Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

20 godzin temu, ex nihilo napisał:

A bardziej ogólnie - nadmiar wiedzy często przeszkadza, szczegónie, kiedy trzeba szybko wykombinować coś niestandardowego

Dość kontrowersyjne stwierdzenie. Na pewno utrudnia wyjście poza schemat, bo dostarcza znanych rozwiązań. Co co egzaminów na farcie, to mnie zdziwiłeś. Ja miałem dokładnie odwrotnie, jak szedłem na egzamin pewny siebie to zawsze była to katastrofa. Co zgadza się z badaniami psychologicznymi - idiota nie wie że jest idiotą i nie da się przekonać, że jest inaczej, czego dowody mamy tu na KW w dużych ilościach :D

Dobre przygotowanie uświadamia granice wiedzy i rozmiary niewiedzy :) I to z powodu tej drugiej trzęsiemy zadem w obawie przed ośmieszeniem.

 

5 godzin temu, wilk napisał:

faktyczne wgrywanie wiedzy i wspomnień”

No to ma wielki walor rozrywkowy. Total recall coraz bliżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Jajcenty said:

jak szedłem na egzamin pewny siebie

Nie w tym rzecz. Po prostu egzaminy i różne inne takie (bo nie tylko szkółek to dotyczy) traktowałem na pełnym luzie, co będzie to będzie. Na stopniach mi nie zależało, na kwitach zresztą też, a jak coś robiłem, to "przecież nie muszę tego robić, mogę co innego".
Czyli było to coś jak brydż w dobrym towarzystwie :D Siadam do stołu po to żeby wygrać, ale jak przegram nic stasznego się nie stanie.
Inna sprawa, że ja się nie potrafię uczyć - zakuwać itd. Jak mnie nie wciąga, to nie wchodzi. Musi albo interesować, albo do czegoś konkretnego, co interesuje, byc potrzebne. Egzamin to nie konkret w takim sensie. A w szkółkach różnych było tak, że z reguły 90+% mojej wiedzy czy umiejętności było poza programem i spoza szkoły.
W sumie egzaminy itp. traktowałem przede wszystkim jako trening i sprawdzian umiejętności radzenia sobie w sytuacjach, kiedy teoretycznie jestem na przegranej pozycji. I to w życiu znacznie bardziej mi się przydało niż cała szkolna wiedza, a "szkolnych" papierów nigdy nie użyłem, do niczego mi nie były przydatne.
A granice swojej wiedzy oczywiście znam... tym bardzej, że nawet to, co się w tych granicach mieści, jest niepewne. :D

 

6 hours ago, Jajcenty said:

I to z powodu tej drugiej trzęsiemy zadem w obawie przed ośmieszeniem.

Nie mam takich odczuć. Wisi mi to.

Napisalem o sobie, bo tak mi wygodnie, ale sprawa jest oczywiście bardziej ogólna - nadmiar wiedzy łatwo blokuje znalezienie rozwiązań, zwłaszcza niestandardowych. Szuka się gotowców, albo wchodzi w nieistotne dla sprawy szczegóły, zamiast myśleć. Oczywiście, to sprawa statystyki, ale nie jest przypadkiem, że student Feynman niewiele wiedział, kiedy w czasie wykładu pytał psora: "a co będzie, jeśli to będą nie dwie szczeliny, a trzy, albo dwadzieścia, albo nieskończona ilość". Czy przyszło by mu to głowy, gdyby miał wiedzę psora? A może raczej by dręczył te dwie szczeliny do upadłego... Nie są to pojedyncze przypadki.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, ex nihilo napisał:

Nie mam takich odczuć. Wisi mi to.

Jakoś słabo Ci wierzę :)  Mogę na imprezie tańczyć nago na stole przykrywając abażurem co wstydliwsze kawałki ciała - ten żart się nigdy nie starzeje i zawsze jest świetny - ale głupotę to niechętnie ujawniam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 hours ago, Jajcenty said:

Jakoś słabo Ci wierzę

Obowiązku nie ma :D
Ale, jako częściowe wyjaśnienie - ma to związek m.in. z ZA. Nie mam potrzeby należenia do jakiejkolwiek grupy, a tym bardziej zajmowania jakiegoś miejsca w hierarchii (1). No i ogólnie jestem niezłym dziwolągiem, żyjącym na własnych zasadach (2), o czym informuję (bezpośrednio lub pośrednio) otoczenie, kiedy je zmieniam. Po pierwszym większym lub mniejszym szoku otoczenie się przyzwyczaja albo selekcjonuje i jest ok. A jak ktoś ma ochotę się śmiać, to niech się śmije, wisi mi to z powodów (1) i (2). To tak w uproszczeniu. :D

I - znowu - bardziej ogólnie:
- po pierwsze: głupota jest pojęciem mocno względnym. Kamień nigdy nie zrozumie muchy, mucha myszy, a mysz ludzia. Z punktu widzenia myszy to, co robi ludź, może być totalną głupotą, np. karmienie i głaskanie kota;
- po drugie, brak wiedzy (np. egzamin) nie jest równoznaczny z głupotą. Łeb to nie encyklopedia, łeb ma przetwarzać informacje, a nie je magazynować w ilościach większych niż jest to konieczne. "Zakuć, zdać", to nonsens, na szczęście trochę łagodzony trzecim "z" - zapomnieć. I wbrew pozorom,  większość psorstwa lepiej punktuje myślenie niż pamięć. Opisywałem tu kiedyś swoją maturę, z matmy szczególnie. Dostałem 5 (jednogłośnie), chociaż formalnie nie załapywałem się nawet na 3 (dwa zadania rozwiązane tylko częściowo: metoda, pierwsze równanie i przewidywany wynik). Przesądziło jedno zadanie, które rozwiązałem w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał, bardzo prosty zresztą (pierwszy napisany robal był rozwiązaniem i nie wszystkie dane były mi potrzebne). Ale. żeby to zrobić, musiałem "pochwalić się" totalną niewiedzą - ponieważ nie wiedziałem, czy istnieje jedno twierdzenie (a na maturze trzeba było na coś się powołać), czy rzecz jest na zasadzie "abo tak", na wszelki wypadek musiałem potrzebne twierdzenie ułożyć i udowodnić. :D Co zabawne - jako jedyny z tych, którzy to zadanie wybrali, miałem prawidłowe rozwiązanie. Ci, którzy mieli wiedzę i poszli "normalną" drogą, z wykorzystaniem wszystkich danych itd., pogubili się w piętrowych przkształceniach niezbyt skomplikowanych, ale łatwych do spieprzenia robali. Zjadły ich nerwy - wiedzieli, że wiedzą, czyli muszą zdać. Ja bylem na luzie, wiedziałem, że nie wiem. Zdam to zdam, a jak nie to następnym razem, czyli wszystko co mi się uda, to moje. Zresztą też z innych powodów, bardziej ogólnych, zdać nie musiałem, nie było pośpiechu. Bez bicia przyznam, że byłem mocno zaskoczony wynikiem - po egzaminie do chałupy wracałem pogwizdując sobie "Już za rok matura" :D Matmą się wtedy bawiłem, ale tematami całkiem innymi od tych szkolnych. W szkole zresztą w ogóle raczej rzadko się pojawiałem, tyle żeby na jakieś tróje się pozałapywać, wliczajac w wynik haki za seryjne bumelki.
- po trzecie: lęk przed ośmieszeniem się jest jednym z najgorszych, najbardziej paraliżujących lęków. Znam kogoś, kto na tym przegrał zycie. Duże zdolności i możliwości, a do tego ciągły lęk "bo się za mnie śmiać będą". Efekt - totalna katastrofa...
 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Czyli jednak się mylisz ex nihilo, miałeś wiedzę :excl:

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

Matmą się wtedy bawiłem, ale tematami całkiem innymi od tych szkolnych.

Podejrzewam też, że nie rozwiązałbyś tego zadania, jak i nie ułożył twierdzenia i go nie udowodnił gdybyś nie umiał np. dodawać czy mnożyć, nie znałbyś równań i ich przekształceń.

Miałeś wiedzę, może niekoniecznie tą, którą standardowo wymagano do rozwiązania zadania, ale miałeś. Dążę do tego, że

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

po drugie, brak wiedzy (np. egzamin) nie jest równoznaczny z głupotą.

Z mądrością (w sensie funkcjonowania w danym środowisku) raczej często też nie. Statystycznie rzecz biorąc, to ciężko.

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

po pierwsze: głupota jest pojęciem mocno względnym. Kamień nigdy nie zrozumie muchy,

Nie mnie jednak patrz punkt 2. Mysz nie zrozumie ludzia, nie bo ludziowi brak wiedzy tylko dlatego, że jest x razy inteligentniejszy i posiada wiedzę.

 

Wracając jednak do tematu dyskusji, to kolejne zagadnienie:

13 godzin temu, ex nihilo napisał:

Duże zdolności i możliwości, a do tego ciągły lęk "bo się za mnie śmiać będą". Efekt - totalna katastrofa...

Czy te nanoroboty wpłyną na naszą osobowość?

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 godzinę temu, radar napisał:

Czyli jednak się mylisz ex nihilo, miałeś wiedzę

Formalnie rzecz biorąc, miał wiedzę dotyczącą podstaw, on te podstawy znał, a przede wszystkim lepiej je "czuł" niż inni. Z drugiej strony, skoro Nihilo nie odczuwa potrzeby nazywania tej wiedzy wiedzą, to może nie warto o niej tak mówić, w końcu "wiedza'", "talent", "mądrość", "inteligencja" to pojęcia nieostre, nie definiujemy ich w sposób ścisły, używamy dość intuicyjnie wtedy kiedy czujemy potrzebę użycia... :)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, ex nihilo napisał:

Ale, jako częściowe wyjaśnienie - ma to związek m.in. z ZA.

Zupełnie się na tym nie znam, ale ostatnia rzecz o jaką bym Cię posądził, to upośledzenie.  Nie będzie ulgowego traktowania, musisz się lepiej postarać :D

.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Formalnie rzecz biorąc nie możemy też tego nazywać niewiedzą lub brakiem wiedzy.

Nie chodzi nam przecież o kontemplowanie jego jestestwa, ale raczej określenie czy inteligencja może istnieć (to chyba za ostre określenie, ale niech będzie) bez wiedzy?

Co innego pomysłowość, innowacyjność, kreatywność, o której wspominał. Są ludzie z tymi cechami, którzy wiedzy nie mają, czy jednak ich "odkrycia" częściej prowadzą do przełomowych wynalazków czy raczej do "płaskoziemców" i kolejnych odsłon perpetuum mobile?

Nawet wspomniany Feynman czy Bohr, czy ich "studencka ciekawość" była poparta wiedzą czy nie?

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
8 hours ago, Jajcenty said:

upośledzenie

Czy ZA jest upośledzeniem? No nie wiem, może być, ale nie musi. ZA bym porównał do terenowej zmoty, a normalsów do "segmentów" w mieście czy na autostradzie ;) Zmota nie lubi miast i autostrad, a "segmenty" błota i kamieni. I tyle. W swoim właściwym środowisku jedno i drugie sprawdza się dobrze.

W uproszczeniu ZA to trochę wór, do którego wrzuca się różne dziwadła, które łączy właściwie tylko jedno: brak lub niedziałający moduł socjalizacji. W dawnych czasach zwykle lądowało to wszystko w socjopatii, ale to nie to samo - w ZA nie ma agresji wobec społeczeństwa, jest obojętność, poczucie odrębności. Są aspergerowcy, którym to przeszkadza, chcą być "jak inni", a są też tacy, którym z tym dobrze i nawet ręcami i nogyma bronią się przed socjalizacją, kiedy społeczeństwo (czy grupa) próbuje ich zassać.

Trudno o ZA pisać ogólnie, bo możliwych kombinacji jest od cholery.
Przykład: dzisiaj jest święto. Religijne, ale to bez znaczenia. Mogłoby być państwowe, przywatne (urodziny, imieniny, cokolwiek) czy dowolne inne. Nie czuję tego, nie wiem, co to jest "święto". Dla mnie to dzień jak każdy inny, tylę że nie mogę wziąć piły i pociąć drewna, które wczoraj przywiozłem, tym bardziej, że mieszkam koło kościoła, a może i jeszcze bardziej, że z księdzem jestem zaprzyjaźniony :D Żadnych świąt nie obchodzę, tych prywatnych też, i na ile tylko mi się to udaje (na ogół skutecznie), unikam bywania u kogoś na świętach. Bo nie czuję tematu. Nie potrafię odklepywać życzeń "z okazji" (ani bezpośrednio, ani w żaden inny sposób) i też nie lubię jak ktoś do mnie z życzeniami startuje - to dla mnie jakaś dziwaczna szopka, nie wiem nawet jak to określić. Sytuacja całkowicie sztuczna i bezsensowna. Podobnie z innymi elementami świąt, jakichkolwiek. I różnymi innymi "czarami", rytuałami, konwenansami, "bo tak trzeba" i "bo wszyscy tak robią".
Inny: modne/niemodne (nie tylko ciuchy), dress code, garnitur, krawat, inne takie... ścianki, sranki, cielebryty... "musisz to mieć"... Q. mać, porąbało ich, czy jaka cholera? No ale jak chcą, to ich sprawa, nie moja. Nie czuję tego, wisi  mi to. Szkoda tylko, że "musisz to mieć" i reszta społecznych bzdur wytwarza gigantyczną entropię... A poza tym, ogólnie nie mam zaufania do "krawaciarzy" :D Tak samo jak do fotek ze stocka. Garnituru nigdy nie miałem... a krawat tylko na gumce ;)
Żeby nie przedłużać, bo książkę można: itd., itp., etc.
W sumie: brak modułu socjalizacji powoduje, że wektor ZA ma inne składowe niż normalsów. Niewiele jest składowych wspólnych, przez co jedni na drugich patrzą często jak na świrów i dziwolągów. :D Sprawą z tym brakiem modułu powiązaną jest odmienność emocjonalna ZA. Wielu emocji związanych ze strukturą społeczą ZA nie odczuwają, a to z kolei powoduje, że często trudno im odczytać czyjeś naturalne emocje, które nierzadko są maskowane przez emocje społeczne, konwenanse, itp., itd. ZA w tym się gubią. I odwrotnie, bo ludzie przyzwyczajeni do emocji maskowanych, w bezpośrednim przekazie ZA szukają ukrytych podtekstów, których zwykle nie ma.
Świat ZA jest zwykle bardziej zracjonalizowany i "ściślacki". Do tego aspergerowcy lubią upraszczać sobie codzienność ("rytuały") - bywam tylko w kilku sklepach (co jakiś czas jest w tym zmiana) i kupuję zawsze to samo (też zmiany, zwykle losowe, bo czegoś akurat nie ma, to coś innego, i tak już zostaje). Reszta tego, co na półkach, mnie nie obchodzi. Średni czas zakupów - ok. 5 minut, czyli o jakieś 5 za dużo :D
Itd.
Upośledzenie? W niektórych sprawach pewnie tak, a w innych często przewaga :D  Jak z tą zmotą i "segmentami"...

No dobrze... ale jaki tego związek z tematem? Ano jest, a właściwie może być po podłączeniu łbów do sieci. Teraz ZA (i podobne) to odmienność, ogonek Gaussa, poźniej to może być norma - każdy we własnym łbowo-sieciowym świecie, przez co moduł socjalizacji stanie się równie zbędny jak te trzy gnaty ogonowe w strukturze d*py ;) Dobrze to czy źle, nie wiem.

PS - trochę o tym ZA się rozpisałem, ale z własnego doświadczenia wiem, że większość (ZA też) w ogóle tematu nie zna, z czego często wynikają różne nieporozumienia.
 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ex nihilo Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam, Z tą różnicą, że ja aktywnie nie lubię świąt. Zapewne z lenistwa i  dlatego, że rujnują zwykłą codzienną procedurę. Rozpoznawanie emocji i podtekstów społecznych, jak to facet mam nierozwinięte, żona często zwraca się do mnie per kowadło, że niby mam wrażliwość kowadła. W sumie nie wiem o co jej chodzi :) IMHO jesteś normalnym facetem, jedynie miałeś szczęście pozostać niezależnym (wolny zawód?) i nie musiałeś się nauczyć udawać, że rozumiesz innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jajcenty napisał:

, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam, Z tą różnicą, że ja aktywnie nie lubię świąt. Zapewne z lenistwa i  dlatego, że rujnują zwykłą codzienną procedurę.

Mogę tylko powiedzieć, ze potwierdzam :D

jestesmy normalni ;) powiedział bym ze sa dwie normy w tym temacie. (Bo rozklad pewnie jest tak 30 do  70 bym ocenil a 30% nie wrzucił bym w kategorie "odstający od normy"

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jajcenty napisał:

Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam,

Do 97% objawów się przyznaję.

 

2 godziny temu, Jajcenty napisał:

żona często zwraca się do mnie per kowadło,

Do mnie było " ty Aspergerze" ( profesjonalnie już wykluczone), ale Ona plastyk i przy tej ilości "bardzo ważnych pi..ół" aby przeżyć, musiałem zaczerpnąć z ZA.:D

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie, chyba będę musiał zrobić badania:)

No dobra, to nie jest tak, że nie czuje świąt, czy mam problemy z socjalizacją, z tym , że ja do tego podchodzę "racjonalnie", trzeba to trzeba, ewentualnie savoir vivre wymaga... etc.  i nie mam z tym szczególnego problemu. Problemu nie mam też robiąc coś zupełnie sam, na przekór modom, trendom, czy tłumowi.

Co Ty biedny zrobisz jak połączysz się z tą chmurą? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam za podwójny post, ale przypomniało mi się w temacie chmury... przecież trzeci odcinek Black Mirror w sumie do tego nawiązywał, The Entire History of You

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Jajcenty & co. ;)

ZA to nie gruźlica, to nie jest zero-jedynkowe. Porównałem to do wektora w nD różnych składowych. Waźny jest wektor w całości. Podobnie zresztą jak w innych przypadkach.

I nie zaraża się tym jak gruźlicą w dowolnym wieku. Zaczyna się to w dzieciństwie, późniejsze zycie może wiele elementów maskować lub modyfikować. Akurat moje dzieciństwo było typowo aspergerowe, chociaż nie był to jakiś przypadek skrajny. Ale byłem wystarczającym dziwolągem, żeby trafić na badania kiedy miałem sześć czy siedem lat. Nie znam wyników, wiem tyle, że nie było zalecenia "zatłuc natychmiast", bo jakoś żyję :D

Drugi raz polazłem sam, kiedy miałem koło 20. Chciałem sprawdzić czy to ja mam tak narąbane, czy może świat. Wyszło na remis mniej więcej, tyle że ja dostałem konkretną diagnozę, a świat tylko ogólną :D Testowanie było fajne, trwalo cały dzień - po każdym kolejnym teście pani psycholog miała coraz dziwniejszą minę i sięgała głębiej do szuflady po następny... skończyło się na teście przeznaczonym dla niereformowalnej recydywy :D W sumie zostałem wpakowany do worka "socjopaci i inni tacy", bo ZA zostało zdefiniowane 20 lat później (1994). Przyznać muszę, że pani psycholog byłą naprawdę dobra w swoim fachu - przyszłość praktycznie w całości potwierdziła jej  przewidywania. Oczywiście nie dotyczyło to szczegółów, na które mogą mieć wpływ czynniki losowe, ale  co do reszty... dosłownie "prorok jakiś, czy cóś" :) Później, po 2000 miałem potwierdzenie ZA od pewnego dosyć znanego psychoterapeuty, z który wdałem się w bardzo interesujący "pojedynek" :D Ale to osobna historia.

To co wczoraj opisałem, to oczywiście tylko kilka oderwanych elementów, które u normalsów też mogą w różnym stopniu istnieć. Całość jest dużo bardziej skomplikowana.
Wracając do "upośledzenia" - bo ja wiem... coś się traci, coś zyskuje. To co się traci znam tylko z opisów i obserwacji, co zyskuje, z własnego doświadczenia. Czy bym się zamienił z normalsem? Raczej nie. Z ZA (przynajmniej w takiej formie jak u mnie) chyba jest ciekawiej, chociaż dla otoczenia bywa to dosyć trudne. Dla aspergerowca zresztą też, ale jemu na ogół łatwiej, bo obserwuje innych ludzi trochę jak rybki w akwarium i łatwo przechodzi na swoją stronę szyby... ;) Najlepiej dla wszystkich, kiedy po swojej stronie zostaje, ale nie zawsze się to udaje (tunelowanie? :D).

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 21.04.2019 o 07:20, Jajcenty napisał:

Kurna, jakbym o sobie czytał. I o większości facetów których znam

Bo ex nihilo zmieszał tu cechy ZA z cechami ogólnie przyjętymi za męskie :D

ZA to oczywiście wór gdzie wiele innych osób też wrzuca ogólnie przyjęte za męskie cechy takie jak słabsza socjalizacja, mniejszy konformizm.

Nie wiem czy i mi by nie zdiagnozowano ZA - gdyby mnie diagnozowano. Ale nie diagnozowano.

Zbyt lekko sobie ze wszystkim radziłem żeby kiedykolwiek dać komukolwiek powód do próby diagnozowania.
Maturę zdałem z rękami w kieszeni - bez stresu - 2 x 5. Była po prostu zbyt łatwa dla mnie na tamtym etapie życia. To samo z dostaniem się na studia. Nie musiałem sięgać po jakieś nietypowe rozwiązania,  po prostu zrobiłem to co robiłem wielokrotnie wcześniej.
Ale z kolei u syna już żona wymusiła diagnozę i coś tam wyszło.
Osobiście jednak uważam że dla większości osób diagnozowanych - coś by po prostu wyszło.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, thikim said:

Bo ex nihilo zmieszał tu cechy ZA z cechami ogólnie przyjętymi za męskie :D

Znam temat i nie zmieszałem. :D Samochód ma koła i samolot też. ;)
Tyle że ZA u facetów te cechy może wzmocnić do skrajności. W książce "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" jest fajny test. Komplet punktów jest raczej niemożliwy bez ZA.

7 hours ago, thikim said:

Zbyt lekko sobie ze wszystkim radziłem żeby kiedykolwiek dać komukolwiek powód do próby diagnozowania.

To nie ma związku. Też "zbyt łatwo" sobie ze wszystkim radziłem i nadal zresztą radzę. Oprócz paru spraw, które zwykle nie tyle nawet dla mnie były problemem, co dla otoczenia. Dla mnie bardziej "z rykoszetu". 

7 hours ago, thikim said:

ZA to oczywiście wór gdzie wiele innych osób też wrzuca ogólnie przyjęte za męskie cechy takie jak słabsza socjalizacja, mniejszy konformizm.

Nie tylko to, a właściwie nie to. ZA (np. w moim przypadku, ale nie tylko) to przede wszystkim świat ludzi oglądany przez szybkę. Silne poczucie odrębności. Nie lepszości czy gorszości, ale właśnie oddzielenie. Np. faceci są dla mnie (od zawsze) w zasadzie tylko przedmiotami, z którymi nie wchodzę w żadne relacje psychiczne oprócz trzech stanów  - obojętność, jest ok. ("zaprzyjaźnienie"), dać mu w mordę. Żadnych grup kumpelskich, wspólnych wyjść czy wyjazdów itp., itd. Rozmowy tylko albo chwilę o niczym, albo na bardzo konkretne tematy. Czas kontaktu mocno ograniczony. Dzieci nie istnieją (gorzej, że dzieci często mnie lubią, może też przez to, że nie rozmawiam z nimi "jak z dziećmi", bo nie potrafię). Czas kontaktu kilka minut, dłużej zwykle nie wytrzymuję. Dziewczyny to inny temat, ale to biologia. Społeczeństwo jako całość, wszelkie grupy, plemiona, narody, co tam jeszcze... beze mnie, nie czuję tematu. Itd.

Inna sprawa ZA to raczej w ogóle zbyt wielki wór, który chyba powinien zostać podzielony na kilka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 18.04.2019 o 23:29, Jajcenty napisał:

[...]

No to ma wielki walor rozrywkowy. Total recall coraz bliżej.

I totalna kontrola? Taki "Raport mniejszości" do kwadratu.

Edited by topiq

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
12 godzin temu, ex nihilo napisał:

Silne poczucie odrębności.

Hmm. Emocją zaleciało. A przecież miała być obojętność :)

12 godzin temu, ex nihilo napisał:

Też "zbyt łatwo" sobie ze wszystkim radziłem i nadal zresztą radzę

No, opis matury był jakby odmienny :)

W dniu 21.04.2019 o 04:54, ex nihilo napisał:

Ano jest, a właściwie może być po podłączeniu łbów do sieci. Teraz ZA (i podobne) to odmienność, ogonek Gaussa, poźniej to może być norma - każdy we własnym łbowo-sieciowym świecie, przez co moduł socjalizacji stanie się równie zbędny jak te trzy gnaty ogonowe w strukturze d*py

To nie eliminuje socjalizacji - co najwyżej zmienia jej definicję. Real czy wirtual - w obu socjalizacja się przydaje nawet jeśli wygląda nieco inaczej.
Zresztą kto wie. Może za n lat wyjdzie na jaw że ta nasza przed XXII wieczna socjalizacja była namiastką tego do czego ewolucja dopiero nas kieruje.
Swoją drogą jaką rolę u Ciebie pełni to forum? Socjalizujesz się tu że hej :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 hours ago, thikim said:

Hmm. Emocją zaleciało. A przecież miała być obojętność :)

W ten sposób do sprawy podchodząc, obojętność też jest emocją, tak jak zero jest liczbą ;)
Zresztą ZA nie są przecież całkiem bezemocjonalni. Potrafią się cieszyć czy wkurzać, i nie tylko to. Tyle że ich emocje działają i przejawiają się zwykle trochę inaczej niż u normalsów i trudno im znaleźć porozumienie z otoczeniem na poziomie emocjonalnym, szczególnie w bardziej skomplikowanych sytuacjach, kiedy naturalne emocje są maskowane konwenansami, zwyczajami i innymi takimi sprawami, które normalsi wchłaniają bezwiednie, "przez skórę". Aspery zamiast skóry mają szybkę albo i pancerz. Często łatwiej im znaleźć emocjonalne porozumienie ze zwierzakami
 

7 hours ago, thikim said:

No, opis matury był jakby odmienny :)

A niby dlaczego? Bardzo łatwo mi to przyszło, rozwiązanie miałem gotowe praktycznie natychmiast, kiedy zadanie zobaczyłem. Nie wiedziałem tylko czy istnieje odpowiednie twierdzenie, a belfry skubane, których podpytać próbowałem, tylko się uśmiechali... Nie to nie, sam se zrobię. I dowód też se zrobię. A co :D
Miałem naprawdę świetną zabawę. Gdyby to było na zasadzie

On 4/23/2019 at 10:44 PM, thikim said:

po prostu zrobiłem to co robiłem wielokrotnie wcześniej

to by była zwyczajna nuda i rutyna. Nie lubię tego.
Zresztą cała matura to były niezłe jaja.
I szkólki wszystkie też... bez tego bym w nich nie wytrzymał. Zanudził bym się na śmierć.
 

8 hours ago, thikim said:

Swoją drogą jaką rolę u Ciebie pełni to forum? Socjalizujesz się tu że hej :D

No wiesz... gdybym miał się jakoś szczególnie socjalizować, to raczej nie tu, a gdzieś na FB czy Insta (nie ma mnie na takich). Jestem jeszcze na jednym, bardzo specjalistycznym.
A tak w ogóle to ZA jakiejś tam socjalizacji potrzebuje. Całkiem bez tego nie da się przeżyć w realnym świecie. I też trochę "tak w ogóle" potrzebuje, ale - jak w moim przypadku - tylko trochę i na własnych warunkach. :D
Inna sprawa, że jest wielu ZA, którzy bardzo by chcieli się zsocjalizować, i to całkiem, ale im się nie udaje.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Czy to jest wogóle możliwe z naukowego punktu widzenia połączenie ludzkiego mózgu z chmurą obliczeniową,skoro nawet nie zaczęli prób nad tą technologią,to jak to ma być mozliwe w przyszłości?Problemem jest nie tylko mżóg ale też ciało,jak rozwiążą problem z umieraniem ciała,poza tym jak ludzki mózg  połączą z tą chmurą obliczeniową,na razie to mi wygląda na czyste sci fi niż na naukę!

Edited by GodSI

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 25.04.2019 o 04:13, ex nihilo napisał:

to by była zwyczajna nuda i rutyna. Nie lubię tego.

Ja też tego nie lubię. Ale jak chcę czegoś nierutynowego a przede wszystkim przyjemnego - to idę gdzieś indziej niż na salę egzaminacyjną :D

Na egzamin się idzie bo zasadniczo się musi, a nie dla przyjemności.

No i też bym nie przesadzał z tą rutyną - przed wejściem pytań nie znałem.

2 godziny temu, GodSI napisał:

Czy to jest wogóle możliwe z naukowego punktu widzenia połączenie ludzkiego mózgu z chmurą obliczeniową

Wiem że piszesz odnośnie połączenia elektroniczno-biologicznego. Ale samo połączenie mózgu z chmurą obliczeniową już istnieje. Jak czytasz to forum to poprzez zmysły jesteś połączony do wielkiej chmury obliczeniowej.

Nikt tego nigdy nie kwalifikował jako ZA ale ja posiadam olbrzymie skupienie na celach, rzeczach i przedmiotach. Wykraczające poza normalność.

To ostatnie było do ex nihilo.

Co do połączenia biologiczno-elektronicznego z mózgiem. To już się dzieje. Więc chyba naturalne jest że jak ze wszystkim oczekujemy postępu.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, GodSI napisał:

Problemem jest nie tylko mżóg ale też ciało,jak rozwiążą problem z umieraniem ciała

Tak samo jak dziś. Jak ciało umiera to trumnę się kupuje :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, thikim napisał:

Na egzamin się idzie bo zasadniczo się musi, a nie dla przyjemności.

Eee tam... zawsze lubiłem egzaminy i różne inne takie sprawy. Bawiło mnie to i nadal bawi, kiedy coś takiego mi się zdarza. Coś jak szybki pokerek :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Autorzy nowych badań twierdzą, że ojczyzną współczesnych ludzi jest Botswana. To właśnie tam, w delcie rzeki Okawango, miała przed 200 000 laty pojawić się i rozwijać pierwsza populacja człowieka współczesnego.
      W artykule, opublikowanym na łamach Nature, czytamy: anatomicznie współcześni ludzie pojawili się w Afryce około 200 000 lat temu. Chociaż niektóre najstarsze szczątki sugerują, że pochodzili oni ze wschodu Afryki, to południe Afryki jest domem populacji, która reprezentuje najwcześniejszą gałąź filogenetyczną. W ramach naszej pracy stworzyliśmy największą, o ile nam wiadomo, bazę słabo reprezentowanej macierzystej gałęzi L0 mitochondrialnego DNA pobranego od współczesnych mieszkańców południa Afryki. Dzięki odtworzeniu w czasie częstotliwości oraz rozkładu występowania, wykazaliśmy, że gałąź L0 pojawiła się na mokradłach Makgadikgadi-Okawango przed około 200 000 lat. Autorzy badań stwierdzili, że przedstawiciele tej linii genetycznej pozostawali na wspomnianym obszarze przez około 70 000 lat, następnie zaczęli się rozprzestrzeniać. Jest to zgodne z tym, co wiemy o ówczesnym klimacie. W tym bowiem czasie stawał się on coraz bardziej wilgotny, dzięki czemu powstały korytarze sprzyjające migracji.
      Ci pierwsi anatomicznie współcześni ludzie byli niewielką grupą łowców-zbieraczy ludu Khoisan. Zamieszkiwali oni obszar wielkości współczesnej Szwajcarii. Wówczas cały region Makgadikgadi-Okawango stanowiły mokradła. Jak mówi główna autorka badań, Vanessa M. Hayes, genetyk z australijskiego Garvan Institute of Medical Research, tamtejsza społeczność była wyjątkowo stabilna i przez 70 000 lat zamieszkiwała niemal niezmienione tereny przypominające dzisiejszą deltę Okawango.
      Autorzy badań oparli je na mitochondrialnym genomie 1217 współczesnych mieszkańców południa Afryki. Skupili się na badaniu najstarszej znanej linii mitochondrialnej L0. Badanie akumulowania się mutacji pozwala na określenie czasu, w jakim zachodziły zmiany. Zmiany takie zostały zidentyfikowane i datowane. Okazało się, że datowanie koreluje z datowaniem zmian klimatycznych oraz z archeologicznymi dowodami na migrację człowieka.
      Jak mówią naukowcy, najpierw przed około 130 000 laty, w wyniku zwiększania się opadów, otworzył się korytarz, który umożliwił migrację na północny-wschód. Około 110 000 lat temu obszar Makgadikgadi-Okawango stawał się coraz bardziej suchy, a jednocześnie otworzył się korytarz do migracji na południe. Dowodami na takie migracje są, zdaniem uczonych, istniejące do dzisiaj izolowane linie genetyczne L0k i L0d1'2.
      Te nowe badania pasują do wcześniej zdobytych dowodów genetycznych, wskazujących na istnienie migracji z południa do Afryki Wschodniej, do mieszania się z tamtejszymi populacjami i migracji poza Afrykę. Jeszcze inne, tegoroczne badania, sugerują, że migracja z południa Afryki na wschód bezpośrednio poprzedzała dużą migrację poza Afrykę.
      James Cole, archeolog z angielskiego University of Brighton, który nie brał udziału w badaniach grupy Hayes, chwali Australijczyków za ich osiągnięcia. Jednak zauważa, że nie uwzględnili oni w swojej pracy tak ważnych dowodów, jak np. liczący sobie 315 000 lat szkielet człowieka współczesnego znaleziony w Maroku. Hayes odpowiada, że w swoich badaniach skupiła się wyłącznie na populacji bezpośrednich przodków współcześnie żyjących ludzi, a wobec braku DNA ze szkieletu z Maroka nie znamy jego związków z dzisiejszymi H.sapiens.
      Na braki zwraca też uwagę Milford Wolpoff, paleonatropolog z University of Michgan. Jego zdaniem zespół Hayes zbyt wąsko podszedł do problemu. Opieranie się jedynie na dowodach mitochondrialnych może wprowadzić w błąd. Na przykład nasze związki genetyczne z neandertalczykami są widoczne wyłącznie w DNA jądrowym, a zupełnie brak ich w DNA mitochondrialnym. DNA jądrowe składa się z trzech miliardów par zasad i może ono opowiadać zupełnie inną historię o pochodzeniu człowieka współczesnego niż to, czego możemy dowiedzieć się z mitochondrialnego DNA składającego się z 16 000 par.
      Jak obrazowo powiedział James Cole: mamy do czynienia z puzzlami składającymi się z miliona części. Ułożyliśmy może 100 pierwszych. Paleogenetyka znacząco zwiększyła skalę problemu. Gdy mieliśmy do czynienia z danymi paleontologicznymi i archeologicznymi, wydawało się, że to układanka z 1000 puzzli. Genetyka miała pozwolić na ich całkowite ułożenie. Zamiast tego okazało się, że ten obraz jest znacznie bardziej skomplikowany niż sądziliśmy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Iskra
      Dokładnie 50 lat temu, późnym wieczorem 29 października 1969 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA) dwóch naukowców prowadziło pozornie nieznaczący eksperyment. Jego konsekwencje ujawniły się dopiero wiele lat później, a skutki pracy profesora Leonarda Kleinrocka i jego studenta Charleya Kline'a odczuwamy do dzisiaj.
      Kleinrock i Kline mieli do rozwiązania poważny problem. Chcieli zmusić dwa oddalone od siebie komputery, by wymieniły informacje. To, co dzisiaj wydaje się oczywistością, przed 50 laty było praktycznie nierozwiązanym problemem technicznym. Nierozwiązanym aż do późnego wieczora 29 października 1969 roku.
      Jeden ze wspomnianych komputerów znajdował się w UCLA, a drugi w oddalonym o 600 kilometrów Stanford Research Institute (SRI) w Menlo Park. Próby nawiązania łączności trwały wiele godzin. Kline próbował zalogować się do komputera w SRI, zdążył w linii poleceń wpisać jedynie  „lo”, gdy jego maszyna uległa awarii. Wymagała ponownego zrestartowania i ustanowienia połączenia. W końcu około godziny 22:30 po wielu nieudanych próbach udało się nawiązać łączność i oba komputery mogły ze sobą „porozmawiać”. Wydaje się jednak, że pierwszą wiadomością wysłaną za pomocą sieci ARPANETu było „lo”.
       

       
      Trudne początki
      Początków ARPANETU możemy szukać w... Związku Radzieckim, a konkretnie w wielkim osiągnięciu, jakim było wystrzelenie Sputnika, pierwszego sztucznego satelity Ziemi. To był dla Amerykanów policzek. Rosjanie pokazali, że pod względem technologicznym nie odstają od Amerykanów. Cztery lata zajęło im nadgonienie nas w technologii bomby atomowej, dziewięć miesięcy gonili nas w dziedzinie bomby wodorowej. Teraz my próbujemy dogonić ich w technice satelitarnej, stwierdził w 1957 roku George Reedy, współpracownik senatora, późniejszego prezydenta, Lyndona Johnsona.
      Po wystrzeleniu Sputnika prezydent Eisenhower powołał do życia Advanced Research Project Agency (ARPA), której zadaniem była koordynacja wojskowych projektów badawczo-rozwojowych. ARPA zajmowała się m.in. badaniami związanymi z przestrzenią kosmiczną. Jednak niedługo później powstała NASA, która miała skupiać się na cywilnych badaniach kosmosu, a programy wojskowe rozdysponowano pomiędzy różne wydziały Pentagonu. ARPA zaś, ku zadowoleniu środowisk naukowych, została przekształcona w agencję zajmującą się wysoce ryzykownymi, bardzo przyszłościowymi badaniami o dużym teoretycznym potencjale. Jednym z takich pól badawczych był czysto teoretyczny sektor nauk komputerowych.
      Kilka lat później, w 1962 roku, dyrektorem Biura Technik Przetwarzania Informacji (IPTO) w ARPA został błyskotliwy naukowiec Joseph Licklider. Już w 1960 roku w artykule „Man-Computer Symbiosis” uczony stwierdzał, że w przyszłości ludzkie mózgi i maszyny obliczeniowe będą bardzo ściśle ze sobą powiązane. Już wtedy zdawał on sobie sprawę, że komputery staną się ważną częścią ludzkiego życia.
      W tych czasach komputery były olbrzymimi, niezwykle drogimi urządzeniami, na które mogły pozwolić sobie jedynie najbogatsze instytucje. Gdy Licklider zaczął pracować dla ARPA szybko zauważył, że aby poradzić sobie z olbrzymimi kosztami związanymi z działaniem centrów zajmujących się badaniami nad komputerami, ARPA musi kupić wyspecjalizowane systemy do podziału czasu. Tego typu systemy pozwalały mniejszym komputerom na jednoczesne łączenie się z wielkim mainframe'em i lepsze wykorzystanie czasu jego procesora. Dzięki nim wielki komputer wykonywać różne zadania zlecane przez wielu operatorów. Zanim takie systemy powstały komputery były siłą rzeczy przypisane do jednego operatora i w czasie, gdy np. wpisywał on ciąg poleceń, moc obliczeniowa maszyny nie była wykorzystywana, co było oczywistym marnowaniem jej zasobów i pieniędzy wydanych na zbudowanie i utrzymanie mainframe’a.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe dowody wskazują, że kultura aszelska pojawiła się na północy Francji o co najmniej 150 000 lat wcześniej niż przypuszczano. Znaleźli je właśnie naukowcy z francuskiego Narodowego Centrum Badań Badań Naukowych (CNRS) i Muzeum Historii Naturalnej. Prowadzili oni badania na stanowisku Moulin Quignon w departamencie Somma, które zostało ponownie odkryte w 2017 roku. Stanowisko znano już wcześniej, jednak na 150 lat o nim zapomniano.
      Teraz w osadach w dolinie Sommy, na wysokości 30 metrów nad rzeką, znaleziono ponad 260 krzemiennych narzędzi, w tym 5 pięściaków, których wiek oszacowano na 650–670 tysięcy lat. Znalezione tu pięściaki są najstarszymi tego typu obiektami odkrytymi w Europie północno-zachodniej.
      Znalezione zabytki zostały wytworzone przez przedstawicieli kultury aszelskiej, a odkrycie potwierdza, że dolina Sommy była centralnym punktem najstarszego osadnictwa w Europie.
      Czas rozprzestrzeniania się homininów i kultury aszelskiej wraz z charakterystycznym dla niej bifacjalnym retuszem stosowanym przy produkcji pięściaków, to kluczowe zagadnienie debaty nad zasiedlaniem Europy przez ludzi. Homininy pojawiły się na południu Europy już 1,4 miliona lat temu, jednak dotychczas sądzono, że na północ dotarli znacznie później. Odkrycia z ostatnich lat każą jednak zweryfikować te przypuszczenia. Okazało się bowiem, że do południowo-wschodniej Anglii dotarli już około 800 000 lat temu.
      Narzędzia kultury aszelskiej, pochodzące sprzed 700 000 lat (centralna Francja) i 610-670 tysięcy lat (Włochy), były znane już wcześniej. Jednak dotychczas powyżej 50. równoleżnika północnego najstarsze narzędzia wytwarzane tą technologią liczyły sobie około 550 000 lat.
      Stanowisko Moulin Quignon to jedno z tych stanowisk, na których w latach 1837–1868 francuski archeologi Jacques Boucher de Perthes odkrył pierwsze narzędzia z bifacjalnym retuszem. Odkrycie to skłoniła Charlesa Lyella do wysunięcia stwierdzenia o bardzo dawnym pochodzeniu człowieka. W latach 1863–1864 w Moulin Quignon odkryto ludzkie szczątki, które, jak się okazało, zostały dla żartu podrzucone przez robotników. To zniszczyło reputację stanowiska archeologicznego, o którym na 150 lat zapomniano. Do stanowiska wrócono niedawno, po analizie zabytków przechowywanych od XIX wieku.
      Szczegółowy opis odkrycia można znaleźć w artykule The earliest evidence of Acheulian occupation in Northwest Europe and the rediscovery of the Moulin Quignon site, Somme valley, France

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedźwiedź jaskiniowy prawdopodobnie wyginął głównie przez ludzi, a nie przez zmiany klimatu. Do takich wniosków, przeczących dotychczasowym teoriom, doszła międzynarodowa grupa naukowa złożona z przedstawicieli wielu europejskich instytucji badawczych.
      Niedźwiedź jaskiniowy to jeden z największych gatunków, który wyginął pod koniec ostatniej epoki lodowej. Obecnie obowiązujące teorie mówią, że gatunek wyginął, gdyż nie poradził sobie ze zmianami klimatycznymi. Teraz dowiadujemy się, że ludzie odegrali znaczącą rolę w zniknięciu tego gatunku.
      Naukowcy przeanalizowali mitochondrialne DNA 59 niedźwiedzi jaskiniowych z całej Europy. Badania wykazały, że populacja niedźwiedzia jaskiniowego zaczęła zmniejszać się przed nadejściem ostatniej epoki lodowej oraz, że niedźwiedź jaskiniowy przetrwał wcześniejsze epoki lodowe bez znaczących spadków populacji.
      Naukowcy zauważyli, że H. sapiens pojawił się na terenach zamieszkanych przez niedźwiedzie jaskiniowe około 40 000 lat temu. Wcześniej od tysięcy lat mieszkali tam neandertalczycy, ale ich obecność nie miała związku ze spadkami populacji gatunku. Wydaje się zatem, że niedźwiedzie i neandertalczycy przez tysiące lat mieszkali obok siebie.
      Wszystko wskazuje na to, że to H. sapiens w dużej mierze odpowiada za wytępienie niedźwiedzia jaskiniowego. Człowiek współczesny wykorzystywał lepsze narzędzia do polowania i mógł mniej niż neandertalczyk obawiać się wchodzenia do jaskiń zamieszkanych przez niedźwiedzia. Ludzie mogli polować na niedźwiedzie jaskiniowe dla mięsa, futer oraz by wyeliminować potencjalne zagrożenie. Gdy ludzie zredukowali populację niedźwiedzia jaskiniowego, poszczególne osobniki były bardziej izolowane od siebie, zmniejszyła się pula genetyczna gatunku, przez co stał się on bardziej podatny na choroby. Dodatkową przyczyną było nadejście epoki lodowej. Jako, że niedźwiedź jaskiniowy żywił się głównie roślinnością, zmiany klimatu utrudniały znajdowanie pożywienia.
      W podsumowaniu swojej pracy naukowcy stwierdzili, że przetrzebienie populacji niedźwiedzia jaskiniowego przez człowieka spowodowało, iż gatunek nie był w stanie przetrwać ostatniej epoki lodowej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od czasu, gdy ludzie zasiedlili Nową Zelandię, wyginęła połowa miejscowych gatunków ptaków, a wiele innych jest zagrożonych. Teraz na łamach Current Biology ukazał się artykuł, którego autorzy obliczają, że powrót do takiej liczby gatunków jak przed kolonizacją człowieka zająłby nowozelandzkiej naturze około 50 milionów lat.
      Podejmowane przez nas dzisiaj decyzję dotyczące ochrony środowiska będą odczuwalne przez miliony lat. Niektórzy ludzie sądzą, że wystarczy zostawić naturę samą sobie, a szybko się ona odrodzi. Prawda jednak jest taka, że – przynajmniej w Nowej Zelandii – natura potrzebowałaby milionów lat, by odrodzić się po zniszczeniach dokonanych przez człowieka, a być może nigdy by się naprawdę nie odrodziła, mówi Luis Valente z berlińskiego Muzeum Historii Naturalnej.
      Dzisiejszy poziom bioróżnorodności to skutek milionów lat ewolucji. Ludzie w ciągu kilku tysiącleci wymazali te miliony lat. Naukowcy potrafią stwierdzić, jak dużo bioróżnorodności utraciliśmy wskutek działalności człowieka, ale rzadko zajmują się pomiarami wpływu ludzi na bioróżnorodność wysp.
      Valente i jego koledzy opracowali metodę oszacowania, jak długo wyspiarskiej przyrodzie zajmie odrodzenie się po utracie bioróżnorodności spowodowanej przez człowieka. Stwierdzili, że idealnym modelem do zademonstrowania działania nowej metody będzie zastosowanie jej do ptaków Nowej Zelandii. Antropogeniczne wymieranie nowozelandzkich zwierząt jest dobrze udokumentowane dzięki dziesięcioleciom pracy paleontologów i archeologów. A dostępne zsekwencjonowane DNA wymarłych gatunków ptaków Nowej Zelandii pozwala nam na zastosowanie naszej metody, mówi Valente.
      Naukowcy obliczyli, że powrót do takiej samej liczby gatunków ptaków, jakie żyły na Nowej Zelandii przed przybyciem człowieka, zająłby naturze 50 milionów lat. Gdyby zaś wyginęły wszystkie zagrożone obecnie gatunki, to natura potrzebowałaby 10 milionów lat, by ich liczba powróciła do liczby obecnej.
      Teraz Valente chce zastosować swoją metodę do innych wysp, by sprawdzić, jak tam wygląda sytuacja. Naukowcy spróbują też ocenić, które z czynników antropogenicznych odgrywają najważniejszą rolę w utracie gatunków.
      Uczony z optymizmem spogląda na przyszłość nowozelandzkiej przyrody. "Podejmowane tutaj inicjatywy są wysoce innowacyjne, wydają się działać i mogą zapobiec kolejnym stratom, które natura będzie odrabiała przez miliony lat", stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...