Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Lądowe pustelniki przyciąga woń martwych pobratymców. Czyjaś śmierć oznacza bowiem cenny pustostan do zasiedlenia.

Mark Laidre i Leah Valdes z Dartmouth College rozłożyli na plaży 20 plastikowych rurek z mięsem krabów. W ciągu kilku minut zaroiło się wokół nich od pustelników Coenobita compressus. Choć wyglądało to tak, jakby zbierały się na pogrzeb, nic bardziej mylnego. Był to raczej zlot chętnych do przejęcia domu...

Żaden z kilkuset gatunków pustelników nie wytwarza własnego pancerza. W miarę wzrostu muszą one zmieniać muszle na większe. Zdobycie odpowiedniego lokum to przeważnie kwestia życia i śmierci, stąd zacięte walki.

Dla lądowych pustelników znalezienie nowego pancerza jest szczególnie trudne, gdyż duże muszle z dużą ilością miejsca do wzrostu są ciężkie (wypór wody ułatwiłby zadanie). Mniejsze są zaś często za małe.

W 2012 r. Laidre odkrył, że C. compressus mogą dostosowywać muszle, uwalniając trawiące substancje i skrobiąc; dzięki tym zabiegom poszerza się wejście, zmniejsza się grubość ścian i znika wewnętrzna spirala. Przebudowa jest jednak czasochłonna i powolna. Łatwiej i szybciej jest przejąć już dostosowany dom.

Amerykanie zauważyli, że pustelniki przyciągała także woń mięsa ślimaków (w o wiele mniejszym jednak stopniu niż padliny własnego gatunku). Morskim pustelnikom nie robiło różnicy, czy prezentuje im się padlinę innych pustelników czy ślimaków.

Laidre nie jest tym zdziwiony, bo jak tłumaczy, na korzyść morskich zwierząt działa wyporność wody, która pomaga w radzeniu sobie z ciężarem. Poza tym w morzu jest więcej muszli niż na lądzie, co znacząco obniża konkurencję.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nosoderma diabolicum, chrząszcz zamieszkujący zachodnie wybrzeża USA ma, podobnie jak jego kuzyni z podrodziny Zopherinae, jeden z najbardziej wytrzymałych egzoszkieletów występujących w przyrodzie. Dlatego też bez trudu może przeżyć przejechanie przez samochód, a ptaki czy gryzonie rzadko mogą się nim pożywić.
      Przetrwanie Nosoderma diabolicum, zwanego diabolicznym chrząszczem pancernym, zależy od jego umiejętności udawania martwego oraz od niezwykłego pancerza. Chrząszcz nie lata, nie jest też szybkobiegaczem. Gdy złapie go drapieżnik, udaje martwego i cierpliwie czeka, aż drapieżnikowi znudzą się próby przebicia pancerza.
      Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine (UCI) i innych instytucji badawczych określili właśnie skład oraz budowę niezwykłego pancerza i wykazali, że współczesna inżynieria może skorzystać na tych doświadczeniach.
      Wszystko zaczęło się w 2015 roku, gdy świeżo upieczony magister Jesus Rivera, pracujący w uniwersyteckim laboratorium profesora Davida Kisailusa, zwiedzał muzeum entomologiczne na University of California Riverside. Tam dowiedział się o istnieniu diabolicznego chrząszcza pancernego. Młody uczony pozbierał więc chrząszcze znalezione wokół uniwersyteckiego kampusu i zaczął prowadzić na nich eksperymenty. Okazało się, że zwierzę jest w stanie przetrwać nacisk o 39 000 razy większy od jego własnej wagi. To tak, jakby 70-kilogramowy człowiek był w stanie przeżyć pod położonym na nim betonowym blokiem o wadze 2730 ton.
      Rivera i Disailus wykorzystali mikroskopy i spektroskopy do przeanalizowania budowy pancerza Nosoderma diabolicum. Odkryli, że tajemnica niezwykłej wytrzymałości tkwi w architekturze egzoszkieletu, szczególnie zaś w elytronie. U chrząszczy latających elytry, czyli pokrywy, tworzą pierwszą parę skrzydeł – tę stwardniałą – służących do ochrony drugiej, błoniastej pary. U nielotnych chrząszczy pancernych eltyron wyewoluował tak, by tworzyć stałą ochronną powłokę.
      Kisailus i Rivera wykazali, że elytron Nodoserma diabolicum składa się z warstw chityny oraz matrycy białkowej. Amerykanie, wraz z grupą japońskich naukowców z Tokijskiego Uniwersytetu Rolnictwa i Technologii przeanalizowali skład chemiczny egzoszkieletu chrząszczy latających i porównali go z egzoszkieletem diabolicznego chrząszcza pancernego. Okazało się, że zewnętrzna warstwa egzoszkieletu Nosoderma diabolicum ma znacznie większą koncentrację protein, dochodzącą do 10% wagi. Zbadano też szew łączący u N. diabolicum obie połówki elytry. Uczeni zauważyli, że jego struktura przypomina szczepione ze sobą puzzle. Za pomocą specjalnie zbudowanego urządzenia naukowcy obserwowali, jak ten szew zachowuje się pod naciskiem. Odkryli, że – wbrew temu, co można się było spodziewać – wypustki „puzzli” nie łamią się w najwęższym miejscu, ale przy nacisku, dochodzi do delaminacji.
      Gdy rozrywamy puzzle, oczekujemy, że oderwie się najwęższa część wypustki. Jednak u tych chrząszczy nie obserwowaliśmy takiego katastrofalnego zjawiska. Zamiast tego dochodziło do delaminacji, czyli znacznie łagodniejszego uszkodzenia struktury, mówi Kisailus. Zauważono też, że warstwy zawierają microtrichia, miniaturowe włoski zapobiegające ześlizgiwaniu się warstw.
      Profesor Kisailus wysłał Riverę do Lawrence Berkeley National Laboratory, gdzie przy pomocy specjalistów pracujących przy Advanced Light Source można było przeprowadzić obserwacje zmian struktury pancerza poddanego naciskowi, wykorzystując przy tym potężne źródło promieniowania rentgenowskiego. Badania potwierdziły wcześniejsze spostrzeżenia dotyczące zarówno geometrii jak i reakcji na nacisk pancerza.
      Uczeni już przystąpili do prac nad wykorzystaniem swoich spostrzeżeń przy produkcji bardziej wytrzymałych materiałów na potrzeby przemysłu lotniczego. Badania są finansowane przez US Air Force, US Army Research Office oraz Departament energii i Tokijski Uniwersytet Rolnictwa i Technologii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści od dawna sądzili, że muszle znajdowane na stanowiskach archeologicznych na Karaibach to świadek okresów głodu. Rozpowszechniony pogląd mówił, że ludzie jedli ślimaki czy małże w czasach, gdy nie było innego pożywienia.
      Jednak naukowcy z University of Florida uważaj, że tysiące muszli na stanowisku archeologicznym na przedmieściach St. Thomas na Wyspach Dziewiczych Stanów Zjednoczonych, to dowód na to, że dzieci pomagały dorosłym w zdobywaniu pożywienia. Dorosły zbieracz po znalezieniu ślimaka czy małży wyjmował mięso, a muszlę wyrzucał, więc nie trafiała ona na stanowisko archeologiczne. Tymczasem to w St. Thomas jest dosłownie zasypane tysiącami muszli, zwraca uwagę William Keegan, kurator zbiorów archeologii Karaibów w Florida Museum of Natural Hisotry.
      To nie dowód na to, że ludzie głodowali. To dowód, że dzieci uczestniczyły w zdobywaniu pożywienia. Musimy zacząć o dzieciach jak o aktywnych członkach społeczności, którzy wpływają na znajdowany przez nas materiał i jego rozkład, stwierdza uczony. Dzieci są ostatnią grupą, która przyciąga uwagę archeologów. Dotychczas wszelkie wysiłki dotyczące identyfikacji bytności dzieci na stanowisku archeologicznym ograniczały się do badania źle wykonanych przedmiotów, miniatur oraz rzeczy wyglądających na zabawki. Ale to nie jest pełen obraz.
      Dzieci mogły brać udział w zdobywaniu pożywienia, co w kulturze saladoid mogło oznaczać, że zbierały małże i ślimaki. "Jeśli twój rodzic wybiera się do sklepu spożywczego, to musisz pójść z nim. Jeśli tam robisz coś więcej, niż ściąganie cukierków z półki, to zaczynasz pomagać, mówi Keegan.
      Olbrzyma liczba muszli na stanowisku archeologicznym skłoniła naukowców do wysunięcia hipotezy, że zostały one tam celowo przyniesione i dopiero na miejscu wyciągnięto z nich mięso, a muszle wyrzucono. Zespół badawczy opracował nawet kryteria, które pozwoliły stwierdzić, czy muszle rzeczywiście zostały zebrane przez dzieci.
      Jak mówi Keegan, takie muszle najłatwiej jest zidentyfikować ze względu na wielkość i różnorodność. Dzieci zwykle generalizują rzeczy, co oznacza, że będą zbierały wszystkie muszle, również te małe.  Dorośli podniosą te, które opłaca się zebrać, zatem raczej większe muszle, gdzie można spodziewać się więcej mięsa. Zatem obecność dużej liczby małych, łatwych w transporcie muszli, wskazuje, że zostały one zebrane przez dzieci. To tak, jakby ktoś wysłał studenta biologii na plażę i kazał mu wyzbierać wszystko na obszarze metra kwadratowego. Oczywiście, że da się to zrobić i będzie z tego niezły posiłek, ale to strata czasu. Dorosły nie będzie skupiał się na bardzo małych muszlach. Woli w tym czasie podnieść konkretne ślimaki czy małże, o których wie, że będzie z tego większy i smaczniejszy posiłek, wyjaśnia Keegan.
      Niestety, badane stanowisko zostało w dużej mierze naruszone, więc naukowcy nie mają pełnego obrazu sytuacji. Ponadto Karaiby są słabo zbadane pod względem archeologicznym, więc Keegan i jego zespół mają do dyspozycji niewiele wiadomości o stylu życia przedstawicieli kultury saladoid. Dlatego też wyniki swoich badań porównali z tym, co wiemy o społecznościach zbierackich zamieszkujących wyspy Pacyfiku, gdzie od tysięcy lat styl życia nie uległ większym zmianom. To nie jest bezpośrednie porównanie. To analogia, która pokazuje nam, że to, co widzimy u współcześnie żyjących populacji jest zgodne z tym, co widzimy na stanowisku archeologicznym.
      Zdobyte dowody wskazują, że przedstawiciele kultury saladoid, podobnie jak przedstawiciele współczesnych kultur zbierackich na wyspach Pacyfiku, wykorzystywali wspólne zbieranie pożywienia do umacniania więzi rodzinnych. Saladoid byli kulturą matriarchalną, więc ich linie pokrewieństwa  należy śledzić po linii matki. Mężczyźni często nie brali udziału w codziennym życiu społeczności. Kobiety często wybierały się wraz z dziećmi na długie wyprawy, by zbierać pożywienie. To była holistyczna społeczność. Do około 15. roku życia dzieci były już zaangażowane we wszystkie funkcje dorosłych, wyjaśnia Keegan.
      W niektórych przypadkach dzieci działały bardziej efektywnie niż dorośli. Tam gdzie dorośli przeszukiwali głębsze wody i wydobywali większe muszle, dzieci brodziły po płyciznach zbierając drobne muszle, z których podniesieniem dorośli mieliby kłopot. Dzieci były włączone w życie społeczności, dodaje uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Morski pustelnik Munidopsis andamanica, który żyje na dużych głębokościach, żywi się wyłącznie drewnem. Musi więc czekać na opadające na dno pnie oraz wraki. W ostateczności nie pogardzi też orzechami kokosowymi (Marine Biology).
      W żołądku zwierzęcia występują bakterie i grzyby, pomagające mu w strawieniu nietypowego jak na te warunki pokarmu, czyli celulozy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieprawdopodobne. Munidopsis andamanica jest gatunkiem występującym na dużych głębokościach, a żywi się typowo lądowym pokarmem – opowiada Caroline Hoyoux z University of Liège.
      Hoyoux współpracowała z naukowcami macierzystej uczelni, a także z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie oraz Uniwersytetu Piotra i Marii Curie w Paryżu. Do odkrycia doszło podczas ustalania, jakie zwierzęta zagospodarowują trafiające do wód drzewo. Okazało się, że kolonizują je nicienie, małże, skorupiaki oraz właśnie M. andamanica. Analiza aparatu gębowego i zawartości przewodu pokarmowego wykazała, że zwierzę żeruje wyłącznie na drewnie.
      Byliśmy zaskoczeni, ponieważ skorupiaki są często postrzegane jako drapieżcy bądź padlinożercy. Fakt, że M. andamanica konsekwentnie żeruje na materiale roślinnym, zwłaszcza drewnie, zamiast zjadać mięczaki lub [nicienie], obala powzięte z góry założenia dotyczące diety przedstawicieli rodzin Galatheidae i Chirostylidae.
      Choć zwierzęta kolonizujące opadające na dno morza drzewo odkryto pod koniec XIX wieku, aż do lat 70. ubiegłego stulecia nikt się nimi nie zajmował. Do teraz sądzono, że są to głównie mięczaki. Hoyoux tłumaczy jednak, że skorupiaki są drugą pod względem liczebności gatunków i osobników drewnolubną grupą.
      By zbadać, jakie zwierzęta skuszą się na dany rodzaj pokarmu, naukowcy spuszczali sieć z umieszczonymi wewnątrz kawałkami drewna. Oczka są na tyle duże, by wpuścić do środka larwy, ale na tyle małe, że dorosłe zwierzęta nie mogą się już przez nie wydostać.
      Sieci leżały na dnie przez rok. Potem je wydobyto i skatalogowano przymusowych mieszkańców. Znaleziono 15 gatunków dziesięcionogów, jeden gatunek równonoga i jeden obunoga.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...