Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Nerki wyhodowane w Japonii nadzieją dla milionów pacjentów na całym świecie

Recommended Posts

Uczeni z japońskiego Narodowego Instytutu Nauk Fizjologicznych wyhodowali w ciele szczura prawidłowo działające nerki myszy. Zaczątkiem nerek było kilka komórek macierzystych dawcy.

Utrata nerek znacząco pogarsza jakość życia pacjenta. Konieczne są albo uciążliwe, niezwykle ograniczające swobodę dializy, albo przeszczep. Jednak dawców jest znacznie mniej niż osób potrzebujących. W Polsce na liście osób oczekujących na przeszczep nerki znajduje się około 1200 osób. Liczba ta nie zmienia się od lat, a specjaliści przypuszczają, że faktyczne zapotrzebowanie na przeszczep jest nawet 4-krotnie większe. Zapotrzebowanie znacznie przekracza podaż nerek.

Naukowcy pracują więc nad hodowaniem organów poza ludzkim organizmem. Jedną ze stosowanych metod polega na wstrzyknięciu do blastocyst zmutowanego zwierzęcia, któremu brakuje jakiegoś organu, komórek macierzystych dawcy. Dochodzi wówczas ro różnicowania się tych komórek w organ, którego brakuje zmutowanemu zwierzęciu. Organ ten zachowuje cechy dawcy komórek macierzystych, może więc potencjalnie zostać wykorzystany do przeszczepu.

Już wcześniej użyliśmy komplementacji blastocyst do stworzenia szczurzej trzustki u myszy, której trzustki brakowało. Zdecydowaliśmy się teraz na sprawdzenie, czy metoda ta pozwoli na uzyskanie nerek, na której jest znacznie większe zapotrzebowanie, mówi główny autor najnowszych badań. Teppei Goto.

Początkowo badacze próbowali uzyskać szczurze nerki w myszy, jednak komórki macierzyste szczura nie różnicowały się łatwo w dwa główne typy komórek potrzebnych do utworzenia nerek. Japończycy spróbowali więc uzyskać mysie nerki w ciele szczura i odnieśli sukces.

Gdy blastocysty z komórkami macierzystymi myszy wstrzyknięto szczurom, u których wywołano sztuczną ciążę, rozwinęły się one w normalne płody. Ponad 2/3 tych płodów zawierało parę nerek pochodzących z mysich komórek macierzystych. Dalsze badania pokazały, że pod względem strukturalnym wszystkie te nerki były zbudowane prawidłowo i co najmniej połowa z nich mogła prawidłowo działać.

Nasze badania pokazują, że komplementacja blastosyt to właściwa metoda uzyskania nerek. W przyszłości badania te może uda się zastosować do uzyskiwania ludzkich organów w ciałach zwierząt hodowlanych. W ten sposób można będzie wydłużyć życie i poprawić jego jakość u milionów pacjentów na całym świecie.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, f1513405 napisał:

metoda z linku powyżej wygląda na lepszą

Ta metoda którą linkujesz ma problem z wykształceniem w organie wszystkich rodzajów występujących tam komórek. W dodatku polega na budowaniu dla pacjenta "własnej" tkanki na obcych naczyniach krwionośnych i szkielecie, co niestety nie daje pełnej zgodności z tkankami pacjenta. I  jeszcze to płukanie detergentami...

Wytłumacz proszę zatem, dlaczego uważasz ją za lepszą, niż wyhodowanie od razu w pełni funkcjonalnego i zgodnego narządu?

21 godzin temu, f1513405 napisał:

jak nie będziecie należeć do 2% to możecie o takich rzeczach w komiksach poczytać

To jakaś teoria spiskowa? Wyrażasz się tu nieco nieprecyzyjnie, więc wybacz jeśli się mylę i popraw mnie, ale domyślam się, że chodzi o 2% najbogatszych ludzi na świecie.

Otóż mylisz się. Nawet przyjmując taki cyniczny punkt widzenia, że liczy się tylko pieniądz.

Bo ten pieniądz trzeba gdzieś zarobić. A co przyniesie większy zysk ze sprzedaży usługi medycznej: jedna transakcja z zyskiem 1000000 baksów, czy 21+ transakcji na 50k baksów? To po pierwsze.

Po drugie - z punktu widzenia cynicznego i "obrzydliwie bogatego" pacjenta - lepiej poddać się terapii dobrze przetestowanej na innych (biedniejszych) niż za grubą kasę być jednym z pionierów - czy jak kto woli królików doświadczalnych.

Po trzecie - nawet jeśli jesteś przeciętnie (czy nawet poniżej przeciętnie) zarabiającym Polakiem, to nadal jest szansa, że w razie potrzeby załapiesz się na drogie leczenie. I wcale nie jako królik doświadczalny. Ani nie po zrzutce ogólnonarodowej. Wystarczy się odpowiednio ubezpieczyć. Faktycznie - ogromna większość drogich operacji w Stanach i ogólnie w krajach rozwiniętych jest opłacana przez polisy ubezpieczeniowe. Bo z własnej kieszeni nawet przyzwoicie zarabiający przedstawiciel klasy średniej nie byłby w stanie ich opłacić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Jarkus napisał:

Wystarczy się odpowiednio ubezpieczyć. Faktycznie - ogromna większość drogich operacji w Stanach i ogólnie w krajach rozwiniętych jest opłacana przez polisy ubezpieczeniowe. Bo z własnej kieszeni nawet przyzwoicie zarabiający przedstawiciel klasy średniej nie byłby w stanie ich opłacić.

Hm, mam dysonans poznawczy. IMHO ubezpieczenia de facto podnoszą koszty usług medycznych. No przynajmniej o marżę ubezpieczyciela. Pod drugie, w przypadkach kiedy ubezpieczyciel już musiał zapłacić za leczenie, po prostu źle skonstruował umowę i wykluczenia - dlatego nie zdołał się wyślizgać ;) No ale to ja i moja niechęć do TU

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jajcenty napisał:

IMHO ubezpieczenia de facto

IMHO czy de facto? :)

6 godzin temu, Jajcenty napisał:

podnoszą koszty usług medycznych. No przynajmniej o marżę ubezpieczyciela.

Jaki mechanizm miałby za to odpowiadać? W szczególności - nie wyobrażam sobie, co wspólnego może mieć marża TU do ceny usługi medycznej (chociaż marża w przypadku ubezpieczenia to nie najlepsze słowo).

Powiem więcej - jestem zdania, że ubezpieczenia prywatne obniżają koszty usług medycznych. A działa to IMHO tak: jeśli w danej populacji coraz więcej terapii (na które wcześniej ludzi nie było stać) zaczyna być opłacana przez prywatne polisy ubezpieczeniowe, to cena tych terapii spada - efekt skali.

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

moja niechęć do TU

Nie daj się! Jesteś na serwisie popularnonaukowym. Niech emocje nie zaburzają racjonalnego myślenia! Trzymam za ciebie kciuki! :)

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

kiedy ubezpieczyciel już musiał zapłacić za leczenie, po prostu źle skonstruował umowę i wykluczenia - dlatego nie zdołał się wyślizgać

To dosyć powszechny stereotyp, którego po krótkim zastanowieniu nie da się obronić.

Jestem nawet w stanie zrozumieć jego istnienie, bo ludzki mózg ma tendencję do upraszczania. Wiele TU przez lata sprzedawało niekorzystne produkty inwestycyjne "zapakowane" w polisę ubezpieczeniową. A te polisy z prawdziwym ubezpieczeniem to tylko nazwę miały wspólną. Drugi czynnik który powszechnie przebija się do świadomości ludzi, to cała masa spraw w sądach związanych z odszkodowaniami i zadośćuczynieniem za wypadki samochodowe. Pasą się teraz na tym prawnicy i przeróżne firmy odszkodowawcze. I ludzki umysł wrzuca to wszystko do wora z etykietką "ubezpieczenie".

Jednak mówimy teraz o prywatnym ubezpieczeniu "ochronnym" a nie o inwestycji zapakowanej w papierek polisy czy obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu. Może cię zaszokuję, ale TU zależy na szybkim i sprawnym wypłacaniu świadczeń. Bo po pierwsze to dla nich lepsza reklama niż cokolwiek innego. A po drugie (cynicy pewnie odwróciliby kolejność) niewypłacanie byłoby najgorszą antyreklamą. I utratą rynku.

A wykluczenia? Oczywiście są. Różne u różnych TU. Tak jak możesz kupić najróżniejsze samochody - od klasy "złom" do klasy "premium", tak możesz kupić różne ubezpieczenia.

Gdyby ludzie na wybór ubezpieczenia przeznaczali choć tyle czasu, co na zaplanowanie najbliższych wakacji albo sylwestra, to nie byłoby potem zdziwienia, że polisa czegoś tam nie obejmuje. Tylko po co, prawda? Przecież ubezpieczenie to ubezpieczenie. Wszystkie są takie same, więc najlepiej jak już kupować, to najtańsze.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Jarkus napisał:

IMHO czy de facto?

Touche! Oczywiście miało być "per saldo".

9 godzin temu, Jarkus napisał:

Powiem więcej - jestem zdania, że ubezpieczenia prywatne obniżają koszty usług medycznych. A działa to IMHO tak: jeśli w danej populacji coraz więcej terapii (na które wcześniej ludzi nie było stać) zaczyna być opłacana przez prywatne polisy ubezpieczeniowe, to cena tych terapii spada - efekt skali.

Generalnie, TU nie kupuje usług medycznych tylko je refunduje. I nie umawia się ze szpitalem tylko sprawdza jakie są ceny i bierze je pod uwagę przy ustalaniu stawki. Widać to w materiale  wskazanym przez Mariusza! Nie bardzo wiadomo jaki jest wpływ TU. Oczywiście jeśli jakoś kupuje usługi, to jest w stanie uzyskać upusty, ale jestem pewien, że ten upust stanowi zysk TU a nie ubezpieczonego. Ja bym tak zrobił. Ubezpieczony na tym biznesie traci. Głównie dlatego, że poród zdarza mu się dwa razy w życiu a składkę płaci przez całe życie.

Zazwyczaj w tym momencie proszę interlokutorów by podsumowali swoje dotychczasowe wydatki na ubezpieczenia i zwroty uzyskane od TU. Znam tylko jedną osobę, która ma ten bilans dodatni - pechowcowi dwa razy ukradziono samochód. I nie chodzi o umowy z niejawnymi wykluczeniami czy o trudności w egzekwowaniu zobowiązań TU. Chodzi o sam mechanizm kalkulowania ryzyka. Jeśli TU deklaruje: jak dla pana, po znajomości, refundacja bypassów 100 zł/mc, to najlepsze co możesz zrobić, to odkładać te 100 zeta i naskładasz na te swoje bypassy. Będziesz do przodu o marżę TU :)

10 godzin temu, Jarkus napisał:

Gdyby ludzie na wybór ubezpieczenia przeznaczali choć tyle czasu, co na zaplanowanie najbliższych wakacji albo sylwestra, to nie byłoby potem zdziwienia, że polisa czegoś tam nie obejmuje.

Wiesz, głupio zakładam rzetelność w biznesie. Tymczasem umowy TU czy bankowe mają więcej wspólnego z podstępem niż umową. Ostatnio na przykład okazało się, że moje mieszkanie nie jest ubezpieczone od zalania. To znaczy jest, jeśli ja zalałem, bo jak zostałem zalany, to już nie. 

Generalnie co do zasady: TU kalkuluje ryzyko, dodaje koszty, zysk i sprzedaje za cenę. Więc jeśli będziesz odkładał składkę, to w długim okresie powinieneś być do przodu. Chyba że masz pecha. Ale wtedy TU weźmie to pod uwagę i Twój pech znajdzie odbicie w składce. Tak naprawdę w TU kupujesz poczucie bezpieczeństwa. A przy likwidacji, często okazuje się ono fałszywe. Dlatego sam mam tylko obowiązkowe ubezpieczenia.

Jeden z programów medycznych: 1 osoba w wieku 2-67 lat - 615 zł rocznie. To rozbój a nie oferta.  W moim konretnym przypadku za 600 opękam z 5 lat wizyt prywatnych i badań laboratoryjnych. I dziwne ograniczenie na wiek - 67 lat. Przypadek? Nie sądzę. 

Moja niechęć do ubezpieczeń nie jest czysto prawicowa. Uważam że ma pewne uzasadnienie w liczbach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pięćdziesięcioczteroletnia pacjentka przeszła w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK) we Wrocławiu pionierską w skali kraju operację jednoczesnej retransplantacji serca i transplantacji nerki. Po 3 miesiącach w środę (31 sierpnia) pani Małgorzata została wypisana do domu.
      Do problemów z sercem dołączyła się niewydolność nerek
      Pierwszy przeszczep serca pacjentka przeszła jesienią 2000 r. Niestety, rozpoznano u niej przewlekłe odrzucenie przeszczepu - waskulopatię naczyń wieńcowych. Jako że stan chorej stale się pogarszał, została zakwalifikowana do retransplantacji serca.
      W międzyczasie u pani Małgorzaty rozwinęła się niewydolność nerek i przez ostatnie 1,5 roku trzeba ją było dializować. Ponieważ pojawiła się konieczność kolejnego zabiegu - przeszczepu nerki - lekarze uznali, że dla pacjentki najkorzystniejsze będzie, by oba zabiegi przeprowadzić jednocześnie, przeszczepiając narządy od jednego dawcy.
      Mąż pacjentki opowiada, że przed zabiegiem stan pani Małgorzaty był bardzo zły. Miała problem nie tylko z wykonywaniem najprostszych czynności domowych, ale i z poruszaniem czy zasłabnięciami.
      Interdyscyplinarne wyzwanie
      Gdy znalazł się odpowiedni dawca, 25 maja odbyła się operacja. Najpierw przeszczepiono serce, a po chwili przerwy nerkę. Łącznie operacja trwała ok. 6-7 godz.
      Zabieg był skomplikowany. Przeprowadzono retransplantację serca i transplantację nerki, a trzeba zaznaczyć, że trudno jest przeszczepić serce przy niefunkcjonujących nerkach i odwrotnie – nerki przy niewydolnym sercu [...] – podkreśliła prof. dr hab. Oktawia Mazanowska, kierowniczka Oddziału Transplantacji Nerek.
      To było ogromne wyzwanie dla wszystkich zespołów, najlepszy przykład interdyscyplinarnej działalności, jaka jest możliwa w szpitalu. Pacjentka leżała na naszym oddziale dość długo, 6 tygodni, zmagaliśmy się z perturbacjami wynikającymi z problemów wielonarządowych [serce dość szybko się przyjęło, ale nerka długo nie chciała pracować], ale ostatecznie opuściła go w bardzo dobrym stanie - dodał prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii.
      Współpraca podczas i po zabiegu
      Dr hab. Dorota Kamińska z Kliniki Nefrologii i Medycyny Transplantacyjnej wyjaśnia, że ścisła pooperacyjna współpraca między klinikami jest niezbędna choćby dlatego, że pewne leki, które dobrze działają na serce, źle wpływają na nerki, a te, które sprzyjają nerkom, mogą czasem z kolei obciążać serce. Trzeba więc stale monitorować i na bieżąco dostosowywać lekoterapię.
      Szacuje się, że w kompleksowe zorganizowanie zabiegu transplantacji serca zaangażowanych może być w sumie nawet ponad 100 osób. W przypadku zabiegu jednoczasowej retransplantacji i transplantacji – jest ich znacznie więcej - wyliczono w komunikacie USK.
      Pani Małgorzata będzie pozostawać pod opieką wrocławskiego ośrodka.
      Rośnie liczba przeszczepów jednoczasowych
      Specjaliści podkreślają, że coraz więcej osób z niewydolnością serca ma problem z nerkami, dlatego na całym świecie rośnie liczba przeszczepów jednoczasowych. W Stanach Zjednoczonych rocznie przeprowadza się ok. 150 takich zabiegów.
      By takie operacje mogły się w ogóle odbywać, musi się znaleźć odpowiedni dawca. Z tego powodu bardzo istotna jest edukacja społeczna dot. donacji narządów - mówi Mateusz Rakowski, koordynator ds. transplantacji serca.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na całym świecie miliony osób mają problemy ze wzrokiem lub całkowicie go utraciły z powodu chorób rogówki. Często jedyną metodą na odzyskanie wzroku jest w takich wypadkach przeszczep tego narządu. Niestety, brakuje dawców i większość potrzebujących nigdy nie otrzymuje przeszczepu. Może się to jednak zmienić dzięki sztucznym rogówkom wytworzonym z kolagenu ze świńskiej skóry.
      Na łamach Nature Biotechnology opisano wyniki badania pilotażowego przeprowadzonego w Iranie i Indiach, w ramach którego 20 pacjentom przeszczepiono sztuczną rogówkę. Wszyscy odzyskali wzrok.
      Uzyskane wyniki pokazują, że możliwe jest opracowanie biomateriału, który spełnia wszystkie kryteria stawiane przed implantami dla ludzi, który może być masowo produkowany i przechowywany nawet przez 2 lata, a to oznacza, że może z niego skorzystać wiele osób cierpiących na problemy ze wzrokiem. To może rozwiązać problem braku rogówek do przeszczepu i dać nadzieję na leczenie innych chorób oczu, mówi profesor Neil Lagali z Linköping University. Autorami programu pilotażowego są naukowcy ze szwedzkiej uczelni, firmy LinkoCare Life Sciences AB oraz Uniwersytetu Medycznego w Teheranie, Wszechindyjskiego Instytutu Nauk Medycznych i Uniwersytetu Medycznego w Tabriz w Iranie.
      W badaniu wzięło udział 20 pacjentów, z których 14 straciło wzrok z powodu zaawansowanego stożka rogówki, a 6 było u progu utraty wzroku przez tę chorobę. Po operacji osoby te nie tylko odzyskały wzrok, ale przez kolejne dwa lata nie pojawiły się u nich żadne komplikacje. Po przeszczepie pacjenci przez 8 tygodni przyjmowali krople do oczu, które zapobiegały odrzuceniu sztucznej rogówki. To dodatkowy sukces, gdyż po przeszczepie naturalnej rogówki leki immunosupresyjne muszą być przyjmowane przez lata. Jakby tego było mało, u trzech pacjentów z Indii, którzy przed zabiegiem byli całkowicie niewidomi, uzyskano normalną ostrość widzenia 20/20. Natomiast u 14 początkowo niewidomych pacjentów stwierdzono średnią ostrość widzenia na poziomie 20/36.
      Wszczepione rogówki wykonano z kolagenu ze świńskiej skóry, która jest produktem odpadowym w przemyśle spożywczym. To oznacza, że materiał taki jest łatwo dostępny i tani. Wytworzone z niego rogówki mogą być przechowywane do dwóch lat. To ich kolejna zaleta, gdyż rogówki naturalne nadają się do użycia jedynie przez dwa tygodnie.
      Kolejne korzyści niesie ze sobą sama procedura przeszczepiania sztucznej rogówki. W naszej metodzie nie trzeba usuwać rogówki pacjenta. Wykonuje się niewielkie nacięcie, przez które wsuwa się implant, wyjaśnia profesor Lagali. Nacięcie wykonuje się laserem, chociaż możliwe jest też użycie prostszych narzędzi chirurgicznych. Co więcej, wszczepionej rogówki nie trzeba przyszywać. Ta prostota zabiegu powoduje, że przeszczepy sztucznej rogówki mogłyby być przeprowadzane w mniejszych, gorzej wyposażonych ośrodkach medycznych.
      Autorzy badań zastrzegają, że konieczne są szerzej zakrojone testy kliniczne nowej metody. Oni zaś skupią się teraz na zbadaniu, czy ich technologię można wykorzystać do leczenia szerszej gamy chorób oczu oraz czy sztuczne soczewki można będzie zindywidualizować, uzyskując w ten sposób większą efektywność.
      Szacuje się, że obecnie na całym świecie około 12,7 miliona osób cierpi na choroby, które można wyleczyć za pomocą przeszczepu rogówki. Transplantacji tego organu doczeka tylko 1 na 70 potrzebujących. Wzrok z powodu chorób rogówki traci 1 milion osób rocznie. Szczególnie trudna sytuacja panuje w krajach o średnich i niskich dochodach. Ponad połowa światowej populacji nie ma w ogóle dostępu do tego typu usługi medycznej. Dlatego też opracowanie taniej skutecznej i łatwo dostępnej sztucznej rogówki, której wszczepienie można przeprowadzić w stosunkowo prosty sposób, może być ratunkiem dla milionów ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Serce nie jest w stanie regenerować się po uszkodzeniu. Dlatego dla kardiologii i kardiochirurgii ważne są wysiłki specjalistów z dziedziny inżynierii tkankowej, którzy usiłują opracować techniki regeneracji mięśnia sercowego, a w przyszłości stworzyć od podstaw całe serce. To jednak trudne zadanie, gdyż trzeba odtworzyć unikatowe struktury, przede wszystkim zaś spiralne ułożenie komórek. Od dawna przypuszcza się, że to właśnie taki sposób organizacji komórek jest niezbędny do pompowania odpowiednio dużej ilości krwi.
      Bioinżynierom z Harvard John A. Paulson School of Engineering and Applied Sciences udało się stworzyć pierwszy biohybrydowy model komory ludzkiego serca ze spiralnie ułożonymi komórkami serca i wykazać przy tym, że przypuszczenia były prawdziwe. To właśnie takie spiralne ułożenie komórek znacząco zwiększa ilość krwi przepompowywanej przy każdym uderzeniu serca. To ważny krok, który przybliża nas do ostatecznego celu, jakim jest zbudowanie od podstaw serca zdatnego do transplantacji, mówi profesor Kit Parker, jeden z głównych autorów badań. Z ich wynikami możemy zapoznać się na łamach Science.
      Fundamenty dla obecnych osiągnięć amerykańskich naukowców położył 350 lat temu angielski Richard Lower. Lekarz, wśród którego pacjentów znajdował się król Karol II, jako pierwszy zauważył i opisał w Tractatus de Corde, że włókna mięśnia sercowego ułożone są w kształt spirali. Przez kolejne wieki naukowcy coraz więcej dowiadywali się o sercu, jednak badanie spiralnego ułożenia jego komórek było bardzo trudne. W 1969 roku Edward Sallin z Wydziału Medycyny University of Alabama wysunął hipotezę, że to właśnie spiralne ułożenie komórek pozwala sercu na tak wydajną pracę. Jednak zweryfikowanie tej hipotezy nie było łatwe, gdyż bardzo trudno jest zbudować serca o różnych geometriach i ułożeniu włókien.
      Naszym celem było zbudowanie modelu, na którym będziemy w stanie zweryfikować hipotezę Sallina i badać znaczenie spiralnej struktury włókien, stwierdza John Zimmerman z SEAS.
      Naukowcy opracowali metodę o nazwie Focused Rotary Jet Spinning (FRJS). Urządzenie działa podobnie do maszyny produkującej watę cukrową. Znajdujący się w zbiorniku płynny biopolimer wydobywa się z niego przez niewielki otwór, wypychany na zewnątrz przez siły odśrodkowe działające na obracający się zbiornik. Po opuszczeniu zbiornika, z biopolimeru odparowuje rozpuszczalnik i materiał utwardza się, tworząc włóka. Odpowiednią formę włóknom nadaje zaś precyzyjnie kontrolowany strumień powietrza. Dzięki manipulowaniu tym strumieniem, można nadać włóknom odpowiednią strukturę, naśladującą strukturę włókien mięśnia sercowego. Dzięki FRJS możemy precyzyjnie odtwarzać złożone struktury, tworząc jedno- a nawet czterokomorowe struktury, dodaje Hubin Chang.
      Gdy już w ten sposób odpowiednie struktury zostały utkane, na takie rusztowanie naukowcy nakładali na nie szczurze komórki mięśnia sercowego lub ludzkie komórki macierzyste uzyskane z kardiomiocytów. Tydzień później rusztowanie było pokryte wieloma warstwami kurczących się i rozkurczających komórek serca, których ułożenie naśladowało ułożenie włókien biopolimeru.
      Naukowcy stworzyli dwie architektury komór serca. Jedną o spiralnie ułożonych włóknach, drugą o włókach ułożonych okrężnie. Następnie porównali deformację komory, tempo przekazywania sygnałów elektrycznych oraz ilość krwi wyrzucanej podczas skurczu. Okazało się, że komora o promieniście ułożonych włókach pod każdym z badanych aspektów przewyższa tę o ułożeniu okrężnym.
      Co więcej, uczeni wykazali, że ich metoda może być skalowana nie tylko do rozmiarów ludzkiego serca, ale nawet do rozmiarów serca płetwala karłowatego. Z większymi modelami nie prowadzili testów, gdyż wymagałoby to zastosowania miliardów kardiomiocytów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zespół badawczy Liver4Life z Zurichu dokonał rzeczy, którą jeszcze niedawno moglibyśmy śmiało zaliczyć do kategorii fantastyki naukowej. Uszkodzona wątroba, która nie nadawała się do przeszczepu, została podłączona na 3 dni do maszyny, wyleczona, a następnie przeszczepiona pacjentowi, który swoją wątrobę stracił w wyniku nowotworu. Teraz, rok po operacji, pacjent czuje się świetnie.
      Zespół z Zurichu dysponuje wyjątkową zbudowaną przez siebie maszyną perfuzyjną. Naśladuje ona ludzkie ciało tak bardzo, jak to obecnie możliwe. Pompa zastępuje serce, a natleniacz płuca, jednostka do dializy pełni rolę nerek. Ponadto przez wątrobę przepuszczane są liczne hormony i składniki odżywcze, spełniające rolę jelit i trzustki. Sama maszyna porusza wątrobą tak, jak czyni to przepona w czasie oddychania.
      Już w styczniu 2020 roku informowaliśmy, że maszyna pozwala na utrzymanie ludzkiej wątroby przy życiu przez 7 dni, co był olbrzymim postępem. Już wówczas zauważono, że stan organów w maszynie może ulec poprawie.
      Teraz eksperci z Liver4Life dokonali kolejnego olbrzymiego postępu. Podłączyli do swojej maszyny wątrobę, która ze względu na zły stan, została zdyskwalifikowana jako organ nadający się do przeszczepu. Wątrobę leczono przez 3 dni. Tutaj warto przypomnieć, że obecnie zalecenia dla transplantologów mówią, że wątroba do przeszczepu może przebywać poza ludzkim organizmem do 12 godzin. Organy przechowuje się w lodzie lub w komercyjne dostępnych maszynach perfuzyjnych.
      Po 3 dniach stan wątroby poprawił się i zaproponowano ją jednemu z oczekujących na przeszczep pacjentów. Ten się zgodził i w maju 2021 roku otrzymał nową wątrobę. Opuścił szpital kilka dni po operacji i do dzisiaj czuje się świetnie. Jestem bardzo wdzięczny. Z powodu szybko rozrastającego się nowotworu miałem niewielką szansę na otrzymanie w odpowiednim czasie organu, komentuje pacjent.
      Nasz eksperyment dowiódł, że możliwe jest leczenie wątroby w maszynie perfuzyjnej i zwiększenie tym samym liczby organów dostępnych do przeszczepów, mówi profesor Pierre-Alain Clavien, dyrektor Wydziału Chirurgii Wewnętrznej i Transplantologii w Szpitalu Uniwersyteckim w Zurichu. A profesor Mark Tibbitt z Wydziału Inżynierii Makromolekularnej na ETH Zurich dodaje: Zastosowane przez nas multidyscyplinarne podejście do rozwiązywania złożonych problemów biomedycznych to przyszłość medycyny. Pozwoli to nam szybciej opracowywać nowe techniki leczenia.
      Teraz zespół Liver4Life planuje przeprowadzenia podobnych procedur na innych pacjentach. Chce w ten sposób wykazać, że procedura jest wiarygodna i bezpieczna. Dzięki ich pracy w przyszłości przeszczepy wątroby, które są obecnie procedurami pilnymi, wykonywanymi w miarę pojawiania się narządów, będą mogły być planowane z wyprzedzeniem. Jednocześnie specjaliści pracują nad udoskonaleniem swojej maszyny perfuzyjnej. Poszukiwane są też nowe metody leczenia wątroby poza organizmem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      University of Maryland Medical Center informuje o przeprowadzeniu pierwszego w historii udanego przeszczepu serca świni człowiekowi. Biorcą przeszczepu był 57-letni mężczyzna z terminalną chorobą serca, dla którego tego typu zabieg był jedyną opcją terapeutyczną. Po raz pierwszy w historii serce genetycznie zmodyfikowanej świni zostało przeszczepione człowiekowi i nie doszło do natychmiastowego odrzucenia.
      Mam wybór, albo umrzeć, albo poddać się temu przeszczepowi. Chcę żyć. Wiem, że to strzał na oślep, ale to moja jedyna szansa, mówił David Bennett na dzień przed zabiegiem. Mężczyzna był wielokrotnie hospitalizowany.
      FDA (Food and Drug Agency) wydała nadzwyczajną zgodę na przeprowadzenie zabiegu w ostatnim dniu ubiegłego roku. O zgodę taką można starać się w odniesieniu do eksperymentalnych produktów medycznych – w tym wypadku genetycznie zmodyfikowanego świńskiego serca – gdy ich wykorzystanie jest jedyną dostępną opcją u pacjenta z zagrażającą życiu chorobą.
      To przełomowy zabieg, który przybliża nas do momentu rozwiązania problemu z brakiem organów do przeszczepu. Po prostu nie ma tylu dawców z nadającymi się do przeszczepu sercami, by zaspokoić długą listę oczekujących, mówi główny operator profesor Bartley P. Griffith. Postępujemy bardzo ostrożnie, ale też jesteśmy pełni nadziei, że ten pierwszy w historii zabieg da w przyszłości szansę pacjentom.
      Profesor Griffith ściśle współpracował z profesorem Muhammadem M. Mohiuddinem, jednym z najlepszych na świecie specjalistów od przeszczepów organów zwierzęcych (ksenotransplantacji), który dołączył do University of Maryland przed pięcioma laty i wraz z prof. Griffinem stworzyli Cardiac Xenotransplantation Program. To kulminacja wieloletnich bardzo złożonych badań i doskonalenia techniki na zwierzętach, które przeżyły z organem obcego gatunku ponad 9 miesięcy. FDA wykorzystała nasze dane i dane na temat eksperymentalnej świni podczas procesu autoryzowania przeszczepu, mówi Mohiuddin.
      Ksenotransplantacje mogą uratować tysiące ludzi, ale wiążą się z ryzykiem wystąpienia niebezpiecznej reakcji układu odpornościowego biorcy. Może dojść do gwałtownego natychmiastowego odrzucenia i śmierci pacjenta.
      Pierwsze ksenotransplantacje były przeprowadzane już w latach 80. XX wieku, ale w dużej mierze porzucono je po słynnym przypadku Stephanie Fae Beauclair. Dziewczynka urodziła się ze śmiertelną wadą serca, przeszczepiono jej serce pawiana, jednak dziecko zmarło miesiąc później w wyniku reakcji układu odpornościowego. Od wielu jednak lat w kardiochirurgii z powodzeniem wykorzystuje się świńskie zastawki serca.
      Pan Bennett trafił do szpitala na sześć tygodni przed zabiegiem. Został wówczas podłączony do ECMO. Nie kwalifikował się do tradycyjnego przeszczepu, a z powodu arytmii nie mógł mieć wszczepionego sztucznego serca.
      Oprócz eksperymentalnej procedury pacjentowi podawany jest też, obok tradycyjnych środków, eksperymentalny lek zapobiegający odrzuceniu przeszczepu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...