Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

58 minut temu, Szedar napisał:

To później, Musisz tylko powiedzieć co tam wetknąłeś. Paluchy czy drut miedziany fi 1,5? Jak nic nie wetknąłeś, to nie musimy liczyć; bez prośby masz odpowiedź: temperatura otoczenia. :)

Ty dalej swoje.... Ja chcę znać temperaturę elektronu o potencjale 230V a ty chcesz mi liczysz oddziaływanie prądu na druciki i  temperaturę jego atomów. Temperaturę drucika obliczę sobie sam. Wd. ciebie każdy foton a teraz i elektron ma jakąś nalepkę z wartością temperatury (w klasycznym rozumieniu) i bardzo jestem ciekawy tych nalepek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, tempik napisał:

bardzo jestem ciekawy tych nalepek

Nalepkę masz tylko na czole. Nie muszę jej widzieć, bo wiem, że tam jest. Nawet jak przeciętny ludek tego nie widzi. :)
Nic nie nalepiałem nigdzie. To twój głupi pomysł, ale już genialny Maxwell okrakiem sadzał liczących na cząstkach. Niestety, nie dorównasz mu.

7 minut temu, tempik napisał:

Ja chcę znać temperaturę elektronu o potencjale 230V

Jpd. A co to jest elektron o potencjale 230 V?

8 minut temu, tempik napisał:

a ty chcesz mi liczysz oddziaływanie prądu na druciki

Nic ci liczyć nie zamierzam, bo głupotę należy ucinać u korzeni, bez rachunków, 30 cm poniżej gruntu.

P.S. Naucz się terminów fizycznych, może znajdziemy wówczas wspólny język. Polecam zacząć od podręczników fizyki do gimnazjum (niektóre były nienajgorsze :)).

edit: z politowaniem podpowiem; siedząc jak ten tępy elektron  przed komputerem nie mam żadnej względem niego prędkości, czyli moja temperatura to zero absolutne niby, ale... wiesz z jaką prędkością cała Ziemia pomyka względem środka Galaktyki? Widzisz, dziewczyny się topią. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, tempik napisał:

Wd. ciebie każdy foton a teraz i elektron ma jakąś nalepkę z wartością temperatury (w klasycznym rozumieniu) i bardzo jestem ciekawy tych nalepek.

Cholera, nie bardzo rozumiem o co się spieracie i pewnie będę żałował, że się wtrącam, ale może to pomoże? https://pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_ekwipartycji_energii 

w metalach poziomy energetyczne się degenerują i mamy gaz elektronowy, pewnie jakieś poprawki na krystaliczność będą potrzebne, ale można też zauważyć szybkość elektronów w przewodniku to kilka centymetrów na sekundę -> T

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Jajcenty napisał:

Cholera, nie bardzo rozumiem o co się spieracie i pewnie będę żałował

Nie, dzięki. Zawsze jesteś głosem rozsądku; przydaje się w moim poglądzie na świat. :)Kurczę, zawsze mnie to krępuje, ale traktuję to jako błogosławieństwo; w końcu niebuddyjski głos, a jakby z serca sangi.

Tomku, również EOT; chyba, że ktoś mądrze zapyta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spokojniej, bez nerwów. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 22.07.2019 o 21:38, Jajcenty napisał:

można też zauważyć szybkość elektronów w przewodniku to kilka centymetrów na sekundę -> T

Można i skoro przy terraformowaniu Marsa jesteśmy... ;)
1) dryft elektronów występuje gdy płynie prąd;
2) może i trochę mniej;
3) chcesz policzyć T z Boltzmanna? Ok, łatwe zadanie. Weź E=(mv2)/2 przyrównaj do 3kT/2; wyjdzie pewnie parę mikrokelwinów, ale strzelam;
4) domyślasz się zapewne, że ta temperatura nijak ma się do choćby temperatury pokojowej przewodnika, podobnie jak szybkość ruchów termicznych elektronów do szybkości dryftu.
5) rozkład boltzmannowski (obsadzeń poziomów) można i zastosować do obsadzeń w laserze, tylko że wyjdzie temperatura ujemna, a nawet bardzo ujemna; zwyczajnie nie ma to sensu.

Naprawdę, to szybkość elektronów w przewodniku o temperaturze pokojowej (nawet "bez prądu" :)) jest o grube rzędy większa niż szybkość dryftu. Jest to oczywiście ruch dużo bardziej chaotyczny niż "uporządkowany", co nazywamy zjawiskiem prądu.

edit: zapomniałem; tak mała wartość dryftu wynika z faktu, że opór, omowy. W przewodnikach (przynajmniej przy sporym prądzie) większość energii pola idzie nie tyle na "energię kinetyczną dryftu" samego w sobie, co na przywalanie elektronów w atomy, co wiąże się ze zwykłym grzaniem się grzałki elektrycznej. W nadprzewodnikach jest oczywiście inaczej, dla ścisłości.

Edited by Szedar

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
4 godziny temu, Szedar napisał:

rozkład boltzmannowski (obsadzeń poziomów) można i zastosować do obsadzeń w laserze, tylko że wyjdzie temperatura ujemna, a nawet bardzo ujemna; zwyczajnie nie ma to sensu.

W laserze to wszystko jest na odwrót. Najbardziej podoba się współczynnik absorpcji  k w e-kd:D 

Ja nie mam problemu w temperaturą fotonu czy elektronu, ba! Podejmuję się nawet zmierzyć temperaturę niniejszej dyskusji :)

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Jajcenty napisał:

Podejmuję się nawet zmierzyć temperaturę niniejszej dyskusji :)

Bez pomiaru wiem, że to zapewne temperatura każdej dyskusji. Jeśli za punkt wyjścia przyjąć dryft elektronów w mózgu, to pewnie nie wyjdzie nawet mikrokelwin, ale powodzenia, mierz. :D

edit: zeby nie było; wiem jak wygląda przewodnictwo w aksonach (nie mylić z aksjonami ;)); wyładowania w poprzek - głupszego przewodnictwa natura nie mogła wymyślić; no i chyba wszystkim nam się z tego powodu tak ciężko myśli ;):D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Widzę że dobrze się bawicie na dawanie sobie negatywów.

Każdy z Was ma trochę racji.

Potocznie temperatura wymaga ciała zbudowanego z atomów bądź cząsteczek, które oddziaływają ze sobą na tyle często że rozkład ich energii kinetycznej przyjmuje kształt zwany normalnym.
I to dla wszystkich ciał stałych, cieczy, gazów jest dość dobrze spełnione.

Ale jeśli atomy lub cząsteczki są dość mocno rozproszone to to przestaje tak działać - zresztą ciężko mówić o gazie gdy jest próżnia. Te atomy i cząsteczki które tam sobie latają w próżni - latają niezależnie od siebie. Zanim się zderzą mogą przelecieć kilometry.

Nie tworzą ciała.
Mimo to z pewnych powodów mówimy tam czasem o temperaturze - bo jest wygodniej. Ale bardziej jednoznacznie byłoby mówić o energii kinetycznej.
Temperatury raczej używamy gdy mamy dużo oddziałujących ze sobą obiektów takich jak atomy czy cząsteczki.
Zresztą: energia to pojęcie z zakresu fundamentów. Temperatura to pojęcie z naszego poziomu percepcji Rzeczywistości. Takie uśrednione, takie odczuwalne, takie mierzalne.
Na poziomie fundamentów mamy tylko energię. Masa to tylko jej postrzeganie na coraz wyższych poziomach uśredniania. Dlatego właśnie E=m. Bo  "patrząc" na energię widzimy masę. Właściwie na naszym poziomie to odczuwamy głównie masę.

Można powiedzieć że masa to nasze spostrzeganie energii.

 

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, thikim napisał:

Ale bardziej jednoznacznie byłoby mówić o energii kinetycznej.

Temperatura jest zdefiniowana jako średnia energia. Nic więcej. Niekoniecznie ma sens tylko dla rozkładu "normalnego", ale tak uczyli dwa wieki temu; dziękuję za przypomnienie. :)

9 minut temu, thikim napisał:

Nie tworzą ciała.

To przemyśl gazy, które podałeś jako przykład wcześniej.

10 minut temu, thikim napisał:

Masa to tylko jej postrzeganie na coraz wyższych poziomach uśredniania

Przepraszam, bo nie nadążam; po czym dziś już kolega?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Autorzy nowych badań twierdzą, że ojczyzną współczesnych ludzi jest Botswana. To właśnie tam, w delcie rzeki Okawango, miała przed 200 000 laty pojawić się i rozwijać pierwsza populacja człowieka współczesnego.
      W artykule, opublikowanym na łamach Nature, czytamy: anatomicznie współcześni ludzie pojawili się w Afryce około 200 000 lat temu. Chociaż niektóre najstarsze szczątki sugerują, że pochodzili oni ze wschodu Afryki, to południe Afryki jest domem populacji, która reprezentuje najwcześniejszą gałąź filogenetyczną. W ramach naszej pracy stworzyliśmy największą, o ile nam wiadomo, bazę słabo reprezentowanej macierzystej gałęzi L0 mitochondrialnego DNA pobranego od współczesnych mieszkańców południa Afryki. Dzięki odtworzeniu w czasie częstotliwości oraz rozkładu występowania, wykazaliśmy, że gałąź L0 pojawiła się na mokradłach Makgadikgadi-Okawango przed około 200 000 lat. Autorzy badań stwierdzili, że przedstawiciele tej linii genetycznej pozostawali na wspomnianym obszarze przez około 70 000 lat, następnie zaczęli się rozprzestrzeniać. Jest to zgodne z tym, co wiemy o ówczesnym klimacie. W tym bowiem czasie stawał się on coraz bardziej wilgotny, dzięki czemu powstały korytarze sprzyjające migracji.
      Ci pierwsi anatomicznie współcześni ludzie byli niewielką grupą łowców-zbieraczy ludu Khoisan. Zamieszkiwali oni obszar wielkości współczesnej Szwajcarii. Wówczas cały region Makgadikgadi-Okawango stanowiły mokradła. Jak mówi główna autorka badań, Vanessa M. Hayes, genetyk z australijskiego Garvan Institute of Medical Research, tamtejsza społeczność była wyjątkowo stabilna i przez 70 000 lat zamieszkiwała niemal niezmienione tereny przypominające dzisiejszą deltę Okawango.
      Autorzy badań oparli je na mitochondrialnym genomie 1217 współczesnych mieszkańców południa Afryki. Skupili się na badaniu najstarszej znanej linii mitochondrialnej L0. Badanie akumulowania się mutacji pozwala na określenie czasu, w jakim zachodziły zmiany. Zmiany takie zostały zidentyfikowane i datowane. Okazało się, że datowanie koreluje z datowaniem zmian klimatycznych oraz z archeologicznymi dowodami na migrację człowieka.
      Jak mówią naukowcy, najpierw przed około 130 000 laty, w wyniku zwiększania się opadów, otworzył się korytarz, który umożliwił migrację na północny-wschód. Około 110 000 lat temu obszar Makgadikgadi-Okawango stawał się coraz bardziej suchy, a jednocześnie otworzył się korytarz do migracji na południe. Dowodami na takie migracje są, zdaniem uczonych, istniejące do dzisiaj izolowane linie genetyczne L0k i L0d1'2.
      Te nowe badania pasują do wcześniej zdobytych dowodów genetycznych, wskazujących na istnienie migracji z południa do Afryki Wschodniej, do mieszania się z tamtejszymi populacjami i migracji poza Afrykę. Jeszcze inne, tegoroczne badania, sugerują, że migracja z południa Afryki na wschód bezpośrednio poprzedzała dużą migrację poza Afrykę.
      James Cole, archeolog z angielskiego University of Brighton, który nie brał udziału w badaniach grupy Hayes, chwali Australijczyków za ich osiągnięcia. Jednak zauważa, że nie uwzględnili oni w swojej pracy tak ważnych dowodów, jak np. liczący sobie 315 000 lat szkielet człowieka współczesnego znaleziony w Maroku. Hayes odpowiada, że w swoich badaniach skupiła się wyłącznie na populacji bezpośrednich przodków współcześnie żyjących ludzi, a wobec braku DNA ze szkieletu z Maroka nie znamy jego związków z dzisiejszymi H.sapiens.
      Na braki zwraca też uwagę Milford Wolpoff, paleonatropolog z University of Michgan. Jego zdaniem zespół Hayes zbyt wąsko podszedł do problemu. Opieranie się jedynie na dowodach mitochondrialnych może wprowadzić w błąd. Na przykład nasze związki genetyczne z neandertalczykami są widoczne wyłącznie w DNA jądrowym, a zupełnie brak ich w DNA mitochondrialnym. DNA jądrowe składa się z trzech miliardów par zasad i może ono opowiadać zupełnie inną historię o pochodzeniu człowieka współczesnego niż to, czego możemy dowiedzieć się z mitochondrialnego DNA składającego się z 16 000 par.
      Jak obrazowo powiedział James Cole: mamy do czynienia z puzzlami składającymi się z miliona części. Ułożyliśmy może 100 pierwszych. Paleogenetyka znacząco zwiększyła skalę problemu. Gdy mieliśmy do czynienia z danymi paleontologicznymi i archeologicznymi, wydawało się, że to układanka z 1000 puzzli. Genetyka miała pozwolić na ich całkowite ułożenie. Zamiast tego okazało się, że ten obraz jest znacznie bardziej skomplikowany niż sądziliśmy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowym sposobem na poznanie przyczyn spadku liczebności pszczół jest podłączenie ula do Internetu i stworzenie czegoś w rodzaju scyfryzowanej jego wersji.
      Tieto, szwedzka firma zajmująca się konsultacjami z zakresu oprogramowania komputerowego, umieściła czujniki w 2 ulach (w każdym z uli mieszka ok. 80 tys. pszczół). Pierwszego października jeden scyfryzowany ul trafił do HSB Living Lab w Göteborgu. Drugi, prototyp, znajduje się w Kalmarze, przy siedzibie firmy. Zamontowano w nim czujniki do pomiaru liczebności owadów, wilgotności, ciśnienia czy temperatury w ulu.
      Ule są podłączone do Internetu i wysyłają dane na serwer. Jak tłumaczą twórcy, oznacza to zdalny dostęp do nich w czasie rzeczywistym. Analizą zajmą się algorytmy sztucznej inteligencji. Projekt ma pomoc w zarządzaniu ulem, tworzeniu zdrowych kolonii czy zachowaniu bioróżnorodności w bezpośrednim otoczeniu.
      Mikael Ekström, który po godzinach sam zajmuje się pszczelarstwem, wyjaśnia, że dzięki technologii można lepiej monitorować liczebność pszczół, żywotność kolonii, a także ilość wytwarzanego miodu. To również świetny sposób na zilustrowanie korzyści związanych ze scyfryzowanym społeczeństwem oraz na pokazanie, jak cyfrowe rozwiązania mogą stworzyć lepsze warunki zarówno dla ludzi, jak i dla pszczół.
      Ekström ma nadzieję, że w przyszłości technologia pomoże w wykrywaniu wybuchów epidemii różnych pszczelich chorób.
      Na razie skala projektu jest niewielka, ale Tieto prowadzi już rozmowy ze Szwedzkim Krajowym Stowarzyszeniem Pszczelarzy. Wspólnie być może uda się ustalić, jak go rozszerzyć na cały kraj. Szybki rozwój technologii działa na naszą korzyść.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe dowody wskazują, że kultura aszelska pojawiła się na północy Francji o co najmniej 150 000 lat wcześniej niż przypuszczano. Znaleźli je właśnie naukowcy z francuskiego Narodowego Centrum Badań Badań Naukowych (CNRS) i Muzeum Historii Naturalnej. Prowadzili oni badania na stanowisku Moulin Quignon w departamencie Somma, które zostało ponownie odkryte w 2017 roku. Stanowisko znano już wcześniej, jednak na 150 lat o nim zapomniano.
      Teraz w osadach w dolinie Sommy, na wysokości 30 metrów nad rzeką, znaleziono ponad 260 krzemiennych narzędzi, w tym 5 pięściaków, których wiek oszacowano na 650–670 tysięcy lat. Znalezione tu pięściaki są najstarszymi tego typu obiektami odkrytymi w Europie północno-zachodniej.
      Znalezione zabytki zostały wytworzone przez przedstawicieli kultury aszelskiej, a odkrycie potwierdza, że dolina Sommy była centralnym punktem najstarszego osadnictwa w Europie.
      Czas rozprzestrzeniania się homininów i kultury aszelskiej wraz z charakterystycznym dla niej bifacjalnym retuszem stosowanym przy produkcji pięściaków, to kluczowe zagadnienie debaty nad zasiedlaniem Europy przez ludzi. Homininy pojawiły się na południu Europy już 1,4 miliona lat temu, jednak dotychczas sądzono, że na północ dotarli znacznie później. Odkrycia z ostatnich lat każą jednak zweryfikować te przypuszczenia. Okazało się bowiem, że do południowo-wschodniej Anglii dotarli już około 800 000 lat temu.
      Narzędzia kultury aszelskiej, pochodzące sprzed 700 000 lat (centralna Francja) i 610-670 tysięcy lat (Włochy), były znane już wcześniej. Jednak dotychczas powyżej 50. równoleżnika północnego najstarsze narzędzia wytwarzane tą technologią liczyły sobie około 550 000 lat.
      Stanowisko Moulin Quignon to jedno z tych stanowisk, na których w latach 1837–1868 francuski archeologi Jacques Boucher de Perthes odkrył pierwsze narzędzia z bifacjalnym retuszem. Odkrycie to skłoniła Charlesa Lyella do wysunięcia stwierdzenia o bardzo dawnym pochodzeniu człowieka. W latach 1863–1864 w Moulin Quignon odkryto ludzkie szczątki, które, jak się okazało, zostały dla żartu podrzucone przez robotników. To zniszczyło reputację stanowiska archeologicznego, o którym na 150 lat zapomniano. Do stanowiska wrócono niedawno, po analizie zabytków przechowywanych od XIX wieku.
      Szczegółowy opis odkrycia można znaleźć w artykule The earliest evidence of Acheulian occupation in Northwest Europe and the rediscovery of the Moulin Quignon site, Somme valley, France

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedźwiedź jaskiniowy prawdopodobnie wyginął głównie przez ludzi, a nie przez zmiany klimatu. Do takich wniosków, przeczących dotychczasowym teoriom, doszła międzynarodowa grupa naukowa złożona z przedstawicieli wielu europejskich instytucji badawczych.
      Niedźwiedź jaskiniowy to jeden z największych gatunków, który wyginął pod koniec ostatniej epoki lodowej. Obecnie obowiązujące teorie mówią, że gatunek wyginął, gdyż nie poradził sobie ze zmianami klimatycznymi. Teraz dowiadujemy się, że ludzie odegrali znaczącą rolę w zniknięciu tego gatunku.
      Naukowcy przeanalizowali mitochondrialne DNA 59 niedźwiedzi jaskiniowych z całej Europy. Badania wykazały, że populacja niedźwiedzia jaskiniowego zaczęła zmniejszać się przed nadejściem ostatniej epoki lodowej oraz, że niedźwiedź jaskiniowy przetrwał wcześniejsze epoki lodowe bez znaczących spadków populacji.
      Naukowcy zauważyli, że H. sapiens pojawił się na terenach zamieszkanych przez niedźwiedzie jaskiniowe około 40 000 lat temu. Wcześniej od tysięcy lat mieszkali tam neandertalczycy, ale ich obecność nie miała związku ze spadkami populacji gatunku. Wydaje się zatem, że niedźwiedzie i neandertalczycy przez tysiące lat mieszkali obok siebie.
      Wszystko wskazuje na to, że to H. sapiens w dużej mierze odpowiada za wytępienie niedźwiedzia jaskiniowego. Człowiek współczesny wykorzystywał lepsze narzędzia do polowania i mógł mniej niż neandertalczyk obawiać się wchodzenia do jaskiń zamieszkanych przez niedźwiedzia. Ludzie mogli polować na niedźwiedzie jaskiniowe dla mięsa, futer oraz by wyeliminować potencjalne zagrożenie. Gdy ludzie zredukowali populację niedźwiedzia jaskiniowego, poszczególne osobniki były bardziej izolowane od siebie, zmniejszyła się pula genetyczna gatunku, przez co stał się on bardziej podatny na choroby. Dodatkową przyczyną było nadejście epoki lodowej. Jako, że niedźwiedź jaskiniowy żywił się głównie roślinnością, zmiany klimatu utrudniały znajdowanie pożywienia.
      W podsumowaniu swojej pracy naukowcy stwierdzili, że przetrzebienie populacji niedźwiedzia jaskiniowego przez człowieka spowodowało, iż gatunek nie był w stanie przetrwać ostatniej epoki lodowej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od czasu, gdy ludzie zasiedlili Nową Zelandię, wyginęła połowa miejscowych gatunków ptaków, a wiele innych jest zagrożonych. Teraz na łamach Current Biology ukazał się artykuł, którego autorzy obliczają, że powrót do takiej liczby gatunków jak przed kolonizacją człowieka zająłby nowozelandzkiej naturze około 50 milionów lat.
      Podejmowane przez nas dzisiaj decyzję dotyczące ochrony środowiska będą odczuwalne przez miliony lat. Niektórzy ludzie sądzą, że wystarczy zostawić naturę samą sobie, a szybko się ona odrodzi. Prawda jednak jest taka, że – przynajmniej w Nowej Zelandii – natura potrzebowałaby milionów lat, by odrodzić się po zniszczeniach dokonanych przez człowieka, a być może nigdy by się naprawdę nie odrodziła, mówi Luis Valente z berlińskiego Muzeum Historii Naturalnej.
      Dzisiejszy poziom bioróżnorodności to skutek milionów lat ewolucji. Ludzie w ciągu kilku tysiącleci wymazali te miliony lat. Naukowcy potrafią stwierdzić, jak dużo bioróżnorodności utraciliśmy wskutek działalności człowieka, ale rzadko zajmują się pomiarami wpływu ludzi na bioróżnorodność wysp.
      Valente i jego koledzy opracowali metodę oszacowania, jak długo wyspiarskiej przyrodzie zajmie odrodzenie się po utracie bioróżnorodności spowodowanej przez człowieka. Stwierdzili, że idealnym modelem do zademonstrowania działania nowej metody będzie zastosowanie jej do ptaków Nowej Zelandii. Antropogeniczne wymieranie nowozelandzkich zwierząt jest dobrze udokumentowane dzięki dziesięcioleciom pracy paleontologów i archeologów. A dostępne zsekwencjonowane DNA wymarłych gatunków ptaków Nowej Zelandii pozwala nam na zastosowanie naszej metody, mówi Valente.
      Naukowcy obliczyli, że powrót do takiej samej liczby gatunków ptaków, jakie żyły na Nowej Zelandii przed przybyciem człowieka, zająłby naturze 50 milionów lat. Gdyby zaś wyginęły wszystkie zagrożone obecnie gatunki, to natura potrzebowałaby 10 milionów lat, by ich liczba powróciła do liczby obecnej.
      Teraz Valente chce zastosować swoją metodę do innych wysp, by sprawdzić, jak tam wygląda sytuacja. Naukowcy spróbują też ocenić, które z czynników antropogenicznych odgrywają najważniejszą rolę w utracie gatunków.
      Uczony z optymizmem spogląda na przyszłość nowozelandzkiej przyrody. "Podejmowane tutaj inicjatywy są wysoce innowacyjne, wydają się działać i mogą zapobiec kolejnym stratom, które natura będzie odrabiała przez miliony lat", stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...