Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Optymizm chroni przed cukrzycą typu 2.

Recommended Posts

Optymizm może obniżać ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2.

Autorzy artykułu z pisma Menopause podkreślają, że w USA cukrzycę ma ponad 30 mln obywateli (9,4%). Chorobowość rośnie z wiekiem i w grupie 65+ wynosi 25,5%. Cukrzyca typu 2. stanowi 90-95% przypadków diagnozowanych u dorosłych. Czynnikami ryzyka są m.in. otyłość czy brak aktywności fizycznej.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że z podwyższonym ryzykiem cukrzycy wiążą się też depresja i cynizm. Duży poziom wrogości powiązano zaś z wysokim stężeniem glukozy na czczo, insulinoopornością i cukrzycą. Niewiele badań poświęcono jednak ochronnym cechom osobowości.

W ramach najnowszego studium analizowano przypadki 139.924 kobiet w wieku pomenopauzalnym (uczestniczek Women's Health Initiative, WHI), które na początku nie miały cukrzycy. W ciągu 14 lat zidentyfikowano 19.240 przypadków cukrzycy typu 2. Okazało się, że w porównaniu do kobiet z najniższego kwartyla optymizmu (najmniej optymistycznych), u pań z najwyższego kwartyla (najbardziej optymistycznych) ryzyko wystąpienia nowych przypadków cukrzycy było o 12% niższe. W porównaniu do badanych z najniższego kwartyla negatywnej reaktywności emocjonalnej i wrogości, kobiety z najwyższego kwartyla były, odpowiednio, o 9 i 17% bardziej zagrożone cukrzycą. Związek między wrogością i ryzykiem cukrzycy był silniejszy u pań, które nie były otyłe.

Wiele wskazuje więc na to, że niski optymizm, a także silny negatywizm i wrogość wiążą się z podwyższonym ryzykiem nowych przypadków cukrzycy u kobiet w wieku pomenopauzalnym (czynniki te działają niezależnie od podstawowych zachowań zdrowotnych i depresji).

Ponieważ cechy osobowościowe są stałe na przestrzeni życia, kobiety z grupy podwyższonego ryzyka cukrzycy, które przejawiają niski poziom optymizmu oraz duży negatywizm i wrogość, powinny być objęte strategiami prewencyjnymi dostosowanymi do ich typu osobowości - podsumowuje dr JoAnn Ponkerton, dyrektorka wykonawcza Północnoamerykańskiego Towarzystwa Menopauzy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

kobiety z grupy podwyższonego ryzyka cukrzycy, które przejawiają niski poziom optymizmu oraz duży negatywizm i wrogość, powinny być objęte strategiami prewencyjnymi

No nie wiem... zołza z cukrzycą jest jakby trochę słodsza, zołza bez cukrzycy to sama gorycz.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby z chorobami przyzębia (periodontopatiami) wydają się bardziej zagrożone nadciśnieniem. Obserwowaliśmy zależność liniową: im cięższa periodontopatia, tym wyższe prawdopodobieństwo nadciśnienia. Wyniki sugerują, że pacjentów z chorobami przyzębia powinno się informować o zagrożeniu i zalecanych zmianach stylu życia, tj. ćwiczeniach i zdrowej diecie - podkreśla prof. Francesco D'Aiuto z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego (UCL).
      Autorzy artykułu z pisma Cardiovascular Research dodają, że nadciśnienie występuje u 30-45% dorosłych i jest wiodącą przyczyną przedwczesnych zgonów, zaś choroby przyzębia dotyczą ponad połowy światowej populacji. Nadciśnienie to główna możliwa do zapobieżenia przyczyna chorób układu krążenia, a periodontopatie powiązano z podwyższonym ryzykiem zawału i udaru.
      Nadciśnienie może być motorem zawałów i udarów u pacjentów z periodontopatiami. Wcześniejsze badania sugerowały związek między chorobą przyzębia i nadciśnieniem i że leczenie stomatologiczne może poprawić ciśnienie, jednak jak dotąd ustalenia były nierozstrzygające.
      By określić ryzyko nadciśnienia u osób z umiarkowaną i ciężką chorobą przyzębia, naukowcy przeprowadzili metaanalizę. Uwzględnili w niej 81 badań z 26 krajów.
      Okazało się, że umiarkowana-ciężka periodontopatia wiązała się z ryzykiem nadciśnienia podwyższonym o 22%, a ciężka periodontopatia z ryzykiem nadciśnienia wyższym o 49%. Obserwowaliśmy dodatni związek liniowy: zagrożenie nadciśnieniem rosło, w miarę jak choroba przyzębia stawała się poważniejsza - wyjaśnia dr Eva Muñoz Aguilera z UCL.
      Średnie ciśnienie tętnicze pacjentów z chorobami przyzębia było wyższe niż u osób bez periodontopatii. Oznaczało to ciśnienie skurczowe wyższe o 4,5 mmHg i ciśnienie rozkurczowe wyższe o 2 mmHg. Te różnice nie są pomijalne. Średnio 5-mmHg wzrost ciśnienia krwi można [bowiem] powiązać z 25% wzrostem ryzyka zgonu z powodu zawału bądź udaru.
      Naukowcy podkreślają, że 5 z 12 uwzględnionych badań interwencyjnych wykazało spadek ciśnienia po leczeniu dziąseł. Zmiany wystąpiły nawet u ludzi z prawidłowym ciśnieniem.
      Wydaje się, że istnieje kontinuum powiązań między stanem jamy ustnej a ciśnieniem, które dotyczy zarówno stanów mieszczących się w normie, jak i chorobowych. Dowody sugerujące, że terapia periodontologiczna może obniżyć ciśnienie, nadal pozostają nierozstrzygające. W niemal wszystkich badaniach interwencyjnych ciśnienie nie było głównym obserwowanym rezultatem, dlatego by rozstrzygnąć tę kwestię, trzeba studiów z losowaniem do grup - opowiada D'Aiuto.
      Zastanawiając się nad możliwymi wyjaśnieniami korelacji między periodontopatią i nadciśnieniem, akademicy podkreślają, że choroba przyzębia i związane z nią bakterie prowadzą do stanu zapalnego w całym organizmie, co wpływa na funkcje naczyń. Pewną rolę może też odgrywać dzielona podatność genetyczna, a także wspólne czynniki ryzyka, takie jak palenie czy otyłość.
      W wielu krajach na świecie stan zdrowia jamy ustnej nie jest regularnie oceniany, dlatego choroba przyzębia nie jest przez wiele lat leczona. Mamy taką hipotezę, że zapalenie w obrębie jamy ustnej oraz układowe, a także odpowiedź na bakterie dokładają się do istniejących czynników ryzyka.
      D'Aiuto dodaje, że w jego analizach to chorobę przyzębia traktowano jako potencjalny czynnik ryzyka nadciśnienia, ale prawdziwy może również być odwrotny związek. Konieczne są dalsze badania, by sprawdzić, czy pacjenci z nadciśnieniem są bardziej zagrożeni periodontopatią.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby o poglądach konserwatywnych mają naturalną przewagę jeśli chodzi o inwestowanie, wynika z badań prowadzonych przez naukowców z Rice University, University of North Carolina, University of Texas, University of Bath i Southern Methodist University.
      Badania, którymi objęto 15 000 dorosłych Amerykanów wykazały, że osoby o konserwatywnych poglądach politycznych z większym prawdopodobieństwem podejmują decyzje podobne do profesjonalnych inwestorów i częściej wybierają takie opcje inwestycyjne, które niosą większe ryzyko i większy zysk, szczególnie jeśli wierzą w swoje zdolności do inwestowania i są optymistycznie nastawieni.
      Z danych Rezerwy Federalnej za rok 2015 wynika, że 94,5% amerykańskich gospodarstw domowych posiada oszczędności w postaci gotówki, certyfikatu depozytowego, obligacji, akcji lub udziałów w funduszu inwestycyjnym. W 2014 roku Amerykanie zainwestowali ponad 1,3 biliona dolarów w instrumenty finansowe.
      Osoby biorące udział w badaniu, były pytane, czy w ostatnich wyborach prezydenckich głosowały na Donalda Trumpa czy Hillary Clinton, czy informacje o aktualnych wydarzeniach czerpią głównie z CNN, Fox czy MSNBS oraz czy identyfikują się z Partią Republikańską czy Demokratyczną. Gdy porównano identyfikację polityczną badanych z preferowanym przez nich sposobem inwestowania, okazało się, że konserwatyści podejmują tym bardziej ryzykowne inwestycje im bardziej w siebie wierzą. Z kolei u osób o poglądach liberalnych ryzyko inwestycji pozostaje na tym samym poziomie, nawet gdy rośnie ich samoocena.
      Dla sprawdzenia uzyskanych przez siebie wyników naukowcy wykorzystali dane ponad 14 000 osób, które zostały zgromadzone w latach 1996–2012 przez Biuro Statystki Pracy w ramach Badania Wydatków Konsumentów. Okazało się, że osoby, mieszkające w stanach, gdzie większość wyborców to konserwatyści, z większym prawdopodobieństwem posiadają bardziej ryzykowne instrumenty finansowe, co więcej, portfolio takich instrumentów w rękach osób indywidualnych zwiększyło się w ostatnim czasie, co wskazuje na rosnące zaufanie do samego siebie jako inwestora.
      Przyglądając się bliżej uzyskanym wynikom, naukowcy stwierdzili, że wierzący sobie konserwatyści wybierają bardziej ryzykowne opcje inwestowania, gdyż bardziej skupiają się na korzyściach i maksymalizacji zysku. To połączenie pewności siebie oraz skupienia się na korzyściach zwiększa skłonność do ryzyka wśród osób o poglądach konserwatywnych, mówi profesor Vikas Mittal z Rice University.
      To ważne badania, które mają znaczący wpływ na nasze społeczeństwo oraz sposób prowadzenia polityki. Po pierwsze, należy zauważyć, że osoby wykazujące większą pewność siebie w zakresie decyzji inwestycyjnych zwykle wybierają takie opcje finansowe, które w maksymalizują zyski długoterminowe. Jako, że taki mechanizm bardziej ryzykownych inwestycji maksymalizujących długoterminowe zyski, a wynikający z pewności siebie, jest silnej zaznaczony u konserwatystów, można się spodziewać, że długoterminowo będzie pogłębiała się różnica dochodowa pomiędzy liberałami a konserwatystami. Będzie to widoczne szczególnie tam, gdzie ludzie mają wolność inwestowania, mówi Mittal.
      Drugim ważnym spostrzeżeniem jest stwierdzenie, że większa skłonność do ryzykownych inwestycji wśród konserwatystów bierze się z tego, że skupiają się one na plusach inwestycji. Taki sposób myślenia wynika z optymizmu i chęci osiągnięcia sukcesu, poprawienia lub utrzymania swojego statusu. To właśnie skupienie się na pozytywnych stronach inwestycji powoduje, że ludzie ci są wytrwali i nie zaczynają wyprzedawać swoich instrumentów finansowych nawet w czasie, gdy wskaźniki giełdowe spadają. Patrząc z szerszej perspektywy, pokazuje nam to, że sukces finansowy może być powiązany z poglądami politycznymi w sposób, który nie jest oczywisty. Konserwatyści zwykle wolą samodzielne inwestycje, niż rządowe instrumenty finansowe, które zmniejszają i ryzyko i zysk. To zaś jest zgodne z konserwatywną pewnością siebie połączoną ze skupieniem na pozytywnych stronach inwestycji. W długim terminie konserwatyści jako grupa społeczna mogą akumulować coraz więcej bogactwa.
      Jednak, jak dodaje uczony, ta przewaga konserwatystów nie jest bezpośrednio powiązana z ich ideologią polityczną, ale z ich pewnością siebie i optymizmem. To pożądane cechy, które mogą być użyteczne dla każdego, niezależnie od poglądów politycznych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wysokie spożycie błonnika w czasie ciąży wiąże się z obniżonym ryzykiem celiakii u dzieci.
      Eksperci z Norwegii stwierdzili, że na każdy 10-g wzrost ilości błonnika w diecie ciężarnej przypadał 8% spadek ryzyka celiakii u dziecka. W grupie z największym spożyciem błonnika (powyżej 45 g dziennie) ryzyko było o 34% niższe, w porównaniu do grupy z najniższym spożyciem (poniżej 19 g dziennie). Z najniższym ryzykiem wiązało się raczej spożycie błonnika z owoców i warzyw niż ze zbóż.
      W ramach studium analizowano przypadki ponad 88 tys. dzieci urodzonych w latach 1999-2009. Naukowcy mierzyli spożycie włókna i glutenu przez matkę w czasie ciąży. Potem sprawdzali, czy w okresie, w którym monitorowano losy badanych (średnio 11 lat), u dziecka stwierdzono celiakię.
      Obecnie mamy bardzo mało danych na temat zależności między matczynym spożyciem błonnika lub glutenu w czasie ciąży a ryzykiem celiakii u dzieci. Ponieważ to pierwsze badania dot. matczynego spożycia błonnika, na razie nie możemy rekomendować konkretnych schematów dietetycznych [...]. Konieczne są dalsze badania. My zajmujemy się teraz sprawdzeniem, czy spożycie włókien przez matkę wpływa na mikrobiom jelitowy dziecka; to bowiem jedno z potencjalnych wyjaśnień uzyskanych wyników - komentuje dr Ketil Størdal z Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego.
      Co istotne, akademicy stwierdzili również, że spożycie przez kobietę glutenu w czasie ciąży nie wiązało się z wyższym ryzykiem celiakii. "Nasze wyniki nie stanowią poparcia dla ograniczania spożycia glutenu przez kobiety w ciąży".
      Zespół, który zaprezentował swoje ustalenia na dorocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii Pediatrycznej, podkreśla, że zdiagnozowane przypadki stanowią niewielki odsetek ogólnej liczby chorych i że większość dzieci pozostaje niezdiagnozowana.
      Jak najwcześniejsze zdiagnozowanie celiakii jest kluczowe dla zapewnienia dziecku optymalnego wzrostu i rozwoju; do powikłań niezdiagnozowanej choroby trzewnej należą bowiem upośledzenie wzrostu i przybierania na wadze, opóźnione dojrzewanie, anemia z niedoboru żelaza, przewlekłe zmęczenie czy osteoporoza.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wcześniejsze badania zademonstrowały, że kamienie żółciowe wiążą się z podwyższonym ryzykiem udaru. Autorzy nowego studium, które właśnie ukazało się w Journal of Gastroenterology and Hepatology, odkryli, że na szczęście usunięcie pęcherzyka żółciowego może to ryzyko obniżyć.
      Naukowcy analizowali ryzyko udaru wśród 310.712 pacjentów z kamicą pęcherzykową z Tajwanu; połowa z nich przeszła operację usunięcia pęcherzyka (cholecystektomię).
      Między 2000 a 2012 r. udar wystąpił u 19.096 osób, których nie poddano operacji i u 11.913 osób po cholecystektomii.
      Akademicy wyliczyli, że u chorych po cholecystektomii ryzyko udaru było nawet o 40% niższe; obniżone ryzyko obserwowano niezależnie od wieku i innych chorób.
      Można rozważać prewencyjne działania u pacjentów z kamicą pęcherzykową; dotyczy to szczególne chorych prezentujących czynniki ryzyka udaru.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Spożywanie kubka borówek amerykańskich dziennie ogranicza czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Sezon na te owoce zbliża się dużymi krokami, więc nic tylko je zrywać, kupować i zjadać.
      Wyniki opublikowane w American Journal of Clinical Nutrition pokazują, że spożywanie 150 g borówek amerykańskich dziennie zmniejsza ryzyko choroby sercowo-naczyniowej nawet o 15%.
      Naukowcy z Uniwersytetu Wschodniej Anglii chcieli sprawdzić, czy borówki mają jakiś wpływ na zespół metaboliczny.
      Zespół metaboliczny znacząco podwyższa ryzyko choroby serca, udaru i cukrzycy. By kontrolować to ryzyko, często przepisuje się statyny i inne leki - opowiada prof. Aedin Cassidy. Skądinąd wiadomo, że zmiany dotyczące stylu życia, np. diety, także są pomocne.
      Wcześniejsze badania wskazywały, że ludzie, którzy regularnie jadają borówki, są w mniejszym stopniu zagrożeni różnymi chorobami, w tym cukrzycą typu 2. czy chorobami sercowo-naczyniowymi. Dzieje się tak m.in. dlatego, że owoce te zawierają sporo antocyjanów, czyli flawonoidów odpowiedzialnych za ich niebieską i czerwoną barwę.
      My chcieliśmy sprawdzić, czy jedzenie borówek przyniesie korzyści również osobom, które znajdują się w grupie ryzyka tych schorzeń.
      Zespół badał efekty codziennego spożycia borówek u 138 osób w wieku 50-75 lat z nadwagą bądź otyłością oraz zespołem metabolicznym.
      Porównywano korzyści związane ze spożywaniem odpowiednika 150 g (kubka) i 75 g (1/2 kubka) owoców. W półrocznym eksperymencie wykorzystywano liofilizat borówek. Ochotników wylosowano do 3 grup. Jedna spożywała 26 g liofilizatu, druga 13 g liofilizatu i 13 g placebo, a trzecia samo placebo.
      Placebo zostało wyprodukowane przez US National Food Lab; jego głównymi składnikami były glukoza, maltodekstryna i fruktoza. Proszek miał fioletową barwę.
      Odkryliśmy, że spożywanie kubka borówek dziennie poprawia funkcję naczyń [śródbłonka] i zmniejsza sztywność tętnic; różnica jest na tyle istotna, że ryzyko choroby sercowo-naczyniowej obniża się o 12-15% - podkreśla dr Peter Curtis.
      Co zaskakujące, mniejsza porcja (75 g) nie zapewniła korzyści. Możliwe, że by dobrze wpłynąć na serce otyłych populacji z grup ryzyka, potrzeba większych porcji niż w populacji generalnej.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...