Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Przed końcem wieku połączymy nasze mózgi z chmurą obliczeniową?

Recommended Posts

20 godzin temu, ex nihilo napisał:

A bardziej ogólnie - nadmiar wiedzy często przeszkadza, szczegónie, kiedy trzeba szybko wykombinować coś niestandardowego

Dość kontrowersyjne stwierdzenie. Na pewno utrudnia wyjście poza schemat, bo dostarcza znanych rozwiązań. Co co egzaminów na farcie, to mnie zdziwiłeś. Ja miałem dokładnie odwrotnie, jak szedłem na egzamin pewny siebie to zawsze była to katastrofa. Co zgadza się z badaniami psychologicznymi - idiota nie wie że jest idiotą i nie da się przekonać, że jest inaczej, czego dowody mamy tu na KW w dużych ilościach :D

Dobre przygotowanie uświadamia granice wiedzy i rozmiary niewiedzy :) I to z powodu tej drugiej trzęsiemy zadem w obawie przed ośmieszeniem.

 

5 godzin temu, wilk napisał:

faktyczne wgrywanie wiedzy i wspomnień”

No to ma wielki walor rozrywkowy. Total recall coraz bliżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Jajcenty said:

jak szedłem na egzamin pewny siebie

Nie w tym rzecz. Po prostu egzaminy i różne inne takie (bo nie tylko szkółek to dotyczy) traktowałem na pełnym luzie, co będzie to będzie. Na stopniach mi nie zależało, na kwitach zresztą też, a jak coś robiłem, to "przecież nie muszę tego robić, mogę co innego".
Czyli było to coś jak brydż w dobrym towarzystwie :D Siadam do stołu po to żeby wygrać, ale jak przegram nic stasznego się nie stanie.
Inna sprawa, że ja się nie potrafię uczyć - zakuwać itd. Jak mnie nie wciąga, to nie wchodzi. Musi albo interesować, albo do czegoś konkretnego, co interesuje, byc potrzebne. Egzamin to nie konkret w takim sensie. A w szkółkach różnych było tak, że z reguły 90+% mojej wiedzy czy umiejętności było poza programem i spoza szkoły.
W sumie egzaminy itp. traktowałem przede wszystkim jako trening i sprawdzian umiejętności radzenia sobie w sytuacjach, kiedy teoretycznie jestem na przegranej pozycji. I to w życiu znacznie bardziej mi się przydało niż cała szkolna wiedza, a "szkolnych" papierów nigdy nie użyłem, do niczego mi nie były przydatne.
A granice swojej wiedzy oczywiście znam... tym bardzej, że nawet to, co się w tych granicach mieści, jest niepewne. :D

 

6 hours ago, Jajcenty said:

I to z powodu tej drugiej trzęsiemy zadem w obawie przed ośmieszeniem.

Nie mam takich odczuć. Wisi mi to.

Napisalem o sobie, bo tak mi wygodnie, ale sprawa jest oczywiście bardziej ogólna - nadmiar wiedzy łatwo blokuje znalezienie rozwiązań, zwłaszcza niestandardowych. Szuka się gotowców, albo wchodzi w nieistotne dla sprawy szczegóły, zamiast myśleć. Oczywiście, to sprawa statystyki, ale nie jest przypadkiem, że student Feynman niewiele wiedział, kiedy w czasie wykładu pytał psora: "a co będzie, jeśli to będą nie dwie szczeliny, a trzy, albo dwadzieścia, albo nieskończona ilość". Czy przyszło by mu to głowy, gdyby miał wiedzę psora? A może raczej by dręczył te dwie szczeliny do upadłego... Nie są to pojedyncze przypadki.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, ex nihilo napisał:

Nie mam takich odczuć. Wisi mi to.

Jakoś słabo Ci wierzę :)  Mogę na imprezie tańczyć nago na stole przykrywając abażurem co wstydliwsze kawałki ciała - ten żart się nigdy nie starzeje i zawsze jest świetny - ale głupotę to niechętnie ujawniam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 hours ago, Jajcenty said:

Jakoś słabo Ci wierzę

Obowiązku nie ma :D
Ale, jako częściowe wyjaśnienie - ma to związek m.in. z ZA. Nie mam potrzeby należenia do jakiejkolwiek grupy, a tym bardziej zajmowania jakiegoś miejsca w hierarchii (1). No i ogólnie jestem niezłym dziwolągiem, żyjącym na własnych zasadach (2), o czym informuję (bezpośrednio lub pośrednio) otoczenie, kiedy je zmieniam. Po pierwszym większym lub mniejszym szoku otoczenie się przyzwyczaja albo selekcjonuje i jest ok. A jak ktoś ma ochotę się śmiać, to niech się śmije, wisi mi to z powodów (1) i (2). To tak w uproszczeniu. :D

I - znowu - bardziej ogólnie:
- po pierwsze: głupota jest pojęciem mocno względnym. Kamień nigdy nie zrozumie muchy, mucha myszy, a mysz ludzia. Z punktu widzenia myszy to, co robi ludź, może być totalną głupotą, np. karmienie i głaskanie kota;
- po drugie, brak wiedzy (np. egzamin) nie jest równoznaczny z głupotą. Łeb to nie encyklopedia, łeb ma przetwarzać informacje, a nie je magazynować w ilościach większych niż jest to konieczne. "Zakuć, zdać", to nonsens, na szczęście trochę łagodzony trzecim "z" - zapomnieć. I wbrew pozorom,  większość psorstwa lepiej punktuje myślenie niż pamięć. Opisywałem tu kiedyś swoją maturę, z matmy szczególnie. Dostałem 5 (jednogłośnie), chociaż formalnie nie załapywałem się nawet na 3 (dwa zadania rozwiązane tylko częściowo: metoda, pierwsze równanie i przewidywany wynik). Przesądziło jedno zadanie, które rozwiązałem w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał, bardzo prosty zresztą (pierwszy napisany robal był rozwiązaniem i nie wszystkie dane były mi potrzebne). Ale. żeby to zrobić, musiałem "pochwalić się" totalną niewiedzą - ponieważ nie wiedziałem, czy istnieje jedno twierdzenie (a na maturze trzeba było na coś się powołać), czy rzecz jest na zasadzie "abo tak", na wszelki wypadek musiałem potrzebne twierdzenie ułożyć i udowodnić. :D Co zabawne - jako jedyny z tych, którzy to zadanie wybrali, miałem prawidłowe rozwiązanie. Ci, którzy mieli wiedzę i poszli "normalną" drogą, z wykorzystaniem wszystkich danych itd., pogubili się w piętrowych przkształceniach niezbyt skomplikowanych, ale łatwych do spieprzenia robali. Zjadły ich nerwy - wiedzieli, że wiedzą, czyli muszą zdać. Ja bylem na luzie, wiedziałem, że nie wiem. Zdam to zdam, a jak nie to następnym razem, czyli wszystko co mi się uda, to moje. Zresztą też z innych powodów, bardziej ogólnych, zdać nie musiałem, nie było pośpiechu. Bez bicia przyznam, że byłem mocno zaskoczony wynikiem - po egzaminie do chałupy wracałem pogwizdując sobie "Już za rok matura" :D Matmą się wtedy bawiłem, ale tematami całkiem innymi od tych szkolnych. W szkole zresztą w ogóle raczej rzadko się pojawiałem, tyle żeby na jakieś tróje się pozałapywać, wliczajac w wynik haki za seryjne bumelki.
- po trzecie: lęk przed ośmieszeniem się jest jednym z najgorszych, najbardziej paraliżujących lęków. Znam kogoś, kto na tym przegrał zycie. Duże zdolności i możliwości, a do tego ciągły lęk "bo się za mnie śmiać będą". Efekt - totalna katastrofa...
 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli jednak się mylisz ex nihilo, miałeś wiedzę :excl:

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

Matmą się wtedy bawiłem, ale tematami całkiem innymi od tych szkolnych.

Podejrzewam też, że nie rozwiązałbyś tego zadania, jak i nie ułożył twierdzenia i go nie udowodnił gdybyś nie umiał np. dodawać czy mnożyć, nie znałbyś równań i ich przekształceń.

Miałeś wiedzę, może niekoniecznie tą, którą standardowo wymagano do rozwiązania zadania, ale miałeś. Dążę do tego, że

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

po drugie, brak wiedzy (np. egzamin) nie jest równoznaczny z głupotą.

Z mądrością (w sensie funkcjonowania w danym środowisku) raczej często też nie. Statystycznie rzecz biorąc, to ciężko.

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

po pierwsze: głupota jest pojęciem mocno względnym. Kamień nigdy nie zrozumie muchy,

Nie mnie jednak patrz punkt 2. Mysz nie zrozumie ludzia, nie bo ludziowi brak wiedzy tylko dlatego, że jest x razy inteligentniejszy i posiada wiedzę.

 

Wracając jednak do tematu dyskusji, to kolejne zagadnienie:

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

Duże zdolności i możliwości, a do tego ciągły lęk "bo się za mnie śmiać będą". Efekt - totalna katastrofa...

Czy te nanoroboty wpłyną na naszą osobowość?

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, radar napisał:

Czyli jednak się mylisz ex nihilo, miałeś wiedzę

Formalnie rzecz biorąc, miał wiedzę dotyczącą podstaw, on te podstawy znał, a przede wszystkim lepiej je "czuł" niż inni. Z drugiej strony, skoro Nihilo nie odczuwa potrzeby nazywania tej wiedzy wiedzą, to może nie warto o niej tak mówić, w końcu "wiedza'", "talent", "mądrość", "inteligencja" to pojęcia nieostre, nie definiujemy ich w sposób ścisły, używamy dość intuicyjnie wtedy kiedy czujemy potrzebę użycia... :)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, ex nihilo napisał:

Ale, jako częściowe wyjaśnienie - ma to związek m.in. z ZA.

Zupełnie się na tym nie znam, ale ostatnia rzecz o jaką bym Cię posądził, to upośledzenie.  Nie będzie ulgowego traktowania, musisz się lepiej postarać :D

.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Formalnie rzecz biorąc nie możemy też tego nazywać niewiedzą lub brakiem wiedzy.

Nie chodzi nam przecież o kontemplowanie jego jestestwa, ale raczej określenie czy inteligencja może istnieć (to chyba za ostre określenie, ale niech będzie) bez wiedzy?

Co innego pomysłowość, innowacyjność, kreatywność, o której wspominał. Są ludzie z tymi cechami, którzy wiedzy nie mają, czy jednak ich "odkrycia" częściej prowadzą do przełomowych wynalazków czy raczej do "płaskoziemców" i kolejnych odsłon perpetuum mobile?

Nawet wspomniany Feynman czy Bohr, czy ich "studencka ciekawość" była poparta wiedzą czy nie?

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 hours ago, Jajcenty said:

upośledzenie

Czy ZA jest upośledzeniem? No nie wiem, może być, ale nie musi. ZA bym porównał do terenowej zmoty, a normalsów do "segmentów" w mieście czy na autostradzie ;) Zmota nie lubi miast i autostrad, a "segmenty" błota i kamieni. I tyle. W swoim właściwym środowisku jedno i drugie sprawdza się dobrze.

W uproszczeniu ZA to trochę wór, do którego wrzuca się różne dziwadła, które łączy właściwie tylko jedno: brak lub niedziałający moduł socjalizacji. W dawnych czasach zwykle lądowało to wszystko w socjopatii, ale to nie to samo - w ZA nie ma agresji wobec społeczeństwa, jest obojętność, poczucie odrębności. Są aspergerowcy, którym to przeszkadza, chcą być "jak inni", a są też tacy, którym z tym dobrze i nawet ręcami i nogyma bronią się przed socjalizacją, kiedy społeczeństwo (czy grupa) próbuje ich zassać.

Trudno o ZA pisać ogólnie, bo możliwych kombinacji jest od cholery.
Przykład: dzisiaj jest święto. Religijne, ale to bez znaczenia. Mogłoby być państwowe, przywatne (urodziny, imieniny, cokolwiek) czy dowolne inne. Nie czuję tego, nie wiem, co to jest "święto". Dla mnie to dzień jak każdy inny, tylę że nie mogę wziąć piły i pociąć drewna, które wczoraj przywiozłem, tym bardziej, że mieszkam koło kościoła, a może i jeszcze bardziej, że z księdzem jestem zaprzyjaźniony :D Żadnych świąt nie obchodzę, tych prywatnych też, i na ile tylko mi się to udaje (na ogół skutecznie), unikam bywania u kogoś na świętach. Bo nie czuję tematu. Nie potrafię odklepywać życzeń "z okazji" (ani bezpośrednio, ani w żaden inny sposób) i też nie lubię jak ktoś do mnie z życzeniami startuje - to dla mnie jakaś dziwaczna szopka, nie wiem nawet jak to określić. Sytuacja całkowicie sztuczna i bezsensowna. Podobnie z innymi elementami świąt, jakichkolwiek. I różnymi innymi "czarami", rytuałami, konwenansami, "bo tak trzeba" i "bo wszyscy tak robią".
Inny: modne/niemodne (nie tylko ciuchy), dress code, garnitur, krawat, inne takie... ścianki, sranki, cielebryty... "musisz to mieć"... Q. mać, porąbało ich, czy jaka cholera? No ale jak chcą, to ich sprawa, nie moja. Nie czuję tego, wisi  mi to. Szkoda tylko, że "musisz to mieć" i reszta społecznych bzdur wytwarza gigantyczną entropię... A poza tym, ogólnie nie mam zaufania do "krawaciarzy" :D Tak samo jak do fotek ze stocka. Garnituru nigdy nie miałem... a krawat tylko na gumce ;)
Żeby nie przedłużać, bo książkę można: itd., itp., etc.
W sumie: brak modułu socjalizacji powoduje, że wektor ZA ma inne składowe niż normalsów. Niewiele jest składowych wspólnych, przez co jedni na drugich patrzą często jak na świrów i dziwolągów. :D Sprawą z tym brakiem modułu powiązaną jest odmienność emocjonalna ZA. Wielu emocji związanych ze strukturą społeczą ZA nie odczuwają, a to z kolei powoduje, że często trudno im odczytać czyjeś naturalne emocje, które nierzadko są maskowane przez emocje społeczne, konwenanse, itp., itd. ZA w tym się gubią. I odwrotnie, bo ludzie przyzwyczajeni do emocji maskowanych, w bezpośrednim przekazie ZA szukają ukrytych podtekstów, których zwykle nie ma.
Świat ZA jest zwykle bardziej zracjonalizowany i "ściślacki". Do tego aspergerowcy lubią upraszczać sobie codzienność ("rytuały") - bywam tylko w kilku sklepach (co jakiś czas jest w tym zmiana) i kupuję zawsze to samo (też zmiany, zwykle losowe, bo czegoś akurat nie ma, to coś innego, i tak już zostaje). Reszta tego, co na półkach, mnie nie obchodzi. Średni czas zakupów - ok. 5 minut, czyli o jakieś 5 za dużo :D
Itd.
Upośledzenie? W niektórych sprawach pewnie tak, a w innych często przewaga :D  Jak z tą zmotą i "segmentami"...

No dobrze... ale jaki tego związek z tematem? Ano jest, a właściwie może być po podłączeniu łbów do sieci. Teraz ZA (i podobne) to odmienność, ogonek Gaussa, poźniej to może być norma - każdy we własnym łbowo-sieciowym świecie, przez co moduł socjalizacji stanie się równie zbędny jak te trzy gnaty ogonowe w strukturze d*py ;) Dobrze to czy źle, nie wiem.

PS - trochę o tym ZA się rozpisałem, ale z własnego doświadczenia wiem, że większość (ZA też) w ogóle tematu nie zna, z czego często wynikają różne nieporozumienia.
 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ex nihilo Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam, Z tą różnicą, że ja aktywnie nie lubię świąt. Zapewne z lenistwa i  dlatego, że rujnują zwykłą codzienną procedurę. Rozpoznawanie emocji i podtekstów społecznych, jak to facet mam nierozwinięte, żona często zwraca się do mnie per kowadło, że niby mam wrażliwość kowadła. W sumie nie wiem o co jej chodzi :) IMHO jesteś normalnym facetem, jedynie miałeś szczęście pozostać niezależnym (wolny zawód?) i nie musiałeś się nauczyć udawać, że rozumiesz innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jajcenty napisał:

, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam, Z tą różnicą, że ja aktywnie nie lubię świąt. Zapewne z lenistwa i  dlatego, że rujnują zwykłą codzienną procedurę.

Mogę tylko powiedzieć, ze potwierdzam :D

jestesmy normalni ;) powiedział bym ze sa dwie normy w tym temacie. (Bo rozklad pewnie jest tak 30 do  70 bym ocenil a 30% nie wrzucił bym w kategorie "odstający od normy"

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jajcenty napisał:

Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam,

Do 97% objawów się przyznaję.

 

2 godziny temu, Jajcenty napisał:

żona często zwraca się do mnie per kowadło,

Do mnie było " ty Aspergerze" ( profesjonalnie już wykluczone), ale Ona plastyk i przy tej ilości "bardzo ważnych pi..ół" aby przeżyć, musiałem zaczerpnąć z ZA.:D

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie, chyba będę musiał zrobić badania:)

No dobra, to nie jest tak, że nie czuje świąt, czy mam problemy z socjalizacją, z tym , że ja do tego podchodzę "racjonalnie", trzeba to trzeba, ewentualnie savoir vivre wymaga... etc.  i nie mam z tym szczególnego problemu. Problemu nie mam też robiąc coś zupełnie sam, na przekór modom, trendom, czy tłumowi.

Co Ty biedny zrobisz jak połączysz się z tą chmurą? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam za podwójny post, ale przypomniało mi się w temacie chmury... przecież trzeci odcinek Black Mirror w sumie do tego nawiązywał, The Entire History of You

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jajcenty & co. ;)

ZA to nie gruźlica, to nie jest zero-jedynkowe. Porównałem to do wektora w nD różnych składowych. Waźny jest wektor w całości. Podobnie zresztą jak w innych przypadkach.

I nie zaraża się tym jak gruźlicą w dowolnym wieku. Zaczyna się to w dzieciństwie, późniejsze zycie może wiele elementów maskować lub modyfikować. Akurat moje dzieciństwo było typowo aspergerowe, chociaż nie był to jakiś przypadek skrajny. Ale byłem wystarczającym dziwolągem, żeby trafić na badania kiedy miałem sześć czy siedem lat. Nie znam wyników, wiem tyle, że nie było zalecenia "zatłuc natychmiast", bo jakoś żyję :D

Drugi raz polazłem sam, kiedy miałem koło 20. Chciałem sprawdzić czy to ja mam tak narąbane, czy może świat. Wyszło na remis mniej więcej, tyle że ja dostałem konkretną diagnozę, a świat tylko ogólną :D Testowanie było fajne, trwalo cały dzień - po każdym kolejnym teście pani psycholog miała coraz dziwniejszą minę i sięgała głębiej do szuflady po następny... skończyło się na teście przeznaczonym dla niereformowalnej recydywy :D W sumie zostałem wpakowany do worka "socjopaci i inni tacy", bo ZA zostało zdefiniowane 20 lat później (1994). Przyznać muszę, że pani psycholog byłą naprawdę dobra w swoim fachu - przyszłość praktycznie w całości potwierdziła jej  przewidywania. Oczywiście nie dotyczyło to szczegółów, na które mogą mieć wpływ czynniki losowe, ale  co do reszty... dosłownie "prorok jakiś, czy cóś" :) Później, po 2000 miałem potwierdzenie ZA od pewnego dosyć znanego psychoterapeuty, z który wdałem się w bardzo interesujący "pojedynek" :D Ale to osobna historia.

To co wczoraj opisałem, to oczywiście tylko kilka oderwanych elementów, które u normalsów też mogą w różnym stopniu istnieć. Całość jest dużo bardziej skomplikowana.
Wracając do "upośledzenia" - bo ja wiem... coś się traci, coś zyskuje. To co się traci znam tylko z opisów i obserwacji, co zyskuje, z własnego doświadczenia. Czy bym się zamienił z normalsem? Raczej nie. Z ZA (przynajmniej w takiej formie jak u mnie) chyba jest ciekawiej, chociaż dla otoczenia bywa to dosyć trudne. Dla aspergerowca zresztą też, ale jemu na ogół łatwiej, bo obserwuje innych ludzi trochę jak rybki w akwarium i łatwo przechodzi na swoją stronę szyby... ;) Najlepiej dla wszystkich, kiedy po swojej stronie zostaje, ale nie zawsze się to udaje (tunelowanie? :D).

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 21.04.2019 o 07:20, Jajcenty napisał:

Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam

Bo ex nihilo zmieszał tu cechy ZA z cechami ogólnie przyjętymi za męskie :D

ZA to oczywiście wór gdzie wiele innych osób też wrzuca ogólnie przyjęte za męskie cechy takie jak słabsza socjalizacja, mniejszy konformizm.

Nie wiem czy i mi by nie zdiagnozowano ZA - gdyby mnie diagnozowano. Ale nie diagnozowano.

Zbyt lekko sobie ze wszystkim radziłem żeby kiedykolwiek dać komukolwiek powód do próby diagnozowania.
Maturę zdałem z rękami w kieszeni - bez stresu - 2 x 5. Była po prostu zbyt łatwa dla mnie na tamtym etapie życia. To samo z dostaniem się na studia. Nie musiałem sięgać po jakieś nietypowe rozwiązania,  po prostu zrobiłem to co robiłem wielokrotnie wcześniej.
Ale z kolei u syna już żona wymusiła diagnozę i coś tam wyszło.
Osobiście jednak uważam że dla większości osób diagnozowanych - coś by po prostu wyszło.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, thikim said:

Bo ex nihilo zmieszał tu cechy ZA z cechami ogólnie przyjętymi za męskie :D

Znam temat i nie zmieszałem. :D Samochód ma koła i samolot też. ;)
Tyle że ZA u facetów te cechy może wzmocnić do skrajności. W książce "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" jest fajny test. Komplet punktów jest raczej niemożliwy bez ZA.

7 hours ago, thikim said:

Zbyt lekko sobie ze wszystkim radziłem żeby kiedykolwiek dać komukolwiek powód do próby diagnozowania.

To nie ma związku. Też "zbyt łatwo" sobie ze wszystkim radziłem i nadal zresztą radzę. Oprócz paru spraw, które zwykle nie tyle nawet dla mnie były problemem, co dla otoczenia. Dla mnie bardziej "z rykoszetu". 

7 hours ago, thikim said:

ZA to oczywiście wór gdzie wiele innych osób też wrzuca ogólnie przyjęte za męskie cechy takie jak słabsza socjalizacja, mniejszy konformizm.

Nie tylko to, a właściwie nie to. ZA (np. w moim przypadku, ale nie tylko) to przede wszystkim świat ludzi oglądany przez szybkę. Silne poczucie odrębności. Nie lepszości czy gorszości, ale właśnie oddzielenie. Np. faceci są dla mnie (od zawsze) w zasadzie tylko przedmiotami, z którymi nie wchodzę w żadne relacje psychiczne oprócz trzech stanów  - obojętność, jest ok. ("zaprzyjaźnienie"), dać mu w mordę. Żadnych grup kumpelskich, wspólnych wyjść czy wyjazdów itp., itd. Rozmowy tylko albo chwilę o niczym, albo na bardzo konkretne tematy. Czas kontaktu mocno ograniczony. Dzieci nie istnieją (gorzej, że dzieci często mnie lubią, może też przez to, że nie rozmawiam z nimi "jak z dziećmi", bo nie potrafię). Czas kontaktu kilka minut, dłużej zwykle nie wytrzymuję. Dziewczyny to inny temat, ale to biologia. Społeczeństwo jako całość, wszelkie grupy, plemiona, narody, co tam jeszcze... beze mnie, nie czuję tematu. Itd.

Inna sprawa ZA to raczej w ogóle zbyt wielki wór, który chyba powinien zostać podzielony na kilka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.04.2019 o 23:29, Jajcenty napisał:

[...]

No to ma wielki walor rozrywkowy. Total recall coraz bliżej.

I totalna kontrola? Taki "Raport mniejszości" do kwadratu.

Edited by topiq

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, ex nihilo napisał:

Silne poczucie odrębności.

Hmm. Emocją zaleciało. A przecież miała być obojętność :)

12 godzin temu, ex nihilo napisał:

Też "zbyt łatwo" sobie ze wszystkim radziłem i nadal zresztą radzę

No, opis matury był jakby odmienny :)

W dniu 21.04.2019 o 04:54, ex nihilo napisał:

Ano jest, a właściwie może być po podłączeniu łbów do sieci. Teraz ZA (i podobne) to odmienność, ogonek Gaussa, poźniej to może być norma - każdy we własnym łbowo-sieciowym świecie, przez co moduł socjalizacji stanie się równie zbędny jak te trzy gnaty ogonowe w strukturze d*py

To nie eliminuje socjalizacji - co najwyżej zmienia jej definicję. Real czy wirtual - w obu socjalizacja się przydaje nawet jeśli wygląda nieco inaczej.
Zresztą kto wie. Może za n lat wyjdzie na jaw że ta nasza przed XXII wieczna socjalizacja była namiastką tego do czego ewolucja dopiero nas kieruje.
Swoją drogą jaką rolę u Ciebie pełni to forum? Socjalizujesz się tu że hej :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 hours ago, thikim said:

Hmm. Emocją zaleciało. A przecież miała być obojętność :)

W ten sposób do sprawy podchodząc, obojętność też jest emocją, tak jak zero jest liczbą ;)
Zresztą ZA nie są przecież całkiem bezemocjonalni. Potrafią się cieszyć czy wkurzać, i nie tylko to. Tyle że ich emocje działają i przejawiają się zwykle trochę inaczej niż u normalsów i trudno im znaleźć porozumienie z otoczeniem na poziomie emocjonalnym, szczególnie w bardziej skomplikowanych sytuacjach, kiedy naturalne emocje są maskowane konwenansami, zwyczajami i innymi takimi sprawami, które normalsi wchłaniają bezwiednie, "przez skórę". Aspery zamiast skóry mają szybkę albo i pancerz. Często łatwiej im znaleźć emocjonalne porozumienie ze zwierzakami
 

7 hours ago, thikim said:

No, opis matury był jakby odmienny :)

A niby dlaczego? Bardzo łatwo mi to przyszło, rozwiązanie miałem gotowe praktycznie natychmiast, kiedy zadanie zobaczyłem. Nie wiedziałem tylko czy istnieje odpowiednie twierdzenie, a belfry skubane, których podpytać próbowałem, tylko się uśmiechali... Nie to nie, sam se zrobię. I dowód też se zrobię. A co :D
Miałem naprawdę świetną zabawę. Gdyby to było na zasadzie

On 4/23/2019 at 10:44 PM, thikim said:

po prostu zrobiłem to co robiłem wielokrotnie wcześniej

to by była zwyczajna nuda i rutyna. Nie lubię tego.
Zresztą cała matura to były niezłe jaja.
I szkólki wszystkie też... bez tego bym w nich nie wytrzymał. Zanudził bym się na śmierć.
 

8 hours ago, thikim said:

Swoją drogą jaką rolę u Ciebie pełni to forum? Socjalizujesz się tu że hej :D

No wiesz... gdybym miał się jakoś szczególnie socjalizować, to raczej nie tu, a gdzieś na FB czy Insta (nie ma mnie na takich). Jestem jeszcze na jednym, bardzo specjalistycznym.
A tak w ogóle to ZA jakiejś tam socjalizacji potrzebuje. Całkiem bez tego nie da się przeżyć w realnym świecie. I też trochę "tak w ogóle" potrzebuje, ale - jak w moim przypadku - tylko trochę i na własnych warunkach. :D
Inna sprawa, że jest wielu ZA, którzy bardzo by chcieli się zsocjalizować, i to całkiem, ale im się nie udaje.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy to jest wogóle możliwe z naukowego punktu widzenia połączenie ludzkiego mózgu z chmurą obliczeniową,skoro nawet nie zaczęli prób nad tą technologią,to jak to ma być mozliwe w przyszłości?Problemem jest nie tylko mżóg ale też ciało,jak rozwiążą problem z umieraniem ciała,poza tym jak ludzki mózg  połączą z tą chmurą obliczeniową,na razie to mi wygląda na czyste sci fi niż na naukę!

Edited by GodSI

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 25.04.2019 o 04:13, ex nihilo napisał:

to by była zwyczajna nuda i rutyna. Nie lubię tego.

Ja też tego nie lubię. Ale jak chcę czegoś nierutynowego a przede wszystkim przyjemnego - to idę gdzieś indziej niż na salę egzaminacyjną :D

Na egzamin się idzie bo zasadniczo się musi, a nie dla przyjemności.

No i też bym nie przesadzał z tą rutyną - przed wejściem pytań nie znałem.

2 godziny temu, GodSI napisał:

Czy to jest wogóle możliwe z naukowego punktu widzenia połączenie ludzkiego mózgu z chmurą obliczeniową

Wiem że piszesz odnośnie połączenia elektroniczno-biologicznego. Ale samo połączenie mózgu z chmurą obliczeniową już istnieje. Jak czytasz to forum to poprzez zmysły jesteś połączony do wielkiej chmury obliczeniowej.

Nikt tego nigdy nie kwalifikował jako ZA ale ja posiadam olbrzymie skupienie na celach, rzeczach i przedmiotach. Wykraczające poza normalność.

To ostatnie było do ex nihilo.

Co do połączenia biologiczno-elektronicznego z mózgiem. To już się dzieje. Więc chyba naturalne jest że jak ze wszystkim oczekujemy postępu.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, GodSI napisał:

Problemem jest nie tylko mżóg ale też ciało,jak rozwiążą problem z umieraniem ciała

Tak samo jak dziś. Jak ciało umiera to trumnę się kupuje :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, thikim napisał:

Na egzamin się idzie bo zasadniczo się musi, a nie dla przyjemności.

Eee tam... zawsze lubiłem egzaminy i różne inne takie sprawy. Bawiło mnie to i nadal bawi, kiedy coś takiego mi się zdarza. Coś jak szybki pokerek :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Arabii Saudyjskiej odkryto najstarsze poza Afryką ślady stóp Homo sapiens. Odkrycie pozwoli lepiej zrozumieć, w jaki sposób człowiek opuścił Afrykę i rozpowszechnił się po świecie. Poza odciskami stóp znaleziono też odciski nóg słoni, hipopotamów i wielbłądów, dzięki czemu naukowcy zyskali rzadką możliwość przyjrzenia się ówczesnemu ekosystemowi.
      Skamieniałe odciski stóp Homo sapiens zostały znalezione w osadach jeziora na pustyni Wielki Nefud. Odkryto w sumie 376 śladów, w tym 7 należących do ludzi, 44 do słoni i 107 do wielbłądów. Zabytki liczą sobie 120 000 lat i są prawdopodobnie najstarszymi znanymi śladami stóp H. sapiens poza Afryką.
      Z różnych przyczyn uważamy, że to ślady Homo sapiens, a jeśli tak, to są najstarszymi poza Afryką, mówi główny autor badań, Mathew Stewart z Instytutu Ekologii Chemicznej im. Maxa Plancka. Znamy starsze odciski stóp homininów, ale są one przypisywane innym gatunkom, jak np. neandertalczykom, dodaje. Wiemy, że ludzie wyszli z Afryki przed około 120 tysiącami lat i że neandertalczyków nie było w tym regionie do czasu ochłodzenia się klimatu, co nastąpiło dziesiątki tysięcy lat później. Dlatego uważamy, że odciski stóp należą do Homo sapiens.
      Przed około 120 000 lat, w czasie ostatniego interglacjału, teren obecnej Arabii Saudyjskiej był porośnięty bujną roślinnością, przeważał krajobraz trawiasty. Nie jest też przypadkiem, że liczne ślady zwierząt i ludzi zachowały się tam, gdzie niegdyś istniało słodkowodne jezioro. Mogło być też ono miejscem, do którego ściągali ludzie i zwierzęta gdy nadchodziła pora sucha.
      W pewnym momencie historii obecne pustynie Arabii pełne były otwartych trawiastych przestrzeni poprzecinanych rzekami i jeziorami. Przypominały współczesne sawanny Afryki Wschodniej. Wydaje się, że w badanym przez nas okresie jezioro wysychało. Prawdopodobnie miało to miejsce z nadchodzącą porą suchą. Możliwe więc, że zwierzęta i ludzie gromadzili się wokół niego, by czerpać ze zmniejszających się zasobów wody, stwierdzają naukowcy.
      Odkrycie opisano w artykule Human footprints provide snapshot of last interglacial ecology in the Arabian interior w Science Advances.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W naszej kulturze mocno zakorzeniony jest wizerunek pomocnego psa. Nie brakuje książek czy filmów, w których pojawia się taki motyw. Amerykańscy specjaliści postanowili więc sprawdzić, czy jest w tych historiach ziarenko prawdy. Okazało się, że jak najbardziej: pies chce pomóc właścicielowi w tarapatach, tylko nie zawsze wie jak...
      Student Joshua Van Bourg i Clive Wynne, profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym Arizony (ASU) i dyrektor Canine Science Collaboratory na ASU, podkreślają, że dotąd przeprowadzono niewiele badań dot. zainteresowania psów ratowaniem ludzi, ale zdecydowanie jest to coś, czego ludzie spodziewają się po swoich czworonogach.
      Jak podkreśla Van Bourg, samo obserwowanie psów, które kogoś ratują, nie powie nam zbyt dużo. Prawdziwym wyzwaniem jest stwierdzenie, czemu to robią.
      Naukowcy zorganizowali więc eksperyment, w którym wzięło udział 60 psów. Oceniano ich skłonność do uratowania właściciela z opresji. Żaden z psów nie był trenowany do takiego zadania.
      Podczas głównego testu właściciel ukrywał się w dużej skrzyni z lekkimi drzwiczkami, które pies mógł łatwo odsunąć. Właściciel miał wyrażać zaniepokojenie, nawołując "pomocy" albo "pomóż mi".
      Wcześniej akademicy przećwiczyli z ludźmi nawoływanie, by brzmiało autentycznie. Nie wolno było używać imienia psa, by nie zachęcać go, żeby działał, wyrażając posłuszeństwo, a nie zatroskanie losem właściciela.
      Właścicieli uratowała jedna trzecia czworonogów [20]. Gdy uwzględni się czyste liczby, nie brzmi to imponująco, ale przy bliższym przyjrzeniu wszystko się zmienia.
      W grę wchodzą bowiem dwa czynniki. Jeden to chęć psa, by pomóc człowiekowi. Drugi to natomiast zrozumienie, jakiego rodzaju działań to wymaga. Naukowcy zbadali tę kwestię w czasie testów kontrolnych.
      W jednym z kontrolnych testów pies widział, jak w skrzyni umieszczano jedzenie. By pies nie był zaniepokojony, właściciel przebywał w tym samym pomieszczeniu. Siedział na tym samym krześle, co podczas przyzwyczajania (habituacji). Był zwrócony twarzą do ściany i ignorował psa. Okazało się, że by uzyskać smakowity kąsek, skrzynię otworzyło 19 czworonogów, co oznacza, że nieco większa liczba psów ratowała "cierpiącego" właściciela.
      Naukowcy podkreślają, że jeśli nie weźmie się pod uwagę tego, czy pies wie, jak otworzyć skrzynię, nie doszacowuje się proporcji psów, które chciały pomóc właścicielom. Fakt, że 2/3 psów nie otworzyły skrzyni z jedzeniem, jest silną wskazówką, że ratowanie wymaga czegoś więcej niż tylko motywacji i że w grę wchodzi [także] element umiejętności. Jeśli spojrzy się wyłącznie na podgrupę 19 psów, które były w stanie otworzyć skrzynię dla jedzenia w teście kontrolnym, to aż 84% z nich uratowało swoich właścicieli. Jednym słowem, większość psów chce ci pomóc, tylko nie wie jak.
      W następnym teście kontrolnym właściciel również siedział w skrzyni, ale tym razem czytał spokojnie na głos gazetę. W takim wariancie stwierdzono, że skrzynię otworzyło 16 psów.
      Po uwzględnieniu umiejętności psa w zakresie otwierania zauważono, że czworonogi częściej uwalniały właściciela, gdy wołał o pomoc niż podczas czytania na głos. Dodatkowo czas latencji (czas reakcji) spadał wraz z liczbą prób w teście z nawoływaniem, ale nie w teście z czytaniem. To zaś oznacza, że ratowania właściciela nie można przypisywać wyłącznie facylitacji społecznej, wzmocnieniu związanemu z bodźcem (ang. stimulus enhacement) czy zachowaniom związanym z poszukiwaniem kontaktu społecznego.
      Autorzy raportu z pisma PLoS ONE obserwowali też zachowanie psa podczas wszystkich 3 scenariuszy. Odnotowywali zachowania wskazujące na stres, np. skowyczenie, chodzenie, szczekanie i ziewanie.
      Podczas testu z zaniepokojonym właścicielem psy były o wiele bardziej zestresowane. Gdy ich właściciel był bardziej zdenerwowany, więcej szczekały i skowyczały.
      Podczas drugiej i trzeciej próby otwarcia skrzyni z zaniepokojonym właścicielem psy nie były wcale mniej zdenerwowane niż przy pierwszym podejściu. Przy teście z czytaniem działo się zaś zupełnie inaczej. Psy, które zetknęły się już z takim scenariuszem, wydawały się przy powtórkach mniej zestresowane. Zaaklimatyzowały się. Gdy jednak właściciel prosi o pomoc, w jego nawoływaniu musi być coś takiego, że przy kolejnych ekspozycjach psy się nie uspokajają.
      Van Bourg uważa, że w grę wchodzi zarażanie afektywne. Fascynujące w tym badaniu jest to, że pokazuje, że psy naprawdę troszczą się o swoich ludzi. Nawet bez treningu wiele z nich podejmie próbę i uratuje człowieka, który wydaje się mieć kłopoty. Gdy im się nie uda, widać będzie, jak bardzo są nieszczęśliwe. Wyniki testów kontrolnych pokazują, że psy, którym nie udaje się uratować człowieka, nie są w stanie zrozumieć, jak wykonać to zadanie; to nie znaczy, że nie zależy im na ludziach.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści coraz bardziej obawiają się zjawiska „odwrotnej zoonozy”, które może w przyszłości przynieść nam kolejne, bardzo niebezpieczne epidemie. Na razie epidemie zoonoz wśród ludzi zdarzają się rzadko, jednak już teraz widać, że jest to zjawisko coraz częstsze. „Odwrotna zoonoza” może spowodować u zwierząt epidemie chorób pochodzących od człowieka, ale choroby takie mogą powracać do ludzi.
      Coraz większa liczba ludności wywołuje dwa zjawiska groźne z interesującego nas tutaj epidemiologicznego punktu widzenia. Po pierwsze rośnie liczba zwierząt hodowlanych, które żyją w coraz większym zagęszczeniu. Po drugie, ludzie niszczą kolejne habitaty i wkraczają na kolejne tereny zajmowane przez dzikie zwierzęta. Oba czynniki zwiększają ryzyko wymiany patogenów pomiędzy ludźmi a zwierzętami.
      Obecnie naukowcy szacują, że około 60% ludzkich patogenów i 75% patogenów powodujących nowe niebezpieczne choroby pochodzi od zwierząt. Mimo to przypadki przejścia patogenu na ludzi są niezwykle rzadkie. Zdaniem specjalistów w naturze istnieje od 260 000 do ponad 1,6 miliona wirusów zwierzęcych. Jednak na ludzi przeszło zaledwie ponad 200 takich patogenów.
      Żeby wirus mógł przeskoczyć ze zwierzęcia na człowieka, a następnie być zdolnym do przeżycia, replikacji i infekcji, musi zostać spełnionych szereg warunków. Dlatego też przy dużej liczbie zwierzęcych wirusów, tak mało z nich spowodowało kiedykolwiek choroby u ludzi. Jednak sytuacja się zmienia. Intensywna hodowla zwierząt, zaburzenie równowagi ekologicznej i niszczenie habitatów zmieniło ten tak zwany interfejs człowiek-zwierzę. Z tego powodu ostatnich dekadach doświadczyliśmy epidemii różnych zoonoz: Eboli, świńskiej i ptasiej grypy oraz epidemii kilku koronawirusów.
      Mikroorganizmy nie „wędrują” jednak tylko w jedną stronę. Podczas najnowszej epidemii dowiedzieliśmy się o przypadkach zarażenia psów i kotów przez ludzi. Od człowieka zaraził się też tygrys i siedem innych dużych kotów w Bronx Zoo. Z kolei analizy genetyczne wykazały, że podczas epidemii SARS z lat 2002–2003 doszło do licznych zarażeń małych mięsożernych zwierząt przez ludzi. Warto też przypomnieć, że w 2009 roku podczas epidemii ptasiej grypy aż 21 krajów poinformowało o zarażaniu się  zwierząt od ludzi. Zjawisko takie nie jest całkiem nowe. Od lat 80. ubiegłego roku naukowcy informują, że od ludzi zarażają się zwierzęta domowe, hodowlane oraz dzikie. To przenoszone przez ludzi choroby stały się jednym z czynników, przez który goryle górskie z Ugandy znalazły się na skraju zagłady.
      Takie „odwrotne zoonozy” mogą być śmiertelnie groźne dla zwierząt. Ale eksperci martwią się, że mogą one stanowić też poważne zagrożenie dla ludzi.
      Nowe wirusy i ich szczepy pojawiają się zwykle w wyniku mutacji lub wymiany materiału genetycznego w wirusem, który w tym samym czasie zaraził tego samego gospodarza. I to ten drugi proces – w przypadku wirusów grypy jest to skok antygenowy, w przypadku koronawirusów jest to rekombinacja genetyczna – powoduje, że patogeny przechodzące z człowieka na zwierzęta są tak niebezpieczne. Jak zauważa Casey Barton Behravesh, dyrektor w CDC National Center for Emerging and Zoonotic Infectious Diseases, za każdym razem gdy wirusy mogą się mieszać z innymi, mogą powodować poważne choroby, szczególnie, gdy mogą przeskakiwać pomiędzy ludźmi a zwierzętami.
      Jednym z najlepszych „naczyń” do takiego mieszania się wirusów są jedne z najbardziej rozpowszechnionych zwierząt hodowlanych – świnie. W roku 2009 wirus H1N1 zabił od 150 do 575 tysięcy ludzi w ciągu roku. Wirus ten zawiera segmenty genetyczne pochodzące od ludzi, ptaków, świń z Ameryki Północnej oraz świń z Eurazji. W ostatnich latach zidentyfikowano wiele ludzkich wirusów, które krążą wśród świń. Wiemy o ptasich wirusach, które zarażają świnie. Do tego mamy dziesiątki, jeśli nie setki ludzkich wirusów, które pochodzą od ludzi. Skład genetyczny wirusów świńskiej grypy pochodzi więc większości od ludzi, mówi Martha Nelson z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia.
      Wiemy, że od roku 2011 wirusy świńskiej grypy pochodzące od wirusów ludzkiej grypy zaraziły ponad 450 osób w samych tylko USA. Do większości infekcji doszło na targach rolniczych. Szczegółowe badania tych wirusów wykazały, że w bardzo ograniczonym stopniu są one w stanie przenosić się między ludźmi. Jenak im większa różnorodność genetyczna wirusów u gospodarza, w tym przypadku u świń, tym większe ryzyko pojawienia się wirusa, który będzie w stanie przenosić się między ludźmi. To jak gra w rosyjską ruletkę. Wiemy, że te wirusy, które przeszły ze świń, są w stanie infekować ludzi. Jest tylko kwestią czasu pojawienie się szczepu zdolnego do transmisji pomiędzy ludźmi, dodaje Nelson.
      Mamy tutaj więc kilka poważnych czynników ryzyka. Świnie są świetnym naczyniem do mieszania się wirusów, wiemy, że ludzie zarażają je wirusami i wiemy, że następnie wirusy, po zmianach genetycznych, zarażają ludzi. Jeśli do tego dodamy fakt, że obecnie hoduje się na świecie niemal 700 milionów świń, a zwierzęta te są przemieszczane pomiędzy regionami i kontynentami, mają częsty kontakt z ludźmi i wieloma innymi świniami, to musimy przyznać, że istnieje tutaj wiele okazji do pojawienia się szczepu wirusa, który nie tylko zarazi ludzi, ale również będzie też przenosił się między nimi.
      Na razie jednak nie wiemy, na ile duże jest realne ryzyko wybuchu epidemii w wyniku „odwrotnej zoonozy”. Dotychczas większość nowych zoonoz pojawia się w wyniku kontaktu ludzi z dzikimi zwierzętami. Jednak interakcja pomiędzy ludźmi i zwierzętami jest niezwykle złożona.
      Jak dotychczas nie wydaje się, by „odwrotna zoonoza” miała miejsce podczas COVID-19. Wiemy o nielicznych przypadkach zwierząt, które zaraziły się od ludzi. Być może, chociaż nie jest to pewne, koty żyjące blisko siebie mogą przekazywać sobie nowego koronawirua. Jednak nie ma dotychczas żadnych dowodów, by zarażony nowym koronawirusem kot mógł przekazać go człowiekowi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pojawienie się zjawiska opieki ojcowskiej u człowieka od dawna intrygowało biologów ewolucyjnych. Samce innych ssaków naczelnych albo w ogóle nie opiekują się swoim potomstwem, albo też wkładają w to znacznie mniej wysiłku niż człowiek. Przez długi czas dominował pogląd, że samce rodzaju Homo opiekują się swoim potomstwem, gdyż samice zaczęły wymieniać seks za dostarczane pożywienie.
      Nowa teoria, opracowana przez francusko-amerykański zespół naukowy, mówi, że to zmiany warunków środowiskowych sprzed 5–8 milionów lat zaczęły promować partnerstwo pomiędzy płciami i skłoniły samców do opiekowania się potomstwem. Teoria ta została opracowana za pomocą narzędzi z dziedziny ekonomii oraz wiedzy na temat ekonomicznego i reprodukcyjnego zachowania społeczności zbieraczy.
      Od dawna próbowano wyjaśnić korzyści ewolucyjne, jakie doprowadziły do pojawienia się opieki ojcowskiej u ludzi. Ssaki rzadko tak się zachowują, a u ludzi jest to rozpowszechnione. Większość wysiłku kierowana jest na zapewnienie potomstwu pożywienia przez bardzo długi czas. U współczesnych łowców-zbieraczy taka opieka trwa nawet przez 20 lat.
      Dyskusja wokół tematu opieki ojcowskiej toczyła się wokół dwóch grup mężczyzn, nazwanych „tatuśkami” i „łobuziakami”. „Tatuś”, który dostarcza kobiecie i swojemu potomstwu pożywienie, bez poszukiwania kolejnych partnerek, ryzykuje, że przegra wyścig ewolucyjny z „łobuziakiem”, który nie inwestuje w potomstwo, a zainteresowany jest tylko nawiązywaniem kontaktów seksualnych.
      Taka sytuacja powoduje, że gdy wokół są „łobuziaki”, jest mało prawdopodobne, by w toku ewolucji pojawili się „tatuśkowie”. Dlatego też pojawiła się teoria, że bycie „tatuśkiem” stało się opłacalne z ewolucyjnego punktu widzenia, gdyż w zamian za dostarczanie pożywienia kobiety/samice oferowały wierność seksualną.
      Jednak teraz na łamach PNAS naukowcy z Boston College, Chapman University, University of New Mexico i Uniwersytetu w Tuluzie twierdzą, że teoria taka ma wiele słabości. Zdaniem badaczy to zmiany środowiskowe spowodowały, że opłacało się być „tatuśkiem”, nawet w obliczu niewierności seksualnej samic.
      Według nowej teorii elementem napędowym tej zmiany była komplementarność czyli współpraca pomiędzy kobietami a mężczyznami oraz pomiędzy mężczyznami. Komplementarność wywiera efekt synergiczny, zwiększając indywidualne korzyści dzięki podziałowi pracy i wspólnemu gromadzeniu zasobów. Proces ten rozpoczął się przed kilkoma milionami lat, gdy w wyniku zmian klimatycznych Afryka zaczęła wysychać i coraz trudniej było o żywność, której źródła stawały się coraz bardziej rozproszone i trudniejsze do zdobycia.
      Homininy, adaptując się do tych zmian, zaczęły wykorzystywać narzędzia oraz postawę dwunożną, zaadaptowały bardziej elastyczną dietę. I tutaj dochodzimy do kwestii komplementarności. W nowych okolicznościach współpraca pomiędzy płciami stała się zjawiskiem korzystnym, gdyż obie specjalizowały się w pozyskiwaniu innego rodzaju pożywienia. Samce bardziej efektywnie zdobywały proteiny i tłuszcze, a samice lepiej radziły sobie ze zdobywaniem węglowodanów. Dzięki wymianie różnych rodzajów pożywienia łatwiej było zaś zapewnić organizmowi potrzebne składniki odżywcze i zmniejszało się ryzyko głodu. To zaś prowadziło do oczywistej korzyści z postawy „tatuśka”, który dostarczając swojemu potomstwu pożywienie i zwiększając w ten sposób szanse na jego przeżycie, sam mógł liczyć na otrzymanie pożywienia od samicy.
      Autorzy badań wykorzystali ewolucyjną teorię gier do wykazania, że w ten sposób "tatuśkowie" zyskiwali przewagę ewolucyjną nad „łobuziakami”, chociaż w pewnych warunkach „łobuziacy” nadal mogli dobrze sobie radzić. Jeśli więc synowie dziedziczyli po „tatuśkach” ich postawę opieki nad swoim potomstwem, to z czasem liczebność „tatuśków” rosła.
      Ze szczegółami badań możemy zapoznać się na łamach PNAS w artykule Paternal provisioning results from ecological change, którego autorami są Ingela Alger, Paul L. Hooper, Conadl Cox, Jonathan Stieglitz i Hillard S. Kaplan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Eksperci od Tajlandii po Florydę informują o zaobserwowaniu większej niż zwykle liczby żółwich gniazd na plażach. Wystarczyło kilka tygodni nieobecności ludzi, by zwierzęta zyskały szansę na posiadanie większej liczby potomstwa. Sezon lęgowy na Florydzie rozpoczął się przed zaledwie 2 tygodniami, a już na jednym tylko 15-kilometrowym odcinku Juno Beach specjaliści z Loggerhead Marine Life Center zauważyli i oznaczyli 76 gniazd zagrożonego wyginięciem żółwia skórzastego. To znaczący wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.
      Naukowcy mają nadzieję, że stwierdzą też większą liczbę gniazd również zagrożonych karett, które wkrótce powinny zacząć składać jaja.
      Jak mówi David Godfrey, zamknięcie ludzi w domach przynosi żółwiom morskim korzyści na kilka różnych sposobów. Zmniejsza się ryzyko przypadkowego zabicia żółwia przez człowieka. Mniej ludzi na plażach, to również mniej śmieci trafiających do środowiska morskiego. Zaplątanie się w plastikowe odpady czy ich połknięcie to główne przyczyny uszkodzeń ciała u żółwi morskich.
      Podczas ubiegłorocznego sezonu lęgowego, który zakończył się w 31 października, na całym wybrzeżu Florydy (1360 km długości), odnotowano obecność około 400 000 żółwich gniazd. Przeżywa tylko 1 na 1000 młodych, a naukowcy od dawna wiedzą, że im bardziej uczęszczana plaża, tym mniejsze szanse mają młode żółwie na przeżycie. Teraz mają nadzieję, że obecny sezon będzie obfity. Mamy nadzieję, że tysiące małych żółwików, które zwykle zostają zdezorientowane przez sztuczne światła i nie potrafią trafić do oceanu, tym razem odnajdą wodę i przeżyją, dodaje Godfrey.
      Żółwie nie są jedynymi zwierzętami morskimi, które zyskały na ograniczeniu obecności ludzi na Florydzie. Już teraz wiadomo, że aż o 9% zmniejszyła się liczba manatów zabitych przez łodzie motorowe.
      Dobre wieści napływają nie tylko z Florydy. Również naukowcy i obrońcy środowiska z Tajlandii informują o rekordowo dużej liczbie żółwich gniazd. Dyrektor Phuket Marine Biological Centre, Kongkiat Kittiwatanawong, mówi, że 11 gniazd zaobserwowanych od listopada to największa ich liczba od 20 lat. To bardzo dobry znak, gdyż wiele miejsc gniazdowania zostało zniszczonych przez ludzi, stwierdza. Przez ostatnich pięć lat eksperci z tego ośrodka nie znaleźli ani jednego żółwiego gniazda. Żółwie nie były w stanie założyć gniazd, gdyż ginęły w sieciach rybackich i były zabijane przez ludzi przebywających na plażach.
      Żółwie starają się składać jaja w bezpiecznych cichych miejscach. Takich jest jednak coraz mniej.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...