Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

ARM zawiesza współpracę z Huawei

Recommended Posts

Dziennikarze BBC dotarli do wewnętrznych dokumentów firmy ARM, w których poinformowano pracowników, że mają zawiesić wszelką współpracę z chińską firmą Huawei. W instrukcji czytamy, że pracownicy ARM-a mają zakończyć wszelkie aktywne kontrakty, umowy wsparcia i wszelkie planowane działania biznesowe z Huawei i spółkami-córkami. W ten sposób brytyjskie przedsiębiorstwo dostosowuje się do nowych wymagań handlowych USA.

Układy ARM stanowią większość procesorów wykorzystywanych w urządzeniach mobilnych. Swoją decyzję ARM tłumaczy faktem, że firmowe projekty zawierają technologie pochodzące z USA i jako takie podlegają ograniczeniom nałożonym przez administrację prezydenta Trumpa.

Jeśli sytuacja taka potrwa dłuższy czas, to może być to poważny cios dla Huawei. Chińska firma próbuje rozwijać własne układy scalone, ale wiele jej projektów bazuje na architekturze ARM.

Cenimy bliskie kontakty z naszymi partnerami, ale zdajemy sobie sprawę, że niektórzy z nich działają pod politycznie motywowaną presją. Wierzymy, że ta godna pożałowania sytuacja zostanie szybko pomyślnie rozwiązana. Naszym priorytetem pozostaje dostarczanie najlepszych rozwiązań klientom na całym świecie, oświadczyli przedstawiciele Huawei.

Dokument, o którym mowa, został wydany 16 maja, po tym, jak amerykański Departament Handlu dodał Huawei do firmy przedsiębiorstw, z którymi amerykańskie firmy nie mogą utrzymywać kontaktów biznesowych.

Związki pomiędzy Huawei a ARM są bardzo silne. Projekty ARM stanowią podstawę urządzeń chińskiej firmy. Niedawno Huawei oświadczyło, że ma zamiar wybudować własne centrum badawczo-rozwojowe w bezpośredniej bliskości kwatery głównej ARM w Cambridge.

Na razie nie wiadomo, czy decyzja o przerwaniu współpracy z Huawei zapadła na podstawie własnej interpretacji amerykańskich przepisów, czy też ARM otrzymał odpowiednią interpretację z Departamentu Handlu.

Jeśli jednak taka sytuacja długo się utrzyma, to będzie to poważny cios dla całego chińskiego przemysłu. Rodzimi producenci półprzewodników nie są bowiem w stanie dostarczyć odpowiednich układów scalonych.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że Microsoft ponownie znajdzie się na celowniku urzędników. Jak zapewne niektórzy pamiętają, w przeszłości koncern z Redmond dość często miał kłopoty z amerykańskimi i europejskimi urzędami. Jednak w ostatnich latach działania urzędników skupiały się przede wszystkim na Facebooku, Amazonie, Google'u czy Apple'u. Postępowanie Microsoftu nie budziło zastrzeżeń, wydawało się, że firma ani nie wykorzystuje swojej rynkowej pozycji, ani nie narusza prawa.
      Jednak te czasy mogą właśnie odchodzić do przeszłości. Unia Europejska wysyła sygnały, że j Windows 10 oraz Office naruszają przepisy GDPR regulujące kwestie prywatności. Konsekwencje śledztwa w UE mogą być zaś na tyle poważne, że nie można wykluczyć, iż działaniami Microsoftu zajmą się też odpowiednie władze w USA.
      Wątpliwości europejskich urzędników budzi sposób zbierania informacji przez Windows 10. Pytania pojawiały się już przed uchwaleniem GDPR w marcu ubiegłego roku.
      Na przykład w 2017 roku holenderska Agencja Ochrony Danych uznała, że sposób zbierania danych telemetrycznych przez Windows 10 narusza prawo. Koncern nie został ukarany, ale nakazano mu zmianę sposobu zbierania danych. Microsoft wprowadził żądane zmiany w kwietniu 2018 roku. Udostępniono wówczas m.in. Diagnostic Data Viewer, a koncern ogłosił, że narzędzie to czyni zbieranie danych w pełni transparentnym.
      Pojawiły się jednak głosy,że Diagnostic Data Viewer niczego nie czyni bardziej przejrzystym. Jego użytkownik otrzymuje bowiem długą listę niewiele mówiących informacji, takich jak „TelClinetSynthetic.PdcNetworkActivation_4” czy „Microsoft.Windows.App.Browser.IEFrameProcessAttached”. Kliknięcie na tak opisane pozycje wyświetla użytkownikowi kod, który trudno jest analizować nawet specjalistom.
      Holendrzy zabrali się za analizowanie informacji, jakie użytkownik może uzyskać dzięki Diagnostic Data Viewer i doszli do wniosku, że narzędzie spełnia wymagania, jakie postawili Microsoftowi. Zauważyli jednak coś jeszcze. Narzędzie pokazało bowiem, że Microsoft zdalnie zbiera jeszcze inne dane użytkowników. To zaś oznacza, że firma nadal może naruszać przepisy, stwierdzili przedstawiciele Agencji Ochrony Informacji. Holendrzy powiadomili o sprawie irlandzki Komitet Ochrony Danych, gdyż to właśnie w Irlandii mieści się europejska kwatera główna Microsoftu. To Irlandczycy mają zbadać, czy Microsoft narusza GDPR.
      Na razie sprawa nie wygląda dla Microsoftu korzystnie. Holendrzy stwierdzili odkryli bowiem, że Microsoft zbiera dane diagnostyczne i niediagnostyczne. Chcielibyśmy wiedzieć, czy zbieranie danych niediagnostycznych jest konieczne i czy użytkownicy są o tym w jasnym sposób informowani.
      Jeśli europejskie urzędy stwierdzą, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić grzywna sięgająca nawet 4 miliardów dolarów. Jeśli zaś europejskie urzędy dojdą do wniosku, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić podobne postępowanie w USA, zarówno przed Kongresem jak i przed władzami poszczególnych stanów, które tworzą własne przepisy dotyczące prywatności. Ostatnie problemy z amerykańskimi

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ostatnim czasie Twitter usunął około tysiąca kont, które – jak twierdzą przedstawiciele serwisu – były powiązane z chińskimi władzami. Większość z tych kont atakowało osoby protestujące w Hongkongu. Opublikowano listę usuniętych kont wraz z ich wpisami, a analiza przeprowadzona przez dziennikarzy CNN i ekspertów sugeruje, że Państwo Środka może częściowo zmieniać taktykę prowadzonej przez siebie wojny propagandowej. Świadczy o tym niezwykła historia konta o nazwie LibertyLionNews.
      Przez ponad 10 lat przedsiębiorca Mario J. Chavez ze stanu Nowy Meksyk prowadził konto o nazwie MajicoEnt. Promował za jego pomocą różne wydarzenia, które jego klub nocny organizował w okolicach Albuquerque. Konto było obserwowane przez dziesiątki tysięcy osób. Nagle w czerwcu Chavez otrzymał e-mail, w którym Twitter poinformował go o zmianie hasła do konta.
      Okazzło się, że mężczyzna stracił dostęp do konta, a próby skontaktowania się z Twitterem spaliły na panewce. Niedługo potem wydawało się, że MajicoEnt zniknęło z Twittera. Jednak tak się nie stało
      Przeprowadzone właśnie analizy wykazały, że pomiędzy czerwcem a sierpniem nazwę konta zmieniono na LibertyLionNews, a konto zaczęło opisywać się jako "konserwatywne informacje z USA i zagranicy. Katolicki obrońca Konstytucji USA". Używane hasztagi mają sugerować, że właściciele konta popierają prezydenta Trumpa, są zwolennikami Pierwszej i Drugiej Poprawki do Konstytucji USA oraz zgadzają się z teorią spiskową QAnon. Pewne wskazówki sugerują też, że konto ma być powiązane z witryną VDare prowadzoną przez białych nacjonalistów.
      Jeśli Twitter ma rację i konto LibertyLionNews jest w rzeczywistości powiązane z rządem w Pekinie, to mamy tutaj do czynienia ze zmianą i poszerzeniem chińskiej propagandy na arenie międzynarodowej. Liberty Lion News nie jest zaangażowane w typową chińską propagandę. Poruszana przez nie tematyka nie jest związana z tematami szczególnie ważnymi dla Chin, mówi profesor Darren Linvill, który bada zjawisko online'owej dezinformacji. To, co robią właściciele tego konta można porównać do działań rosyjskiej Internet Research Agency pod tym względem, że konto propaguje ekstremistyczne treści kierowane do odbiorcy w USA po to, by zwiększyć temperaturę wewnętrznych sporów.
      Rosyjska Internet Research Agency to powiązana z Kremlem fabryka trolli. Posiada ona w serwisach społecznościowych liczne konta, które rzekomo należą do obywateli USA. Celem jej działalności jest zaognianie sporów społeczno-politycznych w innych krajach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Huawei zaprezentowało swój system operacyjny o nazwie HarmonyOS. Jest on rozwijany od wielu lat, ostatnio jednak, po wybuchu wojny handlowej pomiędzy Chinamy i USA, prace nad nim przyspieszyły, a znaczenie systemu wzrosło, gdyż może stanowić wyjście awaryjne, gdyby stosunki handlowe obu mocarstw uległy dalszemu pogorszeniu.
      Podczas Huawei Developer Conference poznaliśmy pierwsze szczegóły dotyczące nowego systemu, ale firma nie była jeszcze gotowa, by pokazać jego działającą wersję na smartfonach Harmony. Obecnie Android pozostaje głównym systemem operacyjnym na produktach chińskiej firmy.
      Harmony OS bazuje na mikrojądrach. Nie jest to niespodzianką, gdyż Huawei co najmniej dwóch lat mówi o rozwoju własnych mikrojąder. Chińczycy twierdzą, że ich OS jest szybszy, bardziej stabilny i bardziej elastyczny. Ma ponoć być tak dobry, że firma mogłaby przestawić się na niego w ciągu kliku dni.
      Wśród innych szczegółów najważniejszy jest chyba ten, że dostęp na prawach roota będzie mocno ograniczony. Huawei uznaje, że przekazanie użytkownikowi zbyt dużych uprawnień jest niebezpieczne, zatem root HarmonyOS nie będzie mógł równie swobodnie poruszać się w jądrach systemu i innych krytycznych elementach co w przypadku innych systemów operacyjnych.
      Istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy Huawei jest w stanie stworzyć własny system operacyjny zdolny do konkurowania z Androidem.
      Jeśli nawet jednak taki system powstał lub powstanie w najbliższej przyszłości, to nie wiadomo, czy na obecnym rynku mobilnym zdominowanym przez Androida oraz iOS-a jest miejsce na trzeci system. Dość przypomnieć, że klęskę poniosły i Windows Phone i Firefox OS. Główną siłą Androida jest zaś olbrzymi wybór aplikacji działających na tym systemie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Eksperci z firmy Eclypisium ostrzegają, że ponad 40 sterowników dla systemu Windows zawiera dziury, które mogą zostać wykorzystane do ataku na pecety i serwery. Błędy występują w produktach wielu gigantów IT, takich jak Intel, Toshiba, Huawei czy Asus. Narażone na atak są wszystkie wersje Windows.
      Dziury znalezione przez pracowników Eclypsium pozwalają na zwiększenie uprawnień w dostępie do sprzętu. Za ich powstanie odpowiada niedbałość w pisaniu kodu i niezwracanie uwagi na kwestie bezpieczeństwa.
      Eclypsium już poinformowało wszystkich 20 producentów sterowników. Dotychczas 15 z nich poprawiło swoje oprogramowanie. Sterowniki załatali m.in. Intel, Huawei, Toshiba, NVIDIA, Gigabyte, Biostar, AsRock, AMI, Realtek, ASUSTek czy AMD. Kilku producentów nie wypuściło jeszcze poprawek, dlatego ich nazw nie ujawniono.
      Błędy w sterownikach zdarzają się dość często. W czerwcu Microsoft poprawiał swój sterownik dla urządzeń bezprzewodowych firmy Broadcom, a w marcu specjaliści z Redmond poinformowali Huawei o znalezieniu dziury w sterowniku highendowych MateBook'ów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wielokrotnie słyszymy, że za zaśmiecanie światowych oceanów odpowiedzialne są kraje Azji czy Afryki, a kraje wysoko rozwinięte świetnie gospodarują swoimi odpadami. Jednak gdy bliżej przyjrzeć się problemowi okazuje się, że do światowych oceanów trafią również śmieci z Europy czy USA, a zagospodarowywanie odpadów w krajach wysoko rozwiniętych polega m.in. na ich nielegalnym wysyłaniu do Azji.
      Indonezja odesłała właśnie Francji i Hongkongowi 7 kontenerów z nielegalnie importowanymi odpadami. Celnicy z wyspy Batam ujawnili, że w kontenerach znajdowały się m.in. plastik czy materiały niebezpieczne.
      "Kontenery odpłynęły w poniedziałek. Urzędnicy zjawili się, by obejrzeć statek wychodzący z portu" - opowiada Susila Brata.
      Rzecznik służb celnych Sumarna powiedział AFP, że 5 kontenerów ma trafić do Hongkongu, a 2 do Francji.
      To już kolejny taki transport wysłany do krajów, skąd pochodziły nielegalnie sprowadzone odpady. W lipcu do USA, Europy i Australii odesłano 49 kontenerów śmieci.
      To jednak nie wszystko. Władze czekają na oficjalne pozwolenie, by zwrócić kolejne 42 kontenery; pochodzą one m.in. z USA, Australii i Niemiec. Indonezja zaczęła monitorować importowane odpady w ostatnich miesiącach. W ten sposób kraj chce bronić się przed uczynieniem z niego wysypiska dla zagranicznych śmieci.
      Latami duże ilości plastikowych odpadów trafiały do Chin, jednak w zeszłym roku Państwo Środka zaprzestało tych praktyk, by oczyścić środowisko. Od tej pory odpady są przekierowywane do krajów Azji Południowo-Wschodniej (głównie do Indonezji i Malezji, a w mniejszym stopniu na Filipiny).
       


      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...