Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Pasieka z Notre Dame również przetrwała

Recommended Posts

Pszczelarz z Notre Dame poinformował, że jego pasieka i 200 000 zamieszkujących ją pszczół przetrwały pożar. Pszczoły żyją. Dopiero dzisiaj rano się o tym dowiedziałem, mówi Nicolas Geant, który dba o owady trzymane na dachu zakrystii. Początkowo myślałem, że ule się spaliły. Późnej na zdjęciach satelitarnych zobaczyłem, że są całe, a dzisiaj rzecznik prasowy katedry powiedział mi, że widział pszczoły wylatujące z uli i wracające do nich, powiedział Geant.

Pszczelarz mówi, że gatunek, którym się opiekuje nie porzuca ula i nie zostawia królowej. Gdyby więc ule płonęły, pszczoły zginęłyby wraz z nimi.

Z każdego ula w Notre Dame produkowane jest około 25 kilogramów rocznie. Jest on sprzedawany pracownikom i duchownym z katedry.

W Paryżu pszczoły pasieki stają się coraz bardziej popularne. Są ustawiane w wielu miejscach, nawet tych nieoczywistych, jak Paryska Opera.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas prac archeologicznych prowadzonych przed zainstalowaniem rusztowań potrzebnych do odbudowy drewnianej kalenicy w katedrze Notre Dame natrafiono na kilka pochówków i ołowiany antropomorficzny sarkofag. Do odkrycia doszło w miejscu, gdzie transept krzyżuje się z nawą.
      Wykopaliska rozpoczęły się 2 lutego br. i są prowadzone przez Institut national de recherches archéologiques préventives (INRAP). W związku ze znaleziskami przedłużono je do 25 marca.
      Wg francuskiego Ministerstwa Kultury, pochówki mają dużą wartość naukową. Wydaje się, że sarkofag wykonano w XIV w. dla dygnitarza.
      Tuż pod poziomem podłogi dzisiejszej katedry znaleziono także fragmenty oryginalnego polichromowanego XIII-wiecznego lektorium. Warto dodać, że w połowie XIX w. Eugène Emmanuel Viollet-le-Duc znalazł inne jego elementy, które są obecnie wystawiane w Luwrze.
      Ekipa posłużyła się miniaturową kamerą, dzięki której można było zajrzeć do powyginanego pod ciężarem ziemi i kamieni sarkofagu. Można dostrzec kawałki tkaniny, włosy oraz liście [...] - opowiada kierownik wykopalisk Christophe Besnier. Fakt, że rośliny nadal się tam znajdują, oznacza, że ciało również jest zapewne dobrze zachowane.
      Dominique Garcia z INRAP-u podkreśla, że znalezisko pomoże lepiej zrozumieć średniowieczne praktyki pogrzebowe.
      Do odkrycia doszło w związku z przygotowaniami do zamontowania rusztowania, które zostanie wykorzystane podczas rekonstrukcji iglicy. Podczas oceny stabilności podłoża natrafiono na system grzewczy z XIX w. - sarkofag leżał pomiędzy ceglanymi rurami.
      Piętnastego kwietnia 2019 r. w Notre Dame wybuchł pożar. Spowodował on ogromne zniszczenia. Zawaliła się m.in. iglica katedry. Otwarcie po odbudowie jest planowane na 2024 r.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Anna Tomańska, studentka Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu (UPWr), bada komunikację pszczół. Chce sprawdzić, jakie dźwięki wydają, gdy są zadowolone, zaniepokojone czy chore. Interesuje się też wykorzystaniem nowoczesnych urządzeń w hodowli tych owadów. Jej wnioski mogą być bardzo przydatne dla pszczelarzy.
      Tomańska interesuje się pszczelarstwem od 2 lat. Sporo zawdzięcza w tym zakresie opiekunowi projektu, prof. UPWr, dr. hab. Pawłowi Chorbińskiemu. Pan profesor to autorytet w dziedzinie pszczelarstwa i potrafi skutecznie zarażać swoją pasją – podkreśla studentka.
      Już wcześniej interesowałam się bioakustyką. Wspólnie z inżynierem dźwięku i producentem radiowym z Wielkiej Brytanii Philipem Millem napisaliśmy artykuł o nagrywaniu dźwięków przyrody i technologiach. To wtedy, w naszych rozmowach, po raz pierwszy pojawił się temat pszczół. Pomyślałam, że dźwięki z wnętrza ula mogą być nie tylko fascynujące, ale niezwykle ciekawe pod kątem testowania nowoczesnych urządzeń w hodowli tych owadów.
      Gdy o pomyśle dowiedział się prof. Chorbiński, namówił Tomańską, by zgłosiła się do programu stypendialnego "Magistrant wdrożeniowy na UPWr".
      Studentka wykorzystała drewniane ule wielkopolskie. Wygłuszyła je za pomocą pianki akustycznej, a następnie zainstalowała elektronikę (czujniki ciepła i wilgotności). Ule znajdują się w powstającej właśnie nowoczesnej pasiece w Górach Sowich.
      Tomańska przez kilka miesięcy nagrywała dźwięki z ula, a także rejestrowała zmiany temperatury i wilgotności.
      Pszczoły nie tylko bzyczą, w ulu słychać też np. ich tupanie oraz komunikację. Ta ostatnia jest fascynująca, dlatego chcemy sprawdzić, czym będzie różnić się, kiedy np. w ulu będzie matka z mniejszą/większą liczbą robotnic, sama matka albo dwie matki. Chcemy wyselekcjonować dźwięki, jakie wydają spokojne pszczoły, od tych, które słychać, gdy są zaniepokojone - tłumaczy studentka. Podobnie z temperaturą: w jakich sytuacjach spada, a kiedy rośnie. Analiza i wnioski z tych badań z pewnością pomogą pszczelarzom. Będą mogli na odległość, za pomocą elektroniki, zapobiegać niebezpiecznym sytuacjom w pasiece - dodaje.
      Kilkunastominutowego audioeseju o pszczołach miodnych, który powstał w ramach projektu "Magistrant wdrożeniowy", można wysłuchać dzięki Radiu Warroza.
       

      Owocem współpracy Tomańskiej i Milla jest ebook "Bioakustyka". Jak podkreślono w opisie książki, jest to krótki przewodnik, który pomoże Ci postawić pierwsze kroki w nagrywaniu przyrody. W listopadzie zeszłego roku w paśmie gościnnym Radia Kapitał zadebiutowała też ich audycja o Borach Tucholskich.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obustronny rysunek, który został kupiony przez prywatnego kolekcjonera z Francji, zidentyfikowano jako jedną z nielicznych kartek, jakie ocalały z notatnika młodego Petera Paula Rubensa. "Notatnik teoretyczny" Rubensa spłonął w pożarze w 1720 r. Dotąd sądzono, że przetrwały tylko 2 kartki (są one skarbami kolekcji w Londynie i Berlinie), jednak dom aukcyjny Sotheby's zaanonsował, że potwierdzono autentyczność 3. kartki. Jej licytację zaplanowano na 7 lipca.
      Anonimowy kupiec nabył dzieło za dość niewielką kwotę. Obecnie szacuje, że się zostanie ono zlicytowane za 400-600 tys. funtów.
      Gregory Rubinstein z domu aukcyjnego Sotheby's podkreśla, że notatnik był czymś więcej niż szkicownikiem i ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia Rubensa. Młody artysta zaczął go prowadzić podczas swojego pobytu we Włoszech w latach 1600-08. Dzięki jego pasji po ok. 15 latach zawierał on liczne rysunki, notatki i fragmenty tekstów w różnych językach, ujawniając poglądy artysty nt. optyki, symetrii, proporcji, anatomii, a nawet ludzkiej świadomości.
      Opisywał w nim wszystko, co widział, a także swoje przemyślenia oraz pomysły związane z estetyką, każdym aspektem sztuki oraz różnymi rzeczami, które przychodziły mu do głowy.
      W pewnym momencie słynny notatnik trafił w ręce Charlesa André Boulle'a, projektanta mebli i ebenisty, który pracował na dworze Ludwika XIV. Niestety, Theoretical notebook (in. Pocketbook) został strawiony przez pożar, który wybuchł w warsztacie rzemieślnika.
      Historycy sztuki wiedzą, co znajdowało się w notatniku, ponieważ współpracownicy i uczniowie malarza sporządzali kopie. Jako najbardziej znana wymieniana jest kopia Anthony'ego van Dycka (Antwerp Sketchbook); obecnie jest ona przechowywana w Chatsworth House w Wielkiej Brytanii. Trzy kartki zachowane z notatnika Rubensa musiały zostać dość wcześnie usunięte z oryginalnego woluminu. Jeśli chodzi o 3. kartkę, która ma zostać zlicytowana przez Sotheby's, ze względu na ślad francuski wydaje się, że pozostała w notatniku mniej więcej do czasu, gdy w jego posiadanie wszedł Boulle.
      Rysunek jest obustronny. Na stronie przedniej (recto) widnieją nimfa i satyr; nimfa wyciąga rękę w kierunku hermy z satyrem. Motyw został skopiowany z lewej części fryzu rzymskiego z drugiej połowy II w. Obecnie zabytek znajduje się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Neapolu, ale gdy rysował go Rubens, można go było zobaczyć w Pałacu Farnese w Rzymie.
      Na stronie odwrotnej (verso) widnieją różne postaci; jedną z nich jest pozbawiony głowy żołnierz. Został on skopiowany z fresku "Śmierć Penteusza", namalowanego przez Daniele da Volterrę w Pałacu Farnese ok. 1548 r.
      Pozostałe kartki z oryginalnego notatnika znajdują się w Instytucie Courtaulda w Londynie i Kupferstichkabinett w Berlinie. Instytut Courtaulda może się poszczycić posiadaniem studium postaci Heraklesa Farnezyjskiego (na jednej stronie widać szkice, na drugiej dość długi tekst po łacinie). W Berlinie znajduje się natomiast kartka, na której widnieją m.in. szkice i notatki dotyczące prac Rafaela.
      Jak podkreślił Rubinstein, francuski kolekcjoner zdecydował się na kupno, bo stwierdził, że rysunek wygląda rubensowsko. Ostateczne potwierdzenie, że 3. kartka rzeczywiście wyszła spod ręki Rubensa, zapewnił prof. Arnout Balis z Centrum Rubenianum w Antwerpii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mniej niż na początku przypuszczano ucierpiała przyroda w pożarze, do którego doszło przed rokiem w Biebrzańskim Parku Narodowym – ocenia dyrektor tego parku Artur Wiatr. Zaznaczył, że dopiero za kilka lat będzie można mówić o tym dokładniej, bo trwają badania naukowe.
      Pożar bagiennych łąk i lasu w tzw. basenie środkowym Biebrzańskiego PN trwał od 19-26 kwietnia 2020 r. Był to największy pożar w historii tego największego polskiego parku narodowego. Ogniem było objętych ok. 5,5 tys. ha parku i otuliny.
      W akcji gaśniczej wzięło udział ok. 1,5 tys. strażaków zawodowych i ochotników, pomagali żołnierze WOT, służby parku, leśne, okoliczni mieszkańcy. Do gaszenia używano samolotów i śmigłowców Lasów Państwowych, policji i Straży Granicznej.
      Dyrektor Biebrzańskiego PN Artur Wiatr mówił po roku od pożaru, że było to zdarzenie tak duże, że musiało zostawić ślad w przyrodzie, ale dotychczasowe obserwacje i prowadzone badania wskazują, że szkody są mniejsze niż przypuszczano przed rokiem. Dodał, że spłonęły drobne zwierzęta, które nie miały szans, by uciec przed ogniem, m.in. owady, gryzonie, zniszczone zostały też pierwsze lęgi ptaków.
      To była ta nieodwracalna strata. Natomiast teraz z perspektywy roku patrzymy na to też już troszeczkę inaczej i rzeczywiście w relacji do ogromu tego pożaru i do tego, co widzieliśmy (...) można powiedzieć, że ogień obszedł się z nami łaskawie w relacji do szkód przyrodniczych i były one relatywnie niewielkie w stosunku do tego, jakie mogłyby być. Taki jest generalny wniosek – powiedział PAP Artur Wiatr.
      Zaznaczył, że program badawczy „Biebrza po pożarze” będzie trwał 5 lat i dopiero gdy się zakończy, będzie czas na konkretne wnioski. Czas jest tutaj bardzo ważną płaszczyzną, która musi być wzięta pod uwagę, bo wyciąganie wniosków po jednym sezonie byłoby wręcz nieuprawnione – zaznaczył.
      Dodał, że ważne jest to, że na otwartej przestrzeni pożarzyska ogień nie dotarł do torfu. Na szczęście nie. Jeśli były, to naprawdę na niewielką skalę pojedyncze miejsca – mówił dyrektor parku. Wiatr zwraca uwagę, że pożar miał miejsce w drugim z rzędu suchym roku, gdy wiosną wody w dolinie Biebrzy było mało, panowała susza. W związku z tym, na tych zdegradowanych torfach, tam, gdzie porastały lasy brzozowe czy olszowe, to tam, te spalenia wgłębne mogły być trochę większe, ponieważ to był już nie torf tylko mursz, w związku z tym wokół korzeni tych drzew, ten mursz się wypalał – ocenił Wiatr. Jego zdaniem skala tego zjawiska jest zauważalna w niektórych fragmentach lasu, ale niemająca większego znaczenia.
      Przede wszystkim nie możemy mówić o jakiejś katastrofie ekologicznej – zaznaczył Wiatr w kontekście braku pożaru torfu. Dodał, że właśnie ochrona torfowisk to jeden z głównych celów i działań ochronnych parku, a ich zniszczenie byłoby wręcz nieodwracalną stratą przyrodniczą.
      Równolegle do badań przyrodniczych prowadzone są opracowania związane z zabezpieczeniem przeciwpożarowym ekosystemów nieleśnych doliny Biebrzy. Ich efektem jest już np. wstępna mapa tzw. palności tych miejsc. Artur Wiatr tłumaczył, że mapa powstała z nałożenia różnych dostępnych danych i materiałów, m.in. zdjęć lotniczych, wyników wcześniejszych badań, map siedliskowych, są pobierane próbki w terenie, a materiał jest sprawdzany pod względem palności.
      Olbrzymia ilość substancji palnej w postaci biomasy, którą mamy w dolinie (....) turzyce, trawy, one mają określony stopień palności, w związku z tym stanowią zagrożenie. Badając, jak to wygląda od strony strukturalnej, rodzaju roślinności (...) można cały teren skategoryzować takim czynnikiem, który określiliśmy jako klasa palności – tłumaczył Wiatr.
      Park zaplanował doposażenie w różny sprzęt ochrony przeciwpożarowej. Zakupy mają być możliwe w ramach projektu, na który prawie 5 mln zł park ma dostać z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Nie jest jeszcze podpisana umowa. Mają być kupione np. pojazdy specjalistyczne mogące dotrzeć w miejsca trudno dostępne, ciągnik z beczkowozem, ale też drony, wybudowane wieże obserwacyjne do monitoringu zagrożenia pożarowego, łączność.
      Pożar oprócz tego, że był trudnym doświadczeniem, był też także pewnego rodzaju poligonem. Tak duża skala wymagała bardzo często niestandardowego podejścia wielopłaszczyznowego – powiedział Artur Wiatr. Wskazał, że po pożarze pracownicy parku bardzo często spotykają się ze strażą pożarną, samorządami lokalnymi, rozmawiając o bieżących potrzebach, np. remontach dróg dojazdowych.
      W akcji gaśniczej były wykorzystywane samoloty. Artur Wiatr poinformował, że zawarto porozumienia w tej sprawie z Lasami Państwowymi nie tylko w Białymstoku, ale także w Olsztynie, Toruniu i Katowicach.
      W gaszeniu pożaru przed rokiem licznie pomagali też strażacy ochotnicy. Do lokalnych jednostek, po przeprowadzonej wtedy zbiórce publicznej, na sprzęt trafiło ok. 3,5 mln zł.
      Śledztwo ws. pożaru prowadziła prokuratura. Przyjęte były dwie główne hipotezy – umyślne bądź nieumyślne podpalenie. Biegły z zakresu pożarnictwa, powołany w tym postępowaniu, przyczynę pożaru opisał jako noszącą cechy umyślnego zaprószenia ognia w kilku miejscach. Śledztwo zostało jednak umorzone, bo nie udało się ustalić sprawców podpalenia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W czasie gdy strażacy walczyli z pożarem dachu, zespół medyczny ze szpitala w Błagowieszczeńsku kontynuował zabieg na otwartym sercu. Operację można było kontynuować dzięki oddymiającym wentylatorom i awaryjnej linii zasilającej. Zabieg był prowadzony na parterze (na szczęście nie docierała tu woda wykorzystywana przez strażaków).
      W akcji gaśniczej brało udział ok. 60 strażaków i 28 jednostek sprzętu. Z dachu obiektu unosił się czarny dym. Ewakuowano ponad 120 osób, w tym 67 pacjentów. Poza tym wyniesiono wartościowy sprzęt medyczny.
      Operacja zakończyła się pomyślnie. Stan przewiezionego do innego szpitala chorego jest ponoć stabilny.
      Musieliśmy ocalić tego człowieka i zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy - podkreśla główny chirurg Walentin Fiłatow. W 2-godzinnej operacji wziął udział 8-osobowy zespół. Zabieg rozpoczął się tuż przed wybuchem pożaru. Lekarka Antonina Smolina dodała, że ekipa zachowała zimną krew i nie doszło do wybuchu paniki.
      Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ujawniło, że szpital zbudowano w 1907 r. i że ogień rozprzestrzeniał się po drewnianym stropie lotem błyskawicy. Wydaje się, że przyczyną zdarzenia było zwarcie.
      Gubernator obwodu amurskiego Wasilij Orłow pochwalił profesjonalizm zarówno zespołu lekarsko-pielęgniarskiego, jak i strażaków.
      Warto dodać, że to jedyny szpital w regionie ze specjalistycznym oddziałem kardiologicznym.
       

       


      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...