Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Eksperyment przeprowadzony na Heriot-Watt University w Edynburgu dowodzi, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje. Zespół naukowy prowadzony przez Massimiliano Poiettiego jako pierwszy w historii przeprowadził eksperyment zwany Przyjacielem Wignera.

Ten eksperyment myślowy został zaproponowany w 1961 roku przez Eugene'a Wignera. Naukowcy przez kilkadziesiąt lat nie byli w stanie go przeprowadzić, jednak w ubiegłym roku uczeni z Edynburga stwierdzili, że ostatnie postępy w technologiach kwantowych są tak duże, że można pokusić się o próbę eksperymentalnego zweryfikowania Przyjaciela Wignera.

Eksperyment Wignera jest bardzo prosty w założeniach. Rozpoczynamy od pojedynczego fotonu, który, po dokonaniu pomiaru, będzie miał polaryzację poziomą lub pionową. Jednak przed pomiarem, zgodnie z zasadami mechaniki kwantowej, foton istnieje w superpozycji, czyli ma jednocześnie oba rodzaje polaryzacji. Wigner zaproponował istnienie przyjaciela, który w laboratorium dokonuje pomiaru fotonu i zachowuje informację o jego polaryzacji. Wigner obserwuje wszystko z daleka. Jako, że nie ma informacji o wynikach pomiaru, musi założyć, że wynik pomiaru to superpozycja wszystkich możliwych wyników. Z punktu widzenia Wignera, superpozycja istnieje. A jeśli tak, to pomiar nie miał miejsca. Jednak dla jego przyjaciela foton ma jedną konkretną polaryzację. Może on nawet poinformować Wignera, że dokonał pomiaru. O ile jednak nie poinformuje o jego wyniku, dla Wignera foton będzie w superpozycji.

Mamy więc tutaj do czynienia z dwiema różnymi rzeczywistościami. To zaś poddaje w wątpliwość obiektywizm faktów z punktu widzenia różnych obserwatorów, mówi Proietti.

W ubiegłym roku Caslav Brukner z Uniwersytetu w Wiedniu wpadł na pomysł, w jaki sposób można by przeprowadzić eksperyment Przyjaciela Wignera, używając wtym celu wielu splątanych cząstek. Przełomowy eksperyment został wykonany przez Proiettiego i jego zespół. Podczas wysoce zaawansowanego eksperymentu, w którym wykorzystaliśmy 6 fotonów, zrealizowaliśmy scenariusz Przyjaciela Wignera, mówi Proietti.

Naukowcy wykorzystali 6 splątanych fotonów do stworzenia dwóch odmiennych rzeczywistości. Jedna reprezentowała Wingera, druga jego przyjaciela. Przyjaciel mierzy polaryzację fotonu i zapisuje wynik. Później Wigner dokonuje pomiaru, by stwierdzić, czy wcześniejszy pomiar i foton są w superpozycji.

Eksperyment nie dał jednoznacznych wyników. Okazało się, że obie rzeczywistości, ta przyjaciela i ta Wignera mogą istnieć jednocześnie, mimo że dają sprzeczne wyniki.

Przeprowadzony w Edynburgu eksperyment każe zadać pytania o naturę rzeczywistości. Pomysł, że obserwatorzy mogą pogodzić uzyskane przez siebie wyniki opiera się na kilku założeniach. Przede wszystkim na tym, że rzeczywistość obiektywna istnieje i obserwatorzy mogą się co do niej zgodzić. Jednak istnieją też inne założenia. Na przykład takiego, że obserwatorzy mogą dokonywać dowolnych obserwacji, czy też, że wybory jednego obserwatora nie wpływają na wybory drugiego. Jeśli istnieje obiektywna rzeczywistość, to wszystkie te założenia można utrzymać.

Jednak eksperyment Proiettiego poddaje w wątpliwość istnienie obiektywnej rzeczywistości. Oznacza to, że przynajmniej jedno z założeń – że istnieje rzeczywistość, co do której możemy się umówić, że mamy wolny wybór lub też, że wybory jednego obserwatora nie wpływają na wybory drugiego – jest nieprawdziwe.

Oczywiście możemy też założyć, że w samym eksperymencie istnieje jakaś dziura, coś czego naukowcy nie zauważyli, a co wpływa na jego wynik. Fizycy od lat próbują odnaleźć i zamknąć takie dziury w podobnych eksperymentach, ale przyznają, że być może nigdy nie będzie możliwe, by je wszystkie usunąć.

Tak czy inaczej badania Proiettiego mają duże znaczenie dla nauki. Metoda naukowa bazuje na faktach ustalanych przez powtarzalne eksperymenty, których wyniki zostały szeroko zaakceptowane, niezależnie od obserwatora, mówi Proietti. Jednak jego własny eksperyment wykazał, że różni obserwatorzy mogą doświadczać różnej rzeczywistości.

Kolejnym logicznym etapem badań wydaje się projektowanie takich eksperymentów, które będą dawały coraz bardziej dziwne i coraz bardziej rozłączne wyniki dla różnych obserwatorów.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest, proszę państwa skutek braku nauczania logiki w szkołach.

Rozumowanie uczonych z tego artykułu można sprowadzić do następującego wnioskowania:

Istnieje obiektywna rzeczywistość ⇒ w tej rzeczywistości zachodzą obiektywne zdarzenia ⇒ tych obiektywnych zdarzeń nie potrafię zinterpretować ⇒ obiektywna rzeczywistość nie istnieje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Morfeusz miał rację!!! Rzeczywistość to matrix stworzony przez naszą podświadomość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drodzy komentatorzy, litości. Chodzi o rzeczywistość w ramach mechaniki kwantowej a konkretnie o charakter obserwatora w mechanice kwantowej. Nie ma to żadnego przełożenia na kwiatki trzymane przez odwróconego kolegę... Będzie jednak miało wpływ na algorytmy kwantowe w komputerach kwantowych, które lada moment mogą zmienić już tą naszą, rzeczywistość :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten eksperyment dowodzi, że nie istnieje spójna obiektywna rzeczywistość; rzeczywistość istniejąca niezależnie od obserwatora. Nie ma takiej. Każdy obserwator w danej chwili czasu odkrywa swoją i różnią się one od siebie. W pewnym sensie postulował to już Albert Einstein, choć jego teorie względności są  w pewnym sensie niezależne od obserwatora. Choć oczywiście nie tak bardzo jak mechanika klasyczna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 15.05.2019 o 13:56, Ksen napisał:

Rozumowanie uczonych z tego artykułu można sprowadzić do następującego wnioskowania:

Raczej komentujesz artykuł niż rozumowanie tamtych uczonych :)

Ja jednak byłbym za tym że to jest problem obserwacji a nie Rzeczywistości.

Obserwacje tworzą różne rzeczywistości. Ale to dalej są tylko różne strony tej samej monety.

W dniu 15.05.2019 o 12:29, KopalniaWiedzy.pl napisał:

wybory jednego obserwatora nie wpływają na wybory drugiego

A dlaczego miałyby nie wpływać?

Można to też wszystko zinterpretować inaczej: istnieje coś więcej niż obserwowana rzeczywistość.

Tak, to jest już poza naukowe :) ale logiczniejsze. Nikt nie dowiódł że nauka musi być logiczna i że logika musi być naukowa, mimo iż to nam się do tej pory znakomicie sprawdzało w praktyce.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co jeśli superpozycja obiektywnie ciągle istnieje, nigdy nie jest załamywana, a to obserwacja umożliwia dostrzeżenie tylko jednego ze stanów losowo?

Edited by Flaku

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak dla mnie wszystko jest logiczne i nie ma co się doszukiwać czarów marów: dopóki obserwatorzy będą ze sobą skorelowani, dopóty nie będzie istnieć obiektywna rzeczywistość. Bo skoro jedna rzeczywistość wpływa na drugą, to nie można mówić o obiektywnych faktach. Wszyscy się zgodzą, że żeby mówić o obiektywnym obserwatorze, to obserwator musi być niezależny od tego co obserwuje. Skoro tak nie jest, to nie ma obiektywnej rzeczywistości. Prosty przykład unaocznia, że to "odkrycie" można łatwo zrozumieć na poziomie makro. Wyobraźmy sobie, że jest dwóch graczy giełdowych i każdy z nich obserwuje kurs akcji. Dopóki nie podejmą decyzji, rzeczywistość obiektywna istnieje, bo każdy widzi ten sam poziom kursu. Ale kiedy kiedy zaczynają sami brać udział w grze, to kurs zmieni się pod ich wpływem. Gdy obaj zobaczą wzrost kursu, to obaj będą chcieć sprzedać akcje na tym wzroście. Ale żeby sprzedać akcje, trzeba nieco obniżyć cenę sprzedaży w stosunku do tego nowego rosnącego kursu. Ale gdy jeden przewiduje, że drugi też chce sprzedać, to wie, że musi się pospieszyć się z tą sprzedażą (bo inny gracz, który jest kupujący chce kupić jak najtaniej). Ale drugi przewiduje, że pierwszy tak myśli, więc musi szybciej sprzedać. Skoro jednak obaj wiedzą, że muszą się pospieszyć, a są prawdopodobnie tak samo szybcy, to jedyną rozsądną strategią będzie maksymalne obniżenie ceny sprzedaży - kurs spadnie do poziomu bliskiego początku. Co by się jednak stało, gdyby gracze ci byli niezależni od siebie i nie analizowali wzajemnie swoich ruchów? Byłoby kto pierwszy ten lepszy, a kurs spadłby minimalnie (bo kupujący wie, że tamci nie przewidują swoich ruchów, więc sprzedają najdrożej jak się da, więc taniej już nie kupi).

Tak więc obiektywna rzeczywistość nie istnieje, bo obiektywny obserwator sam wpływa na decyzje tego co obserwuje. Taka prosta zagadka rozwiązana.

Edited by mankomaniak

Share this post


Link to post
Share on other sites
31 minut temu, mankomaniak napisał:

Wszyscy się zgodzą, że żeby mówić o obiektywnym obserwatorze, to obserwator musi być niezależny od tego co obserwuje.

Czy drzewo padające w lesie wydaje dźwięk mimo, że nie ma tam nikogo kto mógłby to słyszeć? Oczywiście tak. 

 

W dniu 15.05.2019 o 12:29, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Z punktu widzenia Wignera, superpozycja istnieje. A jeśli tak, to pomiar nie miał miejsca. Jednak dla jego przyjaciela foton ma jedną konkretną polaryzację. Może on nawet poinformować Wignera, że dokonał pomiaru. O ile jednak nie poinformuje o jego wyniku, dla Wignera foton będzie w superpozycji.

CO? Z tego że mój kumpel nie podał mi wyniku pomiaru, wynika że nie doszło do dekoherencji? Trzeba natychmiast poinformować ludków od komputerów kwantowych, że jest sposób na dowolnie długie splątanie. Wystarczy o nim nie mówić koledze.  

Czyli tak: Alicja losuje  króla lub damę i nie podglądając wysyła Bobowi. Następnie patrzy jaka karta jej została i tada! Nie dość, że przesłała informację z prędkością ponad świetlną to jeszcze skutek - karta Boba - pojawił się przed przyczyną. 

Istnieje jeszcze przypuszczenie graniczące z pewnością, że  panowie naukowcy polegli przy próbie tłumaczenia zjawiska kwantowego w kategoriach świata klasycznego.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, Jajcenty napisał:

Czy drzewo padające w lesie wydaje dźwięk mimo, że nie ma tam nikogo kto mógłby to słyszeć? Oczywiście tak. 

Miło, że drzewo istnieje bez obserwatora mimo że obserwator o nim mówi. Hahaha.

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Jajcenty napisał:

Istnieje jeszcze przypuszczenie graniczące z pewnością, że  panowie naukowcy polegli przy próbie tłumaczenia zjawiska kwantowego w kategoriach świata klasycznego.

Istnieje niemal pewność że oparłeś się na artykule na KW a nie na tym co ci panowie naukowcy tłumaczyli :)

2 godziny temu, Flaku napisał:

Co jeśli superpozycja obiektywnie ciągle istnieje, nigdy nie jest załamywana, a to obserwacja umożliwia dostrzeżenie tylko jednego ze stanów losowo? 

To wtedy drugi stan byłby też losowy - a to już od dziesiątek lat wykluczyliśmy.
Dobra o tym że dwaj obserwatorzy mogą obserwować inną rzeczywistość to poważniej jest tutaj:

 

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, thikim napisał:

poważniej jest tutaj:

Czy poważny jest gość, który robi sobie tatuaże i się nimi chwali? Nic ma nic głupszego niż robienie sobie tatuaży, zatem słuchanie takiego profesorka to strata czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat nie :D Falę akustyczną tak, ale "dźwiękiem" ona się stanie dopiero kiedy aktywuje odpowiedni odbiornik i zostanie w systemie nerwowym przetworzona na dźwięk.
Dźwięk jest subiektywnym wrażeniem spowodowanym (zwykle!) obiektywną falą ak., ale może być też tylko subiektywnym złudzeniem, bez obiektywnej przyczyny.
 

33 minuty temu, mankomaniak napisał:

Czy poważny jest gość, który robi sobie tatuaże i się nimi chwali?


Eee tam... żeby tylko tatuaże robił... Gorzej, że foty też robi i filmy, i to ostro zwariowane :D I też nimi się chwali.

https://andrzejdragan.com/

 

 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skąd ten brak tolerancji u nowoczesnych? :D

Cytat

Andrzej was born in 1978, studied in Warsaw and on scholarships in Amsterdam, Oxford and Lisbon, got his PhD in quantum physics cum laude in 2005. Awarded for the best MSc thesis in physics in Poland by the Polish Physical Society (2001), got a stipend from the European Science Foundation (2001, 2002), grants from the State Committee for Scienctific Research (2002, 2003), Award for the Young Scholars from the Foundation for Polish Science (2003, 2004), Stay With Us scholarship from the largest Polish weekly magazine „Polityka” (2004), Minister of Education Award for Outstanding Scholars (2010).

Brzmi nieźle.
Nie oceniajcie po pozorach i tatuażach jak jacyś kibole (nowocześni oczywiście).

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, thikim napisał:

Skąd ten brak tolerancji u nowoczesnych? :D

Jeśli mnie też o brak tolerancji posądziłeś, to błąd :D A o nowoczesność, to drugi błąd :D
Całkiem nienowoczesny jestem (-10000 l.) i  dlatego tatuaże mi zupełnie nie przeszkadzają. Różne ozdóbki to raczej norma wtedy była, a nie coś dziwnego.
A poza tym każdy ze swoją skórą może robić co chce.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Toż to są problemy ludzkości... Zagadka ciekawa, ale rzeczywistość to nie to co widzimy, tylko to co nam się wydaje że widzimy. A jesteśmy ludźmi i widzimy prawie to samo. Ktoś próbował wyobrazić sobie coś poza rzeczywistością? Nie da się, bo nie wiemy czy w ogóle jest, a zawsze wyobrażamy sobie coś z perspektywy obecnej rzeczywistości (istnienia). Więc ram umysłu nie przekroczymy. Nawet obserwacja fizyki kwantowej odbywa się w tych ramach. Słabe ogniwo to my, a bez nas to znowu nie ma sensu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, thikim napisał:

Skąd ten brak tolerancji u nowoczesnych?

Nie jestem tolerancyjny dla gejów, którzy obnoszą się swoim gejostwem. Tak samo jak nie jestem tolerancyjny dla całujących się par w miejscach publicznych. Bo mnie to po prostu obrzydza. A to co mnie obrzydza, to jawnie krytykuję i mogę być uznany nawet za prawicowca przez otoczenie. Ale to co mnie nie dotyka osobiście, jest jak dla mnie dozwolone (poza skrajnymi przypadkami, o których nie trzeba pisać). Więc jak ktoś chce sobie robić tatuaż, to niech go ukryje przed publiką - wtedy będzie miał moją tolerancję. W przeciwnym wypadku nazwę go dziwką (jeśli będzie kobietą) albo skazańcem. A jeśli tatuaż robi sobie naukowiec - osoba, która sama sobą powinna reprezentować jakiś poziom - to jest tylko pomywaczem, który chce zabłysnąć dziwacznym wyglądem zamiast intelektem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 hours ago, mankomaniak said:

Więc jak ktoś chce sobie robić tatuaż, to niech go ukryje przed publiką - wtedy będzie miał moją tolerancję. W przeciwnym wypadku nazwę go dziwką (jeśli będzie kobietą) albo skazańcem

Muszę przyznać, że niezwykle rzadko spotykam w swoim otoczeniu podobny sposób myślenia, który można przedstawić ciągiem: widzę u kogoś tatuaż=>kojarzy mi się niezwykle wąsko z dziwkami i skazańcami (zupełnie pomijając fakt, że już dawno ta ozdoba ciała weszła do mainstreamu)=> oceniam całość osobowości i dokonań danego kogoś przez pryzmat tego wąskiego skojarzenia (dziwki i skazańcy) związanego z popularną ozdobą ciała. Mógłbyś @mankomaniak wyjaśnić, dlaczego tak wąsko ci się tatuaż kojarzy i skąd taki zupełnie nielogiczny, atawistyczny sposób oceny innych ludzi? (to nie atak ani krytyka, jestem poważnie ciekaw jaki jest ciąg logiczny, prowadzący do takich wniosków).

Edited by Daniel O'Really

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Daniel O'Really napisał:

yjaśnić, dlaczego tak wąsko ci się tatuaż kojarzy i skąd taki zupełnie nielogiczny, atawistyczny sposób oceny innych ludzi? (to nie atak ani krytyka, jestem poważnie ciekaw jaki jest ciąg logiczny, prowadzący do takich wniosków).

 

hm..przecież to bardzo prosty mechanizm ewolucyjny. Jeżeli mamy cechę A i ona jest dla nas negatywna i jest ona  odpowiednim procencie (ten procent zależy od tego jak ta cecha ma dla nas wartość) prezentowana przez grupę X, to automatycznie po napotkaniu X chcąc uniknąć A staramy się unikać/oceniamy X jako reprezentanta cechy A. Tak dla bezpieczeństwa.

 

Tak działają stereotypy, jest to prostsze, nie trzeba za bardzo obciążać umysłu, analizować.  Dziwne, że trzeba tłumaczyć ;)

 

PS.

Żeby nie było, (Chyba) nie ma osoby której nie dopada (np. efekt pierwszego wrażenia) jakiś stereotyp. U jednych są bardziej jaskrawe u innych mniej. 

 

PS.2

Oczywiście często nie mamy racji, czasem tracimy itd. ale to dalej prostsze

Edited by Afordancja

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Daniel O'Really napisał:

Mógłbyś @mankomaniak wyjaśnić, dlaczego tak wąsko ci się tatuaż kojarzy i skąd taki zupełnie nielogiczny, atawistyczny sposób oceny innych ludzi? (to nie atak ani krytyka, jestem poważnie ciekaw jaki jest ciąg logiczny, prowadzący do takich wniosków).

Nie sądzisz, że to offtop? No, ale oczywiście, że mógłbym. Tatuaż jest symbolem "wolności", często wolności seksualnej. Stąd jednym z sygnałów, że mamy do czynienia z prostytutką, czyli takiej "wyzwolonej seksualnie kobiety" jest tatuaż. Jest też drugi powód. Jeśli prostytutka szuka klienta, to musi się ubrać tak, by ją poznał. Jej wygląd będzie wyzywający, tak by przyciągnąć uwagę. Tatuaż przyciąga uwagę.

U faceta jest podobnie, tylko że tatuaż ma na celu zaznaczyć swoją pozycję w stadzie (więzieniu). Trochę jak zwierzę, który musi się nastroszyć i postraszyć wroga. Normalny człowiek nie robi sobie tatuaży, bo nie musi niczym szpanować, nie musi nikogo straszyć, bo żyje w społeczeństwie nie w oparciu o konkurencję, ale współpracę (szczególnie prawdziwy naukowiec).  

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 minut temu, Daniel O'Really napisał:

widzę u kogoś tatuaż=>kojarzy mi się niezwykle wąsko z dziwkami i skazańcami (zupełnie pomijając fakt, że już dawno ta ozdoba ciała weszła do mainstreamu)

Dla profilera to znacząca wskazówka co do wieku mankomaniaka.;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, Afordancja napisał:

Tak działają stereotypy, jest to prostsze, nie trzeba za bardzo obciążać umysłu, analizować.  Dziwne, że trzeba tłumaczyć ;)

Skoro już zaczęliście offtop, to ja mam pytanie od kiedy uznanie kaleczenia sobie ciała za coś nienormalnego stało sie stereotypem? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, mankomaniak napisał:

koro już zaczęliście offtop, to ja mam pytanie od kiedy uznanie kaleczenia sobie ciała za coś nienormalnego stało sie stereotypem? 


1. Polecam przeczytać jeszcze raz moją wypowiedź. 
2. Gdzie stwierdziłem że uznanie kaleczenia sobie ciała za coś nienormalnego stało się stereotypem
3. Odsyłam także https://sjp.pwn.pl/slowniki/stereotyp.html

 

Cytat

funkcjonujący w świadomości społecznej uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości

Więc jeżeli już to (parafrazując) "ma tatuaże -> dziwka, wiezień, pomywacz-> nie reprezentuje sobą nic, czego można by posłuchać" można uznać za stereotyp. 
 

Edited by Afordancja

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Afordancja napisał:

Więc jeżeli już to (parafrazując) "ma tatuaże -> dziwka, wiezień, pomywacz-> nie reprezentuje sobą nic, czego można by posłuchać" można uznać za stereotyp.

Stereotyp czy nie, badania wskazują, że ludzie wytatuowani częściej mają problemy z prawem, częściej stosują przemoc, mają więcej kontaktów seksualnych, problemy z alkoholem czy narkotykami. A że nie wierzysz, to podam jeden dowód:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12456900

"Tattooing was strongly associated with peer substance use. Adjusting for sociodemographic factors and peer substance use, tattooing in adolescents was independently and significantly associated with reported sexual intercourse, substance use, violent behaviors, and school problems."

I myślę, że standardowo temat można uznać za zakończony. Wszystko co napisałem ma podstawy empiryczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, mankomaniak napisał:

Stereotyp czy nie, badania wskazują, że ludzie wytatuowani częściej mają problemy z prawem, częściej stosują przemoc, mają więcej kontaktów seksualnych, problemy z alkoholem czy narkotykami. A że nie wierzysz, to podam jeden dowód:

ehhh... a Ty znów mnie nie czytasz, tylko wrzucasz swoje myśli na temat tego co ja niby myślę.

Nigdzie nie twierdziłem, czy statystycznie jest coś bardziej  lub mniej. Gdzie Ty to wyczytałeś?  

Co do statystyk, to statystycznie kobiety są niższe od mężczyzn, jednak to nie oznacza, że każda kobieta jest niższa od ciebie.(zakładam, że jesteś mężczyzna) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W amerykańskim Narodowym Instytucie Standardów i Technologii (NIST) powstał kwantowy detektor, który wykrywa słabe pole elektryczne z czułością ponad 10-krotnie większą niż dotychczas stosowane czujniki. Urządzenie przyda się zarówno w obrazowaniu struktur biologicznych, jak i w fizyce, gdzie może posłużyć m.in. do wykrywania ciemnej materii.
      Czujnik zbudowano ze 150 jonów berylu uwięzionych w magnetycznej pułapce. Jony spontanicznie ułożyły się w dwuwymiarowy kryształ o średnicy 200 mikrometrów. Niezwykłą czułość struktury uzyskano poprzez kwantowe splątanie ruchu jonów i ich spinów.
      Pomiary zewnętrznego pola elektrycznego dokonywane są poprzez mierzenia wzbudzenia kryształu, który pod jego wpływem zaczyna drgać przesuwając się w górę i w dół na podobieństwo membrany bębna. Badając zmiany spinu naukowcy są w stanie określić stopień wzbudzenia kryształu. Dzięki temu możliwy jest pomiar pól elektrycznych z ponad 10-krotnie większą dokładnością niż najczulszy z dotychczasowych sensorów.
      Znaleźliśmy sposób na stworzenie kwantowych stanów splątanych, które są niezwykle czułe na niewielkie przemieszczenia jonów wywoływane słabym polem elektrycznym. To elegancka demonstracja tego, w jaki sposób można wykorzystać efekty kwantowe do uzyskania przewagi nad klasycznymi systemami, wyjaśnia Kevin Gilmore z NIST.
      Pomiary rozpoczynają się od wykorzystania mikrofal do nadania spinom wszystkich jonów tej samej wartości. Później za pomocą laserów splątano spiny z ruchem jonów. Następnie całość jest wzbudzana za pomocą oscylującego pola elektrycznego. Gdy kryształ drga, te same mikrofale i lasery są wykorzystywane do usunięcia splątania, a informacje o ruchu jonów trafiają do ich spinów. Spiny łatwo jest mierzyć i to właśnie z nich odczytywane są dane o przemieszczeniu się jonów.
      Splątanie jonów pozwala na usunięcie z nich naturalnego kwantowego szumu. Natomiast później splątanie jest usuwane, gdyż pomiar stanu splątanego bez zniszczenia informacji dzielonych pomiędzy spinem a ruchem jonów jest bardzo trudny.
      Takie rozwiązanie pozwala na bardzo precyzyjne określenie, na ile pole elektryczne wpłynęło na jony. Gilmore zapewnia, że dzięki takiej architekturze, kryształ może być na tyle czuły, by wykryć obecność aksjonów, hipotetycznych cząstek tworzących ciemną materię, o których sądzi się, że generują niewielkie oscylujące pola elektryczne.
      Teraz, gdy naukowcy wykazali, że ich architektura działa, rozpoczęli prace nad zbudowaniem większego czujnika. Ich celem jest stworzenie trójwymiarowego kryształu złożonego z około 100 000 jonów. W ten sposób czułość urządzenia powinno zwiększyć się jeszcze 30-krotnie. Jednocześnie staramy się usunąć dominujące źródło szumu, którym są fluktuacje częstotliwości kryształu. Niewykluczone, że w trójwymiarowym krysztale jony będą lepiej schłodzone, co powinno zmniejszyć te fluktuacje, dodaje Gilmore.
      Jeśli uda się zbudować taki trójwymiarowy kryształ i usunąć z niego dominujące źródło szumu to urządzenie może zostać wykorzystane do wykrywania ciemnej materii. Wiemy, że 85% materii we wszechświecie to ciemna materia. Nie wiemy jednak, z czego jest ona zbudowana. Nasz czujnik może w przyszłości pozwolić na odkrycie tej tajemnicy, stwierdziła teoretyk Ana Maria Rey z Joint Institute for Laboratory Astrophysics (JILA), jednego z wiodących amerykańskich instytucji badawczych w dziedzinie fizyki.
      Wyniki badań szczegółowo opisano na łamach Science.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czy mamy wolny wybór, czy też nasze decyzje zostały wcześniej ustalone? Czy fizyczna rzeczywistość jest lokalna, czy może to, co robimy tu i teraz, ma natychmiastowy wpływ na wydarzenia gdzie indziej? Na tak podstawowe pytania fizycy szukają odpowiedzi w słynnych nierównościach Bella. Okazuje się, że wolny wybór i lokalny realizm można zręcznie mierzyć i porównywać. Otrzymane rezultaty odkrywają zaskakujące zależności o fundamentalnym i uniwersalnym charakterze, daleko wykraczające poza samą mechanikę kwantową.
      Przyczynowość, lokalność i wolny wybór są powiązane za pomocą kilku prostych wzorów znanych jako nierówności Bella. Wyrafinowane doświadczenia optyków kwantowych z kilku ostatnich dekad bezsprzecznie dowiodły, że nierówności te są łamane. Dziś fizycy stoją więc przed dylematem: czy zaakceptować wizję realnego świata, w której kwestionujemy założenie o wolnym wyborze eksperymentatora, czy też odrzucić założenie lokalności przeprowadzanych eksperymentów? Naukowcy z Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie (IFJ PAN), brytyjskiego City, University of London (CUL) i niemieckiej Technische Hochschule Mittelhessen w Giessen (THM) zmierzyli się z tak postawionym problemem – i to dość dosłownie. Wyniki ich badań, daleko wykraczające poza samą fizykę, omówiono w artykule właśnie opublikowanym na łamach prestiżowego czasopisma Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS).
      Realizm to koncept fizyczny, w którego ramach opisujemy świat za pomocą relacji przyczynowo-skutkowych. Lokalność oznacza, że oddziaływania nie mogą rozchodzić się natychmiastowo. Jeśli więc fizyczna rzeczywistość ma spełniać wymogi lokalnego realizmu, na wynik eksperymentu będzie miało wpływ tylko to, co się znajduje w jego bezpośrednim otoczeniu, a nie to, co się dzieje właśnie teraz w odległej galaktyce, tłumaczy dr hab. Paweł Błasiak, pierwszy autor artykułu.
      Wolny wybór, pojęcie pozornie typowo filozoficzne, również można potraktować jako zagadnienie fizyczne, a nawet matematyczne. W tym ujęciu wolny wybór odnosi się do zmiennych opisujących parametry eksperymentu, czyli tego, co mierzymy w laboratorium. Zakładamy o tychże zmiennych, że możemy je swobodnie dobierać, niezależnie od tego, co się działo w przeszłości.
      W ramach wizji świata, w której obowiązuje lokalny realizm oraz wolny wybór, można wyprowadzić nierówności Bella, a następnie przeprowadzić weryfikujący je eksperyment. Główne idee można tu zobrazować następująco. Alicja i Bob pracują w laboratoriach na przeciwnych krańcach galaktyki. Któregoś dnia otrzymują pudełka, każde po jednym. Ustawiają je na swoich stołach i w pewnym momencie ostrożnie otwierają. Ze środka wypada wirująca moneta, którą każdy eksperymentator dociska dłonią do stołu. Alicja i Bob notują teraz, czy moneta upadła do góry orłem czy reszką. Wkrótce nadchodzą kolejne, podobne przesyłki. Po pewnym czasie Alicja i Bob dysponują długą listą obserwacji, w których na różny sposób dociskali monety. Żadne nie widzi w swoich danych niczego niezwykłego: na ich listach orły i reszki pojawiają się w sposób czysto przypadkowy.
      Sytuacja zmienia się dramatycznie, gdy Alicja i Bob spotykają się na Międzygalaktycznym Kongresie Naukowym. Porównują swoje dane i raptem się okazuje, że przy tych samych obserwacjach gdy moneta Alicji upadała reszką, moneta Boba zawsze upadała orłem – i odwrotnie. Oboje przyjmują więc, że nie jest to dziełem przypadku i za obserwowane przez nich korelacje musi odpowiadać jakaś wspólna przyczyna, tkwiąca w przeszłości obu obiektów wysyłanych z tego samego źródła. Tajemniczy nadawca przesyłek mógłby po prostu poinstruować każdą z monet, jak mają upaść będąc w dany sposób dociśniętą do stołu. Jeśli tak rzeczywiście jest, Alicja i Bob mogliby odgadnąć tę instrukcję i ogłosić spektakularne odkrycie. Niestety, ich wysiłki spełzają na niczym!
      Zdesperowani, Alicja i Bob proszą genialnego teoretyka Johna o pomoc. Ten najpierw pyta, jakie założenia dwójka naukowców przyjmuje w swojej pracy za prawdziwe i pewne. Uważamy, że obserwowane przez nas korelacje powinny dać się wytłumaczyć przez ciąg propagujących się w czasie przyczyn i skutków, mówi Alicja. Bob doprecyzowuje: Sądzimy też, że żadna przyczyna nie oddziałuje natychmiast na eksperyment, jeśli znajduje się w odpowiednio dużej odległości od laboratorium. Oboje głęboko wierzą, że sposób, w jaki otwierają pudełka, nie jest im w żaden sposób narzucany i są święcie przekonani, że sami podejmują decyzję dotyczącą tego, jak uderzają dłonią w monetę. Ku ich ogromnemu zdziwieniu John spokojnie wyjaśnia, że tych wszystkich założeń nie da się pogodzić ze wszystkimi obserwowanymi przez nich korelacjami.
      W rzeczywistości nierówności Bella zostały odkryte przez północnoirlandzkiego fizyka Johna Stewarta Bella w 1964 roku. Jego inspiracją był słynny problem upiornego oddziaływania na odległość, postawiony przez Alberta Einsteina, Borisa Podolskyego i Nathana Rosena w 1935 roku. W eksperymentach fizycznych, gdzie rolę monet odgrywają fotony, a orłem i reszką jest ich polaryzacja obserwowana w różnych kierunkach, nierówności te faktycznie są łamane. Współczesna fizyka ma więc fundamentalny dylemat: czy lepiej porzucić ideę lokalnego realizmu, czy może zakwestionować wolne wybory naukowców? Niewielu fizyków jest skłonnych kwestionować realizm, zakładający przyczynowość działającą zgodnie ze strzałką czasu. Zatem albo coś jest „nie tak” z założeniem lokalnego realizmu, albo z wolnym wyborem eksperymentatorów.
      Fakt łamania przez rzeczywistość nierówności Bella prowokuje do zadawania intrygujących pytań. Na przykład: jak często przy zachowaniu pełnej lokalności musielibyśmy łamać wolny wybór, by odtworzyć korelacje obserwowane w eksperymentach? Przy każdym pomiarze, w większości, czy może tylko w co którymś? Analogicznie, jeśli zachowamy wolny wybór, jak często musielibyśmy łamać lokalność?, zastanawia się dr Błasiak.
      Rezultaty badań polsko-brytyjsko-niemieckiej grupy przynoszą zaskakującą odpowiedź. Okazuje się, że aby odtworzyć rejestrowane korelacje, przy zachowaniu wolnego wyboru lokalność należałoby łamać równie często, jak wolny wybór przy zachowaniu lokalności. Z jakichś (nieznanych) powodów przyroda w najmniejszym stopniu nie faworyzuje ani lokalności, ani wolnego wyboru.
      Naukowcom udało się wyprowadzić wzory pozwalające obliczyć, jak często Alicja i Bob musieliby łamać lokalność bądź wolny wybór, żeby odtworzyć obserwowane korelacje (w mechanice kwantowej i nie tylko). W szczególności okazuje się, że formalizm mechaniki kwantowej wymusza, by przy maksymalnym splątaniu między fotonami do łamania lokalności bądź wolnego wyboru dochodziło przy każdym pomiarze (co uogólnia wcześniejsze wyniki dotyczące samej lokalności).
      Najciekawsze, że twierdzenie Bella wcale nie jest twierdzeniem mechaniki kwantowej, lecz teorii prawdopodobieństwa, ma więc uniwersalny charakter. Twierdzenia udowodnione przez nas również nie ograniczają się do samej fizyki kwantowej, lecz dotyczą każdej sytuacji, w której mamy do czynienia z korelacjami dotyczącymi separowalnych układów, podkreśla dr Błasiak.
      Poza fizyką sensu stricto, łamanie lokalności lub wolnego wyboru nie musi mieć dramatycznego charakteru. W badaniach dotyczących ludzkich zachowań do naruszenia lokalności wystarczyłoby, żeby Alicja szepnęła coś do Boba, zauważa z kolei prof. Emmanuel Pothos, psycholog z CUL. Jeszcze inny przykład podaje prof. Christoph Gallus, ekonomista z THM: Jeśli Alicja i Bob są graczami na giełdzie, do skorelowania ich wyborów może dojść po prostu wskutek używania publicznie dostępnych informacji.
      Uniwersalność znalezionych zależności otwiera drzwi do bardzo praktycznych zastosowań, takich jak badanie mechanizmów przepływu informacji w systemach złożonych. Warto podkreślić, że ogólność tego typu rozważań bierze się z natury samego pytania o przyczyny obserwowanych korelacji, które jest fundamentalne oraz wspólne dla całej nauki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sądzimy, że to pierwszy twardy dowód na separację spinowo-ładunkową, mówi Nai Phuan Ong, profesor fizyki z Princeton University i jeden z głównych autorów badań opublikowanych właśnie na łamach Nature Physics. Dokonane przez naukowców odkrycie potwierdza dwoistą naturę elektronów w kwantowej cieczy spinowej. Pozwoli nam ono lepiej zrozumieć, jak elektrony zachowują się w ekstremalnych warunkach.
      Uczeni z Princeton zaprezentowali właśnie eksperymentalny dowód na to, że elektron – jedna z cząstek elementarnych – zachowuje się jakby był stworzony z dwóch cząstek, z których jedna jest nośnikiem ładunku elektrycznego, a druga właściwości magnetycznych, spinu.
      Wyniki eksperymentu mogą pozwolić na wyjaśnienie zachowania cieczy spinowej. We wszystkich innych materiałach spin elektronu skierowany jest w górę lub w dół. W magnesie schłodzonym poniżej pewnej temperatury granicznej spiny wszystkich elektronów mają ten sam zwrot.
      Jednak w spinowych cieczach kwantowych spiny nie przybierają tego samego zwrotu, nawet w temperaturach bliskich zeru absolutnemu. Zamiast tego, ciągle się zmieniają w skoordynowany sposób.
      Wyjaśnienie tego fenomenu zaproponował w 1973 roku fizyk Philip Anderson. Uważał on, że w fizyce kwantowej elektron powinien być rozważany jako złożony z dwóch cząstek. Jednej będącej nośnikiem ładunku ujemnego i drugiej, zawierającej spin. Cząstkę zawierającą spin nazwał Anderson spinonem.
      Autorzy najnowszych badań postanowili poszukać spinonu z cieczy spinowej złożonej z atomów rutenu i chloru. W temperaturach ułamków kelwinów powyżej zera absolutnego i obecności silnego pola magnetyczne rutenowo-chlorowe kryształy wchodzą stan spinowej cieczy kwantowej.
      Podczas serii eksperymentów prowadzonych przez trzy lata przez Petera Czajkę i Tonga Gao naukowcy wykorzystali najczystsze dostępne kryształy i superczułe termometry. Wykryli dzięki temu oscylacje temperatury, świadczące o obecności spinonów.
      Naukowcy od czterech dekad poszukiwali tych spinonów. Jeśli nasze badania zostaną potwierdzone, będzie to znaczący postęp na polu badania kwantowych cieczy spinowych, mówi Ong. Z czysto eksperymentalnego punktu widzenia, było czymś niezwykle ekscytującym obserwowanie zjawisk zaprzeczających temu, czego uczymy się na podstawach fizyki, dodaje Czajka.
      Artykuł Oscillations of the thermal conductivity in the spin-liquid state of α-RuCl3 został opublikowany na łamach Nature Physics.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Koncert Eurowizji będzie ostatnim z serii 20 eksperymentów prowadzonych przez holenderskich naukowców, którzy chcą się dowiedzieć, jakie jest ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2 podczas imprez masowych.
      Pomiędzy 18 a 22 maja w Rotterdamie odbędzie się 9 prób generalnych, a w każdej z nich weźmie udział 3500 osób. Chętni do wzięcia udziału będą musieli przedstawić niedawno zrobiony test na obecność SARS-CoV-2 z negatywnym wynikiem. Nie będzie zachowywany dystans, a uczestnicy nie będą nosili maseczek.
      Seria 20 eksperymentów, o wspólnej nazwie Fieldlab, została zorganizowana przez holenderską branżę rozrywkową we współpracy z naukowcami i rządem. Jednak pomysł jest coraz bardziej krytykowany wraz ze wzrostem zakażeń w Holandii.
      Krytyka odnosi skutek. Przed 4 dniami w Bredzie miał się odbyć koncert z 10 000 widzów, jednak po tym, gdy ponad 300 000 osób podpisało petycję sprzeciwiającą się jego organizacji, miasto koncert odwołało. W ubiegłym tygodniu ukazał się też list podpisany przez ponad 350 naukowców, krytykujących Fieldlab za brak przestrzegania odpowiednich standardów naukowych, niejasne procedury oraz nieprzestrzeganie zasad etyki naukowej. Nie są spełnione podstawowe warunki i standardy naukowości. Koncert na 10 000 osób nie jest wolny od ryzyka, nawet jeśli są wymagane testy. Jeśli byłby wolny od ryzyka, cały ten test byłby niepotrzebny, stwierdza metodolog nauki Caspar van Lissa z Uniwersytetu w Utrechcie.
      Z kolei Bas Kolen, badacz z Uniwersytetu Technologicznego w Delft, który jest zaangażowany w Fieldlab mówi, że celem eksperymentu jest stwierdzenie, czy organizacja imprez masowych niesie ze sobą ryzyko akceptowalne dla uczestników i organizatorów. Dwa pierwsze eksperymenty tego typu, wystawienie sztuki teatralnej i konferencja biznesowa, w których uczestniczyło po 500 osób, odbyły się w lutym. Wtedy też naukowcy stwierdzili, że gdy wymagane jest okazanie negatywnego testu, a sala jest dobrze wentylowana, to ryzyko infekcji może wynosić 1:100 000 uczestników na godzinę, czyli jest takie, jak przy pozostawaniu w domu. Później odbywały się kolejne imprezy, w tym mecz z udziałem 5000 kibiców.
      Grupa etyków z Centrum Medycznego Radbound University stwierdziła, że Fieldlab nie wymaga zgody medycznego komitetu ds. etyki, gdyż nie spełnia prawnej definicji badań medycznych. Autorzy eksperymentu mówią, że przestrzegają zasad etycznych dla nauk społecznych, co oznacza, że uczestnicy eksperymentu wyrażają świadomą zgodę na uczestnictwo, a organizatorzy oceniają potencjalny negatywny wpływ na uczestników i społeczeństwo.
      Andreas Voss, specjalista chorób zakaźnych na Radbound University, który kieruje eksperymentem, mówi, że kupując bilet uczestnicy eksperymentu stwierdzają, że nie pociągną Fieldlab do odpowiedzialności jeśli zachorują.
      Krytycy Fieldlab kwestionują też twierdzenia twórców eksperymentu, zapewniających, że jest on bezpieczny. Uczestnicy Fieldlab mają obowiązek wykonać test w 5 dni po imprezie i co najmniej 25 osób miało test pozytywny. Nie wiadomo, czy zaraziły się one podczas eksperymentu. Ponadto problemem nie jest sama liczba takich osób, a liczba ich kontaktów.
      Wspomniany już Bas Kolen, który specjalizuje się w badaniu ryzyka powodzi, przyznaje, że użyty w Fieldlab model ma wiele założeń i ograniczeń. Zakłada się np., że testy wykryją 95% zarażonych, nie bierze się pod uwagę tego, że niektórzy mogą być superroznosicielami z wyjątkowo dużą liczbą kontaktów społecznych. Takie rzeczy chcemy zbadać w kolejnych etapach, stwierdza. Jednak Caspar van Lissa nie zgadza się z takim podejściem. Jego zdaniem tego typu rzeczy należy określić przed rozpoczęciem eksperymentu, by móc stwierdzić, na ile jest on bezpieczny.
      W tej chwili nie wiadomo, czy zapowidane eksperymenty podczas Eurowizji się odbędą. Organizatorzy koncertu chcą bowiem wiedzieć, jaka będzie reakcja społeczna.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Fraza „myślenie nie boli” właśnie nabrała dosłownego znaczenia. Grupa kanadyjskich naukowców przeprowadziła niedawno eksperyment, który wykazał, że ludzie często wolą poddać się fizycznemu bólowi niż wykonać złożone zadanie umysłowe. I to dosłownie – badani mieli do wyboru ból albo myślenie.
      Wysiłek poznawczy jest opisywany jako nieprzyjemne doświadczenie i ludzie starają się go unikać. Stąd też obecność w różnych językach fraz „głowa mnie boli od myślenia” czy „myślenie nie boli”. Jako, że jest to doświadczenie awersyjne, wymaga to oceny korzyści wynikających z większego wysiłku umysłowego, w porównaniu z korzyściami z podjęcia mniej wymagających działań. A jako, że intensywne myślenie jest metaforycznie łączone z bólem – co widać na powyższej podanych przykładach powszechnie używanych zdań – Kanadyjczycy postanowili sprawdzić, czy istnieje pozametaforyczny związek pomiędzy bólem a myśleniem. Zbadnia tej kwestii podjęli się Todd A Vogel, A Ross Otto i Mathieu Roy z McGill University oraz Zachary M Savelston z Carleton University.
      Uczestnicy eksperymentu mieli do wyboru albo wykonanie zadania umysłowego, albo doświadczenie fizycznego bólu. Można by pomyśleć, dlaczego ktoś miałby wybrać ból. Zadania umysłowe mogą być nudne, mało atrakcyjne, ale są bezbolesne, mówi Vogel. Bardzo jednak myliłby się ten, kto sądzi, że dla uniknięcia bólu ludzie wolą chwilę pomyśleć. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej.
      Wśród 39 badanych tylko 1 osoba zawsze wybierała zadanie umysłowe. Każda z pozostałych 38 osób przynajmniej raz wybrała ból zamiast konieczności myślenia.
      Pomysł, że ludzie gdy tylko mogą unikają wysiłku umysłowego nie jest nowy. Ideę ten dyskutował już wpływowy XIX-wieczny psycholog William James, przypomina profesor Amitai Shenav z Brown University. Nie ma w tym nic dziwnego, wysiłek umysłowy może być niezwykle wyczerpujący. Równie mocno co wysiłek fizyczny.
      Specjaliści nie od dzisiaj zastanawiają się, jak daleko ludzie mogą się posunąć, byle tylko nie myśleć. Wcześniej wykonywano eksperymenty mające na celu zbadanie tej kwestii. Jednak w eksperymentach tych porównywano większy i mniejszy wysiłek umysłowy lub też płacono za podjęcie większego wysiłku, badając, jak bardzo musi rosnąć cena w relacji do wzrostu poziomu trudności. Kanadyjczycy wprowadzili jednak zupełnie nowy element – fizyczny ból. Wykonywanie zadań poznawczych jest negatywnym odczuciem. W tym eksperymencie porównano je wprost z innym eksperymentem poznawczym. To bardzo elegancka metoda, mówi Shenav.
      Na potrzeby badań naukowcy najpierw określili indywidualny próg bólu każdego z uczestników, wykorzystując w tym celu stymulator termosensoryczny. To urządzenie, które nagrzewa się do konkretnej temperatury, a następnie szybko chłodzi, by nie dopuścić do uszkodzenia skóry. Uczestnicy badań musieli określić na skali 0–100 intensywność odczuwanego bólu, gdzie 0 oznaczało brak bólu, a 100 – bardzo intensywny ból.
      Później uczestnicy mieli do wykonania test pamięciowy N-back. Służy on do oceny wzrokowej pamięci operacyjnej. Osobie badanej na ekranie komputera pokazuje się cyfra lub litera (Kanadyjczycy użyli liter), jej zadaniem jest jak najszybsze naciśnięcie klawisza odpowiadającego temu, co pojawiło się na ekranie. Test ten na poziomie 0 jest banalnie prosty. Jednak wraz z kolejnymi poziomami pojawiają się problemy. Poziom 1-back oznacza bowiem, że gdy pojawia nam się litera, musimy nacisnąć klawisz, odpowiadający literze, która ją poprzedzała. Przy poziomie 2-back musimy nacisnąć klawisz litery, jeszcze wcześniejszej. Innymi słowy, musimy sobie przypomnieć, jaką literę widzieliśmy 2 litery wcześniej i taki klawisz nacisnąć.
      Vogel i jego koledzy użyli testu 5-back. Wykorzystano też, jak pamiętamy, ból. Używając informacji o progu bólu każdego z uczestników badania określono dla każdego z nich pięć poziomów od 10 do 80 ze wspomnianej wcześniej 100-punktowej skali. Test N-back zostały losowo wymieszane z progami bólu każdego z badanych. I każdy z nich mógł zdecydować, czy chce wykonywać zadanie umysłowe, czy woli doświadczyć bólu.
      Jeśli jest wybór pomiędzy największym natężeniem bólu a najmniejszym wysiłkiem umysłowym, to spodziewamy się, że ludzie wybiorą wysiłek umysłowy. I prawdopodobnie prawdziwa będzie też sytuacja odwrotna, czyli wybór bólu jeśli jest to ból o najmniejszym natężeniu gdy trzeba wykonać najbardziej wymagającą pracę umysłową, mówi Vogel. Naukowców jednak interesowało to, co mieści się pomiędzy tymi ekstremami. Co się dzieje, gdy dochodzi do równowagi bólu i wysiłku? Co wybierają ludzie?
      Uśrednione wyniki badań wykazały, że ludzie wybierają ból w 28% przypadków. Uśrednienie to nie bierze pod uwagę różnych poziomów bólu i wysiłku umysłowego. Jeśli zaś przyjrzymy się poszczególnym poziomom bólu, to okazuje się, że gdy do wyboru był największy ból lub test 4-back, ludzie wybierali ból średnio w 28% przypadków. Na pośrednim poziomie, gdzie ból i wysiłek się równoważył, doszło też do równego rozkładu wyboru. Jest pewien punkt, w którym ludzie równo oceniają ból i wysiłek umysłowy. To punkt, w którym wybór pomiędzy nimi równie dobrze mógłby zostać dokonany za pomocą rzutu monetą, mówi Vogel.
      Uczeni dokonali też pewnej interesującej obserwacji. Otóż, gdy uczestnicy badań dokonywali wyboru ból czy myślenie, to tam, gdzie wybrali myślenie wybór był dokonywany bardzo szybko, jednak gdy ostatecznie wybierali ból, dłużej się nad tym zastanawiali. To może wskazywać, że chęć uniknięcia bólu jest potrzebą bardziej podstawową niż chęć uniknięcia wysiłku umysłowego. Natychmiast zabieramy ręce znad rozgrzanego palnika, nie musimy o tym myśleć, mówi Vogel. To błyskawiczne działanie. Natomiast uniknięcie wysiłku umysłowego prawdopodobnie wymaga bardziej aktywnego procesu podejmowania decyzji.
      Oczywiście są sytuacje, gdy wysiłek umysłowy sprawia nam przyjemność. Celowo angażujemy się w rozwiązywanie krzyżówek czy sudoku. Ci uczestnicy opisywanego tutaj eksperymentu, którzy lubili tego typu rozrywki umysłowe, z większym prawdopodobieństwem wybierali test. Jednak w miarę, jak trudność N-back rosła, nawet i oni czasami woleli ból.
      W przyszłości podobne badania można prowadzić korzystając z testów badających różne rodzaje wysiłku umysłowego skojarzone z różnymi nieprzyjemnymi odczuciami, nie tylko bólem, ale nieprzyjemnymi zapachami, dźwiękami czy sytuacjami społecznymi. Wiemy, że w kwestii ludzkiej psychiki i dokonywania wyborów jest wiele jeszcze do zrobienia. Dość przypomnieć eksperyment z 2014 roku, gdy ludzie woleli zostać porażeni prądem o średnim natężeniu niż samotnie siedzieć w pokoju z własnymi myślami w głowie. Innym interesującym aspektem może być badanie w ten sposób różnic pomiędzy osobami zdrowymi, a osobami cierpiącymi na różne choroby, to zaburzeń nastrojów po chroniczny ból.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...