi Clara Martinez-Vazquez.
      Naukowcy opublikowali zdjęcie, na którym widać zakłócenia spowodowane przez satelity. W tym czasie prowadzone były obserwacje w ramach DECam Local Volume Exploration Survey, których zadaniem jest zobrazowanie całego południowego nieba w poszukiwaniu galaktyk zdominowanych przez ciemną materię.
      Zaledwie 20 kilometrów od Cerro Tololo Inter-American Observatory budowane jest Large Synoptic Survey Telescope, olbrzymie obserwatorium, któego zadaniem będzie obserwacja asteroid bliskich Ziemi, badanie supernowych i ciemenj materii. W czerwcu ukazał się dokuemnt, któego autorzy stwierdzili, że Starlink może zakłócić obserwacje.
      Federalna Komisja Komunikacji (FCC) wydała SpaceX zgodę na wystrzelenie 12 000 satelitów Starlink, których celem jest zapewnienie dostępu do internetu na całym świecie. W ubiegłym miesiącu SpaceX opublikowała dokument, z którego wynika, że chce w przyszłości wystrzelić 30 000 kolejnych satelitów.
      SpaceX zapewnia, że pomaluje swoje satelity na czarno, by nie wpływały one na obserwacje astronomiczne i odpowiednio dostosuje ich orbity.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...