Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

W połączeniu z dietą o zmniejszonej zawartości tłuszczów nasyconych, orzechy włoskie mogą pomóc obniżyć ciśnienie u osób zagrożonych chorobą sercowo-naczyniową.

Zespół z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii badał wpływ zastąpienia części tłuszczów nasyconych orzechami włoskimi. Okazało się, że gdy ochotnicy stosowali dietę o obniżonej zawartości tłuszczów nasyconych i codziennie jedli całe orzechy, mieli niższe centralne ciśnienie tętnicze.

Jak tłumaczą Amerykanie, centralne ciśnienie to ciśnienie działające na narządy, np. serce. Wartość ta, podobnie jak ciśnienie mierzone tradycyjnie na ręku, zapewnia informacje nt. czyjegoś ryzyka wystąpienia choroby sercowo-naczyniowej.

Prof. Penny Kris-Etherton uważa, że skoro orzechy włoskie obniżają centralne ciśnienie tętnicze, obniżają również ryzyko choroby sercowo-naczyniowej.

Gdy badani jedli całe orzechy włoskie, doświadczali większych korzyści niż przy pozbawionej orzechów diecie o podobnym profilu kwasów tłuszczowych. Wydaje się więc, że orzechy zawierają jakiś ekstraskładnik - może jakiś związek bioaktywny, może włókna, a może jeszcze coś innego - którego nie zapewnia się, sięgając po same kwasy tłuszczowe.

Alyssa Tindall podkreśla, że badanie opisane na łamach Journal of the American Heart Association to jedno z pierwszych studiów, które mają wykazać, jakie składniki orzechów włoskich pomagają zadbać o zdrowie serca.

Orzechy włoskie zawierają kwas α-linolenowy (ALA), czyli związek z grupy wielonienasyconych kwasów tłuszczowych typu omega-3, który może korzystnie wpływać na ciśnienie. Chcieliśmy sprawdzić, czy to ALA stanowi główny czynnik zapewniający korzyści, czy też chodzi raczej o inny składnik bioaktywny orzechów, np. polifenole. Tak zaprojektowaliśmy nasze badanie, by przetestować, czy wymienione składniki działają addytywnie - opowiada Tindall.

W badaniu wzięło udział 45 osób z nadwagą bądź otyłością w wieku 30-65 lat. Przed rozpoczęciem studium przez 2 tygodnie wszyscy przestrzegali tej samej diety, w której 12% kalorii pochodziło z tłuszczów nasyconych (tak wygląda przeciętna amerykańska dieta). W ten sposób wiedzieliśmy, że gdy wystartowaliśmy z dietami eksperymentalnymi, orzechy i inne oleje roślinne zastąpiły tłuszcze nasycone.

Po diecie startowej ochotników wylosowano do 3 izokalorycznych diet eksperymentalnych. Jedna obejmowała całe orzechy włoskie, druga zawierała tę samą ilość ALA i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, ale była pozbawiona orzechów, trzecia, również bezorzechowa, zastępowała część ALA z orzechów kwasem omega-9 - kwasem oleinowym.

Standardowa dieta zachodnia składała się z 12% tłuszczów nasyconych, 7% kwasów wielonienasyconych i 12% jednonienasyconych. Dieta orzechowa zawierała 7% tłuszczów nasyconych, 16% wielonienasyconych, 3% ALA i 9% tłuszczów jednonienasyconych. Dieta nr 2 miała taki sam profil kwasów tłuszczowych. W diecie nr 3 można było znaleźć 7% nasyconych kwasów tłuszczowych, 14% wielonieniasyconych, 0,5% ALA i 12% kwasów jednonienasyconych.

We wszystkich dietach orzechy bądź oleje roślinne zastępowały 5% tłuszczów nasyconych z diety startowej (zachodniej). Ochotnicy przestrzegali każdej z diet przez 6 tygodni; pomiędzy nimi stosowano przerwy.

Po każdej diecie ochotników badano pod kątem centralnego ciśnienia skurczowego i rozkurczowego, sztywności naczyń tętniczych, a także poziomu cholesterolu.

Okazało się, że wszystkie diety miały pozytywny wpływ na czynniki sercowo-naczyniowe, jednak największe korzyści, w tym niższe rozkurczowe ciśnienie centralne, zapewniała dieta orzechowa.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdrowe jelita to klucz do silnej odporności, dobrego samopoczucia, wysokiej aktywności i zdrowej cery. Stan zapalny, zaburzenia perystaltyki, polipowatość, pasożyty i różne inne zaburzenia przewodu pokarmowego zaburzają prawidłowe funkcjonowanie tego narządu. Dlatego warto szukać odpowiedzi na pytanie, – aby mieć zdrowe jelita, co jeść? W przypadku jakichkolwiek problemów ze stanem jelit upośledzone jest również wchłanianie wielu składników odżywczych, co prowadzi do niedoborów witamin i minerałów. Ponadto mikrobiom jelitowy odpowiada za syntezę niektórych witamin, takich jak grupa B, a także za produkcję serotoniny, hormonu radości. Dowiedz się jak pomóc swoim jelitom!
      Na zdrowe jelita, co jeść, aby spełniały swoje funkcje?
      Ochronę jelit i utrzymywanie ich w zdrowiu można osiągnąć dzięki odpowiednim pokarmom. Oto najważniejsze z nich:
      Warzywa
      Pierwszą pozycją wśród pokarmów, które są dobre dla jelit, są warzywa. Odpowiednie są:
      •    Wszystkie rodzaje kapusty
      •    Szpinak
      •    Seler
      •    Rukola
      •    Babka lancetowata
      •    Liście i korzeń mniszka lekarskiego
      •    Boćwina.
      Wszystkie są doskonałymi prebiotykami. A czym jest prebiotyk? Jest pokarmem przyjaznej mikroflory jelitowej. Warto nadmienić o diecie Dąbrowskiej, w której warzywa odgrywają kluczową role. Zdaniem Dąbrowskiej proces głodówki (w tym wypadku ,,półgłodówki") zachodzi w momencie spożywania jedynie niesłodkich warzyw i owoców. To dzięki warzywom uzyskujemy odporność, dobre samopoczucie i energię. Ponadto warzywa są bogate w witaminę C i chlorofil, silne przeciwutleniacze i inne cenne składniki odżywcze.
      Błonnik gruby
      Przyczynia się do aktywnej pracy motoryki jelit, chroniąc przed zaparciami, oczyszczając jelita i usuwając z organizmu nadmiar cholesterolu. Rośliny strączkowe i zboża:
      •    Brązowy, dziki i czerwony ryż
      •    Kasza gryczana
      •    Komosa ryżowa
      •    Jęczmień i proso, soczewica, fasola, ciecierzyca
      •    Siemię lniane, chia i sezam.
      Wypełniają one organizm minerałami, aminokwasami i witaminami. Im więcej w diecie pokarmów zawierających rozpuszczalne i nierozpuszczalne (błonnik gruboziarnisty), tym lepiej będą się czuły jelita.
      Woda
      Płyny są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania jelit, ale ważne jest, aby kontrolować je podczas spożywania dużej ilości tłuszczu i błonnika. Konieczne jest, aby grube włókna wchłaniały wodę. Po spuchnięciu mogą z łatwością przesuwać się po ściankach jelita, oczyszczając je z resztek produktów przemiany materii. Inną ważną właściwością wody jest jej zdolność do nadawania elastyczności tkankom. Nie jest tajemnicą, że ludzkie ciało w 80 procentach składa się z wody, więc bez wody tkanki ciała wysychają i stają się twarde. Odpowiednie nawodnienie umożliwia łatwe rozciąganie i kurczenie ścian jelit, chroniąc je przed uszkodzeniem. Zdrowe jelita, co jeść i pić, aby zachować ich sprawność? Ważne jest, aby zrozumieć, że herbata, kawa, soki i napoje gazowane nie tylko nie dostarczają nam wody, ale wręcz przeciwnie, powodują jeszcze większe odwodnienie.Tylko czysta woda pitna ma korzystne właściwości, maksymalnie - z dodatkiem liści mięty, świeżych owoców lub plasterka cytryny.
      Produkty fermentowane
      Niezbędne jest uzupełnienie swojego jadłospisu pokarmami bogatymi w probiotyki - mikroorganizmy, które utrzymują zdrową równowagę mikrobioty w jelitach. Produkty te obejmują wszystkie produkty fermentowane i fermentowane:
      •    Kapusta kiszona
      •    Ocet jabłkowy
      •    Ogórki kiszone i inne.
      Pokarmy fermentowane zwiększają równowagę przyjaznych bakterii w mikrobiocie, co pomaga hamować wzrost patogenów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze z Dana-Barber Cancer Institute, Harvard Medical School (HMS) oraz Broad Institute of MIT and Harvard wykazali istnienie związku pomiędzy sygnaturą mutacji genu, która wskazuje na uszkodzenie DNA, z wysokim spożyciem czerwonego mięsa i zwiększonym odsetkiem zgonów u osób cierpiących na raka jelita grubego (CRC). Ich badania mogą doprowadzić do nowych testów na CRC i pomóc w opracowaniu metod leczenia.
      Naukowcy pracowali pod kierunkiem profesora Mariosa Giannakisa z HMS. Przeprowadzili oni pełne sekwencjonowanie genomów prawidłowych oraz nowotworowych tkanek jelita grubego pobranych od setek osób cierpiących na raka jelita grubego. Dzięki temu po raz pierwszy udało się zidentyfikować alkilującą sygnaturę mutacji w komórkach jelita i połączyć ją ze spożyciem czerwonego mięsa oraz mutacjami prowadzącymi do nowotworu.
      To wskazuje, że spożycie czerwonego mięsa może powodować alkilujące uszkodzenia, które z kolei prowadzą do wywołujących nowotwór mutacji genów KRAS i PIK3CA, prowadząc do rozwoju raka jelita grubego. To już kolejne badania wskazujące na spożycie czerwonego mięsa jako czynnika rozwoju raka jelita grubego. Dają one tez nadzieję, na rozwój metod zapobiegania, wykrywania i leczenia tej choroby, mówi Giannakis.
      Po raz pierwszy mamy tutaj zatem sygnaturę mutacji w jelicie grubym powodowaną ze składnikiem diety i kolejne potwierdzenie roli czerwonego mięsa w inicjowaniu i rozwoju raka jelita grubego, stwierdzają autorzy badań.
      Od pewnego czasu wiadomo, że konsumpcja przetworzonego mięsa i czerwonego mięsa jest czynnikiem ryzyka dla raka jelita grubego, mówi Giannakis. Uczony przypomina, że w 2015 roku International Agency for Research on Cancer uznała przetworzone mięso za czynnik rakotwórczy, a czerwone mięso za prawdopodobnie rakotwórczy. Testy na modelach przedklinicznych wskazywały, że spożycie czerwonego mięsa może prowadzić do tworzenia się karcynogenów w jelicie grubym, jednak nie wykazano bezpośredniego związku molekularnego pomiędzy spożyciem czerwonego mięsa a nowotworem.
      Brakowało potwierdzenia, że specyficzne mutacje u osób cierpiących na raka jelita grubego są powiązane ze spożyciem czerwonego mięsa. Zidentyfikowanie zmian molekularnych powodowanych przez czerwone mięso, które prowadzą do rozwoju nowotworu, nie tylko potwierdza rolę tego produktu w zachorowaniu na raka jelita grubego, ale również daje nadzieję na jego leczenie i zapobieganie.
      W ramach swoich badań naukowcy przeprowadzili pełne sekwencjowanie par tkanek nieleczonego guza jelita grubego oraz prawidłowej tkanki jelita pobranych od 900 osób cierpiących na CRC. Każdy z pacjentów dostarczył też informacji na temat swojej diety, stylu życia i innych czynników w latach poprzedzających zdiagnozowanie nowotworu. Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące spożycia różnych rodzajów mięsa przez pacjentów.
      Analiza DNA wykazała obecność wielu mutacji zarówno w tkance zdrowej jak i nowotworowej, w tym sygnatury wskazujące na alkilację, uszkodzenie DNA. Okazało się, że występowanie alkilacji było silnie powiązane ze spożyciem przez badanych przetworzonego i nieprzetworzonego czerwonego mięsa w latach poprzedzających diagnozę. Nie było natomiast związku pomiędzy alkilacją, a spożywaniem drobiu, ryb czy stylem życia i innymi wziętymi pod uwagę czynnikami. Wszelkie zmienne dotyczące czerwonego mięsa wykazywały silny dodatni związek z jego spożyciem a uszkodzeniem DNA prowadzącym do raka.
      Co więcej, spożycie czerwonego mięsa nie wykazywało powiązania z żadnymi innymi mutacjami w CRC. Dodatkowo nic innego, w tym spożycie innych rodzajów mięsa, BMI, spożycie alkoholu, palenie papierosów, poziom aktywności fizycznej, nie wykazywało powiązania z alkilacją DNA.
      Naukowcy wykorzystali następnie modele, na podstawie których stwierdzili, że mutacje wywoływane alkilacją najprawdopodobniej oddziałują na geny KRAS i PIK3CA. Przyjrzeli się więc jeszcze raz guzom nowotworowym. Stwierdzili, że w tych przypadkach raka jelita grubego, w których występowały mutacje KRAS G12D, KRAS G13D oraz PIK3CA E545K – a są to mutacje najczęściej spotykane w raku jelita grubego – poziom alkilacji jest znacząco wyższy niż w guzach bez tych mutacji.
      Autorzy badań zauważyli też związek pomiędzy sygnaturą alkilacji a przeżywalnością pacjentów. U pacjentów z najwyższym poziomem alkilacji odsetek zgonów był o 47% wyższy niż u pacjentów z niższym poziomem tego typu uszkodzeń.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kwas dokozaheksaenowy (DHA), należący do grupy nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, jest ważny dla prawidłowego funkcjonowania mózgu, wzroku i regulowania stanu zapalnego. Kwasy omega-3 są też wiązane ze zmniejszeniem ryzyka występowania nowotworów. Naukowcy z Uniwersytetu Katolickiego w Louvain (UCLouvain) zidentyfikowali właśnie mechanizm, który powoduje, że DHA i podobne doń kwasy tłuszczowe spowalniają wzrost guzów nowotworowych.
      Uczeni wykazali, że u myszy karmionych dietą bogatą w DHA guzy nowotworowe rozwijały się znacznie wolniej niż w przypadku zwierząt, którym podawano jednonienasycone kwasy tłuszczowe. To wskazuje, że ten wielonienasycony kwas tłuszczowy działa selektywnie przeciwnowotworowo i może uzupełniać leczenie farmakologiczne, mówi profesor Olivier Feron, który stał na czele grupy badawczej.
      Naukowcy od dawna próbują zbadać właściwości przeciwnowotworowe kwasów omega-3. Jednak nie nie jest to łatwe, a interpretowanie dotychczas uzyskanych wyników badań również sprawia trudności, gdyż ich autorzy korzystają z różnych kwasów wielonienasyconych, w różnych ilościach i podawanych w różny sposób.
      W 2016 roku zespół profesora Ferona, który specjalizuje się w onkologii, odkrył, że komórki w kwasowym środowisku guzów nowotworowych zastępują glukozę lipidami w roli źródła energii, które pozwala im na przeprowadzanie podziału. W ubiegłym roku informowaliśmy zaś, że kwaśne środowisko sprzyja przerzutom nowotworowym.
      W 2020 roku ten sam zespół zauważył, że takie komórki są najbardziej agresywne i nabywają zdolności do opuszczania guza i tworzenia przerzutów. W tym samym czasie inny uczony z Louvain, Yvan Larondelle z wydziału bioinżynierii, którego zespół pracuje nad ulepszonymi źródłami lipidów w diecie, zaproponował Feronowi wspólny projekt badawczy. Miał on polegać na sprawdzeniu zachowania komórek nowotworowych w obecności różnych kwasów tłuszczowych.
      Okazało się, że komórki nowotworowe pochodzące z obszarów guza, w których występuje środowisko kwasowe, w różny sposób reagują na różne kwasy tłuszczowe. Szybko odkryliśmy, że niektóre kwasy tłuszczowe stymulują rozrost komórek nowotworowych, a inne je zabijają, mówi naukowcy. Ich najważniejszym spostrzeżeniem było stwierdzenie, że DHA zatruwa komórki nowotworowe.
      Na potrzeby swoich badań naukowcy z UCLouvain wykorzystywali trójwymiarowe hodowle komórek nowotworowych. W obecności DHA komórki najpierw rosły, a później dochodziło do ich implozji. Odkryliśmy, że wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, ale również omega-6, powodowały śmierć komórek nowotworowych. U myszy z guzami nowotworowymi karmionych dietą wzbogaconą o DHA guzy rozwijały się wolniej niż u myszy na konwencjonalnej diecie.
      Analizy wykazały, że DHA działa na komórki nowotworowe za pośrednictwem mechanizmu zwanego ferroptozą. To forma śmierci komórkowej, dla której charakterystyczny jest wzrost poziomu nadtlenków lipidów. Im więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych w komórce, tym większe prawdopodobieństwo ich utlenienia.
      Normalnie w kwasowym środowisku guza komórki przechowują kwasy tłuszczowe w postaci kropli, co chroni je przed utlenianiem. Jednak w obecności dużych ilości DHA komórka zostaje przeciążona i nie jest w stanie odpowiednio przechowywać DHA, który ulega utlenieniu i zabija komórkę.
      Naukowcy przeprowadzili dodatkowe eksperymenty, w czasie których wykorzystali inhibitor metabolizmu lipidów, co jeszcze bardziej wzmocniło zjawisko niekorzystne dla komórek nowotworowych, przy okazji potwierdzając, że mechanizm działania DHA został dobrze zidentyfikowany.
      Dostarczyliśmy dowodów wskazujących, że ferroptoza jest wzmacniana, gdy znajdujące się w kwasowym środowisku komórki nowotworowe nie są w stanie poradzić sobie ze zwiększoną podaż wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, co naraża je na niekorzystne skutki utleniania. Dodatkowo naukowcy wykazali, że ilość wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, którą należałoby przyjąć, by wywołać śmierć komórek nowotworowych, można zredukować podając inhibitory metabolizmu lipidów.
      Odkrycie może doprowadzić do opracowania nowych strategii walki z nowotworami. Dodatkowo naukowcy przypominają, że rekomendowana dzienna ilość DHA w diecie powinna wynosić co najmniej 250 mg dla osoby dorosłej. Tymczasem przeciętny dorosły przyjmuje 50–100 mg DHA dziennie.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się w artykule Peroxidation of n-3 and n-6 polyunsaturated fatty acids in the acidic tumor environment leads to ferroptosis-mediated anticancer effects

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Spadek różnorodności roślin i zanik niektórych gatunków przyczynia się do wymierania owadów zapylających. Larwy pszczół, także dziko żyjących, muszą spożywać potas, sód i cynk, żeby przeżyć i zdrowo się rozwijać – wykazały badania nad funkcjonowaniem pszczoły - murarki ogrodowej.
      Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego udowodnili, że wiele zapylaczy, w tym pszczoły, nie ma dostępu do zbilansowanej diety, koniecznej dla ich przetrwania. Środowiska, w których żyją pszczoły, są zmieniane przez człowieka. Spada zarówno ilość jak i jakość odżywcza dostępnego pyłku, który powinien zawierać składniki kluczowe dla zdrowia i życia pszczół. Niedobór potasu, sodu i cynku w pyłku kwiatowym sprawia, że owady częściej umierają, nie zawsze potrafią wytworzyć kokon i osiągają mniejsze rozmiary ciała jako dorosłe osobniki.
      W badaniach skupiono się na gatunku dzikiej pszczoły – murarce ogrodowej. W przeciwieństwie do swoich społecznych kuzynów, jak trzmiele i pszczoła miodna, należy ona do pszczół samotnych. Nie żyje w ulach, nie tworzy rodzin, nie produkuje miodu, nie posiada robotnic usługujących królowej i nie wychowuje wspólnie potomstwa. Samice murarki składają jaja na zebranej wcześniej mieszance nektaru i pyłku, zmagazynowanej w komórce gniazdowej i zamurowanej błotem. Z jaj wykluwają się larwy, które żywią się zgromadzonym pyłkiem, przepoczwarzają i hibernują w postaci dorosłej w kokonach niemal rok, aby wiosną znowu zapewnić nowe pokolenie.
      Zespół z UJ karmił larwy murarek różnymi rodzajami pyłku: albo o zbilansowanej, pełnej zawartości mikroelementów, albo pyłku zawierającego za mało sodu, potasu lub cynku, po czym badał wpływ diety na cechy historii życiowych pszczół: śmiertelność, masę ciała i wykształcenie prawidłowego kokonu.
      Okazało się, że niedobór potasu wywoływał podobny efekt u obu płci: zwiększał śmiertelność, redukował masę ciała dorosłych i powodował niedorozwój kokonów. Dodatek soli potasowej do diety ubogiej w ten pierwiastek polepszał przeżywalność i poprawiał jakość kokonów, ale nie udało się już uzyskać prawidłowej masy okazów dorosłych.
      Niedostatek sodu wyraźnie zwiększał śmiertelność murarek obu płci. Dodanie chlorku sodu nie skutkowało zwiększoną przeżywalnością, ale u samic powodowało zwiększoną masę.
      Z kolei zawartość cynku w pyłku kwiatowym najsilniej wpływała na samce. Pokarm o obniżonym stężeniu cynku skutkował ich większą śmiertelnością oraz mniejszą masą.
      W kolejnym badaniu analizowano tzw. budżet pierwiastkowy murarki ogrodowej. Dla atomów dwunastu najważniejszych pierwiastków badacze wyliczyli proporcję ich asymilacji z pokarmu do ciała, alokację w struktury ciała i w kokon, i wreszcie proporcję w jakiej są wydalane.
      Zrozumienie tych zależności jest ważne, ponieważ pozwala naukowcom poznać znaczenie odpowiednio zbilansowanej diety dla funkcjonowania dzikich pszczół i pozwala na przewidywanie jak zdrowe będą pszczoły zasiedlające różne środowiska – oceniają dr Michał Filipiak i Zuzanna Filipiak, autorzy publikacji podsumowującej wyniki badań.
      Ich zdaniem całościowe spojrzenie na zdrowie pszczół może ujawnić niedostrzegalne wcześniej zależności między roślinami i owadami, kształtujące funkcjonowanie całego łańcucha pokarmowego. Wiedzę o tym, że bilansowanie diety i dostęp do odpowiednich gatunków pyłku kształtuje populacje pszczół, można wykorzystać w działaniach na rzecz ochrony i poprawy bazy pokarmowej pszczół.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wysokokaloryczna dieta, składająca się z dużej ilości przetworzonej żywności może prowadzić m.in. do niealkoholowego stłuszczenia wątroby. Przejawy tego schorzenia może łagodzić spożywanie bogatych w polifenole malin. Na ile skuteczna to pomoc sprawdzają naukowcy z Olsztyna.
      Polska jest jednym ze światowych liderów w produkcji malin. Owoce te są uznawane za bogate źródło przeciwutleniaczy, głównie ze względu na wysoki poziom korzystnych dla zdrowia tzw. związków polifenolowych. Oprócz silnych właściwości antyoksydacyjnych (przeciwutleniających), polifenole z malin wykazują również inne korzystne działania, w tym przeciwzapalne, modulujące profil mikrobioty przewodu pokarmowego oraz wykazujące potencjalne działanie przeciwnowotworowe.
      Już od dłuższego czasu w Zakładzie Biologicznych Funkcji Żywności Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie zajmujemy się zagospodarowaniem odpadów poprodukcyjnych z przetwórstwa owoców np. malin – mówi PAP dr Bartosz Fotschki.
      Wstępne badania in vitro przeprowadzone przez jego zespół na liniach komórkowych hepatocytów, czyli komórkach wątroby, wykazały, że polifenole z malin mogą regulować mechanizmy związane z rozwojem stanów zapalnych i rozwojem niealkoholowego stłuszczenia wątroby (NAFLD). To jedno z najczęstszych zaburzeń funkcjonowania wątroby na świecie, dotykające ok. 15-30 proc. populacji. Tego rodzaju otłuszczenie wątroby powodowane jest dietą o zwiększonej kaloryczności, szczególnie u ludzi mieszkających w krajach ekonomicznie rozwiniętych, z łatwym dostępem do wysoko przetworzonego pożywienia.
      Teraz chcielibyśmy spróbować potwierdzić ten efekt działania polifenoli z malin w bardziej skomplikowanym układzie, jakim są organizmy żywe – mówi PAP dr Fotschki. Dlatego, w ramach projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki, zbada on wpływ diety wzbogaconej preparatem polifenolowym z malin na aktywność mikrobioty w przewodzie pokarmowym i parametry biorące udział w regulacji zaburzeń związanych z NAFLD.
      Naukowcy zbadają wpływ suplementacji diety różnymi dawkami ekstraktu polifenolowego oraz połączenia ekstraktu z preparatami błonnikowymi na aktywność mikrobioty, metabolizm polifenoli i mechanizmy regulujące zaburzenia funkcjonowania wątroby zwierząt z zaburzeniami metabolicznymi.
      Zależy mi na tym, by znaleźć bioaktywne składniki diety, które mogłyby być wykorzystane w łagodzeniu zaburzeń metabolicznych. Rzeczywiście, kiedy mamy stwierdzone poważne zaburzenia związane ze stłuszczeniem wątroby i lekarz zaleca leczenie, to aby wesprzeć leczenie farmakologiczne możemy zmienić swoją dietę np. poprzez wzbogacenie jej w polifenole pochodzące z soku czy ekstraktu z malin oraz błonnik – podkreśla rozmówca PAP.
      Z polifenolami jest jednak pewien problem. Zaobserwowaliśmy, że polifenole z malin mają działanie, które polega na hamowaniu aktywności bakterii występujących w naszym przewodzie pokarmowym. Kluczową rolę w prozdrowotnym działaniu tych związków odgrywają metabolity polifenoli, które powstają dzięki bakteriom przewodu pokarmowego. Dlatego zwiększenie zawartość polifenoli w diecie nie odzwierciedla spodziewanych korzyści zdrowotnych związanych z spożywaniem tych związków – opisuje badacz.
      Co więc zrobić, by ich działanie hamujące aktywność bakterii w przewodzie pokarmowym było ograniczone lub zniwelowane? Zespół z Olsztyna szuka takich interakcji między związkami, które pomogłyby zwiększyć prozdrowotne działania np. malin. W połączeniu z prebiotykiem można byłoby potęgować to działanie. Tym samym zwiększyłoby się wykorzystanie potencjału prozdrowotnego polifenoli malin, co prawdopodobnie pozwoliłoby na uzyskanie silniejszego efektu łagodzenia zaburzeń metabolicznych bez potrzeby zwiększenia spożycia źródła bioaktywnych związków, jakim są maliny. Można przypuszczać, że korzystny efekt związany z spożyciem malin mógłby wystąpić przy spożyciu ok. szklanki soku lub 2 szklanek świeżych malin w ciągu dnia – opisuje badacz.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...