Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Rosyjscy naukowcy jako pierwsi wszczepili kotu po operacji kostniakomięsaka unikatowy implant hybrydowy, który zastępuje usunięty fragment kości. Testy przeprowadzono w klinice weterynaryjnej Biocontrol. Implant sprawuje się ponoć dobrze, a czworonożny pacjent szybko dochodzi do siebie.

Młodzi specjaliści z firmy Biomimetix, utworzonej przez Narodowy Badawczy Uniwersytet Techniczny MISiS w Moskwie, pracują nad biokompatybilnymi implantami kostnymi bazującymi na dyneemie (polietylenie o ultradużej masie cząsteczkowej, UHMWPE od ang. Ultra high molecular weight polyethylene).

Rdzeń implantu dla kota wyprodukowano właśnie z porowatego UHMWPE, a szkielet wydrukowano za pomocą drukarki 3D ze stopu tytanu. Taka struktura imituje budowę prawdziwej kości (dyneema odpowiada tkance beleczkowej, a tytan warstwie korowej).

Na przełomie marca/kwietnia br. implant wszczepiono kotu domowemu o imieniu Lapunya. Zwierzęciu usunięto 6-cm fragment kości uszkodzony przez kostniakomięsaka.

Specjaliści z firmy Biomimetix wyprodukowali implant, a ich koledzy z Laboratorium Komórkowych Systemów Immunologicznych wprowadzili do niego komórki wyekstrahowane ze szpiku kostnego. Operację przeprowadzono w klinice Biocontrol.

Nasz implant niemal w 100% odpowiada zwykłej kości. To zaś oznacza, że nie będzie stwarzał nadmiernego obciążenia, dzięki czemu kość w miejscu przyczepu nie stanie się łamliwa, tak jak ma to często miejsce w przypadku implantów metalowych. Poza tym polimerowa powierzchnia implantu świetnie się nadaje do zaszczepienia własnymi komórkami pacjenta, a to znacząco przyspiesza gojenie. Jest to szczególnie ważne, zważywszy, że zwierzętom nie da się wytłumaczyć, że w czasie rekonwalescencji kończynę trzeba oszczędzać - podkreśla Fiodor Senatow.

Obserwacje z lipca pokazują, że implant sprawuje się dobrze, a kot może normalnie chodzić. Wykorzystanie implantów hybrydowych wydaje się więc świetną alternatywą dla tradycyjnego radykalnego leczenia - amputacji - oraz implantów metalowych.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W bursztynie z Dominikany sprzed 15-20 mln lat zachował się fragment lewej przedniej kończyny jaszczurki z rodzaju Anolis. Choć pod mikroskopem widać każdy szczegół rzadkiej skamieniałości, badacze z Uniwersytetu w Bonn podkreślają, że idealny, bliski oryginałowi stan to tylko pozory, gdyż kość w dużej mierze została chemicznie przekształcona. Ze względu na bardzo dużą wartość kręgowce w bursztynie nie były nigdy badane za pomocą metod analitycznych, co oznacza, że dotąd skład tkanki kostnej w bursztynie pozostawał nieznany.
      Wyniki badań, które ukazały się w piśmie PLoS ONE, zapewniają ważne wskazówki co do przebiegu fosylizacji.
      Bursztyn jest uznawany za doskonały środek konserwujący. Naukowcy z Uniwersytetu w Bonn zbadali niezwykłe znalezisko z Dominikany - drobną kończynę przednią jaszczurki z rodzaju Anolis, zamkniętą w bursztynie o wielkości zaledwie ok. 2 cm3. Warto dodać, że anolisy nadal współcześnie występują.
      Na co dzień okaz znajduje się w Staatliches Museum für Naturkunde Stuttgart. Opisywane studium stanowi część wspólnego projektu Uniwersytetu w Bonn i Niemieckiej Fundacji Badawczej, który ma przybliżyć przebieg procesu fosylizacji za pomocą metod eksperymentalnych i analitycznych.
      Inkluzje kręgowców w bursztynie są bardzo rzadkie. Większość stanowią skamieniałości owadów - opowiada doktorant Jonas Barthel.
      Pazury i palce jaszczurki są doskonale widoczne. Wygląda to tak, jakby kropla żywicy dopiero na nie opadła.
      Skany mikrotomograficzne wykonane w Instytucie Geonauk pokazały 2 złamania. Wygląd pierwszego wskazuje, że jaszczurka została prawdopodobnie zraniona przez drapieżnika. Do drugiego doszło już po zatopieniu w żywicy; występuje ono bowiem dokładnie w miejscu drobnego pęknięcia bursztynu.
      Analiza niewielkiego wycinka za pomocą spektroskopii Ramana ujawniła stan tkanki kostnej. W wyniku penetracji fluoru hydroksyapatyt (HAp) uległ transformacji do fluoroapatytu (FAp). To zaskakujące, gdyż zakładaliśmy, że otaczający bursztyn w dużej mierze chroni skamieniałość przed wpływami środowiskowymi. Możliwe jednak, że drobne pęknięcie sprzyjało przekształceniom chemicznym, bo przedostawały się przez nie roztwory bogate w minerały. Choć na tym etapie badań źródło F pozostaje raczej spekulatywne, wyniki analiz spektrometrii mas jonów wtórnych z analizatorem czasu przelotu (TOF-SIMS) sugerują, że były nim allochtony.
      Dodatkowo spektroskopia pokazała, że kolagen uległ degradacji. Utworzyła się też niezidentyfikowana faza węglanowa.
      Naukowcy tłumaczą, że zwykle bursztyn jest uznawany za dobry środek konserwujący. Dzięki żywicy mogliśmy poznać świat owadów sprzed milionów lat. W przypadku kości jaszczurki żywica mogła jednak przyspieszyć proces rozkładu - zawarte w niej kwasy prawdopodobnie zaatakowały apatyt, wywołując zjawisko przypominające próchnicę.
      Naukowcy wyjaśniają, że w archeologicznych próbkach holoceńskich kości to mikrobiologiczną proteolizę zidentyfikowano jako podstawowy proces degradacji i utraty kolagenu. Ten szlak jest jednak nieprawdopodobny w omawianym przypadku ze względu na zawartość w żywicy antyseptycznych związków (np. niespolimeryzowanych diterpenoidów). Ekipa przypomina, że podczas wcześniejszych badań dot. zachowania aminokwasów owadów z bursztynu w próbkach bursztynów z Dominikany, w odróżnieniu od innych złóż, nie udało się wykryć jakichkolwiek ich pozostałości. To wskazuje na środowisko degradujące białka. Odtwarzając przebieg zdarzeń, Niemcy dodają, że nie można jednak wykluczyć, że lotne związki z żywicy, takie jak mono- i seskwiterpenoidy, przereagowały z macierzą kolagenową już w momencie uwięzienia jaszczurki (np. w trakcie procesów wczesnej polimeryzacji i zestalania). Ponieważ niektóre mono- i seskwiterpenoidy hamują enzymy, mogło się to przyczynić do skądinąd świetnego zakonserwowania tkanek miękkich w bursztynie.
      Choć na tym etapie dokładny mechanizm "fluoryzacji" kości nie został jeszcze poznany, należy odnotować, że obecność macierzy żywicznej (tworzącej później kopal i bursztyn) niekoniecznie hamuje wymianę chemiczną między skamieniałością a środowiskiem bursztynu. Dlatego skamieniałe inkluzje kręgowców w bursztynie powinny być postrzegane jako rezultat złożonych procesów transportu i reakcji, w tym interakcji tkanki kostnej z 1) zewnętrznymi pierwiastkami i związkami, także roztworami wodnymi, 2) płynami ustrojowymi samej skamieniałości oraz 3) wysoce reaktywnymi związkami żywicy.
      Ponieważ to pierwsze szczegółowe badanie materiału kostnego z bursztynu, przyszłe analizy inkluzji kręgowców w bursztynach z innych złóż pokażą, który z powyższych procesów dominuje i czy jest nadal szansa na znalezienie nietkniętych makromolekuł w bursztynowych skamieniałościach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W meksykańskim mieście Tultepec odkryto dwie pułapki na mamuty. Maję one głębokość 1,7 metra i średnicę 25 metrów. Wykopano je przed 15 000 lat. Po trwających 10 lat wykopaliskach naukowcy z Narodowego Instytutu Antropologii i Historii (INAH) znaleźli tam 824 kości należące do co najmniej 14 mamutów.
      Pułapki miały pionowe ściany, więc zagonione w nie zwierzęta nie mogły się wydostać. Wewnątrz odkryto 8 czaszek, 5 szczęk dolnych, setkę kręgów, 179 żeber, 11 łopatek, 5 kości ramienia, miednicę, kości piszczelowe i wiele innych drobniejszych kości.
      Archeolodzy mówią, że prehistoryczni ludzie wykopywali pułapki obok siebie, by zwierzęta z większym prawdopodobieństwem w nie wpadały. Grupy myśliwych składały się z 20-30 osób. W czasie polowania wykorzystywali oni pochodnie, wiedząc, że zwierzęta boją się ognia. Po oddzieleniu upatrzonego osobnika od stada, goniono go w kierunku pułapek. Gdy zwierzę w nią wpadło było zabijane. W pobliżu pułapki konstruowano urządzenia, które służyły np. do transportu fragmentów ciała mamuta.
      Badania wykazały też, że prehistoryczni ludzie szanowali swoje ofiary. Kości jednego z mamutów zostały bowiem zaaranżowane w specjalny sposób. Na jego kościach zauważono bowiem zagojone ślady po wcześniejszych próbach jego zabicia przez ludzi. To zaś oznacza, że prehistoryczni myśliwi obserwowali go i próbowali zabić przez wiele lat. To dlatego uznawali go za dzielnego, walecznego i w ten sposób – przez szczególne ułożenie kości – oddali mu cześć, mówi jeden z archeologów, Luis Cordoba. Innym interesującym spostrzeżeniem jest fakt, że wśród 11 znalezionych łopatek 6 zostało zaznaczonych i wszystko to są prawe łopatki. To sugeruje istnienie rytuału, w którym lewa i prawa strona miały jakieś znaczenie.
      Archeolodzy planują wykorzystać georadar, by zbadać, czy w okolicy nie ma innych pułapek. Interesują ich też zbocza pobliskich wzgórz na których, jak sądzą, powinien znajdować się obóz myśliwych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy francuscy naukowcy zbadali kocią mumię z Muzeum Sztuk Pięknych w Rennes tomografem komputerowym, odkryli w środku aż 5 tylnych łap i 3 ogony. Oprócz tego skany pokazały, że w miejscu głowy znajduje się kula materiału, a czaszki, żeber i kręgów innych niż ogonowe nie ma wcale. Wygląda więc na to, że ok. 2,5 tys. lat temu starożytni mumifikatorzy umieścili w zawojach wybrane części ciała 3 osobników.
      Naukowcy nie są tym do końca zaskoczeni. Istnieją miliony zwierzęcych mumii, ale tylko niewielką ich część poddano badaniom obrazowym. [Kiedy już się to zrobi, okazuje się, że] niektóre są puste, inne zawierają tylko jedną kość, a niekiedy kot jest kompletny. Mumia z Rennes to jeden z wariantów - opowiada Théophane Nicolas z INRAP (Institut national de recherches archéologiques préventives) i dodaje, że w przypadku mumii z Rennes kości uległy rozkładowi. Znajdowały się w nich również otwory wydrążone przez owady.
      Niektórzy uważają, że mamy do czynienia z oszustwem, dokonanym przez pozbawionych skrupułów kapłanów, my dla odmiany sądzimy, że istnieją niezliczone sposoby wykonywania zwierzęcych mumii.
      Zwierzęce mumie były zazwyczaj wykorzystywane do składania ofiar; zgodnie z wierzeniami, koty były np. wcieleniem bogini Bastet. Często chowano je też ze zmarłymi właścicielami.
      Ponieważ powstał cały przemysł mumifikacji zwierząt na ofiary, a pokaźniejsze mumie były droższe, dla zarobku wykonywano mumie większe od samych zwierząt. Czasem w środku nie było zaś wcale szczątków, bo te podmieniano np. na skórę i żwir.
      Z naukowcami z INRAP współpracowali specjaliści z Narodowego Instytutu Nauk Komputerowych i Układów Losowych (IRISA), Narodowego Instytutu Nauk Cyfrowych (Inria), a także przedstawiciele samego Muzeum oraz 3 firm: Imaget, BCRX oraz CAD'Indus. Dzięki temu powstały cyfrowe modele mumii, a także narzędzia do wizualizacji oraz interakcji w rzeczywistościach wirtualnej i rozszerzonej.
      Wydrukowano przezroczystą rzeczywistych rozmiarów replikę mumii z Rennes. W środku znajdują się niebieskie kości i żółta kula tkaniny, od razu więc widać, na co naukowcy natknęli się podczas skanowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach BMJ Case Reports opisano przypadek 72-letniego mężczyzny, który zgłosił się na SOR, uskarżając się na bolesne przełykanie i krwioplucie. Z diagnozą zapalenia dolnych dróg oddechowych i bólu wywołanego niedawną intubacją odesłano go do domu. Niestety, przez dysfagię nie był w stanie zażywać przepisanych leków, w dodatku objawy się nasilały. Badania wykonane na ponownej wizycie w szpitalu pokazały, że w krtani pacjenta utkwiła proteza zębowa, która dostała się tam 8 dni wcześniej w czasie prowadzonej w znieczuleniu ogólnym operacji usunięcia guzka z powłok brzusznych. Chory przyznał, że po zabiegu proteza złożona z metalowej płytki i trzech przednich zębów zniknęła.
      Przypadek 72-latka pokazuje, że lekarze powinni sprawdzać, czy pacjent ma protezę, a jeśli tak, monitorować, gdzie znajduje się ona w czasie operacji.
      Ponieważ na 1. wizycie na izbie przyjęć badanie laryngologiczne niczego nie wykazało, rtg. klatki piersiowej dało obraz spójny ze zdiagnozowaną wcześniej przewlekłą chorobą obturacyjną płuc, a markery zapalne były tylko lekko podwyższone, u mężczyzny stwierdzono zapalenie dolnych dróg oddechowych i podrażnienia pointubacyjne. Pacjentowi przepisano antybiotyk, płyn do płukania jamy ustnej oraz sterydy i odesłano do domu. Po 2 dniach wrócił, mówiąc ochrypłym głosem, że przez dysfagię nie jest w stanie zażywać leków. Nadal pluł krwią i wymagał tlenowania. Zadyszka pogarszała się szczególnie w pozycji leżącej, dlatego mężczyzna musiał spać, siedząc na kanapie.
      Tym razem diagnostyka endoskopowa ujawniła leżący na strunach głosowych metalowy półokrągły obiekt. Uciskał on nagłośnię, a także powodował rumień i obrzęk z oznakami nadżerki (to zapewne to zjawisko skutkowało krwiopluciem). Boczne i przednio-tylne rtg. szyi potwierdziło obecność ciała obcego. Pod kontrolą laryngoskopu protezę niezwłocznie usunięto za pomocą pęsety nosowej Tilleya. Autorka artykułu z BMJ Case Reports, dr Harriet Cunniffe ze Szpitala Uniwersyteckiego Jamesa Pageta w Great Yarmouth, dodaje, że po 6-dniowym przeleczeniu na zachłystowe zapalenie płuc pacjent został wypisany do domu. Ponieważ przez kilka tygodni nadal występowały u niego epizody jawnego krwioplucia i konieczne były transfuzje, ustalono, że odpowiada za to krwawiące naczynie. Pomogło dopiero zastosowanie rozpuszczalnych szwów i wchłanialnej gazy hemostatycznej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W szpitalu Great Ormond Street w Londynie rozdzielono 2-letnie bliźniaczki syjamskie z Pakistanu. Safa i Marwa Ullah były zrośnięte głowami (craniopagus występuje skrajnie rzadko, bo u zaledwie 2-5% zroślaków). Lekarze przeprowadzili 3 duże operacje i szereg mniejszych zabiegów. Operacje trwały łącznie ponad 50 godzin. Pierwsza miała miejsce w październiku 2018 r., a ostatnia 11 lutego br. Wzięło w nich udział 100 specjalistów.
      Safa i Marwa urodziły się w wyniku cesarskiego cięcia. Ze względu na to, że lekarze z Great Ormond Street mają umiejętności i doświadczenie potrzebne do rozdzielenia dzieci zrośniętych głowami (wcześniej udane operacje takich bliźniąt przeprowadzono w 2006 i 2011 r.), w wieku 19 miesięcy dziewczynki przewieziono na leczenie do Wielkiej Brytanii.
      By określić najlepszą strategię operowania i zwiększyć szanse na powodzenie, Brytyjczycy zastosowali szereg najnowszych technologii, w tym rzeczywistość wirtualną (VR) i druk 3D. Dzięki stworzonej w VR dokładnej replice anatomii każdej z bliźniaczek chirurdzy mogli się przyjrzeć zarówno czaszkom, jak i relacjom przestrzennym mózgów oraz naczyń krwionośnych. Później do ćwiczeń przedoperacyjnych wydrukowano plastikowe modele.
      Pracami 100 osób kierowali dwaj światowej sławy lekarze: neurochirurg Noor ul Owase Jeelani i chirurg twarzowo-czaszkowy prof. David Dunaway. W skład zespołu wchodzili przedstawiciele 15 specjalności, w tym chirurdzy plastyczni, anestezjolodzy, a także inżynierowie zajmujący się modelowaniem w 3D, technologiami VR oraz symulacjami. Opieka pooperacyjna i międzyoperacyjna leżała w gestii pediatrów, terapeutów zajęciowych, fizjoterapeutów i dietetyków.
      Jesteśmy zachwyceni, że mogliśmy pomóc Safie i Marwie oraz ich rodzinie. Dla nas wszystkich to była długa i skomplikowana podróż - podkreśla prof. Dunaway.
      Dziewczynki wypisano ze szpitala 1 lipca. Nadal przebywają w Londynie z mamą, babcią i wujem. Są poddawane codziennej fizjoterapii. Całe leczenie opłacił hojny darczyńca.
       


      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...