Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
bea

Wytwarzanie ciepła przez organizm

Recommended Posts

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, jaki jest mechanizm wytwarzania ciepła i utrzymania stałej temperatury przez organizm stałocieplny. I dlaczego w tej samej temperaturze jedna osoba czuje się komfortowo, a innej jest zimno? Przykładowo  w mieszkaniu jest 200C. Mąż w koszulce z krótkim rękawem i jest mu przez cały czas ciepło, nawet jak przez godzinę tylko siedzi i nic nie robi. Ja mam na sobie podkoszulek, gruby golf i gruby swetr, a przez cały czas odczuwam zimno. Kiedy na chwilę usiądę, to muszę się dogrzewać grzejnikiem elektrycznym, bo się trzęsę z zimna. Po każdym posiłku muszę natychmiast wypić gorącą herbatę, bo zamarzam i zasypiam, jakbym miała zaraz popaść w jakąś hipotermię :( O co tu u licha chodzi? Czy ja mam jakąś wadliwą termogenezę? Czy da się to naprawić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciężki i długi wątek, postaram się dotknąć jednego tylko problemu, czyli szybszego wychładzania. Przyjmijmy rozsądnie, co znajduje potwierdzenie w statystyce, że skala podobieństwa mężczyzny do kobiety k > 1. Ilość oddawanego ciepła przy ustalonym gradiencie temperatury zależy od powierzchni ciała, a ta skaluje się jak k2, natomiast zasoby energii wewnętrznej do utracenia zależą od masy, co łatwo przekłada się na objętość ciała, ta ostatnia zaś skaluje się jak k3. Ostatecznie stosunek tempa traconej energii do masy jest proporcjonalny do 1/k, czyli kobiety wychładzają się szybciej.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

No tak, różnica to jakieś 25 kg, przy czym ja jestem niższa zaledwie o 4 cm, ale żeby była aż tak ogromna różnica w odczuwaniu temperatury, to chyba przesada. Nawet kobiety nie marzną przy 200C, kiedy mają na sobie t-shir, gruby golf i swetr... Dodam, że jestem zwyczajnie szczupła, nie jakaś anorektyczna

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

:) Piątkę przybij ;) Mam podobnie...
BMI 17,5. Kiedy jest zimno, albo nawet tylko chłodno, dostaję dosłownie paraliżu. "Temperatura odcięcia" na zewnątrz to u mnie ~ +15 bez Słońca i ~ +10 kiedy porządnie świeci. Odcięcie następuje po kilku minutach niezależnie od tego jak jestem ubrany i co robię. Tak było od dziecka.
Zauważyłem, że u mnie reguluje to paszcza, szczególnie nos. Nie ma znaczenia, w jakiej temperaturze będzie reszta - jeśli paszcza nie dostaje odpowiedniej temperatury, całość przechodzi na działanie w reżimie awaryjnym: zasilane jest tylko to, co konieczne do przeżycia. I to na poziomie minimalnym.
Teraz w chałupie mam ok. 13-14 (od kilku dni nie chce mi się palić, pewnie później nawrzucam trochę do pieca). Leżę obok kompa na kocu elektrycznym, przykryty grubym kocem. W paszczę świeci mi z metra promiennik IR (kwoka, z tych czerwonych) 250 W. Jest ok, ciepło i fajnie, ale jeśli wyłączę promiennik, po kilku minutach gęba skurczy mi się do rozmiarów pingponga, z nosa i oczu zacznie cieknąć strumieniami, ręce zrobią się sztywne i sine, a łeb zacznie działać na 20%, tyle, żeby sterować podstawowymi układami... Praktycznie jedyne, co mogę zrobić, żeby z tego wyjść, to przespać się, przynajmniej kilkanaście minut. Wtedy wszysto wraca do normy. Zresztą co ciekawe - kiedy śpię, wystarcza mi nawet 10-15 stopni, ale natychmiast po obudzeniu muszę odpalić zewnętrzne zasilanie. I druga ciekawostka - praktycznie nie ma znaczenia, czy jest +5, czy -15, efekt jest taki sam. No może z tą różnicą, że przy -15 woda, która z nosa i oczu ciurkiem cieknie, zaczyna zamarzać...
I nic na to nie pomaga... żadne ciuchy (nawet dosłownie kosmiczne), ruch, inne takie. Tak po prostu jest. W sumie zima to czas stracony, byle przetrwać do lata.
Ale z drugiej strony +40 i max. Słońce, to pikuś, a nawet więcej - dostaję dzikiego napędu. Nie raz w takich warunkach słyszałem od półżywych znajomych, ukrywających się w cieniu i podpiętych na sztywno do pojemników z wodą: "ty to cholera jakiś cyborg jesteś, albo Robocop" i inne takie. :D

Eeechch... byle do wiosny. Takiej prawdziwej, a nie tego, co teraz, bo już [piiiip]cy dostaję :D

Edited by ex nihilo
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, ex nihilo napisał:

Ale z drugiej strony +40 i max. Słońce, to pikuś, a nawet więcej - dostaję dzikiego napędu.

No to globalne ocieplenie jest Ci raczej na rękę. Ja zdycham z przegrzania powyżej 24. Nienawidzę lata z jego upałem, robakami. muchami i komarami. W lipcu zeszłego roku zainstalowałem nowe okna z roletami. Rolety pozostają opuszczone dosłownie cały czas. W środku słonecznego oświetlam chałupę światłem elektrycznym. Żywię też głęboką niechęć do czosnku, ale odbijam się w lustrach. Reasumując ja mam lepiej bo cierpię tylko przez jakieś 4-5 miesięcy w roku :D    Chciałbym mieszkać w Bergen - ten deszcz co nigdy nie pada w Kaliforni, pada w Bergen.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

I właśnie o to jest pytanie. Skąd takie różnice w odczuwaniu temperatury przez poszczególne osoby? Jak widać powyżej, płeć nie zawsze ma znaczenie, chociaż faktycznie kobiety częściej marzną. Może w przypadku użytkowników ex nihilo i Jajcenty wytłumaczeniem jest BMI? Czy faktycznie trzeba mieć lekką nadwagę lub być napakowanym aby nie marznąć? Nie ma innego sposobu?

Rzekomo są jakieś suplementy, które mają zwiększać produkcję ciepła przez organizm, tylko że one są na odchudzanie i ogólnie jakoś nie jestem przekonana, czy to w ogóle mogłoby zadziałać...

A jak ma się do tego ciśnienie krwi? Bo ja mam zawsze za niskie...

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Raczej tak ogólnie nie da się tego sprowadzić do jednej przyczyny (chociaż indywidualnie tak może być):
- wytwarzanie ciepła (papu, natlenienie, sprawność przemiany)
- rozprowadzanie (stan serca, tętnic i żył głównych i drobniejszych itd.)
- utrata ciepła (izolacja tłuszczowa)
- układ regulacji (wysterowanie)
- odczucia subiektywne (lubię, nie lubię)
- itd.
To wszystko u każdego działa w różny sposób a efekt końcowy jest, matematycznie to określając, jakimś wektorem w wielowymiarowej przestrzeni stanów. A po ludzku - jednemu zimno, drugiemu nie.

Bardziej konkretnie łatwiej mi pisać o sobie, bo to znam, aż za dobrze :D
U mnie jest to przede wszystkim sprawa układu regulacji, a na drugim miejscu utrata ciepła - BMI i praktycznie zero tłuszczu.
Z ciekawości, żeby pozbyć się subiektywizmów, zrobiłem dzisiaj test z termometrem: temperatura powietrza 13 (nie chciało mi się palić, ani wczoraj, ani dzisiaj), temp. po odwróceniu termometru do promiennika 16, czyli tylko 3 stopnie różnicy, w dodatku tylko na paszczy, i to wystarcza do przełączenia układu regulacji z normalnego działania ("jest ok., nawet całkiem ciepło") przy włączonym IR, na działanie w trybie awaryjnym ("zimno, odciąć wszystko, co nie jest konieczne do przetrwania") już chwilę po wyłączeniu IR (gęba się kurczy, woda z nosa i oczu, ręce zaczynają sinieć, ogólne zesztywnienie itd.). Przy czym przez cały czas reszta organizmu była w tych samych warunkach - koc elektryczny (na min., ok 20 W) + koc na górze, temp. pod kocem 24. Czyli wszystko jest uzależnione praktycznie tylko od tego, jak jest temperatura na gębie. Te 24 pod kocem nie ma znaczenia. Nawet kiedy ustawię koc elektryczny na max. i tyłek + reszta zaczyna mi się gotować, po wyłaczeniu IR natychmiast sterowanie przełączy się na tryb awaryjny - wyłączony zostanie dopływ krwi do rąk i nóg, ogólne zmarznięcie itd. W takiej sytuacji wszelkie "więcej się ruszać" itd. zupełnie nie działają. Czasem jest tak, że w zimie coś tam na zewnątrz musze zrobić (mieszkam od kilkunastu lat na wsi) - no i robię... napieprzam czymś tam ile wlezie... grzbiet zaczyna się gotować, a z nosa i oczu cieknie strumykiem, przestaję widzieć i po chwili z totalnie zesztywniałych rąk (rękawice jak w otwarty Kosmos) wypada to coś, młotek czy siekiera, czym napieprzałem...

I jeszcze jedno - punktowe IR jest w moim przypadku dużo skuteczniejsze niż sama temp. powietrza. Przy 16 "z powietrza" bym nie marzł, ale nie było by mi ciepło. A gdybym był już zmarznięty, marzł bym dalej, aż do zesztywnienia.

Ale w niektórych sytuacjach działa też obiektywna utrata ciepła. Przez to nie nauczyłem dobrze pływać - nawet w podgrzewanym basenie woda jest dla mnie za zimna, po minucie-dwóch dostaję trzęsionki, praktycznie paraliż, nawet kiedy Słońce grzeje na max. Jedyne co, mogę, to jakoś utrzymać się na powierzchni, w czym pomaga mi duża pojemność płuc.

Najgorsze w tym wszystkim, w tej całej [piiiiip] zimie jest dla mnie nie samo zimno, z tym sobie radzę, a to, że tak długo to trwa. Po pół roku zimowego bezruchu jestem mniej więcej w takim stanie, jak kosmonauta po pół roku na orbicie. Niby ląduje żywy, ale do normy dochodzi przez kilka miesięcy. I wtedy znowu zaczyna się zima... :D

Miałem kiedyś szansę zostać na pustyni, południe Sahary, bardzo fajne miejsce, bez turystów i innych takich... ale... echch te baby :D;)

Nie wiem jak to działa u Ciebie, może podobnie, może inaczej. Jeśli podobnie jak u mnie, to raczej niewiele z tym można zrobić, a może i nic. Mi się nie udało, chociaż trochę różnych eksperymentów robiłem. Po prostu taka regulacja, doskonała w warunkach tropikalnych, a do kitu w naszych. Dosyć skrajny przypadek. Ogonek rozkładu Gaussa... Takie DNA. Zresztą gatunek jest z Afryki i całkiem niepotrzebnie jakimś idiotom zachciało się stamtąd wyłazić.

Musisz najpierw znaleźć przyczynę - badania, trochę eksperymentów (np. z IR) itd.  Może to być sprawa czysto subiektywna, przyzwyczajenie, odczucie. Takie sprawy zmienić najłatwiej. Suplementy i inne takie... z reguły i tak to nie działa, a jeśli nawet byłyby skuteczne, to by znaczyło tyle, że jest jakaś przyczyna, którą suplementy zamaskują. Lepiej znaleźć przyczynę i z nią wojować. Może się uda.

Ale tego naklepałem... No cóż, wywaliłem z siebie trochę zimowego wk..... Jeszcze tydzień, dwa, i będzie ok. Byle do wiosny :D

Edited by ex nihilo
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przede wszystkim chodzi tu o utrate ciepla przez organizm, a takze samo poczucie zimna. Kazdy z nas ma tą utrate na innym poziomie co jednoczesnie jest regulowane przez czynniki zewnetrzne. Jesli ktos ciagle przebywa w cieplych miejscach to jego organizm traci duzo ciepla by sie nie przegrzac, za to gdy przebywa sie czesto w chlodzie to organizm o wiele optymalniej zarzadza tym. Na tym wlasnie polega hartowanie. Jesli chcielibyscie pokonac zimno to powinniscie sie hartowac, bo dzieki temu organizm bedzie naprawde dobrze zarzadzal cieplem dzieki czemu nie utraci go tak wiele. Jednoczesnie bedzie dzialalo mniej osrodkow przez ktore czlowiek odczuwa zimno. To kolejna zaleta hartowania.

Jesli cos jest niezrozumiale to wybaczcie, pisze na szybko.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, ex nihilo napisał:

Musisz najpierw znaleźć przyczynę - badania, trochę eksperymentów (np. z IR) itd.

Ośrodek termoregulacji omywany jest krwią do której jest dostęp przez tętnicę szyjną. Jak mi jest szczególnie gorąco to robię sobie okłady z lodu na szyję, co redukuje odczuwanie upału. Pewnie dlatego ludzie w zimie noszą szaliki :) i pewnie dlatego promiennik IR skierowany na twarz ma takie błogosławione działanie. Nie wiem czy to dobry pomysł oszukiwać termoregulację, zwłaszcza w sytuacji przegrzewania się układu, ale może tym niedogrzanym nie zaszkodzi tak bardzo - termofor na szyję i będzie ciepło :D

 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może niskie bmi świadczy nie o dobrej wadze, a o słabym metabolizmie energetycznym. Myślę że słaby metabolizm może działać w dwie strony. Z jednej powodować utratę masy ciała i słabe przetwarzanie energii z pokarmu w komórkach i wydalanie dużej zmarnowanej porcji pożywienia bez zysku. Z drugiej strony może być tak że organizm również nie zużywa energii z pożywienia na bierząco, tylko zamienia w tłuszcz. I wtedy mamy za wysokie BMI. Wtedy osobom chudym jest zimno, a grubszym często też. Wydaje mi się że i tak grubsi mają ciepłej z racji większej objętości wzgldem powierzchni ciała, więc pomimo słabego metabolizmu wielu nie będzie odczuwało zimna bardziej od osób z prawidłowym BMI. Również jestem zimnolubem. Wydaje mi się że to z tego powodu że dużo czasu spędzałem na zewnątrz i całorocznie jeżdżę rowerem. BMI po środku tabelki. Latem wystarczy się przyzwyczajać ze 2 tygodnie do upałów i można żyć. Tak jest w moim przypadku. Może po prostu więcej ruchu coś zmienia. Nie wiem. Może po prostu geny. Jestem blondynem, więc pewnie genom gdzieś z północy.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
22 hours ago, Kao18 said:

Jesli chcielibyscie pokonac zimno to powinniscie sie hartowac, bo dzieki temu organizm bedzie naprawde dobrze zarzadzal cieplem dzieki czemu nie utraci go tak wiele. Jednoczesnie bedzie dzialalo mniej osrodkow przez ktore czlowiek odczuwa zimno.

To nie chce być takie proste - przecież ja się od urodzenia (a jestem już dosyć mocno przeterminowany) praktycznie przez cały czas hartuję. Temperatura rzadko jest dla mnie optymalna (>25). I co? I psińco :D
 

20 hours ago, Jajcenty said:

Jak mi jest szczególnie gorąco to robię sobie okłady z lodu na szyję, co redukuje odczuwanie upału.

A spróbuj kiedyś czego innego - pustynnej herbaty. Potrzebe dwie szklanki, sitko, wrzątek, dwie porządnie czubate łyżeczki herbaty (dla zawodowców mogą być trzy) i cukier. Do jednej szklanki wsyp ze 2 cm cukru, herbatę nasyp na sitko i przelej przez to wrzątek do drugiej szklanki i z tej drugiej przelej przez sitko z fusami do szklanki z cukrem. Pić to trzeba gorące, małymi łyczkami. To naprawdę działa. W przeciwieństwie do wszelkich napojów chłodzących i innych takich. Nawet półtrupki do pionu stawia :D

 

20 hours ago, Jajcenty said:

termofor na szyję i będzie ciepło

Często jak musiałem na dłużej wyjść na zimne używałem takiego patentu:
https://www.google.com/search?client=ubuntu&hs=D26&channel=fs&ei=jKGdXNmcB67prgTFnYqYCQ&q=grzałka+katalityczna&oq=grzałka+katalityczna&gs_l=psy-ab.3..0i67j0l2j0i22i30l3.122408.122408..127323...0.0..0.119.119.0j1......0....1..gws-wiz.......0i71.dZbs0a6P8gw
Przekładałem to z odpowiednią łapą z lewej kieszeni do prawej (i odwrotnie :D), a na trasie między kieszeniami przykładałem do gęby.
Ruskie są, a przynajmniej były, bardzo dobre - nie żałowali Pt do siatki. Działa to nawet całkiem nieźle. Teraz nie używam, wychodzę najczęściej na kilka minut i grabki mam wtedy cały czas zajęte, trzecia by była potrzebna, żeby tym się bawić.

 

19 hours ago, Rowerowiec said:

Może po prostu geny.

Niestety... a z tym trudno cokolwiek zrobić.

Edited by ex nihilo
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ex nihilo z tym ze zeby sie hartowac musialbys np myc sie w lodowatej wodzie. W czasie zimy po umyciu sie w takiej byloby ci na zewnatrz zwyczajnie cieplo ;) inna sprawa ze do tego trzeba powoli dochodzic ciagle obnizajac lekko temperature przez x dni, zeby nie zachorowac. Ogolem to jest bardzo proste :D jak sie czlowiek przyzwyczai do bardzo niskiej temperatury to wyzsza temperatura to bedzie dla niego rybka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, ex nihilo napisał:

a na trasie między kieszeniami przykładałem do gęby.

Skąd to tlen bierze? W kieszeni?

5 godzin temu, ex nihilo napisał:

A spróbuj kiedyś czego innego - pustynnej herbaty.

Wątpię bym dał się namówić. Wydaje się że to działa na zasadzie kozy - duża ulga jak już przestajesz pić. :D Termodynamicznie bardziej odpowiada mi model z odprowadzaniem ciepła - mokra koszula, zimny prysznic, wentylator i największy wynalazek ever - klimatyzacja! Nie bez przyczyny letnie szczyty energetyczne są częstsze niż zimowe :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

BMI mam 19, czyli prawidłowe. Marzną mi najbardziej stopy, dłonie i nos. Mąż mówi, że jestem jak pies, bo mam zawsze lodowaty nos :P Zimno najbardziej dokucza mi w spoczynku. Kiedy się umiarkowanie ruszam, to jest w miarę OK. Gdy ruszam się intensywniej, to jest mi gorąco, ale wystarczy, że 5 minut posiedzę i już znów mi zimno. A najgorsze i najbardziej dziwaczne w tym wszystkim jest to, że zimno wywołuje u mnie silny stres, a stres z kolei powoduje, że zaczynam się pocić i w efekcie, paradoksalnie pocę się z zimna :( Optymalna temperatura dla mnie, kiedy np. siedzę przy kompie, to tak ok. 280C. Generalnie mam spore problemy z termoregulacją i kiedy zaczynam coś robić, a może to być tylko umycie kilku naczyń, to już zaczyna mi być za ciepło i muszę wtedy przerwać wykonywaną czynność i zdjąć swetr, ale kiedy skończę i pójdę sobie usiąść, to muszę go znów szybko ubrać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twierdzę, że znoszenie ciepła przez organizm jest warunkowane stopniem sprawności tarczycy (główne i najważniejsze! -> przebadać.) układu krwionośnego (cholesterol, złogi), oraz sprawności metabolicznej jelit (sprawdzić: zespół jelita drażliwego, przecieki jelit - kontrolowanie wydalanego kału (jego forma, stopień zmielenia))- w jakim stopniu z pokarmu pozyskiwane są wartości energetyczne.

Rozwiązanie krótkofalowe: Niacyna - jedzona w ilości 2.5g łyżeczką, efekt: flush - wystrzał krwi do naczyń krwionośnych (+czerwona twarz, jeśli komuś to przeszkadza - jeść mniejsze ilości); oprócz tego boostery organizmu zwiększające metabolizm: kofeina, sarsaparilla, l-karnityna, żeń-szeń, tauryna. Lecz przede wszystkim niacyna, w ilościach przekraczających %RSW. Rano zimny prysznic. Przyspieszenie codziennego chodu (staraj się chodzić dwa razy szybciej). Nie spożywać ciepłych napoi! (informacja dla tarczycy "jest ciepło"). Stąd na pustyni pije się ciepłe herbaty/kawy - by organizm dostał informacje, że jest ciepło i zaczął proces wychładzania. 

Pozdrawiam,

DM

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, bea said:

Gdy ruszam się intensywniej, to jest mi gorąco, ale wystarczy, że 5 minut posiedzę i już znów mi zimno.

No to chyba jeszcze nie jesteś stracona ;)
Ruch i siedzenie można bardzo łatwo połączyć (taka superpozycja stanów ;)) - możesz spróbować tego:
https://www.google.com/search?client=ubuntu&hs=IF2&channel=fs&ei=Q8afXOiAGa34qwGSyqbIDA&q=ćwiczenia+izometryczne&oq=cwiczenia+iz&gs_l=psy-ab.1.0.0l10.33456.42779..56734...9.0..0.98.1702.25......0....1..gws-wiz.....0..0i71j0i131i67j0i67j0i131j0i10j0i10i30j0i13j0i13i30j0i13i5i30j0i8i13i30.dEagYgGD3qg
Napisałem, że "bardzo łatwo", ale... no właśnie, bo trzeba się nauczyć, co niektórym osobom sprawia trochę problemów. Jest to łatwe, kiedy wykorzystuje się jakiś opór - krzesło, drugą rękę itp. ale wtedy trudno jednocześnie ćwiczyć i robić coś innego. Można jednak nauczyć się kontrolować odzielnie napięcie dowolnych grup mięśni, a nawet pojedynczych mięśni, samym tylko "chceniem". na początku może to być trochę trudne, ale z tym jest jak z jazdą na rowerze - kiedy raz się załapie o co w tym chodzi, to nie tylko już zostaje, ale wystarczy nauczyć się kontrolować jeden mięsień, żeby coraz łatwiej kontrolować następne. A później przechodzi się na poziom "pro", kiedy jest to nie tylko po prostu fajną zabawą, którą zresztą inych też można bawić pokazując różne sztuczki z serii "tego się nie da zrobić", ale też przydaje się w różnych sytuacjach, kiedy np. z powodu jakiejś kontuzji, bólu czegoś tam, itd. trzeba przeprogramować sposób ruszania się, oddychania itp. Zresztą sytuacji, kiedy się to przydaje, jesŧ mnóstwo - od siedzenia w jakiejś niewygodnej pozycji, której nie można zmienić, do seksu :D Co więcej - takie ćwiczenia można robić w sposób niezauażalny dla otoczenia, np. na jakiejś nudnej naradzie, w samolocie, kiedy po paru godzinach gnaty drętwieją, można jednocześnie ćwiczyć i wklepywać jakieś piśmidło w komputer... i różne inne takie.

Nie wiem ile miałaś wspólnego ze sportem (to ulatwia), treningami psychofizycznymi i innymi takimi, dlatego trudno mi teraz napisać więcej, coś konkretnego podpowiedzieć itd.

Takimi i podobnymi sprawami bawię się ponad pół wieku, jeśli będzie to komuś przydatne, mogę odpalić osobny temat, gdzie będzie można o tym wszystkim pogadać. Zresztą, tymi sprawami zainteresowałem się w dużym stopniu właśnie przez marznięcie. Myślałem, że może w taki sposób... Ale wyszło tak, że różnych dziwnych rzeczy się nauczyłem, ale marznięce zostało jak było. Z tego co piszesz, wynika, że Twój przypadek jest inny i u Ciebie może, a nawet powinno to zadziałać. U mnie nie działa dlatego, że ruch nic nie zmienia - po grzbiecie może mi pot strumykiem spływać, ale nadal będę przemarznięty, ręce sine albo białe, nos, oczy itd., itp.

 

On 3/29/2019 at 12:05 PM, Jajcenty said:

Wydaje się że to działa na zasadzie kozy - duża ulga jak już przestajesz pić

Raczej patrzy się na dno szklanki: "cooo, tylko tyle było?". Ale kilku po kolei lepiej nie próbować, bo pompka na 200 może wejść... albo na 20 :D
Z kozą coś tam jest, ale przede wszystkim sposób parzenia i cukier. Upał powoduje u większości osłabienie, niektórzy mdleją, a to daje szybkiego kopa - w przeciwieństwie do napojów, które nazywają się "orzeźwiające", rzeczywiście orzeźwia. Mi to nie jest specjalnie potrzebne, ale odczucie jest takie, jakby temperatura zjechała o jakieś 10 stopni.

 

On 3/29/2019 at 12:05 PM, Jajcenty said:

Skąd to tlen bierze? W kieszeni?

Z luftu! :D
Nie tylko w kieszeni, ale nawet pod grubą kurtką. To spalanie jest bardzo powolne. 20-30 ml spala się przez kilka godzin, nawet 7-8.

 

On 3/29/2019 at 8:39 AM, Kao18 said:

Ogolem to jest bardzo proste

Owszem, to jest proste, kiedy regulacja działa liniowo - skutek (zmarznięcie) jest odwrotnie proporcjonalny do temperatury. Kiedy regulacja działa skokowo, nieliniowo, proste być przestaje. Można to porównać do ściemniacza (liniowe) i zwykłago dwupozycyjnego wyłącznika (nieliniowe). A teraz dodaj do tego, że ten wyłacznik działa tak, że wyłaczyć można lekkim naciskiem palca, ale zeby włączyć, musisz godzinę to cholerstwo deptać i kopać. Teraz jest 21:51. Do chałupy przyszedłem jakieś 15 minut po zachodzie, czyli ok. 18:15. Stacja meteo pokazuje mi temp. 11,5 o tej godzinie. Byłem jeszcze w miarę żywy, ale już nieźle podmarznięty - morda, ręce. Od razu koc elektryczny + IR. Teraz, po 3,5 h, ogólnie jest mi już ciepło, ale ręce jeszcze nie całkiem odblokowane.
Inna sprawa, że zahartowany jestem całkiem nieźle - przeziębienia i inne takie mi się nie zdarzają, nizależnie od wszelkich zmian temperatury, jakichś przewiań itd.

 

On 3/28/2019 at 11:11 AM, Rowerowiec said:

Może niskie bmi świadczy nie o dobrej wadze, a o słabym metabolizmie energetycznym.

Z tym metabolizmem raczej źle ie jest - nie miałem nigdy reklamacji, że śledzia z beczki z temperatury przypominam, raczej odwrotnie :D
To nie jest problem z energią, a ze źle wyregulowanym przełącznikiem, który działa zbyt nieliniowo i w dodatku na tryb awaryjny przełącza za wcześnie.
Co ciekawe - spać mogę bez problemu w temperaturach, w których na jawie byłym półtrupkiem :D
 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Dominik Machowski Z niacyną się absolutnie nie zgadzam. Efekt flush nie dość że bardzo nieprzyjemny - cała gęba czerwona, szyja, ręce i dekolt, to jeszcze właśnie miałam od niego gęsią skórkę i było mi strasznie zimno, aż mną dreszcze trzepały. Dlatego właśnie ją odstawiłam, bo chyba tylko w upały mogłabym brać. Polecam w każdym razie, jakby ktoś potrzebował się ochłodzić, to bardzo skuteczna ;)

Co do tarczycy, to TSH miałam w normie, kiedy ostatnio robiłam badania.

Z trawieniem żadnych problemów nie mam

Zimny prysznic, to by mnie chyba zabił. Pewnie bym jakiegoś wstrząsu doznała i zeszła na zawał :P

Do żeń-szenia podchodziłam dwa razy i za każdym po ok. dwóch tygodniach zażywania dostawałam drgawek.

Kofeina owszem, pomaga, zwłaszcza że mam za niskie ciśnienie

Bez ciepłych napoi nie mogłabym żyć. Zamarzłabym pijąc zimne :P

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie nie zamarzałbyś, a zimny prysznic by Cię nie zabił - taki ot co paradoks :) Tylko potem zjeść batonika (bądź przed), czy czekoladę - i szybko do łóżka. 

Ja lubię efekt flush (gdy nikt mnie nie widzi), ogólnie zimą często chodzę w samej bluzie (tak do -2 stopni C), pół zimy spałem z otwartym oknem, cały czas chodzę w samych bokserkach - po akademiku również xd chodzę około dwukrotnie szybciej niż przeciętni ludzie, po schodach wbiegam, zakupy robię w kilka minut. Co 3 dzień ćwiczę (podciągnięcia/pompki), mam znaczną masę mięśniową - przy znikomych ilościach (zewnętrznej) tk. tłuszczowej. 

Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Boostować metabolizm. Nie pić ciepłego. Szybciej chodzić, spożywać cukry proste gdy zimno (cukierki w kieszeni wskazane - i wtedy wysiłek fizyczny, nie widzę nic złego w robieniu pompek bodaj w toalecie gdy nikogo nie ma). Gdy siedzisz trzęś nogą. Szukaj okazji do przebiegnięcia się. Nie wegetować pod kołdrą! Aktywny tryb życia! Zwłaszcza w zimę! Jak chcecie ogrzać organizm, sztucznie go ogrzewając i siedząc przed "kompem" - w dodatku oglądając filmy. Więcej się kochać - to też sposób ;) Koniecznie się wysypiać (polecam system 1x 3h i 2x po 1.5h), z tym, że te 2 drzemki koniecznie do godziny 17 muszą być wykorzystane. 

Pozdrawiam,

DM

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ bea

Na pocieszenie: dawniej w dworach i pałacach za normalną temperaturę w zimie uznawano 10oR (12o C) :D

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Zmarzlaki

Czlowiek nie ryba i ciepło ma:D czerpać  z termogenezy a nie z otoczenia. Może więcej jeść (białka!), tym bardziej, że Wasze BMI ma rezerwy. TEF ( Thermogenic Effects of Food ) dla białek wynosi około 20 – 30%,  TEF “pełno strawnych” węglowodanów (skrobia, glukoza, fruktoza, sacharoza) wynosi około 7-10%
Tłuszcze: TEF tłuszczy jest wyjątkowo niski, wynosi zaledwie 2-3%

Wysoki TEF  białka znaczy, że jego obróbka przez organizm jest energochłonna, czego skutkiem ubocznym jest wydzielanie ciepła.

Edited by 3grosze
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No niby może i tak, ale... termoregulacja ma to dokładnie tam i skutek jest jaki jest. Obojętnie co żram ile żram, i kiedy żram.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z moich obserwacji wynika, że najbardziej zimno jest mi właśnie po zjedzeniu węglowodanów. Z nieznanych przyczyn chyba najbardziej po pomarańczach i musli. Generalnie zimno mi i robię się senna po każdym posiłku, bo organizm całą energię kieruje na trawienie, ale po białku i tłuszczach nie jest jeszcze tak źle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...