Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Apple oskarża Google'a o próbę wywołania strachu u wszystkich użytkowników iPhone'ów poprzez rozpowszechnianie fałszywej informacji jakoby doszło do wielkiego ataku na iPhone'y.
      Przypomnijmy, że na przełomie sierpnia i września google'owski Project Zero poinformował o odkryciu licznych witryn, które prowadzą szeroko zakrojone ataki na iPhone'y. Tymczasem, jak informuje rzecznik prasowy Apple'a Fred Sainz, atak był prowadzony na niewielką skalę, a badacze Google'a znaleźli zaledwie kilka witryn skierowanych do zamieszkującej Chiny mniejszości ujgurskiej, które atakowały swoich użytkowników.
      Wystarczy odwiedzić witrynę, by zostać zaatakowanym, napisał na blogu Project Zero jeden z pracowników Google'a Ian Beer. Udany atak pozwalał na ustalenie lokalizacji telefonu oraz kradzież zdjęć i haseł. Beer dodał, że ataki są prowadzone od co najmniej dwóch lat.
      Apple nie zaprzecza tym informacjom, jednak zauważa, że przedstawiciele Google'a pominęli ważne informacje. Po pierwsze ataki trafały dwa miesiące, nie dwa lata. Po drugie, były prowadzone przeciwko mniejszości ujgurskiej w Chinach, co wskazuje na działania chińskiego rządu, i nie można ich nazwać szeroko zakrojonymi. Ponadto, jak twierdzi Apple, te same witryny atakowały też użytkowników Windows i Androida, ale Google o tym nie wspomniał. Przedstawiciele Google'a tłumaczą, że nic nie wiedzieli o atakach na Androida.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwóch amerykańskich senatorów, demokrata Josh Hawley i republikanin Mark Warner, przygotowało projekt ustawy, której celem jest lepszy nadzór nad danymi osobowymi przechowywanymi przez wielkie koncerny. Ustawa ma zmusić Facebooka, Google'a, czy Amazona do ujawnienia ile danych osobowych przechowują oraz w jaki sposób – pośredni i bezpośredni – na nich zarabiają.
      DASHBOARD (Designing Accounting Safeguards to Help Broaden Oversight And Regulations on Data Act) dotyczyłaby przedsiębiorstw, które mają miesięcznie ponad 100 milionów unikatowych użytkowników i zobowiązybałaby je do ujawnienia szczegółów dotyczących zarabiania na danych użytkowników.
      Projekt ustawy zakłada, że raz na 90 dni wspomniane firmy miałyby obowiązek poinformowania każdego z użytkowników o szacowanej wartości danych tego użytkownika przechowywanych przez operatora.
      Gdy wielkie koncerny twierdzą, że ich produkt jest darmowy, tak naprawdę sprzedają konsumentów. Co więcej, firmy IT robią wszystko, by ukryć informacje o tym, ile warte są dane użytkownika i komu zostały sprzedane, oświadczył senator Hawley. Przez lata serwisy społecznościowe twierdziły, że ich usługi są darmowe. Jednak to nie jest prawda, użytkownik płaci za te usługi swoimi danymi, dodał senator Warner.
      Zdaniem twórców ustawy, nowe przepisy pozwolą konsumentom zrozumieć, jaka jest prawdziwa wartość ich danych, dadzą im nad nimi kontrolę i pokażą, że to co rzekomo darmowe, tak naprawdę słono kosztuje.
      Warto w tym miejscu przypomnieć, że od wielu lat pojawiają się próby powołania do życia czegoś, co można by nazwać „ekonomią danych osobowych”. To próby przekazania użytkownikom zarówno kontroli nad własnymi danymi oraz możliwości pobierania opłat za korzystanie z nich. Nad tego typu pomysłem, projektem o nazwie „Bali”, pracuje m.in. Microsoft.
      Gdyby ustawa DASHBOARD została przyjęta przez Kongres, z pewnością ułatwiłoby to powstanie „ekonomii danych osobowych”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Emma Haruka Iwao, pracownica Google'a z Japonii, obliczyła π z dokładnością ok. 31 bilionów miejsc po przecinku. Tym samym pobiła rekord Petera Trueba z listopada 2016 r., który uzyskał dokładność ok. 22,5 biliona miejsc po przecinku.
      Iwao wykorzystała chmurę obliczeniową swojej firmy i 25 maszyn wirtualnych. Obliczenia potrwały 121 dni, a sama liczba zajęła 170 TB.
      Japonka, która przyznaje, jest zafascynowana liczbą pi od dzieciństwa, podkreśla, że pobicie rekordu nie było łatwe. Nie przeszkadza jej to jednak myśleć o następnych etapach prac. Liczba pi nie ma końca, marzę [więc] o próbach z kolejnymi miejscami po przecinku.
      Wymówienie "dzieła" Iwao zajęłoby 332.064 lata. Google poinformował o dokonaniu informatyczki w przypadającym 14 marca Dniu Liczby Pi.
      Warto przypomnieć, że 8,5 roku temu Nicholas Sze wykorzystał chmurę obliczeniową Yahoo, by stwierdzić, że na dwukwadrylionowym miejscu po przecinku znajduje się 0. Nie zajmował się jednak cyframi pomiędzy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Alphabet, konglomerat do którego należy Google, powołał do życia firmę, która oferuje przedsiębiorstwom pomoc w wyśledzeniu źródeł cyberataku. Firma o nazwie Chronicle przygotowała platformę Blackstory. Daje ona klientom dostęp do olbrzymich zasobów Alphabetu, w tym zgromadzonych przez lata przez wyszukiwarkę Google, co powinno ułatwić w zidentyfikowaniu historii i źródła cyberataku.
      Przed 10 laty Google padło ofiarą jednego z najbardziej głośnych ataków. Na serwery firmy włamali się hakerzy pracujący dla chińskiej armii. Teraz Alphabet, korzystając z tamtych doświadczeń, oferuje przedsiębiorstwom pomoc w ustaleniu sprawców ataków.
      Chronicle nie jest jedyną firmą, która oferuje podobne usługi. Na rynku działają też inni, ale wielu przedsiębiorstw nie stać na ich usługi. Dlatego Chronicle zaproponowało interesujący sposób naliczania opłat. Koszt korzystania z Blackstory będzie uzależniony od... liczby pracowników zatrudnianych przez firmę.
      Atak na Google'a, nazwany Operation Aurora, był wyjątkowy z tego względu, że po raz pierwszy ofiara ataku chińskich rządowych hakerów stanęła do konfrontacji z tak potężnym przeciwnikiem. Siergiej Brin, jeden z założycieli Google'a, postawił sobie za punkt honoru, by coś takiego jak Aurora nigdy się nie powtórzyło.
      Gdy Chińczycy zaatakowali w 2010 roku był to dla nas dzwonek alarmowy. To całkowicie zmieniło nasze podejście, mówi Eric Schmidt, ówczesny dyrektor generalny Google'a. Wyszukiwarkowy gigant zaczął wówczas masowo zatrudniać specjalistów ds. bezpieczeństwa. Szukał ich nie tylko w Krzemowej Dolinie, ale również osławionej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA).
      Firma stworzyła zespół analityków specjalizujących się w kwestiach bezpieczeństwa, który ponoć nie ustępuje analogicznym zespołom pracującym dla wywiadów różnych państw. Stworzono też nową infrastrukturę bezpieczeństwa, postał zespół o nazwie Google Project Zero, którego zadaniem jest wyszukiwanie luk w programach innych producentów. Bazy danych, algorytmy wyszukiwarki i cała moc obliczeniowa Google'a zostały przebudowane tak, by zapewniały największe możliwe bezpieczeństwo. Jeśli cokolwiek niepokojącego pojawi się w internecie, czy będzie to atak hakerów czy złośliwy kod, Google jest w stanie w ciągu kilku minut sprawdzić czy kiedykolwiek, nawet lata wcześniej, problem ten nie dotknął firmowych zasobów IT.
      Większość przedsiębiorstw nie jest sobie w stanie poradzić z tego typu zadaniem. A te, które oferują takie usługi, pobierają opłaty w zależności od ilości danych, jakie muszą przechowywać. Zatem im dłużej firma działa, tym więcej danych jest gromadzonych, i tym więcej trzeba za to płacić. Chronicle ma zaoferować bardziej przystępne ceny. Chronicle to pomysł Mike'a Wiaceka, który najpierw pracował dla NSA, a później w Google'u tworzył grupę analityków bezpieczeństwa oraz Stephena Gilletta, byłego menedżera w Starbucks i Symanteka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Google przygotowuje się do uruchomienia pierwszego w USA przedsiębiorstwa taksówkowego z autonomicznymi samochodami. Analitycy przewidują, że do roku 2030 rynek tego typu usług będzie warty 2,3 biliona dolarów, a Waymo, firma Google'a, będzie miała w nim 60-procentowe udziały.
      Przez ostatni rok prowadzony był program pilotażowy Waymo, który objął 400 gospodarstw domowych w Chandler w Arizonie. Obecnie w samochodach Waymo siedzi kierowca, który ma reagować w sytuacjach tego wymagających. W niedługiej przyszłości autonomiczne samochody Waymo mają być nadzorowane z centrum operacyjnego. Kierowca zniknie z pojazdu, a każdy z zatrudnionych w centrum operatorów będzie miał do pod opieką kilkanaście samochodów.
      Obecnie w USA jeździ około 305 000 taksówek i samochodów świadczących podobne usługi. Waymo zamówiło już 82 000 pojazdów. W 2019 roku Waymo ma zacząć świadczyć usługi w Arizonie i Kalifornii. Serwisowaniem pojazdów zajmie się firma Avis, która ma pod opieką 400 000 pojazdów w całych Stanach Zjednoczonych.
      Warto w tym miejscu przyjrzeć się finansom Ubera. W ciągu ostatnich trzech miesięcy przychody tej firmy sięgnęły 2,8 miliarda dolarów, ale firma zanotowała stratę w wysokości 890 milionów. Gdyby nie musiała płacić kierowcom, odniosłaby zysk.
      Google posiada wystarczająco pieniędzy, by zakupić kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy samochodów i wejść na rynek usług przewozowych.
      Plany Google'a są jak najbardzej realne. Już w 2024 autonomiczne samochodu mogą przewieźć w USA ponad 50% pasażerów. Pozbycie się kierowców obniży koszty podróży, a w przyszłości elektryczne autonomiczne samochody i ich eksploatacja mogą być nawet 10-krotnie tańsze niż obecne samochody spalinowe. W ten sposób każdy Amerykanin może zaoszczędzić na kosztach podróży 5–10 tysięcy dolarów rocznie. Niższe koszty transportu to jego łatwiejsza dostępność, powinno to pozytywnie wpłynąć na gospodarkę. Jeśli zaś przyjmiemy, że początkowo autonomiczne samochody będą 4-krotnie bardziej bezpieczne, to amerykańska gospodarka zaoszczędzi 600 z 870 miliardów USD, które obecnie kosztują wypadki drogowe.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...